Dodaj do ulubionych

Kłotnie rodziców a dzieci.

28.06.04, 14:20
No właśnie czy nie zdażyło się Waszym dzieciom słuchać jak sie kłócicie?
Czy nie było Wam później wstyd? Głupio i smutno, że przez takie bzdety ( bo
jak nazwać niektóre głupie kłótnie) dzieci cierpią? Czasami jak mój
piecioletni syn skomentuje naszą kłótnię to myślę, że jezt mądrzejszy odemnie
i więcej rozumie niż mi sie wydaje.
Obserwuj wątek
    • justyna1212 Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 28.06.04, 14:50
      Tak, moja córka słyszy naszą wymianę zdań. Tak, nazwałam to wymianą zdań, nie
      kłótnią, gdyż obiecałam sobie, że nasze dziecko nie będzie cierpiało z powodu
      kłótni. Nie daję się sprowokować. Raz było tak, że ryczałyśmy obie, nie pozwolę
      by to się powtórzyło. Mogę się pokłócić, gdy mała śpi. Córka jest już dużą i
      mądrą dziewczynką (ma cztery latka). Kiedyś powiedziała, że my nie jesteśmy
      zakochani, "pamiętasz, płakałaś". Po takich słowach nadchodzi refleksja. Nad
      sobą, życiem, małżeństwem. Mówiłam, że nawet jeśli ludzie bardzo się kochają,
      to czasem się kłócą, denerwują się na siebie, ale to nie znaczy, że się nie
      kochają. Teraz dziecię na każdy nasz głośniejszy ton głosu (to wcale nie musi
      być sprzeczka) reaguje natychmiast. Przybiega do nas i mówi: "co to za
      chałasy". Nie będę kłócić się przy dziecku, dziecko ma być szczęśliwe i tyle.
      Kropka. Pamiętam z dzieciństwa kłótnie moich rodziców i to co wtedy czułam.
      Pamiętam to do dziś. Chcę, by moje dziecko tego nie przeżywało, chcę
      zaoszczędzić jej takich "wrażeń".
    • rewolucja128 Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 28.06.04, 15:42
      Niestety my sie czesto klocimy i dziecko to slyszy
      mowi wtedy "nie kloccie sie" , albo "mamo, nie mow tak do taty" , albo "tato,
      przepros mame i ja pocaluj".
      Jest bardzo madra a my bardzo glupi
      sad
    • tynia3 Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 28.06.04, 15:57
      U nas kłótnia to raczej coś na kształt sprzeczki. Nie ma krzyków, obelg ani
      rękoczynów. Najostrzejsza forma, to nerwowa wymiana poglądów. Zdarza nam się to
      w sumie nie często, bo z reguły osiagamy kompromis w normalnej rozmowie,
      niemniej jednak nie widzę nic strasznego w tym, że dziecko raz za czas
      (podkreślam: nie często), będzie świadkiem sprzeczki. To też nauka, że w życiu
      nie zawsze bywa różowo i że z takim stresem można i trzeba sobie radzić. Poza
      tym - tak to w bywa, dziecko może również widzieć łzy i w moim odczuciu widzi
      przy tym prawdziwe, szczere emocje. Myślę, że szczerosć w relacjach to
      podstawa. Zdaję sobie przy tym sprawę z tego, ze mogę sobie na taki punkt
      widzenia pozwolić z racji tego, ze stanowimy zgodną rodzinę. Nigdy jednak nie
      dopuściłabym (mąż zresztą też nie) abydziecko miało być świadkiem awantur.
      Pozdrawiam.
      • kruszynka301 Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 28.06.04, 16:43
        Tynia3 ma rację; że nie ma nic złego, jeśli maluch raz na czas widzi sprzeczających się rodziców. My się nigdy nie kłócimy, mąż wszystko obraca w żart, więc raczej w przypadku różnicy zdań płaczemy ze śmiechu. Widzę, jak Agusia reaguje na sprzeczkę widzianą np w serialu - jest kompletnie zdezorientowana, pyta się, dlaczego ktoś krzyczy, dlaczego mówi głośno. Kiedyś biliśmy się w kuchni śnieżkami (mieszkamy na poddaszu, więc w zimie mamy mnóstwo śniegu na dachu) - Agusia nie wiedziała, o co chodzi, i kiedy mąż podnosił na mnie rękę, nagle zaczęła histerycznie płakać.
        • kochamcie Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 30.06.04, 07:57
          Bardzo zainteresowal mnie Twoj post. Ja nie znam ludzi, ktorzy sie nie kloca.
          Powiedz, jak to sie robi? My niestety klocimy sie ciagle: o balagan w domu, o
          to, ze ktos cos mial zrobic a nie zrobil. Bardzo czesto mamy rozne zdania na
          jeden temat. Moze masz jakis zloty srodek?
          • kruszynka301 Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 30.06.04, 22:28
            To chyba sprawa dobrania się w korcu maku, bo zarówno ja, jak i mój mąz kłóciliśmy się z poprzednimi partnerami. A razem jesteśmy nadzwyczaj zgodni (na początku znajomości brano nas za długoletnią parę lub rodzeństwo, podobno byliśmy tak podobni do siebie).
            obydwoje mamy duże poczucie humoru, obydwoje bałaganimy, więc kłótnie o nieporządek nie mają racji bytu. W domu robię wszystko ja, więc nie ma kłótni o podział obowiązków - kiedy nie chce mi się gotować, zamawiamy pizzę. Mąż mnie zawsze pochwali, przytuli, więc czuję się doceniana i kochana.
            Co do różnicy zdań - szanujemy zdanie drugiej osoby, nie przekonujemy do swojejo zdania, po dyskusji często pozostajemy przy swoich wersjach - przecież nie musimy się we wszystkim zgadzać.
            Mieszkamy razem tydzien od poznania już 3 lata, bez jakiejkolwiek awantury czy kłótni.
            acha, teściowa mi kiedyś powiedziała, że jestem do niej bardzo podobna - może tu tkwi tajemnica?wink).
    • mamadwojga Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 30.06.04, 08:43

