lannntana
13.05.11, 18:40
Życie tak mi się ułożyło,że musiałam pójść do jakiejkolwiek pracy. A ponieważ mam pod opieką trzyletnie dziecko wyboru dużego nie miałam. Poszłam więc roznosić ulotki. Z dzieckiem. Pracuję pięć godzin dziennie,plus godzinna przerwa na obiad. Przyznam się,że dopiero teraz zobaczyłam,jak wredni,chamscy,złośliwi potrafią być ludzie. W strefie domków jednorodzinnych nigdy nie spotkałam się ze złośliwymi uwagami czy przykrymi komentarzami. Natomiast w tzw. "osiedlach zamkniętych" chamstwo kwitnie. Często ludzie tak dają mi popalić,że wieczorami płaczę w poduszkę. Czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć,że ciężko pracuję na chleb dla synka?? Nie śmiecę,jestem grzeczna,uprzejma i miła. Naprawdę,niewielki to wysiłek wziąć ulotkę i nawet nie czytając wrzucić ją do śmieci. A ja zmuszona jestem z tego żyć. Nie chcę iść do opieki czy innej instytucji,chcę pracować. Wczoraj na przykład pan zarzucił mi,że wchodząc na "jego" (otwartą,bez domofonu) klatkę schodową naruszam własność prywatną i że jak sobie nie pójdę wezwie policję. Przykre to i niesprawiedliwe,bo naprawdę nie robię nic złego. I dzieje się to w kraju,gdzie zdecydowana większość mieszkańców deklaruje swą przynależność do kościoła kat. Gdzie szacunek i miłość bliźniego?? się pytam