Zła jestem dzisiaj bo wszystko idzie nie tak. Mój synek jutro kończy rok. W
domu szykujemy przyjęcie. Mają przyjechać z innego miasta (80km) moi rodzice,
teściowie i szwagierka z mężem i trójką dzieci. Zanim zaczęłam robić zakupy
na imprezę specjalnie do wszystkich dzwoniłam żeby nie gotować tony jedzenia
na próżno. Dzisiaj, kiedy wyjęłam z piekarnika ostatnią porcję z 3 kg nóżek i
skończyłam dekorowanie olbrzymiego tortu, zadzwoniła szwagierka że nie
przyjadą bo... im się samochód zepsuł. Akurat

Potem zadzwoniła moja mama
że oni też nie przyjadą bo tak jechać i zaraz wracać to im się NIE OPŁACA! A
przedwczoraj to im się opłacało! Dodam że mój tato ma większą emeryturę niż
mój mąż wypłatę. A poza tym jestem ich jedyną córką. Więc uważam że powinni
przyjechać. Pierwsze urodziny wnuka to chyba ważna okazja?
Jestem zła i jest mi smutno że wszyscy się na mojego synka wypięli i jeszcze
narazili mnie na koszty. W akurat zepsuty samochód szwagierki nie bardzo
wierzę.
Przyjadą tylko teściowie.
Czy ja tak dużo chcę? Chciałam tylko żeby za kilka lat mój synek oglądając
zdjęcia ze swoich pierwszych urodzin nie pomyślał że własna babcia ma go w
nosie.
A może jestem przewrażliwiona......
Gosia