tysiac986
08.07.11, 20:31
Spotkałam dziś mamę z 8 dzieci. Jedno dziecko waliło drugie kamieniem. Tamto się położyło i piszczało, kolejne się przyłączyło. Trysnęła krew, wszyscy się zgromadzili.. Klęły tak siarczyście i wulgarnie, ze gdy ta "mama" do nich podeszła, to myślałam ze je wszystkie zabije. Jedno nawet uciekło i gdy "mama" je wolała, nie chciało wrócić. Powiedziało, ze wraca do domu. Dzieci w wieku: 12,11,10,8,6,4,5,2... - na oko.
Pomyślałam: co to za szatańskie dzieci! Wokół było pełno kobiet. Sądziłam, ze to ciotki, pomagają tej matce, bo nie były zbyt zaangażowane w cala sytuacje.. Nie ich dzieci. I ta matka tak jakoś dziwnie reagowała.. Bez entuzjazmu, przerażenia.. Zaraz jak sie to wszystko rozpętało, inni uciekli z placu zabaw. Moj pies się przestraszył i wtedy przylszo mi do głowy, ze to przecież z placówki wychowawczej, dzieci z domu dziecka.
Te dzieci miały średnio 9 lat, a gołym okiem było widać, ze wymagają pracy przez cale życie, ze brak normalnego domu, masowy wychów, patologia z przeszłości, utrwalana przez to grupowe współistnienie z innymi dziećmi, o takim samym pochodzeniu i historii życie, skreśla je juz na starcie.
Nigdy nie wzięłabym takiego dziecka do domu.
- bo ma zazwyczaj rodzeństwo, takie przypadki nie są jedynakami
- bo ośrodki adopcyjne oddają juz kilkuletnie, ukształtowane dzieci
- bo te dzieci wiele przebyły i to jest w nich, to będzie ise z nich jątrzyć
- bo wymaga pracy, która jest pracą tytana i siłacza w jednym
- bo często taka decyzja kończy się porażka i dobre chęci nie wystarcza - dzieci często wo kresie dojrzewania sa oddawane do placówek z powrotem