18_lipcowa1
26.05.10, 10:52
Jakiś czas temu byłam odwiedzić koleżankę. Poszłyśmy razem na plac
zabaw, ja z wózkiem, ona ze swoimi biegającymi już dziecmi.
Plac zabaw osiedlowy, piekny, obok takie jakby jeziorko, dalej
szkoła, na placu dużo matek, ojców, babć, dzieci biegaja,te młodsze
kroczą niepewnie podtrzymywane przez opiekunów itp. No bajka.
I obok tego placu jest sobie pan z psem. Rasy nie znam ale wiem, że
z tych groźnych.
W odległości od tych dzieci, z hm...5-10 metrów. Nie między nimi ale
blisko.
Pies widać że młody, puszczony luzem, bez kagańca, pan mu rzuca
patyczek. I tak się bawią.
Ja się pytam tej kumpeli- co jest? czemu pies tu? czemu bez kaganca?
czemu nikt nic nie powie?
Ona tylko przytaknęła, że to źle ale nic nie zrobiła.
Nie zrobił też nikt z dorosłych z placu zabaw, widać ,że to stały
element zabawy pana i psa i stałe miejce.
Nie odezwałam się, gdyż nie byłam u siebie - może powinnam wiem, ale
skoro nie przeszkadza to rodzicom wypusczającym tam swoje dzieci
codziennie to co ja będę ich uszczęśliwiać?
Co byście zrobiły? Dla mnie to lekkomyślność rodziców i moim zdaniem
źle robią. Pan może iść dalej przecieź.
Dlaczego rodzice tak dbający o swoje dzieci- nie dający słodyczy,
kupujący najlepsze zabawki, foteliki z atestami, wyszukujący
najlepsze nianie na świecie, zakładający kamery w domach nie dbają o
tak podstawowe sprawy związane z bezpiecznenstwem dziecka jak
ochrona przed debilnym wlascicielem psa i tymże psem.
Pomijam psie gówna, ale co jesli pies zaatakuje dziecko?
Ba nawet posiadający kaganieć moze krzywdę zrobić....