Dodaj do ulubionych

dzieci na weselu-za czy przeciw?

    • gryzelda71 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:06
      Nie biorę dzieci na wesela.Wyjątek ślub szwagierki,syn jej chrześniak i miał rolę do odegrania.
      Jednak jak na zaproszeni widnieje,że bez dzieci,a doskonale wiedzą,że posiadamy potomstwo nie idę.Nie dlatego,że oburzona,ale mam pretekst,żeby się wymiksować z imprezy za którą nie przepadam.
      To taki niefajny zwyczaj jak pisanie,że koniecznie kasę do koperty i nawet kwiatka nie przynoś.
      Przecież zawsze można nie zaprosić dzieciatych krewnych.Tylko gorzej,gdy dzieciaty jest potencjalnym gościem z gestemsmile
      • gazeta_mi_placi Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:30
        A jak na zaproszeniu są tylko dane Twoje i Twojego męża, ale bez dopisku " z dziećmi" lub "bez dzieci", to co robisz?
        • gryzelda71 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:33
          Jak nie ma dopisu z dziećmi to znaczy,że bez dzieci to chyba jasne nie?Nie poszłabym.
          Szczerze nie dostałam jeszcze takiego zaproszenia.
          • gazeta_mi_placi Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:35
            Dlaczego byś nie poszła?
            • gryzelda71 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:50
              Napisałam już.
    • mondovi Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:15
      Cudze dzieci na weselach mi nie przeszkadzają, swojego jednak nie biorę.
    • sadosia75 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 10:26
      Z zasady nie bierzemy dzieci na wesela. w tym roku mieliśmy wesele i dzieci były to ślub brała chrzestna starszej i bardzo chciała, żeby jej chrzesniaczka na weselu była. ale dziewczyny przed 23 już były w domu .
      zreszta one też mało chętnie chcą iśc na wesela. nie zbyt wiele dzieci w ich wieku w naszej rodzinie. nie bardzo też wiemy czy w drugiej rodzinie są dzieci w ich wieku albo podobnym. pozatym one wolą siedziec w domu albo jechać do dziadka niż z rodzicami na wesele w sukienkach itp.
    • pierwsza.obrotowa Wesele? 07.06.11, 10:52
      wrednadziewucha napisała:

      > Jak myślicie, czy małe dziecko powinno się zabierać na wesele?

      Wesele? Takie z alkoholem, mięsem, wędlinami, papierochami i nierzadko wulgaryzmami w tle?
      No to sama sobie odpowiedz, czy to jest odpowiednie miejsce dla dzieci?
      • gryzelda71 Re: Wesele? 07.06.11, 11:02
        A takie bez mięsa,wędlin,alkoholu papierochów i wulgaryzmów?Można,czy też nie?
        • kropkacom Re: Wesele? 07.06.11, 11:35
          Dziwny argument. Taki strzał w nogę. Bo czy wesele to impreza gdzie wszyscy piani w sztok a na zapleczu seks grupowy? smile Fajne macie te wesela big_grin Faktycznie, dzieciom lepiej tego nie pokazywać.
          • mgla_jedwabna Re: Wesele? 07.06.11, 16:38
            Oczywiście da się zorganizować wesele bez tego wszystkiego. Ale mowa tu o weselach, na których ogólny kształt nie mamy wpływu.

            To, że wszyscy pijani w sztok, jest niestety jeszcze w wielu miejscach standardem. Seksu grupowego na zapleczu może nie ma, ale nader często są zabawy typu "obmacywanie kolanka", przyśpiewki "ja ci młoda daję tę beczułkę soli/ żebyś zobaczyła, jak pierwszy raz boli" (autentyk z Podlasia) itp. Może nie jest to nawet większość wesel, ale np. 15% to jak dla mnie zbyt duże prawdopodobieństwo, by zabierać ze sobą małe dziecko.
        • pierwsza.obrotowa Re: Wesele? 07.06.11, 11:41
          gryzelda71 napisała:

          > A takie bez mięsa,wędlin,alkoholu papierochów i wulgaryzmów?Można,czy też nie?

          Takie można jak najbardziej smile
          • gryzelda71 Re: Wesele? 07.06.11, 11:50
            Ale to nadal WESELE.
      • dziennik-niecodziennik Re: Wesele? 07.06.11, 11:25
        > Wesele? Takie z alkoholem, mięsem, wędlinami, papierochami i nierzadko wulgaryz
        > mami w tle?

        no a te wędliny to juz CAŁKIEM...
        big_grin
        • alexandra74 Re: Wesele? 07.06.11, 12:28
          i mięsobig_grin
      • leluchow1 Re: Wesele? 08.06.11, 09:36
        pierwsza.obrotowa napisała:

        > wrednadziewucha napisała:
        >
        > > Jak myślicie, czy małe dziecko powinno się zabierać na wesele?
        >
        > Wesele? Takie z alkoholem, mięsem, wędlinami, papierochami i nierzadko wulgaryz
        > mami w tle?
        > No to sama sobie odpowiedz, czy to jest odpowiednie miejsce dla dzieci?
        >
        No jak miałaś takie wesele to jedynie można ci współczuć
    • alfa36 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 11:25
      Po raz pierwszy moje dziecko bawilo się na weselu w wieku dwoch lat. Nie bylo to szczegolnie uciążliwe, bo bylismy z dziadkami, ktorzy pomogli (choc nie powiem, ze nie biegalam za mlodym). Ostatnio, prawie 6 latek byl z nami do ok. pierwszej po polnocy. Nie był w żaden sposob uciążliwy(ale tez bylismy w gronie najblizszych) .
    • ga-ti Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 11:35
      Według mnie to zależy od 3 rzeczy:
      1. czy młodzi nie są przeciwni (spotkałam się z bardzo przeciwnymi, obojętnymi i bardzo za),
      2. czy wesele w rodzinie czy u znajomych. W rodzinie istnieje możliwość, że znajdą się ciotki, wujki, babcie, dziadkowie, kuzyni, którzy chętnie zatańczą z maluchem. No i oczywiście trzeba mieć opcję, co zrobić, gdy maluch będzie śpiący. Dobrym rozwiązaniem jest pokój w domu weselnym i jakaś niania (u nas np. była to moja babcia, która koło 22 była tak zmęczona, że z chęcią poszła do pokoju się położyć. Ale może to być osoba niezaproszona na wesele.)
      no i po 3. zależy od wieku dziecka.Według mnie maluchy do około roku (dopóki nie zaczną same sprawnie się przemieszczać) są całkiem fajnymi gośćmi. Można je nosić, z nimi tańczyć, przy stole usadowić w foteliku do karmienia. Najgorszy jest wiek 1-3 gdy maluch chodzi, biega, wszystkim się interesuje, na chwilę nie usiądzie, trzeba go mieć ciągle na oku. Męczące to bardzo. Zwykle maluchy powyżej 3 są już lekko ucywilizowane, potrafią usiedzieć przy stole, pobawić się przy muzyce. Zwłaszcza dziewczynki mogą okazać się zachwycone takim "balem". Chociaż mój syn miał niecałe 4 lata na weselu wujka i bawił się naprawdę dobrze. Kolejny fatalny wiek to wtedy, gdy na osobę towarzyszącą za wcześnie, a siedzenie w gronie dzieciaków za nudne, gdy tańczyć to obciach, a sukienka, czy garnitur to wróg smile

      To tak z moich obserwacji i doświadczeń. Zależy też od dziecka, jego charakteru, żywiołowości, odporności na hałas, sen i nieznanych ludzi.

      Co do alkoholu, papierosów, wulgaryzmów itp. Na weselach, na których byłam nie paliło się na sali, jakoś goście się nie popili, nie bili, nie ubliżali sobie, pełna kultura smile
      • dorotek83 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 11:50
        Dorzuć 4 rzecz, od rodziców dziecka.
        Często jest to argument przeciwko obecności dzieci na weselu ze strony młodych.
        Podam przykład ze swojego podwórka, wesele planowane było bez dzieci.
        Świadomie nie zapraszałam więc mojej 11 chrześnicy i jej 2 młodszego rodzeństwa.
        Powód? Zachowanie dzieci i ich rodziców na imprezach rodzinnych.
        Dzieci są rozpuszczone do granic możliwości, a rodzice obarczają na imprezach rodzinnych gospodarzy, czytaj mnie, moją siostrę, moją mamę. Wizja ich szalejących na moim weselu była dla mnie nie do przyjęcia, zwłaszcza że chciałam aby moja mama i siostra też na nim się bawiły, a nie zajmowały nimi.
        Z drugiej strony, 2 pary naszych znajomych spytało się, czy nie będzie problemu jeśli zabiorą swoje pociechy, odpowiednio 2,5 roku i 1,5 roku, w związku z problemem ze zorganizowaniem opieki dla nich.
        Nie było, ponieważ wiedzieliśmy, że zajmą się odpowiednio dziećmi, i zajęli nie obarczając innych.
        Ale niestety, nie każdy potrafi się tak zachować co obserwuje na weselach.
        I doskonale rozumiem Państwa Młodych, że nie chcą dzieci na nich, zwłaszcza z dalszej rodziny. Zamiast tego wolą znajomych. Ich prawo
        • sadosia75 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 11:55
          O tak rodzice, któzy przychodzą na wesele i pociechy oddają w " dobre ręce"
          2 lata temu siostrzenica wychodziła za mąż. męża ( jej nie mojego ) siostra przyszła z dziećmi. córka wtedy mająca ok. 5 lat krok w krok chodziła za PM i nie dopuszczała absolutnie nikogo do PM bo była bardzo zazdrosna. a rodzice dziecka bawili się świetnie.
    • alexandra74 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 12:26
      Jestem przeciw dzieciom na weselu. Oceniam z mojego punktu widzenia, nawet na wieksze dzieci trzeba miec jednak "oko". Dla mnie to zadna zabawa. No, 13-letniego syna na wesele szwagierki oczywiście zabrałamsmile
      Moja znajoma zapraszajac nas na wesele po prostu zapytała, czy mamy zamiar przyjśc z dziecmi zaznaczając, że to jest nasza decyzja. Po naszej odpowiedzi, że oczywiście nie, uczciwie przyznała, że to chyba dobry pomysł. Przy stole po sasiedzku siedziało małżeństwo z niemowlakiem, ale to nie mój cyrk, nie moje małpy.
    • dulcymea11 a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 13:36
      sprawa jest prosta - zaproszenie powinno uwzgledniac dzieci maloletnie - czy powinny miec osobny talerzyk i miejsce? Pewnie od jakiegos wieku tak. Nic to, ze mlodym to nie pasuje - jesli znajomi maja dzieci sami dokonuja wyboru czy je zabrac czy nie. Pominiecie dzieci w zaproszeniu zwyczajnie jest niegrzeczne.
      Podobna burze mozna wywolac o niespelna 18-letnie jakby nie patrzec 'dziecko', ktore moze miec 'partnera' i co? Udajemy, ze nic nas to nie obchodzi? Piszemy Panstwo Kowalscy wraz z corka?

      Najsmieszniej, ze kazdy WIE jak powinno byc i co jest w dobrym tonie (kazdy wie jak sam chcialby byc potraktowany), ale z uwagi na koszty czy wygodnictwo sporo osob szuka poparcia dla swojej tezy, ze przeciez oficjalne powiedzenie komus, ze NIE MOZE zabrac dziecka tez bedzie OK. Nazywamy to nowymi trendami smile
      A tak przy okazji jaki wiek DZIECKA jest wlasciwy aby otrzymalo zaproszenie z rodzicami? Jakis przedzial zostal ustalony?

      Ja akurat chcialam aby moje dziecko cokolwiek zobaczylo i mialam mozliwosc aby ktos ja odebral o 22.00 z wesela. Talerzyka i krzeselka nie miala (dziecko lat 5). Wilk byl syty i owca cala. Nie kazdy ma taka mozliwosc czy nawet chec jak ja - dla mnie to idealny uklad. Z cala pewnoscia nie poszlabym na uroczystosc, gdzie WYRAZNIE pomija sie czlonka mojej rodziny.

      I jeszcze jedno co znaczy, ze dzieci odbieraja show?
      • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 13:43
        Ps. a w temacie argumentow papierochow, wulgaryzmow i chamstwa, ktore nie sa wlasciwym otoczeniem dla dzieci....
        Mam wieeelka rodzine, chadzalam na wesela na wsiach i w miescie i nie bylam jeszcze na takim weselu, gdzie wstyd byloby dziecko zabrac.
      • alexandra74 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 13:50
        A tak przy okazji jaki wiek DZIECKA jest wlasciwy aby otrzymalo zaproszenie z rodzicami? Jakis przedzial zostal ustalony?

        Wydaje mi sie, ze wazne jest, aby dziecko było w miarę samodzielne, zeby nie było konieczności biegania za nim krok w krok i pilnowania, czy czegos nie nawywija. Chyba, że to lubisz. Niekoniecznie musza to lubic gospodarze przyjęcia i inni goscie oczekujący całonocnej zabawy.

        > Ja akurat chcialam aby moje dziecko cokolwiek zobaczylo i mialam mozliwosc aby
        > ktos ja odebral o 22.00 z wesela.

        Tylko że raczej nie o Twoje zachcianki w tym wyjatkowym dniu chodzi.

        Dlatego też napisałam, że jestem za prawem wyboru dla kazdego gościa, nie zas gospodarzy. Ja małych dzieci na wesele nie zabrałabym, gdyż swoją ruchliwościa i pomysłowością zmęczyliby mnie bezwzglednie.
        • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 14:07
          alexandra74 napisała:
          > Tylko że raczej nie o Twoje zachcianki w tym wyjatkowym dniu chodzi.


          W tym wyjatkowym dniu dwoje ludzi, chce oglosic 'swiatu' swoja decyzje i podzielic sie swoim szczesciem. Moga rownie dobrze nikogo nie zapraszac - czy nadal ten dzien bedzie taki wyjatkowy?
          To nie jest moja 'zachcianka' - mam dziecko i to jest fakt. Moj klopot czy bede za nim biegac i sie umecze czy uwiaze do stolu i zaknebluje czy zostawie w domu, co sama napisalas ponizej i tu sie zgadzamy:

          > Dlatego też napisałam, że jestem za prawem wyboru dla kazdego gościa, nie zas g
          > ospodarzy.
      • dorotek83 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 13:52
        Ok, Twoje dziecko potrafi się zachować, niestety nie wszystkie.
        Ja wykluczyłam dzieci mojego wujostwa, nie ze względu na koszt, tylko ze względu na ich zachowanie.
        Fajne dzieci na co dzień, ale imprezach rodzinnych rodzice obarczali opieką nad nimi moją mamę i siostrę. W tym dniu chciałam aby one miały święty spokój, żeby nie miały poczucia winy, że one źle się bawią.
        Impreza też odbywała się odpowiednio 40 km i 60 km od naszych domów rodzinnych, więc nie było możliwości aby ktoś je w trakcie imprezy odebrał, po się gorzej poczuli lub znudzili.
        Za bliską rodzinę uznaję rodziców, i rodzeństwo młodych wraz z dziećmi.
        A nie dzieci wujostwa, kuzynów z którymi mam sporadyczny kontakt.
        I w nosie miałam, że ktoś się może obrazić - o dziwo wszyscy podeszli do naszej decyzji ze zrozumieniem.
        Pojawiła się 2 dzieci, ale dlatego, że zależało nam na obecności naszych przyjaciół, a mieli problem z zorganizowaniem opieki. Ale tutaj spytali się nas wcześniej i dostosowaliśmy się do nich.
        • tacomabelle Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 14:11
          "w nosie miałam, że ktoś się może obrazić"

          Jakie to to asertywne i zgodne z najnowszymi trendami stosunków rodzinnych.
        • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 14:23
          dorotek83 napisała:
          > Ok, Twoje dziecko potrafi się zachować, niestety nie wszystkie.


          No ale to juz jest problem rodzica jak dopilnowac pocieche i zeby dziecko nikomu nie przeszkadzalo w zabawie weselnej.


          > Ja wykluczyłam dzieci mojego wujostwa, nie ze względu na koszt, tylko ze względ
          > u na ich zachowanie.
          > I w nosie miałam, że ktoś się może obrazić - o dziwo wszyscy podeszli do naszej
          > decyzji ze zrozumieniem.
          > Pojawiła się 2 dzieci, ale dlatego, że zależało nam na obecności naszych przyja
          > ciół, a mieli problem z zorganizowaniem opieki. Ale tutaj spytali się nas wcześ
          > niej i dostosowaliśmy się do nich.


          No i super, ze toleruja Cie taka jaka jestes - tylko pogratulowac wyrozumialej rodziny.
          Dzis masz w nosie dzieci wujostwa - jutro one nie zaprosza Twoich (nawet anielskich) dzieci na swoje wesele i tez to przelkniesz.

          Ja tam wole uklady grzecznosciowe i nie mam w nosie, ze ktos sie (poniekad slusznie) obrazi.

          Moje motywy niezapraszania kogos byly inne.
          Moja ciocia ma 2 synow (zonatych), z jedym mialam normalny kontakt a drugi nawet mi 'czesc' nie mowil odkad ozenil sie z corka dyplomaty. Stalam sie dla niego pospolstwem i cholota. Moja mama nie byla juz dla niego ciocia tylko powietrzem i nie zaslugiwala nawet na 'dzien dobry'. A jak byl nastolatkiem to zaciagal mame do swojego pokoju i mojej mamie sie zwierzal z problemow z dziewczynami bo byla najlepsza ciocia... Uznalysmy zgodnie z mama, ze go nie zaprosimy na wesele - bo uzna to za potwarz jak takie 'nic' go zaprosi. Ciocia doskonale to zrozumiala i sama wstydzi sie za niego bo podobnie traktuje swoje bliskie ciotki. Brat z zona przyszli. Dzieci wszelkiej masci byly i nie pamietam, zeby komus przeszkadzaly.

          • dorotek83 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 14:32
            Tyle, że ja miałam pewność, że zajmować się będzie nimi moja mama i siostra, która specjalnie przyleciała z Anglii na nasz ślub. Na każdej imprezie z ich udziałem tak to wyglądało.
            I dla mnie ważniejsza była dobra impreza dla mojej mamy i siostry niż ich.
            Nie obrazili się, nawet było im to na rękę, ze względu na mniejsze koszta.
            I będę mieć nic przeciwko braku zaproszenia z ich strony, niezbyt chętnie chodzę na wesela, zwłaszcza do osób z którymi mam sporadyczny kontakt.

            Układy rodzinne mam w nosie dokładnie od momentu, w którym
            • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 14:49
              dorotek83 napisała:
              > Tyle, że ja miałam pewność, że zajmować się będzie nimi moja mama i siostra, kt
              > óra specjalnie przyleciała z Anglii na nasz ślub. Na każdej imprezie z ich udzi
              > ałem tak to wyglądało.
              > I dla mnie ważniejsza była dobra impreza dla mojej mamy i siostry niż ich.
              > Nie obrazili się, nawet było im to na rękę, ze względu na mniejsze koszta.
              > I będę mieć nic przeciwko braku zaproszenia z ich strony, niezbyt chętnie chodz
              > ę na wesela, zwłaszcza do osób z którymi mam sporadyczny kontakt.


              Mysle, ze dorobilas piekna i szlachetna ideologie do tego co Ci pasuje, ze niby motywem niezaproszenia kuzynow byla troska o dobra zabawe mamy i siostry....

              Zyjemy w spoleczenstwie posrod innych i kazdemu nalezy sie szacunek - bez wzgledu na wiek.

              Bedac dziecmi nie rozumiemy, gdy dorosli kaza byc cicho jak ogladaja wiadomosci i kaza nie zabierac glosu bo 'dzieci i ryby glosu nie maja'.
              Bedac nastolatkami nie rozumiemy dlaczego nie mozemy isc w tango na cala noc tylko trzeba wrocic do domu na godzine - wtedy tez - nikt dorosly nas nie rozumie.
              Bedac mlodymi 20-30 latkami nie rozumiemy tych denerwujacych dzieci i nastolatek bo 'jakiez oni moga miec problemy'?
              Bedac rodzicami - nie rozumiemy jak mozna nie rozumiec, ze male dziecko wymaga jednak zrozumienia.
              Bedac staruszkami nie rozumiemy dlaczego mlodzi bagatelizuja nasze - jakze wazne - problemy zdrowotne i nazywaja nas hipochondrykami.

              A najlepsze jest to, ze w kazdym wieku jestesmy swiecie przekonani, ze nasz punkt widzenia jest najbardziej sluszny.

              Ot - tolerancja...
              • dorotek83 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 15:15
                Tyle, że ja nie uważam, że mój punkt widzenia jest najbardziej słuszny smile
                Nie dorabiam też ideologii do mojego zdania, tu nawet moja mama ucieszyła się, że odpadł jej problem opieki nad nimi. Po prostu są kłopotliwi, a ich rodzicom to nie przeszkadza.
                Przeszkadza za to otoczeniu, które się nie odzywa, bo cudzych dzieci się nie wychowuje.
                I nie dociera do nich, że zachowanie ich dzieci powoduje, że część rodziny ich nie zaprasza do siebie. Bo nie są w stanie wytrzymać ich zachowania.

                Jedyną osobą, która radzi sobie z opieką nad nimi bez żadnych problemów jest mój mąż.
                Ale to był także jego ślub,
                I gdybym wiedziała, że może być problem z zorganizowaniem opieki nad nimi, pewnie bym zacisnęła zęby i ich zaprosiła. Ale nie było.
                > Zyjemy w spoleczenstwie posrod innych i kazdemu nalezy sie szacunek - bez wzgle
                > du na wiek.
                I tu się nie zgodzę, w moim otoczeniu na szacunek należy zapracować, a nie należy się ze względu na wiek. Odnoszę się z szacunkiem do ludzi, ale nie traktuje go jako danego raz na zawsze
                • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 15:30
                  dorotek83 napisała:

                  > > Zyjemy w spoleczenstwie posrod innych i kazdemu nalezy sie szacunek - bez
                  > wzgle
                  > > du na wiek.
                  > I tu się nie zgodzę, w moim otoczeniu na szacunek należy zapracować, a nie nale
                  > ży się ze względu na wiek. Odnoszę się z szacunkiem do ludzi, ale nie traktuje
                  > go jako danego raz na zawsze


                  W takim razie bardzo sie roznimy.
                  U mnie kazdy ma moj szacunek 'na wejsciu' - acz moze go stracic (co chyba sie nie zdarzylo bo nawet jesli kogos nie lubie to pozostaje tzw. dyplomacja). Nie widze powodu, zeby ktos musial specjalnie pracowac na moje uznanie bo nie stawiam sie ponad ludzmi.
                  • ceide.fields brawo dulcymea, pięknie powiedziane 07.06.11, 16:41
                    Z defaultu traktować ludzi bez szacunku, aby co najwyżej sobie "zapracowali" u jaśnie pani? Słoma z butów....
                    • dorotek83 Re: brawo dulcymea, pięknie powiedziane 07.06.11, 17:03
                      > Z defaultu traktować ludzi bez szacunku, aby co najwyżej sobie "zapracowali" u
                      > jaśnie pani? Słoma z butów....

                      Źle mnie rozumiesz. Traktuje grzecznie, bez względu na wiek, zachowanie, nawet jeśli mi się nie podoba, po prostu dobre wychowanie się kłania
                      Szanowanie drugiej osoby działa w obie strony. I jak mam kogoś szanować, kto mnie nie szanuje i źle się stosunku do mnie zachowuje. Nadstawiać drugi policzek?
                      Dzisiaj miałam przykład rozmowy z panią, którą współpracuje na niwie zawodowej.
                      Zadzwoniła z awanturą, za to że nie dość szybko moja firma wyjaśnia pewne sprawy.
                      I dopiero wczoraj dostałam końcowe wyjaśnienia od nich.
                      Pominęła zupełnie fakt, że wina była po ich stronie, chciała krzykiem i obrażaniem mnie wymusić pewne zachowania.

                      Nie jest moim szefem, moja firma z nią współpracuje.
                      Skoro ona mnie nie szanuje, to czego ja ją mam szanować? Bo jest starsza? Bo ma więcej kasy?
                      To nie jest jej pierwsza zagrywka w tym stylu, kilka lat skończyłoby się moim płaczem lub zepsutym samopoczuciem.
                      Teraz po prostu dokończyłam z nią rozmowę, czując się głupio przed klientem siedzącym przede mną(słyszał jej krzyk z telefonu). Ale szacunku do niej nie mam za grosz.
                      Nie dam się też sprowokować, i zachowywać niegrzecznie do osób, które są niegrzeczne do mnie. Po prostu nie.
                      Wg otoczenia przez swój łagodny charakter, ludzie starają mi się wejść na głowę i starają się to wykorzystać.
          • deszcz.ryb Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 23:18
            > No ale to juz jest problem rodzica jak dopilnowac pocieche i zeby dziecko nikom
            > u nie przeszkadzalo w zabawie weselnej.

            Poczytaj sobie w wątku, jak rodzice "pilnują" dzieci - jedno wpadło do oczka wodnego [dobrze, ze się nie utopiło], a inne np. biegają między tańczącymi [co też jest niebezpieczne] albo się drą, albo trzeba się nimi zajmować [bo szanownym rodzicom się nie chce]. I "problem rodzica" staje się problemem całej sali weselnej. To właśnie dlatego większość PM zaprasza bez dzieci - nie z powodu ogólnej niechęci do dzieci, tylko dla świętego spokoju i żeby uniknąć takich sytuacji.
            • dorotek83 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 00:05
              > Poczytaj sobie w wątku, jak rodzice "pilnują" dzieci - jedno wpadło do oczka wo
              > dnego [dobrze, ze się nie utopiło], a inne np. biegają między tańczącymi [co te
              > ż jest niebezpieczne] albo się drą, albo trzeba się nimi zajmować [bo szanownym
              > rodzicom się nie chce]. I "problem rodzica" staje się problemem całej sali wes
              > elnej. To właśnie dlatego większość PM zaprasza bez dzieci - nie z powodu ogóln
              > ej niechęci do dzieci, tylko dla świętego spokoju i żeby uniknąć takich sytuacji

              I sądzę, że to stanowi sedno problemu. Tu często nie chodzi o lubienie dzieci, tylko o zachowanie ich rodziców. Na imprezach rodzinnych (nie tylko na weselach) można obserwować zachowanie rodziców i ich opiekę nad dziećmi, czasami jej brak, lub obarczanie otoczenia opieką nad ich dziećmi. I te osoby nie rozumieją problemu innych z ich zachowaniem, bo zwykle rodzina zagryza zęby w imię dobrych stosunków i się nie odzywa.
              A państwo młodzi widząc zachowania nawet jednej pary rodziców, wolą nie zapraszać dzieci, zaryzykować obrazę, aby mieć święty spokój na swoim weselu.
            • klawiatura_zablokowana Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 10:06
              Podpiszę się pod tym, że nie o dzieci, tylko o rodziców chodzi. Na jednym forum przeczytałam, jak maluch wylał kieliszek wina na suknię panny młodej... ciekawe, czy ktoś będzie nadal twierdził, że taka sytuacja to tylko i wyłącznie problem jego mamy :]
              • kropkacom Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 10:09
                A jak piany wujek by wylał? Robi różnice?
                • dulcymea11 alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesele? :P 08.06.11, 12:01
                  Kropka - inspirujesz smile

                  A wiec:
                  Czy majac wiedze, ze ktos z otoczenia ma problem alkoholowy (ktory skutkuje dosc brzydkim zachowaniem), badz jest wyjatkowym agresorem co to za kazde spojrzenie, ktore mu sie nie spodoba jest gotow naprac nawet wujka emeryta - zaprosicie go na wesele?
                  Dodam, ze macie wiedze, ze jest duze prawdopodobienstwo jakiejs sceny z udzialem ww bo zwykle spotkania niemal zawsze koncza sie takimi scenami.

                  Konieczne zalozenie: partner/ partnerka tego alkoholika (czy agresora) jest osoba bardzo mile widziana na weselu, lubiana i zalezy Wam aby ja zaprosic.

                  No ciekawe. Wysylacie zaproszenie 1-osobowe na zasadzie: przyjdz koniecznie tylko nie bierz X. Moze skreslacie cala pare, zeby nie ryzykowac? A moze zagryzacie zeby i 'niech sie dzieje wola nieba' przy czym cale wesele 'na czuju' smile
                  A jesli jest to bardzo bliska rodzina i raczej nie wypada nie zaprosic?

                  NO JAK bedze wygladac to zaproszenie - jestem szalenie ciekawa smile
                  • kosheen4 Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 13:41
                    dulcymea11 napisała:


                    > A jesli jest to bardzo bliska rodzina i raczej nie wypada nie zaprosic?
                    >
                    > NO JAK bedze wygladac to zaproszenie - jestem szalenie ciekawa smile

                    imho szukasz sensacji tam gdzie jej nie ma.
                    ja po prostu nie zaprosiłabym całej pary, dla tej miłej strony byłoby to zwyczajną konsekwencją życia z prymitywem.
                  • deszcz.ryb Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 13:54
                    > Czy majac wiedze, ze ktos z otoczenia ma problem alkoholowy (ktory skutkuje dos
                    > c brzydkim zachowaniem), badz jest wyjatkowym agresorem co to za kazde spojrzen
                    > ie, ktore mu sie nie spodoba jest gotow naprac nawet wujka emeryta - zaprosicie
                    > go na wesele?

                    Mam taką sytuację wink Ciocia jest super osobą, wujek - wrednym draniem [nie alkoholik ani nie taki, co będzie się lał z innymi gośćmi, ale jednak drań, który poza tym nie chce utrzymywać z nami kontaktu, chociaż to on jest z rodziny, nie ciocia]. Zaproszenie dostanie tylko ciocia [wujek sam sobie nagrabił swoim zachowaniem i nie powinien się dziwić, ze zaproszenia nie dostanie. Zresztą wisi mi, co on sobie pomyśli wink ]. Po co mam zapraszać kogoś, kogo nie lubię? I kto mnie nie lubi?
                    • kropkacom Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 14:00
                      Ja się dziwie, że chce ci wojny w dzień własnego ślubu wyprawiać. Z drugiej strony, jak wujek was nie lubi to raczej jakbyś mu nawet limuzynę pod dom podstawiła to i tak nie przyjedzie, prawda?
                      • deszcz.ryb Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 14:06
                        E tam, jaka wojna? Wujek przecież nie przyleci pod kościół z awanturą, że zaproszenia nie dostał. wink
                        • kropkacom Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 14:11
                          No, ale przyszedłby gdyby dostał wejściówkę? A ciocia tak przeszła nad tym do porządku dziennego?
                          • deszcz.ryb Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 18:20
                            Nie wiem, czy by przyszedł, wolę nie zapraszać "bo tak wypada", bo zawsze może mu coś do głowy strzelić i przyjdzie. wink A co do cioci to nie wiem, bo dopiero zaczęłam rozsyłać zaproszenia wink tyle że jestem pewna, że się ucieszy z zaproszenia. I je przyjmie, przyjdzie i będzie się dobrze bawić.
                        • malila Ja przepraszam, że się tak wyrywam;) 08.06.11, 14:19
                          ale byłam świadkiem awantury - wprawdzie nie na weselu, a na komunii, ciotki, która na komunię zaproszona nie została. Akcja miała miejsce pod kościołem.
                          • deszcz.ryb Re: Ja przepraszam, że się tak wyrywam;) 08.06.11, 18:23
                            Spoko, ślub i wesele odbywają się 100 km od miejsca zamieszkania tego wujka, raczej nie boję się, że będzie chciało mu się tyle jechać żeby mi zrobić awanturę tongue_out

                            Napisz więcej o komunijnej cioci-awanturniczce! suspicious
                  • jowita771 Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 14:24
                    > Czy majac wiedze, ze ktos z otoczenia ma problem alkoholowy (ktory skutkuje dos
                    > c brzydkim zachowaniem), badz jest wyjatkowym agresorem co to za kazde spojrzen
                    > ie, ktore mu sie nie spodoba jest gotow naprac nawet wujka emeryta - zaprosicie
                    > go na wesele?

                    Byłam na dwóch weselach, na których wiem, że z takich powodów nie zaproszono kogoś. Raz pan młody nie zaprosił swego bezkontaktowego ojca. I, wyobraź sobie, mimo, że ojciec bezkontaktowy, to ciotka i babka, matka i siostra tegoż ojca, kontaktowe jak najbardziej, burzyły się na młodego, że jak to, ojca nie zaprosić. Młody powiedział wyraźnie - ojca nie widział od paru lat, to jest dla niego obcy człowiek, który w dodatku na weselu prawdopodobnie nie będzie umiał się zachować, więc nie jest mile widziany.
                    Ostatnio byłam na weselu, gdzie pan młody pominął swojego chrzestnego, z tego samego powodu. Nie wiem, jak by było, gdyby ta osoba miała partnera, którego chętnie byśmy zaprosili, ale ja bym porozmawiała i jeśli ta osoba by zrozumiała, to by przyszła sama. Zresztą, wydaje mi się, że taki partner też niechętnie chodzi na imprezy ze swoim towarzyszem życie, wiedząc, że może się różnie zachowywać.
                    Widziałam na weselu taką akcję: matka pana młodego, kompletnie pijana, poszła do pokoju, który zajmowała ze swoim mężem, w towarzystwie innego pana. W czasie wesela młodzi przewidzieli podziękowania dla rodziców. Mąż tej pani dobijał się do drzwi, później dobijali się też młodzi, prosząc, by wyszła, bo zapowiedziano już podziękowania. W końcu wyszła, synowa dopinała jej krzywo zapiętą sukienkę, mąż był wściekły, syn się wstydził niemiłosiernie.
                    • wuika Re: alkoholik, dres, wyrywny - zapraszac na wesel 08.06.11, 17:03
                      O, ależ mam sklerozę. Ja byłam taka niemiła, że własnej chrzestnej nie zaprosiłam na ślub i obiad. Utrzymywanie kontaktu następuje od czasu do czasu, tylko po to, żeby jedna rodzina drugiej rodzinie wypomniała to, czy tamto, kończy się zawsze kłótnią. Za ciotką ja osobiście nie przepadam, a moja mam jej nienawidzi (i nawzajem). Nie wpadło mi do głowy jej zapraszać, ale owszem, słyszałam parę razy, że jak to tak, chrzestnej nie zaprosić, że nie wypada, że coś tam.
      • memphis90 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 21:37
        Nic
        > to, ze mlodym to nie pasuje - jesli znajomi maja dzieci sami dokonuja wyboru c
        > zy je zabrac czy nie. Pominiecie dzieci w zaproszeniu zwyczajnie jest niegrzecz
        > ne.
        I do opery też dzieci pociągniesz, bo im się zaproszenie należy? Są imprezy dla dzieci i są takie nie dla dzieci.

        > Podobna burze mozna wywolac o niespelna 18-letnie jakby nie patrzec 'dziecko',
        > ktore moze miec 'partnera' i co? Udajemy, ze nic nas to nie obchodzi? Piszemy P
        > anstwo Kowalscy wraz z corka?
        Dziś nawet 13-latka może mieć popychacza. Ale popychacz córki pociotka nie jest rodziną. Młodzi nie mają żadnego obowiązku zapraszania całej familii z małoletnimi dziećmi i ich "partnerami".

        Z cala pewnoscia nie poszlabym na uroczystosc, g
        > dzie WYRAZNIE pomija sie czlonka mojej rodziny.
        To może jak idziesz do przyjaciół na wesele to zażądaj zaproszenia dla swojej mamusi, siostry i teścia- w końcu jak można pominąć jakiegoś członka Twojej rodziny???
        • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 22:44
          memphis90 napisała:
          I do opery też dzieci pociągniesz, bo im się zaproszenie należy? Są imprezy dla
          > dzieci i są takie nie dla dzieci.


          Tak - mysle, ze jak bedzie miec okolo 8-9 lat bede chciala jej pokazac czym jest opera.
          Rozrozniam imprezy dla dzieci od imprez nie dla dzieci i ani wesele ani opera do takich nie nalezy. Jak masz dziecko, ktorego sie wstydzisz lub boisz sie, ze zespsuje komukolwiek zabawe zwlaszcza tobie - to swiadczy wylacznie o tobie i twoich umiejetnosciach wychowawczych. Masz zyczenie ograniczac dziecku poznawanie swiata - twoj wybor.
          Moje dziecko bylo nawet ze mna na odczytaniu i spisaniu aktu notarialnego w wieku 4 lat bo nie mialam jej z kim zostawic i potrafila zrozumiec, ze teraz trzeba byc chwile cicho i siedziec spokojnie. Wizyta u notariusza to akurat dla niej nudy (choc grzecznoscia wprawila wszystkich w podziw) ale wesele juz nie jest nudne.

          > Dziś nawet 13-latka może mieć popychacza. Ale popychacz córki pociotka nie jest
          > rodziną. Młodzi nie mają żadnego obowiązku zapraszania całej familii z małolet
          > nimi dziećmi i ich "partnerami
          ".

          Nie mam pewnosci czy dobrze rozumiem kim jest 'popychacz'... nie odniose sie wiec do tego fragmentu bo moze moglabym cie nieslusznie bardzo zle ocenic...
          Mlodzi maja obowiazek zachowac kulture osobista a ta wymaga aby jednak uznac fakt, ze znajomi maja dzieci i uszanowac decyzje znajomych co z tymi dziecmi zrobia.

          > To może jak idziesz do przyjaciół na wesele to zażądaj zaproszenia dla swojej m
          > amusi, siostry i teścia- w końcu jak można pominąć jakiegoś członka Twojej rodz
          > iny???


          Pytanie czy ktos chce widziec mnie u siebie na weselu czy musi z uwagi na koligacje. Bo jak musi - to w zasadzie mam podobny stosunek do bycia na takiej imprezie i z cala pewnoscia kazdy wykret bylby dobry.
          Jesli ktos chce mnie widziec to szanuje fakt, ze mam dziecko i nie uprawia takich gowniarskich akcji.

          Rownie dobrze mozna pomijac stare ciotki dewotki co to tanca i zabawy nie uswiadcza, alkoholu nie pija bo biora leki, siedza i mlaszcza, a na dodatek jeszcze kaza sie przywiezc i odwiezc.
          Takie zycie - kazdy z nas przechodzi kazda faze zycia - trzeba to rozumiec.

          Nie widze przeszkod, zeby mlodzi za wlasna kase zorganizowali piknik i wtedy pod inna juz nazwa zrobili impreze tylko dla rownolatkow, z muzyka jaka im sie podoba, z zarciem jakie lubia (bez rosolku i flakow) i z alkoholem jaki chca pic. Wtedy mowia znajomym - bedzie biba nad biby zamiast tradycyjnego wesela - lepiej nie bierzcie dzieci bo bedzie sie dzialo.

          • alexandra74 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 09:47
            > Rozrozniam imprezy dla dzieci od imprez nie dla dzieci i ani wesele ani opera d
            > o takich nie nalezy. Jak masz dziecko, ktorego sie wstydzisz lub boisz sie, ze
            > zespsuje komukolwiek zabawe zwlaszcza tobie - to swiadczy wylacznie o tobie i t
            > woich umiejetnosciach wychowawczych.

            Droga Dulcymeo, tutaj juz wybacz, ale bzdurzysz. Nie wszystko mozna ograniczyc do zdolnosci wychowawczych, mój 8 letni syn jest bardzo ruchliwy i nie wynika to z jego braku wychowania tylko z natury. Zawsze taki był w odróznieniu od dwóch pozostałych, z natury spokojnych dzieci. Bez sensu wiec ciągnąć go na każda impreze, gdzie bedzie sie nudził i/lub przeszkadzał w zabawie innym ludziom.
            • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 10:23
              alexandra74 napisała:
              > Droga Dulcymeo, tutaj juz wybacz, ale bzdurzysz. Nie wszystko mozna ograniczyc
              > do zdolnosci wychowawczych, mój 8 letni syn jest bardzo ruchliwy i nie wynika t
              > o z jego braku wychowania tylko z natury. Zawsze taki był w odróznieniu od dwóc
              > h pozostałych, z natury spokojnych dzieci. Bez sensu wiec ciągnąć go na każda i
              > mpreze, gdzie bedzie sie nudził i/lub przeszkadzał w zabawie innym ludziom.


              No i wracamy do punktu wyjscia - Ty jako rodzic decydujesz o tym czy zabierasz dzieci czy nie. Jednym slowem przymusu nie ma acz jest WYBOR.
              Ten wybor miesci sie w granicach ogolnoprzyjetych od lat zasad proszenia gosci (ktore to zrobily sie nagle przestarzale i niemadre smile ).


            • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 10:58
              alexandra74 napisała:
              > Droga Dulcymeo, tutaj juz wybacz, ale bzdurzysz. Nie wszystko mozna ograniczyc
              > do zdolnosci wychowawczych, mój 8 letni syn jest bardzo ruchliwy i nie wynika t
              > o z jego braku wychowania tylko z natury.

              A jeszcze pytanie. Syn ma 8 lat.
              Jak rozumiem zawsze to twoj syn - twoje dziecko. Nie ma wiec dla ciebie najmniejszego znaczenia w jakim jest wieku i na ile jest powazny - po prostu akceptujesz fakt, ze nigdy nie jest mile widziany (ani on ani pozostali) na zadnym weselu?
              Watek jest o nie zapraszaniu dzieci wcale - zadnych - bez wzgledu na bliskosc w rodzinie i wiek - to jest dla ciebie OK zasada?
              • alexandra74 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 16:17
                Nigdzie nie pisałam, że podoba mi sie adnotacja w treści zaproszenia: prosimy bez dzieci, bo mi sie nie podoba. Uważam, ze to kwestia uzgodnienia z PM (cóż za durny skrótsmile mogą ewentualnie zapytać, jak w przypadku naszej znajomej. Syn był na weselu swojej cioci w wieku 4 lat (syn, nie ciociasmile jak gruchnęłą orkiestra powitalna zanosił sie od płaczu. Ogólnie nie zachowywa ł się najgorzej, jednak musiałąm miec na niego oko. Ciocia jest jego chrzestna i nie wyobrażała sobie wesela bez niego. Ja sama na inne imprezy tego typu po prostu go nie zabieram. I uważam, że wszyscy rodzice nie powinni "uszczęśliwiać" reszty towarzystwa swoimi pociechami. Chyba, że się nimi zajmują, ale do tego odpowiedniejszy jest piknik rodzinny.

                W mojej rodzinie nie ma jakoś ostatnio wielu wesel więc nie odczuwam specjalnie, żeby mój syn nie był akceptowany. Przeciwnie, wszyscy bardzo go lubia, gdyż jest bardzo ciekawym rozmówcą.
                • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 16:39
                  alexandra74 napisała:
                  > Nigdzie nie pisałam, że podoba mi sie adnotacja w treści zaproszenia: prosimy b
                  > ez dzieci, bo mi sie nie podoba


                  No widzisz - czyli mamy jednak konsensus smile
                  Ja tez nie twierdze, ze ciagam i bede ciagac corke na wszystkie wesela (pomimo, ze jest bardzo przykladnym anioleczkiem). Twierdze jedynie, ze zaproszenie powinno moje dziecko uwzglednic.
                  Indywidualne uzgodnienia takze dopuszczam i jesli ktos umie ladnie temat zalatwic - wszystko sie da smile

                  Nie obciazam ani nie uszczesliwiam nikogo moim dzieckiem - jesli JA je zabieram, JA (i maz) sprawujemy nad nim opieke. Jesli babcia/ciocia ma zyczenie przejac obowiazki na godzinke - nie widze przeszkod ale nie bedzie to spychologia, tylko godzinka i wtedy pilnuje sie, zeby w odpowiednim momencie przywolac dziecko i dalej pilnowac.
      • deszcz.ryb Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 07.06.11, 23:12
        > sprawa jest prosta - zaproszenie powinno uwzgledniac dzieci maloletnie

        A niby dlaczego? Kto płaci, ten decyduje. W tym wypadku to młodzi płacą i to oni decydują, kogo chcą widzieć na swoim weselu. To ich decyzja. A ty, jeżeli dostaniesz zaproszenie bez dzieci i to ci nie będzie odpowiadało, zawsze możesz odmówić udziału. To twoje prawo. Nie masz natomiast prawa dyktować innym, kogo mają zapraszać, bo to nie ty fundujesz całą imprezę. Proste?
        • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 10:50
          deszcz.ryb napisała:
          > > sprawa jest prosta - zaproszenie powinno uwzgledniac dzieci malol
          > etnie

          > A niby dlaczego? Kto płaci, ten decyduje. W tym wypadku to młodzi płacą i to on
          > i decydują, kogo chcą widzieć na swoim weselu. To ich decyzja. A ty, jeżeli dos
          > taniesz zaproszenie bez dzieci i to ci nie będzie odpowiadało, zawsze możesz od
          > mówić udziału. To twoje prawo. Nie masz natomiast prawa dyktować innym, kogo ma
          > ją zapraszać, bo to nie ty fundujesz całą imprezę. Proste?


          Otoz za wesele rzadko kiedy placa mlodzi - zazwyczaj placa rodzice. A jak myslisz - czemu oni zapraszaja gosci? Po co jest wesele? Przeciez nie ma obowiazku urzadzac zadnej imprezy.
          Czemu na weselu nie podaje sie pizzy, chipsow i piwa? Czemu nie jest to rockowa impreza skoro wesele dedykowane jest wylacznie mlodym? Po co im stare ciotki dewotki i sprosni wujowie, ktorych widuja raz na ruski rok?
          Otoz jak widzisz - wesele to specyficzny rodzaj imprezy i nie do konca wszystko mlodzi moga miec zgodnie z wlasnym uznaniem.

          Oczywiscie, ze nie mam najmniejszego wplywu na kulture osobista innych osob. Jesli komus brak kultury - coz poradzic. Nie mam tez checi chodzic na wesela do buractwa i NA SZCZESCIE w moim otoczeniu jeszcze nigdy nie spotkalam sie z takim brakiem oglady w tym temacie (a moje dziecie nie chadza na wszystkie imprezy - ale o tym decydujemy my i nie zycze sobie aby ktos podejmowal decyzje za mnie).
          Dzis dla mlodych bachornia to problem - jutro moze beda sfisiowanymi rodzicami LUB rodzicami bez opiekunki na zawolanie i moze wtedy dotrze do ich pustych makowek co wypada i jak sie powinno zachowywac.

          Pytanie watku bylo czy zapraszac dzieci a nie czy zabierac dzieci na wesele - odpowiadam wiec TAK - nalezy zapraszac dzieci. Dalsze losy bytnosci dziecka na imprezie mozna juz w kuluarach omawiac zaleznie od stopnia zazylosci i odwagi (bezczelnosci). Dyskusja natomiast kreci sie wokol zachowan dzieci na weselu - nie na temat.
          Jak to kropka ujela ponizej - zalany w sztok wujek rowniez potrafi narobic rabanu (wylac wino, przewrocic stol, wyrznac orla lub puscic pawia) ale wujek jest przeciez dorosly i odpowiedzialny smile
          Komedia.

          Od lat tak to dzialalo - decyzje o zabieraniu (lub nie) dzieci podejmowali rodzice ale dzieci na zaproszeniach zawsze byly ujete. Nowomodne buraczki szukaja teraz poparcia dla swoich wygodnych tez - moze da rade to przepchnac i podciagnac pod 'WYPADA' smile
          Niech buraczki probuja i z cala pewnoscia inne buraczki ich zrozumieja - zawsze to juz cos! Jakis odetek pokrewnych dusz smile
          • dulcymea11 Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 11:06
            dulcymea11 napisała:
            > Pytanie watku bylo czy zapraszac dzieci a nie czy zabierac dzieci na wesele


            Korekta - pytanie bylo jednak czy zabierac dzieci.
            Uwazam, ze nalezy zapraszac rodzicow i dzieci.
            Czy zabierac? Decyduja rodzice wzgledem wlasnego uznania.

            Na kazdym weselu na jakim dotychczas bylam - byly dzieci i nikt nie ucerpial.
          • deszcz.ryb Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 13:43
            Mylisz się - teraz za wesele coraz częściej płacą młodzi. Właśnie po to, żeby uniknąć sytuacji takich, w których np. rodzice zapraszają rodzinę "bo wypada" - dziesiątą wodę po kisielu, z którą nie utrzymuje się kontaktu; a teściowie wtrącają się do wystroju sali i decydują, jaka będzie orkiestra. I mają do tego prawo, bo płacą [albo się dokładają]. Czy to dziwne, że młodzi chcą sami podejmować takie decyzje?

            Obecnie wesela urządza się w klubach młodzieżowych, na łące czy pod namiotem, podaje się pizzę, homary czy sushi - zależy od tego, co młodzi sobie wymyślą. Ty uczestniczyłaś tylko w weselach bardziej tradycyjnych, ale teraz wesela mogą przybrać najróżniejszą formę, zależnie od fantazji młodych. Więc twój argument jest bez sensu smile A po co jest wesele? Po to, żeby MŁODZI podzielili się swoją radością z zawarcia związku małżeńskiego z osobami im bliskimi. Niejednokrotnie osobą bliską jest dla nich np. przyjaciel ze studiów, a nie jest daleki krewny czy czyjś niemowlak [nawet z bliskiej rodziny], ale którego widzieli 2 razy i ogólnie im on wisi.

            > Dzis dla mlodych bachornia to problem - jutro moze beda sfisiowanymi rodzicami
            > LUB rodzicami bez opiekunki na zawolanie i moze wtedy dotrze do ich pustych mak
            > owek co wypada i jak sie powinno zachowywac.

            Nie mają opiekunki do dziecka? To mają pecha, wówczas nie idą na wesele. Trudno. Pojawienie się dziecka BARDZO wiele zmienia w życiu [to koniec swobody] i decyzję o posiadaniu dzieci trzeba porządnie przemyśleć. Takie np. zabawy sylwestrowe też się odbywają bez dzieci i wtedy, jeżeli rodzice nie mają co zrobić z dziećmi, TEŻ nie idą na sylwestra. I jakoś nikt nie protestuje "ale ja nie mam co z dzieckiem zrobić" i nie ciągnie dzieciaka na bal sylwestrowy smile
          • black-cat Re: a 'dziecko' to do jakiego wieku? 08.06.11, 14:09
            Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam na weselu za które płacili rodzice młodych. W każdym razie dość dawno to było. Na ostatnim weselu, na którym byłam, też proszono o nie zabieranie dzieci. Organizowali je młodzi i mieli pełne prawo do tego, by decydować kogo chcą widzieć na swoim weselu. Tekst w stylu "nie życzę sobie, aby ktoś podejmował za mnie decyzje" jest co najmniej niepoważny. Młodzi organizują, młodzi ponoszą koszty i młodzi podejmują decyzję kogo chcą widzieć w swojej bajce, a kogo nie. Jeżeli rodzicom nie zaproszonych dzieci to się nie podoba, mogą podzękować za zaproszenie i nie przyjść. Wesele to impreza dla dorosłych. Dla dzieci są kinderbale.
            • dulcymea11 W sumie to.... 08.06.11, 15:49
              wlasciwie to wszystko jest kwestia wychowania i przekonan. Po raz setny i ostatni - dzieci powinno sie uwzglednic w zaproszeniu a czy ktos dziecko zabierze - jego sprawa. TAK UWAZAM JA.

              Jak pisalam - nie spotkalam sie z czyms takim a wiec tak hipotetycznie.
              Moje stanowisko w sytuacji gdy otrzymam takie zaproszenie:
              - uznaje to za buractwo - nie ide
              - uznaje to za buractwo i odpowiadam takim samym brakiem taktu - zabieram dziecko i w nosie mam czy bylo zaproszone czy nie (oczywiscie udaje, ze nie zrozumialam i ze obecnosc dziecka z rodzicami rozumie sie sama przez siebie). I co mi kto zrobi? Wyprosza mi dziecko? smilenajwyzej beda krzywo patrzec tak samo jak ja krzywo patrze na takie zaproszenia. Wet za wet (teraz czekam na glosy oburzenia i pogardy smile

              Dobrze jednak, ze nie musze podejmowac takich decyzji i nikt z rodziny ani znajomych nie stawia mnie w takiej sytuacji. Dochodze tez do wniosku, ze pomimo rozmaitych animozji to jednak obracam sie posrod kulturalnych ludzi... milo sobie to uswiadomic, poprzez wziecie udzialu w dyskusji.
              Swoja droga to niesamowite, ze mozna z obecnosci dzieci na weselu zrobic PROBLEM takiego kalibru. Stado malych potworow roznosi sale w drobny mak, rzuca sie zarciem, pluje i oblewa winem panne mloda... Ale nam pokolenie dewastatorow wyrasta smile Kryj sie kto moze.
              Postuluje w ogole zamknac dzieci w domach bo stwarzaja spore zagrozenie dla srodowiska.

              A - nie mowilam tego wczesniej - jakby ktos nie wiedzial to ja np. nie lubie dzieci i jesli mam sposobnosc trzymam sie z daleka ale potrafie oddzielic nielubienie od tego co wypada.
              • czarnaalineczka Re: W sumie to.... 08.06.11, 16:08
                >Wet za wet (teraz czekam na glosy oburzenia
                > i pogardy smile

                big_grin
              • black-cat Re: W sumie to.... 08.06.11, 17:00
                > - uznaje to za buractwo i odpowiadam takim samym brakiem taktu - zabieram dziec
                > ko i w nosie mam czy bylo zaproszone czy nie (oczywiscie udaje, ze nie zrozumia
                > lam i ze obecnosc dziecka z rodzicami rozumie sie sama przez siebie). I co mi k
                > to zrobi? Wyprosza mi dziecko? smilenajwyzej beda krzywo patrzec tak samo jak ja k
                > rzywo patrze na takie zaproszenia.

                Nikt Ci nic nie zrobi i nikt nie wyprosi. Problem się pojawi, gdy okaże się, że na stołach są karteczki z nazwiskami gości. Jeżeli przyjdziesz z dzieckiem, dla którego miejsca nie będzie (bo nie zostało zaproszone), będziesz musiała dziecko wziąć na kolana. A zabawa na weselu z dzieckiem na kolanach to raczej wątpliwa przyjemność.
                Czy jak dostajecie z mężem zaproszenie na wieczór panieńsko-kawalerski (bywałam na takich połączonych) z panią w skąpej bieliźnie wyskakującej z tortu to też zabierasz dzieci? Wszak jesteście rodziną.
                • wuika Re: W sumie to.... 08.06.11, 18:54
                  Jak to nie ma miejsca przy stole dla dziecka? Przecież to rodzina suspicious Najwyżej komuś innemu się zabierze (tak, widziałam coś takiego - zabrakło miejsca dla jednego z zaproszonych gości, bo niezaproszone dziecko musiało gdzieś siedzieć i swój talerzyk dostać, bo PM na pewno tak sobie żartowali z tymi dziećmi), najwyżej inni goście pomyślą, że jest coś bardzo nie-halo, skoro ich się bez dzieci zapraszało, a tu jednak ktoś przyprowadził. Ale co tam, przecież to rodzina, nie takie rzeczy zamiata się pod dywan suspicious
                • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 19:39
                  black-cat napisała:
                  Czy jak dostajecie z mężem zaproszenie na wieczór panieńsko-kawalerski (bywałam
                  > na takich połączonych) z panią w skąpej bieliźnie wyskakującej z tortu to też
                  > zabierasz dzieci? Wszak jesteście rodziną.


                  Popadasz w paranoje.
                  Zapewne moja postac rysuje ci sie jako cieplej kwoki co to dziecko stawia ponad wszystkimi - rozczaruje cie. Predzej moj maz nie potrafi sie z nia rozstac i czasem najpierw musze z nim stoczyc boj, ze tym razem chce odpoczac i wyluzowac. Ostatni boj (przegrany) dotyczyl wycieczki rowerowej. Ja sobie zamarzylam wysilek i dluga trase z mezem a maz uznal, ze bez corki sie nie ruszy... Godzina gadki-szmatki az w koncu poleglam bo mialam opcje: jechac z dzieckiem lub kisic ogora w domu... Staram sie takze nie zabierac dziecka na zakupy - bo tak mi wygodnie ale CZASEM biore ja ze soba - po prostu. Ze znajomymi czasem ustalamy sobie spotkania bez dzieci ALE jesli ktos ma nie przyjsc bo nie ma zrobic z dzieckiem mozemy albo nagiac zasade do tego dziecka (majac na uwadze, ze i tak pojdzie spac kolo 21-22) albo odpuscic ustalenie i wszyscy zabrac dzieciaki, zeby tamto mialo towarzystwo. Nie robimy problemu z posiadania dzieci - ot cala filozofia.

                  Moje wypowiedzi w tym watku dotycza jednak faktu, iz dzieci powinny byc zapraszane na slub i wesele z rodzicami. Jak pisalam - bylam na weselu, na ktore zaproszenie miala moja corka, byly winietki i nie bylo osobnych miejsc dla dzieci. Nie widze w tym nic zlego. Dziecko przy stole spedzilo pierwsze 15 minut, zjadla i poszla sie bawic. Rzeczywiscie 15 minut 'na kolanie' - no umordowalam sie jak ta lala...
                  Po prostu ktos kto ma wyobraznie - dokladnie wie jak dzieci funkcjonuja na weselu.
                  • czarnaalineczka Re: W sumie to.... 08.06.11, 19:48
                    >bo mialam opcje: jechac z dzieckiem lub kisic ogora w domu

                    lol
                    chyba nie to mialas na mysli co ci wyszlo big_grin
              • arwena_11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 17:13
                W sumie jakbym miała zapłacić dodatkowo za twoje dziecko, które nie było uwzględnione w kalkulacji, to albo wyprosiłabym was, albo powiedziała, że jeśli chcesz talerz dla dziecka to zapłać - co pewnie rozwiązałoby problem o tyle, że wyszłabyś sama

                A zapraszanie bez dzieci to nie buractwo, tylko najnormalniej w świecie albo brak kasy, albo chęć bawienia się w gronie dorosłych osób.

                Buractwem jest przyjście na impreze z dodatkowym gościem i zepsucie tego dnia Młodym swoimi fochami.
                • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 19:19
                  arwena_11 napisała:
                  > W sumie jakbym miała zapłacić dodatkowo za twoje dziecko, które nie było uwzglę
                  > dnione w kalkulacji, to albo wyprosiłabym was, albo powiedziała, że jeśli chces
                  > z talerz dla dziecka to zapłać - co pewnie rozwiązałoby problem o tyle, że wysz
                  > łabyś sama


                  Nie oczekuje osobnego miejsca dla dziecka. Moje dziecko zjada taka ilosc, ktora w skali wesela nie zrobi wiekszej roznicy (zwlaszcza, ze ja malo jadam). W skali zarcia na weselach to nawet 15 dzieci nie robi roznicy.
                  Swoja droga bylam ostatnio na weselu, gdzie moje dziecko proszono ale miejsca osobnego nie miala (wlasnie z uwagi na kase) - nie byl to zaden problem i zadna obraza - zsunelismy z mezem krzesla i latorosl zasiadla posrodku. Poskubala, popila i poszla sie bawic.
                  Inni rodzice zrobili tak samo. Mlodych to nie stuknelo po portfelu a i atmosfera byla serdeczna.
                  Dzieci same z siebie korzystaly z parkietu w czasie, gdy dorosli jedli i usuwaly sie na bok jak starsi wywijali. Okolo 22:30 moje dziecko zostalo odtransportowane do babci a inne tez jakos sie ulotnily i git.


                  > Buractwem jest przyjście na impreze z dodatkowym gościem i zepsucie tego dnia M
                  > łodym swoimi fochami.


                  No coz - kazdy strzela fochy jakie mu wygodnie smile Mlodzi moga miec focha i wypiac sie na moje dziecko - ja takze moge miec focha i wypiac sie na ich fochy. Dziecko to nie piesek, ze broni mu sie wstepu do lokalu. Moje dziecko ma prawo zobaczyc jak wyglada taka impreza i takze bardzo przezywa swoj stroj i udzial w tym wydarzeniu - nie odebralabym jej tego dla czyjegos widzimisie.
                  To czlowiek i ma tak samo uczucia, jest ciekawy swiata. Nic zlego w tym, ze umozliwia sie dziecku patrzenie jak ludzie sie bawia a mlodzi pobieraja sie bo sie kochaja i chca byc razem.
                  Zreszta takie dziecko to wymieka zazwyczaj jeszcze przed oczepinami zatem od tej 19-stej do 23-ej to raptem 4h i wybacz ale naprawde tylko burak widzi w tym jakis problem i obmysla obwarowania typu: place to wymagam (troche nie takie podejscie do gosci).


                  > A zapraszanie bez dzieci to nie buractwo, tylko najnormalniej w świecie albo br
                  > ak kasy, albo chęć bawienia się w gronie dorosłych osób.


                  Najnormalniej w swiecie powiadasz... Znaczy w ktorym? O jakiej planecie mowa?

                  Reasumujac - nie ma sie co przekonywac do wlasnego punktu widzenia. Kazdy robi jak uwaza i forum jest do wyrazenia pogladow. Nie przekonamy sie i tyle.
                  Dla ciebie to normalne - dla mnie nie. A moze dla mnie to nienormalne bo wlasnie nigdy o czyms takim nie slyszalam i nigdy sie z tym nie spotkalam a u ciebie to nagminne (moze pochodzimy z roznych srodowisk po prostu).
                  • jowita771 Re: W sumie to.... 08.06.11, 20:01
                    > Nie oczekuje osobnego miejsca dla dziecka. Moje dziecko zjada taka ilosc, ktora
                    > w skali wesela nie zrobi wiekszej roznicy (zwlaszcza, ze ja malo jadam).

                    To nie o to chodzi. Teraz się płaci w lokalach za osobę, za dziecko często połowę, a nie tak, jak dawniej, w remizach. Jak przyjdziesz z dzieckiem, mimo, że nie było zaproszone, to państwo młodzi mogą być zmuszeni zapłacić więcej.
                    • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 20:28
                      jowita771 napisał:
                      > To nie o to chodzi. Teraz się płaci w lokalach za osobę, za dziecko często poło
                      > wę, a nie tak, jak dawniej, w remizach. Jak przyjdziesz z dzieckiem, mimo, że n
                      > ie było zaproszone, to państwo młodzi mogą być zmuszeni zapłacić więcej.


                      No wlasnie i wesele o ktorym pisze (dziecko zaproszone a brak miejsca przy stole) mialo miejsce w eleganckim hotelu w Warszawie.
                      Mlodzi moga ustalic zasady z obsluga i powinni omowic te zasady chocby dla swietego spokoju (nawet jak nie prosza dzieci). Nie widze problemu aby powiedziec wprost: szanowny panie - dzieci w wieku xxxx nie beda miec swoich miejsc i nakryc ale moze zdarzyc sie, ze ktos przyjdzie z dzieckiem (nie mam na to wplywu) i wezmie dziecko na kolana - co NIE CZYNI zadnego dodatkowego kosztu nieprawdaz? To, ze rodzic odda pol swojej zupy dziecku i pol drugiego dania - tez nie roznicuje.
                      Jaki argument znajdzie restaurator do naliczenia oplaty? Co takse klimatyczna policzy?
                      Na tej samej zasadzie matka karmiaca moze zabrac niemowlaka w foteliku samochodowym czy w wozku i restaurator wyskoczy z doplata?

                      Tak sie sklada, ze to ty jestes klientem i tak samo masz prawo do zadania naliczania kosztow w sposob sprawiedliwy.
                      Ty mowisz o sytuacji kiedy rodzice zabieraja nieproszone dziecko i oczekuja dla niego osobnego miejsca i nakrycia - tu oczywiscie wiadomo, ze oplaty moga byc wyzsze.
                      Takiej sytuacji takze sobie nie wyobrazam.
                      • jul-kaa Re: W sumie to.... 08.06.11, 21:00
                        Dulcymea, a co w sytuacji podobnej do tej, jaką opisałam niżej? Kiedy wiemy, że rodzice dają ciała w sytuacji, w której powinni się swoimi dziećmi zająć i kiedy możemy podejrzewać, że dzieci będą wyjątkowo uciążliwe (i niebezpieczne/w niebezpieczeństwie)?

                        I jeszcze chciałam nawiązać do obecności starszego (nastoletniego) potomstwa na weselach. Znam jednego takiego, który całe wesele (jedno restauracyjne - siedział przy stole, drugie nasze - ogrodowe) spędził grając w grę elektroniczną i przyjmując minę cierpiętniczą. Po co taki nastolat w ogóle jest brany? Ja bym zostawiła zblazowańca w domu, a Wy?
                        • czarnaalineczka Re: W sumie to.... 08.06.11, 21:03
                          co do zblazowanca
                          skoro caly czas gral to pewnie nie chcial isc tylko zostasl zmuszony przez rodzicow
                          jak bym oczywiscie nie zmuszala
                          • jul-kaa Re: W sumie to.... 08.06.11, 21:11
                            Jasne, że został zmuszony, czemu dawał wyraz przez cały czas. Dlatego wlaśnie pytam, czy bierzecie dzieci - będące na takim etapie - ze sobą.
                            • czarnaalineczka Re: W sumie to.... 08.06.11, 21:17
                              dzieci na takim etqapie umieja mowic
                              i to calkiem niezle
                              jak powie ze chce to bym wziela
                              jak powie ze nie to bym nie zmuszala

                              sama w tym wieku chodzilam jak chcialam
                              czyli zwykle chodzilam
                              i uwaga
                              o zgrozo czasem zabawialam jakiegos bachora
                              i nawet od tego nie umarlam big_grin
                        • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 22:05
                          jul-kaa napisała:
                          > Dulcymea, a co w sytuacji podobnej do tej, jaką opisałam niżej? Kiedy wiemy, że
                          > rodzice dają ciała w sytuacji, w której powinni się swoimi dziećmi zająć i kie
                          > dy możemy podejrzewać, że dzieci będą wyjątkowo uciążliwe (i niebezpieczne/w ni
                          > ebezpieczeństwie)?

                          Droga jul-koo uprzejmie odpowiadam, ze jak swiat stary - tak ludzie sa rozni i czasem przychodzi nam stanac twarza w twarz z czyms czego nie rozumiemy, jestesmy temu przeciwni, brzydzimy sie tym, itd...
                          No nie da sie alienowac na sile bo jak nie dziecko to ci wujek numer wykreci, ciotka, kamerzysta czy inny kelner.
                          Wszyscy mamy jakies tam rodzinne uklady, uprzedzenia, sympatie i antypatie - jak to w zyciu.
                          Ja pisze niestety (albo stety wlasnie) z perspektywy osoby, ktorej nikt nigdy nie potraktowal w taki nieelegancki sposob a takze z perspektywy matki bardzo grzecznej dziewczynki. Moze dlatego nie umiem sobie wyobrazic dlaczego moje dziecko ma byc wykluczone z udzialu w imprezie (ktora bylaby dla niej ciekawa) tylko dlatego, ze jacys Kowalscy maja nieznosnego bachora, nad ktorym nie panuja.
                          Ja bym mimo wszystko zaprosila tych rodzicow i ich dzieci (oczywiscie majac na uwadze albo koniecznosc z uwagi na koligacje albo wyjatkowa zazylosc z tymi ludzmi - w przeciwnym razie mozna pominac wszystkich). Nie robmy z wesela az takiej nadetej imprezy. Nie robmy z siebie jasnie wielmoznych, ktorzy placa i decyduja i w taki sposob manifestuja swoja 'wladze' na ta okolicznosc. Uwazam, ze to jest glupie i prostackie.

                          I jeszcze chciałam nawiązać do obecności starszego (nastoletniego) potomstwa na
                          > weselach. Znam jednego takiego, który całe wesele (jedno restauracyjne - siedz
                          > iał przy stole, drugie nasze - ogrodowe) spędził grając w grę elektroniczną i p
                          > rzyjmując minę cierpiętniczą. Po co taki nastolat w ogóle jest brany? Ja bym zo
                          > stawiła zblazowańca w domu, a Wy?


                          Zmuszac bym nie zmuszala nawet swojej 5-latki. Po co?
                          Jesli przyszedl i rozczarowal sie impreza - no coz - kibluje na wlasne zyczenie i brzdaka.



                          A na koniec apropos psucia imprezy.
                          Co powiecie na to, ze znam przypadek w ktorym slub i wesele odbywaly sie w dniu finalu mistrzostw swiata pilki noznej i jeden z gosci zabral telewizorek samochodowy i podczas wesela poszedl do samochodu ogladac mecz. To nie koniec historii niestety. Inni panowie zaczeli sie interesowac i zagladac przez szybe. Tlum zrobil sie coraz wiekszy i facet zdecydowal sie postawic telewizorek na dachu samochodu, zeby wszyscy mogli widziec.

                          I co? Czym sa dzieci w obliczu takiego goscia? I trzezwy i mily i w sumie nikt by sie nie spodziewal takiego obrotu sprawy a tu zonk. Atmosfera byla gesta. Panie poobrazane, goscie (plci meskiej) ponad godzinke poza sala weselna - posilki ostygly....

                          • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 08.06.11, 22:18
                            > I co? Czym sa dzieci w obliczu takiego goscia? I trzezwy i mily i w sumie nikt
                            > by sie nie spodziewal takiego obrotu sprawy a tu zonk. Atmosfera byla gesta. Pa
                            > nie poobrazane, goscie (plci meskiej) ponad godzinke poza sala weselna - posilk
                            > i ostygly....

                            No, jakbym była panną młodą na takim weselu to najpierw zażądałabym wyłączenia telewizorka i powrotu na imprezę a jeżeli by nie posłuchali, to chyba pizgnęłabym nim o ziemię [najwyżej po weselu bym odkupiła tongue_out ]. Mam nadzieję, że jednak mam kulturalnych znajomych i rodzinę, którzy wiedzą, że przyjechali na wesele się bawić i mi takiego świństwa nie zrobią wink

                            I to jest jedna z pułapek tego odwiecznego "bo wypada". Z jednej strony młodzi muszą zaprosić jakiegoś mało im znanego wujka "bo wypada", a z drugiej strony ten sam wujek wolałby pooglądać mecz niż jechać na jakieś głupie wesele, ale jedzie "bo wypada pojechać". I się kończy jak opisałaś smile
                            • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 22:55
                              deszcz.ryb napisała:
                              > No, jakbym była panną młodą na takim weselu to najpierw zażądałabym wyłączenia
                              > telewizorka i powrotu na imprezę a jeżeli by nie posłuchali, to chyba pizgnęłab
                              > ym nim o ziemię [najwyżej po weselu bym odkupiła tongue_out


                              A widzisz ale co bys sie wkurzyla to twoje. Jestem pewna, ze niniejszy fakt zawazylby na twoim samopoczuciu

                              > I to jest jedna z pułapek tego odwiecznego "bo wypada". Z jednej strony młodzi
                              > muszą zaprosić jakiegoś mało im znanego wujka "bo wypada", a z drugiej strony t
                              > en sam wujek wolałby pooglądać mecz niż jechać na jakieś głupie wesele, ale jed
                              > zie "bo wypada pojechać". I się kończy jak opisałaś smile


                              Zla wiadomosc. Zaden wujek. Mlody chlopak - dobry kolega, wpisany na liste gosci fajnych i koniecznych. Nikt sie czegos takiego nie spodziewal.
                              • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:09
                                > Zla wiadomosc. Zaden wujek. Mlody chlopak - dobry kolega, wpisany na liste gosc
                                > i fajnych i koniecznych. Nikt sie czegos takiego nie spodziewal.

                                To już trzeba mieć niezłego pecha uncertain
                          • jul-kaa Re: W sumie to.... 08.06.11, 22:40
                            dulcymea11 napisała:
                            > Moze dlatego nie umiem sobie wyobrazic dlaczego moje dziec
                            > ko ma byc wykluczone z udzialu w imprezie (ktora bylaby dla niej ciekawa) tylko
                            > dlatego, ze jacys Kowalscy maja nieznosnego bachora, nad ktorym nie panuja.

                            Tu problemem był tylko ten nieznośny bachor, grzecznej dziewczynki zabrakło sad

                            > Nie robmy z wesela az takie
                            > j nadetej imprezy. Nie robmy z siebie jasnie wielmoznych, ktorzy placa i decydu
                            > ja i w taki sposob manifestuja swoja 'wladze' na ta okolicznosc. Uwazam, ze to
                            > jest glupie i prostackie.

                            No no no, odpowiadasz na mój post, a na moim weselu zadęcia całkowicie brakowało, płacenia (i manifestowania władzy) takoż (w ogóle nie było "talerzyków") i nie w tym był problem, a w bezpieczeństwie, temperaturze otoczenia i braku atrakcji dla dzieci.
                          • jowita771 Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:16
                            > Co powiecie na to, ze znam przypadek w ktorym slub i wesele odbywaly sie w dniu
                            > finalu mistrzostw swiata pilki noznej i jeden z gosci zabral telewizorek samoc
                            > hodowy i podczas wesela poszedl do samochodu ogladac mecz. To nie koniec histor
                            > ii niestety. Inni panowie zaczeli sie interesowac i zagladac przez szybe. Tlum
                            > zrobil sie coraz wiekszy i facet zdecydowal sie postawic telewizorek na dachu s
                            > amochodu, zeby wszyscy mogli widziec.

                            Na miejscu panny młodej poszłabym do pana, powiedziała, że popsuł mi wesele i żeby zabrał swój telewizorek i pojechał do domu.
                            • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:19
                              jowita771 napisał: >
                              > Na miejscu panny młodej poszłabym do pana, powiedziała, że popsuł mi wesele i ż
                              > eby zabrał swój telewizorek i pojechał do domu.


                              Fakt pozostaje faktem. POPSUL.
                              Czy mu to powiesz, czy rozwalisz telewizor, czy nawet go poprosisz o wylaczenie i on powiedzmy by sie zastosowal.
                              Sam pomysl byl tak kretynski ze i tak sie cisnienie podnioslo. Mleko sie wylalo.
                  • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 08.06.11, 21:21
                    >Dz
                    > iecko to nie piesek, ze broni mu sie wstepu do lokalu.

                    Nie, ale jeżeli istnieje imienna lista zaproszonych gości [a w przypadku wesela tak jest], to dziecka - jako istoty ludzkiej wink - można do lokalu po prostu nie wpuścić.

                    I słyszałam o przypadkach wypraszania nadprogramowych gości.

                    >Moje dziecko ma prawo zo
                    > baczyc jak wyglada taka impreza

                    Ależ proszę - wybul kilkadziesiąt tysięcy złotych i zorganizuj takie wesele. Dla dziecka. Niech siedzi na honorowym miejscu, ty wynajmiesz aktorów, którzy odegrają rolę PM a dziecko niech patrzy i zdobywa doświadczenie. A czemu nie miałabyś go zabrać też na zakrapianego sylwestra? I niech wejdzie na Rysy - tam rzecież jeszcze nie było i NIE WIDZIAŁO, a ma przecież prawo zobaczyć.

                    A mówiąc poważnie - puknij się w głowę. Twoje dziecko ma jeszcze przed sobą kilkadziesiąt lat życia, jeszcze zdąży się natańczyć na rozmaitych weselach. Poza tym kilkulatek i tak niewiele z wesela zapamięta, dopiero nastolatek ma co wspominać.
                    • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 22:51
                      deszcz.ryb napisała:
                      > Ależ proszę - wybul kilkadziesiąt tysięcy złotych i zorganizuj takie wesele. Dl
                      > a dziecka. Niech siedzi na honorowym miejscu, ty wynajmiesz aktorów, którzy ode
                      > grają rolę PM a dziecko niech patrzy i zdobywa doświadczenie.


                      O i wlasnie o tym mowie - taka sloma z butow.
                      Wybuduj dom za dwa miliony i bron boze nie wpuszczaj tam znajomych z dziecmi bo dzieciarnia zniszczy ten cud swiata. Twoj dom - twoje prawo i twoje zasady.
                      Ooo jasnie wielmozna pani, ktora placisz ciezka kase za swoje wesele, zyczysz sobie dostac to i owo (a najlepiej kase) a bachornia won! Komu sie nie podoba niech spada na szczaw.
                      Poklony, ucalowania w stopy i oklaski.

                      A tak na marginesie - czy mi sie cos pochrzanilo czy moze wazniejsze od samej imprezy za 100 tysiecy jest fakt, ze masz w ogole kogo na ta impreze zaprosic?

                      Twoje dziecko ma jeszcze przed sobą kil
                      > kadziesiąt lat życia, jeszcze zdąży się natańczyć na rozmaitych weselach. Poza
                      > tym kilkulatek i tak niewiele z wesela zapamięta, dopiero nastolatek ma co wspo
                      > minać.


                      O najmadrzejsza wyrocznio - i znow ucalowania w stopy.
                      Dzieki za przepowiednie dlugowiecznosci dla mojej pociechy a takze dla czekajacych ja atrakcji zyciowych bez mojego udzialu.

                      Ty a skoro kilkulatek i tak nic nie pamieta to po grzyba sie w ogole gimnastykowac? 5 lat wolnego i dopiero potem brac sie za edukacje poznawcza dzieciaka - po co sie meczyc smile




                      • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:02
                        Jakbym miała 2 miliony i wybudowała za nie dom to oczywiście, że bym byle dzieciaka na marmury nie wpuściła, żeby mi jedwabne zasłony zapaskudził? tongue_out

                        Nie rozumiesz, o co mi chodzi. Powtarzam po raz setny: kto płaci - decyduje. Kto płaci za wesele, ten decyduje, kogo zaprosi [nie musi płacić dużo, są fajne imprezy i za 3000 zł, nie wiem, czemu się tak tych kilkudziesięciu tysięcy uczepiłaś?]

                        > Dzieki za przepowiednie dlugowiecznosci dla mojej pociechy a takze dla czekajac
                        > ych ja atrakcji zyciowych bez mojego udzialu.

                        Czemu bez twojego udziału, zawsze możesz wejść z dzieckiem na Rysy czy spróbować iść na sylwestra [powodzenia!] tongue_out
                        • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:17
                          deszcz.ryb napisała:
                          > Nie rozumiesz, o co mi chodzi. Powtarzam po raz setny: kto płaci - decyduje. Kt
                          > o płaci za wesele, ten decyduje, kogo zaprosi


                          Rozumiem doskonale smile Sama przeciez to piszesz jasno i wyraznie i nawet nie trzeba nic interpretowac czy tlumaczyc.
                          Wielmozna Pani placi - Wielmozna Pani stawia warunki.
                          Jak pisalam - milo, ze Wielmozna Pani ma jeszcze kogo zaprosic a na dodatek moze powybrzydzac smile Ludzie z drogi - tu rzadzi tylko kasa!

                          Sluchaj ale wiesz - moze ci z tym bachorem nieznosnym to dziani ludzie sa i moze jak przyjda to wzbogacisz sie conieco a jak zaprosisz bez bachora to sie obraza i nici z kasy... No moze warto przemyslec czy nie da sie przezyc te 4-5h w towarzystwie bachora w imie dobrego zarobku he?

                          Bosze - jakas masakra smile
                          Z naszym towarzystwem (takiego od liceum) juz jeden kolega sie pozegnal a wlasnie dlatego, ze ciut mu sie priorytety powalily. Za podwiezienie (po drodze) chcial sie rozliczac i jakos czesto wspolne rozliczenia (np. wyjazdowe) mialy dziwnie ustalone proporcje, zupelnie inne niz kazdy zna z matematyki... Na koniec kolega oszukal nas na 30 pln i taka kwota wlasnie warta byla poswiecenia znajomosci. Jakos nie tesknie smile
                          A bylam swiadkowa na jego slubie.... Echh zycie
                          • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:33
                            Nie rozumiesz. Bo ty uważasz, że ja płacę=ja wymagam [to się zgadza]=nie zapraszam dzieci, bo od dzieci nie dostanę kasy i się nie wzbogacę. No to nie trafiłaś. Już wcześniej tu pisałam, że u mnie na weselu będą dzieci [i rzeczywiście, takie dzieci są często mniej kłopotliwe od faceta z telewizorkiem]. Ale piszę, że rozumiem, czemu ktoś dzieci nie zaprasza. Bo uważa, że są kłopotliwe, bo dzieci w ogóle nie lubi, bo bardziej od dzieci lubi swoich przyjaciół ze studiów i ich woli zaprosić [a niektóre buraki rzeczywiście rozumują tak, że od dzieci żadnego zysku nie będzie, więc lepiej zaprosić dorosłych. ale to na pewno zdecydowana mniejszość]. Ma prawo zaprosić kogo chce, bo on płaci. A ty nie masz prawa decydować za niego, czy mają być dzieci na weselu, czy nie, bo ty nie płacisz. Możesz go najwyżej wrednie oplotkować tongue_out
                            • dulcymea11 Re: W sumie to.... 08.06.11, 23:48
                              pozostaje wiec przedyskutowac roznice pomiedzy 'prawem' (czyli uprawnieniem do eliminowania dzieci, wynikajacym ze sponsorowania imprezy) a kultura osobista

                              ale to nie dzis - jestem juz zmeczona
                              • deszcz.ryb Re: W sumie to.... 09.06.11, 00:02
                                Ok, dobranoc wink
                            • dorotek83 Re: W sumie to.... 09.06.11, 00:02
                              Nie przekonasz dulcymea11 do zrozumienia innych zdania na temat obecności dzieci na weselu.
                              Nie zawsze chodzi o pieniądze, dla mnie nie stanowiło problemu zapłacenie za 3 dodatkowych dzieci. Chodziło o formę opieki jaką zapewniają rodzice swoim dzieciom, czytaj obarczają opieką otoczenie i nie zwracają uwagi na ich złe zachowanie.
                              Tu chodziło głównie o zapewnienie komfortu innym gościom, moim rodzicom i siostrze, aby mogli się bawić na imprezie, a nie zajmować się tymi dziećmi.
                              U mnie weselu była 2 małych dzieci oraz 2 nastolatków, z racji pracy mojego męża.
                              Na ślubie w ratuszu zaś była masa dzieci - mąż prowadzi drużynę harcerską, więc pojawili się na ślubie aby złożyć nam życzenia.
                              Młodzi mają prawo dbać o dobre samopoczucie gości, czasami nawet poprzez nie zapraszanie bo tak wypada.
                              A z doświadczenia swojego wiem, że rodzina potrafi dokopać czasami najboleśniej.
                              Mi moja siostra 2 dni przed ślubem powiedziała, że ona właściwie nie wie po co na nie idzie, bo nie jest świadkiem, i szkoda jej pieniędzy na moje wesele.
                              Mi zależało, żeby po prostu była, sama zaproponowałam, że zwrócę jej koszty przylotu z Anglii.
                              Jako, że to była jej kolejna akcja w tym stylu skończyło się moimi łzami, do pionu ustawiała mnie przyjaciółka.
                              W imię dobrych stosunków rodzinnych, oraz aby rodzicom nie było przykro, zagryzłam zęby i olałam sprawę. Gdyby nie fakt, że to jednak siostra, powiedziałabym że może nie przychodzić na wesele.
                              • dulcymea11 Re: W sumie to.... 09.06.11, 09:07
                                dorotek83 napisała:
                                > Nie przekonasz dulcymea11 do zrozumienia innych zdania na temat obecności dziec
                                > i na weselu.


                                Nie mam takich aspiracji. Dyskutujemy po prostu.
                                Ja uwazam to za brak kultury - niezaleznie od motywow (slusznych czy nie). Jak sama piszesz - czasem trzeba zacisnac zeby.
                                Niektorzy twierdza, ze nie beda sie naginac i tyle. Nie musza co nie zmienia faktu, ze to nieeleganckie.

                                Na moim slubie i weselu takze zabraklo mojego chrzestnego bo jego zona byla bardzo sklocona (sprawa w sadzie) z wlasna siostra a ta siostra z kolei miala z moja mama dobry kontakt. Gdy powiedzialam mamie - ok mamo - ale to moj slub a mi chrzestny niczym nie podpadl i nie moja sprawa, ze oni sie kloca - uslyszalam, ze wtedy to ciotka (siostra) bedzie sie zle czula i jej dzieci i moja babcia (ktorej kiedys trzasneli drzwiami przed nosem) i nie mozemy tego zrobic tym osobom, z ktorymi zyjemy w dobrych stosunkach i na ktorych nam zalezy. Nie upieralam sie nie mniej jednak czulam dyskomfort. Bo bylo tak jak napisalas - parasol dla kilku osob, zeby im sie cisnienie nie podnioslo i zeby jakas awantura nie wynikla. Ale ja nie mialam z tymi awanturami nic wspolnego a to byl MOJ slub i wesele i uwazam, ze to, ze nie zaprosilam chrzestnego bylo wlasnie stanieciem po jednej stronie barykady i w ten oto sposob jestem posrednio uwiklana w te idiotyczne klotnie rodzinne.
                                I juz nie mam kontaktu z chrzestnym....
                                Ot rodzinka.

                                Dlatego jestem zdania, ze nie powinno sie takich sytuacji stwarzac. Uwazam, ze ludzie dorosli powinni potrafic dac sobie na wstrzymanie w takim dniu i na chwile zapomniec o tym co tam kogo drazni. Jesli kuzynka ma nieznosna bachornie - trudno - jestemy tu aby cieszyc sie moim szczesciem - wszyscy. Pozniej sie rozejdziemy i mozemy sobie wracac do swoich konfliktow.
                                Dla odmiany na pogrzebie nie ma takich animozji i wtedy wlasnie kazdy zaciska zeby i chcial nie chcial oglada paskudna gebe wuja, ktorego nie lubi. Czyli poplakac mozemy razem ale pobawic sie juz nie...
                                • dorotek83 Re: W sumie to.... 09.06.11, 10:02
                                  Na moim ślubie nie było w ogóle zaproszonego brata mojego ojca, chociaż chciałam go widzieć na moim ślubie.
                                  Ale tutaj problem ma mój ojciec, ponieważ stwierdził, że przez fakt że biorę ślub cywilny, on się wstydzi przed swoją rodziną. Więc odpuściłam ich zaproszenie, chociaż było to nieeleganckie.
                                  Ale gdybym się uparła na jego zaproszenie, mój ojciec nie pojawiłby się na ślubie. Bo taki ślub to wstyd dla niego.
                                  Chrzestnej też nie było, siostra mojego ojca, ale tu kontakty ładnych parę lat temu się rozluźniły z jej winy, więc nawet nie brałam jej pod uwagę przy ustalaniu listy gości.
                                  Zresztą mój ojciec pewnie by się sprzeciwił jej obecności z powodów wymienionych powyżej.
                                  Do tej jak sądzę, nie powiedział nikomu ze swojej rodziny o moim ślubie.
                                  Dlatego przez takie zagrywki, nie miałam skrupułów przed zapraszaniem osób, które chciałam widzieć na weselu, i nie zapraszaniem dzieci wujostwa.
                                • wuika Re: W sumie to.... 09.06.11, 10:16
                                  Pewnie, zamiećmy wszystko pod dywan i ze sztucznymi uśmiechami udawajmy, że wszystko jest OK, mimo, że nie jest. W rodzinie są okropne dzieci - trudno, jakoś to przebolejemy. Nie znosimy wujka - ojej, ale to wujek, zaprosić trzeba. Szwagier z kimś tam zawsze się pokłóćmy - posadźmy go daleko, może nie zrobi awantury. I robi się typowo polska atmosfera, gdzie wszystko jest na pokaz, bo RODZINA i WAŻNY DZIEŃ.
                                  • dorotek83 Re: W sumie to.... 09.06.11, 10:24
                                    Niektórzy nie chcą na pokaz urządzać swojego wesela.
                                    I o ile jest przyzwolenie na nie zapraszanie na takie imprezy źle zachowujących się znajomych, to nawet jeśli rodzina źle zachowuje, nie można ich wykluczyć bo to rodzina i co ludzie powiedzą.
                                    Teraz zdarzają się pary, które mają w nosie co ludzie powiedzą, i wolą wykluczyć np. dzieci, źle zachowujących się krewnych, albo nie akceptujących wyboru młodych wyboru formy wesela.
                                    Wolą zrobić wesele mniejsze, w gronie życzliwych sobie ludzie, niekoniecznie to musi być rodzina.
                                  • jul-kaa Re: W sumie to.... 09.06.11, 11:06
                                    wuika napisała:
                                    > I robi się typowo polska atmosfera, gdzie wszystko jest na pokaz, bo RODZINA
                                    > i WAŻNY DZIEŃ.

                                    No właśnie. Patrz mój niedawny wątek o rodzinie smilesmile
                                  • dulcymea11 Re: W sumie to.... 09.06.11, 11:39
                                    wuika napisała:
                                    > Pewnie, zamiećmy wszystko pod dywan i ze sztucznymi uśmiechami udawajmy, że wsz
                                    > ystko jest OK, mimo, że nie jest


                                    Ty to nazywasz zamiataniem pod dywan a ja byciem 'ponad'. Raz w zyciu mozna chyba byc ponad te wszystkie idiotyzmy rodzinne - ale nie - zacietrzewiajmy sie po grob... jakie to polskie...
                                    Nie przyszlo Ci do glowy, ze taki szczesliwy dzien moze byc takze sposobnoscia do dobrej zabawy dla wszystkich mimo, ze wujek Gienek dziesiec lat temu niesprawiedliwie podzielil sie majtkiem z ciotka Genowefa? Okolicznosci spotkania sa jasne: jestesmy szczesliwi, ze sie pobieramy - chcemy sie z wami podzielic tym szczesciem.

                                    No ale dobra - watek byl o dzieciach. A jesli wlasnie mamy fajnych znajomych z niefajnymi dziecmi? Albo jednych fajnych znajomych z fajnymi dziecmi, a innych z niefajnymi?
                                    Glowa by mnie rozbolala od rozmyslan nad zaproszeniami i tymi wszystkimi zagrywkami jak zrobic, zeby wyjsc z twarza w sytuacji gdy wlasciwie nie da sie inaczej...
                                    Ludzie - no naprawde to ledwie pare godzin tych dzieci - po co stwarzac kolejne krzywizny? Po co te fanaberie: place to decyduje i mam was w nosie.
                                    Krytykujecie czlonkow rodziny za cos tam a same stwarzacie powody do krytykowania was (no ale oczywiscie was to przeciez nie obchodzi) - no to jak ma byc dobrze i od ktorego pokolenia skoncza sie takie przepychanki... Za pare lat to wy i wasze dzieci bedziecie tymi niechcianymi ciotkami na weselu i niby ok bo i tak wam nie zalezy tylko po co to wszystko? Lubicie to? Takie to fajne?
                                    • wuika Re: W sumie to.... 09.06.11, 11:45
                                      Raz w życiu, bo ślub tego, potem raz, bo święta, potem drugie święta, a potem okrągłe urodziny i jeszcze imieniny ciotki. Nikt nigdy nie wyjaśni niczego do końca i potem skutek jest taki, że duża ilość osób ma jakieś kwasy w rodzinie (teściowa to, szwagierka tamto, bratowa jeszcze coś innego, a szwagier to w ogóle), ale spędzamy święta razem i stadnie, bo wypada, nikt nikomu złego słowa nie powie, najwyżej tyłek obrobi w innym gronie. Kult rodziny i nie obrażania świętości ma się nieźle uncertain
                                      • dulcymea11 Re: W sumie to.... 09.06.11, 12:51
                                        Nie poradzisz - takie zycie.
                                        W szkole uzeralas sie z nielubianym wykladowca lub paskudna kolezanka - na wycieczki jezdzilas. W pracy moze cie ktos draznic i widzisz go co dzien a tez czasem wyjazd sluzbowy zaliczysz. W rodzinie mozesz nie lubic tesciowej czy bratanka ale tak jest - spotykacie sie i tyle.
                                        Jedyne co mozna z tym zrobic to rozwiazac ten problem we wlasnej glowie - dac na luz.

                                        Pare lat temu siostra mojej tesciowej, ktora od roku 1980 nie mieszka w Polsce uniemozliwila mi i mezowi (zaocznie, poprzez wywierania wplywu na babcie) zalatwienie pewnej prostej sprawy z pomoca babci. Zachowala sie po prostu ponizej krytyki. Tesc sie gotowal i ciskal ale to ja go uspokoilam - tato po co? No i trudno - widac mieszka daleko od rodziny i zapomniala co to jest pomoc rodzinie. Mimo, ze i ja sie zdenerwowalam to sprawe potraktowalam krotko: napisalam jej maila, ze uwazam, ze to nie w porzadku (uzasadnilam) ale poniewaz jestesmy rodzina nie bede robic afery. Nie chodze i nie biadole po calej rodzinie jakie to swinstwo - wyjasnilam u zrodla, posprzatane.
                                        Jak w tym roku bedzie w Polsce - zapewne zamieszka pod moim dachem bo aktualnie to my mamy najwiecej miejsca.

                                        A moglabym nie dosc, ze obrazic sie smiertelnie (byl powod) to jeszcze mialam poparcie tescia i innych a wiec moglabym stworzyc sytuacje, w ktorej pewne drzwi bylyby dla niej zamkniete. Tylko po co?
                                        Jednoczesnie wroze jakis ostry konflikt po smierci babci - zwlaszcza z tesciem... Oby babcia zyla jak najdluzej.
    • black-cat Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 13:37
      W zaproszeniu na swoje wesele napisaliśmy, że prosimy bez dzieci. Co niektórzy to komentowali, ale to było moje wesele i niekoniecznie miałam ochotę, żeby cudze dzieci plątały mi się pod nogami. Dzieci są rozkoszne dla rodziców i dziadków. Dla reszty świata już niekoniecznie. Swoim dzieckiem (chociaż dla mnie nazabawniejsze, najpiekniejsze i najmądrzejsze) nie uszczęśliwiam innych. Na wesela chodzę z mężem, córce zapewniam opiekę. I to, że będąc na czyimś weselu, odpowiadam uśmiechem na uśmiech siedzącego naprzeciwko mnie, obcego dziecka i śmieję się jego żartów, w obecności zaślepionych swoją latoroślą rodziców nie oznacza, że jestem owym dzieckiem zachwycona. Staram się po prostu być grzeczna. Jak widać niektórzy interpretują to jako zachwyt.
      • tacomabelle Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 13:47
        Czy dzieci siostry, brata albo np. wlasne nieletnie rodzeństwo też uważasz za "obce" i wykluczasz je z wesela?


        black-cat napisała:

        > W zaproszeniu na swoje wesele napisaliśmy, że prosimy bez dzieci. Co niektórzy
        > to komentowali, ale to było moje wesele i niekoniecznie miałam ochotę, żeby cud
        > ze dzieci plątały mi się pod nogami. Dzieci są rozkoszne dla rodziców i dziadkó
        > w. Dla reszty świata już niekoniecznie. Swoim dzieckiem (chociaż dla mnie nazab
        > awniejsze, najpiekniejsze i najmądrzejsze) nie uszczęśliwiam innych. Na wesela
        > chodzę z mężem, córce zapewniam opiekę. I to, że będąc na czyimś weselu, odpowi
        > adam uśmiechem na uśmiech siedzącego naprzeciwko mnie, obcego dziecka i śmieję
        > się jego żartów, w obecności zaślepionych swoją latoroślą rodziców nie oznacza,
        > że jestem owym dzieckiem zachwycona. Staram się po prostu być grzeczna. Jak wi
        > dać niektórzy interpretują to jako zachwyt.
        • black-cat Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 15:08
          Takowych nie było, więc problemu nie miałam. Gdyby mój brat miał dzieci, jestem pewna, że co najwyżej zabrałby dzieci na ślub, a później zostałyby z opiekunką w domu.
      • deodyma Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:01
        no tak, czyjes dzieci, nawet z rodziny, to juz "cudze", ale jak co do czego przychodzi, to jedna z druga lamentuje, ze jej dzieciakiem nikt sie nie zachwycabig_grin
        w koncu Twoje tez moze byc dla kogos "cudze", nawet dla tych z rodzinytongue_out
        • black-cat Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 15:16
          Moje dziecko jest "moje" tylko dla mnie imęża. Dla reszty jest "cudze" i nie uszczęśliwiam swoją córką nikogo na siłę. Dla mnie jest "naj", ale mam świadomość, że dla cioci Zosi czy wujka Tadka już niekoniecznie.
    • perd-ido Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 13:41
      Najdalej jak wczoraj dostalam kartke z zaproszeniem dot. slubu i przyjecia weselnego. Na zaproszeniu sa napisane nasze imiona i nazwisko, bez adnotacji- z synkiem. No i nie jest to dla mnie oczywiscie ze moge wziac synka (ktory i tak miejsca przy stole weselnym nie zajmie, nie potanczy na parkiecie, nic nie zje ze stolu..). Oczywiscie nie zamierzam brac synka (chyba ze na slub tylko), poniewaz planuje sie pobawic, a nie umeczyc (mam malego marude).

      Generalnie nie jestem przeciwna braniu dzieci na wesele (jesli jest taka wola gosci weselnych) i uwazam, ze powinni miec prawo zdecydowac czy wezma potomsto czy tez nie. Z reszta sprytni Mlodzi zawsze sie dowiedza czy tak bedzie. Poza tym Mlodzi musza sie naszykowac na nadprogramowych gosci, poniewaz nie kazdy zrozumie, ze nie wpisano dzieci, bo ich nie proszono.
      Uwazam ta nowa moda za duzy nietakt, minie troche czasu zanim przyjmie sie w PL. Dla mnie to jest tak jakby zaproszono mnie na wesele a meza nie, rozdzielenie rodziny.
      Na weselu nawet maluchy potrafia sie niezle bawic. Na naszym byla kuzynka z 10 m-czna coreczka, ktora smial sie w glossmile.


      No to niech sie teraz wypowiedza osoby, ktore prosza doroslych bez dzieci.
      Wedlug mnie tlumaczenie, ze dziecko moze posuc tak wazny dzien nie jest trafne, ale liczycie w myslach $$$ ile mozecie dostac od samych doroslych, rezygnujac z rodzin z dziecmi, a wlasciwie z samych dzieci zajmujac ich miejce dorosla osoba.
    • czarnaalineczka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 13:58
      gdybym miala dzieci i dostala zaproszenie "bez dzieci "
      nie poszlabym wcale
    • deodyma Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:03
      wiesz, bez dzieci to moga sobie isc tacy, ktorzy maja z kim dzieciaka zostawic a jesli cala rodzina na weselu, to ja sie nie dziwie, ze ktos z wesela po prostu rezygnuje i nie pojawi sie wcale.
      moja kolezanka byla na slubie swojej siostry, wiec dzieciaki mogla zostawic u tesciow.
      gdyby nie mialaby co z nimi zrobic a dostalaby zaproszenie bez dzieci, nie poszlaby wcale.
      ja zreszta tez nie.
      • dorotek83 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:14
        Tu masz rację.
        Wydaje mi się jednak, że to jest kwestia do dogadania się z młodymi.
        I często da się znaleźć rozwiązanie, tylko trzeba chęci z obu stron.
        U nas 2 pary przyszły z pociechą, bo miały z zorganizowaniem opieki, pomimo iż dzieci na zaproszeniach nie było. Po prostu spytali się, dla nas nie stanowiło problemu, że będzie 2 osoby więcej, zależało nam na ich obecności.
        W przypadku pozostałych dzieci, byliśmy świadomi, że opieka jest dostępna.

        Ale ja pisze ze swojego punktu widzenia, który jest dość dziwny -opinia mojej teściowej.
        I dla mnie nie było problem częściowe dostosowanie się do gości, zwłaszcza że po prostu nas spytali, a nie zażądali. Gdyby zaś zażądali, sądzę że reakcja mogła być inna
    • minkapinka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:09
      Jestem przeciwna zapraszaniu i zabieraniu dzieci na wesele. Wesele to zabawa dla dorosłych, zazwyczaj z alkoholem, często trwająca do późna w nocy. Nie widzę na takich imprezach dzieci.

      Dla mnie uroczystoscia rodzinną jest przede wszystkim slub, a zabawa poźniej jest dla dorosłych.

      • tacomabelle Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:12
        Aha, na ślubie łaskawie dopuszczamy bachorstwo, a potem won?
        • minkapinka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:55
          tacomabelle napisała:

          > Aha, na ślubie łaskawie dopuszczamy bachorstwo, a potem won?
          tak, to sprawa gości co później zrobią z dzieckiem.
      • christiea Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:19
        Ja na swoje wesele będę zapraszać bez dzieci. Na szczęście i tak w rodzinie mojej i N. dzieci jest tylko dwoje. Znam rodziców owych dzieciątek i same dzieciątka, rozpuszczone do granic możliwości. Więc sorry ale NIE.
        Tydzień temu na weselu kuzynki naszego kumpla było sporo dzieci, bo i wesele spore (160 osób) no i efekt był taki, że dzieciaki latały jak szalone między stołami i plątały się pod nogami tańczących. A jedni rodzice tak się zajmowali swoją pięciolatką, że wpadła do oczka wodnego znajdującego się w ogrodzie za salą i zaczęła się topić.
      • deela Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 14:06
        > Dla mnie uroczystoscia rodzinną jest przede wszystkim slub, a zabawa poźniej je
        > st dla dorosłych.
        o to to, nie mogą zrozumieć czemu tu nagminnie wesele nazywa się uroczystością - ślub jest uroczystością -wesele nie!
    • jeza_bell Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:18
      Dzieciak przy boku to zero relaxu dla rodziców. Naprawdę.
      Aczkolwiek mnie osobiście obce dzieci na takich imprezach nie przeszkadzają- to nawet fajne popatrzeć jaki stwarzają wesoły ruch- bylebym nie musiała nimi się zajmować wink
      • tacomabelle Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 14:25
        Nieprawda, dwa lata temu byliśmy na weselu szwagra z naszym starszym, wtedy 7-latkiem. Wybawiliśmy się doskonale.

        Nie ma to jak generalizować.
    • bacha1979 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 15:36
      Na naszym weselu było parę sztuk dzieciakow, nie pamietam już ile, jak najbardziej zapraszaliśmy z dziećmi.
      Moja córa była na weselu jednym, w sensie na slubie i obiedzie. Mieliśmy zaproszenie z dzieckiem.
    • jowita771 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 17:25
      Ja niedawno sama doradziłam siostrze, żeby zapraszała bez dzieci. Focha walnął nasz brat i bratowa, chcieli koniecznie zabrać swoją dwójkę, a akurat oni należą do ludzi, którzy chętnie obarczają swoimi pociechami postronnych, a córkę mają taką marudę, że pewnie by się siostra na własnym weselu nie pobawiła, tylko musiała nią zajmować. Parę miesięcy wcześniej byliśmy wszyscy na weselu kuzynki i brat obarczył siostrę swoją córeczką, a sam hulał. I siostra nie miała ochoty na powtórkę na własnym weselu, ale jej przetłumaczyłam, żeby się zajęła bardziej sobą, a nie samopoczuciem brata i rozpuszczonej bratanicy.
    • memphis90 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 21:30
      Tak to mamuśki kupują za kilka stów monitory oddechu i odmawiają wyjścia z domu w porze drzemki dzidzi, bo przecież dzidzia najważniejsza. A za chwilę ukochaną dzidzię kładą w oparach alkoholu i papierosów przy ryczącej kolumnie i cieszą się, że padłe z wycieńczenia dziecko tak ładnie sobie śpi. I SIDS też nagle nie jest problemem.
    • memphis90 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 21:41
      Z drugiej strony: jeśli wujostwo zapraszaja na wesele moich rodziców, to czy oznacza to automatycznie, że zaproszenie obejmuje mnie, moje siostry (bo co to za zaproszenie bez dzieci!), naszych mężów (bo jak to tak- bez partnera) i nasze dzieci (bo jak to tak bez dzieci)? Bo trzeba koniecznie wlec za sobą całą familię?
      • kropkacom Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 22:07
        No, ej... Nie sprowadzajmy sprawy do absurdu bo dyskusja sięgnie bruku. Już odzywają się głosy, że wesela nie są dla dzieci bo tam chlanie i rozbój w ciemnej sali big_grin Fajne wesela - można by rzec.

        A swoja droga jak onegdaj pisałam o weselu bez wódy to większość wbrew młodym stanęła za alko big_grin
    • jul-kaa Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 07.06.11, 21:59
      Mam roczne dziecko, na żadne wesele się z nami nie wybiera, pomysł brania go uznałabym za poroniony.
    • mypandka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 00:31
      O tym że dzieci psują zabawe weselną bo ponoć chodzą za Panną Młodą (że też takie małe dziecko nadąży za dorosłą kobietą?)
      O tym, że rodzice dzieci oczekują zajmowania się nimi przez Młodą Parę (niby sadzają im małe na kolanach i uciekają?),
      O tym, że na weselu nie powinny przebywać dzieci bo ponoć pije się tam na umór, klnie, pali i opowiada nieprzyzwoite rzeczy (na pewno mowa jest o weselu a nie o kręgach piekielnych?)
      O tym, że trzeba zapewnić dogodne warunki dzieciom : przewijaki, opiekunki,pokoje noclegowe ( bo właśnie większość wesel odbywa się w Anikinie)
      dowiedzialam się dopiero na forum gazety. Na żadnym weselu, na którym byłam, żadne z powyższego nie miało miejsca.

      Zapraszam na mój ślub rodziców z dziećmi i zakładam, że w związku z byciem dorosłymi ludzmi, oni sami decydują czy wziąć czy nie dziecko. Oni biorą na siebie odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo.
      Lokal w którym odbywa się moje wesele jest skrajnie nieprzystosowany dla dzieci. Jeśli go opuszczą same jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że się zgubią. Menu jest ciężkostrawne i raczej nie będzie smakować dzieciom. Pokoi w restauracji nie ma, a na sali jest głośno. Prawdopodobnie rodzice dzieci po prostu skończą zabawę wcześniej jeśli je zabiorą. Ich sprawa. Dorośli ludzie mają na tyle wyobraźni, żeby by w stanie przewidzieć pewne rzeczy. A Państwo Młodzi powinni być na tyle asertywni żeby nie pozwolić zamieni wesela w kinderbal, jeśli czują, że to im grozi.

      Jeśli do bliskiej rodziny (brat, siostra) zaproszono by mnie bez dzieci (a byłabym matką) byłabym lekko zdziwiona. To chyba musiałaby być jakaś wyjątkowa sytuacja. Dalsza rodzina i znajomi spokojnie mogliby mi stawiać "warunki wejścia".

      • deszcz.ryb Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 01:27
        > O tym, że rodzice dzieci oczekują zajmowania się nimi przez Młodą Parę (niby sa
        > dzają im małe na kolanach i uciekają?),

        Nie. Po prostu sami się bawią, jedzą, piją i tańczą, a dziecko biega sobie samopas po sali i okolicach.

        > Zapraszam na mój ślub rodziców z dziećmi i zakładam, że w związku z byciem doro
        > słymi ludzmi, oni sami decydują czy wziąć czy nie dziecko. Oni biorą na siebie
        > odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo.

        Owszem, ale jeżeli jakieś małe dziecko utopi się w oczku wodnym które masz obok sali, zgubi się w lesie, wbiegnie na ulicę pod samochód czy "tylko" zostanie przypadkowo kopnięte przez kogoś w tańcu - to już się robi problemem całego wesela a nie tylko rodziców. Nie uwierzę, że wesele będzie kontynuowane w przypadku utopienia się/zaginięcia dzieciaka w dziczy. No i owszem, rodzice to dorośli ludzie, jednak w wielu przypadkach są kompletnie pozbawieni rozsądku - nie wszyscy niestety dopilnują dzieci. I nie dziwię się, że ktoś chce uniknąć takich kłopotów.
        • klawiatura_zablokowana Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 10:18
          Poprawka: to jest wtedy problem organizatora wesela. A organizatorem wesela są państwo młodzi.
      • lukrecja34 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 07:36
        i to jest najmądrzejsza wypowiedź w tym wątku,pod którą podpisuję się obiema rękami smile
        • lukrecja34 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 07:37
          to do mypandki oczywiście big_grin
    • feniks_z_popiolu Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 05:04
      Ładnym gestem ze strony zapraszających jest zaproszenie rodziny wraz z dziećmi. Wesele to z założenia nie biba dla dorosłych tylko uroczystość rodzinna. Rozumiem, że koszty odgrywają tu rolę. Ale wolałabym być goszczona w skromniejszych warunkach a liczniejszym, sympatycznym gronie. Nie wiem jak bym się zachowała dostając zaproszenie bez dziecka, w ostatnich dwóch latach byłam na 4 weselach, na każde zaproszeni byliśmy z dziećmi. Na pewno nie zabrałabym na wesele dziecka młodszego niż 7-8 lat, dla jego i naszej wygody.
    • attiya Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 07:40
      bo wesele to impreza dla dorosłych
      na weselach byłam tylko w naprawdę najbliższej rodzinie i to tylko przez moment a później ktoś tam mną się opiekował
      na wesela zaczęłam chodzić z rodzicami jak miałam już naście lat
    • snob_nad_snoby Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 09:30
      W mojej rodzinie nie zaprasza sie na wesele z dziecmi. IMHO zapraszanie dzieci na wesela, to zwyczaj mający tradycje wiejskie - cała wieś sie bawi.
      • lejdi111 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 09:55
        Ja zabieram młodego na każde wesele ale on jest w tym wieku, że jeszcze talerzyk ma gratis. Później odpuszczę bo wiadomo, że to jest dodatkowy koszt dla młodych. Chyba, że dzieciak zostanie ujęty w zaproszeniu to wtedy będzie balował z nami. Na nasze wesele nie zapraszaliśmy z dziećmi. Zrobiliśmy natomiast wyjątek dla siostrzenic męza bo to bliziutka rodzina. Kumpelstwo i kuzynostwo zjawiło się bez potomstwa.


        "Są dwa światy i jedno słońce, które u nas coś słabo grzeje
        Ty masz pewnie dużo pieniędzy, ja nadzieje"
        • mariela1987 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 11:09
          ja jestem ,, za" dziećmi na weselu pod warunkiem,że na weselu jest też anonimator ktory sie nimi zajmuje. W innym przypadku nie. Dzieci moim zdaniem to dodatkowy klopot
          1. zwykle rodzice zamiast się bawić to zajmują się dziećmi
          2. krzyki w kościele- nie każde dziecko to grzeczny aniołek
          3. krzyki na weselu- j.w
          4. Panna młoda musi się zajmować dziećmi bo nie oszukujmy się, że one ,,ciągną" do białej sukni

          Dzieci uwielbiam, jestem nauczycielką w przedszkolu. Jak będę kiedyś organizowac wesele to pomyslę na pewno o animatorze, ktory zorganizuje maluszkom zajęcia, zadba o nie, polozy spać w razie potrzeby. Moim zdaniem i dzieci i rodzice czują sie w takiej syt.komfortowo. Mówię oczywiście o profesjonalnej opiece nad dziećmi, a nie o przypadkowej osobie.
          • kawka74 Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 18:45
            O ile mi wiadomo, za animatora trzeba zapłacić. Nie każdą parę młodą na to stać.
            Tak, wiem, jak nie stać, niech nie organizuje wesela.
    • ga-ti Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 11:19
      Moje zdanie na temat zabierania dzieci już wyraziłam. Teraz tylko refleksja, pytania w sprawie zapraszania.
      Jeśli młodzi zapraszają małżeństwo bez dzieci to dla mnie jest jasna informacja, że tych dzieci po prostu na weselu nie chcą. Rozmyślanie, usprawiedliwianie, typu nie zaproszę, bo oni mają co z dziećmi zrobić, dla mnie jest śmieszne. Także zaproszę bez i ewentualnie się dogadamy, itp. Jeśli nie mam nic przeciw dzieciom to decyzję ich zabrania pozostawię ich rodzicom.
      W dzisiejszych czasach bardzo często zaproszenie wymaga potwierdzenia udziału. Zatem dana rodzina dzwoni (pisze, spotyka się osobiście) i informuje "dziękujemy za zaproszenie, będziemy tylko we dwoje" albo " dziękujemy, przyjdziemy z dziećmi, około 22 odbierze je teściowa wink"
      No i młodzi wiedzą ilu gości będzie na weselu, ilu dorosłych, ile dzieci. Proste.
      Ja tam dzieci lubię. Na moim weselu niestety maluchów nie było (brak w rodzinie w tym czasie), najmłodsze miały 7 - 8 lat i bawiły się świetnie do późnych godzin. Dzieci, nawet obce, mnie nie przeszkadzają zupełnie.

      Obecnie młodzi często są bardzo wyrachowani...
      • barbara.sobol Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 11:21
        ja sie właśnie zastanawiam czy nie zamówić aniamtora na wesele?
        na fastdelu jest opieka za 270zł? nie wiem co robić? brać czy nie brać?
        widziałyście to?www.fastdeal.pl/oferta/wroclaw/zapewnij_atrakcje_najmlodszym/1540
        • ga-ti Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 11:48
          Mariela (nade mną) także zastanawia się nad animatorem dla dzieci.
          Jeśli dzieciaków ma być więcej, Was stać na taki wydatek (chociaż cena w ofercie całkiem przystępna) to myślę, że to dobry pomysł.
          • barbara.sobol Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 12:23
            tez tak myśle 270 pln za 3 h zabawy i 2 animatorów a dzieciki z głowysmilehehehe
            od 19 do 22 planuje ich wziąscsmile
    • wuika Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 12:13
      Powiem Wam, że trochę mnie rozwalają argumenty w stylu: bo trzeba zaprosić, bo rodzina, bo coś tam. Kto decyduje o tym, kto jest zapraszany? Inni goście, czy organizatorzy? Skąd to dziwne parcie do ustawiania komuś imprezy? Skąd przekonanie, że kuzynkę czy daleką ciotkę należy zaprosić wraz z całym przychówkiem, zamiast w miejsce dzieci zaprosić np. kilkoro znajomych? Państwo Młodzi zapraszają i mogą woleć widzieć na swoim własnym weselu więcej znajomych niż rodziny. Tak samo jak oburzenie, że dzieci jednej osoby zostały zaproszone, a innej nie. To jest dzień Państwa Młodych, rzadko kiedy mają nieograniczony budżet, żeby zapraszać po 200-300 osób (cała rodzina, którą się chce, wypada i należy oraz znajomi), więc dla mnie oczywiste jest, że następuje jakaś selekcja i dzieci dawno nie widzianej kuzynki mogą po prostu być mniej mile widziane.
      • kropkacom Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 12:36
        > Kto decyduje o tym, kto jest zapraszany? Inni goście, czy
        > organizatorzy?

        Pewnie, że młodzi. Chociaż spotkałam się też ze stwierdzeniem, że ten co płaci decyduje.

        A teraz do sedna. Wesele nie powinno być rozgrywką rodzinną i towarzyską. Czasami jak w rodzinie kwasy to lepiej zrobić prywatkę, gdzie przychodzą tylko przyjaciele. A jak kasy na styk to też przemyśleć czy warto. No chyba, że ktoś lubi takie wojny na początek wspólnego życia. Bo na bank jak młodzi zrobią wybory na jedynie wartego zaproszenia gościa będą kwasy.
      • czarnaalineczka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 13:44
        a niech zapraszaja jak chca
        tylko musza sie liczyc z tym ze zaproszeni "bez dzieci" po prostu nie przyjda i biletow ze znakiem wodnych nie wrecza wink
        • deela Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 14:11
          a to pech - bo gosci zaprasza się w celu uzyskania bonusa finansowego??? ciekawostka, ciekawostka
          • czarnaalineczka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 14:15
            a pisanie na zaproszeniach ze mlodzi chca kase to taka ciekawostka dla ciebie ?
            • minkapinka Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 14:19
              ja takiego zaproszenia nigdy nie widziałam, więc dla mnie to ciekawostka
            • deela Re: dzieci na weselu-za czy przeciw? 08.06.11, 19:12
              ja nie pisałam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka