edziu0482
12.10.11, 16:33
Jestem nauczycielką, pracuję w przedszkolu i mimo, że pomysł z nowymi opłatami uważam za delikatnie mówiąc niezbyt trafny musimy respektować prawo. Problem mam z jednym rodzicem, który pomimo kilkunastu próśb o punktualne odbieranie dziecka o zadeklarowanej godzinie (14.00) delikatnie mówiąc olewa nas i mówi, żebyśmy były "ludźmi". A mnie jasna ch.... bierze, że wszyscy inni muszą płacić, biegać z zegarkiem w ręku (sama mam trojaczki w przedszkolu i płacę za każdą minutę ich pobytu) a taki koleś (niepracujący) przychodzi po dziecko kiedy chce i jeszcze kłóci się ze mną na pół przedszkola. Dowiedziałam się, że mam "nie być śmieszna" i że "ciśnienie mi Pani podniosła rano" (tak powiedziała przy odbiorze dziecka - dziś był o 13.40! po porannej awanturze). Wszystkie argumenty prawno - społeczne do niego nie docierają, dalej swoje. Przedstawiłam sprawę dyrektorce, Pan mnie straszy, że idzie na rozmowę szczebel wyżej (i bardzo dobrze, prawo jest po mojej stronie).
Zaznajomieni w temacie - poradźcie co robić, co mówić, jak wyjść z tego z twarzą. Dyrektorka chce nastraszyć, że dzwoni do Opieki albo na Policję jak nie odbierze dziecka bo formalnie już przedszkole za niego nie odpowiada a mi ręce opadają.
A najgorsze jest to że - mało profesjonalnie - moja niechęć do rodziców odbija się na dziecku (walczę z sobą walczę!)
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.