beataj1
16.05.11, 21:22
Tak sobie ostatnio myślałam o depilacji intymnej. O tym że jako kobiety dałyśmy się wpuścić w kanał. Ostatnie kilka dekad to czas gdy absolutnie nie wypada być nie wydepilowanym. Włosy łonowe mają kiepską prasę i zostały uznane za niefajne.
A przecież tak na dobrą sprawę pomysł wygalania współcześnie (nie mówię to o haremach czy innych średniowiecznych zwyczajach) wziął się z filmów porno. Tam dziewczyny goliły się by widoczność była świetna na zbliżeniach i by nic nie zasłaniało meritum. Panowie to oglądali (sami lub z partnerkami) i w pewnym momencie ktoś doszedł do wniosku, że skoro lalunia w pornolu może sie golić to lalunia w domu tez może. I tak się zaczęło, a skończyło sie na tym że włosy łonowe są passe. I tak sie zastanawiam czy to już koniec. Na co jeszcze jako kobiety zgodzimy się dla facetów? A jak za rok ktoś stwierdzi że brwi są niefajne - w końcu to tez włosy i mogą podzielić los włosów łonowych. Będziemy je golic albo usuwać woskiem? Pomysł może trywialny ale ostatnio gdzieś czytałam że gabinety komatyczne (oczywiście w Stanach) wprowadzają usługę wybielania odbytu bo niewybielony odbyt jest nieseksowny (to też pomysł zgapiony z pornosów), o plastyce warg nie wspomnę bo to inny kaliber. Więc wszystko może się zdarzyć.
Godzimy sie na coraz więcej jednocześnie stosując nacisk społeczny na te osoby, które nie chcą się ugiąć (byly juz tu dyskusje nad wyższością depilacji nad brakiem depilacji). Myślicie, że jest jakaś granica? Że kiedyś powiemy nie kolejnemu wspaniałemu pomyslowi?
*Specjalnie skupiłam sie konkretnie nad depilacją intymną bo w idealnej sytuacji dotyczy ona kobiety, mężczyzny i ewentualnie ginekologa. Postronny obserwator raczej nie wie czy depilacja miała miejsce czy nie - czego nie można powiedzieć o nogach czy pachach.