Dodaj do ulubionych

Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowane)

26.07.11, 15:27
Mieszkam za granica. Jestem bardzo samotna osoba, kiedys mialam kolezanke Polke ale wrocila do Polski, nie jest mi latwo poznawac ludzi (fobia spoleczna), odcinam sie od nich.
M. poznalam w kwietniu ubieglego roku. Jeszcze zanim zaczelismy byc razem wiedzialam, ze od 3 lat jest chory (astrocytoma - twor w mozgu). Bral leki przeciwpadaczkowe, czasami mial takie napady, ze drgala mu prawa reka i noga, dosyc mocno. On bardzo sie tego wstydzil, napady byly czestsze przy wysilku, wiec odpadaly spacery, wyjscia na miasto itp. Lekarze przez ten czas nic nie robili, bo guz sie nie powiekszal.
Ale w styczniu zaczal. I skutkiem tego miala byc zaplanowana na czerwiec operacja. W maju zareczylismy sie. Od tego czasu nie moglismy sie przestac klocic, stres robil swoje. Po kolejnej awanturze on wyjechal (juz na ta operacje) bez pozegnania. Mowie wyjechal, bo za granice, gdzie pracuje jego ojciec, i gdzie podobno wszystko jest lepsze niz tutaj. Razem z nim wyjechala jego matka i brat. Nie pojechalam ja, bo musialabym miec wize i zaproszenie, ktorego szanowny tatus mi odmowil, bo "nie jestem rodzina". Ciagle klocilismy sie.
Zblizal sie dzien operacji. Przelozona. Kolejny termin - przelozona. Znowu - przelozona. I tak minely ponad 2 tygodnie. W tym czasie praktycznie zero kontaktu, tylko kilka minut rozmowy dziennie. No i wreszcie. Wiedzialam, ze bedzie nieprzytomny, po narkozie, na oiomie - wiec bez telefonu. Obiecal ze matka zadzwoni. Matka, ktora tutaj wmawiala mi ze jestem jak jej corka, ze mnie kocha itd. Zadzwonila na 1 minute, powiedziala ze M. byl zbyt zdenerwowany (operacja "na zywo") i ze operacja przelozona znowu. 3 dni piekla czekania, zero kontaktu. Wydzwaniam do wszystkich, nikt nie odbiera. W koncu sms od matki "ze ona nie moze z nikim rozmawiac i ze to normalne matczyne uczucia". A gdzie moje uczucia, ku*wa? Czas mija. On na oiomie 2 tyg. Nic nie wiem, nikt mi nic nie mowi. W koncu telefon juz od niego, ze jest ok, 2 tygodnie i wraca, w tym czasie bedzie mial 4 radioterapie, bo usuneli tylko 97% guza. Ja go opieprzam, nerwy mi puszczaja, on mowi ze matka mu powiedziala, ze byla w stalym kontakcie ze mna. Pisze do matki smsa z "podziekowaniami", ona pyta jak ja moge ja tak traktowac. Ja ja! Jestem w depresji, mowie mu, pocielam sie, potrzebuje jakiejs pomocy, nie daje rady sama. Wytrzymaj, mowi. Nie wytrzymam bez ciebie. Ciagle mysle tylko o tym, zeby umrzec. Bedziesz zdrowy, ale stracisz mnie.
M. dzwoni, ja nie odbieram przez kilka dni. Ten tydzien ma byc tym ostatnim bez niego.
Dzisiaj sms, ze nie mial jeszcze zadnej radioterapii, zacznie w sobote, 20 sesji, po jednej dziennie. I takie samo 20 dni chemioterapii. Czyli to rak sie pytam? Wczesniej nie bylo mowy o chemii. Nie odpowiada. Moglbys to miec tutaj, mowie. Tu nie ma takiej techiniki, odpowiada. Kiedy wracasz, pytam. "Za jakis miesiac". Czyli w sumie bedzie 2,5 miesiaca, wiesz?
Wiem, ze on sie tam nie bawi. Ale tym bardziej nie bawie sie ja. Nie mam do kogo przyslowiowej geby otworzyc. Oni sa tam wszyscy razem, widza go, rozmawiaja z nim, wszystko wiedza. Ja nie wiem nic. Dzisiaj mijaja 43 dni od kiedy wyjechal. Sposobu w jaki potraktowali mnie jego rodzice nigdy im nie wybacze. Nie chce ich widziec. I tego co zrobil on tez. Wiem, ze chce byc zdrowy, ale byly inne sposoby, zrobic to tutaj, albo wrocic teraz. Powalczyc o mnie choc troche. Nigdy tego nie robiles, mowie. Niegdy mnie nie prosiles, zebym z toba byla, niegdy nie wybierales mnie zamiast kogos czy czegos, nigdy nie zrobiles niczego o co prosilam bez szukania wymowek albo klocenia sie, mowie. Nie zostawiaj mnie, odpowiada.
Nie kontaktuj sie ze mna, jestes tak samo zaslepiony tym chorym krajem jak twoi pieprzeni rodzice, enjoy!!! pisze do niego. On juz nie odpowiada.
Nienormalni jestesmy, co? Ale ja juz naprawde nie moge. Mam depresje, wiem to, i martwie sie o niego jak cholera. A ten egoista nawet tego nie jest w stanie zrozumiec.
Mam ochote go zostawic i cieszyc sie jego cierpieniem, a minute pozniej pojsc pieszo tam gdzie jest, tylko po to zeby go przytulic.
Nie wytrzymam tego miesiaca. Nie dam rady. A co jezeli bedzie jeszcze dluzej? Nic nie idzie po naszej mysli, cala ta sytuacja ma najgorszy z mozliwych scenariusz. Czego jeszcze mam sie spodziewac???
Obserwuj wątek
    • alyeska Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:40
      Za swoj stan i cierpienia odpowiadasz ty sama. Jestes najwyrazniej niezrownowazona emocjonalnie, wcale sie nie dziwie , ze rodzice go od ciebie separuja. Jedyne co twemu narzeczonemu potrzebne jest do wyzdrowienia to egocentryczny energetyczny wampir z "fobia spoleczna". Proponuje dla ciebie terapie, a potem moze odbudujecie relacje z narzeczonym. Porozmawiaj z psycholgiem, moze powinnas brac jakies leki?. Wiem ,ze to jest ciezka sytuacja ale poprawianie jej najlepiej zaczac od siebie. Jak staniesz sie mocniejsza psychicznie bedzie ci latwiej poradzic sobie ze wszystkim.
      • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:42
        Współczuję ci, ale jemu współczuję bardzie. Tobie natychmiast potrzebna jest terapia, a jemu spokój i to spokój od ciebie, on ma sie leczyć a nie myśleć, czy jesteś z nim czy odeszłaś itd. przestań myśleć o sobie, a zacznij o nim.
        • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:47
          Myslalam o nim, chcialam byc tam z nim. On nie chcial! On zostawil mnie. Nie myslal, ze bedzie mu lepiej ze mna, latwiej przez to przejsc? Kto tu jest egoista w takim razie.
          • devilyn [...] 26.07.11, 21:10
            Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:52
        A wiesz co to jest fobia spoleczna? Nie ma nic wspolnego z byciem wampirem energetycznym, jestem z reguly pozytywna i wesola osoba, i jak juz sie do kogos zblizam, to ludzie mnie lubia.
        I rzeczywiscie, najlepsza forma terapii jest odciecie od narzeczonej przez tych popapranych rodzicow.
        A mocna psychicznie bylam, zbierajac go z podlogi w sklepie jak mial atak i udajac ze nic sie nie stalo, i przez caly ten rok.
        Po prostu nie moge zniesc tego ze on nie jest ze mna. To nie jest wizyta u dentysty na Boga! I chyba moje miejsce jest obok niego, nie wazne co sie dzieje, moje przede wszystkim.
        • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:56
          vanilla_eyes napisała:
          I chyba moje miejsce jest obok niego, nie wazne co sie dzieje, mo
          > je przede wszystkim.
          Wiesz, rozwalasz mnie- raczej uważałabym, ze jego rodziców, a nie twoje.
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:08
            Jasne, to z nimi spedzi reszte zycia, nie ze swoja zona!
            • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:14
              będę wredna, rodziców ma się jednych, żon można na pęczki
              na razie nie jesteś jego żoną
    • marzeka1 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:48
      Twój egocentryzm jest powalający, serio.
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:53
        A jego nie? On mnie odrzucil, odepchnal od siebie w takim momencie. Nie ja jego.
        • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:55
          vanilla_eyes napisała:

          > A jego nie? On mnie odrzucil, odepchnal od siebie w takim momencie. Nie ja jego
          > .
          Ku*wa kobieto, to chory, ciężko chory człowiek- pomyśl o tym, myślenie nie boli, zapewniam cię.
      • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 15:54
        marzeka1 napisała:

        > Twój egocentryzm jest powalający, serio.
        Nooo, dokładnie sie z tym zgadzam- ku*wa: ja, ja, ja....nie ważne co czuje chory człowiek, jego rodzina...łomatko...
        • agata_abbott Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:03
          Przecież ona też jest jego rodziną! Dla niego i rodziny najwyraźniej nieważne co ona czuje...
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:09
            No wlasnie!!! O to w tym wszystkim chodzi! To jedno zdanie to podsumowanie wszystkiego co mysle...
          • alyeska Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:09
            nie nie jest rodzina. Jest narzeczona, ktora ma problemy emocjonalne, jest niezrownowazona, egocentryczna, depresyjna, wymagajaca itp. Na prawde uwazasz, ze taka osoba ma dobry wplyw na ciezko chora osobe i bedzie wspomagac go w rekowalescencji?. Gdzie potrzebny jest spokoj, wyciszenie itp?
            • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:14
              alyeska napisała:

              > nie nie jest rodzina. Jest narzeczona
              No właśnie bo myslałam, ze czegoś nie doczytałam i gdzieś po drodze był ślub...
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:18
              Przyszla zona to tez rodzina, ktora bedzie z nim do konca, jak mamusi i tatusia zabraknie.
              To ten wyjazd, to jak oni mnie potraktowali, tak mnie rozwalil. Nigdy taka nie bylam, zawsze mu pomagalam, i nigdy nie uwazalam ze to ja jestem najwazniejsza. Dalej tak nie uwazam. Mnie chodzi o to, ze on mnie odepchnal. Ze nie mam zadnego wsparcia, bo tak, rodzina chorego tez potrzebuje wsparcia!
              • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:21
                vanilla_eyes napisała:

                > Przyszla zona to tez rodzina, ktora bedzie z nim do konca, jak mamusi i tatusia
                > zabraknie.
                Z tym to róznie w życiu bywa big_grin
              • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:16
                oj tam przyszła żona, przyszła żona - sory ale wyrażenie "przyszła żona" do niczego nie zobowiązuje
                papieru nie macie
            • agata_abbott Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:19
              Że w depresji - napisała sama zainteresowana, ale kto wie, na ile depresja jest depresją, a na ile smutkiem spowodowanym brakiem informacji o stanie zdrowia ukochanego. Że egocentryczna i wymagająca - tego nie wiesz. A rodziną jest - sama jestem narzeczoną i swojego narzeczonego uważam za rodzinę (skoro już niedługo mam ją z nim stworzyć). Jeśli facet w takiej sytuacji nie liczyłby się ze mną, zostawił mnie martwiącą się - to chyba nie traktowałby mnie poważnie, nie traktowałby mnie jak osobę, która ma z nim tworzyć podstawową komórkę społeczną.
          • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:15
            agata_abbott napisała:

            > Przecież ona też jest jego rodziną! Dla niego i rodziny najwyraźniej nieważne c
            > o ona czuje...

            I w sumie slusznie, ze jest niewazne W TYM MOMENCIE. Z opisu wynika, ze facet jest CIEZKO CHORY - jego jedyne zaiteresowanie TERAZ to powinno byc jego wlasne zdrowie, nic i nikt ponad to. I jesli do wyzdrowienia potrzebna jest mu separacja od bardzo demanding i trudnej w obsludze partnerki, to nalezy mu spokoj takiej separacji zapewnic. Jak juz wyzdrowieje, bedzie sie mogl skupic na ukladzie z Vanilla Eyes. Poki co - first things first.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:21
              Ale moje jedyne zainteresowanie to on i jego zdrowie, tak ciezko to zrozumiec?
              Nie jestem trudna w obsludze. Nasz zwiazek byl bardzo udany, mimo ze mielismy juz wczesniej pewne trudnosci, ale wszystko udalo sie pokonac. Razem. A nie osobno.
    • super-mikunia Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:01
      Ludzie ciężko chorzy zachowują się inaczej niż zawsze. Choroba bardzo zmienia. Pewnie potrzebował takiej separacji i jednocześnie chciał ci dać czas na przemyślenie całej sytuacji, nie każdy ma tyle siły by być z ciężko chorą osobą.
      • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:08
        Co to za kraje, z ktorych nie jestes w stanie pojechac choc na tydzien i byc kolo niego? Nawet jesli potrzebujesz wizy to sa sposoby, chocby wykup wycieczki.
        Poszukaj terapeuty albo chociaz jakiejs zyczliwej osoby (ksiadz?) do pogadania. Wylej swoje zale na te zyczliwa osobe a nie na chorego meza. Twoj maz ma teraz jeden jedyny obowiazek: GET BETTER! Wszystko inne, rowniez uklad z Toba, musi dla niego byc na drugim planie. I Ty sama musisz nie tylko sie z tym pogodzic ale i jego w tym wspierac. Zeby miec na to sile, potrzebujesz sie gdzies wygadac, wyplakac, wykrzyczec zeby faktycznie byc wsparciem (a nie obciazeniem!!!) dla chorego meza. Poszukaj kogos kto bedzie Twoja "miseczka na lzy".
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:11
        Wiedzialam, ze jest chory jak tylko sie poznalismy, po 3 dniach chyba. Gdzie niektorzy jego koledzy do tej pory nie wiedza.
        I dalam mu do zrozumienia jasno i wyraznie, ze jego choroba nie ma zadnego znaczenia.I ze nigdy nie bedzie dla mnie powodem zeby go zostawic. On to wie.
        • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:18
          vanilla_eyes napisała:

          > Wiedzialam, ze jest chory jak tylko sie poznalismy, po 3 dniach chyba. Gdzie ni
          > ektorzy jego koledzy do tej pory nie wiedza.
          > I dalam mu do zrozumienia jasno i wyraznie, ze jego choroba nie ma zadnego znac
          > zenia.I ze nigdy nie bedzie dla mnie powodem zeby go zostawic. On to wie.

          No i cool. Ale pomiedzy "nie zostawic" a wspomagac w dochodzeniu do zdrowia sa dziesiatki praktycznych detali. Ty sie domagasz zeby chory facet traktowal Cie tak jakby byl zdrowy - wspolne decyzje, jakies rozmowy, stale kontakty ... C'mon - on JEST CHORY i TY SIE MUSISZ DOSTOSOWAC do jego potrzeb. Dopoki nie wyzdrowieje, on dyktuje warunki, bo inaczej to dokladasz sie do jego stresu i spowalniasz proces rekonwalescencji.
          Poniewaz, jak piszesz, sama masz ze soba klopoty - ludzka rzecz, poszukaj kogos kto Cie wesprze teraz, gdy on daleko. I sprobuj moze jednak zorganizowac sobie jakos wyjazd zeby sie z nim zobaczyc. Ale nie po to zeby sie z nim klocic, walczyc i wypominac ze jego matka nie dzwonila ale po to zeby po prostu byc jego wsparciem i oparciem.
        • super-mikunia Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 20:03
          > I dalam mu do zrozumienia jasno i wyraznie, ze jego choroba nie ma zadnego znac
          > zenia.I ze nigdy nie bedzie dla mnie powodem zeby go zostawic. On to wie.


          ..ale nastąpił progres choroby i pewnie mnóstwo pytań przy okazji i wątpliwości. Może nie chciał żebyś go widziała jak będzie słaby bardzo słaby, albo coś pójdzie nie tak, chciał cię od tego odseparować, zaoszczędzić ci tego...chciał przejść przez to sam..
    • lelija05 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:11
      Egocentryczka?
      A niby dlaczego? Bo chciała być przy człowieku, którego kocha?
      Co wy piszecie?
      A gdyby to was spotkało i teściowie nie pozwoliliby być z waszymi mężami, partnerami?
      Możecie to sobie wyobrazić? Przez tyle czasu być pozbawionym nawet zwykłej informacji o stanie zdrowia!
      Ja bym chyba oszalała z nerwów.

      No chyba, że jesteście z waszymi chłopami z rozsądku i macie w nosie to co się z nimi dzieje.
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:14
        Dziekuje Ci. Przynajmniej Ty jedna rozumiesz moj bol.
        Nie spodziewalam sie takiego steku wyzwisk pod swoim adresem piszac ten post...
        • lelija05 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:17
          Naprawdę dziwię się tym komentarzom i bardzo Ci współczuję.
          • mgd3 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:25
            Popatrz na to z punktu widzenia jej rodziny. Jesteś powiedzmy tatusiem. Twój syn (nieważne czy ma 15 lat czy 40) spotyka się od roku z jakąś panną, której w życiu na oczy nie widziałeś bo mieszkasz w innym kraju. W pewnym momencie dowiadujesz się że jego śmiertelna choroba zaczyna się gwałtownie rozwijać.
            Ja szczerze mówiąc - oczywiście, że natychmiast sprowadziłabym syna do siebie - bo wyższy poziom technologii i szansa powodzenia operacji. Nie sądzę, żebym miała głowę do martwienia się o "stan uczuć" dziewczyny syna - a tym bardziej o załatwianie jej zaproszenia na wyjazd. Nie sądzę, żeby najważniejsze wydawały mi się codzienne relacje co u niego słychać. Sama pisze, że był przerażony, przekładano operację itp. Szczerze - po paru dniach takiego "dopytywania się" unikałabym kontaktów zakładając że toksyczna relacja źle wpływa na zdrowie rekonwalescenta i przysparza mu tylko niepotrzebnych zmartwień.
            Na litość boską! To raptem parę m-cy. Wyjazd spowodowany siłą wyższą - miał mieć gorsze leczenie w kraju niż za granicą, żeby ona się samotna nie czuła? Czy może wracać jak najszybciej zamiast się wyleczyć porządnie? Może w ogóle umrzeć sobie spokojniutko w jej towarzystwie, żeby jej na samotność nie narażać, bo tatuś nie chce jej zaproszenia wysłać. uncertain
            • lelija05 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:31
              Dlaczego mam patrzeć z punktu widzenia jego rodziny?
              Ja i mój mąż mamy normalne rodziny i normalne relacje i takie coś byłoby nie do wyobrażenia.
              To jakiś absurd zupełny, gdyby rodzina męża, miała mnie od niego odseparować podczas jego choroby! I wszystko jedno, czy to mąż, narzeczony, konkubent czy jak tam zwał, uczucia są takie same.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:34
              mgd3 napisała:

              > spotyka się od roku z jakąś panną,

              narzeczona


              której w ż
              > yciu na oczy nie widziałeś bo mieszkasz w innym kraju.

              widziales, kraj jest sasiedni, lot trwa 1.5 h, wiec czesto przylatujesz, a rok to kupa czasu

              W pewnym momencie dowia
              > dujesz się że jego śmiertelna choroba zaczyna się gwałtownie rozwijać.
              > Ja szczerze mówiąc - oczywiście, że natychmiast sprowadziłabym

              6 miesiecy to trwalo, tzn w styczniu dostal termin operacji na czerwiec

              syna do siebie -
              > bo wyższy poziom technologii i szansa powodzenia operacji. Nie sądzę, żebym mi
              > ała głowę do martwienia się o "stan uczuć" dziewczyny syna - a tym bardziej o z
              > ałatwianie jej zaproszenia na wyjazd. Nie sądzę, żeby najważniejsze wydawały mi
              > się codzienne relacje co u niego słychać.
              Sama pisze, że był przerażony, przek
              > ładano operację itp.

              bo lekarz musial niepodziewanie wyjechac, a potem zaginely wyniki jakichs badan i musieli je robic od nowa


              Szczerze - po paru dniach takiego "dopytywania się" unikał
              > abym kontaktów zakładając że toksyczna relacja źle wpływa na zdrowie rekonwales
              > centa i przysparza mu tylko niepotrzebnych zmartwień.

              jakiego dopytywania??? Jaka toksyczna relacja? Bo dzwonilam i chcialam wiedziec jak poszla operacja?

              > Na litość boską! To raptem parę m-cy. Wyjazd spowodowany siłą wyższą - miał mie
              > ć gorsze leczenie w kraju niż za granicą, żeby ona się samotna nie czuła? Czy m
              > oże wracać jak najszybciej zamiast się wyleczyć porządnie? Może w ogóle umrzeć
              > sobie spokojniutko w jej towarzystwie, żeby jej na samotność nie narażać, bo ta
              > tuś nie chce jej zaproszenia wysłać. uncertain
      • alyeska Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:15
        To nie jest jej dziecko, tylko narzeczony. Najwyrazniej on rowniez podjal taka a nie inna decyzje, juz przed operacja jak sama napisala ciagle sie klocili. Rodzice go nie uprowadzili wbrew jego woli. Mysle wiec , ze on tez sobie nie zyczy jej obecnosci.
        • lelija05 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:19
          Tylko narzeczony? Masz kogoś kogo kochasz?
          I co z tego, że się kłócili, normalne w związku.
          I tym bardziej jest to przykre, że nie chcę się z nią kontaktować, a postawa rodziców, przyszłych teściów, godna ubolewania, on nie jest małym dzieckiem, jest pełnoletni, więc po co takie zagrywki.
          • alyeska Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:28
            Nie "ciagle klotnie" ( jak ona napisala) nie sa normalne w zwiazku, szczegolnie w zwiazku z ciezka chora osoba, ktora czeka operacja. Taka osoba potrzebuje wsparcia i spokoju. Najwyrazniej ona nie potrafila tego dac i facet postanowil z pomoca rodzicow skoncentrowac sie na wyzdrowieniu a nie na pracy nad zwiazkiem.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:35
              Klocilismy sie od zareczyn do dnia wyjazdu - 13 dni dokladnie...
            • lacitadelle Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:40
              Nie tak dawno rodziłam, z mężem, sytuacja mocno się skomplikowała, potrzebna była bardzo pilna operacja, mąż cały czas był przy mnie, cały czas skupiony na mnie i na moich uczuciach. Był dla mnie wielką pomocą.

              Ja wiem - rozmawialiśmy o tym jakiś czas po powrocie do domu, jak już dobrze się czułam - że dla niego ta sytuacja też nie była łatwa, że się cholernie bał i martwił, że czuł się bezsilny, ale na litość - nie zaprzątał mi tym głowy w trakcie operacji i potem rekonwalescencji, tylko trzymał fason i mówił pozytywne rzeczy. Gdyby było inaczej - pewnie szybko by z tej sali operacyjnej wyleciał.

              Nie wyobrażam sobie, jak można ciężko chorej osobie, przed lub zaraz po operacji - zaprzątać głowę swoimi problemami czy pretensjami do tej osoby, nawet jeżeli są one bardzo słuszne, to czas na przyjdzie, gdy ta osoba już wyzdrowieje.

              • falka32 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 22:19
                > Nie tak dawno rodziłam, z mężem, sytuacja mocno się skomplikowała, potrzebna by
                > ła bardzo pilna operacja, mąż cały czas był przy mnie, cały czas skupiony na mn
                > ie i na moich uczuciach.

                > Nie wyobrażam sobie, jak można ciężko chorej osobie, przed lub zaraz po operacj
                > i - zaprzątać głowę swoimi problemami czy pretensjami do tej osoby,

                Wyobraź sobie, że ty masz operację a twoja matka nie pozwala twojemu mężowi ani z tobą rozmawiać, ani nie udziela mu żadnych informacji. Twój mąż czy chłopak nie wie, czy operacja się odbyła, nie wie, jak poszła, nie wie nawet, kurde, czy się wybudziłaś z narkozy i czy w ogóle żyjesz i nie wie tego przez dwa tygodnie, ponieważ ty też do niego nie dzwonisz, bo twoja mama mówi ci "tak, dzwonił Piotr, wszystko mu powiedzialam, śpij sobie spokojnie i o nic się nie martw". A że jest w innym kraju, to jedyne co może robić, to wydzwaniać. Naprawdę to jest takie dziwne, że wydzwania, że odchodzi od zmysłów, że na końcu się wścieka wiedząc, że matka zmanipulowała sytuację i ma żal, że ty nie widzisz problemu?

                Przecież ta matka zafundowała tej dziewczynie piekło. Ja bym wydzwaniała do skutku, nie wyobrażam sobie, jak można bliską osobę chorego odciąć od takich informacji. Przecież ona była w innym kraju, nie nachodziła nikogo, nie koczowała pod szpitalem, czemu ta matka nie mogła do niej oddzwonić i powiedzieć choćby tylko "przeżył operację, czekamy na wyniki" - to naprawdę było takie obciążenie? Dla mnie nie ma wytłumaczenia na takie zachowanie. Nie ma to nic wspólnego z tym, czy narzeczona ma fobię społeczną, depresję, czyraka na nosie czy jest ich sprzątaczką. Po prostu normalni ludzie tak nie robią.
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 09:52
                  Dziekuje za zrozumienie. To dokladnie wlasnie tak, jak napisalas...
          • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:40
            lelija05 napisała:

            > I tym bardziej jest to przykre, że nie chcę się z nią kontaktować, a postawa ro
            > dziców, przyszłych teściów, godna ubolewania, on nie jest małym dzieckiem, jest
            > pełnoletni, więc po co takie zagrywki.

            Lelija, ale my tak naprawde nie wiemy jaka jest diagnoza. Z opisu brzmi BARDZO powaznie. I jesli jest faktycznie tak POWAZNIE jak sie moze wydawac to "bycie przykro" wiednie i znika za mgla wobec powagi sytuacji. Facet jest dorosly, gdyby mu obecnosc narzeczonej byla potrzebna, wyartykulowalby to zapewne i pomogl jej w przyjezdzie. Skoro tego nie robi/nie zrobil, nalezy to uszanowac i nie brazac sie, nie dreczyc rodziny tylko czekac cierpliwie na znak od niego.
            Nikt nie kwestionuje tego, ze narzeczona ma prawo sie denerwowac i chciec byc przy ukochanym ALE "w tym caly jest ambaras zeby dwoje chcialo naraz" - w tym przypadku, najwyrazniej facet chce z choroba walczyc sam wylacznie ze wsparciem swoich rodzicow. Ma do tego pelne prawo.
            • lelija05 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:48
              No pewnie, że ma prawo, tak samo autorka ma prawo do tego, by było jej przykro i smutno w takiej sytuacji. Chciała pocieszenia, a wylano na nią pomyje, na dobicie chyba.
              Nie dość, że nie ma z kim pogadać, to jeszcze na forum jej się dostało, bo tu same rozsądne siedzą.
              • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:56
                Dziekuje... Z takimi myslami tez tu napisalam, ale jak widac... Ehhh.
        • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:24
          No wlasnie, nie zyczy sobie mojej obecnosci! Rozumiem, ze jakby wasi mezowie sobie nie zyczyli, to to tez by bylo ok? Albo wy, pierwsza osoba, ktora pozbylybyscie sie z waszego zycia w takiej sytuacji, bylby was maz, tak?! Pogratulowac!
          • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:33
            przede wszystkim, pomijajac relacje miedzy wami wszystkimi to - przepraszam za dosadnosc- ale narzeczony Cie zbytnio tam nie chcial- nie wiem czemu, ale daje duzo do myslenia
            okrutne, ale dla mnie byloby to jasne
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:38
              O to chodzi! On mnie nie chcial! I stad ta cala zgryzota i depresja i niemoznosc poradzenia sobie z tym wszystkim. Nie wiem co robic!
              • kosc_ksiezyca Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 13:27
                Och, och, och, nie chciał mnie, JA biedna, JA nieszczęśliwa, to jego wina, że JA mam depresję!

                Chora jesteś dziewczyno, bardzo chora.
          • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:44
            vanilla_eyes napisała:

            > No wlasnie, nie zyczy sobie mojej obecnosci! Rozumiem, ze jakby wasi mezowie so
            > bie nie zyczyli, to to tez by bylo ok? Albo wy, pierwsza osoba, ktora pozbylyby
            > scie sie z waszego zycia w takiej sytuacji, bylby was maz, tak?! Pogratulowac!

            Wiesz, ja jestem z moim mezem juz 3 dekady prawie i przeszlismy rozne rzeczy we dwoje. Gdyby byl ciezko chory i wolal nie miec mnie przy sobie byloby mi bardzo zle i przykro ALE zrobilabym WSZYSTKO zeby bylo po jego mysli, bo moje uczucia w takich okolicznosciach naprawde znaczylyby nico w porownaniu z tym, co mogloby sie z nim dziac ...
            Poki czlowiek jest, mozna zwiazki budowac, naprawiac, ulepszac ... Ale jak go juz nie ma to i ze zwiazkiem nic sie nie da zrobic. Wiec jesli do "bycia" potrzebna jest Twojemu narzeczonemu separacja od Ciebie to przyjmij to ze spokojem i bez obrazy. Chory czlowiek MUSI byc egoistyczny! Zeby zyc.
            • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:47
              jesli w chwili najgorszej, czyli chorobie, nie chcialabym aby moj maz byl ze mną to mocno zastanowilabym sie czemu mam takie mysli

              nie chodzi mi o to, ze mialby dzien i noc siedziec przy lozku, ale kto jak to, ale maz/zona daje najlepsze ukojenie i ulge w czekaniu, cierpieniu, bolu

              wg mnie
              • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:56
                aneta-skarpeta napisała:

                > jesli w chwili najgorszej, czyli chorobie, nie chcialabym aby moj maz byl ze mn
                > ą to mocno zastanowilabym sie czemu mam takie mysli

                Czasem to jest wyraz milosci ...
                Ojciec mojej bliskiej znajomej cale zycie wielbil swoja zone. Sprowadzil ja sobie z Wloch gdy oboje mieli po 20 kilka lat. On byl prawie analfabeta, nigdy nie nauczyl sie dobrze mowic po angielsku, a ona miala chyba z 9 klas i byla/jest super inteligentna, blyskotiwa, dowcipna - byla zawsze dla niego ksiezniczka i jego roza smile Pracowal cale zycie bardzo ciezko, oboje wychowali 3 dzieci, wyksztalcili, pomogli wszystkim dzieciom w wychowaniu w sumie 7 wnukow. Milosc nigdy nie zaczela nawet wiednac. On zachorowal, rak trzustki. Uparl sie, ze dozyje do I Komunii najukochanszego wnuka. Dozyl. 2 dni po tej Komunii kazal sie zawiezc do szpitala i pozwolil sie odwiedzac tylko mojej znajomej - najmlodszej, ukochanej corce. Reszta rodziny, lacznie z zona - swiatlem jego zycia, mieli nie przychodzic (siedzieli w korytarzu), bo nie chcial zeby widzieli jego cierpienie i zdecydowanie nie chcial umrzec w domu. Bo ten dom zbudowali razem z zona i ona w nim dalej mieszka a on nie chcial zeby miala w nim wspomnienie jego smierci. Umarl w szpitalu, zgodnie ze swoja wola. Milosc tez ma rozne oblicza ...
                • anetapzn Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:03
                  bi_scotti napisała:

                  >
                  > Czasem to jest wyraz milosci ...
                  Milosc tez ma rozne oblicza ...
                  I to jest sens milości wg. mnie, pięknie napisane.
              • lacitadelle Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:17
                > jesli w chwili najgorszej, czyli chorobie, nie chcialabym aby moj maz byl ze mn
                > ą to mocno zastanowilabym sie czemu mam takie mysli

                oni poznali się raptem rok temu, facet może być szczerze kochać i planować wspólną przyszłość, ale zwyczajnie być jeszcze niegotowym na to, by dziewczyna oglądała go w takim stanie, w chwilach największej słabości. Niektórzy nigdy nie są na to gotowi, wiele kobiet np. z podobnych powodów nie chce obecności męża przy porodzie. Dla mnie to też jest dziwne, ale rozumiem, że ktoś może tak czuć i nie uważam, że to świadczy o kondycji związku.
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:21
                  Cos moze w tym byc, on kiedys powiedzial, ze nie lubi okazywac swoich slabosci. Np. nikt nie widzial go nigdy placzacego, nawet rodzice (ja widzialam).
          • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:18
            różnica pomiędzy przynajmniej niektórymi z nas a Tobą jest taka, że niektóre z nas są żonami po kilkanaście lat a ty przynajmniej na razie możesz o sobie mówić tylko "przyszła" bo chyba nawet nie narzeczona - były oficjalne zaręczyny?
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:23
              Najlepiej to czytac co dziesiaty post, nie? I nawet glownego do konca nie doczytac.
              Tak, byly zareczyny, ile razy mam to powtarzac?
              I co z tego ze sa zonami po kilkanascie lat, pewnie i tak bylyby zadowolone, gdyby maz je zostawil ot tak, nie?
              • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:31
                czytałam wszystko - to mi umknęło, przepraszam
                ale mimo to nie traktuj zaręczyn jako coś mocno wiążącego, możesz się rozczarować ile związków rozpadło się po zaręczynach
                • imasumak Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:53
                  Po ślubie również wiele się rozpada. Czy dlatego można uznać, że żona ma mniejsze prawa od pozostałej rodziny?
                  Moim zdaniem dziewczyna została doprowadzona do granic wytrzymałości nie tyle przez narzeczonego, co przez jego rodzinę. Toż doprawdy serca trzeba nie mieć, żeby nie zawiadomić narzeczonej syna co do stanu jego zdrowia, w momencie, gdy on sam nie może tego zrobić. Pocieszające jest to, że to są zapewne ostatnie z ich strony pokazówki, kto tu rządzi.
                  Wanilio, nie martw się - najważniejsze teraz, ze by chłopak jak najszybciej doszedł do siebie. Przetrzymaj jeszcze ten miesiąc, przygotuj się na jego przyjazd, postaraj się odpocząć psychicznie. Może wybierz się do psychologa? Nie rób mu wymówek - im więcej wsparcia mu teraz udzielisz, nawet smsami, tym lepsze będą Wasze relacje później.
                  Naprawdę nie ma możliwości, żebyś dostałą visę? Idź do ambasady, przedstaw sytuację, może się uda.
                  • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 09:54
                    Wlasnie, moja uczucia nie sa gorsze niz uczucia jego matki czy ojca. A oni mnie jeszcze musieli dobic...
    • kozica111 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:17
      Po 1 oddziel złość na jego rodzinę od złości na niego, on nie zawinił - a oni faktycznie mogli być bardziej komunikatywni..ale może tak reagowali na stres?
      Przestań się miotać i zachowuj się jak osoba dojrzała, jemu potrzeba oparcia a nie rozdygotanej wściekłej mimozy.
      Innymi słowy wyluzuj.
      Co to za kraj? Może ich kultura coś wyjaśni?
    • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:32
      czy Twoj narzeczony pochodzi z kraju arabskiego? bo to by wiele wyjasnialo

      byc moze rodzina Cie nie akceptuje, bo jestes Polką itd?
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:37
        Nie.
        Nie odczulam tego nigdy, wrecz przeciwnie. Dopiero jak wyjechali. Az tak dobrze by grali?
        • kozica111 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:43
          Ale to jakiś wstyd powiedzieć skąd pochodzi?
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:52
            Urodzil sie i najpierw mieszkal w Portugalii, od 11 lat w Norwegii (mieszane malzenstwo).
            • adwarp Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:16
              z tego co wiem to ani w Portugalii ani w Norwegi wizy nie są potrzebne.
              • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:21
                adwarp napisała:

                > z tego co wiem to ani w Portugalii ani w Norwegi wizy nie są potrzebne.

                Dlatego juz wczesniej pytalam o jakie kraje chodzi, bo tak naprawde to trudno jest wjechac do Korei Polnocnej, do Bhutanu, no moze do jeszcze kilku krajow swiata, ale do znakomitej wiekszosci zalatwienie wizy/wycieczki lub po prostu wjazd na paszport nie powinno stanowic zadnego problemu.
                Zaczynam podejrzewac, ze ... we were taken for a ride, eh ...
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:23
                  We were taken for a ride? Czyli ze ja klamie?!
                  Nie chce pisac gdzie jego ojciec pracuje, ale tak, Polacy bez zaproszenia tam nie wjada.
              • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:22
                Tu chodzilo o jego narodowosc, a nie o panstwo, w ktorym pracuje jego ojciec, i w ktorym on teraz jest.
              • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:22
                o to to
                wsiadasz w samolot i lecisz do niego, chyba nie wygonią cię z domu, jak zapukasz, co?
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:24
                  I znowu pisze to samo po raz kolejny - nie mam cholernego zaproszenia, nie dostane wizy!!!
                  • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:28
                    vanilla_eyes napisała:

                    > I znowu pisze to samo po raz kolejny - nie mam cholernego zaproszenia, nie dost
                    > ane wizy!!!

                    To zesz wykup wycieczke do tego tajemniczego kraju i niech Ci organizator wize zalatwi. Jesli to jest normalny kraj, w ktorym medycyna stoi na tak wysokim poziomie, ze tylko tam moga Twojego narzeczonego leczyc, jakas turystyka przeciez tez ma miejsce!
                    Moze jak sie skupisz na organizowaniu konkretnego wyjazdu to przestaniesz sie az tak skupiac na tym jak Ci jest przykro ...
                    • sofi75 No zesz Arabia Saudyjska ... 26.07.11, 21:21

                      nie wjedzie tam chocby chciala, ani z wycieczka, ani nijak - na hajj ewentualnie
                      • bi_scotti Re: No zesz Arabia Saudyjska ... 26.07.11, 22:41
                        sofi75 napisała:

                        >
                        > nie wjedzie tam chocby chciala, ani z wycieczka, ani nijak - na hajj ewentualni
                        > e

                        Eee tam, opowiadasz - wycieczek jest organizowanych mnostwo, rowniez przez POLSKIE biura podrozy z PL. I tam naprawde taka super opieka medyczna?
                        • vanilla_eyes Re: No zesz Arabia Saudyjska ... 27.07.11, 09:56
                          Twierdza, ze lepsza niz tu. On jest w Rijadzie, nie znalazlam zadnej wycieczki w tamte strony. Poza tym wycieczka zorganizowana musi scisle trzymac sie planu, nie ma mowy o odlaczeniu sie kogos od grupy. A na wize indywidualna jako niezamezna kobieta przed 30 nie mam szans.
                      • vanilla_eyes Re: No zesz Arabia Saudyjska ... 27.07.11, 09:55
                        No i bingo, Sofi...
                        • sofi75 wiesz ... troche znam kraje muzulmanskie 27.07.11, 13:17
                          no i co prawda to prawda - jesli formalnie nie jestes rodzina, to tam nie wjedziesz.

                          Co do wycieczek tam organizowanych - ja dziekuje za takie wycieczki - na obozy z musztra i scislym planem dnia jezdzilam ostatnio w liceum. jak ktos lubi tak spedzac wakacje, to mnie nic do tego ...
                          Poza tym, co mozna zobaczyc w saudi? Do Mekki i tak nikt nie wpusci ...
                          • sofi75 tak - opieka medyczna jest tam lepsza 27.07.11, 13:18
                            niz w niejednym kraju Europy Zachodniej.
        • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:44
          nie wiem tego, ale moze oni traktowali cie jako taka niby-narzeczoną, taka słabostkę syna, bo prawdziwa zona to by byla 100% arabka z dobrego domu a nie jakas tam polka

          i wszystko bylo dobrze, byli goscinni bo nie stawialas sie na pozycji "czlonka rodziny"

          jak sie pojawila operacja to wyszlo, ze sa zamknieci i nie widza dla ciebie miejsca przy sobie

          nie znam twojego narzeczonego, jednak dla mnie to dziwne, ze nie chcial abys z nim pojechala, jako najblizsza mu osoba i np nie poruszył z tobą tematu obejscia niecheci rodzicow
          wiec albo jest pod duzym niciskiem rodzicow, albo, niestety, srednio mu bylas potrzeban
          do tego zaczelas wymagac, a tego panowie z krajow arabskich nie lubia, szczegolnie od kobiet innych narodowosci

          nie wiem jak bylo miedzy wami wczesniej, czy jestes wybuchowa, meczaca, absorbujaca etc dla niego

          moze to niepopularne i niesprawiedliwe, ale tak wiele sie slyszy o tym jak panowie z krajow arabskich potrafia grac, rodziny pewnie takze

          i takie mam przemyslenia
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:55
            Jaki arabski na Boga?
            On nigdy nie mial najlepszego kontaktu z rodzicami, najczesciej poprawny, ale nic bliskiego. Wiec dla mnie tez jest to dziwne. I tego nie rozumiem!
            • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:19
              wywnioskowalam tak z Twoich wczesniejszych wypowiedzi na forach i do tego wiele rzeczy sie zgadza, jesli nie to sory za pomylke

              a jakiej jest narodowosci?
              • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:24
                No tak, pracowalam tam wczesniej.
                Pol Norweg, pol Portugalczyk.
            • adwarp Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:23
              "Niegdy mnie nie prosiles, zebym z toba byla, niegdy nie wybierales mnie zamiast kogos czy czegos, nigdy nie zrobiles niczego o co prosilam bez szukania wymowek albo klocenia sie, mowie. Nie zostawiaj mnie, odpowiada.
              Nie kontaktuj sie ze mna, jestes tak samo zaslepiony tym chorym krajem jak twoi pieprzeni rodzice, enjoy!!! pisze do niego. On juz nie odpowiada. "

              chcesz żeby z tobą był, czy bardziej chcesz, żeby cię o to prosił? dlaczego ma wybierać?
              i który kraj jest "chory"?, "popieprzonych" rodziców nie skomentujęsad
      • majenkir Re: 26.07.11, 16:55
        aneta-skarpeta napisała:
        > czy Twoj narzeczony pochodzi z kraju arabskiego?



        Glowe daje, ze tak...
        Vanilla, wracaj do Polski, uloz sobie wszystko na nowo. Oni najwyrazniej Cie nie chca, nie traktuja powaznie. Nie szkoda zycia? Wez no sie troche ogarnij poki czas.....
    • karra-mia Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 16:48
      CytatJa ja! Jestem w depresji, mowie mu, pocielam sie, potrzebuje jakiejs pomocy, nie daje rady sama. Wytrzymaj, mowi. Nie wytrzymam bez ciebie. Ciagle mysle tylko o tym, zeby umrzec. Bedziesz zdrowy, ale stracisz mnie.
      M. dzwoni, ja nie odbieram przez kilka dni.


      sytuacja okropna,a le nie skomentuję, bo znam tylko z jednej strony, tylko twoją wersję, nic więcej. I jako żona uważam, że to okrucienstwo tak cię traktować, ale jako matka znów myślę, że najpierw też myślałabym o zdrowiu mojego dziecka, a nie o uczuciach panny, z którą się spotyka.
      Ale cytowany fragment jest okropny. Twój narzeczony musi się leczyć, potrzebuje spokoju, a ty stosujesz taki szantaż emocjonalny? Albo jego zdrowie albo twoje życie? taki wybór mu dałaś... tego nie rozumiem, ale po częsci rozumiem bardziej jego rodziców.
    • an_ni Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:02
      histeryczka z ciebie
      obarczasz ciezko chorego swoja hustawka nastrojow
      jestes zadnym wsparciem !
      lleiej byloby gdybyscie nie ciagneli dalej tego "zwiazku"
    • landora Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:09
      "Wiem, ze on sie tam nie bawi. Ale tym bardziej nie bawie sie ja."

      Nie no, to co on przechodzi to pestka przy twoich cierpieniach.
      Opanuj się, dziewczyno. Jeśli chciałaś z nim tam być, trzeba sobie było samej wizę załatwiać. Trudno, żeby facet po operacji, w trakcie chemio- i radioterapii miał siłę i energię o ciebie walczyć.
      Miłość tak nie wygląda, wiesz?
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:19
        Chcialam sama, niestety.
        Nie jest w trakcie, zacznie w sobote.
        I tak, gdyby mial to tutaj, tylko i az tyle, to byloby juz walczenie. O to zebym ja mogla byc z nim w tych chwilach.
        • kozica111 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:23
          Hmm, kurcze ale jaka wiza? Tam wizy nie trzeba, no chyba że mieszkają jeszcze gdzie indziej...
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:26
            Tak, ojciec jest obecnie za jeszcze "inna granica".
      • verdana Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:23
        Cos tu nie gra. Do Portugalii ani do Norwegii wiz nie potrzeba. Facet jest chory, a Ty nie przejmujesz sie jego choroba, tylko tym, ze w chorobie nie jest dla Ciebie wsparciem. Stawiasz mu warunki, straszysz odejsciem wtedy, gdy facet ma naprawdę wieksze zmartwienia.
        Nie dziwię się zatem,że on nie chce, abyś przy nim byla. Nie ma ochoty teraz kogoś wspierać - sam chce byc wspierany. Mam wrażenie, że rozwaliłaś związek.
        Poza tym tak naprawdę, gdyby moj mąż czy narzeczony był tak cieżko chory, to naprawdę, martwiłabym się głównie o to, czy przezyje, a nie o to, jakie są relacje z jego rodziną. Sam powód Twojego zmartwienia teraz świadczy o tym, ze zalezy Ci na swoim samopoczuciu, a nie na facecie.
        • gabrielle76 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:27
          autorko dla Ciebie istniejesz tylko Ty, potem Ty, potem Ty i jeszcze tak długo Ty a potem gdzies tam Twój chory i to ciężko a dla Ciebie nic sie nie liczy innego jak Twoje ego, zachowujesz sie jak jakas wariatka niezrównowazona emocjonalnie i nie ma sie co dziwić ze jego rodzice w trudnych chwilach separuja Cie od twojego faceta. Skończ myslec tylko o sobie i własnych zachciankach i zacznij myslec o innych i ich szanować
          • gabrielle76 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:29
            dodam jeszcze ze nie masz pojecia co to jest miłość, zachowujesz sie jak desperatka która poznała faceta i teraz nie moze sie ruszyc bez niej na 5 minut
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:31
            A co niby wiedza jego rodzice? Az tak dobrze mnie nie znaja, ale wiedza ze wiedzialam od poczatku ze jest chory, ze bylam przy nim jak mial ataki i ze zawsze go wspieralam.
            I dlatego mnie od niego odseparowali? Dlatego zdecydowali, ze nie powinnam nawet wiedziec jak poszla operacja??? To nie ja sie tu szacunku powinnam uczyc.
            • gabrielle76 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:34
              kobieto Ty tylko ciagle o sobie, idz sie leczyc bo jesteś powaznie chora, serio
              • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:40
                Jasne, on mnie zostawia, a ja sie powinnam leczyc, trafne niesamowicie.
                • aneta-skarpeta Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:43
                  aco proponujesz? myslisz , ze wszystkich zmienisz?

                  moim zdaniem sytuacja jest klarowna, niezaleznie od podstaw
        • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:28
          Ojciec, i on teraz, jest gdzie indziej.
          Nie strasze odejsciem. Ciagle mu mowie, ze go nigdy nie zostawie, nie wazne co sie stanie.
          Tak, ja chce jego wsparcia, i chce dac mu wsparcie, ale on mnie odepchnal, nie chcial tego. Zawsze chcial, teraz nagle przestal. I dlatego mnie ta sytuacja przerosla.
          • kozica111 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:37
            Vanilla ja Cie rozumiem, ale bądź zła na nich a nie na niego..Człowiek w obliczu poważnej choroby dodatkowo wprowadzany w błąd może mieć niejasny ogląd sytuacji.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:44
              Jestem zla na nich. A co do niego to po prostu nie moge zrozumiec, ze tak nagle przestal mnie potrzebowac. Mial pol roku na poproszenie ojca o zaproszenie dla mnie, i nie bylo to pol roku umierania czy cierpienia, a normalnego zycia, pracy, imprez, i smiechu. Naprawde nie myslal, ze bedzie mnie tam potrzebowal? Chce spedzic ze mna reszte swojego zycia, a nie chce zebym byla przy nim teraz? "W zdrowiu i w chorobie" sie mowi podobno...
              • verdana Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:53
                Obawiam się, ze nie chce z Tobą spedzić reszty swojego życia. I o to chodzi.
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 17:54
                  To po co zareczyny? I to 2 tyg przed wyjazdem?
                  • verdana Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:03
                    Po zareczynach, gdy juz byl chory, były chyba nieustanne awantury? Dobrze pamiętam?
                    Być moze chory człowiek, w przededniu cięzkej operacji uznał, ze nie ma ochoty spedzić reszty życia z awanturująca się kobietą.
                    • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:10
                      To bylo 13 dni, miedzy zareczynami a wyjazdem.
                      Nie uznal. Ciagle mowi, ze jestem tylko jego, ze wroci i ze wszystko bedzie znowu ok, dzisiaj powiedzial zebym nigdy go nie zostawiala.
    • sefora74 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:06
      Znamy opis całej sytuacji jedynie z twojej perspektywy.
      Myślę że jest coś jeszcze czego nie piszesz, moim zdaniem rodzina nie odseparowała by Ciebie od niego gdybyś faktycznie była dla niego wsparciem i ukojeniem. Jesteś chora, wymagasz leczenia zamiast wspierać jesteś ciężarem i zbędnym balastem dla ciężko chorego człowieka. Po co się pchasz tam gdzie nikt Ciebie nie chce ????
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:14
        Czy ja naprawde nie pisze po polsku? Oni mnie od niego odcieli po operacji, i to tego czasu jestem taka zalamana i przestalam sobie z tym radzic. Nic zlego wczesniej sie nie wydarzylo, nie mieli zadnego powodu by to zrobic. Zadzwonili raz, na minute, gdzie nawet nie zdazylam sie odezwac, mieli dzwonic po nastepnej operacji i nic, wielkie zero! Gdzie tu powod?
        Nikt mnie nie chce... To po co mowi, zebym go nie zostawiala? Po co mowi, ze juz wie, ze zrobil zle (wyjezdzajac beze mnie)?
        • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:26
          to weź się w garść, bądź twarda, nie histeryzuj, opanowanie przede wszystkim, bądź miła, wysłuchaj, wesprzyj dobrym słowem, nie domagaj się niczego, nie żądaj, jeśli już to delikatnie coś zaproponuj i nic ponad to
          chory naprawde potrzebuje spokoju ponad wszystko i wiary otoczenia w wyzdrowienie
    • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:13
      jeśli poleciał do USA bądź Kanady nie musisz mieć zaproszenia, składasz dokumenty do ambasady i już, idziesz na spotkanie, dostarczasz dokumenty chorobowe o ile on ksero przyśle ci i nawet w trybie przyśpieszonym możesz tę wizę dostać
      nie jesteście narzeczeństwem, nie jesteście małżeństwem a zachowujesz się gorzej niż stara, 70-letnia, wredna żona. Co do rodziców, to sory ale oni sobie moga nie życzyć tego czy tamtego, to ich syn, dziecko, powinnaś uszanować to. Być bardziej wyciszona, milsza, za każdym razem mieć miłe słowo, chyba nie oczekujesz, że to rodzice będą cię pocieszać jak ich syna jest ciężko chory, nie masz dzieci, nie patrzysz na to z punktu widzenia ojca/matki.
      I dla tych rodziców powinnaś zawsze miec dobre słowo a nie wyjeżdżać z tekstami, że nigdy im nie wybaczysz. Naprawdę jakbyś chciała, to byłabyś przy nim a nie piszesz tu o jakimś zaproszeniu. W tym roku ubiegałam się o wizę - żadnego zaproszenia nie miałam.
      • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:17
        Nie do usa ani kanady.
        Jestesmy narzeczenstwem. A oni wczesniej nazywali mnie corka, i tak tez mnie traktowali, wiec tak ciezko zrozumiec, ze ta "corka" bedac tyle kilometrow od niego i nic nie wiedzac, odchodzi od zmyslow? Jeden telefon! Obiecali mu! Jak nie dla mnie, to chociaz wlasnie dla niego mogli to zrobic, zeby on sie nie martwil o mnie!
        • chloe30 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:28
          vanilla_eyes napisała:

          > Nie do usa ani kanady.

          wyjątkowo nie chcesz napisać w jakim jest kraju - czyżby jednak gdziekolwiek to jest, ta wiza nie była tak nieosiągalna i nie chcesz żeby ktoś ci to napisał?
          • sofi75 chloe 26.07.11, 21:27
            1. sa kraje, do ktorych wiza jest nieosiagalna (wiza turystyczna - dodam dla ulatwienia)

            2. jest MNOSTWO krajow, gdzie obowiazuje wiza sponsorowana (za zaproszeniem), a i te sa w 20-30% zakonczone odmowa
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 09:58
            Ok, juz napisalam - arabia saudyjska.
            Wycieczka zorganizowana - musi scisle traymac sie planu, nie ma mowy o odlaczeniu sie kogos od grupy.
            Wiza indywidualna (turystyczna) - jako niezamezna kobieta przed 30 nie mam szans.
            • azile.oli Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:16
              Pomyśl, dlaczego on Cię tam nie chciał. Bo gdyby chciał, to zalatwiłby to z rodzicami . Jedna z przyczyn jest taka, że być może chciał mieć spokój, a ty jestes rozchwiana emocjonalnie.
              Ja mam tak ze woją matką, która bardzo kocham, ale nie chciałabym jej przy sobie w szpitalu, bo mnie dołuje i straszy.
              Poza tym Ty naciskałaś, żeby on się leczył na miejscu, tak naprawde dla własnej emocjonalnej wygody.
              A do jego rodziców nie miej pretensji - gdy cholruje dziecko , to ostatnią rzeczą, o jakiej się myśli, jest informowanie o wszystkim panny, która na razie do rodziny nie weszła, a wejdzie, jeśli syn wyzdrowieje i nadal będczie chciał z nią być, cowcale pewne nie jest, biorac pod uwagę, że nie potraktowal jej jak żony, która zapewne by z nim pojechała.
              Rozumiem, że jest Ci źle, ale nie jesteś w tym momencie dla jego rodziny najważniejsza, a szczerze mówiąc , nie wiadomo, jak ważna jesteś dla faceta.
              Zresztąs, trzeba bylo p;oprosić przyszłego tescia o zalatwienie możliwości wyjazdu, zamiast kłócić się z chłopakiem, że może się leczyć na miejscu, byle przy Tobie.
              • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:24
                Nie chcialam, zeby on tu byl, chcialam jechac z nim.
                On po prostu myslal, ze to bedzie tylko ten miesiac, damy rade, ale wszystko sie przedluza i on teraz mnie potrzebuje, teraz juz wie ze potrzebuje wlasnie mnie, ze wszystko byloby latwiejsze gdybym tam z nim byla. Ale jest za pozno.
                • azile.oli Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:32
                  Jeśli chcesz jego dobra, to utwierdzaj go w tym, że wszystko bedzie dobrze, że wytrzymacie rozłąkę, że o nim myslisz. A on sie ma nie przejmować , że Ciebie tam nie ma, bo duchem jesteś z nim , mozecie rozmawiać i tyle. Przypadkiem mu nie płacz w słuchawkę, że nie dajesz sobie rady ze sobą. On jest teraz chwiejny emocjonalnie i potrzeba mu raczej ''/siły spokoju'', niż romantyhcznych tęrskliwych uniesień.
        • attiya Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:29
          oj, no sory ale nie masz 15 lat....no nie wiesz, że dziś ktoś mówi to a jutro tamto....pod wpływem chwili mówili "córko" a teraz już nie mówią....a to że obiecali - patrz wyżej - dzis to, jutro tamto.
          Napisałam przed chwilą, zaciśnij zęby, bądź miła, niemal słodka, zawsze podnoś na duchu, tego mu teraz trzeba.Opanowana, nie żądająca niczego partnerka w momencie choroby to skarb. I szukaj innych osób, które mogłyby cię zaprosić tam, skoro jego ojciec nie chce. A jak się uda zdobyc to zaproszenie, to jedź - i niech cię widzi uśmiechniętą nie skrzywioną - dla chorego powinnaś wszystko zrobić.
        • platynowa_kostka_rubika Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:35
          > Nie do usa ani kanady.

          Zatem dokąd? Jakimś dziwnym trafem cały czas pomijasz tę informację (notabene - istotną). Czyżbyś nie chciała, żeby Ci doradzić?

          Piszesz chaotycznie, sprawiając wrażenie osoby niezrównoważonej emocjonalnie, nie dziw się zatem, że tak jesteś postrzegana. Z tego co piszesz, można zaś wywnioskować jedną rzecz - najwyraźniej Twój narzeczony nie chce kontaktu z Tobą. Jak bardzo by się nie było chorym, jeśli się kogoś kocha, to na wykonanie telefonu czy wysłanie SMS-a do ukochanej osoby po prostu się czeka... i to jest zazwyczaj pierwsze, co się robi po operacji, jeśli tylko ma się dość siły, żeby wybrać numer. Twój narzeczony nie chciał nawet poprosić ojca o wizę dla Ciebie, jego rodzice nie chcieli przesłać Ci żadnej informacji... Najwyraźniej jesteś traktowana jako osoba postronna. Zamiast słać rozpaczliwe wiadomości, uspokój się. Ochłoń. Przemyśl. Jeśli jemu nie zależy na kontakcie z Tobą, to może Tobie nie powinno zależeć na kontakcie z nim? Nie dzwoń na siłę, przemyśl swoje, zaczekaj. Prędzej czy później się z Tobą skontaktuje i porozmawiacie - acz możliwe (biorąc pod uwagę to, co napisałaś), że nie ucieszy Cię ta rozmowa. Niemniej - odrobina rozsądku, trochę godności, szczypta spokoju. Histeria nic tu nie pomoże.
          • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:01
            Chce kontaktu ze mna. Nie mogl sie kontaktowac jak byl na oiomie, nie mial telefonu, i wtedy mieli to robic jego rodzice. Ale teraz jest juz na normalnej sali, pisze do mnie, dzwoni. Wczoraj rozmawialismy godzine, plakal jak dziecko, ze nigdy sobie nie wybaczy ze mnie zostawil, ze nie moze juz beze mnie wytrzymac, ze oddalby wszystko zebym byla z nim, ze to byl jego najwiekszy blad i ze bardzo mnie teraz potrzebuje, najbardziej na swiecie, i ze po prostu myslal, ze wroci za ten miesiac jak bylo to poczatkowo planowane (on dostal wize na 28 dni), ale wszystko sie tak pokomplikowalo i przedluzylo.
    • kosc_ksiezyca Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:47
      O losie, tu też przylazłaś? Mało na FK dostałaś?

      forum.gazeta.pl/forum/w,16,127364023,127364023,Nie_mam_juz_sily_b_dlugie_i_skomplikowane_.html
      Żenada.
    • na_pustyni Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 18:52
      Daj mu spokojnie wyzdrowieć, egoistko.
      • verdana Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 19:04
        Świetny tekst, ze miał bez Ciebie nie wyjeżdżać. jakże romantycznie byloby umrzeć w Twoich ramionach.
        Jeśli nie jest w Korei Północnej, to trzeba się starać o wizę - a Ty się nawet nie starasz, dziwne. Poza tym rodzice rodzicami, ale jesli sam narzeczony sie z Tobą nie kontaktuje to powód jest tylko jeden - nie chce.
        • bi_scotti Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 19:12
          www.msz.gov.pl/Informacje,wizowo-paszportowe,dla,obywateli,polskich,i,cudzoziemcow,1799.html
          Angola? Bangladesz? Burkina Faso? Czad? Dzibuti? Etiopia? Fiji? Iran? Jemen? Kamerun? Libia? Madagaskar? Namibia? Oman? Pakistan? Rosja??? Somalia? Togo? Uzbekistan? Wyspy Salomona? Zimbabwe?
          Chyba jedyny kraj z naprawde sensowna medycyna na tej liscie wymagajacy wiz od Polakow to Australia.
          • hildegarda-z-plocka Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 19:35
            twoja historia sie kupy nie trzyma. na forum kobieta twierdzisz, ze twoj narzeczony trzymywany jest przez rodzicow, z ktorymi mieszka. jakim wiec cudem miezkaja oni jednak w innym kraju? skoro jestes teraz w norwegii, to jaki cywilizowany kraj w poblizu wymaga wizy (to nie moze byc nawet rosja, bo o wize turystyczna do tego kraju trudno nie jest). wg mnie mozesz spokojnie jechac, tylko nie dostas zaproszenia i dramatyzujesz, zeby wydac sie bardziej biedna.

            "- Masz coś przeciwko czarnym ?
            - Mam coś przeciwko wszystkim. "
            • kajmanik Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 20:09
              jak dla mnie ta historyjka kupy się nie trzyma a autorka jest niezrównowazona psychicznie,ma wybujałą wyobrażnię i nadmiar wolnego czasu. żałosne.
        • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:03
          Nie napisalam nigdzie, ze nie chcialam zeby jechal, chcialam jechac tam z nim.
          Od kiedy nie jest na oiomie to sie kontaktuje, wtedy nie mogl i mieli to zrobic jego rodzice, i perfidnie sklamali ze zrobili.
    • kota_marcowa Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 21:04
      Ja pierdykam, mam nadzieję, że jesteś trolem. Jeżeli to prawda co piszesz, to masz nierówno pod kopułką.


      Powalczyc o mnie choc troche. Nigdy
      > tego nie robiles, mowie. Niegdy mnie nie prosiles, zebym z toba byla, niegdy n
      > ie wybierales mnie zamiast kogos czy czegos, nigdy nie zrobiles niczego o co pr
      > osilam bez szukania wymowek albo klocenia sie, mowie. Nie zostawiaj mnie, odpow
      > iada.
      > Nie kontaktuj sie ze mna, jestes tak samo zaslepiony tym chorym krajem jak twoi
      > pieprzeni rodzice, enjoy!!! pisze do niego. On juz nie odpowiada.
      > Nienormalni jestesmy, co? Ale ja juz naprawde nie moge. Mam depresje, wiem to,
      > i martwie sie o niego jak cholera. A ten egoista nawet tego nie jest w stanie z
      > rozumiec.
      Ja ja! Jest
      > em w depresji, mowie mu, pocielam sie, potrzebuje jakiejs pomocy, nie daje rady
      > sama. Wytrzymaj, mowi. Nie wytrzymam bez ciebie. Ciagle mysle tylko o tym, zeb
      > y umrzec. Bedziesz zdrowy, ale stracisz mnie.
      > M. dzwoni, ja nie odbieram przez kilka dni.

      Jesteś nienormalna, chłopak walczy o zycie, a ty mu takie jazdy robisz. Jak ktoś wyżej napisał, romantyczniej by było żeby umarł w twoich ramionach. Ciekawa jestem, czy gdyby wrócił na twoją prośbę, leczenie by się nie powiodło i by umarł, czy miałabyś choć minimalne wyrzuty sumienia, że to przez ciebie. Lecz się dziewczyno.
    • kawka74 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 21:38
      Teraz tak:
      zapominasz o jego rodzicach,
      piszesz do niego z przeprosinami za niepoważne zachowanie,
      załatwiasz wizę,
      lecisz do niego
      i skupiasz się wyłącznie na jego zdrowiu, ze szczególnym uwzględnieniem punktu pierwszego.
      Jeśli będziesz histeryzować, straszyć go, robić mu wyrzuty - rychło staniesz się byłą narzeczoną. Rozumiem, że w tak trudnej sytuacji, w pierwszym momencie można coś chlapnąć, zrobić czy powiedzieć coś głupiego, ale teraz trzeba się ogarnąć i stanąć na wysokości zadania.
      • lotka.zet Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 26.07.11, 22:38

        Fobię społeczną leczy się terapią poznawczo-behawioralną oraz farmakologicznie, głównie lekami przeciwdepresyjnymi to UNO
        DUE - laska kręci po całości. Dla mnie nie ma kraju do którego nie mogłabym trafić a gdyby coś takiego...
        Fobia społeczna i stać ją było na wyprowadzkę z własnego kraju ? !!!!
        Moja koleżanka 32 lata nie wygrała z guzem i ma końcowy etap. Operacja i chemia, 5 lat przerwy teraz operacja i chemii już nie będzie sad
        Gardzę tobą !!!
        Mam nadzieję, że kiedyś zetkniesz na prawdę się z tą chorobą ...
        Wstrętny TROLLU !!!
        Kraj w którym jest operowany ? no właśnie ? który ?
        Nawet w naszej Poleczce operują i dysponują całkiem niezłą aparaturą.
        Niestety niektórym nie udaje się wygrać ...

        dla mojej koleżanki : Emilko jestem z TOBĄ, jesteś mała ale dla mnie WIELKA !!!
        czasami zdarza mi się zgubić literkę ...
        • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:06
          To traf sobie do arabii saudyjskiej, powodzenia, bohaterko!
          Tak, stac mnie na wyprowadzke z kraju, bo na polu zawodowym czuje sie swietnie, nie mam problemu z wspolpraca z ludzmi i znawiazywaniem kontaktow sluzbowych czy tez tych niezobowiazujacych. Mam problem z otwieraniem sie na ludzi, z przyjaznieniem sie, byciem z kims blisko.
          Gardze toba tez, i mam nadzieje, ze kiedys bedziesz w takiej sytuacji, w jakiej jestem teraz ja!
          • kajmanik taaak... 27.07.11, 10:15
            Kazda twoja wypowiedz potwierdza jak bardzo jesteś niezrównowazona. I rozumiem jego rodziców - sama zrobiłabym wszystko aby ochronić i odseparować swoje dziecko od osoby tak egoistycznej i generującej problemy jak ty.
          • kota_marcowa Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:15
            "Wczoraj rozmawialismy godzine, plakal jak dziecko, ze nigdy sobie nie wybaczy ze mnie zostawil, ze nie moze juz beze mnie wytrzymac, ze oddalby wszystko zebym byla z nim, ze to byl jego najwiekszy blad i ze bardzo mnie teraz potrzebuje, najbardziej na swiecie"


            Co z tego, że miał poważną operację, co z tego, że będzie miał chemie i radio ratujące życie, grunt, że się ukorzył, popłakał i poprawił rozdęte ego autorki wątku.
            Ty się w ogóle nie przejęłaś, że on mógł tam umrzeć, obeszło cię tylko twoje urażone ego.

            Nieźle walnięta jesteś.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:21
              Nie no, wcale, szkoda tylko ze prawie zwariowalam, jak przez 2 tyg nawet nie wiedzialam, czy on zyje! Naprawde, gow*o mnie to obchodzilo!!!
              A to ze napisalam o naszej rozmowie i co on powiedzial, bylo odpowiedzia na czyjes ze on sie ze mna nie chce kontaktowac. Chce, chce zebym tam byla, bo mnie potrzebuje! Wczesniej nigdy sie na tak dlugi czas nie rozstawalismy, i on po prostu nie zdawal sobie sprawy z tego, ze bedzie to takie ciezkie. I dla niego, i dla mnie. Poza tym powiedzial tez, ze byloby mu duzo latwiej przez to wszystko przechodzic. Proste, zrozumial, ale za pozno.
            • kawka74 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:35
              Wszystko to robił, ponieważ kochał ją miłością idealną, więcej niż własne życie. I czuł się zupełnie szczęśliwym, jeżeli uśmiechnęła się do niego, życzliwiej spojrzała albo po jakiejś wyjątkowej zasłudze serdecznie uścisnęła go za rękę. Gdy zaś Pan Bóg dał jej dzieci, on wyszukiwał im bony i nauczycieli, powiększał ich majątek, a wreszcie, gdy ona zmarła (w tym miejscu łzy zakręciły się w pięknych oczach panny Izabeli), on zastrzelił się na jej grobie... Nie, przez delikatność, którą ona w nim rozwinęła, zastrzelił się o kilka grobów dalej.
          • chloe30 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:21
            vanilla_eyes napisała:
            > Gardze toba tez, i mam nadzieje, ze kiedys bedziesz w takiej sytuacji, w jakiej
            > jestem teraz ja!

            Nie, o ile nie jest egoistyczna debilką nie będzie w Twojej sytuacji
          • sumire Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:29
            a nie pomyślałaś, że wielu ludzi, z którymi rozmawiasz (a właściwie do których powtarzasz w kółko swoją histeryczną śpiewkę) BYŁO w takiej sytuacji? i że tego rodzaju teksty świadczą o potwornej małostkowości i chamstwie?
            cały ten kłopot brzmi coraz bardziej jak wymyślony przez nudzącą się w wakacje małolatę.
            • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:46
              Bylo?! Ze rodzina faceta wykancza was psychicznie i nie raczy nawet poinformowac czy on zyje?! A to przepraszam!!!
              Tak, wszystko co wam sie nie miesci w glowach to od razu trollizm! Uwierz, chcialabym zeby bylo tak jak mowisz! Ale ani ja malolata, ani to nie wymyslone, ten koszmar dzieje sie naprawde!!!
              • lucerka78 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 10:57
                Vanilla, rozumiem cie. Rozumime twoj stan i trudna sytuacje. Po twoich postach widac ze jestes rozchwiana emocjonalnie i nie dziwie sie temu.
                Masz dwie opcje:

                1. jeszcze bardziej sie nakrecac negatywnymi myslami o jego rodzicach i jego stanie.
                2. znalezc sobie zajecie. ktore odwroci uwage od tej trudnej sytuacji

                Nie masz wplywu na to co sie dzieje. Pozostaje czekac. Czas jest Twoim przyjacielem.
                • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 11:04
                  Dziekuje. Wiem, ze jestem. Nie spie, nie jem, rece mi sie trzesa, co chwile robi mi sie slabo, wygladam jak chodzace widmo. Nie moge znalezc sobie miejsca. Ani zajecia. Jedyne co robie, to chodzenie do pracy. A mam ochote tylko lezec i ryczec, i umrzec. Boze, niech to wszystko sie juz skonczy...
                • kota_marcowa Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 11:10
                  > 2. znalezc sobie zajecie. ktore odwroci uwage od tej trudnej sytuacji
                  >
                  Nie znaleźć sobie zajęcie, tylko iść do psychiatry. Przecież ona bez porządnej terapii urządzi temu człowiekowi piekło na ziemi.
                  • vanilla_eyes Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 11:52
                    Jakos przez ponad rok zadnego piekla nie mial, oswiadczyl mi sie. Nie chcial mnie tam? Nie spodziewal sie ze tak dlugo to potrwa. Teraz chce, ale jest za pozno. Pieklo urzadzila mi jego rodzina, zniszczyla psychicznie. On zadnego piekla po powrocie nie musi sie obawiac.
                    • aqua.0 Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 16:03
                      vanilla_eyes napisała:

                      > Jakos przez ponad rok zadnego piekla nie mial, oswiadczyl mi sie. Nie chcial mn
                      > ie tam? Nie spodziewal sie ze tak dlugo to potrwa. Teraz chce, ale jest za pozn
                      > o.

                      Dlaczego jest juz za późno? nie rozumiem. Wyleczy się, daj Boże!, wróci do Ciebie. I będziecie żyli długo i szczęśliwie. No chyba, że teraz chcesz go ukarać i bo za późno zrozumiał swój błąd. Chciałbym zrozumieć twoje motywy. Piszesz bardzo chaotycznie, uzywasz wielu wykrzykników, a to sprawia wrażenie że jesteś rozchwiana i histeryczna. W jednym poście piszesz, że Cie zostawił i mu nie zależy, a w nastepnym , że CIie kocha i zyc bez Ciebie nie może...Ja sie zgubiłam, a staram sie podejść zyczliwie. Nie dziw się więc niechętnej reakcji wielu osób na tym i innych forach.
                      Opanowanie, wsparcie
    • vanilla_eyes Nie odpisujcie juz wiecej w tym watku, prosze 27.07.11, 11:55
      Tylko pluc potraficie, milosierni samarytanie, moze wy lubicie jak was rodzina waszych mezow traktuje jak gow*o, ale nie znaczy to ze ja tez lubie.
      Oni nie mieli zadnego powodu, by tak mnie potraktowac.
      A on mnie chce, i ze mna bedzie, wiec nie "martwcie sie" o moja przyszlosc z nim. O jego ze mna tez, wiem jak mnie kocha i ze jest szczesliwy.

      Dziekuje tylko kilku osobom, ktore mnie zrozumialy.
      • ciastolina84 Re: Nie odpisujcie juz wiecej w tym watku, prosze 27.07.11, 12:23
        Mieszkam za granica. Jestem bardzo samotna osoba

        To jest pierwsze zdanie twojego początkowego postu i chyba najważniejsze. Mam wrażenie że panicznie boisz się samotności i chcesz,aby ktoś cie kochał bezgranicznie bo to daje ci poczucie bezpieczeństwa. Zapominasz przy tym jednka o tej drugiej osobie i o jej odczuciach. jeśli jest z tobą wszystko ok, to się ogarnij i zapomnij o tym jak zachowali sie rodzice twojego faceta a skup sie na jego zdrowiu. Mam wrażenie, że o tym w ogóle zapominasz. W wiekszości twoich wypowiedzi jest mowa o waszym związku, a nie o jego chorobie. facet naprawde cierpi i może nie myśleć racjonalnie, a ty gadasz tu o swoim niewiadomo jakim cierpieniu, które jest niczym w porównaniu do tego co on czuje. Mysle że bylo by z tobą lepiej gdybys miała jakiegoś przyjaciela. ty nie masz nikogo a swoje wszystkie uczucia i emocje przelewasz na tego chorego biedaka. może dlatego wyjechał sam? powinnaś przemysleć swoje zachowanie i je poprawić. jak nie zaczniesz od siebie to ciężo będzie zmienić reszte.
      • kosc_ksiezyca Re: Nie odpisujcie juz wiecej w tym watku, prosze 27.07.11, 13:38
        Wklejasz te same posty tu i na FK? Troszkę wyobraźni, opuszczasz się smile
      • jowita771 Re: Nie odpisujcie juz wiecej w tym watku, prosze 27.07.11, 17:00
        Nie zastanowiło Cię, że tyle osób Ci napisało to samo, że jesteś egoistką i nie masz racji? Na piętnaście takich postów przypada jeden, który jest po Twojej myśli i czepiasz się ich, jak pijany płotu. Ale skoro tylu ludzi widzi ten problem w podobny sposób, to musi coś w tym być. Jak to możliwe, że nic Ci to nie daje do myślenia?
      • asientos Re: Nie odpisujcie juz wiecej w tym watku, prosze 27.07.11, 20:34
        Nie da rady, watek powstał i se żyje...
        Przebrnęłam przez całość, z trudem. Tak bardzo skupiasz się na sobie, że masz czas na takie epistoły, choć lubemu mowisz tylko, że sie pocięłaś i (w domyśle) gdzie on, k..., jest. Tu odpisujesz na każdy (prawie) post krytyczny. Muszę powiedzieć, że ten wątek mnie wyssał, a co dopiero schorowanego faceta i jego rodzinę.

        (... tu powinno się pojawić: Ty nic nie rozumiesz!!! jak oni mnie potraktowali!!!)

        Napisz SMSa: mam nadzieję, że u ciebie lepiej, bo martwię się i trzymam kciuki. I nie czekaj, że zadzwoni z płaczem w ciągu 10 minut od jego wysłania. Oddaj mu powietrze.
    • lemonna Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 27.07.11, 13:57
      przeczytac to co stworzylas to juz sukces... naprawde ciężka historia, masz problem, ale chyba najwiekszy ze soba!!
      • lotka.zet Re: Nie mam juz sily... (b. dlugie i skomplikowan 28.07.11, 23:07
        Nie chcę Cię dobijać, ale nie licz, że ON wróci do Ciebie. Zawiodłaś jego swoim bezmyślnym zachowaniem. Skończyłaś z nim, bo wybrał coś innego od Ciebie - walkę o własne życie. Czy uważasz kobieto spełniona zawodowo za GRANICOM bez problemów w funkcjonowaniu w społeczeństwie zawodowym, że chłopak wróci do Ciebie z przeprosinami, że nie zmarł Ci na rękach !!! Bądź konsekwentna i trzymaj się tego co powiedziałaś - odchodzę !!!
        a u nas w Małej Poleczce działa cuś takiego :
        www.zatokaperska.pl/?gclid=COGL0qT1pKoCFYoJ3wodhXq6Xw--

        Domyślam się, że jesteś w bardziej cywilizowanym kraju niż nasza Poleczka ...
        No chyba, że trafiłaś na Biegun, to faktycznie może być problem ...
        Jednak net masz...
        hm...

        ps. G....NO wiesz o cierpieniu. Zostałam wdową w wieku 29 lat z 7- miesięcznym dzieckiem.
        i g....no wiesz o śmierci.
        Żyję i mam się dobrze, ale rozbraja mnie ktoś, kto nie zetknąl się ze śmiercią a użala się nad sobą bo ktoś walczy o to, żeby tej laski z kosą nie spotkać.
        Z moją koleżanką idziemy na piwo ( ona soczek )
        Wygląda źle, ale my tego nie widzimy. KOCHAMY JĄ. I będziemy z nią do końca...

        czasami zdarza mi się zgubić literkę ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka