majer555
15.07.11, 20:17
Witam,
Syn chodził na zajęcia karate w szkole. Zostało ogłoszone, że kto chce może jechać na obóz. On chciał. Wydaje mi się, ze nie przegapiłam żadnego spotkania organizacyjnego, na którym byłoby wyraźnie powiedziane, jaka jest specyfika tego obozu. Mianowicie, dzieci nie mają zadnych zajęć poza trenowaniem, posiłkami i odpoczynkiem od treningu. Napisałam dziś SMS-a do trenera, że chciałabym odwiedzić syna w niedzielę (syn powiedział mi, że do niektórych dzieci przyjadą rodzice). Trener mi odpisał, że nic mu o żadnych odwiedzinach nie wiadomo i on jest przeciwny odwiedzinom (widocznie dzieci się bardzo rozklejają). Syn mimo, że sport lubi tego rodzaju pomysł na spędzanie czasu odczuwa bardzo źle. Nie płacze mi do telefonu, chociaż nie wiem na ile mocno się trzyma. Obóz ma potrwać do przyszłego piątku (w sobotę jest wyjazd).
Wydaje mi się, że jeżeli nie było naprawdę (co ustalę pisząc jeszcze raz do trenera) spotkania organizacyjnego, to trochę zostaliśmy wpuszczeni w maliny, bo co innego domyślać się, a co innego usłyszeć wyraźnie.
Nie wiem sama co tu robić. Syn ma 9 lat. Są dzieci, które się tam dobrze czują (jak na przykład kolega syna z klasy), a są takie które płaczą (jak powiedział trener).
Czuję się zawiedziona odmową zgody na odwiedziny. Wiem, że to bardzo by pomogło synowi spędzić pozostałe 5 dni na obozie. Nie chcę robić z dziecka donosiciela, ale co innego słyszę od syna (niektórzy rodzice przyjadą) a co innego od trenera. Bez zgody trenera raczej tam się nie da wjechać.
Czy nie uważacie, że przegięli trochę z formułą tego obozu. Jeżeli tak, to co robić a) zabrać stamtąd syna przed czasem (co potem może się na nim odbić niekorzystnie w szkole)
b) kłócić się o te odwiedziny.
Było któreś z waszych dzieci na takim obozie?