Nie chcę wcinać się w wątek Minifiolki dot. sterylizacji suczki. Mniemam, że argumenty za/przeciw sterylizacji psa mogą być inne.
Mam psa czteroletniego. Nie kastrowany. Dominujący z charakteru, ale to taki typ (cechy sznaucerowate). Szczekliwy, nie bardzo lubi inne psy- tylko większe, uraz, bo go pogryzły, mniejszych nie tyka. Nie można go spuścić ze smyczy, bo je zaatakuje.
Początkowo kastracja wchodziła w grę (ale ambiwalentnie), bo młodość miał strasznie temperamentną, teraz jest lepiej. Weterynarze (dwóch) nam odradziło, bo: będzie tył, choroby serca, obniżona jakość życia. Ja sama uważam, że to drakońska ingerencja w układ hormonalny, co MUSI wpływać na jakość życia, odebranie zwierzęciu popędu seksualnego jawi mi się jako barbarzyństwo. Ale może się mylę, bo jeden argument daje mi do myślenia, mianowicie to, czy -SKORO nie pozwalamy mu realizować tego popędu (nie jest dopuszczany do suk)- to, czy nie cierpi z tego powodu?
Nie wiem, czy to trafny argument. Wcześniej go nie rozważałam. Co sądzicie? Kurczę, może są jakieś, pardom- "domy publiczne" dla psów czy jakaś tego typu instytucja? Daje się ogłoszenia, że pies pokryje sukę czy co? Dodam, że to nierodowodowy "sznaucer" (wygląda jak sznaucer), więc rozpłód konkursowy nie wchodzi w grę. Raz nam nawet złożono propozycję pokrycia sznaucerki (?), ale był za młody. No i to byłby TYLKO raz (mniemam, że to za mało, by zaspokoić popęd płciowy).
Argument populacyjny odpada, będzie pilnowany.
Mąż i synowie są jednogłośnie przeciw, wszyscy wymownie (i symbolicznie!) chwytają się za jądra i jeden wielki jęk: NIEEEEEE

Raczej są za tym burdelem dla psów.
Poważnie pytam: co sądzicie