Na ktorym miejscu stawiacie siebie w gradacji potrzeb zycia
codziennego czy tez bardziej wyrafinowanych? Ja nie ukrywam, ze
bardzo czesto stawiam siebie na pierwszym miejscu, pozniej meza i
dziecko.... i cala reszte. Poczawszy od najprostszych czeynnosci jak
przygotowanie sie do wyjscia, to niezaleznie od humoru i kaprysow
dziecka, zawsze najpierw przygotowuje rzeczy dla siebie, make-up,
wlosy itd,. i syn juz sie tak z tym oswil, ze wie iz pierwsze 2
godziny sa dla mamy i musi poczekac ze swoimi mniej waznymi
potrzebami. Nastepna sprawa to wyjazdy - czesto wyjezdzamy z mezem
na wypoczynek bez dziecka i tez jest to czas tylko dla nas -
podobnie z czescia wakacji, ale wszystko na miare zdrowego rozsadku,
gdyz dziecka nie zaniedbujemy, poprostu jest czas dla kazdego.
Mialam tez kiedys problem ze spacerami, gdyz dziecko chcialo juz
duzo chodzic, (nie uzywac wozka)z przerwami na noszenie na rekach -
ja takich praktyk nie stosuje, po pierwsze juz dwa razy wypadl mi
dysk, po drugie najprosciej na swiacie nie chce zeby mnie pobrudzil,
gdyz nie nawyklam ubierac na spacer rozciagnietych dresow i koszul
nieznanych rozmiarow (nie nosze tego w domu dla tzw. szeroko
pojetej ,,wygody" a co dopiero na zewnatrz),dlatego po licznych
placzach i lamentach dziecko zrozumialo, ze albo idzie, albo robi
sobie przerwe na lawce na odpoczynek i dalej idzie, bo mama go nie
nosi itd. itd. Mozna zatem dojsc do konsensusu i odpowiednia
organizaja zapewnic sobie realizacje wlasnych potrzeb jako czasami
waniejszych lub wspolgrajacych z potrzebami innych. Ninawidze wrecz
widoku biegajacych mam nie widzacych pomadki na zebach, rozmazanym
tuszem, zchodzonymi flekami i dziecka jedzenia na ubraniu - uwazam,
ze szczesliwy rodzic to szczesliwy potomek, a zatem czesto troche
egoizmu wychodzi na dobre (dla oka otoczenia rowniez)