Zebralo mnie na przemyslenia w temacie. Wiec zapytam: Chodzicie? Lubicie?
Ja dosc rzadko chodze, przyznam, a jesli juz to wybieram troszke lzejszy repertuar. Z ostatnich zaliczonych: nokturny Chopina, Carlos Acosta, a wczoraj muzyka z Bonda w wykonaniu orkiestrowym. Dodatkowo na kompie czeka sciagniety z BBC Ravel i Chopin (zeby nie bylo, jestem rowniez w posiadaniu albumu Lady Gaga!)
I takie mnie naszly spostrzezenia. Czy nie odnosicie wrazenia, ze w Polsce sztuke traktuje sie z jakims wiekszym namaszczeniem niz za granica? Zerknelam z ciekawosci na aktualny repertuar Filharmonii Narodowej, a tam prawie sami powazni mistrzowie. Strach sie bac

Ciekawie w zestawieniu wyglada repertuar np. Royal Albert Hall w Londynie, w ktorym proponuje sie muzyke b. rozna, lacznie z orkiestrowym wykonaniem muzyki do Wladcy Pierscieni z filmem w tle, wspomniane szlagiery Bonda, czy Broadwayu. I nie wstydza sie tego!
A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku. Nie chce, zeby wyszlo, ze znowu Polske krytykuje, ale ot takie mnie naszly przemyslenia w temacie odbioru sztuki. Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do filharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczyscie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?