Dodaj do ulubionych

Mam problem...

11.03.12, 17:13
Mam problem takiej natury - ogólnie wszystkim bardzo się przejmuję, ale prawdziwej obsesji dostaję, gdy chodzi o dzieci. Żeby było ciekawiej, to ten niepokój narasta wraz z ich wiekiem, a szczerze mówiąc to poważnych problemów z nimi nie mam. Nie chorują, dobrze się uczą, odnoszą sukcesy...
Problem w tym, że każde ich niepowodzenie, nawet drobne, odbieram bardzo silnie, dużo bardziej, niż gdy coś dotyka mnie osobiście. Podobnie jest z ich zdrowiem - byle co, a ja już odchodzę od zmysłów.
Wszelkie ic h zawody sportowe odchorowuję, o dziwo - lepiej toleruję egzaminy.
Najgorsze jest to, że zostaję ze swoim stanem sama - ukrywam go przed dziećmi i bardzo ostrożnie dozuję mężowi. Pierwszych - nie chcę denerwować, a mąż niby rozumie, ale do pewnej granicy, dlatego nie o wszystkim mu mówię, bo uznałby mnie za wariatkę.
Owszem, rozmawiam z terapeutą, biorę leki przeciwlękowe i na co dzień jest ok. Niestety, gdy pojawia się jakiś problem, to wtedy nie skutkuje nic.

Obserwuj wątek
    • kali_pso Re: Mam problem... 11.03.12, 17:21

      Czy Ty się za bardzo ze swoimi dziećmi nie identyfikujesz?
      Ich sukcesy i porażki nie są czasm Twoimi?
      Pracujesz? Masz jakieś konstruktywne zajęcia w życiu?
      • verdana Re: Mam problem... 11.03.12, 17:33
        E, to chyba nie o to chodzi. Naprawdę, mam sporo innych zajęć w życiu niż dzieci, a na mysl, ze im bedzie przykro, mnie jest cholernie przykro. To chyba na tym własnie polega. Nie czuję porazki, jak dziecku coś nie wyjdzie, tylko martwię się, że jemu jest smutno.
        • azile.oli Re: Mam problem... 11.03.12, 17:40
          O właśnie, tak , jak napisała Verdana, tyle, że ja czuję gorycz porażki, ale nie swojej, a dziecka. Im więcej pracy i wysiłku w coś włożyło, a to mu nie wyszło, tym bardziej to przeżywam. A wiadomo - dorosłe dzieci trudno konstruktywnie pocieszyć, bo one też są wtedy zdenerwowane. Nie potrafię w takich sytuacjach normalnie funkcjonować, mam wtedy nerwy na cały świat, w tym czasem na męża, który nie rozumie, o co mi chodzi.
          • verdana Re: Mam problem... 11.03.12, 18:13
            W moim wypadku ten syndrom jest znany i wszechstronnie opisany w literaturze przedmiotu. Nazywa się "jidysze mame" i jest nieuleczalnysmile
            • azile.oli Re: Mam problem... 11.03.12, 18:26
              Czyli, że to normalne u matek? Przynajmniej niektórych? W każdym razie u mnie potrafi objawić się w postaci ataku paniki, wymiotów, bólu żołądka . Poza tym nie potrafię o niczym innym myśleć, a wszelkie codzienne czynności wydają mi się zbędne i dziwi mnie niepomiernie, że komuś w danej sytuacji chce się jeść. Bo mnie się wtedy nie chce żyć.
              • verdana Re: Mam problem... 11.03.12, 18:54
                Hm, a na co tak reagujesz? Na codzienną porażkę, czy na coś w pobliżu kataklizmu?
                Bo jak na głupstwa typu "Syn odpadł w zawodach" - to rzeczywiscie jakaś pomoc by się przydała. Jesli idziesz w ten sposób po odbiór badań, ktorych wynik może byc fatalny, to wszystko jest normalne.
                • azile.oli Re: Mam problem... 11.03.12, 19:05
                  Zależy, jakie to były zawody i czy o czymś decydowały. Ale i tak przeżywam. Podobnie z badaniami - zazwyczaj są tylko kontrolne, a ja już przed ich zrobieniem jestem 3 dni chora.
        • asia_i_p Re: Mam problem... 12.03.12, 17:33
          To nawet gorzej niż na myśl - to jest coś co przełazi bez udziału szarych komórek. Ja czasem czuję smutek córki nie jako jej smutek, tylko jako swój smutek bez przyczyny, to znaczy nie współczuję jej, tylko odbieram, mam wrażenie, uczucie jeden do jeden, jak obraz - zwłaszcza, kiedy ona dzielnie powstrzymuje płacz, to mnie się to całkowicie udziela.
          • beti222 Re: Mam problem... 13.03.12, 10:23
            To się nazywa zarażenie emocjonalne, powstaje poza naszą świadomością.
      • azile.oli Re: Mam problem... 11.03.12, 17:34
        Owszem, pracuję, prowadzę firmę i własnych zainteresowań mam mnóstwo. Ale masz rację - zupełnie nie wiem czemu za bardzo się z dziećmi identyfikuję, choć naprawdę tego nie chcę.
        No i w przypadku zawirowań zdrowotnych (a właściwie moich podejrzeń i obsesji) to jednak identyfikacja nie jest - wogóle się swoim zdrowiem nie przejmuję, nigdy się nie przejmowałam, każdy swój wynik odbieram bez strachu, przy każdym wyniku dziecka dostaję małpiego rozumu.
    • kota_marcowa Re: Mam problem... 11.03.12, 18:47
      Moim zdaniem to nie jest normalne, nie w takim stopniu przynajmniej. Wymioty, bóle brzucha, ataki paniki z powodu drobnych niepowodzeń? Forum ci nie pomoże, pomóc może psychiatra i psychoterapeuta. Jedyne co ci mogę poradzić, to nie ukrywaj tego przed mężem, jego wsparcie może ci pomóc, może żeby zrozumiał jak duży jest problem poproś psychoterapeutę żeby z nim porozmawiał.
      To o czym pisze Verdana jest normalne, ale myślę, że twój problem wykracza sporo poza to.
      • azile.oli Re: Mam problem... 11.03.12, 19:03
        Ogólnie problemu nie ukrywam przed mężem, zwlaszcza, że się leczę. Niestety, nie mogę z nim porozmawiać o lękach, bo są one irracjonalne dla zdrowego człowieka i on nie jest w stanie mi pomóc. Poza tym, on po prostu nie rozumie, że ja się czymś aż tak przejmuje, a np moja matka mnie wysłucha, ale jej rady mi nie pomagają, a powodują jeszcze większe rozdrażnienie i strach. Dzieci - wiadomo, oszczędzam. Terapeuta próbuje coś z tym zrobić, ale mnie by się przydała pomoc doraźna, czyli ktoś, kto by mnie w danym momencie uspokoił, wskazał racjonalne rozwiązania. Poza tym ja sobie dobrze zdaję sprawę, kiedy przeginam, ale nie potrafię nad tym zapanować. Mąż mi czasem pomoże, ale zależy, w jakim jest nastroju, jak mu się problemy nawarstwią, to wolę nie zaczynać wywodów.
        • sanrio Re: Mam problem... 11.03.12, 19:27
          Moja droga!
          Zespół lękowy uogólniony cechuje się tym, że uwaga chorego skupia się na członku rodziny, na strachu o niego, irracjonalnym lęku, że coś mu się stanie i na nieustannej gonitwie myśli na temat niebezpieczeństw czyhających na tą osobę z rodziny. Nie można pozbyć się tego kołowrotka w głowie mimo pozornie normalnego życia (praca, życie towarzyskie, nawet zainteresowania). U ciebie skupiło się to na dzieciach, u mnie było to skierowane na męża.
          Jakie leki przyjmujesz? Czy są to specjalne środki na lęki czy też jakiś badziew typu Deprim? U mnie już po około 6 m-cach przyjmowania leku p/lękowego przeszło bezpowrotnie, choć w sumie brałam leki ponad rok. Jak długo ty je zażywasz? Jeśli terapeuta nie pomaga - zmień terapeutę na psychiatrę. Wiem, że u każdego czas leczenia jest inny, moja koleżanka miała podobne ataki paniki z dolegliwościami żołądkowymi (jak ty), przyjmowała inne leki niż ja i leczyła się dużo dłużej.
          Są również leki doraźne, ja ich nie stosowałam niestety ale właśnie ta wspomniana koleżanka - kiedy "brało ją" od razu łykała ten lek. W ataku lęku pomaga też Atarax, spróbuj.
      • toya666 Re: Mam problem... 11.03.12, 21:02
        W zupełności zgadzam się z kota_marcowa. Twoje reakcje zdecydowanie wykraczają poza normalną reakcję zatroskanej matki-kwoki. One utrudniają Ci życie, utrudniają też realcję z mężem oraz mogą negatywnie wpływać na realcję z dziećmi. Bo zapewne - pomimo, że ukrywasz swoje lęki - to przynajmniej od czasu do czasu widzą, że źle się czujesz i czymś się martwisz. W końcu zaczną łączyć fakty i tym razem im będzie przykro, że Tobie jest przykro. Zrobi się bęłdne koło.

        Moim zdaniem "rozmawiam z terapeutą" to za mało. Tobie potrzebna jest terapia. Bo zwariujesz.

        Życzę powodzenia w znalezieniu wyjścia z tej straszliwej paranoi. Bo to już chyba jest paranoiczne... Trzymam kciuki!
    • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 08:03
      Ja wiem, że problem ma głębsze podłoże, że to nie jest takie zwykłe martwienie się o dzieci. Na dodatek np syn po przegranych (n iespodziewanie) zawodach mówi, że on nie ma motywacji, że nie wie, czy chce trenować, że jeszcze jedn a przegrana, i on konczy przygodę ze sportem. Gdyby wygrał, to oczywiście postawa byłaby inna. A przegrał min dlatego, że źle zredukował wagę i się po prostu odwodnił. Nijak nie mogę do niego trafić, nawet chwilami nie wiem, czy chcę, ale przykro mi patrzeć , jak się męczy, buntuje przeciwko oczywistościom.
      Z tym, że moja reakcja jest przesadzona - wogóle powinnam sobie temat odpuścić, niech robi, jak chce, jego treningi to nie moja sprawa, tym zajmuje się ojciec.
      Ale kto gotuje ? Oczywiście ja. I ja się wkurzam, że rozgrzebie to, co sam kazał sobie zrobić, bo tak naprawdę to jego bunt przeciw zbijaniu wagi.
      Mogłabym to olać, ale jednocześnie widzę, że chłopak się męczy, odwrócić się od niego w takiej sytuacji to okrucieństwo, zwłaszcza, że nie jest jakimś rozpuszczonym gó...arzem.
      A problem jest w tym, że ja za mocno się w to angażuję i za bardzo emocjonalnie reaguję, czyli żyję w ciągłym stresie.
      Wiem, że dzieci przed wszelkim złem tego świata nie uchronię, że będą odnosić porażki , że wpływ na nich będę miała coraz mniejszy, bo będą dorośli, a martwić się będę tak samo.
      Co do lekarzy - zmieniałam kilkakrotnie, leki też biorę od kilku lat - różne. W sytuacjach kryzysowych nie działa nic.
      • carmelax Re: Mam problem... 12.03.12, 08:20
        Wiem o czym mowa bo też mam nieuzasadnione w sumie lęki ,tylko że na innych polach akurat dzieci nie są na początku mojej listy. Ja mam takie chore wręcz obawy ,które towarzyszą mi niemal codziennie , boję sie np że jestem chora bardzo powaznie i rozmyślam o smeierci swojej czy męza ,o wypadkach , o utracie pracy. Mimo że nic złego sie póki co nie dzieje absolutnie wciąż mam z tyłu głowy paraliżujące lęki o przyszłość. jak juz się an cos zapowiada to szaleje a jak mnie spotka porażka , problem mam realny życiowy kłopot to się nie mogę pozbierać.
        Straszne to i chciałabym być od tego wolna.
        • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 08:31
          No i to jest tragiczne - bo ludzie mają naprawdę poważne problemy, realnie chorują, realnie tracą pracę, nie mają co do garnka włożyć, mąż pije i bije, dzieci chuliganią - i w ten sposób nie reagują.
          Mam taką znajomą - wynik tomografii głowy dziecka - ona czeka spokojnie, młody się nie uczy- co tam, ważne, żeby zdał. Starszy syn nie ma pracy - przecież jakąś znajdzie.
          A tak ogólnie, to kupiła sobie pieska i musi z nim pójść do fryzjera. I to są dla niej równorzędne tematy, przy czym nie przejmuje się żadnym.
          • carmelax Re: Mam problem... 12.03.12, 08:40
            W tym wszystkim kieruję swoje lęki glownie na męża tzn on jest tą osobą o którą się boję i lękam najbardziej tak jak ty o dzieci. Przejmuję się nim i każdą jego sferą życiową , jego pracą , , cały czas boję ze coś mu sie stanie , ze będzie miał wypadek samochodowy albo zachoruje , przezywam jego porażki i cały czas mam czarne wizje i scenariusze że np pracę straci że cos sie z pewnością stanie choć jest odpowiedzialnym poważnym facetem.
            • carmelax Re: Mam problem... 12.03.12, 08:51
              azile.oli czy tobie lęki towarzyszą przez całe życie ? Bo ja z przerazeniem stwierdzam że u mnie uaktywniły sie na przestrzeni kilku lat , jako młoda dziewczyna żyłam bez leków i obaw , z duzą dozą beztroski , przezywalam porazki i złe zdarzenia ale w zdrowy normalny sposób bo tylko te realne ,te które mialy miejsce i nie błahe, choc moja mama miała nerwicę mi tego typu stany były obce.
              • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 09:08
                Lęki o takim nasileniu pojawiły się u mnie na przestrzeni kilku ostatnich lat , jako dziecko bardzo wszystko przeżywałam, ale jako nastolatka potrafiłam racjonalnie podejść do problemów. Nawet gdy dzieci były małe jakoś umiałam sobie z sobą poradzić.
                Problem trwa od ok. 10 lat, ale się nasila. Pierwsze sygnały bagatelizowałam i potrafiłam sobie jeszcze radzić bez pomocy z zewnątrz i bez środków farmakologicznych.
                • carmelax Re: Mam problem... 12.03.12, 09:15
                  Mi też się to nasila z wiekiem ewidentnie , nie mam wiedzy fachowej ale zaczynam się zastanawiac czy nerwica może miec podłoże genetyczne ? Bo ja nigdy bym nie pomyślała że może mnie dotyczyć problem jaki miała moja mama tzn lęk i strach ,ona miała napady paniki które powodowały że robiło jej się słabo , całe życie nie rozumiałam ,czym ona się tak przejmuje co to za stan i proszę sama zaczęlam mieć jazdy.
            • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 09:03
              No i co tu zrobić? Niektóre lęki są racjonalne, ale z reguły dużo przesadzone, zwłaszcza, jak nie ma konkretnych przesłanek ku temu. A jak już są (np syn miał złamany ob ojczyk, dostał na treningu młotem 5 kilowym i cudem trafienie nie poszło w głowę, bo już bym dziecka nie miała), to zupełnie odchodzę od zmysłów, wpadam w panikę - choć tak naprawdę wszystko skończyło się nieźle.
              Ja się po prostu panicznie o dzieci boję, nawet, jak nie ma ku temu konkretnych powodów - co za różnica , czy wygra, czy przegra, to nie koniec świata. Część dzieci nic nie trenuje, w niczym nie rywalizuje, ledwo przechodzą z klasy do klasy i rodzice tak naprawdę czasem nie wiedzą, co i w jakim towarzystwie robią - i nie widzę u tych rodziców paniki, stresu.
              Wiem, że to normalne nie jest, mogłabym olać, życia za nich nie przeżyję, ale jak widzę, że dziecko ma problem i samo nie wie, co ma zrobić, to nie potrafię się tym nie martwić.
              Powinnam wyrazić moją opinię i na tym poprzestać. Owszem, dziecku nie zrzędzę, ale sama się tym gnębię i jeszcze nie mam z kim się tym podzielić.
          • nenia1 Re: Mam problem... 12.03.12, 09:04
            azile, ty też masz realny problem, choć pewnie myślisz, że nie, bo interpretujesz swoje myśli jaki wytwór twojej głowy, jako nierealne problemy, ale jednak te myśli są realne i realnie wpływają na twoje życie.
            Oczywiście, nie jestem lekarzem ale to co opisujesz wygląda na nerwicę - lęki, ataki paniki, katastroficzne myśli.
            Czy ty chodzisz na stałą terapię do psychologa? Bo jeśli nie, to moim zdaniem, powinnaś.
            Terapia pomoże ci dojść do źródeł takiego sposobu myślenia
            No choćby takie zdanie:

            > wogóle się swoim zdrowiem nie przejmuję, n
            > igdy się nie przejmowałam, każdy swój wynik odbieram bez strachu, przy każdym w
            > yniku dziecka dostaję małpiego rozumu.

            A dlaczego się swoim zdrowiem nigdy nie przejmowałaś? Powinnaś omówić takie problemy z psychologiem, bo to nie jest normalne, żeby swoim zdrowiem wcale się nie przejmować, a jeśli chodzi o cudze, nawet własnych dzieci, przeżywać taki niepokój. Z niczego się takie myślenie nie bierze, trudno jednak na forum robić psychoanalizysmile.
            Popytaj znajomych może ktoś zna dobrego psychoterapeutę, bo sama sobie z problemem nie poradzisz. Pozdrawiamsmile
            • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 09:24
              Dzięki serdeczne. Owszem, stale chodzę na terapię. Już samo to pewnie świadczy, że jakoś tam tym zdrowiem się martwię, a przynajmniej próbuję poprawić swoje samopoczucie, bo psychika zaczyna oddziaływać na sferę somatyczną.
              Nie wiem, czemu swoim zdrowiem nigdy się nie przejmowałam. Owszem , robię badania, diagnozuję, ale bez emocji. Nie wiem, nie potrafię skupić się na sobie, czuję się mało ważna, aczkolwiek dla bliskich moje zdrowie jest ważne.
              Ja przypuszczam, że mam nerwicę od dzieciństwa - od zerówki do czwartej klasy włącznie codziennie rano wymiotowałam z nerwów. W okresie dojrzewania to minęło i stałam się normalną nastolatką. Nie wydziwiałam przed maturą , ani egzaminami na studiach, było w porządku. Problem wrócił ok.30 roku życia (teraz mam 41 lat), w tym czasie córka poszła do przedszkola i zaczęła strasznie chorować. Jak teraz czytam wypowiedzi matek na forum, to chorowała w normie, ale wcześniej nie chorowała wcale, więc dla mnie był to szok.
              Wtedy mąż zmusił mnie, żebym poszła do lekarza, bo nie mógł już wytrzymać. Trochę farmakologii (na krótko) i wszystko się uspokoiło, żeby za 2-3 lata wrócić ze zdwojoną siłą.
              Nie wiem, co robić.
              • nenia1 Re: Mam problem... 12.03.12, 10:05
                Azile, to jest moje zdanie, nie musi być słuszne, ale dla mnie farmakologia w takich przypadkach, to jak przyklejanie plasterka na wierzchołek góry lodowej, może znikną na jakiś czas objawy, ale mechanizmy je wywołujące pozostają pod powierzchnią, w twojej głowie.
                Jakoś tym swoim zdrowiem się martwisz, ale podejrzewam, że głównie martwisz się tym, jak twój stan wpływa na najbliższych, czy im nie zaszkodzi, w dodatku z takim podejściem zapewne obarczasz się winą za chorobę. Ty też masz prawo być chora, azile.
                Problemem jest to co piszesz, czujesz się mało ważna, ukrywając chorobę przed rodziną żyjesz w dużym obciążeniu, bo ciągle musisz udawać i trzymać kontrolę.
                No zobacza sama co piszesz:

                > Nie wydziwiałam przed maturą , ani egzaminam

                Ty nie wydziwiasz, ty jesteś chora.
                Piszesz, ze rady matki budzą lęk - pytanie dlaczego, no ewidentnie masz sporo problemów do mówienia, czy ta terapia trwa długo? Coś się działo w twoim domu rodzinnym, może ktoś inny chorował, może okazywano ci gniew, złość, gdy ty chorowałaś, może ktos z rodziny miał lękową osobowość, przyczyny gdzieś są, szukaj ich razem z dobrym terapeutą.
                • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 10:31
                  Ja wiem, że leki to tylko środek doraźny, który w moim przypadku nie eliminuje problemu. Wiem o tym. Fajnie zażyć tabletkę i osiągnąć błogi spokój. Nie da się. To tylko przytłumiacze.
                  To nie jest też tak, że ja całkowicie udaję przed rodziną, że mam problem. Oni o tym wiedzą, ale jak lęki są irracjonalne, to obarczanie nimi dzieci jest fundowaniem im traumy.
                  Co do męża... On stara się mnie zrozumieć, ale jak już sama wiem, że zaczynam przesadzać, albo otrzymuję radę typu : czym tu się przejmować? Bo trudno się żyje z taką osobą, jak ja.
                  Co do dzieciństwa - miałam dość wymagającą matkę, która o mnie dbała i mnie kochała, ale... Nie wiem, skąd się wzięły te wymioty przed wyjściem do szkoły, pewnie nerwica szkolna, choć świetnie się uczyłam i byłam lubiana. Natomiast moja matka reagowała na te moje wymioty nerwami - często krzykiem. Pamiętam, że wstawałam dużo wcześniej, żeby nie słyszała, że wymiotuję.
                  Inne choroby traktowała normalnie, przejmowała się w normie, jak matka.
                  • marina2 Re: Mam problem... 12.03.12, 12:39
                    azile przecież dokładnie wiesz gdzie jest problem.

                    Co do dzieciństwa - miałam dość wymagającą matkę, która o mnie dbała i mnie ko
                    > chała, ale... Nie wiem, skąd się wzięły te wymioty przed wyjściem do szkoły, pe
                    > wnie nerwica szkolna, choć świetnie się uczyłam i byłam lubiana. Natomiast moja
                    > matka reagowała na te moje wymioty nerwami - często krzykiem. Pamiętam, że wst
                    > awałam dużo wcześniej, żeby nie słyszała, że wymiotuję.
                    > Inne choroby traktowała normalnie, przejmowała się w normie, jak matka.

                    właśnie tu.pogadaj o tym z terapeutą.naprowadzi Cię i dasz radę jak się z tym uporać
                    to co robisz jak się się czujesz to tylko zachowania zastępcze.
                    • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 12:44
                      Rozmawiałam o tym z terapeutą. Od tego właściwie zaczęłam. Dodam, że z niejednym terapeutą. Chyba jakaś nienormalna jestem.
                      • marina2 Re: Mam problem... 12.03.12, 15:18
                        jak z niejednym?
                        może a/nie skacz po terapeutach
                        b/znajdź tego jedynego coś musi Ci nie pasować w osobie terapeuty lub nie trafiłaś na "swojego"
                        wsparcie farmakologiczne to 30% reszta na kozetce jest wałkowana
                        dasz radę
    • aadelina Re: Mam problem... 12.03.12, 11:12
      W mojej rodzinie podobny problem mamy z babcią. Jak wie, że mamy przyjechać, juz od rana wyczekuje i sie denerwuje. Jak tylko wrócimy do domu od razu trzeba dzwonic do babci, ze się szczęśliwie dotarło. W sklepie musi ze mną wszędzie chodzić, nie może mnie spuścić z oczu bo się niepokoi. Mieszka z moją ciotką, która wracając z pracy musi do niej dzwonić, żeby potwierdzić, że wyszła, że już jedzie autobusem, o której będzie, mimo że zawsze wraca tym samym autobusem. Babcia ma przepisane leki na uspokojenie ale to niewiele daje. Nie można jej informować o chorobach czy operacjach bo będzie się zamartwiać. Problem jest męczący dla rodziny, wielokrotnie rozmawialiśmy z nią, tłumaczylismy ale babacia twierdzi, że to niezależne od niej, czuje lęk.
      • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 11:36
        No , to ja mam coś podobnego, ale jedn ak bez tej kontroli nad dziećmi. Niejednokrotnie wyjeżdżały same na obozy sportowe i nie zadręczałam ich telefonami, ani nie musiały mi się meldować, mimo, że na tego typu obozach poza treningami nikt im czasu wolnego nie organizował i na dobrą sprawę mogły im się różne rzeczy przytrafić.
        Mamy jednak taki zwyczaj w rodzinie, że jak ktoś gdzieś dalej sam wyjeżdża, to po dotarciu sam daje znak życia. Podobnie dzieci wysyłają wiadomość, że np dotarły do kolegi, u którego zostają na noc. I to nie dla mojego spokoju, ale dla bezpieczeństwa. Meldować im każe się raczej mąż, niż ja.
        • beti222 Re: Mam problem... 12.03.12, 15:38
          Wiem coś na temat nieuzasadnionego lęku i ataków paniki, tylko na zupełnie innym polu. Dobry psychiatra, który przepisze ODPOWIEDNIE leki i koniecznie psychoterapia pomogą Ci zwalczyć problem. Zmagałam się z bardzo trudnymi do wytłumaczenia lękami, które zatruwały mi życie i nachodziły zupełnie niespodziewanie. Trafiłam na świetnego psychiatrę, który od razu przepisał mi odpowiednie leki, które naprawdę mi pomogły i zalecił intensywną psychoterapię. Skąd jesteś ? Jeżeli z Warszawy, mogę polecić Ci klinikę i lekarza, do którego chodzę.
          • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 16:52
            Niestety, jestem ze śląska. Przydałby się skuteczny lek i jeszcze żeby szybko go można odstawić.
    • asia_i_p Re: Mam problem... 12.03.12, 17:24
      Może dzieci się przejmują bardziej, niż to okazują, a ty to wyczuwasz?
      • azile.oli Re: Mam problem... 12.03.12, 19:43
        O ile córka uzewnętrznia swoje emocje, o tyle syn czasem b ardzo coś przeżywa, ale nie zawsze to wyrazi. A ja widzę, że coś go gryzie, czasem wiem nawet , co i wtedy jeszcze bardziej cierpię. Taki bezbronny jest w tym byciu ''twardym facetem''. W każdym razie - wszelkie porażki, niepowodzenia, stresy moich dzieci godzą we mnie bezpośrednio.
        Właśnie nawet wtedy, gdy udają, że nic się nie stało, to widzę, że owszem, stało się.
        Syn ma pewne cechy mojego charakteru i łatwo mu się nie żyje, niestety.
        • verdana Re: Mam problem... 12.03.12, 19:49
          Moja matka ma podobnie, ale u niej to jest ewidentny skutek stresu pourazowego, nie do wyleczenia juz teraz.
          Ma tyle podobnych objawów (oprócz tego, ze o siebie też się boi), ze zastanawiam sie, czy u Ciebie to nie jest skutek jakiś długotrwałych, bardzo negatywnych przeżyć w dzieciństwie. Ta wrzeszcząca na chore dziecko matka...
        • fogito Re: Ja mam tak samo... 12.03.12, 20:06
          jak Ty azile.oli. Ale ja nigdy nie brałam żadnych leków i nie chodziłam do terapeuty. Może powinnam.
    • kozica111 Re: Mam problem... 12.03.12, 21:08
      Klasyczna nerwica, dobrze dobrane leki pomogą, ważne by brać je od 8 msc do półtora roku, nie przerywać wcześniej mimo odczuwalnej poprawy.
      A jak śpisz?
    • lampka_witoszowska Re: Mam problem... 12.03.12, 21:48
      taki piękny mail Ci wczoraj, Azile, wysmarowałam, że mam tak samo - a tu nas całe stado... (mail nei doszedł)

      mój lęk dotyczy głównie zdrowia - zaczęło się od konkretnych chorób córki, odkąd miała 2 tygodnie
      i poszło
      od 5ciu lat strach, choć jest zdrową, silną dziewczynką - i oby tak dalej

      dziś zaczęłam jeść po paru dniach, bo badanie ekg za nami i szmerki okazały się chwilowe i śladu po nich nei ma
      masakra
      • azile.oli Re: Mam problem... 13.03.12, 07:45
        No klasyczne obawy. Jak mam napad lęku, to nie mogę jeść, po lekach śpię, ale w przypadku, gdy coś bardzo przeżywam i tak budzę się w nocy, serce mi wali i mam mdłości. Żeby zasnąć, muszę brać kolejną tabletkę, co sprawia, że dawno przekroczyłam zalecane dawki.
        Co do leków, to parę razy miałam zmieniane, nie pochopnie, bo leczę się już od kilku lat. Były i takie, które nie działały wcale.
        A co do terapii - jestem strasznie oporna. Ja niby wiem, z czego to wszystko wynika, znam podłoże - i co z tego, chyba taka już moja natura, albo nastąpiły jakieś nieodwracalne zmiany w mojej psychice. Leczyć się zaczęłam, gdy objawy somatyczne nie pozwoliły mi normalnie funkcjonować.
      • azile.oli Re: Do lampka_witoszowska... 13.03.12, 07:50
        Gdybyś miała ochotę napisać, to podaję ci mail : norkatoo23@wp.pl
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka