sueellen
18.04.12, 00:49
Muszę zacząć od początku, więc sobie zaparz herbatki albo nalej koniaczku i usiądź wygodnie, o ile oczywiście chcesz doczytać do końca tej fascynującej historii na dobranoc. Jeśli długość postu Cię przeraża, zamknij już teraz i zapomnij, bo trochę tu tego naklepałam.
Jeszcze tu jesteś? Ok, no to zaczynam:
Z eksem byłam od 11 września 2002 (cóż za pamiętna data rocznicy pierwsze randki!). W 2005 zaczęło się robić gorzej i wtedy poznałam Banderasa. Banderasa, bo Hiszpan i Banderasa bo naprawdę jest z rodziny tego znanego Banderasa. Flirtowaliśmy, nie powiem, ale do niczego nie doszło. On był z kimś, ja byłam z kimś - uczciwym trzeba być. Żal, bo chemia jak talala, ale koniec. Zerwaliśmy kontakt za porozumieniem stron. W międzyczasie eks się dowiedział o Banderasie i zaczęło się robić już bardzo nieciekawie w naszym związku. Nie umieliśmy zerwać jednak jak normalni ludzie, więc eks wyjechał. Mieliśmy kontakt, ale nasz status jako pary był niejasny, niedogadany. Nie było oficjalnego: to już jest koniec, ale nie było też żadnych planów co do przyszłości. Po jakimś czasie zaczęłam żyć pełnią życia zmieniając facetów jak rękawiczki. Nie interesował mnie związek, tylko seks, szalone wakacje, podróże, przetańczone noce, dobre restauracje, bary, kasyna, wyścigi konne, rajdy, kino, teatr i ogólnie cały ten zbiór aktywności o nazwie rozrywka. Niezobowiązująca rozrywka. O swoich przygodach eksa nie informowałam oczywiście i nie chciałam nic wiedzieć o jego.
Od czasu do czasu docierały do mnie plotki, że spuszczony ze smyczy eks zaczął pić i ćpać. Dowiadywałam się o jego ekscesach przez znajomych, dostawałam jakieś dziwne zdjęcia z imprez. Któregoś ranka obejrzałam taką nieciekawą fotkę eksa w necie i postanowiłam do niego zadzwonić i go nawrócić. Bawić się można, ale nie trzeba od razu przy tym gubić gaci na ulicy i obrzygiwać płotu... Przecież z niego normalny chłopak był a nie jakiś menel. Z drugiej strony, ja też jeszcze nie tak znowu dawno temu byłam dziewicą czytającą Tolkiena do poduszki, a teraz bawię się w kasynach i niekoniecznie pamiętam nazwiska wszystkich facetów z którymi imprezuję. No, ale fotek w Internecie nie zamieszczam, z resztą nie daję się przyłapać w dwuznacznych sytuacjach w miejscach publicznych, - w końcu jednocześnie buduję swoją karierę zawodową. Nie piję, nie ćpam i ogólnie kontroluję sytuację. Eks mnie przywitał informacją, że je właśnie śniadanie z rodziną. Jaką rodziną? Gdzie? Matka z ojcem do niego przyjechali w odwiedziny? Nie, związał się z jakąś dzieciatą babką i mieszkają razem. Zatkało mnie nieco. Wysłałam mu tylko smsa by sobie to przemyślał, bo pakowanie się w od tak w czyjąś rodzinę to trochę nieodpowiedzialne. Eks nie odpowiedział, ale nie przejęłam się zbytnio – doszłam do wniosku, że skoro się ustatkował, to przestanie obrzygiwać ploty i w sumie to wszystko z nim ok. Eks rozpłynął się jak we mgle, przestał istnieć. Bawiłam się i pracowałam naprzemiennie. Nie miałam czasu na rozmyślanie o eks.
Aż pewnego majowego popołudnia 2007 zdzwonił Banderas.
Na początku było dziwnie, do dziś pamiętam to walenie serca gdy usłyszałam jego głos w słuchawce. Po dwoch latach ciszy. Nie bardzo wiedział jak się wysłowić, w końcu powiedział, że zerwał z P i MUSI mi to powiedzieć i że mogę sobie z tą wiedzą zrobić co chcę. Następnego dnia Banderas miał urodziny, więc po pracy łyknęłam setę na rozluźnienie, zadzwoniłam do niego z życzeniami. Rozmowa była już o wiele bardziej na luzie i w pewnym momencie ni z tego ni z owego zapytałam, kiedy przyleci do Polski. Zjawił się następnego dnia. Od tego dnia możemy uznać, że jesteśmy parą. Potem nastały miesiące pełne rozstań i powrotów, nocnych rozmów przez skypa, spotkan z rodzinami, podróżami. Czasem aranżowaliśmy podróże służbowe tak, by się gdzieś spotkać w przelocie najczęściej w Niemczech i na Słowacji. Miłość hotelowa. Poza tym byłam już znów grzeczna i ułożona.
Wreszcie nastał ten upragniony moment, zamieszkaliśmy razem, kwiatki, motylki i ogólna sielanka. Po kilku miesiącach odezwał się eks na coraz bardziej popularnej naszej klasie. Właśnie sobie konto założył. No ja też właśnie sobie założyłam i nawet po pierwszym i ostatnim z resztą spotkaniu klasowym byłam. Ale ten Marek wyłysiał! No szok! A wiesz co u Marioli? Kaśka schudła, a Agnieszka przytyła. No, bo po ciąży. I takie tam rozmowy - bgadanki znajomych. A jak żyjesz? - Zerwałem z K. Wyprowadziłem się, to była moja decyzja.
- A Ty? Jesteś z kimś?
Nie odpowiedziałam. Po co miałam mu pisać, że jestem z Banderasem, z tym co flirtowałam kilka lat temu i który był gwoździem do trumny naszego związku? Po co? Takich rzeczy się przecież nie mówi. Nie wiedziałam co odpisać, więc milczałam. Po tygodniu dość wulgarny mail: zawsze mnie olewałaś, teraz też, czego innego się mogłem spodziewać? Ale kładę na to pałę. Nie odpowiedziałam. Wywaliłam go z kontaktów, zbanowałam na nk. Potem zaczęły mnie bombardować prośbami o przyjęcie do grona znajomych nieznane osoby, ewidentne fałszywe konta. Wszystkie po kolei banowałam. Nie miałam wątpliwości, że to eks. Wkrótce przestałam się interesować naszą klasą i tym kto odwiedza mój profil. Zaszłam w ciążę i o eksie zapomniałam ciesząc się rodzinnym szczęściem. Czasem miałam tylko dziwaczne sny, na przykład taki jak ten:
forum.gazeta.pl/forum/w,567,118757438,118757438,Horror.html?t=1334698916478
W końcu wszystko ustało, konto na naszej klasie zlikwidowałam, bo i tak nie korzystałam od wielu miesięcy. Aż do lutego tego roku. Odezwał się eks -na facebooku. Nie wiem czego znowu chciał, bo dostałam samo zaproszenie. Zignorowałam. Nie odrzuciłam, wiec nie dostał wiadomości o nieprzyjęciu do grona znajomych, tylko zignorowałam. Nie zrobiłam NIC. I dziś wieczorem Banderas podał mi kartkę, którą ktoś zostawił w drzwiach, po polsku:
Kocham Cię i nienawidzę
Zna mój adres, wie gdzie mieszkam. To musi być on, no bo kto inny? Tylko z nim mam jeszcze wspólnych znajomych, którzy mogli mu sprzedac mój adres. Nie, nie boję się eksa, choć jest mi bardzo niekomfortowo. On jest raczej z tych łagodnych, niezdolnych do wyrządzania krzywdy. Nikt inny nie mógłby tego zrobić. Eks przed eksem jest szczęśliwym mężem innej kobiety i w ogóle fajnym facetem, z którym rozstałam się w stuprocentowo pozytywnej atmosferze. Bo ja ogólnie fajnych i dobrych facetów miałam, bez odlotów i dziwacznych zagrywek, takich normalnych. Chyba. Banderas się jednak mocno podirytował i wypytywał o facebooka, naszą klase i kontakty z eksem. Powiedział, że jeszcze jeden taki list i się wyprowadzamy, bo nie bedzie narażał bezpieczenstwa dziecka z powodu jakiegos wariata. Zlikwidowałam wlaśnie konto na fejsie i linked in, zaczęłam czyścić internet ze swoich danych.
No, śpisz już? Nie śpij, bo pytanie mam:
Co eksowi siedzi w głowie? Ja juz dziś chyba nie zasnę...