Byłam na świętach u teściów nad morzem.
Ale nie o teściowej będzie

Koleżanka mnie poprosiła żebym wracając odebrała od jej znajomych rowerek dla jej córki(z którego tamte dzieci już wyrosły i korzystać nie będą)
Miejscowość znajduje się na naszej trasie, nie musielibyśmy nigdzie zbaczać czy też nadrabiać drogi tylko skręcić 100 m z trasy.
Zajeżdżamy. Rodzina przed domem grilluje, wysiadam podchodzę mówię co i jak, a kobieta robi wielkie oczy i pyta się jeszcze raz kto mnie przysyła.
Mówię imię, nazwisko koleżanki,imię jej córki, pytam o nazwisko tę kobietę , bo myślę sobie cholera pomyliłam domy.
Ale nie.
To ona i moją koleżankę rzeczywiście zna, ale tak 5/10 , poznały się u wspólnych znajomych i ona coś tam napomknęła o rowerku rzeczywiście, ale teraz to jej dzieci jeszcze używają i że w przyszłości owszem i że umowa była taka, że przekaże przez tych wspólnych znajomych.
Mi głupio, widzę, że kobiecie też.
Zapraszają nas nawet na kawę ,herbatę.
Dziękujemy, przepraszamy za zamieszanie odjeżdżamy.
Dziś zadzwoniłam do koleżanki, a ona zdziwiona i zawiedziona, że mówię, że roweru nie mam, klnie na czym świat stoi na tych ludzi bogu ducha winnych, że jej obiecali.
Ja nie usłyszałam oczywiście żadnego przepraszam, głupio wyszło....
Taka historia.
Niby nic się nie stało, żadna tam ujma na honorze, ale sytuacja głupia.
Dałyście się kiedyś w coś(może nawet gorszego) wmanewrować?