Dodaj do ulubionych

Lojalność wobec własnego dziecka

20.05.10, 16:18
Przyczytałam właśnie taki oto wywiad:
www.newsweek.pl/artykuly/madrzy-dorosli--dobre-dzieci-,57655,1
Jest tam fragment:
"Kolejny błąd to brak lojalności rodziców. Nawet jeżeli nie
akceptujemy jakiegoś zachowania nastolatka, to powiedzmy mu o tym w
cztery oczy, ale wobec świata stańmy za nim murem. Nic bardziej nie
zniszczy naszych relacji z dzieckiem, jak sytuacja, kiedy wejdziemy
w koalicję z nauczycielem przeciwko niemu – choć w naszym rozumieniu
dla jego dobra. Dziecko ma wiedzieć, że może na nas liczyć nawet
wtedy, jeżeli zdarzy mu się narobić bigosu."

Rozumiem, że dziecko powinno móc na mnie liczyć, gdy narobi bigosu,
że mu pomogę z tego bigosu się wygrzebać. Ale czy możecie mi
wytłumaczyć na czym ma polegać to nie wchodzenie w koalicję z
nauczycielem przeciwko dziecku, stawanie za nim murem? Nie mam
jeszcze nastolatka w domu i nie potrafię sobie takiej sytuacji
wyobazić. Weźmy np. wagarowanie przez kilka dni. Jak to stawanie
murem ma wyglądac? Albo wytłumaczcie mi to łopatologicznie na innym
przykładzie.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 16:24
      Nie da się łopatologicznie wytłumaczyć bzdury. Owszem, trzeba
      popierac wlasne dziecko, jeśli racja, albo część racji jest po jego
      stronie. Ale gdy np. bije kolegów, jest chamski wobec nauczycieli
      itd - to stawanie po jego stronie i obrona za wszelką cenę na pewno
      nastolatkowi nie pomoże.
    • oldrena1 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 16:39
      kub-ma napisała:
      > Weźmy np. wagarowanie przez kilka dni. Jak to stawanie
      > murem ma wyglądac? Albo wytłumaczcie mi to łopatologicznie na
      innym
      > przykładzie.

      A weźmy to wagarowanie. Załóżmy, że jesteśmy na zebraniu rodziców i
      wychowawca skarży się na opuszczanie lekcji wf-u i biologii przez
      nasze dziecko plus dodaje jakieś niepochlebne opinie o nim. Zamiast
      przytakiwać i dokładać swoje "bo on taki nieusłuchany, śpioch, leń i
      skaranie boskie; tylko czekam aż sie usamodzielni i będziemy mieć
      święty spokój" - grzecznie podziękować za informacje, obiecać takie
      porozmawianie z potomstwem, żeby sytuacja się poprawiła. Bo w
      gruncie rzeczy nasze dziecko nie jest złe. Źle, głupio postępuje,
      ale jest w stanie poprawić zachowanie.
      A domu... spuszczamy pętakowi łomot wink
      A na serio - nie głaszczemy po główce, tylko bierzemy za frak,
      siadamy i ustalamy wspólnie, jak ma się wykaraskać z stuacji, w
      której się znalazł. I przypominamy co jakiś czas, na co się
      umówiliśmy.
      Może być?
    • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 16:49
      Zastanawiam się, co oznacza wejście w koalicję z nauczycielem przeciw dziecku i
      co ma do tego możliwość liczenia na rodziców.
      Jakieś pitu-pitu, a nie artykuł.
      • oldrena1 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 17:05
        Wejdź, rodzicu, w buty swojego dziecka. Spójrz na sytuacje jego
        oczyma.
        Nauczyciel mówi, że dziecko nie przykłada się do pracy, jego zeszyty
        są niestaranne (albo ich nie ma), podczas lekcji błądzi myślami w
        obłokach etc. Ty znasz swoje dziecko, wiesz, że na lekcjach się
        nudzi, bo błyskawicznie wszystko rozumie lub już zna. Albo
        przeciwnie: nie jest w stanie zrozumieć, bo nauczyciel może i
        wykształcony, ale bez umiejętności przekazywania wiedzy.
        Jeśli w domu będziesz mówić dziecku to, co słyszy w szkole od
        nauczyciela i jeszcze dołożysz swoje... To dziecko uzna, że jesteś
        po stronie nauczyciela, szkoły.
        Jeżeli zamiast tego potraktujesz swoje dziecko jak człowieka (nie
        tylko ucznia), pogadasz, zapytasz, w czym problem, posłuchasz, jakie
        ono widzi wyjście z sytuacji - uzna, że może na ciebie liczyć; bo
        jesteś w stanie przyjąć do wiadomości i jego racje, a nie jedynie
        nauczyciela.
        Może to i pitu-pitu. Znam rodzinę, w której podziałało. dziecko może
        nie orzeł, ale bez poczucia, że jest do niczego.
        • azile.oli Re: Oldrena 20.05.10, 17:23
          To chyba jasne, że rodzic, który wie, że dziecko postępuje w
          określony sposób z całkiem uzasadnionych powodów nie będzie mu
          powtarzał zarzutów nauczyciela. Mam tu na myśli nudę na lekcji.
          Można się też powstrzymać od gadania o niestarannych zeszytach.
          Natomiast brak zeszytu jest słusznym zarzutem , nie ma co owijać w
          bawełnę, tylko powiedzieć dziecku, że tego nie pochwalasz.
          Zrozumiałe jest, że nauczyciel może kiepsko tłumaczyć i dziecko
          czegoś nie rozumie. Nie chodzi o to, żeby powiedzieć młodemu
          człowiekowi, że jest nieukiem, a nauczycielowi przytaknąć.
          Ważne jednak, żeby porozmawiać z dzieckiem o problemach, bo one się
          będa nawarstwiać, nawet, jeśli nie są zawinione przez ucznia.
          I najważniejsza rzecz - rodzic powinien wiedzieć, na ile dziecko
          stać. I jedno pochwalić za trójkę, a innemu zwrócić uwagę, że trója
          nas niepokoi.
          • oldrena1 Re: Oldrena 20.05.10, 22:39
            No to się zgadzamy właściwie. Z tym, że nikt nie jest ideałem i rodzicom się zdarza wątpić w swoje dzieci. Jeśli nie radzą sobie z problemem, to mogą myśleć, że może jednak nauczyciel ma rację i właściwie (obiektywnie) ocenia ich dziecko, a rodzicielska miłość zaślepia. smile I w takich sytuacjach, moim zdaniem, warto sobie przypomnieć, że jesteśmy w jednej drużynie z naszym dzieckiem. I nie ma to nic wspólnego z głaskaniem po główce i kryciem różnych grzeszków.

            W niektórych wypowiedziach w tym wątku widzę, że słowa dyrektora "Kąta" o staniu murem za dzieckiem są odbierane jako "hulaj dusza, piekła nie ma". A tymczasem wyraźnie widać w jego wypowiedzi, że nie chodzi o pobłażanie. Mówił coś o kontrakcie zawieranym z dzieckiem, o wymaganiu od niego właściwego postępowania.
            Fakt, wywiad jest powierzchowny i daje podstawy do rozmaitych spekulacji, co autor miał na myśli.
            • kub-ma Re: Oldrena 20.05.10, 23:00
              Chyba włąśnie w tym problem, że wywiad jest powierzchowny.
              Ale dopytałam niezawodne emamy i popatrzyłam na takie sytuacje w
              trochę mądrzejszy sposób.
        • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 07:09
          Rzeczy oczywistych nie trzeba mi tłumaczyć, naprawdę.
          Problem polega na tym, że ten medal ma dwie strony - dla wielu rodziców stawanie
          po stronie dziecka oznacza nieprzyjmowanie jakichkolwiek krytycznych uwag wobec
          ich potomka. Żadnych. Zero. Wagaruje? W życiu. Nie odrabia prac domowych?
          Niemożliwe. Strzelił kolegę w nos? Mój syn? Nigdy.
          Pitu pitu w artykule to powierzchowne potraktowanie problemu - przyjęcie
          postawionej tezy bez głębszej refleksji zaowocuje zaimpregnowaniem rodziców na
          jakąkolwiek krytykę wobec ich dziecka.
          • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 08:22
            kawka74 napisała:

            > Rzeczy oczywistych nie trzeba mi tłumaczyć, naprawdę.
            > Problem polega na tym, że ten medal ma dwie strony - dla wielu
            rodziców stawani
            > e
            > po stronie dziecka oznacza nieprzyjmowanie jakichkolwiek
            krytycznych uwag wobec
            > ich potomka. Żadnych. Zero. Wagaruje? W życiu. Nie odrabia prac
            domowych?
            > Niemożliwe. Strzelił kolegę w nos? Mój syn? Nigdy.
            > Pitu pitu w artykule to powierzchowne potraktowanie problemu -
            przyjęcie
            > postawionej tezy bez głębszej refleksji zaowocuje zaimpregnowaniem
            rodziców na
            > jakąkolwiek krytykę wobec ich dziecka.

            tak, ja tak mam i pewnie bede miala
            jezeli ide do szkoly, ktora w zalozeniu ma wespol w zespol
            wychowywac dzieci i mlodziez
            to ja nie ide wysluchiwac krytyki na temat mojego dziecka
            jesli pojawia sie problemy
            to ja chce uslyszec od nauczyciela jak mozemy mu razem pomoc
            • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 08:30
              co - kontynuujac - nie oznacza zamkniecia na fakty
              oczywiste - jak wagarowanie, zle oceny itd

              ale mialam juz probke w przedszkolu
              sytuacja jedna z wielu
              na przyklad
              prosze pani bo dziecko (6 lat) nie bral czynnego udzialu w zajeciach
              tylko mowi aaaaleeeeeee nuuuuudy
              ja powiem tak tak, to zle glupie dziecko spiore mu dupke
              chodz tu smarku glupi, dziecko ryczy
              pani mysli - sprawa zalatwiona
              ja mowie, wie pani on bardzo chetnie sie angazuje, moze dzisiejsze
              zajecia byly dla niego mniej ciekawe, albo poprowadzone nie ciekawie
              (pani sie jezy)
              i rozmawiam z dzieckiem dlaczego sie wynudzil w czterech scianach
              sugerujac ze nie zawsze warto mowic wszytsko co sie mysli, a czasem
              po cichu przeczekac nude myslac o niebieskich migdalach
              ktory wariant jest lepszy, a ktory lojalny wobec dziecka, a ktory
              niepedagogiczny?
            • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 08:35
              Czyli jeśli nauczyciel powie Ci, że z którymś z Twoich potomków źle się dzieje,
              powiesz mu, żeby się gonił polami do Albanii, bo Twoje dziecko jest idealne? O
              tym piszę, nie o współpracy i tak dalej.
              Żeby pomagać, trzeba wiedzieć, co się dzieje, a rodzice często negują słowa
              nauczyciela już na tym etapie, mimo że rozmowa jest prowadzona w tonie 'jest
              problem i zróbmy z tym to i to', a nie 'pańskie dziecko to kompletny debil'.
              • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 08:44
                > Żeby pomagać, trzeba wiedzieć, co się dzieje, a rodzice często
                negują słowa
                > nauczyciela już na tym etapie, mimo że rozmowa jest prowadzona w
                tonie 'jest
                > problem i zróbmy z tym to i to', a nie 'pańskie dziecko to
                kompletny debil'.

                nie sadze
                pracowalam w szkole
                obserwowala karyjere szkolna mlodszego rodzenstwa (przy swojej
                wiadomo obiektywizmu brak wink)
                niestety czesto nauczyciele nie chca, albo nie umieja pomoc
                dzieci nie lubia i nie rozumieja
                a czesto i jedno i drugie
                ze swieca szukac nauczyciela ktory powie
                to swietne dziecko
                tylko cos mu odgrzalo
                zastanowmy sie, jak mu pomoc
                najczesciej - jest to zle i rozwydrzone glupie dziecko bez ambicji
                a od rodzicow oczekuja
                ze przyjda do domu i doloza swoje
                wiec ja sie na to nie godze
                dziecko zaszczute w szkole, z powtorka w domu
                bez pomocy znikad to najkrotsza droga do nerwic szkolnych, depresji
                i naprawde powaznych problemow
                bo dziecko szuka akceptacji i zrozumienia
                kazdy szuka
                jak w domu nie znajdzie
                to znajdzie gdzie indziej, nie zawsze tam gdzie powinno
                • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:05
                  Ja w szkole pracuję nadal, dziesiąty rok. Widziałam naprawdę bardzo, bardzo
                  różnych rodziców, w tym takich, którym należałoby odebrać prawa rodzicielskie za
                  gnojenie potomka, ale też i takich, którzy nie przyjmowali do wiadomości
                  niczego, co byłoby niezgodne z ich zdaniem o własnym dziecku. Może była to nie
                  tyle lojalność wobec dziecka, ile reakcja na podważanie kompetencji
                  rodzicielskich - trudno mi powiedzieć.

                  Za moich kolegów po fachu nie odpowiadam, bo, jak w każdym zawodzie, różni
                  ludzie się trafiają. Ja swoją pracę widzę tak - moim psim obowiązkiem jest
                  pomagać dziecku i udzielać mu wszelkiego możliwego wsparcia. Niekiedy muszę też
                  udzielać pomocy rodzicom. Ba, niekiedy muszę rodzicem potrząsnąć, żeby łaskawie
                  ruszył tyłek i raczył podjąć współpracę dla dobra własnego potomka - nie dla
                  spełnienia mojej fanaberii.
                  Tak, jak bywają głupi nauczyciele, tak bywają głupi rodzice. Jeśli zejdą się
                  razem, dziecku można już tylko współczuć.
                  • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:13
                    no niestety

                    wspolpraca rodzicow ze szkola to temat rzeka
                    oczekiwania sa rozne nieco
                    i ludzie rozni

                    jednak szkol dziecko przejdzie mase i nauczycieli w niej spotka mase
                    a mnie ma jedna
                    i zawsze bede po jego stronie
                    co nie wyklucza krytyki zachowania kiedy na takowe zasluzy
                    • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:20
                      i zawsze bede po jego stronie
                      > co nie wyklucza krytyki zachowania kiedy na takowe zasluzy

                      Jak najbardziej się zgadzam.
                      • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:26
                        dochodzimy tu tez do problemu na ile i jak mozna krytykowac zachowanie
                        nauczyciela
                        zeby mu autprytetu nie podwazac
                        ale bzdury jakby widziec smile
                        • kawka74 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 12:53
                          O, to jest bardzo szeroki temat - między 'pani się pomyliła, każdemu się zdarza'
                          a 'pani jest głupia i nie musisz się jej słuchać' smile
                          Mądry rodzic będzie wiedział, jak to zrobić, mądry nauczyciel nie zrozumie
                          prostej uwagi jako ataku na siebie, szkołę, dyrektora i pokój na świecie. Tylko
                          na to można liczyć.
      • azile.oli Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 17:10
        Odnośnie wagarowania. Byłam na zebraniu u syna, 2 klasa gimnazjum.
        Wychowawczyni rozdała kartki z ocenami i pod spodem wypisała
        nieobecności (z datami). Jakież było moje zdziwienie, gdy siedząca
        obok mnie mama wyjęła plik pociętych karteczek i zaczęła pisać
        usprawiedliwienia. No, tym sposobem to jej syn będzie wiecznie
        wagarował.
        A co do trzymania wspólnego frontu - wszystko zależy od sytuacji.
        Gdy dziecko jest agresywne, przeszkadza, ubliża nie ma się co
        zapierać. Radzę przyjąć postawę współpracujacą.
        Bez sensu jest zaprzeczanie ewidentnym faktom, bo wychodzi się na
        rodzica, z którym nauczyciel nie ma o czym rozmawiać.
        Jeśli rodzic jest pewien, że sobie z sytuacja poradzi, to przyjąć
        uwagi nauczyciela do wiadomości i załatwić sprawę z dzieckiem.
        Oczywiście cały czas mam na myśli sytuacje jasne i klarowne, a nie
        takie, gdzie jest słowo dziecka przeciw słowu nauczyciela.
        Co ciekawe, nauczyciel często chętniej współpracuje z rodzicem ,
        który problem widzi, niż z tym, który nie przyjmuje do wiadomości
        faktów.
        Co do tworzenia wspólnego frontu przeciwko dziecku, to wiadomu, że
        tego robić nie należy. Ale można stworzyć wspólny front dla dziecka.
    • karra-mia Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 17:11
      Najgłupszą rzeczą jaką mogą zrobić rodzice wg mnie to obrona głupot własnego dziecka za wszelką cenę. Rodzic nie ma psioczyć na własne dziecko, ale jeżeli ma świadomość, ze dzieciak źle postępuję, powinien umieć się do tego przyznać. Czyli jeżeli np. chodzi o wagary, to rodzic przyznaje przed nauczyciele, że owszem am rację, źle dziecko postępowało i ze w domu odbędzie się stosowna rozmowa i taką też w domu się przeprowadza. A wg artykułu powinien rodzic powiedzieć nauczycielowi, ze bzdury gada, że to żadna wielka rzecz, a w domu z dzieckiem pogadać? No bez sensu.
      • marzeka1 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 17:27
        Znany przykład z liceum: matka usprawiedliwiała WSZYSTKIE wagary
        córki, zawsze ją tłumaczyła, córka oblała maturę (no jak gościem się
        w szkole było), matka ma dzikie pretensje do szkoły ( w dzienniku
        wpisy o licznych telefonach do matki z prośbą o kontakt w sprawie
        nieobecności córki). Dla mnie to przykład antywychowawczy, żadna
        obrona własnego dziecka, a raczej kochanie głupią miłością.
    • mamapodziomka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 17:30
      Bzdura totalna.

      Przez takie postepowanie rodzice eksa zdemoralizowali go do imentu. Bo najpierw
      tylko wagarowal, co skrupulatnie usprawiedliwiali, potem zaczal krasc drobiazgi,
      co za kazdym razem zatuszowali i zalatwili, potem przyszla pora na przekrety
      gospodarcze, z ktorych pierwsze tez posplacali (zanim im sie forsa skonczyla).

      Nikomu chyba do glowy nie przyjdzie, ze w obliczu takiego zachowania eks
      zrezygnowal z wybranej sciezki kariery??
    • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 18:33
      dla mnie rzecz jest prosta
      w szkole to ja jestem rzecznikiem swojego dziecka
      i jego interesow bronie
      wagary tez nie biora sie znikad
      ja tez zawsze dziecku powtarzam, ze jestem zawsze po jego stronie
      konstruktywna zjebka w cztery oczy to moje prawo
      w duecie z pania nigdy
      widywalam takie sytyuacje nader czesto w szkole
      smutne i zawstydzajace
      • lolinka2 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 19:04
        dokładnie.
        Jeśli ja nie stanę w ich obronie, to nie będą miały żadnego obrońcy.
        Jeśli ja potępiać będę publicznie - same się będą potępiały, i stąd
        potem ludzie fajni, zdolni ze znikomym, śladowym poczuciem własnej
        wartości.
    • figrut Oldrena1 20.05.10, 19:34
      Popieram każde Twoje słowo. Tak mawiała moja teściowa, a to bardzo
      mądra kobieta była "Pamiętaj, twoje dziecko nie jest niegrzeczne. Ono
      jest bardzo żywe, ale nie niegrzeczne". Mówiła, że jeśli nie można
      trzymać strony dziecka bo my sami z nim się nie zgadzamy, to wobec
      świata mamy niemal milczeć w tej sprawie, a w cztery oczy z dzieckiem
      rozwiązać problem. Bardzo łatwo przyczepić dziecku łatkę "ten
      najgorszy, który zawsze sprawia problemy". Później przypisuje się
      temu dziecku maksymalną ilość złych rzeczy, co do których inni się
      nie przyznają.
      • verdana Re: Oldrena1 20.05.10, 22:43
        Dziecko - zgoda. Dziecko może być zywe. Nastolatkow to jednak nie
        dotyczy. To niemal dorosli ludzie i ich zachowanie moze być na tyle
        naganne, ze bronić nie ma czego.
        Nie mówię tu o wagarach, braku zeszytu czy nie odrabianiu lekcji.
        Mówię o takich rzeczach, przy ktorych nie ma miejsca na żadne
        poblazanie i obrone.
        W mojej szkole facet okradł puszkę, w której uczniowie zbierali
        pieniądze na leczenie kolegi. Bronić?
        • iwles Re: Oldrena1 20.05.10, 23:08


          > W mojej szkole facet okradł puszkę, w której uczniowie zbierali
          > pieniądze na leczenie kolegi.


          podobno każdy ma prawo do adwokata ? a każdy adwokat ma obowiązek obrony ?


          > Bronić?

          a co ma zrobić rodzic ? wyrzec się dziecka i wydziedziczyć ?
          • morekac Re: Oldrena1 20.05.10, 23:26
            > podobno każdy ma prawo do adwokata ? a każdy adwokat ma obowiązek
            obrony ?
            Rodzic jako obrońca z urzędu? wink
        • oldrena1 Re: Oldrena1 20.05.10, 23:13
          verdana napisała:
          > W mojej szkole facet okradł puszkę, w której uczniowie zbierali
          > pieniądze na leczenie kolegi. Bronić?

          Verdana, ten przykład nie ma nic wspólnego z tematem wywiadu. Ługowski nie mówił o młodocianych (czy nieletnich - nie pamiętam już rozróżnienia) przestępcach. Nie mówił o hodowaniu pokolenia Januszków. Mówił o pewnych typowych błędach, jakie wg niego popełniają rodzice nastolatków. Nie powiedział nic odkrywczego, swoją drogą. Byli przed nim inni, choćby niesławnej pamięci Samson.

          Kradzież pieniędzy kwalifikuje się do zgłoszenia na policji. To już nie jest tzw. trudność wychowawcza.
          Przytaczanie skrajnych przykładów ociera się o demagogię. smile
        • nangaparbat3 Re: Oldrena1 20.05.10, 23:32
          Czynu nie, ale osoby jak najbardziej. Na przykład: akceptuję konsekwencje
          (karę), ale wierzę, ze moje dziecko więcej tego nie zrobi.
      • vibe-b Re: Oldrena1 20.05.10, 23:06
        figrut napisała:

        > Popieram każde Twoje słowo. Tak mawiała moja teściowa, a to bardzo
        > mądra kobieta była "Pamiętaj, twoje dziecko nie jest niegrzeczne.
        Ono
        > jest bardzo żywe, ale nie niegrzeczne".

        ja bym sie pokusila o teze, ze jesli dziecko rzeczywiscie jest
        nieznosne i problematyczne , to nalezaloby sie najpierw przyjrzec
        rodzicom i ich w pierwszym rzedzie zdyscyplinowac.
      • oldrena1 Re: Oldrena1 21.05.10, 00:06
        Dzięki za poparcie.
        Są ludzie mądrzy (jak Twoja teściowa) oraz uczący się na błędach. Ja należę do tej drugiej grupy. smile
    • vibe-b Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 23:02

      Ale czy możecie mi
      > wytłumaczyć na czym ma polegać to nie wchodzenie w koalicję z
      > nauczycielem przeciwko dziecku, stawanie za nim murem?

      nie czytalam artykulu, al na moje oko chodzi o to, by dziecko nie
      czulo, ze ma w rodzicu wroga, a tak sie przeciez zdarza.
    • ardzuna Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 23:08
      Jeśli wchodzą w grę wykroczenia i przestępstwa, nie bronić. Jesli
      nie wchodzą, bronić.
      • iwles Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 23:14

        jeśli wchodza w grę przestępstwa i wykroczenia - oskarżaniem zajmą się prokuratorzy, rodzic powinien wynając adwokata i dawać dziecku wsparcie psychiczne. Nie jest to równoznaczne z poparciem czynu, a wprost przeciwnie !
        I wydaje mi się, że mądry rodzic potrafi dac dziecku oparcie przy jednoczesnym potępieniu czynu.

        Analogicznie w sytuacji, kiedy nauczyciel oskarża nasze dziecko.
        • ardzuna Re: Lojalność wobec własnego dziecka 20.05.10, 23:30
          Nie należy jednak dziecka bronić przed konsekwencjami. Ponieść
          konsekwencje czynu musi. Chociaż niekoniecznie na przykład poprzez
          zamknięcie w poprawczaku który tylko demoralizuje bardziej.
    • truscaveczka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:14
      Ja ci powiem, czym jest brak lojalności - dziecko wywija tzw.
      numer, rodzic bierze dziecko pod pachę i obwozi po rodzinie,
      piętnując je przed każdym.
      Dziecko źle się zachowuje w miejscu publicznym a rodzic nie dość że
      robi głośną, zwracającą uwagę awanturę, to jeszcze powołuje
      przechodniów na świadków i przed nimi oczernia dziecko.

      I tak rozumiem to stanie murem za dzieckiem - nie popieranie go za
      wszelką cenę, ale bezwzględny szacunek do jego godności i uczuć. I
      postępowanie takie, by jego godności nie naruszyć. Co wcale nie
      oznacza stawania po stronie dziecka w konflikcie nauczyciel-
      dziecko. Ale oznacza szczerą i otwartą rozmowę z dzieckiem o tym,
      co zaszło i jak ono się w tym wszystkim czuje. I szczerą rozmowę z
      nauczycielem - bez oskarżania którejkolwiek ze stron.
      Ja będę miała trudniej, bo też jestem nauczycielką i będę nie lubić
      nauczycieli mojego dziecka ^^
      • moofka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 09:19
        smile
        konflikt dziecko-nauczyciel juz brzmi zle
        bo nauciel z racji wieku i funkcji nie powinien sie ze smarkiem
        konfliktowac
        • truscaveczka Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 13:42
          Znam nauczycieli, którzy są mniej dojrzali i rozsądni od swoich
          uczniów - niestety. Do szkoły spada wielu nienadających się do pracy
          z dziećmi ludzi.
    • magdalenka77 Re: Lojalność wobec własnego dziecka 21.05.10, 13:34
      Niestety znam ten problem z autopsji sad
      Moja mama zawsze, zanim nawet poznała wersję drugiej strony (czyli
      własnego dziecka), zakładała, że to na pewno jej dziecko zawiniło.
      Publicznie również.

      Mój brat (też już dorosły) też jej tego nie potrafi zapomnieć.

      Do dziś borykam się z problemami zaniżonego poczucia własnej
      wartości, jak nawet ona nie potrafiła mi zaufać, tylko od razu
      zakładała, że to ja popełniałam błedy, a wszyscy inni mieli rację sad

      Niby to były drobiazgi, ale ze względu na ilość, trwale zaszkodziły
      mojemu postrzeganiu siebie.
      Co gorsza moja mama po dziś dzień jest przekonana, że robiła to dla
      naszego (=swoich dzieci) dobra (żeby nam się w głowach nie
      poprzewracalo ???)

      Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć takich błędów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka