A propos jakiegos watku o kobietach i gwaltach - ktos tam pisal, ze to wcale nie jest tak, ze zwyrole czyhaja na superlaski w mini.
I tak mnie naszla refleksja, ze - albo mialam pecha za mlodu, albo bylo (jest?) we mnie cos, co przyciaga potencjalnych zloczyncow. Akurat gwaltem czy pobiciem sie to nigdy nie skonczylo, ale" przygod" mialam sporo.Np kiedys doczepil sie do mnie konduktor "pod wplywem" ,w pociagu - dawno temu, mialam moze 14 lat, ale pamietam do dzis

dotykal kolan,mietolil ramiona, pytal gdzie mieszkam -i to przy ludziach patrzacych na to - w wagonie bezprzedzialowym, godziny popoludniowe. Ja bylam chyba w szoku, bo odpowiadalam grzecznie na pytania mundurowego (na pytanie gdzie mieszkam, sklamalam i drzalam, ze poprosi o legitke, bo jechalam na szkolnej znizce)Przez jakis czas pozniej balam sie jezdzic pociagiem, choc musialam, bo powiedzial, ze chce mnie jeszcze spotkac

ten konduktor byl koszmarny, wielki na dwa siedzenia, smierdzial alkoholem. Ja bylam ubrana szkolnie, wiec pewnie dzinsy albo i dresy, luzna kurtka. Nie prowokowalam (przynajmniej tak mi sie wydaje) niczym. Po prostu porosil o bilet -podalam- i sie przysiadl....
A potem z przecietnej nastolatki wyrosla przecietna, zwykla baba, i to jeszcze mesko zbudowana, wysoka, wlosy krotkie w kolorze szczura

ubrania raczej luzarskie czyli oversize

- slowem nic co by prowokowalo nawet do flirtu.
Ale zaczepek od przypadkowych mend bylo duzo wiecej, w roznych okolicznosciach

- i do tej pory sie zastanawiam, czy jest typ czlowieka, ktory przyciaga takie klopoty bezwiednie? A jesli tak, to co to jest?