madziunia1000
24.05.04, 13:04
Zastanawiałam się czy pisać ten post czy nie, ale zrobiłam coś złego i muszę
się przed kimś wyżalić-więc to zrobię przed wami.
Zaczęło sie od tego, że w nocy z soboty na niedzielę kochaliśmy się z moim
mężęm i nagle wpadł jego brat, którego nienawidzę(kiedyś był pijany i nazwał
mni kurwą) i poprosił, żeby on go zawiózł na imprezę, a mój mąż oczywiście
bez słowa ubrał się i pojechał z nim zostawiająć mnie w łóżku i
powiedział "niedługo wrócę skarbie". Chciałabym dodać, że mąż kompletnie nie
ma czasu dla naszego dziecka, jak przyjdzie z pracy momentalnie kładzie się
spać bo jest bardzo zmęczony, w domu nie robi kompletnie nic z tego samego
powodu-ale dla swojego braciszka znalazł czas-i to jeszcze w takim
momencie... Wrócił do domu po trzech godzinach(komórkę wyłączał jak do niego
dzwoniłam) z uśmiechem na twarzy. Mnie poniosły nerwy i udzerzyłam go w twarz
i kazałam wynosić się tam skąd przyszedł, a on się ubrał i wyszedł.Na moje
słowa, że "ja i dziecko jesteśmy dla ciebie na ostatnim miejscu" powiedział,
że "dziecko jest na pierwszym a ja na ostatnim-od dzisiaj". Ja oczywiście
pobiegłam za nim i go przyprowadziłam z powrotem. I teraz jest wszystko niby
ok, rozmawiamy, przytulamy się ale każde do każdego ma żal i da sie to wyczuć.
Co sądzicie o tym wszystkim? Czy dobrze zrobiłam, że go przeprosiłam? Może za
mocno wszystko przeżywam(zaznaczam że moj mąz nie pije, pracuje i jest dobrym
ojcem).