25.06.04, 21:35
Witam,
Mam taki problem, z którym chcę się do Was zwrócić.
od 4 lat jestem mężatką, mamy jedno dziecko (1,5 roku).
Nie wyszłam za mąż bo byłam w ciązy - to była decyzja i jego i moja.
Żyjemy bez wzniesień i upadków. Przed urodzeniem dziecka kochaliśmy się dość
często...ale to również dlatego aby to dziecko mieć.
Potem ciąża, poród. Po porodzie wróciła mi chęc na sex....a mojemu mężowi nie
za bardzo.
Przez jakiś czas było ok., ale teraz - 15 minut raz na miesiąć albo
rzadziej...
Żadnego romantyzmu, żadnej czułości. On po prostu robi co do niego należy i
usypia.
Rozmawiałam z nim o tym czemu mnie nie chce (bo wszelkie moje zaloty określał
jako wybujałą fantazje - a nie było w tym nic nienormalnego)
Pytałam wrprost o co chodzi. Czy coś ze mną nie tak, czy nieprzyjemnie pachnę
czy coś innego?
A on powiediał mi, że nie może się kochac ze mną, bo ja jestem matką jego
dziecka.No i w ogóle nie ma takiej potrzeby...jemu jest dobrze.
A w ogóle to gdzieś między wierszami powiedział, że się kocha ze mną, żebym
go nie zdradzała (mnie to nawet do głowy nie przychodziło)
Czy to możliwe aby 30- oletni facet był ciągle zbyt zmęczony, żeby nie miał
ochoty na sex?
A może ze mną nie ma ochoty i to wszystko...?
Tak to trwa już bardzo długo.
Jesteśmy ze sobą "technicznie" - wspólne sprawy, praca, plany, itd...ale nie
ma tego ciepła (nie mówiąc o ogniu) nie ma tego czegoś co mówi, że on cię
kocha - że jest zakochany...długo by pisać...
Nie ma tego czegoś co widzę w jego oczach, na zdjęciach z jego pierwszą
miłością...a na zdjęciach ze mną zawsze ma minę jak by go coś bolało.
Niby jest w porządku, a czuję się cholernie samotna w tym związku.
Nie tylko z powodu sexu...ale też z powodu tego, że mój mąż kompletnie mnie
nie rozumie...nie wie nawet jakiej muzyki słucham..i nie interesuje go to.
Czuję się jak maszyna do wypełniania obowiązków domowych i innych (ja też
pracuję zawodowo).Wiem, że mój mąz mnie kocha...on tez tak mówi..Ale dlaczego
nie próbuje nawet poznać? Dlaczego to inne lepiej tańczą, lepiej się
zachowują...tyle rzeczy robią lepiej? Dlaczego taka ceirpka ta miłość?
No i w momencie kiedy myślałam, że tak będzie i nic się nie zmieni.Kiedy
weszłam w swoją skorupę,wtedy pojawił się ktoś..
Rozmowy, rozmowy bez końca...Rozumienie bez dopowiadania....jak coś
najbardziej naturalnego na świecie.NIe motyle...w brzuchu..- no może tylko w
jego..
I nie wiem jak..ale stało się tak że byliśmy ze sobą...
i było cudownie.Jak nigdy dotąd...z nikim...i to nawet nie chodzi o sex ale o
to co wcześniej i później, o delikatność, czułość...i troskę o mnie o mój
orgazm o to aby mi było z nim dobrze.
Ja wiem, że źle zrobiłam....wiem...
Ale, czy jest w ogóle jakieś ale....?
Kiedy człowiek jest samotny tak długo, kiedy najbliższy nie rozumie, bo ani
nie chce ani nie potrafi....
Mętlik mam w głowie....
Czy ja mogę sobie szukać jakiegokolwiek usprawiedliwienia?
Czy tez skoro trakiego mam męża powinnam cierpieć i żyć "obok" nie "z"....do
końca życia?
Nie chcę rozwodu - mam małe dziecko....nie chcę burzyc jego świata. Ale ja
też mam potrzeby - i nie chodzi tylko o sex...ale o możliwość porozmawiania i
bycia blisko z kimś, kto rozumie.
co Wy na to Mądre Kobiety...wiem, że cos mi poradzicie, napiszecie, że mogę
na was liczyć...
Pozdrawiam
Karolina
Obserwuj wątek
    • verdana Re: kochanek 25.06.04, 21:55
      Ojej, ale smutny list. I wyjścia żadnego nie widzę, bo facet niby porzadny, ale
      co z tego. Nie uwazam, zeby zakohanie w małżenstwie było konieczne, no bo w
      końcu mija, ale jednak "coś" powinno być. On ozenił się z Tobą, a nie z
      abstrakcyjną matką jego dziecka.
      Nie wiem - może jakaś terapia rodzinna? Może "rozstanie na próbę". Bo przecież
      jesteś młoda, seks też fajna rzecz, niby można bez, tylko dlaczego? I nawet nie
      jesteście zaprzyjaźnieni. Wygląda, ze jemu jest dobrze - ale przecież on nie
      wynajął sobie niańki do dziecka i służącej , tylko wziął z Tobą ślub. Dlaczego
      Twoje potrzeby się nie liczą?
    • andzia1976 Re: kochanek 25.06.04, 22:06
      Przeczytalam Twoj post i przypomnial mi sie moj maz...tez nie ma tej
      namietnosci ..tego zaru...rozmow do rana ..czulosci.. ale przynajmniej jest nam
      dobrze w lozku i chyba dlatego jedynie nie patrze na innych facetow z
      wywieszonym jezykiemsmilerozumiem Cie z tym kochankiem chociaz uwazam ze maz nie
      powinnien o tym wiedziec..to mogloby zburzyc a nawet zburzy jego swiat i Twoj
      tez ..mysle ze nie warto poswiecac tego co masz ..stabilizacji Twojej i dziecka
      w imie namietnosci..nauczona zyciowym doswiadczeniem wiem ze facet nie
      powinnien znac calej prawdy o kobiecie i nieprawda ze lepsza najgorsza prawda
      od najlepszego klamstwa..bo czego oczy nie widza tego sercu nie zal....czasami
      mi sie wydaje ze taka namietnosc i szalona milosc mogla sie nam przytrafic we
      wczesnej mlodosci..mi sie przytrafila i czasami do niej tesknie ..idealizuje to
      co bylo az w pewnym momencie uswiadomilam sobie ze jednak powinnam docenic to
      co mam teraz ..i powoli zaczynam doceniac..poznawac ..a moze to ja juz nie
      potrafie tak goraco kochac jak za pierszym razem?moze to ja sie izoluje?
      tesknimy za tym czego nie mamy a jak juz to mamy to sie tym nudzimy ..i to
      jest najgorsze..przemysl dwa razy ta sprawe z kochankiem bo moze on wcale nie
      jest taki idealny jak sie wydaje w sytuacji kiedy maz nie rozumie i czujesz sie
      samotna w tym zwiazku..pewnie niewiele Ci pomoglam ..jedyne co moge napisac to
      to ze Cie rozumiem..bo sama czuje to samo
    • kajami1 Re: kochanek 25.06.04, 22:26
      Już był tu post, który przypominał Twój. Wklejam go, choć niestety ta osoba co
      go pisała, nie "powiedziała" jak postąpiła i co z tego wyniknęło.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=12360577&a=12360577
      Ja nie umiem Ci poradzić tak jak nie umiałam poradzić jej, ale trzymam za
      Ciebie kciuki.

      Pozdrawiam
      Kasia
    • dzindzinka Re: kochanek 25.06.04, 23:08
      Wiem jak ja bym postąpiła na Twoim miejscu: zdradzałabym dyskretnie męża.
      Kiedyś bym tak nawet nie pomyślała, ale nie wiedziałam co znaczy oziębły mąż.
      Teraz wiem i mam tego dość, ale nie mam go z kim zdradzać, bo siedzę w domu.
      Rozumiem cię.
    • karolinahera Re: kochanek 25.06.04, 23:16
      Dziewczyny, mnie nawet przez myśl nie przeszło, żebym miała się rozweiźć z
      mężem...
      i choćby mnie miał zabić to się nigdy nie przyznam..
      z reszta facet - tylko 10 lat starszy ode mnie (ja mam 30) też ma poukładane
      życie..Żona, dwoje dzieci...jedno 20 l a drugie 16...i jak mówi, 20 lat
      samotności...
      Ale nie dlatego tak wyszło...nie ze współczucia. A tamte jego słowa nie były
      usprawiedliwieniem dla tego co robimy...
      Nie zamierzam robijać żadnego małżeństwa...kochanek nie musi byc świetnym
      partnerem życiowym...wiem to...duża jestem..
      i pomimo wieku doświadczona...nauczona.
      Ale dopiero przy nim zobaczyłam czym jest troska mężczyzny o przyjemność
      kobiety, o dobre samopoczucie...o uśmiech na twarzy...
      Wiem, że on się "zdarzył" za późno...
      Gdybym była sama, to tylko dbała bym o to aby jego żona nie wiedziała....bo
      choć to świństwo co jej robię..to nie chcę żeby cierpiała.

      On się nie rozwiedzie..ona jest poważnie chora...a nawet gdyby nie była - ja
      nigdy bym nie prosiła o to ani tego nie oczekiwała.
      Nie można chyba budować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu.
      Mieli się rozwieść 15 lat temu..ale wtedy wyszła na jaw jej choroba....
      On jest "dobrym, dbającym mężem".

      Nignie odejdę od męża.....nigdy mu nie powiem...nie chcę go ranić....
      To w pewnym sensie moja wina, że nie jestem spełnieniem jego oczekiwań...Po co
      za niego wychodziłam...?
      Uciekająć od samotności zostałam samotna już na zawsze.
      Przyzwyczaiłam się do tego co mąż lubi i sznuję to, uczestniczę w tym. Nie
      drażnię go muzyką i książkami czy filmami, które ja lubie...a które jego
      nudzą...
      Jestem "dobrą", dbającą żoną i mamą.
      Pilnuję, aby jego potrzeby były odpowiednio zaspokojone....
      Trochę jak bym chciała mu wynagrodzić, że ja to ja - nie ona...
      Myślę, że nawet gdyby mnie zdradził (nie wiem jak jest, ale nie podejrzewam go
      o to) to nic bym mu nie powiedziała...może on jest bardziej samotny ode mnie.

      Więc dni upływają mi na staraniu się....
      i tylko to jest tak cholernie mało....
      Bo kiedy wieczorem mały śpi, a ja siadam na progu domu z kubeczkiem herbaty,
      ptaki jeszcze śpiewają a w powietrzu unosi się zapach lata....to tak bardzo
      chciała bym sie do kogoś przytulić i porozmawiać o tym, co we mnie...
      A jestem samotną kobietą na progu domu.

      Wiem, że nie mamy prawa łamac przysięgi małżeńskiej. Wiem, że powinnam to
      skończyć, jak najszybciej, zapomnieć...ale chcę złapać jeszcze tylko kilka
      chwil tego głupiego szczęścia - jeśli mogę to tak nazwać...i pamiętać już
      zawsze, że jest ktoś, kto mnie rozumie, że nie jestem nienormalna i nie mam
      zbyt wybujałej fantazji.Tylko tyle.
      i wiem, że nie ma do tego żadnego prawa....



      • andzia1976 Re: kochanek 25.06.04, 23:47
        Wiesz co? jak czytalam ten post to plakac mi sie zachcialo...plakac nad tym ze
        wlasnie niektore rzeczy dzieja sie w naszym zyciu za pozno albo w
        nieodpowiednim momencie...a ten fragment z herbata calkowicie mnie
        rozkleil..musi byc z Ciebie fajna babka i mam nadzieje ze Twoj maz kiedys to
        dostrzerze..gdybys kiedys siedzac na progu swojego domu chciala z kims
        pogadac..wirtualnie ...to napisz do mnie na maila..pozdrawiam goraco smile
      • linka9 Re: kochanek 25.06.04, 23:48
        karolinahera napisała:
        > i wiem, że nie ma do tego żadnego prawa....

        Jejku, jak bardzo się wzruszyłam czytając Twe słowa.
        Bo, gdzież jest ta granica pomiędzy egoistycznym prawem do szczęścia a
        lojalnością, wiernością, empatią?
        Co zrobić, kiedy jest "źle", a "lepiej" oznacza wyrządzenie krzywdy drugiej
        stronie?
        Pat - to jeszcze nie mat, ale to też stracona pozycja.

        Trzymam kciuki, może jeszcze z mężem się ułoży, może po prostu przeżywa kryzys,
        trudne chwile. "Na dwa fronty" chyba długo nie pociągniesz, sumienie nie
        pozwoli, na coś trzeba się zdecydować. A może się mylę, i taka "odskocznia"
        jest w stanie przywrócić radość zycia nie gmatwając go przy tym codzienności?
        • mrufkaa Re: kochanek 26.06.04, 00:53
          Przesylam Ci najcieplejsze mysli.
          I zycze, bys byla szczesliwa... Jakkolwiek uda Ci sie to osiagnac.
          Jestes bardzo ciepla i madra kobieta.
      • karolinahera Re: kochanek 10.07.04, 07:59
        Myślę, że mnie pamiętacie...
        moja historia twa...
        Kompletetne rozdwojenie jaźni...Rozum swoje ja swoje.
        Muszę wybrać. czego ja właściwie chcę od życia?
        samotności i...uniesień od czasu do czasu?
        Bez czułości i delikatności trudno żyć. sma praca nie wystarczy.
        I sama praca nad miłościa to też mało.
        Od tygodnia mąż zauważył, że się zamyślam, że jestem gdzieś indziej. z tamtym
        facetem nie spotykam się i pewnie nie zobaczę się za szybko - bo wyjechał w
        delegację..
        Tak jest lepiej...Dzwonimy do siebie tylko.
        Mąż widzi, że cos sie dzieje, podejrzewa, ale nie ma dowodów.
        NIe jest łatwo...
        Rozmawia ze mną, mówi, że kocha, że mu na mnie bardzo zależy, że nie chce mnie
        stracić.
        Ważne, wielkie słowa, człowieka z którym stworzyłam dom, rodzinę.
        I nadal potworna samotnośc i brak tego czegoś wyjątkowego, co łączy ludzi.
        nadal brak pokrewieństwa dusz...
        Wiem, że on się stara, widzę, że mu zależy na mnie i na rodzinie....i że on
        nadal mnie kompletnie nie rozumie.
        Nie zamierzam zakończyc mojego małżeństwa i nie zamierzam mu nic powiedzieć...
        chociaż może powinnam, aby miał prawo podjąć decyzję czy chce nadal byc ze
        mną....?
        Poznacie prawde i prawda Was wyzwoli...
        Trudna sytuacja.
        Po prostu zobaczę jak wszystko będzie sie rozwijać...
        z Kochankiem nie widuje sie więc to dobry moment, aby przewartościować pewne
        rzeczy.
        Poczekam...tyle czasu czekałam wiec nei robi mi to ju z żadnej różnicy.
        ALe nadal jestem zmęczona...
        Nawet sexu z mężem zaczynam unikać...
        Nie mam ochoty - czuje się jak pompowana lala...
        Nie można kochac za dwoje...
        po tylu latach ja się po prostu wypal;iłam i na dzień dzisiejszy nie moge i nie
        chce dac z siebie więcej. Muszę sie pozbierac poukładać dać sobie czas, aby
        zrozumieć siebie.
        Kiedyś, przed ślubem i tuż po, gdyby mój mąz powiedział mi to wszystko co mówi
        teraz i powtarzał jak bardzo mu na mnie zlaeży, była bym najszczęśliwsza osobą
        na świecie.
        A dzisiaj myślę, że on widzi, że mnie traci i dlatego się stara.
        Jest dobry, bardzo dobry...i tak mi przykro, że go zraniłam, zdradziłąm...ale
        nie potrafiłam inaczej...
        jaka ja beznadziejna jestem...jaka beznadziejna.
        I sytuacja też beznadziejna- cokolwiek zrobie będzie źle.
        Gdybym umiała sie chociaż tak nie zamyślać....ukryć bardziej...
        Popadam w kolejną paranoję...
        zaproponaowałam męzowi żebyśmy posłuchalirazem muzyki - kupiłam płyty , które
        ja lubie...włączyłam i...on powiedział, że nie wie o co chodezi - bo ja nigdy
        wcześniej tego nie słuchałam i to kolejna moja fanaberia, zmiana we mnie...
        i tak przyciszył muzyke, że nic nie było słychać. po południu tego samego dnai
        powiedział, że nie będzie słuchał muzyki która mu się nie podba...nie bedzie
        się amuszał...
        a tu właśnie o to chodzi aby słuchać i nie zmuszać sie od niczego.
        Pamietacie Małego Księcia?i Węża boa "otwartego " i "zamkniętego" - więc mój
        mąż jak patrzy to nie widzi węża boa - widzi kapelusz...
        Nie widzi baranka zamkniętego w skrzyni - widzi skrzynię.

        i to własnie o to chodzi..
        A może ja się czepiam?
        Może to moja wina, że jest jak jest?
        W oczach męża, jestem atrakcyjan (ostatnio) bo jestem atrakcyjna w oczach
        innych...i jest zazdrosny - bo jestem jego...więc nawet bluzki tropchę
        przeźroczyste czy z dekoltem nie wchodza w grę, bo zaraz jest śpiewka o
        wyzywającym ubraniu.
        Najlepiej jak ubiore się na szaro i w długą spódnice, bluzke w której wyglądam
        nijak ...albo w spodnie...i takąz bluzeczkę...
        A jak nie - to z pewnością ubieram sie wyzywająco (nie jest tak, ubieram się w
        to w czym dobrze się czuję i w czym dobrze wyglądam).i z pewnością po aby inni
        faceci zaglądali mi w dekold...
        Paranoja.
        pozdrawiam Was dziewczyny. Życzę miłych udanych urlopów.
        karolina
    • jumiko1 Re: kochanek 26.06.04, 01:25
      Zostaw to. Zostaw tego mężczyznę. To, co teraz wydaje Ci się odrobiną szczęścia
      usprawiedliwioną przez odrzucenie, z czasem stanie się ciężarem, który trudniej
      będzie ponieść niż samotność.
      Wszystko się zmienia. Może to trywialne, ale tak jest. Teraz zmieniło się na
      gorsze - oddaliliście się od siebie, każde żyje we własnym świecie. Brak
      porozumienia, brak uniesień, spełnienia, namiętności... Jest źle. Ale to nie
      koniec. To tylko etap i nadzieja, że skoro zmieniło się raz, to może znowy - tym
      razem na lepsze. Wasza wspólna przestrzeń, tak bardzo podzielona na Twoją i
      Jego, jest WASZA. Nie niszcz jej, proszę, bo z tego co piszesz, może być jeszcze
      pięknie. Zawalcz o Twoją rodzinę. Próbuj.
      Moj mąż wciąż powtarza, że najważniejsze jest to, żeby rozmawiać. Kiedy było
      źle, to ja się zamykałam. On usilnie próbował. Ja twierdziłam, że nie ma sensu,
      bo nie rozumiemy się. On mówił - nic straconego i dalej próbował. Rozmowy,
      rozmowy. Teraz jestem mu wdzięczna. Musiał być wtedy silny i wytrwały, może
      nawet zapomnieć o sobie, swoich potrzebach, ale było warto. Proszę, spróbuj być
      silna, upartcie zachęcaJ męża. Można zdecydować, że będzie się kochać. Twój mąż,
      Twoje dziecko, TY - JESTEŚCIE.
      Wiem, jest Ci ciężko. Ja też mam łzy w oczach, kiedy czytam Twój list. Ale
      powtarzam: ZOSTAW TO. To co robisz jest straszne.
    • tynia3 Hmmm... 26.06.04, 07:09
      Pięknie wszystko napisane, wszyscy się wzruszyli i w ogóle ocean ciepłych
      uczuć. A piszemy... jakby tego w słowa nie ubrać - o zdradzie i zakłamaniu.
      Mylę się???
      Myślę sobie, Karolino, że zasługujesz na szczeście, tylko o szczęscie trzeba
      walczyć. I może jest tak, że spalasz energię nie tam, gdzie trzeba (czytaj: nie
      tam, gdzie przyniesie to wymierne efekty). Rozumiem, że przeszkadza Ci sytuacja
      w małżeństwie, ale w ten sposób jej nie poprawisz na pewno. I co, chcesz to
      ciągnąć latami bawiąc się w konspirację podszytą tysiącami usprawiedliwień?
      Nie oceniam Cię. To Twój wybór i to Ty cierpisz, trochę się do tego
      przyczyniając. Ratuj, jeśli sie da, małżeństwo! Życzę Ci powodzenia. Naprawdę.
      Pozdrawiam.
      • dzindzinka Re: Hmmm... 26.06.04, 09:35
        Oczywiście, że jest to zdrada, ale wg mnie są okoliczności usprawiedliwiające.
        Jak nie zdradzać faceta, który kompletnie nie liczy się z potrzebami żony?
        Który normalną kobietę traktuje jak erotomankę? Ja osobiście czuję się oszukana
        przez męża, powinien mnie uprzedzić, że seks dla niego może nie istnieć. Było
        dobrze póki staraliśmy się o dziecko, teraz ma to gdzieś. Gdy próbowałam z nim
        na ten temat rozmawiać zapytał: "Co ty masz "tam" ogień?" Raz na miesiąc to dla
        niego za dużo! Powiedziałam mu, że poradzę sobie sama, nie zrobiło to na nim
        wrażenia. Sprawił, że mam awersję do seksu z nim. Jak takiego nie zdradzać?
        • chalsia Re: Hmmm... 26.06.04, 10:15
          > Oczywiście, że jest to zdrada, ale wg mnie są okoliczności
          usprawiedliwiające.
          > Jak nie zdradzać faceta, który kompletnie nie liczy się z potrzebami żony?
          > Który normalną kobietę traktuje jak erotomankę? Ja osobiście czuję się
          oszukana
          >
          > przez męża, powinien mnie uprzedzić, że seks dla niego może nie istnieć. Było
          > dobrze póki staraliśmy się o dziecko, teraz ma to gdzieś. Gdy próbowałam z
          nim
          > na ten temat rozmawiać zapytał: "Co ty masz "tam" ogień?" Raz na miesiąc to
          dla
          >
          > niego za dużo! Powiedziałam mu, że poradzę sobie sama, nie zrobiło to na nim
          > wrażenia. Sprawił, że mam awersję do seksu z nim. Jak takiego nie zdradzać?


          JAK takiego nie zdradzać???? PROSTO. Rozstać się po prostu i zacząć swoje życie
          od nowa = uczciwie - wobec siebie i Twojego męża. I dziecko nie jest dla mnie
          wytłumaczeniem ani powodem do pozostania razem.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • karolinahera Re: kochanek 26.06.04, 10:19
      Dziękuje za wszystkie odpowiedzi...
      Wiem, że to co robię jest złe, bardzo złe...wiem, że mówimy o kłamstwie i
      zdradzie, które nie powinny znaleźć usprawiedliwienia.
      Rozmowa z moim mężem przypomina stanie pod ścianą płaczu...która mimo ludzkich
      uniesień pozostanie zawsze tylko murem z niemych kamieni.
      NIe wiem czy będę ten związek utrzymywać latami i latami kłamać...
      Może tylko chwilę, póki nie wróci mój stalowy rozsądek i nie wezmę się w garść.
      Takie rzeczy jak mi się zdarzyły dzieją się tylko w bajkach.A ja nie jestem już
      małą dziewczynką.
      Po wielu próbach, po ślubie z "dobrym człowiekiem" ale nie z człowiekiem bez
      wad...nagle pojawia się ktoś, kogo czuję przez skórę, bez żadnego wysiłku.
      Nie myślcie, że nie mam wyrzutów sumienia...że myślę, że dobrze robię...

      Jednak tak długo już robię to, czego się ode mnie oczekuje, tak długo żyję
      obok...
      Nie szukałam namietności i uniesień erotycznych...tak wyszło tylko przy okazji.
      Czy zdrada była by czym innym gdyby nazwać ja tylko przyjażnią czy błędem?
      Czy była by czym innym, nawet gdyby nie dochodziło do zbliżeń mniędzy nami?

      Wiem, że musze to zakończyć, że do niczego to nie prowadzi i może skrzywdzić
      wiele osób. NIe chcę aby inni płacili za to, że ja byłam przez chwilę tak
      bardzo szczęśliwa.

      Może opowiem kiedyś całą historie mojego małżeństwa....może łatwiej będzie
      zrozumieć...
      Wiem, że to moje zycie i mój wybór....
      Mówią, że miłość jest ślepa...
      A to nie prawda. Ślepa jest nienawiść i nawet jej to nie przeszkadza.
      Wychodząć za mąż nie oczekiwałam, że mój mąż się zmieni...myślałam, że zmienię
      się ja.
      Myślałam, że można kochać za dwoje bo miłość przychodzi z czasem. Myślałam, że
      układ partnerski to najlapszy z możliwych, bo obowiązkowy.Przecież uniesienia
      mijają, a tylko ludzie podobni do koni pociągowych tak naprawdęnadają się do
      życia. Jestem koniem, mułem nawet.
      Praktycznym stworzeniem gotowym ponieść trudy codziennego dnia dla najbliższych.
      I tylko czasem , chwila zadumy nad znowu zimną filiżanką kawy, podpowiada mi,
      że nie musiało tak być.

      Jestem tylko substytutem jego pierwszej Miłośći...i to jeszcze niedoskonałym.
      Jestem tylko żoną, którą można pochwalić się przed kolegami czy rodziną, że
      wyrozumiała i znosi wszystko...że gotuje, że zaradna, obrotna.
      I taką na którą można grmasić skrzywić się, którą nie trzeba się zajmować, bo
      po co ...
      Nie trzeba pamiętać o jej urodzinach, imieninach, rocznicy ślubu (żadnej!),
      prezentach gwiazdkowych. Wystarczy jej przecież powiedzieć, że się nie
      zdążyło...że się czasu nie miało, że kasy szkoda...że się zapomniało..
      a ona zrozumie," przecież wiesz, że cię kocham" wystarczy
      A ona się obędzie - przecież jej tego nie trzeba, nie trzeba się starać. Jeśłi
      czegoś potrzebuje to z pewnością są jej fanaberie.
      Jest mądra, odpowiedzialna i z pewnością tak zakochana w swoim mężu, że jej to
      wszystko odpowiada.I z pewnością nie zasługuje na więcej.
      A i to co ma to za dużo.

      Ja wiem, że piszę o mężu i o zdradzie.
      Wiem, że źle robię i skończę z tym.
      Wrócę do swojego świata, uporządkuję to co we mnie i może zapomnę.
      Pozstaram się .
      pozdrawiam
      Karolina.


      • asiaasia1 Re: kochanek 26.06.04, 11:27
        Karolina ,
        zrobiłabym tak samo na Twoim miejscu tzn. zdradziłabym meza .
        Są mezowie , są i kochankowie .
        Nie obwiniaj się , to także "zasługa "Twojego meza , że masz kochanka .
        pozdrawiam ...
    • libra.alicja Re: kochanek 26.06.04, 12:03
      Zastanów się, jak zachowałby się mąż, gdybyś powiedział mu co się zdarzyło.
      Może wreszcie by się obudził i wasze życie zmieniłoby się na lepsze.
    • sakada Re: kochanek 26.06.04, 12:29
      Już kiedyś pisałam, że nie jestem zwolenniczką małżeństwa na siłę. Jesteś nieszczęśliwą kobietą, nie spełniasz się, nie dostajesz od życia tego na czym Ci zależy. Dlaczego się męczysz? Nie powinnaś - każdy człowiek zasługuje na szczęście. Popełniłaś błąd wychodząc za niego i wierząc, że wszystko się kiedyś zmieni. Ale ten błąd można naprawić. Nie uważam, że powinnaś walczyć o związek, który jest tak jałowy, tak pusty i w gruncie rzeczy smutny. Co będziesz z tego miała? Przyszłość u boku kogoś, kto o Ciebie nie dba, kto ma Cię za nic - kogo obchodzi tylko rola, jaką spełniasz a nie Ty sama.
      Zastanów się - może jednak nie chcesz tak żyć. Może czas poszukać szczęścia. To trudne, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie osiąga się niczego trwając w maraźmie. Walcz. Walcz o siebie.
      Powodzenia!
      Sakada.
      I Oskar:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13590923&a=13637510
    • martelia1 Re: kochanek 26.06.04, 21:01
      Droga Karolino.
      Myślę, że zasługujesz na wiecej niż bycie dla męża gospodynią, matką jego dziecka, kobietą na pokaz. Czy warto sie tak poświęcać dla kogoś kto Cię tak traktuje? Czy warto żyć dla kogoś kto nie daje nic w zamian, a tylko bierze?
      A co to za wytłumaczenie, że nie może sie z Tobą kochać dlatego że jesteś matką?! Smutne to, ale z tego co piszesz, nie widac żeby Cie kochał. Mam wrażenie, że jest z Tobą z rozsądku, że zaplanował sobie życie i próbuje je ułożyć tak, żeby pasowało jego wyobrażeniom, żeby wyglądało książkowo. Przepraszam Cię, ale to pozer, uczucia dla niego nie mają wartości, robi to co do niego należy, spałnia obowiązki męża, ojca i nie musi wstydzić się przed ludźmi, ma fajną zaradną żonę, fajne dziecko, tylko pozazrościć. Nie dziwię sie że go zdradziłaś, każdy człowiek potrzebuje czułości i choc może to wydawac się złe, zakłamane, tak naprawdę w tym przypadku złe nie jest.
      Zrobisz, to co będziesz uważać, ale moja rada: zostaw go, tak na dłuższą metę żyć sie nie da, a to, że macie dziecko nie jest pretekstem, żeby z nim zostawać.
      Trzymaj się i walcz, taka uczuciowa i wrażliwa osoba jak Ty zasługuje na lepsze życie, a nie przy boku suchego, zimnego i "sztucznego" męża

      Marta
      • wio_sna Re: kochanek 27.06.04, 11:46
        Ja trochę z innej beczki.
        A czy kiedyś powiedziałaś mężowi, że przykro Ci gdy nie pamięta o rocznicy ślubu, czy powiedziałaś, że rani Cię nie pamiętając o urodzinach i imieninach, że smutno Tobie , gdy nie dostajesz prezentów na gwiazdkę.
        Bo jeśli nie i nadal dzielnie to znosisz, to on jest pewnie przekonany, że Tobie to odpowiada, że wszystko jest OK. Powalcz, i pokaż, że jesteś słabą kobietą, o którą ON POWINIEN się troszczyć, bo inaczej zrobi to ktoś INNY. Przynieś do domu bukiet kwiatów ( choćbys go miała sama kupić), a gdy zapyta skąd uśmiechnij się tajemniczo. To już wystarczy. Niech główkuję.
        Życzę powodzenia i nie obwiniaj siebie. Wiosna
    • karolinahera Re: kochanek 27.06.04, 12:27
      Witam
      Tak, mówiłam mężowi niejednokrtnie o tym, co mnie rani. Że jest mi przykro
      kiedy on pamięta o imieninach kuzynki (ma je tego dnia co ja) a nie pamięta o
      moich i jeszcze potrafi powiedzieć "Trzeba do niej zadzwonić bo ma imieniny". O
      moich - wszystkich uroczystościach jak mu ktos nie przypomni to sam nie pamięta.
      Rocznica ślubu ze mną to nie jest dla niego uroczystość godna pamięci..... Nie
      ma tematu.
      Mam swoje zadania tak w domu jak w małżeństwie, jak się z nich nie wywiążę - to
      jest żle a on zdziwiony - jak to możliwe...?
      I jeszcze potrafi mi powiedzieć, że za mało zajmuję się dzieckiem...
      Więc teraz jak wrócę z pracy ok.18 - ej, to zajmuje się dzieckiem, az uśnie,
      robię obiad....a całą resztę - sprzątanie, pranie, prasowanie...jak wszyscy
      śpią.
      Poza tym mój mąż nie wie do czego służy kosz na brudną bieliznę...i jego rzeczy
      zbieram po całym mieszkaniu.
      Czy z nimo tym rozmawiałam?
      Wielokrotnie.
      Za każdym razem się czepiam...za każdym razem kończy się to awanturą..a zostaję
      histeryczką.
      Więc już przestałam mówić...po prostu robie wszystko i się nieodzywam.
      Mamy budować dom- bo mieszkamy u moich rodizców (tu moje obowiązki są tym
      ważniejsze, że nie mogę pozwolić aby to moja mama sprzątała po mojej rodzinie).
      wszystko co dotyczyło dokumentów i innych spraw musiałam załatwić sama.
      Mój mąż zaczął robić ogrodzenie i tak już stoi to rozgrzebane 3 tygodnie...
      A on ciągle jest chory, źle się czuje nie ma czasu.
      A ja mam już dość.
      Dośc tego, że niby wszystko ok, ale nie jest dobrze.
      Nic się samo nie zrobi.....jak ja się nie wezmę za robotę to wszystko umiera.
      a ja mam już czasem dość, że nawet wdzięczności żadnej z tego tytułu nie mam.
      Zarabiam lepiej od męża. Odkładam pieniądze, spłacam kredyt.
      A on co odłoży to pożyczy bratu, który jest nam już winien z 20000 i nie
      słychać kiedy odda.
      Mój mąż tylko narzeka, a to angielski za słaby, a to to a to tamto. Przecież ja
      nie jestem jego matką, niech się weźmie w garść, niech coś ze sobą zrobi.
      On mówi, że wszystkie decyje podejmujemy razem...a jak mnie nie ma - przez
      kilka dni - to wszystko staje w miejscu. I to wspólne podejmowanie decyzji -
      nie służy znalezieniu kompromisu. To tylko pretekst, żeby nic nie
      robić..Poczekajmy....
      A z resztą to szukanie kompromisu nie jest łatwe, bo jak mamy inne zdania - to
      on nie umie tego zaakceptowac. Jestem wtedy "głupia, nie znam się, itd"
      Więc nie chce mi się z nim gadać...
      Słucha tylkojak się z nim zgadzam.
      Jak ma dobry chumor to jest dobrze, jakma zły to jest złośliwy wobec mnie. Jak
      na przykłąd ja się uśmiecham - a on ma zły nastrój to pyta z czego się
      cieszysz, albo co się tak głupio uśmiechasz i zaraz mówi cos żeby było mi
      smutno.
      Mam tego dosyć.
      Skończę pewnie z tym drugim...to nie może trwać i trwać...
      ale za kilka dni...jeszcze kilka dni.
      • bea.bea Re: kochanek 27.06.04, 12:37
        Współczuje ci, naprawde jesteś przed podjęciem trudnej decyzji, choc mam
        wrażenie że już ją podjęłaś. Zastanawiam się tylko dlaczego trwasz w związku w
        którym tak bardzo żle się czujesz. Może warto zawalczyć o siebie.
        Powodzenia..głowa do góry, jesteś napewno wspaniała osobą , i jaką decyzje
        podejmiesz będzie słuszna smile))
        pozdrawiam beata
    • bea.bea Re: kochanek 27.06.04, 12:28
      Wedłóg mnie jeśli zależy ci na twoim małżeństwie to zostaw faceta i niech
      sprawa pozostanie twoją słodka tajemnicą , bo jak mówiła moja babcie im facet
      mniej wie tym lepiej dla niego.
      A jeśli zdecydujesz , że nie chcesz byc z mężem, a uważam , że nie warto się
      męczyć dla dobra dziecka, bo co to zresztą za dobro mieć tylko tolerujących sie
      rodziców ,( jakie wzorce mu pozostaną w głowie?) , to zostaw męża powiedz mu o
      wszystkim, powiedz czego od niego nie dostajesz a możesz dostać w drógim
      zwiążku,
      zawsze jest szansa że sie chłop obudzi...
    • malowana_lala Re: kochanek 27.06.04, 13:45
      a wiesz, co ja bym zrobiła?

      poczekałabym do dnia, w którym mam dobry humor i nie mam zaburzonego
      postrzegania świata.

      zwięłabym kartkę, długopis, i zrobiła bilans - tego, co dobre w związku i tego,
      co złe (bo nalezy się zastanowić nad związkem)

      a potem, na spokojnie, na przykład przy kawie i ciescie, przedyskutowałabym to
      z mężem.
      Bez oskarżeń: zawsze, nigdy, bo ty... a ja...

      Wiesz, mi się wydaje, że zdrada jest zawsze objawem słabości związku.
      Nie: słabosci jednej ze stron.

      Na miłość trzeba pracować. Ale pracować muszą obie strony.
      Dlatego należy się zastanowić, co zmienić. I czy warto walczyć o związek.

      Wiesz, dla mnie trwanie w małzenstwie, w ktorym nie czuję się akceptowana (w
      związku z tym hoduję sobię przepiękną minusową samoocenę), które nie zaspokaja
      moich podstawowych potrzeb emocjonalnych (ciągle jestem przecież samotna, niekt
      mnie nie rozumie i te de) i fizycznych (seks, potrzeba bliskości) jest bez
      sensu.

      Więc albo spróbujecie to zmienić, albo może po prostu warto przemyśleć inne
      rozwiązania? I na przykład odpuścić, odejść i dać szasne szczęsciu na powtórny
      uśmiech?

      W końcu tego kwiata jest pół świata.
      I być może gdzieś tam błąka się ta właściwa połówka jabłka?
    • libra.alicja Re: kochanek 27.06.04, 14:47
      Nie ma bliskości, nie ma zrozumienia, nie ma wsparcia. Co zostało?
      Czy gdyby twój mąż wyjechał na dłużej, to jest coś, czego by ci brakowało? Ale
      nie tak z przyzwyczajenia, tylko czy tęskniłabys za tym.
      Z twojego opisu wynika, że twój mąż nie przejawia żadnej aktywności związanej
      ze wspólnym życiem. Niewiele daje od siebie.

      Ten drugi mężczyzna udowodnił ci, że zasługujesz na zainteresowanie, pożądanie,
      nawet uczucie. Dlaczego miałabyś z tego rezygnować?
      Piszesz, że życie z nim nie jest możliwe (też ma rodzinę), ale możesz spotkać
      innego mężczyznę. Takiego, który doceni twoje zaangażowanie i odwzajemni twoje
      starania o udany związek. Wydaję mi się, że nie jestes osobą, która potrafi żyć
      bez miłości (karmiąc się jedynie poczuciem dobrego spełniania obowiązków żony i
      matki). Nie pozbawiaj się więc szansy na miłość. Odwzajemnioną.
      • mama1974 Re: kochanek 27.06.04, 15:57
        Przyłączam się do zdania Alicji.

        Pozdrawiam Dorota
    • aralit Re: kochanek 27.06.04, 17:56
      Karolino czytając Twój post w dużej mierze czytałam o sobie. I myślę, że masz
      szczeście, że spotkałaś jednak tą drugą połówkę i mogłaś choć trochę z
      życia "wyszarpać" dla siebie.Ja nie spotkałam i marne na to szanse-to co w
      życiu przeszłam sprawiło, że mam niską samoocenę i jestem oziębła (nie, nie,
      nie zawsze taka byłam)Tylko nie wiem co dalej u Ciebie? I nie wiem co Ci
      doradzić-ja bym z tego szcześcia korzystała oporowo.
      Nie lubię wypowiedzi "tak nie można", "nie powinnaś tego ciągnąć" pisanych
      przez osoby którym życie tak naprawdę nie dokopało porządnie i patrzą z pozycji
      tego "lepszego" bo ich to nie dotyczy osobiście i nie wiedzą tak naprawdę jak
      to jest...
      Taka sytuacja jak Twoja (moja zresztą też)nie jest czarno-biała. I nie wiadomo
      jaka decyzja byłaby najlepsza. Bardzo mi się spodobał ten Twój fragment o kubku
      herbaty pitej na stopniach domu (ktos juz o tym wcześniej pisał). Ja siedzę w
      pokoju-patrzę w okno i pytam "czy to już zawsze ma tak pozostać?" Często
      myślę, że tak...
      • fringilla Re: kochanek 27.06.04, 22:27
        Dobrze Cię rozumiem i nie dziwię się wcale, że w takiej sytuacji tak
        postąpiłaś. Dziwi mnie co innego: jak możesz godzić się na takie małżeństwo?
        Dlaczego z pokorą przyjmujesz swój los i twierdzisz że tak być musi? Nie musi.
        Gwoli wyjaśnienia: sama tkwie w nieudanym małżeństwie, bo nie bardzo mam w tej
        chwili możliwość, żeby odejść. Ale poniekąd na swoich warunkach. Nie może być
        tak, że Ty robisz wszystko, a mąż nic. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie
        każdy może się zmienić, a rozmowa wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów.
        Niektórtych mężczyzn nie da się zmienić, ani niczego od nich wyegzekwować i
        kropka. Ale po co sie trak poświęcać? Jak Ci się wydaje, jak długo można tak
        żyć? Co Ci zostanie gdy dziecko podrośnie usamodzielni się? Jeśli musisz w tym
        tkwić, to na swoich warunkach. Nie rezygnuj z tego, co lubisz, nie
        podporządkowywuj się bez reszty. Jeśli jesteś samotna, zyj własnym życiem, nie
        czuj się winna, że nie jesteś kim innym. To Twoj mąż i jeśli nie kocha Cię
        takiej, jaka jesteśś, to on powinien czuć się winny. Pierwszy krok już zrobiłaś.
        Nie jestem zwolenniczką łamania przysięgi małżeńskiej, nie popieram zdrad i to,
        że przysięgaliśmy sobie być razem na dobre i na złe wiele dla mnie znaczy. Ale
        przez te wszystkie lata nauczyłam się, że samemu nic się nie zwojuje. Aby było
        dobrze, muszą starac się dwie osoby, nie ma bata.
        Pozdrawiam, życzę Ci siły i trafnych decyzji.
      • dorotka0110 Re: kochanek 27.06.04, 22:33
        Jest wieczór mąż na dole oglada TV - przecież to ważniejsze niż ja. Siędzę
        czytam, łykając łzy - tak mi przykro. Chciałabym Cieę uściskać, przytulić i
        powiedzieć, że będzie lepiej ale nie to nie jest prawda! Jeśli masz do kogo
        odchodź. Ja mam to samo i niestety nie ma do kogo odejść. Ratuj się dopuki
        jesteś tak tak jak jesteś póxniej będzieśż stara, wredna, gnuśna i nawet ten
        wspaniały nie będzie Cię chciał. Bezdie za późno. A kto powiedział, że w życiu
        masz tak cierpieć.
        Głowa do góry i bierz życie w swoje ręce. Pozdrawiam. czekam na odpowiedź. Tak
        jak Ty Dorota.
        • ju-linka Re: kochanek 28.06.04, 17:30
          Z wrażenia nie wiem co napisać. Pisałam tu kilka dni temu, moja sytuacja jest
          podobna i inna zarazem.
          Też mam, nie wiem, czy to nawet można jeszcze nazwać problemami w małżeństwie,
          moje są nieco innego rodzaju, ale wiem co to, brak dobrego słowa, czułości,
          możliwości podzielenia się dobrym i złym z kimś bliskim, wiem co to łzy łykane
          ukradkiem i samotne noce w pokoju dziecka...
          Też pojawił się ktoś w moim życiu, też nękają mnie wyrzuty sumienia, też nigdy
          się nie spodziewałam, że złamie przysięgę, ba, zawasze napawało mnie to
          obrzydzeniem...
          Nie wiem, co zrobię i jak to się wszystko potoczy. Czasem czuję się jak
          niewolnik, który nie ma już wpływu na swój los. Na razie staram się łapać każdą
          dobrą chwilę i wyryć ją sobie w pamięci na później...A gdy zamknę oczy...
          Nie wiem, może znajdę na tyle odwagi żeby walczyć o swoje szczęście.
          Proszę, pisz Karolino, co się dzieje, jak sobie radzisz z tym wszystkim,
          Pozdrawiam i ściskam pozostałe Nieszczęśliwe Małżonki, piszcie, dla mnie to
          bardzo dużo.
          J.
          • fra_mauro Re: kochanek 28.06.04, 20:38
            Czesc Karolino,

            po przeczytaniu wszystkich Twoich postow w tym watku jako pierwsze nasuwa mi
            sie pytanie: jak to sie w ogole stalo,ze wyszlas za tego faceta? z jakich
            powodow wybralas go na towarzysza zycia? Trudno mi bowiem uwierzyc,ze po
            urodzeniu dziecka przeszedl on calkowita metamorfoze i z
            przyzwoitego, "normalnego" -cokolwiek by to dla Ciebie znaczylo- goscia stal
            sie znudzonym, niedbalym , ozieblym (...) typem. Byc moze on taki byl od
            poczatku, tylko Ty tego nie dostrzeglas. Dlatego tak wazne jest, abys
            uswiadomila sobie, dlaczego zdecydowalas sie byc z nim. Moze juz wczesniej
            widzialas cos niepokojacego ale w koncu zwyciezyla sklonnosc do idealizowania
            partnera, powtarzanie sobie "jakos to bedzie" etc...

            Sytuacje masz niewatpliwie trudna lecz stety-niestety osoba kochanka tylko ja
            komplikuje. Nie mysle tu w tym miejscu tylko o kwestiach morale , choc i to
            jest zapewne dla Ciebie istotne. Najniebezpieczniejsze jest, iz odrywa Cie od
            sedna problemu, utrudnia orientacje w tym, co chcesz i zamierzasz oraz odwleka
            podjecie jakiejs konkretnej decyzji. Prosze zauwaz,ze Ty sama uleglas juz
            pewnym zludzeniom i "rozdwojeniu " jazni: poswiecasz czas i pragnienia
            czlowiekowi, ktory-jak sama piszesz-nie ma zamiaru wiazac sie z Toba. Tesknisz
            za prawdziwym uczuciem, czuloscia, a jednoczesnie wiklasz sie w zwiazek bez
            przyszlosci. Mowisz ,ze akceptujesz jego status rodzinny ale wydaje mi sie,ze
            oklamujesz troche sama siebie. Moze na dzien dzisiejszy jest tak jak piszesz
            ale nie wierze, ze na dluzsza mete i na zawsze chcialabys odgrywac role "tej
            drugiej". Jestem przekonana,ze we wczesnej fazie takich zwiazkow konspiracja,
            ukrywanie sie, sekretne spotkania dodaja jedynie pikanterii i podnosza poziom
            adrenaliny obu stronom. Ale tak dlugo zyc sie nie da.
            Jestes zaniedbywana przez znudzonego malkontenta ale uwazam,ze stac Cie na
            lepsze rozwiazania niz tymczasowy, niepewny uklad z facetem, ktory takze ma
            pokomplikowane zycie osobiste. Na pewno nie wiesz wszystkiego na temat dlaczego
            mu sie nie uklada z zona i jaki % winy za ten stan rzeczy lezy po jego stronie.
            Nie wpadaj z deszczu pod rynne !
    • evee1 Re: kochanek 29.06.04, 04:21
      Fakt, ze kochanek jest super nie ma tu specjalnego znaczenia,
      bo nigdy nie wiadomo jakby sie Twoje zycie ulozylo z nim.
      Ale samo jego pojawienie sie jest symptomatyczne, bo jakbys byla
      szczesliwa w malzenstwie, to przeciez nie mialabys powodu zdradzac
      meza. W kazdym razie byla to oznaka tego co juz dawno sama dobrze
      wiedzialas, ze Twoje malzenstwo to tylko pusty garnek.
      Dla mnie najwaznejszy w zwiazku jest wzajemny szacune i z Twojego
      opisu wyglada na to, ze takowego brak z jego strony (byc moze sie
      myle). Ja nie wiem czy to sie da naprawic. Nie wiem na ile powaznie
      rozmawialas ze swoim mezem i na ile zdaje on sobie sprawe z sytuacji.
      Kazdy jest inny i ja moge napisac co ja bym zrobila.
      Napewno, tak jak radzi verdana, sprobowalabym rodzinnej terapii. Jak
      mezowi trujesz, to on to moze zbywac, ale jak mu to samo powie ktos obcy
      to moze do niego dotrze, ze to nie tylko napiecie przedmiesiaczkowe
      zony.
      Skoro maz to w sumie porzadny facet (czyli nie pije i nie bije), to
      moze warto o zwiazek zawalczyc. Cos Was w gruncie rzeczy laczylo, jezeli
      sie pobraliscie. Brak romantyzmu i skleroze w kwestii dat mozna wybaczyc
      (mezczyzni sa w tym notoryczni) jezeli dzieje sie to "z natury", ale
      ostentacyjne zapominanie o waznych dla Ciebie rzeczach - juz troche trudniej.
      Ale jezeli terapia nic nie da, albo maz nie bedzie chcial sie na nia zgodzic
      i sytuacja pozostanie bez zmian, to ja bym zastosowala taka metode
      (przydatna rowniez w innych sytuacjach). Wyobrazilabym sobie cala
      sytuacje za lat 10, 20. I siebie za te 20 lat. Jakbym sie czula i co bym
      wtedy sobie myslala na temat tych przeszlych 20 lat. Ja uwazam, ze wbrew
      pozorom mamy dosyc duzy wplyw na to jak wyglada nasze zycie, ktore - moze
      przypomne - mamy tylko jedno. Ja tam lubie sie starzec ze swoim (nie
      pozbawionym wad) mezem, czego i Tobie zycze smile)). A, Twoim mezem za
      lat 10-20 niekoniecznie musi byc Twoj aktualny maz....

      PS. Jeszcze mi przyszlo cos do glowy jak sobie przypomniala, ze napisalas,
      ze zarabiasz wiecej. Hmm, moze jemu po prostu jest tak wygodnie. Wyprane,
      posprzatane, jedzenie podane, wszystkie sprawy zalatwione. Po co to zmieniac?
      No moze jak sie za 10-20 lat trafi mlodsza i ladniejsza sad((.
    • edziecko_gosiah Re: kochanek 29.06.04, 11:26
      przeogromnie Ci Karolino współczuję... sytuacji w małżeństwie... męża, który
      chyba tak naprawdę nie kocha, albo nie Ciebie kocha - pisałaś, że jesteś dla
      niego tylko substytutem tej byłej, wielkiej miłości... biorąc śłub miałaś
      nadzieje, że można kochać za dwoje, ale tak się nie da... każdy człowiek
      potrzebuje miłości, czułości, bliskości i zrozumienia... nie chodzi mi o seks,
      choć i to jest niezmiernie ważne, ale właśnie o bliskość; świadomość, że z
      kubkiem herbaty w ręku siadasz na ganku obok najukochańszej osoby na świecie i
      razem cieszycie się swoją bliskośćią... dla mnie nie ma to absulutnie
      najmniejszego sensu! pracujesz, zarabiasz - więc pod tym kątem sobie ze
      wszystkim poradzisz; z dzieckiem może zostać opiekunka (teraz pewnie jest z nim
      babcia?), jeśli środki finansowe na to nie pozwolą, to jest żłobek, czy
      przedszkole... nie możesz tak siebie ranić!
      zdrada... zostałam zdradzona przez mojego męża... bolało, świat się dla mnie
      zawalił... urlopowy skok w bok... dowiedziałam się przez przypadek!!! takie
      rzeczy wychodzą na jaw - prędzej czy później, w najmniej oczekiwanym momencie -
      i wtedy jest jeszcze gorzej... nie będę oceniać tego, że zdradziłaś - po swoich
      doświadczeniach mam jasne zdanie na ten temat. nie musisz mówić mężowi o tym co
      się stało, że jest ktoś inny; powiedz, że masz tego dosyć, chesz ułożyć sobie
      życie sama, bez niego, bo jego osoba nic nie zmiania, nic nie wnosi do waszego
      związku... nie musisz odchodzić do tamtego, może nawet lepiej byłoby to
      zakończyć, bo tam też nie masz przyszłości - po prostu odejdź od męża i skończ
      z kochankiem... jeśli chcesz być szczęśliwa w życiu, to znajdź kogoś, kto to
      szczeście może Ci w pełni dać ... może mąż przemyśli swoje zachowanie, może
      jednak do Ciebie zatęskni... jeśli nie, to znaczy, że nie jest Ciebie wart!!!
      na terapię rodzinną raczej bym nie liczyła, bo żeby miała sens, to obydwie
      strony muszę tego chcieć, a zdaje się, że twój mąż nie dostrzega problemu, dla
      niego problemu nie ma! niestety...
      pomyśl o sobie, bo za 10 lat stwierdzisz, że jest już za późno...
      gosiah
    • malgosiacy Re: kochanek 10.07.04, 15:28
      Witaj,
      muszę Ci powiedzieć, że Twoja ostatnia wypowiedż zakrawa dla mnie na
      maltretowanie psychiczne ze strony Twojego "mężą". Nie chcę Ci nic doradzać w
      kwestii rozstania czy pozostawania w tym związku, bo decyzję musisz podjać
      tylko Ty. Ale może jesteś dla niego tą zbyt słabą kobietą, która na nic nie
      umie zrobić, na nic nie zasługuje, ze wszystkim się zgadza, taką Cię widzi. Po
      co starał się o dziecko z kobietą, która go drażni. Przecież dziecko nie może
      normalnie funkcjonować w takiej atmosferze, absolutnie. Już niedługo dziecko
      zauważy Twoje złe samopoczucie, Twoja frustracje, a także stosunek taty do mamy
      i bedzie jeszcze gorzej.

      Może warto nim (tzn mężem) psychicznie potrząsnąć, wykrzyczeć mu to wszystko z
      furią, ubierać się właśnie seksownie, tak jak się Tobie podoba, jak mu się nie
      podoba to niech nie patrzy. Nie jesteś zakonnicą, a czasy niewolnictwaodeszły
      juz w niepamięć. Niech zobaczy w Tobie charakter, silną kobietę, trochę
      wyzwoloną. Zadbaj tylko o dziecko i siebie. Jemu nie pierz, nie prasuj i nie
      gotuj. Jak chce jesc niech sobie zje pizze na miescie albo zupkę z proszku.
      Miej go głęboko w poważaniu, zemścij się na nim trochę. Dlaczego Ty masz dbać o
      niego, kiedy on nie dba o Ciebie, dlatego tylko, że jesteś żoną???? Tak
      postępuje żona, kiedy mąż jest chory, a nie kiedy robi z niej swego
      rodzaju "wariata".

      Powiem Ci, że czytając ten wątek najpierw ryczałam jak bóbr, ale jak zwykle
      wstąpił we mnie duch kobiety walczącej. Wtedy zobaczysz, czy nadal nic go nie
      interesuje i tak jak w sprawach seksu jest mu dobrze bez niego. A w ogóle co to
      za powód, że nie może się z Tobą kochać, bo jesteś matką jego
      dziecka???????????????????????????????????????????????????????????????????
      To po prostu jakieś szaleństwo chyba? Piszesz, że nie chcesz burzyć jego
      świata, podczas kiedy On burzy Twój.

      Nie wiem czy Ci coś pomogłam, Może mój sposób jest głupi, a może podziała.
      Musisz myśleć o sobie i o dziecku, jego komforcie psychicznym czyli życiu w
      atmosferze miłości, zaufania i troski o drugą osobę, a nie w czymś takim co
      opisałaś.

      Pozdrawiam Cie serdecznie,
      • karolinahera Re: kochanek 12.07.04, 15:34
        Dziekuje za odpowiedż i za wsparcie.
        Mąż nadal toczy ze mna poważne rozmowy, grożąc mi odejściem rozwodem odebraniem
        dziecka.Kocha się ze mną ostatnio 3 rzy w ciągu tygodnia...ale wczoraj miał
        pretensję, żę jakoś inaczej było bo "nigdy nie całowałaś się ze mna z
        języczkiem" (przepraszam jeśłi kogoś urażam....zbytnia szczerością, a w ogóle
        to miał wrażenie jak bym kochała się z nim pierwszy raz...(nie wiem co to
        oznacza, ale zadowolony nie był...) i pytał mnie czy było tak dobrze jak z moim
        pierwszym chłopakiem, a pragnę nadmienić, że to było 10 lat temu i nie dośc, że
        nie pamiętam to dobrze nie było..

        Najgorsze jest to, że mój mąz mowi mi że bardzo mnie kocha, że jestem dla niego
        bardzo ważna, nasze małżeństwo jest bardzo ważne..i rodzina..
        Jak się dowie o kochanku to ja będę wyrodną matką i k...ą bo go zdradziłam.
        a ja tak sobie siedze i czekam co dalej.
        Ten drugi - mówi, że odchodzi od żony... razem nie mieszkaja co wiem na pewno,
        bo on jest za granicą.Ale nasz związek utrzymuje w tajemnicy - sama go o to
        prosiłam.
        Mówi, że mnei kocha...ale ja nie wiem czy rozumiem co znaczy to słowo...
        Przecież i ja kocham, wyszłam za faceta bo myślałam, że kocham, tak czułam...
        i nie wiem co to słowo znaczy...
        mętlik mam w głowie...
        Ale nie chcę aby sie dowiedział...
        wiem, że on nie umiał by postąpić honorowo, odejść nie utrudniac mi zycia, życ
        spokojnie ze świadomościa porażki...
        miłość własna jest duż...
        nie chodzi o to że go zdradziłam, ale o to Jak mogłam to zrobić...- rozumiecie?
        Poza tym...kwesti aambicji...znajomi sąsiedzi rodzina...która mówiła mu aby się
        ze mna nei żenił...powiedzą mieliśmy rację...

        no i dziecko.Co z małym...przecież dla niego to będzie szok. będzie smutny, bo
        taty nie będzie codziennie....z resztą teraz też nie ma...bo sprawy zawodowe
        zatrzymuja go poza domem...
        a z kochankiem skończyc powinnam, ale nie mogę...nie chcę ...jest ktos kto mnie
        kocha...okazuje to stara się dla mnie.
        w każdym razie wolała bym póki co nie podejmować decyzji w żadna stronę...
        Nie wiem co z mężemi nie wiem na ile moge polegac na kochanku...- bo nie jest
        sprawdzony...a ja nieufna....
        poczekam. z reszta ja tez się z nim teraz nie widuje bo jest za granicą...ale
        tęsknie.
        Karolina
      • karolinahera Re: kochanek 12.07.04, 15:38
        a, i jeszcze cos - wszystkich tych metod o których piszesz - próbowałam..i to
        tez tylko powód do powiedzenia mi, że się zmieniłam, do długich rozmów o mnie o
        tym co rozbie źle i że on nie akceptuje tych zmian, że mi odbiło...Pretensje,
        że nie jestem dobrą matką...dwie propozycje że on sie wyprowadzi....poważne
        rozmowy długie ..awantura, która zakończyła się moimi łzami (wszystko wróciło)
        do normy....i dobry humor przez cały dzień - bo Żona znowu jak kiedyć i
        zdenerwować można...
        i święte słowa - nie płacz, ja naprawdę cie kocham nie chcę abyśmy sie kłócili.
        co je mam robić...?
        nie wiem.
        • linka9 Re: kochanek 12.07.04, 16:24
          Karolinko, po pierwszych Twoich postach odnosiłam wrażenie, że jestes silną
          osobowością, pewna swego, choć z zasadami, jesli chodzi o utrzymanie małżeństwa
          (pozorów?). Teraz zal mi Ciebie, bo chyba jesteś ogromnie w tym zagubiona,
          niedowartościowana i jest Ci tak na dobrą sprawę obojętne z kim, gdzie, jak,
          byle czuć się kochaną,bezpieczną, potrzebną.

          > dwie propozycje że on sie wyprowadzi....poważne
          A może to jest jakieś wyjscie? Chwila separacji i czas na przemyslenie,
          uporządkowanie pewnych spraw, proba odnalezienia się w innej roli. Potem na
          spokojnie może uda się podjąć wyzwanie i ratować małzeństwo? Daj sobie na jakiś
          czas spokój z kochankiem, jak rzeczywiście kocha - to poczeka, zrozumie, że
          najpierw musisz poukładać stare sprawy, rozliczyć (zakończyć?) poprzedni
          związek. Zdrada (nawet w myslach) niepotrzebnie absorbuje, odciąga od problemu,
          zmienia nastawienie do męża. Podejmowanie decyzji to ogromnie trudna sprawa w
          życiu. Ale czy da się tego ciagle unikać?



    • barbin Re: kochanek 10.07.04, 21:47
      Karolina, przepraszam,ja nie chcę Cię krytykować ani trochę. Jestem jednak z
      tych, które walczyłyby o małżeństwo do ostaniej kropli krwi.
      Zastanawiam się dlaczego piszesz, że jesteś substytutem jego pierwszej
      miłości? Jeżeli rzeczywiście w to wierzysz, to chyba masz straszliwego doła,
      czujesz się niedowartościowana i być może sama budujesz mur, a w tej chwili
      masz okazję ,żeby wziąć odwet? Zastanów się nad tym. Stawiam 95% ,że pierwsza
      miłóść męża interesuje go tyle co zeszłoroczny śnieg, a Ty jesteś kobietą za
      którą poszedłby w ogień.
    • mamakaji Re: kochanek 12.07.04, 17:00
      A czy to trochę nie jest tak, że z jednej strony mamy prozę życia, związek
      który wszedł już w taki etap w którym dominująca stała sie codzienność i
      przyzwyczajenie. Z drugiej strony jest nowy związek, który jak to zwykle nowe
      związki pełen jest uniesień, uczuciowości i tego podekscytowania typowego tylko
      dla nowych związków. Ale przecież ten związek z kochankiem nie na zawsze
      pozostanie takim. W miejsce świeżosci uczuć pojawi się pewna rutyna i
      przyzwyczajenie. I co wtedy? Czy jeśli temperatura tego drugiego związku
      osłabnie, to będzie znak by znów szukać następnego? Może Twój mąż Karolina
      kocha Cię naprawdę i mocno, tylko nie tą pierwsza gorącą i nietrwałą miłością,
      lecz taką spokojną miłością dojrzłego związku? I może jedynym problemem jest to
      że jak bardzo, bardzo wielu facetów nie za bardzo umie i lubi to uczucie
      okazywać. Ktoś kiedyś napisał (chyba w "Płeć mózgu"), że prawdziwym wyznaniem
      miłosci typowego mężczyzny jest gdy facet ten umuje żonie samochód. I wiecie
      dzieczyny co, ja tak sobie myślę, że coś w tym jest. Karolino zastanów się
      proszę chwilkę nad tym co próbuję Ci tu przekazać, aby się nie okazało, że
      bezustannie będziesz gonić za ZAKOCHANIEM nie doświadczając MIŁOŚCI.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka