karolinahera
25.06.04, 21:35
Witam,
Mam taki problem, z którym chcę się do Was zwrócić.
od 4 lat jestem mężatką, mamy jedno dziecko (1,5 roku).
Nie wyszłam za mąż bo byłam w ciązy - to była decyzja i jego i moja.
Żyjemy bez wzniesień i upadków. Przed urodzeniem dziecka kochaliśmy się dość
często...ale to również dlatego aby to dziecko mieć.
Potem ciąża, poród. Po porodzie wróciła mi chęc na sex....a mojemu mężowi nie
za bardzo.
Przez jakiś czas było ok., ale teraz - 15 minut raz na miesiąć albo
rzadziej...
Żadnego romantyzmu, żadnej czułości. On po prostu robi co do niego należy i
usypia.
Rozmawiałam z nim o tym czemu mnie nie chce (bo wszelkie moje zaloty określał
jako wybujałą fantazje - a nie było w tym nic nienormalnego)
Pytałam wrprost o co chodzi. Czy coś ze mną nie tak, czy nieprzyjemnie pachnę
czy coś innego?
A on powiediał mi, że nie może się kochac ze mną, bo ja jestem matką jego
dziecka.No i w ogóle nie ma takiej potrzeby...jemu jest dobrze.
A w ogóle to gdzieś między wierszami powiedział, że się kocha ze mną, żebym
go nie zdradzała (mnie to nawet do głowy nie przychodziło)
Czy to możliwe aby 30- oletni facet był ciągle zbyt zmęczony, żeby nie miał
ochoty na sex?
A może ze mną nie ma ochoty i to wszystko...?
Tak to trwa już bardzo długo.
Jesteśmy ze sobą "technicznie" - wspólne sprawy, praca, plany, itd...ale nie
ma tego ciepła (nie mówiąc o ogniu) nie ma tego czegoś co mówi, że on cię
kocha - że jest zakochany...długo by pisać...
Nie ma tego czegoś co widzę w jego oczach, na zdjęciach z jego pierwszą
miłością...a na zdjęciach ze mną zawsze ma minę jak by go coś bolało.
Niby jest w porządku, a czuję się cholernie samotna w tym związku.
Nie tylko z powodu sexu...ale też z powodu tego, że mój mąż kompletnie mnie
nie rozumie...nie wie nawet jakiej muzyki słucham..i nie interesuje go to.
Czuję się jak maszyna do wypełniania obowiązków domowych i innych (ja też
pracuję zawodowo).Wiem, że mój mąz mnie kocha...on tez tak mówi..Ale dlaczego
nie próbuje nawet poznać? Dlaczego to inne lepiej tańczą, lepiej się
zachowują...tyle rzeczy robią lepiej? Dlaczego taka ceirpka ta miłość?
No i w momencie kiedy myślałam, że tak będzie i nic się nie zmieni.Kiedy
weszłam w swoją skorupę,wtedy pojawił się ktoś..
Rozmowy, rozmowy bez końca...Rozumienie bez dopowiadania....jak coś
najbardziej naturalnego na świecie.NIe motyle...w brzuchu..- no może tylko w
jego..
I nie wiem jak..ale stało się tak że byliśmy ze sobą...
i było cudownie.Jak nigdy dotąd...z nikim...i to nawet nie chodzi o sex ale o
to co wcześniej i później, o delikatność, czułość...i troskę o mnie o mój
orgazm o to aby mi było z nim dobrze.
Ja wiem, że źle zrobiłam....wiem...
Ale, czy jest w ogóle jakieś ale....?
Kiedy człowiek jest samotny tak długo, kiedy najbliższy nie rozumie, bo ani
nie chce ani nie potrafi....
Mętlik mam w głowie....
Czy ja mogę sobie szukać jakiegokolwiek usprawiedliwienia?
Czy tez skoro trakiego mam męża powinnam cierpieć i żyć "obok" nie "z"....do
końca życia?
Nie chcę rozwodu - mam małe dziecko....nie chcę burzyc jego świata. Ale ja
też mam potrzeby - i nie chodzi tylko o sex...ale o możliwość porozmawiania i
bycia blisko z kimś, kto rozumie.
co Wy na to Mądre Kobiety...wiem, że cos mi poradzicie, napiszecie, że mogę
na was liczyć...
Pozdrawiam
Karolina