lola211
22.01.12, 01:13
Zmarła mi babcia.500 km ode mnie.Nie widzialam jej 25 lat.Ani jednej łzy nie uroniłam.Na pogrzeb nie pojechałam.Jakby umarla calkiem obca osoba.
Z druga babcia nie widzialam sie 6 lat,od smierci mojego ojca, a jej syna.Mam powody, by czuc niesmak i nie moge sie przemóc ,by ja odwiedzic.
Uswiadomilam sobie, ze kompletnie do wlasnej rodziny nie pasuje.Nie ma w niej ani jednej osoby, z ktora moglabym utrzymywac fajny kontakt.
Probowalam odnowic relacje z niektorymi,ale ich podejscie mnie po prostu rozwaliło.
Owszem, spotkamy sie, ale potem cisza.Albo- pozycz pieniadze.Albo-siedzi taka jak na szpilkach i tylko odlicza czas do wyjscia.A pies wam morde lizal,nie to nie.
Mialam kiedys skrupuły,ale rodzony brat mnie wyleczył.Twierdzi,ze inicjatywa ma byc obopolna.Skoro ktos tylko czeka na kontakt,sam go nie inicjujac, daje znak, ze mu nie zalezy.No to mnie tym bardziej.
Dziwne to w sumie, ale moze zdrowsze niz podtrzymywanie znajomosci i narzekanie na zła bratowa, szwagierke czy tesciowa.