Dodaj do ulubionych

A propos nie dotykania dziecka przez osoby obce

13.07.11, 12:23
Po lekturze nie tak starego wątku, aczkolwiek bardzo długiego, tak sobie myślałam, czy naprawdę jest sens oburzania się gdy ktoś "w miarę normalny" chce dotknąć waszego dziecka. Nie czytałam całego tamtego tasiemca, z początku niektóre wypowiedzi.
Ja osobiście w duchu wzdrygam się, jak ktoś obcy chce pogłaskać moją córę, ale nic nie potrafię powiedzieć, bo trochę się obawiam, że wyjdę na wariatkę. Przecież nie uchronię dziecka przed każdą bakterią, a jak samo dziecko będzie na tyle komunikatywne i mobilne, żeby samemu sobie zajść to przecież nie zapnę dziecka na smycz. Oczywiście nie pozwoliłabym na kontakt z osobą u której na odległość widać (niejednokrotnie i czuć), że z higieną u niej na bakier. Tylko nie waliłabym od razu po łapach, tylko wykonałabym manewr ominięcia takiej osoby.
Ostatnio byliśmy w praktikerze i mąż małą na rękach trzymał i kasjerka ją po ręce pogłaskała. Nie powiedziałam nic, jedynie po wyjściu ze sklepu poprosiłam męża żeby trzymał młodą na dystans, bo np. ta babka na kasie tyle pieniędzy miała w rękach, a co za tym idzie mnóstwo bakterii. Po rozmowie doszłam do wniosku, że ja przecież też jak z młodą idę gdzieś to dotykam rzeczy które dotykali inni, klamek, które i żule z "żałobą pod paznokciami" (jak to nazwałą jedna dziewczyna) i wszędzie na rękach, dotykali; nie noszę w torebce żelu antybakteryjnego i nie pucuję obsesyjnie rąk, muszę przenieść później młodą do fotelika, dotykam ją, zapięcia pasów, no nie wiem, jak wam to przekazać, żeby znowu nie wyszło źle. Oczywiście po przyjściu do domu myję ręce, taki mam zwyczaj.
Do czego zmierzam. Bo już mi powoli tasiemiec wychodzi a dalej ględzę o niczym właściwie.
Wiele osób zwraca innym ludziom uwagę, coby nie dotykali ich dziecka. Nie neguję. Każdy robi jak uważa. Tylko jak dziecko pójdzie do przedszkola, dajmy na to, to nie wierzę jakoś, że tam wszystkie dzieci mają co 10 minut odkażane ręce. Dotykają się ( a przecież to obce osoby- jakby nie było), też maszkiecą wszędzie, niejednokrotnie kichają na siebie, kaszlą sobie w twarz, a panie przedszkolanki nie są w stanie upilnować całęj gromadki.
Inny przykład. Ile razy ja już czytałam i widziałam, że dzieci się bawią w piaskownicy i piasku się najedzą. bo tak jest. A tam to nie ma zarazków? A na zjeżdżalniach? Nikt nie ma pewności, czy ktoś obcy ich nie dotykał, a wasze dziecko się wspina rękami, które potem teoretycznie może sobie do buzi wziąć. Nie wszystkie place zabaw są ogrodzone, strzeżone.
W końcu jak dziecko dorośnie, pójdzie do szkoły, ile tam jest obcych osób, dotykają się, potem jedzą kanapki nieumytymi rękami...
Wiem, że niemowlak to niemowlak, ale nie można go zamknąć do rezerwatu czy złotej klatki z napisem "patrz oczkami, łapy precz". Trzeba umieć rozróżnić mniejsze "zło" od większego. A granica czasem jest bardzo cieńka.

PS. Nie miało mi nic dać umoralnianie innych i prawdopodobnie mi nie wyszło
PS.2 Sorry za błędy wink
PS.3 Sorry za zanudzenie
PS.4 Już można lincz rozpocząć tongue_out
Obserwuj wątek
    • dziennik-niecodziennik Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 12:32
      mi tam nie przeszkadza jak obcy ludzie dotykają mojego dziecka. przynajmniej nie ze względu na bakterie i inne bajery. chyba ze istotnie jakis tam brudas straszny, ale to mi sie jeszcze nigdy nie zdarzyło smile natomiast jak chce ją pogłaskać moja dawna nauczycielka, kasjerka w sklepie czy kolega z pracy moejgo męża - nie widze problemu.
      sterylnie jej chowac nie zamierzam w zadnym razie.
    • iwoniaw A co to ma wspólnego z bakteriami??? 13.07.11, 12:46
      Ja nie lubię, gdy ktokolwiek mnie dotyka bez uprzedzenia i moje dzieci też nie - i zapewniam, że kwestie higieniczno-sanitarne nie są tu na pierwszym planie. Chodzi raczej o strefę osobistą, której przekraczanie narusza komfort i poczucie bezpieczeństwa, o skracanie dystansu bez akceptacji drugiej strony. Dobrze, że dzieci już mówiące i same głośno protestują (i mają moje poparcie). Ja się nie pcham z łapami do ludzi, nawet gdy mi się wydają cudni, słodcy, śliczni i pociągający i tegoż oczekuję od innych. I tyle.
    • alexa0000 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 12:46
      Kfiatuszkowa, nie o bakterie chodzi (przynajmniej mnie). Chodzi o coś takiego, jak dystans. Wśród dorosłych z reguły szanowana jest zasada niedotykania się intencjonalnego wzajemnie bez aprobaty drugiej osoby. Ja nie chodzę i nie gładzę po policzku czy ręce obcej osoby, tylko dlatego,że mi się tak zachciało i chciałabym w tej kwestii wzajemności.
      • minnie_su Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 12:56
        to nigdy nie jest tak, ze ktos znienacka dotyka dziecka. najpierw ludzie sie do tego dziecka usmiechaja i dziecko do nich, przez jakis czas, na zmiane. dziecko czesto wyciaga raczki. i kiedys tam dorosly go poglaszcze. ja to widzialam tylko w takiej wersji. i jeszcze dziecko sie cieszy i chetnie dalej by sie pobawilo, zostalo poglaskane. no setki takich sytuacji widzialam. w metrze, w kolejce, w autobusie. dziecko stawia zupelnie inne granice niz dorosly. a wy tu mowicie o dotknieciu dziecka ale o granicach mamy a nie tego dziecka.
        • minnie_su Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:03
          a i jeszcze chcialam dodac, ze ja w czasie dwoch ostatnich lotow samolotem mialam to dokladnie odwrotnie: dziecko obok ktore ciagle mnie zaczepialo, dotykalo, usmiechalo sie. i co? po lapach? czy przyjac do wiadomosci, ze ono gdzie indziej stawia granice i sie poprostu "odusmiechnac" i poglaskac?
          • dziennik-niecodziennik Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:08
            jesli dziecko sobie życzy być podotykane to pewnie ze dotykac smile pogłaskać, pogadać, pobawić się. maluch sam zdecyduje kiedy mu się przestanie podobać i ogłosi to w sposób nie dający się przeoczyć smile
            często zapominamy że my i dzieci to osobne byty, ktore mają prawo do osobnych upodobań...
            • minnie_su Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:44
              dziennik-niecodziennik napisała:

              > jesli dziecko sobie życzy być podotykane to pewnie ze dotykac smile pogłaskać, pog
              > adać, pobawić się. maluch sam zdecyduje kiedy mu się przestanie podobać i ogłos
              > i to w sposób nie dający się przeoczyć smile
              > często zapominamy że my i dzieci to osobne byty, ktore mają prawo do osobnych u
              > podobań...

              ufff... a juz unznalam, a juz postanowilam, po przeczytaniu tego watku, ze bede walila po lapach, zeby nie zostac "dotknietym doroslym" jednoczesnie przyczyniajac sie do "dotknietego dziecka". a ze to tylko dziecko, in nie rozumie, to po fakcie wyjasnie mu, gdzie sa jego granice, i ze ono tego tylko jeszcze nie wie, ze nienawidzi dotykania ludzi (i bycia dotykanym) ktorzy nie sa wpisani w jego akt urodzenia. tylko ten ryk w samolocie potem...
        • angi666 Wtrącanie się starszych osób 13.07.11, 13:08
          Właśnie o te granice chodzi, dziecko nie zdaje sobie sprawy z pewnych rzeczy i od tego jesteśmy my dorośli. Mnie denrwuje również wtrącanie się szczególnie starszych osób w jakieś sytuacje, które mają miejsce na ulicy ze starszym już dzieckiem.
          Na przykład, idę z synem, on z jakiegoś powodu płacze i zatrzymuje się starsza Pani i zaczyna zagadywać dzieciaka, etc.
          Miałam też kiedyś sytuację gdy młody jechał na rowerze, a że wjezdża na wszystkie możliwe podjazdy, krawężniki i schody ciągle rower mu się blokuje, ja nie podchodze tylko czekam aż sie wyzłości, sam wyciągnie rower i pojedzie dalej. Kiedyś w takiej sytuacji podeszła starsza Pani i zaczęła ciągnąć za rowerek na moją zdecydowaną reakcję powiedziała że jestem niekulturalna i nie dbam o dziecko.
          Takie wtrącanie wkurza mni chyba nawet bardziej niż dotykanie małych dzieci.
    • angi666 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 12:52
      Podpisuję się pod moimi przedmówczyniami.
      Ja również nie pozwalam dotykać mojego dziecka własnie dlatego, że sama nie dotykam każdego kogo mijam na ulicy oraz nie chciałabym aby mnie obcy dotykali. Dlaczego ktoś obcy ma dotykać moje dziecko tylko dlatego, ż jest malutkie i słodziutkie.
      Po drugie, robię to ze względów bezpieczeństwa. Od małego pokazuje mojemu dziecku, że obcy nie powinni go dotykać, tak jak nie pozwalam brać niczego od obcych.
      Nie ma to nic wspólnego z bakteriami
      • czar_bajry Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:01
        Nie mam negatywnych odczuć jak ktoś obcy dotyka mojego dziecka. Są oczywiście wyjątki i faktycznie taki żul nie jest kandydatem nr. jeden do dotknięcia mojego dziecka, tylko muszę przyznać iż nie spotkałam się jeszcze aby jakikolwiek napotkany żul pałał chęcią zaznajomienia się z moimi dziećmi i nie chodzi tu o bakteria i inne cuda tyko o fakt iż taka osoba jest dla mnie odpychająca, ale odpychająca może być elegancka pani do której zapałałam awersją od pierwszego wejrzenia i też nie będę chciała aby dotykała moje dzieci.
        W każdym razie mnie dotyk nie przeszkadza, oczywiście dobry dotyktongue_out
    • default Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 12:55
      Dla mnie osoby dotykające obcych dzieci są trochę ... hmm, dziwne. Czy dziecko to jakaś zabawka, pluszak do głaskania ? Dorosłej obcej osoby przecież raczej nie pogłaszczą znienacka na ulicy. Usuwałam zawsze moje dziecko z zasięgu takich nachalnych łap - i to wcale nie ze względu na bakterie, akurat bakterii to moje dziecko, chowane z psami i kotami, miało od urodzenia w bród smile
      Mnie osobiście nie przyszłoby do głowy, żeby dotykać/głaskać/przytuluć obce dziecko.
      Chyba bym się nawet brzydziła to zrobić...
      • czar_bajry Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 14:26
        To jest tak jak z małymi kotkami i pieskami, ręce same się wyciągająbig_grin
        Dorosłych już tak chętnie nie głaszczemytongue_out
    • wuika Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:02
      Na mój gust kwestia higieniczna nie jest główną, ale łatwo ją przedstawiać, bo jest nie do podważenia w większości przypadków - ludzie są różni, brudni, czyści, z bakteriami takimi a innymi. Dla mnie kwestią podstawową jest raczej nie to, że coś dotyka dziecka, ale raczej, że ktoś. Ludzie mają różne granice emocjonalne z tym związane, ja nie lubię, jak obce osoby mnie dotykają, nie widzę powodu, dla którego dziecko miałoby to uwielbiać. Ale głupio powiedzieć - proszę nie dotykać mojego dziecka, bo ... Bo właśnie co? Bo przekracza to mój komfort psychiczny?
      • angi666 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:12
        Odpowiedź jest bardzo prosta, proszę nie dotykać dziecka, bo to nie jest pluszak. Gwarantuję Ci że poza głupim spojrzeniem i burknięciem czegoś pod nosem taki "dotykacz" już nie zrobi.
    • drinkit Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:07
      Ty piszesz głównie o bakteriach i higienie, a dla mnie najistotniejsze w tym temacie jest dotykanie CUDZEGO dziecka. Skąd ta chęć, którą tak trudno zwalczyć? Nie dotykam cudzych dzieci. Jestem psiarą, kocham zwierzęta, ale nauczyłam się PYTAĆ czy mogę pogłaskać, albo po prostu nie lecę z łapami do psów. Nie lubię też gdy ktoś np. rozmawia ze mną i mnie dotyka (takie trącanie po rękach czy ramieniu), po prostu nie znoszę przekraczania naturalnej dla mnie granicy. Nie przychodzi mi zatem do głowy żaden sensowny powód, który tłumaczyłby konieczność dotknięcia obcego dziecka.
    • tosterowa Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:15
      jezu, a czy "problem dotkniętego dziecka" to jakiś nagminny jest? Bo czytam forum i się zastanawiam, czy te dzieci wam rzeczywiście dotykają, czy naciągacie rzeczywistość.
      Mam dwuletnie dziecko i nikt obcy go nigdy nie dotknął (nie jest brzydki;P).
      I żadna moja koleżanka nigdy się na coś takiego nie skarżyła.
      Zatem jak to jest, są jakieś specjalne sytuacje, w których dzieci są dotykane, czy jak?
      • angi666 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:18
        Jak mały był naprawdę mały takie sytuacje w kommunikacji miejskiej, w sklepie zdarzały sie nagminnie. Być może bierze sie to stąd, iż jedne dzieci są bardziej otwarte i szybciej nawiązują kontakt przyciągajac tym samym uwagę innych.
    • kropkaa Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:32
      Nie cierpię jak ktoś dotyka dziecka. To nie jest zabawka! Czy miło by Tobie było, gdyby jakaś obca persona podeszła niespodziewanie i zaczęła Cię macać?
      Pewnie, że nie zawsze da się uchronić, ale zawsze, przed czy po, komunikuję krótko: "proszę nie dotykać dziecka". Jakoś dziwnie eleganckie damy z łapami się nie pchająuncertain Gdy dziecko miewa jakieś ataki płaczu, bo np. nie dostało kolejnej, zbędnej durnoty czy lizaka i jakiś człek się litościwie pochyla nad nieszczęśnikiem zwracając mi uwagę, równie króko ucinam pogadankę: "nie prosiłam o radę". Nie zdarzyło mi się jeszcze powtórzyćwink
    • default Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:52
      Jeszcze tak a propos zachowania obcych ludzi w stosunku do dzieci - poza dotykaniem spotykałam się też z innym przejawem traktowania dziecka jako "podczłowieka", zabawki, bezrozumnej laleczki - a mianowicie: komentowanie wyglądu dziecka. Miałam szczególne przykre doświadczenia, bo moje dziecko miało naczyniaka na buzi i do szału doprowadzały mnie paniusie bez żenady głośno przy dziecku (kilkuletnim!) "troskliwie" pytające: "A co to się dziecku stało?", "Czy to oparzone ?", "A co ma na buzi ? To tak zostanie ?" czy wręcz absurdalne "Ognia się pani przestraszyła w ciąży?" ( w wersji hardcore: "mąż panią w ciąży uderzył, tak ?").
      W krótkim czasie nauczyłam się twardo odpowiadać "Gówno to panią obchodzi". Jakoś raczej dorosłego nikt nie nagabuje na ulicy "a dlaczego ma pan jedną nogę krótszą".
    • i_love_my_babies Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 13:59
      ostatnio miałam właśnie sytuację jak w temacie:
      stałam z młodym przy kasie, weszła do sklepu jakaś pani i od razu wystatrowała do niego, złapała go za rękę i jeszcze mówi: "CHodź ze mną" i ciągnie go ze sobą" i po chwili: "Nie wolno, nie wolno iść z obcym"

