Idąc tropem wielkich przeżyć duchowych i idących za nimi, prezentów

Co myślicie o takim ślubie.
2 dorosłych ludzi bliżej 30 (on) nie wiem jak on,ale już pracująca dziewczyna..i to nie od dziś w jakieś państwowej instytucji.. Zalicza wpadę, jak on to określa..
No i wysyła zaproszenia na ślub,skromne odręcznie napisane..Ble, ble i standardowo,że młoda para pięknie prosi o grosik..Przy czym sam ślub, w porywach przewidziany jest jakiś obiad (w tym zborze/parafii, w której będzie udzielany ślub)..
Jak nie było mnie stać to nie robiłam wesela i nikogo nie zapraszałam, a nie robiłam chamską zbiórkę po ludziach..Też tak to odbieracie?
Czy ja jestem skończoną materialistką, która sobie pluje w brodę,że jednak tanim kosztem nie zrobiła ślubu

?
Dodam,że pan młody do tej pory na wszelkie imprezy wesela, śluby chadzał na krzywy ryj..
I szczerze mówiąc ja ciągle biję się myślami czy jutro rano nie pobiec ba rynek po poliestrowy kocyk w delfinki zamiast tego grosika..Jestem okropna?