prawdziwy_ewelina22
24.07.12, 19:02
Syn zdał do 4 klasy i ma zaburzenia koncentracji uwagi oraz podejrzenie dysleksji rozwojowej. Przyznam się, że do tej pory nie przejęłam się tą diagnozą, jak wydaje mi się, że powinnam. Dzięki mojej pomocy w domu poprawił się w czytaniu (czyta na 5) oraz w pisaniu w sporym zakresie (teraz wstawia "y" w wyrazie, tam gdzie powinno być, prawie nie myli miejsc gdzie powinno być "ś" "ć" "ń" itp. z tymi gdzie powinno być "ni", "si" "ci" itp. chociaż nadal robi inne błędy ortograficzne. Z matematyki myli się w dłuższych obliczeniach. Na koniec roku dostał po 4 - z polskiego i z matmy. O co mam żal do szkoły czyli do pani od nauczania początkowego, że niespecjalnie zdawała sobie sprawę z wagi problemu, tj. że w niektórych aspektach, to że on ma wyniki gorsze to nie znaczy, że pracuje nie tak ciężko jak inne dzieci. Z kolei syn naprawdę się starał poprawić i włożył w to wiele pracy i brak pochwały wpływa na niego deprymująco.
Brak pochwały rozumiem min. przez właśnie taki stopień zaproponowany na koniec, chociaż ze stopni z dzienniczka można by wywnioskować, że 4- to trochę za mało, syn też jest rozżalony (trochę) że 2/3 klasy dostało nagrody książkowe (w tym z 2 nagrodami to ja bym polemizowała z powodów wychowawczych) i pytanie jest dlaczego on nie. Myślę, że rozdział I - 3 jednak należy traktować jako zamknięty chociażby ze względu na upływ czasu.
W związku z tym jednak poszłam do poradni psych-ped. żeby w klasach IV - VI nie powtórzyło się to samo - tzn. żeby nauczyciel brał pod uwagę to, że dziecko ma obiektywne trudności. W tym miejscu proszę o nietraktowanie mnie jako przewrażliwionej mamuśki, na której cudownym synku zły świat nie chce się poznać. ja także długo bagatelizowałam problem, problem moim zdaniem polega na tym, że dziecku, które musi włożyć dodatkowy wysiłek, potrzebna jest motywacja w postaci uznania jego wysiłku i nagrodzenie go odpowiednio (nie tylko przez mamę), inaczej zniechęci się do nauki, przedmiotu, i adekwatnie do swojego zniechęcenia obierze sobie drogę edukacyjną i zawodową poniżej swoich możliwości.
No więc idę do por. - psych. ped. z prośbą o jakieś zaświadczenie, żeby nauczyciel był uprzedzony, że dziecko ma takie trudności i ocenił go adekwatnie do wysiłków. I nie dostaję od pani psycholog nic poza wskazaniem, że syn ma chodzić na bio-feedback, na zajęcia reedukacyjne do poradni psych.ped. a dysleksję zdiagnozuje się po 4 klasie.
Wydaje mi się to niesłuszne, bo minie kolejny rok, gdzie będzie oceniany tak, jakby nie miał tych zaburzeń, które ma bez żadnego "urzędowego" potwierdzenia, że je ma, które byłoby jakoś wiążące dla nauczyciela. Moje doświadczenie jest takie, że pani od nauczania początkowego np. widziała zaświadczenie z poradni stwierdzające ryzyko dysleksji rozwojowej i się tym specjalnie nie przejęła, a co więcej, można by się nad niektórymi jej ocenami zastanawiać. Dlatego chciałam takie zaświadczenie uzyskać.
Czy ktoś ma/miał podobny problem z dzieckiem i jakie jest wasze zdanie co do stanowiska p. psycholog z poradni, która nie chce mi dać zaświadczenia.