Dodaj do ulubionych

Jednak nie słuchali

13.04.12, 16:41
Tak, ja dalej o tym samym. Czyli o tym, jaki potworny błąd popełniłam decydując się na dziecko.

Osoby którym się żaliłam są już totalnie znudzone moimi wynurzeniami i przestają ze mną rozmawiać bo "słuchać się ciebie nie da". I tu zaskoczenie bo właśnie te osoby nagle się zorientowały że mój stosunek do dziecka jest parszywy (pomimo starań reaguje na córkę za ostro). No doprawdy! od 3,5 roku mówię, że dziecka nie znoszę i teraz takie zaskoczenie? Czyli co? Nikt nie wierzył w to co mówię bo bachor nie chodzi poobijany?

Chyba powoli zaczynam rozumieć: to, że z poczucia obowiązku starałam się traktować ją adekwatnie do wieku było przez obserwatorów odbierane jako naturalny instynkt macierzyński dlatego wszyscy twierdzili, że ja plotę dla samego plecenia bo kocham bachora nad życie!



Dodatkowo wkurzyły mnie bezgranicznie dwie cholerne owce (no barany rodzaju żeńskiego) które najpierw mi beczały nad uchem "kobieta = matka", "każdej się uruchamia instynkt macierzyński a jak będziesz zwlekać z cudownym rozmnożeniem to pożałujesz!" potem "tak się nie mówi!" (nie mówiąc że niemożliwe są moje uczucia) a teraz jak widzą, że to co mówiłam jest okrutne ale niestety prawdziwe "Jeśli ty jej nie chcesz to mi ją oddaj!" (czyli "tobie się pomoc nie należała ale tej smarkuli już tak")
Obserwuj wątek
    • mary_lu Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:45
      To wklej linki do poprzednich watków, bo nie rozumiem, dlaczego pretensja do całego świata i owiec wychodzi na plan pierwszy.

      Chodzisz na terapię?
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:07
        chodzę na terapię. I tu jest kolejna przyczyna rozdrażnienia moich rozmówców: no jak to? UMÓWIŁAŚ się z psychologiem i nadal ci bije na dekiel? No jak to możliwe! Przecież już teraz powinny ci znikać głupie teksty!
    • fifiriffi Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:46
      Ale,że co?Ty dziecka nie chcesz i go nie kochasz,czy nie chcesz,ale kochasz?Czy jeszcze inaczej.

      A czy ktoś cię zmusił,siłą zaszłaś w ciążę?
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:18
        Wydaje mi się, że jestem zbyt podatna na wpływy i idę za stadem pomimo, że widzę, że to w 100% nie moja bajka.

        Moje rozmowy z "mądrymi kobietami" wyglądały mniej więcej tak:
        - Ja się nie nadaję na matkę bo: nie mam cierpliwości, nie potrafię się zajmować dziećmi, przeraża mnie perspektywa wypadnięcia z rynku pracy, utknę w domu a pozatym zwyczajnie NIE LUBIĘ DZIECI.
        W tym momencie u moich rozmówczyń następował błąd krytyczny systemu i restart bez zapamiętania mojego monologu.
        - Aha. To kiedy zamierzasz mieć dzieci.

        No i się złamałam bo w końcu "te tysiąc much nie może się mylić" i jem to g..
    • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:47
      To rozwiedź się, zostaw dzieciaka mężowi i jego matce i tyle, bo serio "słuchać/czytać się tego nie da".
      • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:53
        Aha i zostaw tego dzieciaka dla jej własnego dobra, aby potem "z ciebie" nie musiała leczyć się na terapii.
        • kiszczynska Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:26
          marzenka spalcilas juz kredyt?

          marzeka1 napisała:

          > Aha i zostaw tego dzieciaka dla jej własnego dobra, aby potem "z ciebie" nie mu
          > siała leczyć się na terapii.
      • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:55
        A w depresji nalezy wziac sie w garsc i tyle, a samobojca moglby sie juz na cos zdecydowac, nie?
        • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:03
          I w ogole co z niej za matka, bo prawdziwa matka to by sie dala pokroic za dziecko...
          I na pewno sama sobie winna i w ogole zlodziejka, bo kazda wyrodna matka to zlodziejka big_grin
          • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:06

            Od bardzo długiego czasu autorka watku wypisuje to samo- jęczy, marudzi, oskraża wszystkich i wszystko- pytanie brzmi- co przez ten czas zrobiła, aby wybrnąć z tej sytuacji? Leczyła się? Chodziła na terapię?

            Ja mam nieodparte wrażenie, że nic.
            • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:09
              Z tego co pamietam, to chodzila?
              • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:18

                No i co? Jakos nigdy nie pisze, że stara się, że to jej coś daje, albo nie daje i szuka pomocy gdzie indziej- zawsze tylko źle, źle, źle, że dziecko jest itp.- to nie jest zdrowe, nawet jeśli korzysta z terapii...bo każdy taki post jak ten nakręca spiralę niechęci...i teraz co? To jednak ONA miała rację nie tamci ONI, teraz będzie satysfakcja( tylko czyja?)- a dziecko to nadal bachor...

                Straszne to jest i żadnej refleksji w tym nie widać...może leki źle dobrane, może terapeuta do bani...ale to się mówi/pisze, daje sygnał, że się myśli o zmianie...nie czytałam tutaj o czymś takim...
                • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:27
                  A ja mysle, ze mozliwosc wygadania sie w przypadku takim jak zaburzenia emocjonalne, depresja itp. jest bardzo waznym wentylem bezpieczenstwa.
                  No i tak jak tutaj - juz jej dziewczyny podaly inna droge do zbadania. Bo jesli problemy sa natury biochemicznej, to terapia duzo nie da.
                  • ichi51e2 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:21
                    Moze jestem w mniejszosci ale wydaje mi sie ze nie ma obowiazku kochac swojego dziecka. ma byc czyste, najedzone, umiec poradzic sobie w zyciu tak zeby go nie porwali na pierwszym zakrecie, unikac pedzacych samochodow, do tego masz mu zapewnic wyksztalcenie zeby nie zdechlo z glodu. Traktuj je z szacunkiem jak kazdego drugiego czlowieka i gites. jak podrosnie to sie zakolegujesz albo nie - nie ma obowiazku. A male dzieci nie sa interesujace dla doroslych i taka jest prawda (chyba ze ktos lubi dzieci). nie ma sie tez co zapeszac w nienawisci - nie lubie to place niance ona lubi i przytula, maz kocha lubi i przytula. ty traktujesz z szacunkiem i czekasz az podrosnie. A laski "oddaj mi jak nie kochasz" niech sie w dupe ugryza - ty urodzilas to twoje niech nie oslabiaja. Takie akcje tylko zabijaja jakiekolwiek pozytywne uczucia do smarkacza (^_-)
                  • franczii Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 09:39
                    A ja mysle, ze mozliwosc wygadania sie w przypadku takim jak zaburzenia emocjon
                    > alne, depresja itp. jest bardzo waznym wentylem bezpieczenstwa

                    A dlaczego zaburzenia emocjonalne?
                    dziewczyna nie chciala dziecka, bronila sie przed nim, teraz go nie nie kocha to nie jest zaraz sytuacja wymagajaca leczenia farmakologicznego? Popelnila po prostu wielki blad. Co te leki niby maja sprawic ze pokocha dziecko? Problem jest ze nie potrafi, nie ma odwagi, pewnosci siebie zeby teraz z tego wybrnac.
            • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:13
              a mozna sie wyleczyc z tego, ze sie kogos nie kocha ?
              • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:15
                czarnaalineczka napisała:

                > a mozna sie wyleczyc z tego, ze sie kogos nie kocha ?

                - nie, ale pewnie można odejść, zostawiając dziecko komuś, kto je będzie kochał, np. teściowej.
                • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:18
                  A tesciowa kocha? Bo nie pamietam
                • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:20

                  Nie trzeba kogoś kochać, aby mieć z nim poprawne relacje a relacje mozna zbudować poprzez terapię. Tutaj mam wrażenie ciagle jest szukanie winnych, którzy wmówili, że pokocha- otóż juz wie, że nie pokochała z automatu i może nigdy nie pokocha. Tyle, że co da teraz szukanie winnych?
                  • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:26
                    > ać poprzez terapię. Tutaj mam wrażenie ciagle jest szukanie winnych, którzy wmó
                    > wili, że pokocha- otóż juz wie, że nie pokochała z automatu

                    Ja tam widze poczucie krzywdy, ze nikt nie wierzyl i kazdy zbywal i kazdy mowil "oj co Ty tam wygadujesz". Czasem czlowiek potrzebuje poklepania po plecach, zrozumienia i zlitowania sie, a nie tylko dziecko, dziecko, dziecko najwazniejsze, ty jestes dorosla to wez sie w garsc, bo dziecko... A ona to co?
                    • nabakier Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:34
                      Właśnie.
                    • nangaparbat3 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:43
                      Czasem czlowiek potrzebuje poklepania po plecach, z
                      > rozumienia i zlitowania sie, a nie tylko dziecko, dziecko, dziecko najwazniejsz
                      > e, ty jestes dorosla to wez sie w garsc, bo dziecko...


                      I to pewnie słyszy od kobiet z najbliższej rodziny, a one na pewno nie poklepią, nie użalą się, bo gdyby umiały, to i Autorka wątku mialaby mniej problemów.
                      • malila Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:55
                        Wydaje mi się, że atowlasnie ja potrzebuje od nich przede wszystkim przyznania, że one miały swój udział w tym, co się stało i dzieje. Potrzebuje od nich czegoś rodzaju wzięcia odpowiedzialności za to, co zrobiły. Ponieważ tak się nie dzieje, to ona czuje się od nich zależna.
                        • nangaparbat3 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 21:10
                          To może nigdy nie nastąpić.
                          Jak dla mnie Atowłaśnieja pomogłaby terapia w rozumieniu Alice Miller.
                  • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:27
                    > Nie trzeba kogoś kochać, aby mieć z nim poprawne relacje
                    no jesli chodzi o tesciowa , szefa czy wspolpracownikow
                    z matka to czegos wiecej trzeba niz "poprawnych relacji "
                    • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:38
                      czarnaalineczka napisała:

                      > > Nie trzeba kogoś kochać, aby mieć z nim poprawne relacje
                      > no jesli chodzi o tesciowa , szefa czy wspolpracownikow
                      > z matka to czegos wiecej trzeba niz "poprawnych relacji "


                      - wystarczy, jak matka przestanie wokół po rodzinie kłapać , że "ona bachora nie chciała", i "bachor" przestanie być postrzegany jako niekochana bidulka. Jeśli nie potrafi kochac, niech chociaż nie krzywdzi dziecka- a to robi.
                      • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:41
                        Co cie napadlo dzisiaj marzeka?
                        • triss_merigold6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:43
                          Niech zgadnę w imieniu Marzeki: słuszny wkurw na bezmyślny brak odpowiedzialności i spychotechnikę.
                          • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:44
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Niech zgadnę w imieniu Marzeki: słuszny wkurw na bezmyślny brak odpowiedzialnoś
                            > ci i spychotechnikę.

                            - a dziękuję za zrozumienie; w dodatku w robocie zobaczyłam dziś właśnie takie dziecko i nie zdzierżyłam. Do cholery, ile można, no ILE????
                            • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:50
                              marzeka1 napisała:

                              > triss_merigold6 napisała:
                              >
                              > > Niech zgadnę w imieniu Marzeki: słuszny wkurw na bezmyślny brak odpowiedz
                              > ialnoś
                              > > ci i spychotechnikę.
                              >
                              > - a dziękuję za zrozumienie; w dodatku w robocie zobaczyłam dziś właśnie takie
                              > dziecko i nie zdzierżyłam. Do cholery, ile można, no ILE????

                              Jak zryjecie psychike takiej matce, to na pewno bardzo to pomoze.

                          • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:48
                            Tia. A jak tak sobie mysle, ze gdyby pol roku temu pojawila sie tu jakas katarzyna_w z podobnym problemem, to tez byscie ja zjechaly jak bura suke. Dla dobra dziecka oczywiscie. Co nie przeszkadzaloby potem pultac sie na watkach o ewentualnej wyniklej tragedii.
                            • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:53
                              cherry.coke napisała:

                              > Tia. A jak tak sobie mysle, ze gdyby pol roku temu pojawila sie tu jakas katarz
                              > yna_w z podobnym problemem, to tez byscie ja zjechaly jak bura suke. Dla dobra
                              > dziecka oczywiscie. Co nie przeszkadzaloby potem pultac sie na watkach o ewentu
                              > alnej wyniklej tragedii.

                              - to pogłaszcz ją po główce i do piersi przytul. Ona jest dorosła, jej dziecko- nie. Bardziej żal mi dziecka.
                              • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:10
                                bardzo duzo dziecku pomoze dobijanie autorki
                        • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:43
                          cherry.coke napisała:

                          > Co cie napadlo dzisiaj marzeka?

                          - nic, w pracy widziałam dziś podobnie traktowane dziecko, ulało mi się.
                          • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:54
                            ciekawe czy matka też słyszała "oj nie pierd..."
                            • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:55
                              atowlasnieja napisała:

                              > ciekawe czy matka też słyszała "oj nie pierd..."

                              - tak, użalaj się jeszcze bardziej nad sobą, użalaj, a potem idż dokopać dziecku.
                              • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:03
                                Nie, pewnie, niech sie nie uzali nikomu, tylko dusi w sobie... a potem zdarzy sie nieszczesliwy wypadek.
                                Naprawde akurat po tobie nie spodziewalabym sie takiego konsekwentnego gnojenia. Jestem zaskoczona.
                                • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:13
                                  cherry.coke napisała:

                                  > Nie, pewnie, niech sie nie uzali nikomu, tylko dusi w sobie... a potem zdarzy s
                                  > ie nieszczesliwy wypadek.
                                  > Naprawde akurat po tobie nie spodziewalabym sie takiego konsekwentnego gnojenia
                                  > . Jestem zaskoczona.

                                  o, matko, teraz ja spytam: CO SIĘ TOBIE stało dziś, cherry?? Nikt jej nie każe "dusić w sobie"- tyle że ona dwa lata tak użala się, bo "ma bachora, którego nie znosi". Idzie się do lekarza, szuka pomocy dla siebie, nie trwa się w niefajnym związku (bo na męża też ciągle się żali)- serio: tak użalać to się można.
                                  I gdy na dodatek dziś w robocie widziałam dziecko takiej matki, wkurw ma tym większy.
                                  • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:16
                                    To powtorze: co to da temu dziecku lub dziecku autorki, ze ja zgnoicie? Ze jej zamykacie zawor bezpieczenstwa? Nic, zero, nul. Moze za to zaszkodzic. Lepiej wam?
                                    • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:21
                                      cherry.coke napisała:

                                      > To powtorze: co to da temu dziecku lub dziecku autorki, ze ja zgnoicie?
                                      > Ze jej zamykacie zawor bezpieczenstwa? Nic, zero, nul. Moze za to zaszkodzic. L
                                      > epiej wam?

                                      - no proszę, cherry... KTO jej zamyka? Wiesz ILE rad, jak sobie poradzić ona już dostała? Ona z tym problemem od 2 lat chyba tu jest- teraz powtórzono te same rady, co wcześniej i nic, dalej narzeka: na dziecko, na męża, na teściową..... Te rady: sensowne przecież (o lekarzu, badaniach, terapii, odejściu, oddaniu do adopcji) , może wykorzystać już dawno, ale ciągle od 2 lat: źle że mam dziecko. No źle, że dała się przekonać, gdy nie chciała (moja siostra nie chciała i nie ma, ja- mam 2); no ale sprawa nie jest stracona. MA pole manewru, ale chyba woli narzekać.
                                      • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:29
                                        > > Ze jej zamykacie zawor bezpieczenstwa?
                                        > - no proszę, cherry... KTO jej zamyka? Wiesz ILE rad, jak sobie poradzić ona ju
                                        > ż dostała? Ona z tym problemem od 2 lat chyba tu jest- teraz powtórzono te same
                                        > rady, co wcześniej i nic, dalej narzeka:

                                        rozumiesz pojecie zawor bezpieczenstwa ???
                                        • triss_merigold6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:37
                                          Ja rozumiem. I rozumiem, że można sobie ulać raz, dwa razy, pięć razy na forum, przeczytać życzliwe rady i otrzymać wsparcie. Ale wypisywanie tego samego od ponad 2 lat bez cienia wyraźnej zmiany, cienia chęci do pracy nad sobą, bez żadnej decyzji "co dalej" itd. jest tylko bezproduktywnym użalaniem się nad sobą. Mam ciężka alergię na ludzi jęczących i niedecyzyjnych jednocześnie, bo są tchórzami nie potrafiącymi działać i ponosić konsekwencji swoich działań.
                                        • ciociacesia pielegnowanie poczucia krzywdy 13.04.12, 20:08
                                          i spychologia odpowiedzialnosci. oni winni, oni niech cos z tym zrobia, ja przeciez nie chcialam od poczatku. bardzo to konstruktywne
                                      • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:32
                                        Ty jej zamykasz, jak jej sie kazesz nie zalic. Tak, zali sie, i co z tego? Moze masz do czynienia z osoba nie do konca racjonalna, moze w depresji, na pewno pozbawiona wsparcia w otoczeniu i majaca ograniczone srodki. Przynajmniej jakos rozpoznaje problem, i przynajmniej podejmuje jakies kroki. Moze tu uzyska jakas rade, a moze sie tylko wygada.

                                        A ty na razie zrugalas ja od gory do dolu, obciazylas wina za wszystko lacznie z wyborem meza i kazesz sie nie uzalac. Powiedz mi, jak wyzycie sie na tej matce pomaga dziecku. Temu, czy tamtemu, ktore tak cie poruszylo.
                                      • malila Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:41
                                        marzeka1 napisała:
                                        > - no proszę, cherry... KTO jej zamyka? Wiesz ILE rad, jak sobie poradzić ona ju
                                        > ż dostała?

                                        No ile? Aż dwie? Żeby poszła na terapię (do lekarza) i żeby oddała dziecko (do adopcji bądź zostawiła je z ojcem)? Zabójcza liczba. Szczególnie że jedną radę zastosowała - nie jest ona skuteczna. Drugiej nie stosuje na pewno dlatego, że obecna sytuacja daje jej wielką radość i spełnienie.

                                        To, co się dzieje z dzieckiem, jest pochodną tego, co dzieje się z matką. Dlatego jeśli chce się pomóc dziecku, należy kierować pomoc w stronę matki. Co zapewne mocno unieszczęśliwia gro osób, które rozczulając się nad dzieckiem, zakopywałyby matkę żywcem.
                                        Owszem, są sytuacje, gdy należy z powodu zagrożenia życia bądź zdrowia dziecka, odseparować dziecko od matki, ale tutaj nie ma przesłanek, żeby stwierdzić, że takowa zachodzi.
                                        • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:44
                                          malila napisała:


                                          > No ile? Aż dwie? Żeby poszła na terapię (do lekarza) i żeby oddała dziecko (do
                                          > adopcji bądź zostawiła je z ojcem)? Zabójcza liczba. Szczególnie że jedną radę
                                          > zastosowała - nie jest ona skuteczna. Drugiej nie stosuje na pewno dlatego, że
                                          > obecna sytuacja daje jej wielką radość i spełnienie.
                                          >
                                          > To, co się dzieje z dzieckiem, jest pochodną tego, co dzieje się z matką. Dlate
                                          > go jeśli chce się pomóc dziecku, należy kierować pomoc w stronę matki. Co zapew
                                          > ne mocno unieszczęśliwia gro osób, które rozczulając się nad dzieckiem, zakopyw
                                          > ałyby matkę żywcem.
                                          > Owszem, są sytuacje, gdy należy z powodu zagrożenia życia bądź zdrowia dziecka,
                                          > odseparować dziecko od matki, ale tutaj nie ma przesłanek, żeby stwierdzić, że
                                          > takowa zachodzi.


                                          to dodaj kolejne, swoje;
                                          I gdy mówiłam ILE, miałam na myśli te wszystkie rady, które usłyszała, pisząc o tym od 2 lat.
                                          • malila Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:51
                                            > to dodaj kolejne, swoje;

                                            Bardzo ciekawa argumentacja. Taka inspirująca. Niezwykle skutecznie przekonuje, że autorka dostała tyyyle rad;P

                                            > I gdy mówiłam ILE, miałam na myśli te wszystkie rady, które usłyszała, pisząc o
                                            > tym od 2 lat.

                                            Ja również. Były w tym czasie jakieś inne rady oprócz: "idź do specjalisty" oraz "oddaj dziecko"?
                                            • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:53
                                              jeszcze byly zeby sie ogarnela suspicious
                                              • malila Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:59
                                                To nie czas na żarty, Czarnawink "Ogarnij się" - to nie rada. To przejaw samouwielbieniawink
                                        • triss_merigold6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:47
                                          Na tym forum przez ostatnie ponad 2 lata dostała całe mnóstwo rad i z żadnej nie skorzystała skutecznie. Skoro nie potrafi skorzystać z rad skutecznie, to niech nie zawraca głowy.
                                          • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:51
                                            jakie mnostwo ?
                                            jakie rady poza : idz sie leczyc , ogarnij sie , zostaw dziecko uslyszala ?
                                            i ktora z tych rad mialaby byc dobra dla niej ?
                                            • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:30

                                              Całe mnóstwo rad i wsparcia - poszukaj sobie innych jej wątków i poczytaj.
                                          • imasumak Mówcie za siebie 13.04.12, 23:30
                                            Mnie tam może zwracać głowę, nie ubędzie mi, jak po raz kolejny przeczytam o jej problemie. Może pomaga jej to żalenie się tutaj.
                                            Was jak denerwuje, to nie czytajcie. I nie gnojcie dziewczyny. Prawda jest taka, że bardzo ciężko jest otrzymać fachową pomoc w takich przypadkach, bo kod społeczny jest taki, że matka ma kochać, a jak nie kocha to niech spada. Do tego dochodzi jeszcze brak zrozumienia u najbliższych i poczucie, że krzywdzi się dziecko. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
                                      • 3-mamuska Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:59
                                        marzeka1 napisała:

                                        > cherry.coke napisała:
                                        >
                                        > > To powtorze: co to da temu dziecku lub dziecku autorki, ze ja zgno
                                        > icie?
                                        > > Ze jej zamykacie zawor bezpieczenstwa? Nic, zero, nul. Moze za to
                                        > zaszkodzic. L
                                        > > epiej wam?
                                        >
                                        > - no proszę, cherry... KTO jej zamyka? Wiesz ILE rad, jak sobie poradzić ona ju
                                        > ż dostała? Ona z tym problemem od 2 lat chyba tu jest- teraz powtórzono te same
                                        > rady, co wcześniej i nic, dalej narzeka: na dziecko, na męża, na teściową.....
                                        > Te rady: sensowne przecież (o lekarzu, badaniach, terapii, odejściu, oddaniu
                                        > do adopcji) , może wykorzystać już dawno, ale ciągle od 2 lat: źle że mam dzie
                                        > cko. No źle, że dała się przekonać, gdy nie chciała (moja siostra nie chciała i
                                        > nie ma, ja- mam 2); no ale sprawa nie jest stracona. MA pole manewru, ale chyb
                                        > a woli narzekać.


                                        Dokladnie,moja siostra tez nie ma,jak ja instynkt dopadnia to na wekend bierze moje na noc do siebie i juz w nieddziele wieczorem jej przechodzi.


                                        Ona moze i terapie poszla,ale siedzi i biadoli sorry,ale dziecko jest ? jest,decyzje podjela rodzac je ? no podjela ,no teraz powinna nakrecac sie na dobra strone,bo mam wrazenie ze takie narzekanie:" jak mi zle jak mi nie dobrze" to tylko powoduje ze czlowiek wpada jeszcze wiekszego dola.
                                        Ma nie spychac emocji ale szukac tez dobrych stron zycia,postaram sie byc dobra matka,z szacunkiem do dziecka jak do drugiego czlowieka,nie spedzac w domu 24/7 ,ale jak juz jestem w domu 1 godzine dziennie to sie postaram..
                                        Jakby ktos nabral kredytu i straci prace to byscie powiedzialy nie ma co biadolic znalesc prace dogadac sie bankiem i spalac.
                                        I tu do tego problemu trzeba tak podejsc,nie biadolic ze sie nie kocha,ale starac sie poprawnie zachowywac,przeciez nie bedzie katowac,nie kusi byc tez wylwna,ale moze miec dobre relacje.

                                        Szkoda mi jej ,bo ciezka sprawa,jak czlowiek ma wrazenie ze sie udusi i wali glowa w mur,ale niestety ona jest dorosla,dziecko nie zawinilo ze sie urodzilo,i to ona powinna sie wziasc w garsc,nie dla dziecka, ale dla siebie samej,zycie wiecznie ze zlymi emocjami nie jest dobre dla naszego organizmu.

                                        Szkoda tez dziecka,boona nie jest niczemu winne,nie jest winne ze sie urodzilo ze matka ma tak zle emocje,a mam wrzenie ze dziecko to tylko wierzcholek gory lodowej.
                                        Ja tez mam niechcialne dziecko w dodatku z autyzmem,mogla zrobic aborcje ale nie dalam rady,cala ciaze zalowalam ze nie miala dosc sily isc na zabieg,a bylo blisko,ale teraz kocham mlodego .On nie jest winny ze matk/ojciec zapomnieli o antykoncepcji i ze nie zrobilam aborcji.
                                        Jestem dorosla ponosze konsekwencje seksu i decyzji o urodzeniu dziecka
                                        A milosc do dziecka jest tylko dodatkowym czynnikiem.I chodz wiem ze moje zycie byloby o wiele latwiejsze bez niego,to przeciez teraz przez nastepne 20 lat ( a moze i do konca zycia jak mlody bedzie wymagal opieki) nie bede siedziec i biadolic, ze mi tak zle ze go urodizlam,bo to do niczego nie prowadzi,znajduje dobre strony autyzmu i pokochalam syna takim jakim jest i nawet nie chialabym zeby byl inny(zdrowy).
                                        ale nie robie tego dla niego,tylko dla siebie nie chce zatruwac swojego zycia ciaglym jak mi zle.
                                        I znajduje dobre strony ,ciesza mnie kazde postepy synka,slowo "kocham " "mamo" wyczekane maja wielka wartosc,wieksza niz ze zdrowym dzieckiem,i przy ktorym zdrowym sa tak latwe i oczywiste.
                                        pozdrawim.
                      • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:07
                        taa serio ?
                        jak rodzina nie bedzie wiedziec to niby dziecko nie wyczuje ze matka je nieznosi ?
                    • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:44

                      No ale ona dziecka nie kocha a to dziecko już jest.
                      Na siłę nie pokocha przecież a żyć musi i zadbać oto, aby z dzieciaka kaleki nie zrobić. Dziecko ma kochającego ojca, babcie itp. Wystarczy, ona winna zrobic wszystko, aby dać mu z siebie jak najwięcej pozytywnych uczuc, które nie muszą być miłością. Bo to jest JEJ dziecko, czy jej sie podoba czy nie teraz i czy sama tę decyzję podjęła czy na niej "wymusili"
                      • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:02
                        >Dziecko ma kochającego ojca, babcie itp
                        my napewno mowimy o tym samym dziecku ???
                        bo z opisu tego jak sie mezulek corka zajmuje to milosci nie widac
                        • antyideal Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:20
                          Mam nadzieje, ze jest ktos w bliskiej rodzinie kto kocha to dziecko i okazuje mu te milosc, bo na razie z opisow sadzac mam wrazenie, ze traktowane jest jak problem, z ktorym nie wiadomo co teraz poczac...
          • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:08
            d.o.s.i.a napisała:

            > I w ogole co z niej za matka, bo prawdziwa matka to by sie dala pokroic za dzie
            > cko...
            > I na pewno sama sobie winna i w ogole zlodziejka, bo kazda wyrodna matka to zlo
            > dziejka big_grin

            - nie, nie uważam, że każda kobieta z automatu kocha dziecko; ba- sporo kobiet nigdy tego dziecka mieć nie powinno; no ale ono już JEST, dlatego lepiej odejść,zostawiając je ojcu i teściowej, która wychowa, niż niszczyć je brakiem miłości. I tyle.
            • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:10
              No tylko ze ojciec chyba tez jakos nienajciekawszy. Zdaje sie, ze tu jest sytacja typu z deszczu pod rynne.
              • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:12
                No ale ona wzięła kamień na rzuciła go przed siebie, a potem w kogo trafił, to mężem został?? Czy też wybrała takiego, a nie innego faceta na męża?
                • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:15
                  Zeby wiedziec, jakim bedzie ojcem, to musialaby byc wrozka, a wtedy to i pewnie wlasnego problemu by nie miala.
                • gryzelda71 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:28
                  Nie kazdy fajny facet jest fajnym ojcem.
                • franczii Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 10:03
                  No bez przesady, nie obwiniaj dziewczyny rowniez za to, ze maz jest zlym ojcem. Jesli sie nie myle to maz goraco tego dziecka pragnal i ja namawial razem z innymi czlonkami rodziny. A teraz ma dziecko gdzies i to autorka tym dzieckiem z obowiazku sie zajmuje wiecej niz tatus.
            • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:28
              > , dlatego lepiej odejść
              > ,zostawiając je ojcu i teściowej, która wychowa, niż niszczyć je brakiem miłośc
              > i.

              Lepiej odejsc? Jak jej wszyscy wpierali, ze na pewno sciemnia i tak tylko gada?
              Przeciez czy odejdzie, czy zostanie to i tak juz jest "wyrodna". A jak zostawi to bedzie jeszcze wyrodniejsza.
            • nabakier Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:36
              Marzeka, proszę Cię...dziewczyna ma problem. Takie gadanie to jest od ściany do ściany- nic w tym nie ma dobrego.
              • triss_merigold6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:41
                Ona ma ten problem od dobrych 2 lat i dobre 2 lata jęczy na forach. Ma też problem z mężem, teściową, pracą i tym, że wszyscy mają ją w d...ie - na co zresztą sama pozwoliła.
            • asia_i_p Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 16:12
              A jeśli ona tego ojca kocha? Uważasz, że matka, która miała pecha nie pokochać dziecka, ma obowiązkowo za karę stracić całą rodzinę? Może w ogóle powinna popełnić samobójstwo, żeby dziecko nie przeżywało traumy matki, która je porzuciła?
              Rodzina jest w bardzo trudnej sytuacji i trzeba tę sytuację rozstrzygać biorąc pod uwagę wszystkich członków rodziny, nie tylko dziecka.
        • franczii Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 09:29
          Ale to ze dziecka nie kocha i zaluje ze sie na nie zdecydowala nie znaczy zaraz ze ma depresje. To ze ulegla wplywom innych ludzi a nie swojemu instynktowi nie znaczy ze ma depresje czy jakies inne zaburzenia. Czytam czasami jej watki i mam wrazenie, ze ona sie ta swoja sytuacja wrecz upaja. Jest wkurzona na otoczenie, ze ja namowilo, ze wszyscy szczerze opowiadali, ze dziecko pokocha. Decyzji sama za siebie nie potrafila podjac a teraz moze z satysfakcja wszystkim powiedziec "anie mowilam?" i pokazac, ze to jednak ona miala racje.
    • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:53
      Ja cie rozumiem, znalam dwie kobiety, ktore nie mialy wiezi ze swoimi dziecmi. Ciezka sprawa; na meza zdaje sie nie mozesz za bardzo liczyc o ile pamietam?
    • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 16:54
      A rozmawialas z lekarzem, psychiatra na ten temat?

      Ja tam Cie rozumiem. Wyobrazam sobie jak srodowisko potrafi nie wierzyc, bo to "przeciez niemozliwe", i wydaje im sie, ze zartujesz pewnie i tak se gadasz, zeby gadac.
      Czy pomogloby Ci myslenie o corce jako odrebnej osobie, dla ktorej nalezy byc milym tak jak jestes mila dla innych ludzi? Nie musisz kochac, ale nie musisz tez taktowac jej za ostro. Sprobuj moze polubic jako po prostu osobe.
    • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:01
      Pytanie medyczne.
      Czy kiedykolwiek mialas robione badania hormonow? Progesteronu, prolaktyny? Czy mialas badana tarczyce w kierunku niedoczynnosci?
      Z racji zainteresowan, traktuje wszelkie takie sprawy jako zaburzenia w wydzielaniu hormonow i neuroprzekaznikow. W Twoim przypadku definitywnie produkcja oksytocyny szwankuje. Pytanie - dlaczego?
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:04
        Nie miałam. Przyznam ci, że brzmi to ciekawie i adekwatnie do sytuacji.
        • virtual_moth Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:20
          Słuchaj, to nie jest temat tabu, bo tak sobie głupie baby wymyśliły, żeby jedna drugą gnębić. Mówienie publicznie, ze się nie cierpi swojego dziecka jest tematem tabu, bo mówienie o tym jest totalna głupotą. Można zrozumieć, ze wpadłaś lub nie zdawałas sobie sprawy, z czym macierzynstwo się wiąże, ale nawet wtedy człowiek stara się ponieść konsekwencje, bo tu chodzi o dziecko. Rozumiesz, bezbronną i niewinną istotę. Nie musisz jej kochać ani lubić - jako opiekun prawny masz zapewnić jej bezpieczeństwo i zdrowie. Mówienie o swoim dziecku publicznie, w rodzinie, JUZ go stygmatyzuje, działa na niekorzysc tego dziecka. Będzie taką bidulą, co ją wszyscy żałują, a po kątach plotkują i wytykają placem.
          Jesli zas swoje słowa o niechęci do córki regularnie wprawiasz w czyn, to należałoby sie powaznie zastanowic nad drastycznymi rozwiazaniami. Nie ty tu jestes najbardziej poszkodowana, tylko to dziecko. Mozesz tez zadbac o nie przekazujac opiekę nad nim w inne ręce. Czymze jest wielkie zaskoczenie, ze macierzynstwo to syf, to tupanie nóżką "patrzcie, nie kocham!" wobec tego, czego doswiadcza lub moze doswiadczyc twoje dziecko w przysżłosci?
          Naturalnie powinnas tez zadbac o siebie, ale to w drugiej kolejnosci - chyba ze widzisz szanse na to, zeby chociaz przestac sie nad soba uzalac. Odradzam trąbienie o tym problemie na forum, a zwłaszcza wsród rodziny i znajomych - wychodzisz na osobę głupią i niedojrzałą (a nie na złą matkę), bo problemy sie rozwiązuje, a nie załamuje ręce nad sobą i papla jęzorem na około. Chcesz sie wygadac, idz na terapię.
          Nie jestes pierwsza, którą macierzynstwo nie porywa. Większosc kobiet jednak stara sie sprostac zadaniu, bo chodzi o bezbronne dziecko. Nawet obcego człowiek nie chciałby skrzywdzic.
          • ciociacesia juz to chyba kiedys pisalas 13.04.12, 20:24
            we wczesniejszym watku, co?
        • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:22
          Ludzie zapominaja, ze przywiazanie do potomstwa, czyli instynkt macierzynski nie biora sie z sily woli, albo z tego, ze "tak wypada" tylko sa nastepstwem hormonow, a konkretnie oksytocyny. Matki roztkliwiaja sie na widok swoich dzieci tylko i wylacznie dlatego, ze ich mozgi "plywaja" w oksytocynie, a nie dlatego, ze maja takie widzimisie.
          Oksytocyna wydzielana jest przez przysadke mozgowa i jakiekolwiek niedomagania w tym rejonie beda powodowaly zaburzenia instynktu. Nadmiar progesteronu, albo prolaktyny np. przy przyjmowaniu antykoncepcji, albo w przypadku duzego stresu, depresji albo guza przysadki moga hamowac dzialanie oksytocyny, wiec na Twoim miejscu przyjrzalabym sie temu. Wybrala do dobrego endokrynologa albo psychiatry i powiedziala wprost i konkretnie - nie mam instynktu macierzynskiego, co mam zrobic.

          Karmilas piersia? Mialas problem z pokarmem?
          • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:42
            piersią karmiłam bez najmniejszych problemów. Tak długo jak karmiłam byłam dzieckiem zachwycona (uważam, że miałam mózg utopiony totalnie w oksytocynie). Moja niechęć do dziecka wzrastała w miarę jak odstawiałam ją od piersi (chociaż wiązało się to również z zachowaniem męża który się coraz energiczniej stukał w czoło gdy prosiłam żeby zobaczył w mnie kobietę a nie tylko matkę).
            • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:06
              moze glowny problem jest w mezu, a nie w dziecku
              nie obwiniasz jej za to jak on cie traktuje ?
          • girasole01 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 23:08
            A skad w takim razie milosc ojca do dziecka oraz dziadkow do wnuczat? Oni tez w wiekszosci rozplywaja sie na widok dzieci, a mozgi w niczym im nie plywaja wink
          • franczii Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 10:09
            O tych hormonach to jak najbardziej prawda ale dotyczy to okresu okoloporodowego. Potem wszystko wraca na swoje miejsce.
    • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:13
      > teraz jak widzą, że to co mówiłam jest okrutne ale niestety prawdziwe "Jeśl
      > i ty jej nie chcesz to mi ją oddaj!" (czyli "tobie się pomoc nie należała ale t
      > ej smarkuli już tak")


      bo i maja racje. Dziecku sie krzywda dzieje, bo ma matke, ktora go niecierpi i tu o dziecko trzeba w pierwszej kolejnosci zadbać.
      Moze zrzecz sie tego dziecka na rzecz osoby, o której bedzie wiadomo, ze bedzie je kochac i bedzie o nie dbac, a ty zalóz sobie spirale i idz na terapie.

      Sorry, ale ja bede z tych, co "jak mozna byc obrzydliwym dla dziecka - istoty całkowicie zaleznej?" oraz "jak nie chcialas dziecka, to po grzyba je urodziłas? trzeba było oddać"
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:23
        ale ja prosiłam wcześniej o pomoc. Dla nas obu.
        I jak widać to był mój błąd bo skoro mówię "dla nas obu" tzn. że ją bezgranicznie kocham czyli problemu nie ma.

        A tak z boku to akurat moim bliskim to ja bym dziecka nie oddała bo one zignorowały problem.
        • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:27
          ale nie chodzi o to, by oddawac je bliskim, skoro nie masz do nich zaufania.
          Jeśli chcesz ja oddac, to poszukaj rodziny adopcyjnej, a sama zacznij terapie i leczenie u lekarza. To wszystko przyda sie dla sądu, który by badał dlaczego decydujesz sie oddac dziecko.
          • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:31
            Ach jak to sie latwo mowi - oddaj do adopcji. Takie to proste...
            • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:44
              cala ta sytuacja jest skomplikowana.
              W tej sytuacji na pierwszym miejscu jest dobro dziecka, a dopiero na drugim jego matka.

              Lepiej chyba, by dziecko znalazlo inna lepsza rodzine, niz zeby sie to skończylo jak w Sosnowcu, czy w Sopocie, czy w innym miejscu
              • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:45
                > W tej sytuacji na pierwszym miejscu jest dobro dziecka, a dopiero na drugim jeg
                > o matka.

                Och, jak ja uwielbiam takie nawiedzone teksty.
                • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:46
                  twoje uwielbianie jest tu w ogóle nieistotne.
                  Ty na prawde nie czujesz, ze to dziecko najbardziej tu cierpi i w takim domu nie da sie zyć.
                  • czarnaalineczka Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:17
                    jakie twoim zdaniem to dziecko ma alternatywy ?
          • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:33
            kamelia04.08.2007 napisała:

            > ale nie chodzi o to, by oddawac je bliskim, skoro nie masz do nich zaufania.
            > Jeśli chcesz ja oddac, to poszukaj rodziny adopcyjnej, a sama zacznij terapie i
            > leczenie u lekarza. To wszystko przyda sie dla sądu, który by badał dlaczego d
            > ecydujesz sie oddac dziecko.


            - chwila, chwila! ale to dziecko ma jeszcze ojca, który może mieć coś do powiedzenia na temat "a teraz oddam obcym", bo nie swoim.
          • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:37
            ale mnie już nastraszono, że jeśli się zrzeknę to już stoją w kolejce i na pewno będą miały pierwszeństwo bo są spokrewnione a ponieważ ja się zrzeknę to nie będę miała nic do gadania. Pozatym jak będę taką su.. że porzucę własne dziecko (buuuuuuuu) to one mnie na oczy nie chcą już widzieć.

            Jednym słowem miód i orzeszki: cokolwiek zrobię będę z tym sama.
            • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:39
              atowlasnieja napisała:

              > ale mnie już nastraszono, że jeśli się zrzeknę to już stoją w kolejce i na pewn
              > o będą miały pierwszeństwo bo są spokrewnione a ponieważ ja się zrzeknę to nie
              > będę miała nic do gadania. Pozatym jak będę taką su.. że porzucę własne dziecko
              > (buuuuuuuu) to one mnie na oczy nie chcą już widzieć.
              >
              > Jednym słowem miód i orzeszki: cokolwiek zrobię będę z tym sama.

              - no ale jak porzucisz tego "bachora niechcianego" to przecież ulgę nieziemską poczujesz, uwolnisz się.
              • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:48
                tylko że teraz nie jestem "tak wyrodna" by się ze mną nie zadawać.
                Gdy ją oddam (pomimo tego, że dla małej byłoby to lepsze rozwiązanie) zostanę okrzyknięta skończoną ku.. do której nikt się nie odezwie... Nie chcę zostać zupełnie sama.
                • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:56
                  atowlasnieja napisała:


                  > Gdy ją oddam (pomimo tego, że dla małej byłoby to lepsze rozwiązanie) zostanę o
                  > krzyknięta skończoną ku.. do której nikt się nie odezwie... Nie chcę zostać zup
                  > ełnie sama.


                  ale jak ją oddasz, to odetchniesz, a wtedy bedziesz miała sile sie zmagac z rodzinka. Możesz im powiedziec, że kurator ci odebrał.
                  Chyba samo wiesz, że oddanie rozwiąze twoje problemy. dziecko by znalazło kochajacy dom, a ty spokój.
                • cherry.coke Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:59
                  atowlasnieja napisała:

                  > tylko że teraz nie jestem "tak wyrodna" by się ze mną nie zadawać.
                  > Gdy ją oddam (pomimo tego, że dla małej byłoby to lepsze rozwiązanie) zostanę o
                  > krzyknięta skończoną ku.. do której nikt się nie odezwie... Nie chcę zostać zup
                  > ełnie sama.

                  Zaraz sie dowiesz, ze nalezy ci sie zostanie samej. 3 2 1 start...

                  A tak na serio, odwiedz tego endokrynologa. To moze byc trywialny powod fizjologiczny. Rozwaz tez moze terapie o charakterze poznawczo-behawioralnym. Nie wiem, na jaka chodzisz, ale jesli na jakies grzebanie w bebechach wlasnych i rodziny, to moze bardziej przydaloby sie raczej cos w rodzaju panowania nad uczuciami, kanalizowania ich w pozytywne (jesli nie gorace) wzgledem coreczki i panowanie nad irytacja. Rozumiem, ze mozesz miec poczucie beznadziei, jesli w mezu i rodzinie nie ma wsparcia, a nawet jest przeszkoda. Ale nadal mozesz byc matka przyzwoita i przyjemna, nawet jesli nie kochajaca i wylewna. To jest zadanie konstruktywne i bedziesz miala nad czym pracowac.
            • kamelia04.08.2007 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:42
              ale ty mozesz skorzystac z opcji "adopcja ze wskazaniem" i ty wskazujesz jakąs inna rodzine. Masz cos do powiedzenia.
              One, owszem bea mialy pierszeństwo, bo sa rodzina dziecka, jak ty nic nie zrobisz.

              Teraz gadaja, że cie nie chca widziec, ale jak sprawa sie juz zakończy, to jednak beda widziec za jakis czas.
          • asia_i_p Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 16:20
            Tak, Kamelia, bo wszystkie adopcje jedna w jedną są udane i rodzice adopcyjni to takie maszynki do kochania, niezawodnie zalewające miłością każdą dzidzię za pierwszym pociągnięciem dźwigni. Bo to dwuletnie chyba dziecko bez problemów da się zresetować i ustawić od zera w nowej rodzinie i to na pewno będzie dla niego korzystniejsze niż rozwiązanie problemów w tej rodzinie.

            Teraz uwaga, będę łamaś tabu jeszcze bardziej absolutne niż to, że każda matka kocha dziecko, nie chcesz, to nie czytaj - są dzieci, które trudniej jest kochać. Jeżeli między matką a dzieckiem nie ma chemii, problem może być po stronie matki wyłącznie, ale może być też po obu stronach - i wtedy może się okazać, że adopcja nie wypali i zostawi dziecko pokaleczone bardziej niż zrobiłaby to oryginalna sytuacja.

            Decyzję o adopcji trzeba byłoby podjąć wcześniej - teraz nic nie pomoże, tylko jeszcze bardziej wszystko pokomplikuje. Teraz, moim zdaniem, istniejącą sytuację trzeba przyjać jako permanentną i starać się wyciągnąć jak najwięcej z tego, co jest, a nie z tego, co mogłoby być.
        • nabakier Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:40
          Niestety, doświadczyłaś znieczulicy. niestety, gros ludzi idzie po najmniejszej linii oporu własnej czułostkowości (ach, mała dzidzia) i prostych schematów ("jak to: nie kocha???"). I matka z problemem odchodzi w cień- bo dzidzia i kochać trza.
          sad
          Zbadaj sobie te hormony. I pamiętaj; Ty też jesteś ważna.
          • kura28 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:51
            nabakier napisała:

            > Niestety, doświadczyłaś znieczulicy. niestety, gros ludzi idzie po najmniejszej
            > linii oporu własnej czułostkowości

            Przepraszam, że niemerytorycznie się wypowiadam, ale pisanie o "najmniejszej linii oporu", to jednak spory obciach.
        • apriljana Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:43
          > A tak z boku to akurat moim bliskim to ja bym dziecka nie oddała bo one zignoro
          > wały problem.
          Nie oddałabyś bo zignorowano TWÓJ problem czy dlatego, że dziecku nie byłoby z tymi osobami dobrze? Jeśli to drugie to ok, poszukaj kogoś kto dobrze zaopiekuje się twoim dzieckiem, będziesz miała SWÓJ problem rozwiązany. Jeśli to pierwsze to potwierdzasz tylko, że Twój problem to przede wszystkich potrzeba bycia pępkiem świata. Twoje problemy, Twoje samopoczucie jest najważniejsze. Otóż nie jest, Ty jesteś dorosła a Twoja córka jest jeszcze małym dzieckiem. To ona jest tu poszkodowana a nie Ty. Ty dokonałaś złego wyboru i ponosisz jego konsekwencje ale Ty miałaś wybór a ona nie.
          • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:12
            Olały zbyt poważną sprawę. Pal sześć ja ale zostawiły małą bez pomocy i to je dyskwalifikuje
            • triss_merigold6 Jesteś głupia czy udajesz? 13.04.12, 18:44
              Udajesz czy jesteś naprawdę głupia? Nie możesz oddać dziecka. Miałaś na to 6 tygodni po porodzie. Możesz rozwieść się z mężem i próbować zrzec się praw rodzicielskich, co nie zwalnia Cię ani z obowiązku alimentacyjnego ani z obowiązku podtrzymywania więzi z dzieckiem.
              Jeżeli podejmiesz jakąkolwiek próbę trwałego przekazania opieki nad dzieckiem komuś innemu niż ojciec Twojej córki to narażasz się na zarzut porzucenia małoletniego i odebranie praw rodzicielskich przez sąd rodzinny + na sprawę karną.

              Więc nie udawaj, że zastanawiasz się komu powierzyć córkę, bo to bez sensu.
              • najma78 Re: Jesteś głupia czy udajesz? 13.04.12, 18:59
                triss_merigold6 napisała:

                > Udajesz czy jesteś naprawdę głupia? Nie możesz oddać dziecka. Miałaś na to 6 ty
                > godni po porodzie. Możesz rozwieść się z mężem i próbować zrzec się praw rodzic
                > ielskich, co nie zwalnia Cię ani z obowiązku alimentacyjnego ani z obowiązku po
                > dtrzymywania więzi z dzieckiem.
                > Jeżeli podejmiesz jakąkolwiek próbę trwałego przekazania opieki nad dzieckiem k
                > omuś innemu niż ojciec Twojej córki to narażasz się na zarzut porzucenia małole
                > tniego i odebranie praw rodzicielskich przez sąd rodzinny + na sprawę karną.
                >
                > Więc nie udawaj, że zastanawiasz się komu powierzyć córkę, bo to bez sensu.

                Zgadza sie. Zamiast pisac glupoty na forum to zajmij sie czyms konstruktywnym. Jesli maz/partner ci nie odpowiada odejdz a dziecko zostaw z nim, jest szansa ze uloza sobie zycie. Ty takze tylko nie sprowadzaj na swiat nastepnego.
              • atowlasnieja Re: Jesteś głupia czy udajesz? 13.04.12, 19:12
                triss a gdybyśmy oboje z mężem zadeklarowali, że nie chcemy dziecka? Że przyznajemy się do tego, że sprawa nas przerosła i dalsze pozostawanie dziecka pod opieką któregoś z nas jest dla niej po prostu niezdrowe bo nie potrafimy?
                • demonii.larua Re: Jesteś głupia czy udajesz? 15.04.12, 15:31
                  No możecie oddać je do domu dziecka i odpowiadać za porzucenie.
            • apriljana Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:05
              > Olały zbyt poważną sprawę. Pal sześć ja ale zostawiły małą bez pomocy i to je d
              > yskwalifikuje

              A czego Ty właściwie oczekujesz? Jakiej pomocy? Jeśli chcesz usłyszeć, że ktoś rozumie Twoje uczucia a raczej ich brak to większość tu piszących zapewne jest w stanie zrozumieć, że taki problem istnieje. Jeśli chcesz uwolnić się od ciężaru macierzyństwa to dostałaś tu kilka konkretnych rad. Dlaczego nie chcesz z nich skorzystać? Sama sobie przeczysz, z jednej strony nie przekażesz dziecka pod opiekę kogoś kto "zostawił małą bez pomocy" a z drugiej strony sama nie chcesz pomóc temu dziecku mieć w miarę szczęśliwe dzieciństwo. Bo tak naprawdę cokolwiek zrobisz ona nie będzie miała takiego całkiem szczęśliwego dzieciństwa. Czy sama wiesz czego oczekujesz od terapii, na którą rzekomo się zgłosiłaś? Chciałabyś nauczyć się ją kochać, zależy ci na tym czy tylko starasz się po raz kolejny dopasować do oczekiwań otoczenia?
            • followthesun Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:34
              Czytać hadko.

              atowlasnieja napisała:

              > Olały zbyt poważną sprawę. Pal sześć ja ale zostawiły małą bez pomocy i to je d
              > yskwalifikuje
    • antyideal Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:15
      Moze nie tylko psycholog, ale i psychiatra przydalby sie? nie sugerował psycholog, ze warto pójsc ?
      O ile pamietam zyjesz w kiepskim, przemocowym zwiazku, moze to depresja ? i potrzeba farmakologicznego wzmocnienia oprocz wizyt u psychologa ?
    • jdylag75 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:30
      W takim razie przestań się żalić, ani ludzi nie zmienisz, ani żale nie zmienia sytuacji, co najwyżej pogorszysz swoją opinię w otoczeniu.
      Korzystasz z terapii, przebadaj się jeśli podejrzewasz ze cos Ci może być, jeśli Twoja postawa to nie są czynniki związane z szwankującym zdrowiem to na Twoim miejscu spisałabym wszystkie mozliwe sposoby rozwiązania sytuacji i wybrała plan działania, inaczej skopiesz sobie życie, nie wspominając o zryciu psychiki córce, a ona jest najmniej odpowiedzialna za zaistniałą sytuacje.

    • triss_merigold6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:31
      Psychiatra + to co napisała Virtual Month.
      Masz dziecko, bądź odpowiedzialna. Przestań użalać się nad sobą i dorośnij. Co z tego, że uważasz, że popełniłaś błąd? No, popełniłaś ale koszty ponosi dziecko, które będzie coraz starsze i coraz bardziej obciążone Twoimi schizami.
      • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:33
        wiecie co? Nie dziwie sie autorce, ze jest wkurzona jak slyszy pewnie piecset razy na dzien "dziecko, dziecko, dziecko, dorosnij, dziecko, dziecko"... Zygac sie chce.
        • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:34
          d.o.s.i.a napisała:

          > wiecie co? Nie dziwie sie autorce, ze jest wkurzona jak slyszy pewnie piecset r
          > azy na dzien "dziecko, dziecko, dziecko, dorosnij, dziecko, dziecko"... Zygac s
          > ie chce.

          - to niech odejdzie, SAMA , bez dziecka- a tak woli "się poświęcać", bo niby trzeba, a dzieciakowi niszczy psychikę.
          • antyideal Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:43
            marzeka1 napisała:

            > - to niech odejdzie, SAMA , bez dziecka- a tak woli "się poświęcać", bo niby tr
            > zeba, a dzieciakowi niszczy psychikę.

            Powinna najpierw zawalczyc o siebie, moze to "tylko" nieleczona depresja ?
            A jesli instynkt i tak nie zadziala, i nie jest w stanie chocby go polubic, to lepiej, zeby dziecko wychowywal ktos inny.
            Mam teraz w rodzinie taki przypadek, ze dziewczyna wyprowadziła sie i zostawila dziecko z ojcem, słabą wiez z nim miała, mimo, ze kilka lat próbowała. Teraz odwiedza dziecko regularnie, a więz miedzy nimi jest chyba teraz lepsza niz wczesniej.
            • kali_pso Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:55

              No jak "nieleczona"? To podobno leczona..chociaż powtarzalność watków brzmiących tak samo od dwóch lat każe wątpic w istnienie tego leczenia albo w jego efektywność
              • antyideal Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:05
                To chyba tylko rozmowy z psychologiem, tak zrozumialam z tego co pisze.
                Mozna chodzic i żalic sie miesiacami i niewiele z tego mozliwe, ze wyniknie,
                zwlaszcza jesli psycholog nie jest najodpowiedniejsza osobą.
                Byc moze trzeba psychiatry i leczenia farmakologicznego.
        • triss_merigold6 To ona ma pole manewru, a nie dziecko 13.04.12, 17:39
          Sorry life is brutal. To ona jest odpowiedzialna za dziecko, a nie odwrotnie, to ona jest metrykalnie dorosła i ma jakiś wybór, jakieś pole manewru - iść do psychiatry, rozwieść się i zrzec praw rodzicielskich, iść do endokrynologa, założyć sobie foliową torebkę na głowę itd.
          • d.o.s.i.a Re: To ona ma pole manewru, a nie dziecko 13.04.12, 17:44
            Tylko czasem, zeby cos zrobic to trzeba najpierw spotkac sie ze zrozumieniem. Inaczej ma sie syndrom ofiary i nie ma sily na dzialanie.
    • sheer.chance Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:33
      Ale ciebie sie faktycznie sluchac nie da.
      I to nie dlatego, ze nie kochasz corki, bo to sie zdarza, tylko dlatego, ze obarczasz ja konsekwencjami wlasnych idiotycznych decyzji. Ze tak polece banalem, ona sie na swiat nie prosila, to ty zdecydowalas, ze urodzisz dziecko
    • gryzelda71 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:34
      Czy w ciągu tego czasu byłas z tym problemem u lekarza?
      • nabakier Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:40
        Była, pisała.
      • azile.oli Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:04
        Dorosły człowiek ponosi konsekwencje swoich wyborów. Dałaś się przekonać, mimo, że nie chciałaś dziecka. Teraz masz wątpliwą satysfakcję, że wyszło na Twoje.
        Z jednej strony mi Cię żal, ale z drugiej , to wcale się nie dziwię, że nikt Cię już nie chce słuchać. Przecież największym problemem nie jest tu fakt, że nikt Ci nie wierzy. Co to ma za znaczenie w obecnej sytuacji. Dziecko jest, rośnie, czuje - co Ci przyjdzie z tego, że ktoś pogłaszcze Cię po główce i powie, że miałaś rację? Od tego są specjaliści, a nie kumochy, które, po pierwsze, nie rozumieją Twojego problemu, po drugie - uwierzywszy i tak bardziej litowałyby się nad córką, a nie nad Tobą. I to jest normalne i zdrowe, bo dziecko jest bezbronne.
        Nie opowiadaj ludziom w realu o swoim problemie, bo stygmatyzujesz córkę. Czy ją kochasz, czy nie, jesteś za nią odpowiedzialna i nie wolno Ci jej krzywdzić.
        Niezależnie, co Ci pewna pani tu napisała dziecko jest najważniejsze, bo się na świat nie prosiło. Nie powinno ponosić konsekwencji Twoich chybionych wyborów życiowych, a ponosi.
        Oczywiście Ty też jesteś ważna, więc jak Ci lepiej będzie bez dziecka, to je zostaw i odejdź.
        Albo staraj się temu zaradzić : psychiatra, komplet badań.
        Ja wiem, że cierpisz, ale jeśli mówisz ludziom to, co tu piszesz, to wychodzi na to, że najbardziej zależy Ci na jednym : żeby przyznali Ci rację, że dziecka można nie kochać.
    • chyba.ze Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 17:47
      Oddaj to biedne, nieszczęśliwe z niszczoną systematycznie psychiką dziecko komukolwiek, byle dalej od siebie.
      Gorzej nie trafi.
      A i sama poczujesz się uwolniona od problemu.
      Kupisz sobie psa albo chomika i będzie git.
      • nanuk24 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:00
        O psa czy o chomika tez trzeba zadbać
      • asia_i_p Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 16:26
        Nie pisz bzdur, dobra? Można trafić dużo gorzej.
    • carmita80 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 18:14
      Zbadaj sie najpierw od strony fizycznej czyli poziom.hormonow.itp. z tym latwiej jeali wszystko w normie to idz do psychologa, ktory pomoze poszukac ci przyczyny twoich problemow, bo je masz. Tu nie chodzi o to, ze trzeba sie ekscytowac macierzynstwem (choc wiele kobiet tak uwaza i tak postepuje) ale o to, ze nie zle traktowanie swojego dziecka jako osoby, nie znoszenie go itp. co opisalas nie jest takie znowu normalne i jest wynikiem zaburzen emocjonalnych, ktorych doswiadczasz. Ktos wspomnial, ze na meza/partnera nie masz co liczyc wiec sugeruje to ze juz o tym wspominalas, stres, depresja wiele osob nie zdaje sobie sprawy ze ja ma a ta sie poglebia. Doradzanoe adopcji to malo trafiony pomysl i o tym musialabys zdecydowac tylko z osoba fachowa przygotowana jak dobry psycholog. Twoje dziecko ma 3.5 roku wiec czas ucieka i zamiast krzywdzic je i siebie poszukaj pomocy.
      • triss_merigold6 Co za bzdury z tą adopcją?! 13.04.12, 18:30
        Co to za kosmiczne bzdury z tą adopcją?! Dziecko ma 3,5 roku i ojca męża matki posiadającego pełnię praw rodzicielskich, nie może zostać oddane do żadnej adopcji. Jeśli matka dziecko porzuci to najwyżej sąd na wniosek ojca dziecka/babci/kogoś innego pozbawi ją praw rodzicielskich i całkowitą i wyłączną pieczę przekaże ojcu dziecka.
        • najma78 Re: Co za bzdury z tą adopcją?! 13.04.12, 18:51
          Zgadza sie, dziecko ma ojca, ktoremu nikt nie odebral praw rodzicielskich wiec o zadnej adopcji nie ma mowy. Zreszta to dziecko ma 3.5 roku i to rodzice musieliby wystapic do sadu ze zrzekaja sie praw do dziecka, umotywowac to. Bylaby to raczej dosc unikatowa sprawa. A autorka skoro jej tak zle z mezem moze sie z nim rozstac a do dziecka zrzec sie praw choc alimenty i tak musialaby placic.
    • aquuaa Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:01
      nie znam sprawy, nie chce mi sie czytac calego tasiemca ani nie bede pisac w tonie moralizatorskim.

      Pytanie - nie mozesz dziecku zapewnic fajnej, cieplej opiekunki? Skoro to taki problem dla Ciebie - badz na dystans, znajdz zastepstwo. Wiele matek karierowiczek ma takie wlasnie opiekunki a wyjezdzajac na wakacje szukaja hoteli z calodzienna opieka i animacja dla dzieci. Bez roznicy czy same twierdza, ze kochaja te dzieci czy nie - ich udzial w wychowaniu jest zaden.
      Trudno - dziecko przywiaze sie bardziej do opiekunki ale przynajmniej doswiadczy ciepla, milosci i zrozumienia. Nauczy sie, ze mama jest z boku i tym samym odwzajemni ci sie na starosc (ale to chyba nie jest dla ciebie ani zaskoczenie ani jakis problem - powinnas zrozumiec).

      Jak sie zmuszasz do zachowan wbrew twojej naturze - dziecko i tak to wyczuwa i ma poczucie odtracenia. Zrob tak, zeby ta strefe wypelnic po prostu bez wlasnych emocji - jedynie zadaniowo.
    • edelstein Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:04
      Wydaje mi sie,ze autorka zwyczajnie vchce byc pepkiem swiata.Chce stac na piereszym planie.Podejrzewam,ze jakby przyznano jej racje w sprawie “milosci“znalazlaby inny powod.Jak dla mnie jest psychiczna i problem nie tkwi w tym,ze ma dziecko tylko w tym,ze z glowka nie tak i wszystko jest be.Tysiace rad byly dawane,zadnej nie wykorzystala,jakos w terapie nie chce mi sie wierzyc,bo nawet konowal po roku sluchania tego samego wyslalby ja do psychiatry.
    • aguti_1 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:25
      Gdy byłam w pierwszej ciąży, mimo że dziecko było chciane i długo wyczekiwane, psychicznie czułam sie okropnie - jakbym nosiła pasożyta. Nieraz po prostu siedziałam i ryczałam. Nigdy o czymś takim nie słyszałam, to jakis rodzaj depresji przedporodowej czy coś... Pewnie sprawy hormonalne. Też nikt mnie raczej nie rozumie, bo trudno to zrozumiec, jak sie nie przezyło. Przy drugiej ciąży było juz normalnie. Czy zamierzasz pójść do endokrynologa? Tu może leżeć rozwiązanie Twojego problemu. Chodzenie do psychologa raczej nic nie da. Czy pójdziesz do endokrynologa?
      • d.o.s.i.a Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:43
        Atowlasnieja. Ja mysle, ze tak naprawde problem tkwi w Twoich relacjach z rodzina, ze masz do nich pretensje i czujesz zlosc na nich. Niestety przekierowujesz te emocje i kumulujesz je na dziecko, bo ono jest owocem tego wymuszenia. Czujesz sie wrobiona i ja sie Tobie nie dziwie. Takie pojscie za stadem - jak piszesz powyzej - wbrew sobie, musi byc cholernie trudne.
        Ale piszesz, ze bylas zapatrzona w dziecko dopoki karmilas - znaczy, ze jednak poklady dobrych emocji w Tobie sa, tylko trzeba ja na nowo wydobyc. Tylko zblokowana jestes ta uraza i poczuciem krzywdy i byc moze te mysli sa wzmacniane problemami, depresja.
        Czy zastanawialas sie kiedys nad przeprowadzka, wyjazdem do innego miasta, tak aby odciac sie troche od rodziny?
        Mysle, ze Twoje zblokowanie i klopoty hormonalne wynikaja ze zblokowania emocji, a to nie minie dopoki istnieje Twoja zaleznosc od rodziny. Musisz sie troche od tego "uwolnic" i skupic na Was - na Tobie i dziecku, ktore kiedys przeciez kochalas.
      • anulka.p Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:03
        aguti_1 napisała:

        >Czy zamierzasz pójść do endokrynologa? [/u] Tu może leżeć rozwi
        > ązanie Twojego problemu. Chodzenie do psychologa raczej nic nie da. Czy pójdzie
        > sz do endokrynologa?

        Radę by wykonać badania hormonalne bohaterka tego wątku dostała już chyba z tysiąc razy na tym forum. Takie badanie jest to szczegolnie trudne i niewykonalne, więc myślę, że tego typu rady to raczej już są niepotrzebne.
        • anulka.p Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:04
          nie jest szczególnie trudne - mialo być
        • nanuk24 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:18
          Bo autorka chce, żeby ja do cycy przytulic(gdzie jest Mruczek i jego mama/opiekunka btw?) i głęboko współczuć, ze ja mama nie kocha, siostra dokucza, mąż głębi i rozlicza, teściowa to stara qrva, szef poje...chany na maksa nasylajacy pracownikow na nią, no i ten bachor wpychajacy się na kolana.
    • nanuk24 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 19:53
      Niestety, tez się zaliczam do tej grupy, która nie może cię już czytać.

      Czy ty się sama słyszysz? Masz problem z mężem, teściowa, szwagrostwem, ciotkami i pociotkami, matka, siostra, w pracy. Rusz tyłek i zacznij coś robić, bo bujasz się tak od kilku lat, a dziecko rośnie.
      • ledzeppelin3 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 20:44
        Dasz radę. Widzisz problem, chodzisz na terapię, nie udajesz, że masz idealne żyćko. Dasz radę, będziesz szczęśliwa jeszcze.
      • izak31 Atowlasnieja - Noz wez się juz ogarnij 13.04.12, 20:44
        Przylacze do głosów krytyki - wez no już kuzwa zrob cos z tym swoim zyciem bo ile mozna to czytać...Nie chcesz dziecka to idz do roboty a dziecko oddaj - siostrze, szwagierce, matce, tesciowej lub komuś innemu i płac im alimenty - skoro wzielas na ojca takie zero co sie dzieckiem nie umie zajac.
        Tez nie mam instyktu i dziecko chce miec z dwóch powodów:
        a. aby nie załować,ze dziecka nie mam
        b. aby maz nie poszedl do innej,ktora mu bachora urodzi
        tylko ja mam plan awaryjny: jesli stwierdze,ze macierzynstwo jest nie dla mnie to maz robi z dzieckiem wypad, przejmuje opiekę nad nim, ja mu płacę alimenty i zajmuje sie dzieckiem co drugi weekend i swieta. Moj maz o tym doskonale wie i liczy się z tym.
        Jak nie bylas pewna czy chcesz dziecko to trzeba bylo miec plan B.
        • elisabeta75 Re: Jak pomóc??? 13.04.12, 21:34
          Czy nie można tego gdzieś zgłosić?Do opieki społecznej,policji?Nie wiem o dziewczynie nic więcej ale piszecie,że od 2 lat wypisuje takie rzeczy.To chore,powinien się ktoś tym zainteresować.Co to za rodzina?Macie jakiś pomysł?Szkoda dzieciaka i matki .Nigdy nie wiadomo co może siedzieć w głowie...Wiecie skąd ona jest?
          • jagienka75 Re: Jak pomóc??? 15.04.12, 15:26
            w ogole nie wyobraz
            > am sobie innej odpowiedzi, mysle, ze te ktore odpowiadaja, ze mąż jest wazniejs
            > zy od dziecka albo prowokuja albo naprawde cos jest nie tak w tych rodzinach.
            > Jak to mowia - żona to nie rodzina, tak samo mąż - w gruncie rzeczy to obcy czl
            > owiek.


            10/10.
            Mnie się trochę z tą kobietą, która w trójmieście utopiła swoją 3 latnią corkę, czy mała miała 3 i pół roku?
            Mówiła, że miała dosyć swojego dzieciaka.
            Nigdy nie wiemy, co siedzi komuś w głowie, albo co drzemie w drugim człowieku.
    • noemi29 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 21:31
      Ja nie chcę dokopywać autorce, ale po CHOLERĘ zaszła w ciążę????
      Dała się namówić... co to za powód????? Bo namawiali?????

      I takich kobiet, ich dramatów jest masa!!!! Ważniejsza jest presja społeczna????

      Przez 8 lat małżeństwa nie chciałam dziecka. Mówiłam, że nigdy nie zostanę matką. Namawiali, oceniali. Mówiłam: Odpieprzcie się!!!! W każdym nowym środowisku padało to samo zdanie: tyle lat po ślubie i nie macie dzieci? Rozumiem tą presję. Ale to chodzi o życie człowieka!
      Po co mam go powoływać do istnienia, skoro wiem, że NIE CHCĘ???? Dlaczego dla tak wielu kobiet ważniejsze jest to, co powiedzą inni????
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:12
        może to ma coś wspólnego z tym, że całe życie starałam się być "grzeczną dziewczynką"? Nie potrafię zawalczyć o swoje i bez gadania oddaje palmę pierwszeństwa? Wymarzone młodsze rodzeństwo, idealne dziecko (przez grzeczność starałam się nie buntować jako nastolatka) świetny materiał na ofiarę i cierpiętnice. Potworne ciepłe kluchy.
        • iuscogens Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:30
          Musisz nareszcie przestać obwiniać innych za swoje błędy czy słabości, bo ja widzę, że na razie winni są wszyscy inni, a ty tak bezwolnie dryfujesz i robisz co Ci każą, postawić się nie umiesz, więc wyżywasz się na jedynej osobie, która jest od Ciebie słabsza i Ci się nie przeciwstawi, czyli małym dziecku. To naprawdę nie jest wina ciotki czy kuzynki, że urodziłaś dziecko, którego nie chciałaś.
          Nie wiem co Ci poradzić, ale bez uświadomienia sobie tego, że jesteś dorosła osobą i sama decydujesz o swoim życiu i musisz ponieść konsekwencje swoich decyzji nie posuniesz się do przodu, będziesz dalej tkwić w tej chorej sytuacji i za niedługo będziesz z dzieckiem chodzić do psychiatry.
        • doczegotopodobne Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:51
          Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Obawiasz się, że "zostaniesz zupełnie sama", a jednocześnie masz fatalne stosunki z tymi, których utraty się obawiasz. Nie lubisz ich, obwiniasz o wiele rzeczy, ale nie chcesz, zeby cie porzucili. O co chodzi?

          I pytanie: czego ty właściwie chcesz? Ja rozumiem z twoich postów jedynie to, że chcesz, zeby ci ludzie przyznali rację, że można nie kochać dziecka i że błędem było powoływanie go na świat. No to wyobraź sobie, ze ci rację przyznają. I co dalej?
        • nanuk24 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:55
          atowlasnieja napisała:

          > może to ma coś wspólnego z tym, że całe życie starałam się być "grzeczną dziewc
          > zynką"? Nie potrafię zawalczyć o swoje i bez gadania oddaje palmę pierwszeństwa
          > ? Wymarzone młodsze rodzeństwo, idealne dziecko (przez grzeczność starałam się
          > nie buntować jako nastolatka) świetny materiał na ofiarę i cierpiętnice. Potwor
          > ne ciepłe kluchy.



          Jakoś cieżko mi uwierzyć, ze chodzisz na terapie.

          >
        • apriljana Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:55
          atowlasnieja napisała:
          > może to ma coś wspólnego z tym, że całe życie starałam się być "grzeczną dziewc
          > zynką"? Nie potrafię zawalczyć o swoje i bez gadania oddaje palmę pierwszeństwa
          > ? Wymarzone młodsze rodzeństwo, idealne dziecko (przez grzeczność starałam się
          > nie buntować jako nastolatka) świetny materiał na ofiarę i cierpiętnice. Potwor
          > ne ciepłe kluchy.

          Ty nie jesteś ofiarą, Ty chcesz być postrzegana jako ofiara. Oczekujesz, że ktoś cię pogłaszcze po głowie i zapłacze nad Twoim okrutnym losem? Robisz krzywdę swojemu dziecku i jesteś przekonana, że to Ty jesteś pokrzywdzona a nie "ta smarkula". Ty jesteś dorosła i powinnaś była przewidzieć co cię czeka jeśli postąpisz wbrew swoim potrzebom i przekonaniom. Nie masz prawa obwiniać dziecka za to, że ci macierzyństwo nie pasuje, to nie Twoja córka zgotowała ci ten los. Twoje kiepskie samopoczucie nie usprawiedliwia krzywdy, którą robisz innemu człowiekowi, nie masz prawa nikogo krzywdzić tylko dlatego, że sama czujesz się skrzywdzona. Twoje dziecko nie ponosi ŻADNEJ winy za to, że ci się Twoje aktualne życie nie podoba. Powinnaś przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie czego właściwie oczekujesz, co chciałabyś zmienić w życiu tym, które teraz masz?
        • sumire Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 09:53
          jak tak czytam, to mam wrażenie, że cię kręci to bycie ofiarą i cierpiętnicą. bo to bardzo wygodne myślenie.
          wiem, że to jest problem poważny i spychany pod dywan w społeczeństwie matek-polek, ale po kolejnych wpisach zaczynam wnioskować, że wcale nie chcesz go rozwiązać.
    • hermenegilda_zenia Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 22:47
      Jesteś emocjonalnie popaprana i to zdaje się wychodzi na wielu frontach, nie tylko w kontaktach z dzieckiem, tylko że ono, w przeciwieństwie do innych (czytaj: dorosłych) osób w twoim otoczeniu nie ma narzędzi, żeby sobie racjonalizować czy tłumaczyć twoje zachowanie, jest po prostu wystawione na pastwę twoich schiz. Posłuchaj dobrych rad, zbadaj się, zrób coś z sobą, zacznij działać, bo jako żywo czytając ciebie przypomina mi się mimowolnie historia o mamusi, co poszła z córeczką na molo w Sopocie i załatwiła sprawę raz na zawsze.
    • claudel6 Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 23:11
      no, formalnego obowiązku kochania własnego dziecka nie ma, ale ludzka przyzwoitość nakazuje nieczynienia trwałej, praktycznie nieodwracalnej krzywdy bezbronnej istocie. dziecko nakarmione, oprane, ale niekochane nie dostaje najważniejszego paliwa do normalnego rozwoju psychicznego - czyli miłosci matki. chyba nie trzeba tego pisać na forum, na którym z wielka regularnością pojawiają się watki doroslych, świadomych kobiet, które maja zrypaną psychikę, relacje damsko-meskie, własne poczucie wartości i wieczna depresje, bo to co dostały od matki to było jedynie nakarmienie i opranie. te rany są niewidoczne dla otoczenia, ale czlowiek dorosły leczy się z nich cale zycie i rzutuje to na calość tego życia, nie jest tylko epizodem dzieciństwa, rzutuje na osobiste szczęście, zdolność dawania i przyjmowania i milości i wreszcie zdolnośc kochania własnego dziecka. odrzucenie przez matkę to jest trucizna, która sączy się w krew całe życie, jedno z najkoszmarniejszych dziedzictw, jakie człowiek moze dostać.
      czy ta baba, użalająca się nad sobą, zła na caly świat i zwalająca odpowiedzialność na wszystkich, tylko nie na siebie, nie ma nawet krzty tej świadomości?
      prawdopodobnie zresztą sama jest tym niekochanym dzieckiem, które nie zrobiło rachunku własnej przeszłości, nie przeszło właściwej terapii i nie wyleczyło ran zadanych przez matkę - i oto przekazuje pałeczkę.

      strasznie to smutne. serce mnie boli, jak mysle o tym dziecku.
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 13.04.12, 23:23
        pudło. Moja mama kocha wszelkie smarkate istoty. Wręcz cierpiała na niedobachorzenie.
        • edelstein Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 10:05
          Drugi Brevik,tylko fiksacja na innym punkcie,moze ktos wreszcie z moderacji ja zglosic do odpowiednich sluzb,bo inaczej niedlugo uslyszymy o atowlasnieja latajacej w amoku i zabijajacej “winnych“.
        • antyideal Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 10:13
          atowlasnieja napisała:

          > pudło. Moja mama kocha wszelkie smarkate istoty. Wręcz cierpiała na niedobachor
          > zenie.

          I z pelnym przekonaniem jestes w stanie powiedziec, ze czułas sie kochana i szanowana ?
      • asia_i_p Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 16:35
        No, OK, Claudel, tylko jak pokochać, kiedy się nie kocha?
        Takie posty jak twój, napędzają wodę na młyńskie błędne koło - nie kocham dziecka, czuję się z tym źle, dziecko kojarzy mi się z poczuciem winy, więc go nie kocham. A troszczące się tylko o dziecko otoczenie dodaje następny etap - nie kocham dziecka, czuję się z tym źle, dziecko kojarzy mi się z poczuciem winy, otoczenie mówi mi, że niszczę dziecko, dziecko kojarzy mi się z poczuciem winy, otoczenie mówi mi, że jestem potworem, dziecko kojarzy mi się z odrzuceniem, więc go nie kocham. To całe otoczenie w najlepszej intencji jednak wpycha się między matkę i dziecko utrudniając powstanie więzi. Nie da się zmusić wyrzutami sumienia do miłości.
        Trzeba szukać tego, co matkę i dziecko łączy, zamiast doładowywać złymi emocjami to, co je dzieli. Trzeba szukać tego, co już jest dobrze i to wzmacniać, a nie tępić to, co złe. Nie masz ani trochę tego uczucia, że to mogłabyś być ty, tylko akurat miałaś szczęście? Ja mam.
        • hellulah Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 18:49
          W sumie nie wiem po co wtryniam się w ten wątek. Chyba żeby OPR dostać.

          > No, OK, Claudel, tylko jak pokochać, kiedy się nie kocha?

          Jak dla mnie jest diametralna różnica między "kochać" a "przyjaźnie współpracować". Według mnie to drugie można wypracować, no chyba że chodzi o jakąś chorobę psychiczną czy poważne zaburzenie psychiczne z gatunku elektrowstrząsy nie pomogą. I tego drugiego można jak najbardziej od poczytalnej osoby oczekiwać.

          Mogę się mylić, sądzę m. in. po sobie. Czym innym np. zakochanie w partnerze (te wilgotne dłonie i nie tylko, drżenie serca, palpitacje tego nie tylko, miękkie nogi), a czym innym ciekawość i życzliwość wobec dziecka - bo nie nie nie, wcale nie byłam zakochana w moim dziecku od zawsze. Do opieki nad noworodkiem podchodziłam zadaniowo (moje ulubione słowo, ale co mi tam), wcale nie z miłości. Czułam się odpowiedzialna i kierowałam się przede wszystkim zasadą: a jak ja bym chciała być potraktowana? oraz - a jak to wpłynie na rozwój dziecka i tym samym jak ułatwi mi samej życie w przyszłości? Owszem, prolaktyna, endorfiny, te rzeczy, ale żeby zaraz miłość? tak od zaraz? Tylko, że ja się temu nie dziwiłam, uważałam to za naturalne, nie szukałam dziury w całym, nie obwiniałam się - no ale ja już tak mam, więc o sobie mówię. Kiedy pokochałam moją córeczkę? a kurczę nie wiem, nie pamiętam. Wiem, że po kilkunastu latach ją kocham.

          Ja nie oczekuję od matki bezwzględnego uwielbienia i miłości do dziecka. Ok autorko wątku, nie kochasz. No i co z tego? No nie kochaj sobie. Nie zaszokowałaś mnie.

          Osobne pytanie, dlaczego nie chcesz poprawnie i życzliwie tego dziecka traktować?
    • guderianka Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 10:00
      A ja nie wiem co Ci napisać uncertain Przykro, po ludzku przykro czytać takie rzeczy bez względu na to czy piszesz je o 2 lat czy od 2 dni uncertain sytuacja jest tragiczna i dla Ciebie i dla dziecka. Jedyne co możesz zrobić to być po prostu przyzwoitą i zając się dobrze dzieckiem..
      • princess_yo_yo Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 12:19
        jakbym czytala reinkarnacje mojej matki: nikt mnie nie rozumie, jaka ja biedna a winni mojego nieszczescia wszyscy dookola, ja sie staram wyciagam rece a nikt mi nie chce pomoc i zyc za mnie, i naprawiac moje bledy. ja taka wrazliwa i cierpiaca, a oni mi tu mowia ze mam isc na terapie albo zmienic swoje postepowanie zamiast mnie zrozumiec i przyjac taka jaka jestem bo jestem najwspanialsza na swiecie, i nic nie poradze na to ze swiat mi rzuca klody pod nogi.

        moge ci powiedziec jak to sie skonczylo, moja matka umierala w 'samotnosci', byla czysta, przewinieta, zaopiekowana itd, ze wzgledu na nasze (moje rowniez) poczucie obowiazku i nic poza tym. odkad pamietam byla osoba wybitnie nieszczesliwa i cala swoja energie wkladala w to zeby inni byli rownie nieszczesliwi jak ona. ja przekulam brak akceptacji z jej strony na wysoka samoocene i brak emocjonalnego stosunku do czegokolwiek, co akurat bardzo mi w zyciu pomaga, chociaz wymagalo to wyprowadzki na drugi koniec europy poprzedzonej latami nieustannych klotni i gderania. nie wiem co zrobi twoja corka mam nadzieje ze to samo.

        idz na terapie (nie wierze ze teraz chodzisz), pracuj nad soba, rozwiedz sie z mezem, ogranicz widzenia z corka, dla waszego wspolnego dobra.
        • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 12:40
          princess_yo_yo - mądrze piszesz i to jest chyba najlepsze podsumowanie całego wątku; też nie wierzę, że dziewczyna chodzi na terapię, bo po własnej siostrze widziałam, JAK skuteczna może terapia być, gdy bardzo samej chce się zmiany, bo jest źle.
    • damajah Nie mogę zrozumieć 14.04.12, 13:01
      Nie znam sprawy więc może dlatego nie łapię.
      Ale autorko wątku proszę cię odpowiedz mi: Jeśli nie kochasz i nie znosisz dziecka, męża chyba również (? tak tu wyczytałam) to dlaczego u licha ciężkiego ich nie zostawisz? Ja potrafię pojąć że dziecka nie kochasz (choć przyznaj się sama przed sobą że decyzja o jego posiadaniu była nieodpowiedzialna i weź na siebie swoją odpowiedzialność zamiast spychać ją na innych)
      Ale po co męczysz siebie, swoją rodzinę i krzywdzisz tego dzieciaka? Ta mała naprawdę nie jest niczemu winna. Po prostu rozwiedź się, zostaw dziecko mężowi i żyj spokojnie. Mąż ułoży sobie życie na nowo a dziecko będzie miało szansę na dorastanie w normalnej rodzinie (tym bardziej że jest małe)

      Niedawno miałam rewelacyjną rozmowę z moim pastorem. Od lat gnębiło mnie parę rzeczy i przeszkadzały cieszyć się życiem. Pastor uświadomił mi przede wszystkim że nie wszystko da się odkręcić i naprawić. Że z niektórymi błędami trzeba się po prostu pogodzić. Trzeba też przyjąć odpowiedzialność za to co się zrobiło a nie szukać wciąż kogoś kogo można obwiniać o własne błędy. A jak się już zrozumie że się popełniło błąd i tego się już odwrócić nie da i uzna się swoją odpowiedzialność to ulga jest duża. Następny krok to zastanowienie się czy coś się da z tym zrobić czy nie. W moim przypadku się nie dało. Więc uznałam że nie da się nic zrobić, mleko się wylało i trzeba żyć dalej. W Twoim przypadku da się coś zrobić - możesz być szczera wobec swojej rodziny i jeśli naprawdę nie potrafisz żyć z tym dzieckiem pod jednym dachem to nie musisz. Ale najpierw przestań spychać odpowiedzialność na innych - o ile nikt Cię nie zmusił siłą (nie zgwałcił) do zajścia w ciążę to zrobiłaś to z własnej woli i na własną odpowiedzialność. Przestań szukać winnych. Zdecyduj się na rozwiązanie - siedząc i jęcząc robisz krzywdę wszystkim, sobie, dziecku, mężowi...
      • damajah Re: Nie mogę zrozumieć 14.04.12, 13:07
        tak dla ścisłości chciałabym dodać że oczywiście odchodząc od męża i dziecka musisz się liczyć z odpowiedzialnością finansową (to się nazywa dorosłość, robię coś=biorę za to odpowiedzialność)

        A może jak nie będziesz zmuszona żyć z dzieckiem na co dzień to będzie łatwiej spędzić z nim jakiś czas w tygodniu na tyle pozytywnie że będzie to dla niej (dla małej) dobre? Bo to też jest element odpowiedzialności (powołałaś na świat dziecko więc jesteś odpowiedzialna również za jego rozwój i psychikę, nie wspominając o uczuciach)

        Ja sama mam w domu córkę 3,5 letnią. Córkę która potrzebuje morza miłości i czułości - tysiąc razy bardziej od zabawek, ciuchów i czegokolwiek innego. To etap kiedy mama jest najważniejsza na świecie. OK - ty tego nie dasz dziecku. To przykre ale prawdziwe, tak już jest, uznałaś to, wiesz to i nie zmienisz tego. Pogódź się z tym, przyjmij odpowiedzialność i zastanów się co możesz zrobić najlepszego jeśli nie to. Może możesz umożliwić mężowi ułożenie sobie życia z kimś innym, może możesz spędzać z dzieckiem czasu mało ale za to niech to będzie dobry dla dziecka czas? Takie małe poświęcenie z Twojej strony jako wynik odpowiedzialności?
    • kobieta_z_polnocy Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 13:03
      Przykro się czyta większość wypowiedzi.
      Czasem rzeczywiście wystarczą tylko słowa: tak, słyszę co do mnie mówisz; tak, przyznaję się, nie miałam racji, kiedy zbywałam twoje lęki. Tylko tyle, naprawdę nie trzeba więcej.

      Odnoszę wrażenie, że przez te wszystkie lata autorka bez ustanku wołała o pomoc, ale nikt nie brał jej na poważnie. I naprawdę nie ma znaczenia, czy dziewczyna jest egoistką, czy ma problemy hormonalne bądź niską samoocenę. Ten ból jest autentyczny i ignorowanie go niczego nie naprawi, wręcz przeciwnie.

      Wydaje mi się, że pierwsze, co autorka powinna zrobić, to odpuścić sobie zwierzanie się osobom, które już tyle razy ją zignorowały. Zrozumienia tam nie znajdzie, wręcz przeciwnie.

      Co pozostaje? Mówić do innych osób. Mimo wszystko, forum internetowe jest wciąż niezłym miejscem na wylewanie żali. Oraz terapeuta rzecz jasna. Może jakaś zaufana osoba spoza rodziny? Zawsze można pisać blog... Gdzieś trzeba się uzewnętrzniać, bo o to chyba się w całej historii rozchodzi. I to będzie pierwszy krok do radzenia sobie z sytuacją.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka