berberiska
27.06.12, 19:34
Bylam w sklepie zabawkowym. Osiedlowy, maly sklep. W pewnym momencie weszla do środka dziewczyna ok 30 lat z mysle 1,5-2 letnim chlopcem na rekach. Dziecko bylo cichutko, spokojne. Slychac bylo tylko ja. Ostentacyjnie i glosno mowila do niego, zeby siedzial spokojnie, zeby nie robil scen i sie nie ruszal. Tak go miala scisnietego, mimo ze byl spokojny i cicho, ze jej powiedzialam, zeby miala wiecej szacunku do syna, ze to ona tu robi wieksze zamieszanie niz to dziecko.
Oczywiscie skoczyla do mnie , zebym sie swoimi zakupami zajela itp...
Doszlo do malej wymiany zdan. Cos w stylu ze dzieci sie wychowuje, a nie zwiazuje sznurkami. Szkoda mi sie zrobilo tego chlopca, bo byl taki milutki a ona jak furiatka. Kurcze logiczne, ze jak dziecko zobaczylo tyle zabawek to chcialo cos zobaczyc, dotknac, a to ona wprowadzila go w stan stresu. Moze zle zrobilam i powinnam siedziec cicho?