      A my się nie kłócimy wcale. Z moim mężem nie da się kłócić. Po pierwsze mamy
      bardzo bardzo bardzo podobne charaktery, po drugie zdecydowaliśmy się
      nie "czepiać się" o bzdury (większe czy mniejsze), to znaczy mąż łagodnie
      przechodzi przez zawaloną zabawkami podłogę i dowiaduje się że nie ma obiadu bo
      mi się nie chciało a ja przymykam oko na trwający od kilku miesięcy remont
      łazienki. Po trzecie i najważniejsze - kiedy próbuję rozpocząć jednak jakąś
      kłótnię to trafiam na .... milczenie. Mój mąż po prostu puszcza moje teksty
      mimo uszu i nie reaguje. Sam nigdy nie ma o NIC pretensji. Efekt jest taki że
      po 10 latach małżeństwa mogę powiedzieć że nie kłóciłam się jeszcze z moim
      małżonkiem.
      A nawiązując do tematu postu. U nas jest inny problem. No może nie problem ale
      śmiesznostka. Otóż mój mąż i ja często się przytulamy, całujemy, głaszczemy
      przy dzieciach. Oczywiście są to bardzo niewinne pieszczoty, jakie dzieci mogą
      oglądać na filmach przed dobranocką, ale... Ostatnio moja córka próbowała mnie
      pocałować "z języczkiem". O mało trupem nie padłam. Mówię jej że tak się nie
      całuje a ona na to : "tato ciebie tak całuje". I ręce mi opadły. Musiałam
      tłumaczyć pięciolatce że mąż z żoną całują się inaczej niż inni ludzie. Nie
      wiem czy zrozumiała ale od tego czasu jesteśmy ostrożniejsi w wyrażaniu uczuć.
      Oj, nie wiadomo już czy się lepiej trochę kłócić czy całować. Dzieci i tak
      wyciągną z tego wszystkiego inne wnioski niż byśmy chcieli.
      Pozdrawiam
      ****************************************
      Moje dziatki na fotkach smileczyli....
      PIERWSZE urodziny Maksia- truskawkowy tort oraz... co dostał Maksiu w prezencie....
    • judytak Re: Kłotnie rodziców a dzieci. 30.06.04, 09:13
      my się kłócimy w sposób cywilizowany ;o)
      znacznie więcej jest spraw, w których się nie zgadzamy, niż takich, w których
      tak ;o)
      ja bym się zanudziła na śmierć z kimś, kto ciągle się ze mną zgadza ;o)))

      nie bijemy się, nie wrzeszczamy na siebe, nie wyzywamy się od niczego, nie
      mówimy źle o rodzinie, narodowości itp. drugiego...

      mówimy, owszem, że zdanie drugiego jest głupie, nieuzasadnione, szkodliwe,
      mówimy co raz szybciej, mówimy podniesionym głosem, tłumaczymy mocno
      gestykulując, czasami się obrażamy, czasami ja się rozpłaczę...

      dla mnie to wszystko mieści się w normie

      nie zauważyłam, żeby dzieciom to przeszkadzało

      w końcu oni też się kłócą między sobą, z kolegami...
      przynajmniej wiedzą, jak to się robi ;o)

      pozdrawiam
      Judyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka