Czesc dziewczyny
Nie jest tak, ze juz nie wyrabiam, ale na fali watku o zlosci na malucha pomyslalam sobie o moim dziecku...
Nie ma juz 6 miesiecy jak dziecko autorki, a 3 lata i ... albo przechodzi jeszcze bunt dwulatka i czas negacji wszytskiego, albo niedlugo szlag mnie trafi

Do cierpliwych i opanowanych nie naleze, aczklowiek dziecko kazda z tych cech posunelo o dwa punkty do przodu
Jednak: moje dziecko jest maruda

i to straszna maruda... wstajemy rano w zlym nastroju, nastepnie "Mama baje" i chlipanie, "Mama nie lubie tej baji" chlipanie, "Mama mleko" chlipanie, "Mama mam koldre na nozkach/ Mama zimno w nozki", "Nie lubie tych majtek", nie bede sie ubierac", ide sie myc o czym informuje moje dziecie i siedzac juz gola w wannie slysze "Mama pomoz" i chlip chlip. I taki cyrk mamy przez godzine dopoki nie wyjdziemy do zlobka. Staram sie byc delikatna, pozwalam jej sie wylezec w lozku, poprzeciagac, sama sie szykuje i czekam, ze moze dzis uda sie to zalatwic polubownie

NIE UDAJE SIE!!!
Kiedy wroci juz ze zlobka zaczynamy polke od nowa, MAMA!!! MAMA!!! MAMA!!! i zaraz placz.
Juz nieraz stosowalam metode - chcesz plakac idz do siebie do pokoju, a kiedy sie uspokoisz bedziemy rozmawiac, dziala czasami, ale ile sie przed tym nawyje to jej

a ile mnie krew nazalewa to moje... niestety czasami podnosze glos i nie jestem z tego dumna...
Na sama mysl o usypianiu jej zbiera mi sie na wymioty, bo przebieranie do snu zajmuje nam 25 minut!!!!!!
CZY TO JEST NORMALNE? Czy moze powinnam sie z nia jednak gdzies udac? Pewnie popelnilam jakies osiem milionow bledow wychowawczych i rosnie mi u boku zyciowy pesymista (moj maz taki jest i duzo nas kosztuje aby sie dotrzec i zrozumiec jedno drugiego).