      przyznam szczerze, że mnie wryło - jak zobaczyła moją minę szybko się ulotniła

      nie lubię, kiedy ktoś obcy dotyka mojego dziecka, a już najbardziej, jeśli chwyta je za dłoń
      nie chodzi tu o brud, czy zarazki, bo moje dzieci bawią się pieniędzmi, dotykają portfela, chodzą ze mną do sklepu i macają wszystko, ale tak jak pisały poprzedniczki, o naruszenie wlaśnie tej "strefy osobistej" - nie wiem, jak to określić

      ja nie wyobrażam sobie, że dotykam obcej osoby w sklepie i nie lubię, kiedy ktoś dotyka moich dzieci
      nie dotykam nawet dzieci znajomych, jak się gdzieś spotkamy podczas spaceru
    • lelija05 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 13.07.11, 15:00
      Jak córa była niemowlęciem, to też nie podobało mi się, że obce starsze panie zaglądają do wózka i łapią za nóżki, czy dłonie.
      Ale.
      Pomieszkałam trochę w mojej obecnie dzielnicy i już wiem, że tu wszystkie dzieci nasze są.
      Wyluzowałam, hormony przestały mnie ogłupiać i z radością przyjmuję wszystkie dowody sympatii skierowane w stronę mojej córki.
      Pozdrawiam moje sąsiadki, które uwielbiają moją córkę na tyle, że biorą ją na ręce na przywitanie.
      Pozdrawiam panią, która dała Michałka mojej ryczącej wniebogłosy córce, gdy wredna mama nie pozwoliła iść zbierać styropian, bo trzeba było pędzić na autobus, pozdrawiam tym bardziej, że ja też Michałka dostałam smile
      Pozdrawiam panią z targu, która pomogła mi spacyfikować rozhisteryzowane dziecko, które się uparło, że albo kupię jej sandałki, albo idzie boso. We dwie ubrałyśmy buty, małą pod pachę i problem rozwiązany.
      I mogłabym tak długo wymieniać smile

      A dziś spotkała mnie odwrotna sytuacja, bo podeszła do nas mała dziewczynka i spytała gdzie idziemy, ja na to- na plac zabaw, w odpowiedzi włożyła mi rączkę w dłoń i rzekła - to ja idę z wami. Oj, pośmiałam się, choć jej babcia nie była zadowolona smile
    • kfiatuszkowa Wszystkot fajnie, ale wiecie co? 14.07.11, 07:40
      Nie jest to przypadkiem tak, że mówicie o swoim dziecku, że to odrębna osoba, ma prawo nie chcieć żeby ją ktoś obcy dotykał a to wy sobie nie życzycie żeby dotykać waszej "własności"? Bo takie wrażenie trochę odniosłam. No bo przecież większość dzieci (w tym moje) jak widzi obcą osobę to sama zaczepia smile Nie mówię o tych, które faktycznie nie lubią/czują dystans do obcych, bo są takie maluchy, ale właśnie do tej (chyba) znacznej większości, dla których obca, nowa twarz jest maksymalnie interesująca
      • czarneoczy Re: Wszystkot fajnie, ale wiecie co? 14.07.11, 08:40
        trochę jest tak jak mówisz, przenosimy nasze emocje na dziecko, ja się przyznaję bez bicia, że byłam bardzo zdziwiona jak zobaczyłam jak Kluska rąbie z zapamiętaniem gotowaną marchewkę, której ja nienawidzę do pożygania, a pluje truskawkami, które uwielbiam do bólu tongue_out
        dorosły strefę bezpośredniego kontaktu ma nieco rozszerzoną, zdaje się na odległość wyciągniętej reki dopuszcza tylko osoby bliskie, dziecko ma jeszcze nie do końca wytworzone poczucie własnej "odrębności", więc czasem samo się "podkłada" pod pomizianie po głowie czy rączce...
        co prawda nie miałam jeszcze tej wątpliwej przyjemności wyrywania dziecka z łap bab próbujących mi obmacać i obklepać progeniturę, owszem, zdaża się że obce ludzie zagadują małą, jak młoda łapkę wyciągnie to oddadzą dotych (na zasadzie ET palec do palca), ale na tym się kończy...
        nie wiem, może mam wredny wyraz twarzy zniechęcający stanowczo do takich zachowań tongue_out bo osobiście nienawidzę jak ktoś obcy przekracza magiczną granicę 0,5 metra i jestem skłonna pluć jadem, jazda w tłoku czy kolejka do bankomatu to dla mnie horror i obrzydliwość do potęgi entej...
      • dziennik-niecodziennik Re: Wszystkot fajnie, ale wiecie co? 14.07.11, 08:59
        tez to stwierdziłam big_grin
      • nangaparbat3 Re: Wszystkot fajnie, ale wiecie co? 14.07.11, 10:12
        Mnie się zdaje, że dziecko z wiekiem samo zaczyna określać ten dystans. Sama jestem okropnie dotykalska, corka była wytulona na maksa, nie pamiętam dotykania przez obce osoby - podejrzewam, że musiało do niego dochodzić, ale przyjmowałam to jako coś zupełnie naturalnego. Ale kiedy mala podrosła (nie pamiętam, ile miała lat, była malutka, ale umiała juz chodzić i mowić) w zatłoczonej księgarni usłyszałam nagle jej wrzask: Nie dotykaj mnie!
        A potem usłyszałam miły głos pani, ktora, jak się okazało, poglaskała ją po główce: Bardzo cię przepraszam, nie wiedzialam, że sprawi ci to przykrość - i oburzony głos sprzedawczyni: Jakie te dzieci teraz niewychowane.
        I w tym jest całe ono: według mnie to dziecko powinno samo wyznaczać granice, zgodnie z tym co samo czuje - dorosły co najwyżej powinien czuwać, by nie stało się nic, co naprawdę może zagrozic bezpieczeństwu dziecka.
        Panią, która probowala pogłaskać moją corkę, a potem przeprosila, do dziś miło wspominam i chciałabym poznać smile
    • kura17 Re: A propos nie dotykania dziecka przez osoby ob 14.07.11, 09:20
      a ja napisze cos w obronie dotykaczy wink

      sama jestem dotykaczem - w sercu, bo staram sie bardzo NIE dotykac, gdyz wiem iz moze to irytowac innych... w dodatku jestem dotykaczem ogolnym, a nie dzieciecym, wiec rowniez w kontaktach z doroslymi szukam kontaktu fizycznego wlasnie... no co mam poradzic na to, ze LUBIE dotknac (delikatnie, zadne lapanie, czy obmacywanie wink) osobe, ktora darze sympatia, lub ktora zrobila na mnie pozytywne wrazenie, chocby estetyczne. naprawde staram sie tego nie robic, ale czasem nieswiadomie dotykam czyjejs reki w czasie rozmowy, albo klade reke na ramieniu, czy plecach... jak mi sie zdarza zobaczyc jakiegos atrakcyjnego mezczyzne (nieznajomego), a nie daj boze jeszcze z nim gadac, to czasem mam nieprzeparta ochote DOTKNAC go... tongue_out zreszta z kobietami tez mi sie zdarza... i z dziecmi, heh

      jak pisalam - staram sie nad tym panowac, ale nie zawsze mi sie udaje...
      ... dacie rade miec TROCHE wyrozumialosci dla dotykaczy (ktorzy staraja sie respektowac Wasza prywatnosc, ale nie zawsze im sie udaje)? wink
    • nangaparbat3 dystans 14.07.11, 10:00
      Kiedy w stadzie małp samica rodzi dziecko, inne zbiegają sie i każda stara się dotknąć małego.
      Tak, uważam, że jesteśmy nagimi małpami - z pewnym naddatkiem, ktory skutecznie eliminuje pierwotne odruchy.
      Nie doczytalam, jakie znaczenie ma to dotykanie - sądzę, że jest to symboliczne przyjęcie małego do grupy. Dobry dotyk - nie jesteś sam, jesteś z nami, jakby co, zadbamy o ciebie.
      Ja się często usmiecham do małych dzieci przypadkowo spotykanych - i coraz częściej zamiast uśmiechu, nawiązaniu kontaktu, do których jestem przyzwyczajona, widze w odpowiedzi zaskoczoną, a nieraz i odpychającą, złą minę.
      Uczymy dzieci, że drugi człowiek stanowi zagrożenie, że trzeba się go bać, unikać, odpychać.
      Uczymy podejrzliwości, niechęci, narzucania dystansu zanim przekonamy się, czy jest on potrzebny.
      Na zdrowie.
      • iwoniaw Drobny szczegół 14.07.11, 11:16
        Cytatnangaparbat3 napisała:

        > Kiedy w stadzie małp samica rodzi dziecko, inne zbiegają sie i każda stara się
        > dotknąć małego.


        Niepotrzebnie ironizujesz, przy okazji ze stratą dla wypowiadania się na temat. Wątek jest o dotykaniu OBCYCH dzieci, a NIE należących do "stada". A teraz może powiesz, co małpy robią, gdy obcy osobnik (spoza stada) usiłuje się choćby zbliżyć, o dotykaniu nie wspominając...
        • nangaparbat3 Re: Drobny szczegół 14.07.11, 12:18
          Pytanie co dla kogo jest "stadem".
      • glagonia Re: dystans 14.07.11, 18:25
        Przyłączam się do głosu mniejszości wink
        Uważam, że wychowywanie dziec w duchu "każdy obcy to zły" nie zrobi nikomu dobrze. I przykre jest to, że nasze społeczeństwo jest takie nietykalskie. To chyba niestety taka polska wada. Bardzo podoba mi się w krajach, gdzie ludzie nie boją się "być dotykanym" - zauważcie że w takich społeczeństwach ludzie są też przy okazji bardziej otwarci i życzliwi względem siebie.
        A po drugie -zawsze czułam że dziecko rodzę nie tylko dla siebie, a "dla świata". Czemu mam zabraniać kontaktować się z tym śwatem również fizycznie? Przecież, jak pisały niektóre z Was, jak dziecko nie będzie sobie życzyło czegoś to da o tym znać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka