atowlasnieja
13.04.12, 16:41
Tak, ja dalej o tym samym. Czyli o tym, jaki potworny błąd popełniłam decydując się na dziecko.
Osoby którym się żaliłam są już totalnie znudzone moimi wynurzeniami i przestają ze mną rozmawiać bo "słuchać się ciebie nie da". I tu zaskoczenie bo właśnie te osoby nagle się zorientowały że mój stosunek do dziecka jest parszywy (pomimo starań reaguje na córkę za ostro). No doprawdy! od 3,5 roku mówię, że dziecka nie znoszę i teraz takie zaskoczenie? Czyli co? Nikt nie wierzył w to co mówię bo bachor nie chodzi poobijany?
Chyba powoli zaczynam rozumieć: to, że z poczucia obowiązku starałam się traktować ją adekwatnie do wieku było przez obserwatorów odbierane jako naturalny instynkt macierzyński dlatego wszyscy twierdzili, że ja plotę dla samego plecenia bo kocham bachora nad życie!
Dodatkowo wkurzyły mnie bezgranicznie dwie cholerne owce (no barany rodzaju żeńskiego) które najpierw mi beczały nad uchem "kobieta = matka", "każdej się uruchamia instynkt macierzyński a jak będziesz zwlekać z cudownym rozmnożeniem to pożałujesz!" potem "tak się nie mówi!" (nie mówiąc że niemożliwe są moje uczucia) a teraz jak widzą, że to co mówiłam jest okrutne ale niestety prawdziwe "Jeśli ty jej nie chcesz to mi ją oddaj!" (czyli "tobie się pomoc nie należała ale tej smarkuli już tak")