kali_pso
27.08.11, 11:20
Oglądam reklamy banków, słucham wyborczych sloganów i co mnie zafrapowało ostatnio to "kredyt na wyprawkę"- czy ktoś tutaj zwariował czy tez wprost przeciwnie- sprtyna akcja nakręcająca koniunkturę?
Naprawdę to jest tak, że na wyprawkę trzeba brać kredyt? Że nie ma innych dróg?
Czy też mając taką możliwość zamiast kombinowania- co gdzie taniej mogę kupić, od kogo kupić używane podręczniki( a można- moja kumpelka której syn chodzi do tej samej szkoły co mój syn, odkupiła od nas wiekszośc podreczników, bo sa te same), lecimy do tego banku i pożyczamy pieniądze, które spłacać będziemy musieli przez nastepne pół roku? I po co? Po to, aby dzieciak miał fajniejsze gumki do ścierania czy bardziej odlotowy piórnik?
Czy też to banki korzystają na naszej chęci do pożyczania zamiast do oszczędzania a wiadomo, że jak się pozyczyło na wakacje to i pozyczy się na powrót do rzeczywistości i tak to koło się kręci...
Czy więc branie kredytu na wyprawkę to znak, że nam tak źle czy też tak dobrze, że nie obawiamy się dokoptowac kolejnego kredytu do posiadanego zestawu na mieszkanie, auto itp., itd...?
Jakie jest Wasze zdanie w tym temacie?