nisar
30.06.11, 14:44
No sorry, ale jak można być takim debilem, to ja nie wiem.
W ciągu dnia telefon z przedszkola, że Młody się schrzanił ze zjeżdżalni (z wysokości ok. 0,5 m.), na początku bardzo zbladł (wystraszył się, normalne), ale teraz się bawi normalnie. No i mąż odbiera go z przedszkola, pani Młodego wyprowadza do szatni, w szatni kretynka czeka na wnuczkę. No i rozmowa między panią a moim mężem, pani że jej przykro ale nie zdołała Młodego złapać, mąż że to się zdarza, nic się najwyraźniej nie stało. Na co kretynka: ale proszę pana, nigdy nic nie wiadomo, znam taki przypadek że dziecko się przewróciło, a potem straciło przytomność, wylew krwi do mózgu i umarło.
No szkoda że trafiło na mojego męża a nie na mnie, dokumentnie wyjaśniłabym debilowi, jaki sens mają takie opowiastki wobec rodziców dziecka, które się właśnie też przewróciło. Aż żałuję, może następnym razem babsztylon by się sekundę zastanowił, zanim coś powie.