Żyję w tej matni już bardzo długo, właściwie od urodzenia.
Matka nigdy dobrze mnie nie traktowała, nie było między nami więzi, ale to długa historia.
Wczesnie uciekłam z domu, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, paradoks chciał, że w tak młodym wieku (20 lat) trudno nam było się utrzymać i musielismy wrócić do rodziców z podkulonym ogonem.
Prosze darujcie sobie rady w stylu, trzeba było najpierw pomyśleć itp. Gdybym ja w wieku 20 lat miala na tyle doświadczenia co teraz, to podejmowałabym inne decyzje, ale to było wtedy w tamtej sytuacji itp.
Wróćmy do tematu.
Moja matka zawsze chciała bardzo kontrolować moje życie, sprawia jej to jakąs dziką satysfakcje. Mój młody wiek, wczesne małżeństwo, wczesne macierzyństwo ... bardzo jej to ułatwiło.
Mieszkaliśmy u moich rodziców z mężem przez 4 lata i to był gwóźdz do trumny naszego zwiazku. Byliśmy traktowani jak nastolatki, także przy dziecku. Moja mama często próbowała nas skłócić, obmawiała nas nawzajem, wtracała się do wszystkiego. W końcu i my zaczeliśmy sie kłócić.
To była bardzo toksyczna sytuacja. Wtedy pracował tylko mąż.
Kiedy skończyłam studia i podjęłam pracę rozeszliśmy się. Odszedł do innej. Nie dziwię się, ze nie wytrzymał, myślałam tylko, że wyrwiemy się stamtąd razem, ale nasza relacja była już zbyt nadszarpnieta.
Gdy powoli zaczęłam stawać na nogi, wynajęłam mieszkanie.... niestety po pewnym czasie straciłam bardzo dobrze płatna pracę i wszytsko zaczęło się sypać. Moja mama tez dokładała swoje: dobrze Ci tak, ze Cię zostawił, tamta jest ładna zadbana, widać, ze są szczęśliwi (podsuwała mi zdjęcia z nk facebooka - masakra).
Niestety byłam zmuszona zamieszkać w mieszkaniu po moim dziadku, więc znów byłam zależna od mojej matki, pomagała mi też finansowo.
Jak to określiła moja przyjaciłóka, matka zawsze wdeptuje mnie w ziemię, żeby potem wyciągnąć do mnie rękę i po jakimś czasie znowu wdeptac w podłogę.
Sytaucja teraz wygląda tak, ze ona ma bardzo silny negatywny wpływ na mojego (prawie 9-letniego) syna. A ja nie umiem tego przerwać i poniekąd nie mogę ze względu na konieczność mieszkania w mieszkaniu (po dziadku) mojej matki itp. Syn też jest zżyty z babcią, nei chcę robic mu krzywdy.
Moja matka nie zajmuje się nim na co dzień i nigdy właściwie się nie zajmowała ale rozpieszcza dając mu pieniądze, robiąc drogie prezenty, kompletnie bez mojego pozwolenia.
Bardzo psuje mu charakter. Mówi mu np. że jak tylko skończy 13 lat to założy mu konto i bedzie mu przelewała tam pieniążki, jak bedzie wracał ze szkoły to będzie sobie sam z bankomatu wypłacał. Nauczyciele skarżą się, ze mały jest przemądżały itp., to kompletnie nie mój charakter

Moja matka jest bardzo specyficznym typem człowieka i nie chcę, żeby mój syn miał jej charakter, a ona "lepi" go na swoje podobieństwo niestety.
Druga sprawa polega na tym, że syn wogóle nie ma do mnie szacunku. Moja matka na tyle długo tak mnie traktowała przy dziecku, że on także przejął jej sposób traktowania mnie. Traktuje mnei właściwie jak koleżankę, nie słucha się, pyskuje. Jak ja mu czegoś zabronie, dam mu jakąś karę itp to dzwoni żalić się do babci. babcia lamentuje jaki to on biedny itp.
Moje dziecko nie ma żadnych obowiązków w domu, chcę mu od wrzesnia wprowadzić konkretny porządek dnia, wprowadzić jakieś obowiązki ale babcia wiecznie go broni.
Na porządku dziennym są teksty typu: ale ty jesteś biedny, że masz taką mamę, twój tata dobrze zrobił że ją zostawił, nie słuchaj mamy niech sobie gada itp. Ostatnio nie podobało jej sie, ze siedze przy komputerze jak u nas była i kazała małemu wyłączyć mi komputer!
Doszło do tego, ze jak go wołam, proszę żeby mi w czymś pomógł, to dziecko wogóle nie reaguje. Moja mama ma wtedy satysfakcję.
Ostatnio jestem już u kresu sił psychicznych, mama powiedziała mi żebym spisała testament, zeby wnuk mógł po mojej śmierci mieszkać z nią, gdyby mi sie coś stało.
Naprawdę nie wiem juz co robić

Jak wyrwac dziecko spod tak sielnego wpływu babci?
Dodam jeszcze, ze ona wogóle nie widzi (albo udaje) tego co robi, uważa, ze to wszystko dla dobra wnuka. Sama mną nie zajmowała się wogóle, do 12-tego roku życia wychowywała mnie babcia.
Nie udało mi się tutaj wszytskiego opisać, mam mętlik w głowie.
Mam nadzieję, ze zrozumiecie o co chodzi.
Dziękuję, jeżeli ktoś przez to przebrnął do końca.