Dodaj do ulubionych

Związki partnerskie, jałowe jak waciki?

13.02.13, 19:55
www.edziecko.pl/rodzice/1,79354,13395937,Zwiazki_partnerskie_nie_sa_jalowe__Jalowe_to_moga.html
Świetny artykuł opisujący idealnie związki partnerskie wielu ludzi żyjących tu i teraz.
Niestety w naszym kraju, wiele osób uznaje je nadal za patologie i to o dziwo ludzie, którzy powinni świecić przykładem w tym kraju.
Moim zdaniem kadży ma prawo wyboru i tylko od niego zależy jak nim pokieruje.
Uważacie, że związki partnerskie powinny być traktowane na równi z małżeństwem i mieć te same prawa?
Obserwuj wątek
    • mary_lu Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 20:06
      Jestem przeciwniczką związków partnerskich. Dzisiejszy świat już jest tak popaprany, a ludziom tak trudno się deklarować i być ze sobą, że wprowadzenie dodatkowej furtki pomagającej nie zawierać małżeństw, przyniesie dużo szkód.

      Jestem zwolenniczką małżeństw, homoseksualnych również (z pełnią praw, z adopcją włącznie).
      • gabrysia1984 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 21:36
        Ale czy to nie jest mimo wszystko związek wymagający większego poświęcenia?
        Kultura wymaga od nas, że jak jest para, to musi być ślub, jak jest ślub to musi być dziecko, jak jest dziecko, to musi być drugie dziecko.
        Ludzie żyjący w związku partnerskim muszą mieć jednak siłę, aby decydować się na taki związek, mimo tych wszystkich komentarzy o jałowych związkach, oraz burzy medialnej jaka się wokół tego tematu pojawiła.
        • silic Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 19.02.13, 15:53
          > Kultura wymaga od nas, że jak jest para, to musi być ślub

          Kultura to nie jest byt zrzucony z Kosmosu. To ty, ja, sąsiad i wszyscy inni ludzie i to są źródła wymagań. Wszystko dobrze, jeśli wymagają przede wszystkim od siebie. Niestety, hipokryzja to grzech główny społeczeństw.
    • lady-z-gaga Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 21:34
      >Uważacie, że związki partnerskie powinny być traktowane na równi z małżeństwem i mieć te same prawa?

      Nie. Za to uważam, że powinny byc małżenstwa homoseksualne.
      A kto małżeństwa nie chce, bo mu "papierek niepotrzebny", to papierka nie ma. Proste.

      > Moim zdaniem kadży ma prawo wyboru i tylko od niego zależy jak nim pokieruje.

      Ano ma. Jak wybrał życie bez slubu, to z dobrodziejstwem inwentarza.
      • altz Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 22:19
        triss_merigold6 napisała:

        > Skoro miałyby mieć te same prawa co małżeństwa to po uj mnożyć byty?
        > Dzieci ze związków partnerskich mają identyczne prawa co dzieci małżeńskie więc
        > tu w ogóle nie widzę potrzeby wprowadzania nowych regulacji.

        Związki partnerskie mogłyby być związkami między osobami o tej samej albo różnej płci, ale nie małżeństwem, związkiem bez podtekstu seksualnego. Na przykład starzy ludzie, którzy chcą mieszkać razem i się wspierać.
        • zona_mi Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 22:28
          > związkiem bez podtekstu seksualnego. Na przykład starzy ludzie, którzy chcą mieszkać razem i się wspierać.

          Coś jak... "białe małżeństwo"? wink
          Nie słyszałam, że w małżeństwie istnieje obowiązek uprawiania seksu, jeśli obie osoby tego nie chcą, więc ten argument do mnie nie trafia. Mogą się pobrać, mieszkać razem i nie współżyć.
        • triss_merigold6 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 22:34
          I jest to fantastyczny patent na pranie kasy i rąbanie skarbówki na żywca. Darowizny między osobami obcymi są opodatkowane, a w związku partnerskim byłyby nieopodatkowane. A już opcja wspólnego rozliczania się z partnerem doprowadziłaby do tysięcy rzekomych związków dobrze zarabiającego/cej ze słupem.
          • totorotot Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 23:54
            I jest to fantastyczny patent na
            pranie kasy i rąbanie skarbówki na
            żywca. Daro
            > wizny między osobami obcymi są
            opodatkowane, a w związku
            partnerskim byłyby nie
            > opodatkowane. A już opcja
            wspólnego rozliczania się z
            partnerem doprowad
            > ziłaby do tysięcy rzekomych
            związków dobrze zarabiającego/cej
            ze słupem.

            A to w takim razie jestem za.
          • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 11:37
            triss_merigold6 napisała:
            > I jest to fantastyczny patent na pranie kasy i rąbanie skarbówki na żywca. Daro
            > wizny między osobami obcymi są opodatkowane, a w związku partnerskim byłyby nie
            > opodatkowane. A już opcja wspólnego rozliczania się z partnerem doprowad
            > ziłaby do tysięcy rzekomych związków dobrze zarabiającego/cej ze słupem.

            A to akurat da się bardzo prosto rozwiązać przez np. nadanie uprawnień po konkretnym okresie. Poza tym podatków od spadku nie powinno być WCALE i już bo to kretynizm totalny.
          • gogologog Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 16:04
            > I jest to fantastyczny patent na pranie kasy i rąbanie skarbówki na żywca. Daro
            > wizny między osobami obcymi są opodatkowane, a w związku partnerskim byłyby nie
            > opodatkowane. A już opcja wspólnego rozliczania się z partnerem doprowad
            > ziłaby do tysięcy rzekomych związków dobrze zarabiającego/cej ze słupem.

            A nie nie nie.
            To w druga strone ma dzialac. Poniewaz malzonkom nie bardzo mozna odebrac prawa nabyte bo to niekonstytucyjne to robi sie zwiazki partnerskie. Ale zeby nie bylo dyskryminacji i zeby bylo konstytucyjnie to ... zabierze sie te prawa malzonkow (tym normalnym).
            To jest proste i czytelne jak 2x2
      • lauren6 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 10:55
        triss_merigold6 napisała:

        > Dzieci ze związków partnerskich mają identyczne prawa co dzieci małżeńskie więc
        > tu w ogóle nie widzę potrzeby wprowadzania nowych regulacji.

        A jakie to prawa ma dziecko dwóch lesbijek, które urodzi jedna z nich z nasienia anonimowego dawcy? Jeśli biologiczna matka umrze dzieciak ląduje w DD zamiast dalej mieszkać z drugą mamą.
        To źle, że prawo obecnie nie reguluje takich sytuacji.
        • tata_tomek Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 15.02.13, 15:30
          lauren6 napisała:

          > A jakie to prawa ma dziecko dwóch lesbijek, które urodzi jedna z nich z nasienia
          > anonimowego dawcy?

          W świetle prawa nie ma kogoś takiego jak "dziecko dwóch lesbijek". Takie dziecko jest dzieckiem jednej z nich, której druga ew. pomaga w jego wychowywaniu.
          • bi_scotti Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 15.02.13, 15:37
            tata_tomek napisał:

            > W świetle prawa nie ma kogoś takiego jak "dziecko dwóch lesbijek". Takie dzieck
            > o jest dzieckiem jednej z nich, której druga ew. pomaga w jego wychowywaniu.
            >

            A jak sie polskie prawo ustosunkowuje do takich sytuacji (autentyk z mojej okolicy): matka Polka + matka nie-Polka, mieszkaja poza Polska, maja tu 2 dzieci - jedno urodzone przez jedna z nich i adoptowane przez druga, drugie adoptowane przez obie. Gdyby, no gdyby cos paniom sie przywidzialo i zechcialy zamieszkac w PL (zaznaczam, jedna jest Polka z podwojnym obywatelstwem), jak by polskie prawo potraktowalo kwestie rodzicielstwa i zwiazkow pomiedzy tymi kobietami a ich dziecmi? Oczywiscie, pytam teoretycznie, bo o ile mi wiadomo, do mieszkania w PL sie nie szykuja ale wszak moglyby ... smile Aha, panie sa sobie poslubione legalnie i jak najbardziej oficjalnie - na slubie sama bylam a co pilam to Wam nie powiem wink
    • zona_mi Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 22:22
      > Świetny artykuł opisujący idealnie związki partnerskie

      Hm. Nie nazwałabym go świetnym.

      > Uważacie, że związki partnerskie powinny być traktowane na równi z małżeństwem
      > i mieć te same prawa?

      Jeśli prawa, to i obowiązki.
      Jeżeli to i to, to po co tworzyć nową formę, skoro już istnieje małżeństwo?
      Bo czym właściwie miałby się różnić związek partnerski od małżeńskiego?

      Myślę, że w jakiś sposób powinna być uregulowana związków partnerskich homoseksualnych, ale hetero - po co? To ich wybór, że chcą być zalegalizowanym oficjalnie związkiem (tu: małżeństwem), albo nie chcą.
      • imasumak Żartujesz Zona? 14.02.13, 13:29
        Wyobrażasz sobie ten raban, jaki by powstał, gdyby pary homo miały możliwość legalizacji związku partnerskiego, a hetero nie? Jeżeli już, to należałoby wprowadzić instytucje małżeństwa dla homo, wtedy sytuacja byłaby jasna.

        zona_mi napisała:

        Myślę, że w jakiś sposób powinna być uregulowana związków partnerskich homoseksualnych, ale hetero - po co? To ich wybór, że chcą być zalegalizowanym oficjalnie związkiem (tu: małżeństwem), albo nie chcą.
        • zona_mi Re: Żartujesz Zona? 14.02.13, 15:24
          Nie żartuję.
          Niech mi ktoś wyjaśni, czym miałby się różnić heteroseksualny związek partnerski od związku małżeńskiego, to głębiej wniknę w temat.

          A sprawy homoseksualistów powinny być uregulowane - nie widzę ich jako "małżeństw", więc może przy pomocy tych związków partnerskich właśnie?

          A może w ogóle zlikwidować niekościelne małżeństwa - czyli po prostu kontrakty cywilne - każda para - hetero czy homo - niech ma możliwość pozostać w związku partnerskim, a jeżeli ktoś jest wierzący i zapragnie ślubu, niech to zrobi poza tym? O ile jego kościół mu na to pozwoli, ale to już kwestie indywidualne i nie sądzę, żeby były masowym problemem (chyba że się mylę, ale w sumie i tak nie o tym teraz mówimy).
          • imasumak Re: Żartujesz Zona? 14.02.13, 16:28
            zona_mi napisała:

            Nie żartuję.
            Niech mi ktoś wyjaśni, czym miałby się różnić heteroseksualny związek partnerski od związku małżeńskiego, to głębiej wniknę w temat.


            Chociażby tym, że nie chcą brać ślubu. Według mnie każdy ma prawo wyboru, a państwo nie powinno wartościować czyjegoś związku w zależności od tego czy jest on małżeństwem, czy nie. Odwracając zresztą problem - komu te związki partnerskie miałyby przeszkadzać?

            A sprawy homoseksualistów powinny być uregulowane - nie widzę ich jako "małżeństw", więc może przy pomocy tych związków partnerskich właśnie?

            Tutaj tez uważam, że powinien być wybór, bo dlaczego nie?


            A może w ogóle zlikwidować niekościelne małżeństwa - czyli po prostu kontrakty cywilne - każda para - hetero czy homo - niech ma możliwość pozostać w związku partnerskim, a jeżeli ktoś jest wierzący i zapragnie ślubu, niech to zrobi pozatym?

            A jeśli ktoś jest niewierzący, a chce ślubu, to co?
            I znowu, co komu szkodzi, że byłby wybór?
        • tata_tomek Re: Żartujesz Zona? 15.02.13, 15:31
          imasumak napisała:

          > Wyobrażasz sobie ten raban, jaki by powstał, gdyby pary homo miały możliwość
          > legalizacji związku partnerskiego, a hetero nie?

          Pary hetero mają cały czas możliwość legalizacji - po prostu mogą się pobrać.
      • bi_scotti Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 13.02.13, 23:46
        Problem z formalnym malzenstwem lezy w "przysiedze" skladanej badz przed urzednikiem, badz przed jakas osoba duchowna czy w ogole kims uprawnionym do udzielania slubow (kapitan statku? wink ). A nie kazdy chce/ma potrzebe "przysiegac" i tez nie kazdy powinien sie czuc przez spoleczenstwo zobowiazany do przysiegania tylko po to zeby uprawomocnic partnerskie wspolzycie z druga dorosla osoba. Dlatego jak najbardziej jestem za usankcjonowanymi zwiazkami parnerskimi tak hetero- jak i homoseksualnymi ze wszystkimi prawami i obowiazkami jakie maja zwiazane za soba przysiega inne pary. Przysiega powinna pozostac wolno-wybieranym symbolem dla tych, ktorym na niej zalezy ale przymus przysiegi powinien byc wyeliminowany z zycia spolecznego.
          • bi_scotti Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 15:58
            larrisa napisała:

            > Bi_scotti, myślę że w Polsce to o czym piszesz uchodzi za fanaberię smile

            A niech by i tak bylo smile Niemniej ja sie bede po staroswiecku upierac przy wadze "danego slowa" ale nie widze powodu zeby spoleczenstwo mialo swoich poszczegolnych czlonkow zmuszac do "dawania slowa" jesli mozna kwestie tzw. stanu cywilnego rozwiazac bez porownania mniej sentymentalnie i dramatycznie wink Przy czym ci, ktorzy chca przysiegac, niechze maja te mozliwosc - nikt im bronil nie bedzie, bo w imie czego? Live and let live smile
    • hermenegilda_zenia Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 00:20
      W przypadku heteryków - absolutnie jestem na nie. Jest ślub cywilny, jeżeli komuś nie odpowiada życie "na kocią łapę", czy utrudnienia w sprawach związanych z prawem cywilnym, dziedziczeniem czy informowaniem o stanie zdrowia w przypadku choroby. Natomiast jestem za wprowadzeniem możliwości zawierania przez osoby homoseksualne związków uznawanych przez prawo (jeśli o mnie chodzi, możecie to nazwać małżeństwem, nie irytuje mnie nomenklatura).
    • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 10:19
      ludzie zyjacy w wolnych zwiazkach najczesciej argumentuja swoj wybor tym, ze papierek do niczego nie jest im potrzebny. no, skoro nie jest im potrzebny, to niech sie nie upominaja o korzysci z posiadania tego papierka plynace (wspolne rozliczanie, dziedziczenie itd.). nikt nikogo nie zmusza do slubu w jakimkolwiek kosciele. mozna wziac slub cywilny, a tam nikt nie kaze przysiegac "ze cie nie opuszcze az do smierci". sklada sie tylko oswiadczenie, ze dolozy sie staran, aby wytrwac w zwiazku. dla mnie, kiedy decydowalam sie na zwiazek, bylo oczywista oczywistoscia, ze bede sie starala robic tak, zeby nie krzywdzic partnera i nie rozwalac zwiazku z byle powodu, wiec nie widze nic zdroznego w oswiadczeniu skladanym w usc. dlatego nie widze powodu, zeby tworzyc sztuczny byt w postaci zwiazkow partnerskich. podejrzewam, ze wtedy tez trzebaby zdeklarowac sie w jakims urzedzie, ze sie w takim zwiazku jest. wobec tego co za problem przejsc sie do usc?

      jesli juz, to ewentualnie jakas regulacja na temat zwiazkow homoseksualnych by sie przydala, bo poki co sa zawieszeni w niebycie.
      • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 11:52
        eliszka25 napisała:
        > sklada sie tylko oswiadczenie, ze dolozy sie staran, aby wytrwac w zwiazku

        I to jest właśnie klasyczna rozumienie czym jest ślub cywliny.


        Na początku przysięgi w USC jest 'Świadomy/a praw i obowiązków'. Te prawa i obowiązki są zdefiniowane w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym. Założę się o wielkie pieniądze, że 99% osób biorących ślub (i cywilny i konkordatowy bo obu to dotyczy) nawet nie zajrzało wcześniej do kodeksu, żeby wiedzieć pod czym się podpisują smile
        • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 13:34
          araceli napisała:

          > eliszka25 napisała:
          > > sklada sie tylko oswiadczenie, ze dolozy sie staran, aby wytrwac w zwiazk
          > u
          >
          > I to jest właśnie klasyczna rozumienie czym jest ślub cywliny.
          >
          >
          > Na początku przysięgi w USC jest 'Świadomy/a praw i obowiązków'.

          nie, to sie nazywa skrot myslowy. ja nie cytowalam przysiegi, jaka sklada sie w usc. chodzilo mi o to, ze nikt nie zmusza do przysiegania przed bogiem w jakiejkolwiek postaci. kiedy zdecydowalismy sie z mezem na zwiazek, a nie od poczatku bylo to malzenstwo, to bylismy swiadomi tego, ze zwiazek nie sklada sie tylko z przyjemnosci. sa tez i przykre obowiazki. a ze przysiega w usc zaczyna sie od stwierdzenia, ze jest sie tego smiadomym - no trudno, zeby zaczynala sie od stwierdzenia, ze sie nie wie, w co sie pakuje.

          nie wiem, czy nie za bardzo zagmatwalam, ale skoro zyjacym na kocia lape papierek nie jest potrzebny, to dlaczego chca mniec korzysci z tego papierka wynikajace, a obowiazkow juz nie? no jasne, tak wygodniej, bo latwiej sie wymiksowac. jednak dla mnie jest to niepotrzebne stwarzanie dodatkowych przepisow bez sensu, bo "umowe" w urzedzie mozna zawrzec juz teraz.
          • larrisa Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 13:41
            eliszka25 napisała:

            > nie wiem, czy nie za bardzo zagmatwalam, ale skoro zyjacym na kocia lape papier
            > ek nie jest potrzebny, to dlaczego chca mniec korzysci z tego papierka wynikaja
            > ce, a obowiazkow juz nie? no jasne, tak wygodniej, bo latwiej sie wymiksowac. j
            > ednak dla mnie jest to niepotrzebne stwarzanie dodatkowych przepisow bez sensu,
            > bo "umowe" w urzedzie mozna zawrzec juz teraz.

            Ale co cię to obchodzi? Przecież to jest decyzja dwojga ludzi. Jeśli chcą mieć związek z którego się łatwiej wymiksować i świadomie decydują się na niego to jest to tylko i wyłącznie ich sprawa. Uważasz się za bardziej dorosłą od nich i koniecznie chcesz im mówić jak powinni żyć? Ty dalej będziesz mogła żyć w małżeństwie, bo tak sobie wybrałaś,a ktoś inny chce sobie wybrać związek partnerski i finito.
            • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 16:09
              larrisa napisała:

              >
              >
              > Ale co cię to obchodzi? Przecież to jest decyzja dwojga ludzi. Jeśli chcą mieć
              > związek z którego się łatwiej wymiksować i świadomie decydują się na niego to j
              > est to tylko i wyłącznie ich sprawa. Uważasz się za bardziej dorosłą od nich i
              > koniecznie chcesz im mówić jak powinni żyć? Ty dalej będziesz mogła żyć w małże
              > ństwie, bo tak sobie wybrałaś,a ktoś inny chce sobie wybrać związek partnerski
              > i finito.

              alez mnie to nic nie obchodzi. wybor przeciez juz maja, nikt nikogo nie zmusza do malzenstwa. mnie tez nikt nie zmuszal. bylam i w zwiazku bez slubu i teraz jestem mezatka. nikomu nie kazalam tworzyc nowych przepisow, bo ja sobie wymyslilam, ze chce zyc tak i srak i teraz potrzebny jest nowy przepis bo ja tak chce. a z tymi zwiazkami tak wlasnie wychodzi. oni nie chca brac slubu, alez prosze bardzo, nikt im nie kaze! ja sie tylko zastanawiam, jak to jest, ze jak rozmawiam z ludzmi zyjacymi w luznych zwiazkach, to o malzenstwie najczesciej wyrazaja sie z pogarda, bo im "ten papierek" do niczego nie jest potrzebny. tylko nagle chcieliby miec to czy tamto, ale bez slubu sie nie da. no to jak - potrzebny ten papierek czy nie? wybor jest - mozna wziac slub lub nie. nikt do niczego nie zmusza. tylko jesli sie wybiera zycie bez slubu, to tez trzeba byc swiadomym wszystkich konsekwencji takiej decyzji. tak samo, jak nalezy byc swiadomym konsekwencji tego, ze sie wzielo slub, bo to niestety nie tylko same korzysci.
              • larrisa Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 16:46
                eliszka25 napisała:

                > alez mnie to nic nie obchodzi. wybor przeciez juz maja, nikt nikogo nie zmusza
                > do malzenstwa.

                Od jutra ma pani wybór - albo przychodzi pani do pracy w garsonce, albo się pani zwalnia.
                O co chodzi, przecież jest wybór?
                Nie sądzisz, że jednak ludzie lepiej by się czuli w pracy, gdyby mogli wybierać czy chcą pracować w garsonce, czy w swetrze?
                Generalnie ja jestem zwolennikiem wolności, a wybór daje wolność.
                Oczywiście, że do ślubu nikt nie zmusza, podobnie jak do tworzenia związku partnerskiego, ale stworzenie tej możliwości daje ludziom większy wybór, a tym samym daje większą wolność.

                > tylko nagle
                > chcieliby miec to czy tamto, ale bez slubu sie nie da.

                Oczywiście, że chcieli by mieć to czy tamto, a dlaczego mieliby być pozbawieni tego czy tamtego, skoro ich życie niczym się nie różni od życia par małżeńskich, z wyjątkiem tego że jedni wyklepali formułkę przed urzędnikiem, a inni nie.

                > tylko jesli sie wybiera zycie bez slubu, to tez trzeba byc swiadomym w
                > szystkich konsekwencji takiej decyzji.

                ludzie są świadomi, dlatego chcą zmiany przepisów, a nie uginanie się pod presją.

                tak samo, jak nalezy byc swiadomym konse
                > kwencji tego, ze sie wzielo slub, bo to niestety nie tylko same korzysci.

                A jakie poniosłaś straty?
                • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 19:14
                  larrisa napisała:
                  > Oczywiście, że chcieli by mieć to czy tamto, a dlaczego mieliby być pozbawieni
                  > tego czy tamtego, skoro ich życie niczym się nie różni od życia par małżeńskich
                  > , z wyjątkiem tego że jedni wyklepali formułkę przed urzędnikiem, a inni nie.
                  >
                  no dobra, skoro ich zycie nie rozni sie niczym od zycia ludzi, ktorzy wzieli slub, to nie rozumiem juz o co chodzi. formulka wypowiedziana przed urzednikiem tak boli czy jak? tym fragmentem wypowiedzi prezentujesz wlasie taka pogarde dla tych co "wklepali formulke przed urzednikiem", jak ci wszyscy, ktorym "papierek nie jest potrzebny". no to skoro nie jest potrzebny i gardza malzenstwem, to po co chca.... innego papierka? nie kumam szczerze mowiac. no i podejrzewam, ze zwiazek partnerski tez trzeba bedzie jakos formalnie potwierdzic, wiec pewnie bez urzednika sie jednak nie obejdzie.

                  > A jakie poniosłaś straty?

                  a mozesz mi wskazac, gdzie pisalam o stratach? pisalam o konsekwencjach podejmowanych decyzji, czyli np. obowiazkach plynacych z faktu zawarcia zwiazku malzenskiego.
                  • larrisa Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 19:37
                    eliszka25 napisała:

                    > no dobra, skoro ich zycie nie rozni sie niczym od zycia ludzi, ktorzy wzieli sl
                    > ub, to nie rozumiem juz o co chodzi.

                    Jakie ty masz wyobrażnie na temat konkubinatu? Że czym się na co dzień różni od życia małżeństwa? Inaczej gotują, sprzątają, śpią? W mojej starej paczce było kilka par, w tym związki "na kocią łapę" i małżeństwa.
                    2 małżeństwa się rozpadały, a związek "na kocią łapę" trwa dalej i każdemu takiej miłości w życiu życzę.
                    Dlaczego więc nie stworzyć dla tych ludzi kompleksowych regulacji prawnych zamiast lekceważyć ich przekonanie i wykazywać im, że "przecież mają wybór", gdy jedynym wyborem
                    by dostąpić regulacji prawnych jest ślub.
                    Takie myślenie to zawężanie swobód obywatelskich, prawa do wyboru. Z czego wynika, z tego, że skoro ja mam ślub to inni też muszą, ze strachu przed nowością, z lęku że partner nie będzie chciał się żenić?

                    > a mozesz mi wskazac, gdzie pisalam o stratach? pisalam o konsekwencjach podejmo
                    > wanych decyzji, czyli np. obowiazkach plynacych z faktu zawarcia zwiazku malzen
                    > skiego.

                    No to jakie masz obowiązki?
          • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 13:51
            eliszka25 napisała:
            > ze jest sie tego smiadomym

            A wiesz niby czego jesteś świadoma? Przeczytałaś kodeks przed ślubem czy wydaje Ci się, że słowa 'świadomy praw i obowiązków' odnoszą się do potocznego rozumienia?


            > dlaczego chca mniec korzysci z tego papierka wynikajace, a obowiazkow juz nie?

            Po pierwsze - związki partnerskie mają obowiązki. Mają bo chcą a nie bo im urzędnik kazał. Po drugie 'korzyści' wynikające nie powinny w ogóle dotyczyć małżeństw, bo małżeństwo nie daje nic takiego, żeby na 'korzyści' zasługiwać. Nadanie korzyści małżeństwom wiązało się z faktem wychowywania w nich dzieci ale to już w wielu przypadkach przeszłość - korzyści zostały oddzielone, żeby chronić dzieci np. przed skutkami rozwodu. Reszta powinna przysługiwać po prostu wszystkim a nie tym, którym urzędnik pozwolił.
            • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 16:22
              araceli napisała:

              >
              > A wiesz niby czego jesteś świadoma? Przeczytałaś kodeks przed ślubem czy wydaje
              > Ci się, że słowa 'świadomy praw i obowiązków' odnoszą się do potocznego rozumi
              > enia?
              >
              nie, dla mnie to nie jest tylko potoczne rozumienie. nie mam 5 lat, zeby podejmowac decyzje o slubie na podstawie chwilowego olsnienia.
              >
              > > dlaczego chca mniec korzysci z tego papierka wynikajace, a obowiazkow juz
              > nie?
              >
              > Po pierwsze - związki partnerskie mają obowiązki. Mają bo chcą a nie bo im urzę
              > dnik kazał. Po drugie 'korzyści' wynikające nie powinny w ogóle dotyczyć małżeń
              > stw, bo małżeństwo nie daje nic takiego, żeby na 'korzyści' zasługiwać. Nadanie
              > korzyści małżeństwom wiązało się z faktem wychowywania w nich dzieci ale to ju
              > ż w wielu przypadkach przeszłość - korzyści zostały oddzielone, żeby chronić dz
              > ieci np. przed skutkami rozwodu. Reszta powinna przysługiwać po prostu wszystki
              > m a nie tym, którym urzędnik pozwolił.
              >
              wypaczasz zupelnie sens mojej wypowiedzi i tlumaczysz to wszystko od d... strony. mnie nikt nie kazal brac slubu, to byla MOJA decyzja, moja i mojego meza. urzednik te decyzje tylko przypieczetowal przez zlozenie swojego podpisu pod NASZYMI oswiadczeniami. a ze ma to uroczysta oprawe przysiegi? no nie mam z tego powodu traumy i podejrzewam, ze reszta, ktora przeszla przez "pieklo zlozenia przysiegi w usc" tez nie ma zadnej traumy z powodu tego, ze skladala podpis w obecnosci urzednika z lancuchem na szyi tongue_out.

              no i nie rozumiem twojej logiki z tym zaslugiwaniem na korzysci. malzenstwo nie daje nic, co sprawia, ze sie na korzysci "zasluguje", ale zwiazek bez slubu daje? mozesz wytlumaczyc w jaki sposob? przeciez tu chodzi o to, zeby zabezpieczyc slabszego w takim ukladzie, najczesciej wlasnie dzieci, bo to one sa najslabsze.

              no i jeszcze raz - urzednik tu nie ma nic do pozwalania. jego rola sprowadza sie do tego, ze w jego obecnosci dwoje ludzi oswiadcza, ze teraz beda w oficjalnym zwiazku i skladaja przy nim swoj podpis, ktory to potwierdza. przeciez w zwiazku partnerskim tez bedzie musialo to byc jakos uregulowane, bo jak niby inaczej stwierdzic, kto w tym zwiazku partnerskim jest? najprawdopodobniej tez trzebaby bylo zlozyc podpis w obecnosci jakiegos urzednika. dlatego ja nie bardzo widze sens powielania tego, co juz jest.
              • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 17:38
                eliszka25 napisała:
                > nie, dla mnie to nie jest tylko potoczne rozumienie.

                Pytała o coś innego. Rozuiem, że odpowiedź brzmi 'nie'.

                > mnie nikt nie kazal brac slubu, to byla MOJA decyzja, moja i mojego meza. ur
                > zednik te decyzje tylko przypieczetowal przez zlozenie swojego podpisu pod NASZ
                > YMI oswiadczeniami

                Ale Ty się odnosisz tylko do tego co Ty czułaś. PRAWNIE wygląda to tak, że mogliście sobie oświadczać co chcieliście bez podpisu urzędnika to jest nieważne prawnie. Tak samo jak będziecie sobie oświadczać do woli, że się rozstajecie a i tak formalnie będzie o tym rozstrzygać sąd. Rozstrzygać a nie przyklepywać.

                > . a ze ma to uroczysta oprawe przysiegi? no nie mam z tego po
                > wodu traumy i podejrzewam, ze reszta, ktora przeszla przez "pieklo zlozenia prz
                > ysiegi w usc" tez nie ma zadnej traumy z powodu tego, ze skladala podpis w obec
                > nosci urzednika z lancuchem na szyi tongue_out.

                Czyli w sumie to powinni w ogóle śluby cywilne zlikwidować bo przecież traumy po przysiędze przed księdzem też mieć nie powinnaś big_grin

                > przeciez tu chodzi o to, zeby zabezpieczyc slabszego w takim ukladzie,
                > najczesciej wlasnie dzieci, bo to one sa najslabsze.

                Prawa dzieci są ABSOLUTNIE NIEZALEŻNIE od małżeństwa. Po raz kolejny dowodzisz, że opierasz się na potocznym wyobrażaniu o małżeństwie a nie na prawie. Masz mglistą iluzję tej mitycznej 'ochrony' big_grin
                • eliszka25 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 19:27
                  araceli napisała:


                  >
                  > Pytała o coś innego. Rozuiem, że odpowiedź brzmi 'nie'.

                  no niestety pudlo, choc troche spowodowane przeze mnie, bo zdanie poczatkowo mialam inne, a pozniej zmienilam i wlasciwa odpowiedz umknela, czego nie zauwazylam

                  >
                  > Ale Ty się odnosisz tylko do tego co Ty czułaś. PRAWNIE wygląda to tak, że mogl
                  > iście sobie oświadczać co chcieliście bez podpisu urzędnika to jest nieważne pr
                  > awnie. Tak samo jak będziecie sobie oświadczać do woli, że się rozstajecie a i
                  > tak formalnie będzie o tym rozstrzygać sąd. Rozstrzygać a nie przyklepywać.
                  >

                  no niestety znow wypaczasz nieco, bo gdyby nie te nasze podpisy, to urzednik moglby sobie przyklepywac, co mu sie zywnie podoba i to tez nie byloby wazne prawnie. a jesli chodzi o zwiazki partnerskie, to myslisz, ze to bedzie tak "na gebe"? bo ja nie sadze. z pewnoscia tez bedzie porzebny jakis urzednik, ktory bedzie musial w odpowiednim miejscu zlozyc swoj podpis, bo inaczej prawnie bedziesz mogla co najwyzej podetrzec sobie tylek swoim zwiazkiem partnerskim. no ale partner/partnerka lepiej brzmi niz maz/zona.



                  >
                  > Czyli w sumie to powinni w ogóle śluby cywilne zlikwidować bo przecież traumy p
                  > o przysiędze przed księdzem też mieć nie powinnaś big_grin

                  nie, ja bym traumy nie miala i byc moze kiedys te przysiege przed ksiedzem zloze, ale to nie o to tu chodzi. jesli ty nie widzisz roznicy miedzy obrzedem religijnym a zlozeniem podpisu w obecnosci urzednika, to raczej nie mamy o czym rozmawiac.
                  >
                  > > przeciez tu chodzi o to, zeby zabezpieczyc slabszego w takim ukladzie,
                  > > najczesciej wlasnie dzieci, bo to one sa najslabsze.
                  >
                  > Prawa dzieci są ABSOLUTNIE NIEZALEŻNIE od małżeństwa. Po raz kolejny dowodzisz,
                  > że opierasz się na potocznym wyobrażaniu o małżeństwie a nie na prawie. Masz m
                  > glistą iluzję tej mitycznej 'ochrony' big_grin
                  >
                  mitycznej powiadasz, a to ciekawe. czyli fakt, ze majatek wypracowany w czasie trwania malzenstwa, do ktorego ma prawo rowniez zona, ktora np. 10 lat nie pracowala, bo zajmowala sie wspolnymi dziecmi (za obopolnym porozumieniem malzonkow) to jest mit? no dobra, to faktycznie nie bardzo mamy o czym rozmawiac. i dla jasnosci, to byl tylko JEDEN PRZYKLAD.
                  • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 19:58
                    eliszka25 napisała:
                    > e"? bo ja nie sadze. z pewnoscia tez bedzie porzebny jakis urzednik, ktory bedz
                    > ie musial w odpowiednim miejscu zlozyc swoj podpis

                    Nadal nie widzisz różnicy smile Jak nadal nie rozumiesz to przyjmij chociaż do wiadomości, że tak jak urzędnik udzielił Ci ślubu to tak samo inny urzędnik udzieli Ci rozwodu. Po spełnieniu warunków. Albo nie udzieli nawet jak będziesz chciała smile

                    > jesli ty nie widzisz roznicy miedzy obrzedem reli
                    > gijnym a zlozeniem podpisu w obecnosci urzednika, to raczej nie mamy o czym roz
                    > mawiac.

                    Ty nadal jak mantrę o tym podpisie big_grin Małżeństwo cywilne to nie podpis - przeczytaj w końcu KRiO to może będziesz wiedziała. A jeżeli już o różnicach - małżeństwo cywilne jest przeniesieniem na grunt prawa cywilnego małżeństwa religijnego. Dla mnie więcej różnic jest między małżeństwem cywlinym a związkiem partnerskim niż między małżeństwe cywilnym i religijnym.

                    > mitycznej powiadasz, a to ciekawe.

                    Bardzo ciekawe bo sama napisałaś o mitycznej ochronie DZIECI przez małżeństwo smile Cud nad cudy pani smile

                    A ochrona majątkowa? Mam parę koleżanek, które wyszły na tej ochronie jak Zabłocki na mydle przechodząc jeszcze przy rozwodzie piekło. Dziękuję za taką 'ochronę'. Niestety - ustawodawca nie przewidział, że dorosły człowiek może świadomie zdecydować, że nie chce być 'chroniony' na siłę. Nie a opcji - albo pakiet albo nic.
    • araceli Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 11:45
      Jak to w ogóle uważam, że małżeństw cywilnych nie powinno być wcale bo są de facto przeniesieniem instytucji religijnej na grunt prawa cywilnego. W prawie cywilnym powinny być właśnie związki partnerskie jako forma deklaratywna. To nie urzędnik powinien 'udzielać' jak ksiądz ślubu tylko dwoje ludzi powinno o tym decydować i zgłaszać fakt do urzędu tak jak zameldowanie.

      A i tak większość rzeczy można w prosty sposób rozwiązać, jak np. dziedziczenie. Każdy dorosły, umysłowo sprawny człowiek powinien mieć prawo do pozostawienia swojego majątku komu mu się podoba bez podatku, bo spadek wartości dodanej nie tworzy. Tak samo z kwestią bycia samotnym rodzicem - albo tworzy się z kimś gospodarstwo domowe, wspólnie rozlicza, bierze się pod uwagę w żłobkach/przedszkolach albo nie. A nie tak jak teraz - jak są benefity to się nie jest samotnym a jak trzeba płacić to już się jest tongue_out


      A osoby homoseksualne powinny mieć dokładnie takie same prawa jak hetero.
    • nabakier Konieczne różnice i co wynika z ich lekceważenia 14.02.13, 12:08
      Trzeba rozróżniać między małżeństwem a rodziną. A u nas zasadniczo się nie rozróżnia, i wynika z tego wiele i siupryzy i rozpaczy. Rodzina to coś szerszego, niż małżenstwo. To pierwsza sprawa.
      Druga: w naszej konstytucji nie ma definicji rodziny, jest natomiast definicja małżeństwa (związek między kobietą i meżczyzną).
      Trzecia; konstytucja chroni i rodzinę i małżeństwo. Nie- tylko rodzinę, która jest małżeństwem.
      Ładnie o tym mówi tym prof. Osiatyński: OSIATYŃSKI ZWIĄZKI PARTNERSKIE

      Co z tego wynika?
      1. Rodziną nie musi być wyłącznie małżeństwo (może być np.: matka, babcia i dziecko).
      2. Rodziną nie musi być wyłącznie małżeństwo heteroseksualne.
      3. Nie ma zadekretowanego jednej formuły związków.
      4. Nie ma gradacji tych związków (bo i rodzina i małżeństwo są pod ochroną i opieką państwa).

      Ciekawe, prawda? Wszystko konstytucyjnie. sejm odrzucił czytanie konstytucyjnych wniosków, do których procedowania obliguje go konstytucja.

      A moja prywatna opinia? Niech każdy wybiera sobie taki model związku, jaki chce. I taką rodzinę, jaka chce. jedno niekoniecznie musi być powiązane z drugim. Bo np. mogę rodzinę stanowić z dzieckiem, a obok mieć związek partnerki, z którego reszta rodziny jest wyłączona.
      Ja wybrałam małżeństwo, ale rozumiem, ze inni mogą chcieć wybrać inaczej. I powinni mieć tę możliwość z klucza. Po to właśnie mamy demokrację.
    • karra-mia Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 12:14
      Już wcześniej wyraziłam moje zdanie na ten temat, poczym kilka ematek się oburzyło, że w zasadzie czemu zabraniać ludziom, skoro mają taką potrzebę, a nie chcą brać ślubu.
      Uważam, że formą legalizacji związku jest małżenstwo i już. Nie można zjeść ciastko i mieć ciastko, dorośli ludzie musza się na coś zdecydować i brać na klatę konsekwencje. Nie chcą legalizacji, więc żyją na tzzw. kocią łapę z wszystkimi jej zaletami i wadami. Chcą legalizacji, biora ślub i równiez przyjmują wszystkie prawa i obowiązki, wynikające z tego. Opcja pośrednia jest bez sensu.

      Legalizacja, a właściwie małżenstwo, powinna dotyczyć związków homoseksualnych, bo czy chcemy czy nie, istnieją takowe, ludzie się wspólnie dorabiają, wspólnie żyją, więc powinny mieć możliwość legalizacji tego dobra wspólnego.
      • paskudek1 Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 12:27
        tylko że nasze społeczeństwo absolutnie nie jest gotowe na małżeństwa homoseksualne, a jak widać na związki partnerskie też nie bo nie dość ze bezbożne homoniewiadomo bedą siały propagandę to jeszcze część hetero zje ciastko i będzie miała ciastko. Ja to widzę mniej więcej tak, że ci którzy zawarli małżeństwa myślą kategoriach "ja mogłem niech inni też muszą" i koniec i kropka. Mnie i mojej rodzinie na prawdę nie ubędzie jak ktos będzie mógł zawrzeć związek partnerski czy to hetero czy homo smile A od małżeństw homoseksualnych moja rodzina też się nie rozleci.
        A jak na razie zewsząd padają argumenty że polska Konstytucja chroni rodzinę i małżeństwo, za chwilę okaże się że rodzina to TYLKO małżeństwo a inne to już nie itd itp. Nie podoba mi się to.
      • kropkacom Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 12:30
        Czemu cie obchodzi kto co chce ze swoim związkiem zrobić? To mnie ciekawi.
        > Uważam, że formą legalizacji związku jest małżenstwo i już. Nie można zjeść cia
        > stko i mieć ciastko, dorośli ludzie musza się na coś zdecydować i brać na klatę
        > konsekwencje.
        • karra-mia Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 12:34
          Nie zrozumiałaś mnie, nie obchodzi mnie, co chcą zrobić. Ja widzę dwa wyjścia, albo życie w konkubinacie, albo w małżenstwie. No bo po co mnożyć coś, co już istnieje. Nie chcą legalizacji, nikt nikgoo nie zmusza prawda, ale biora na klatę to, co się z tym wiąże. Chcą legalizacji, biorą ślub i równiez biora na klatę to, co się z małżenstwem wiąże. Wyjście pośrednie to niby jakie? Że niby większe prawa? a obowiązki jakies biora pod uwagę, czy tylko prawa?
      • ghrtth Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 07.03.13, 21:17
        dorośli ludzie musza się na coś zdecydować i brać na klatę
        > konsekwencje. Nie chcą legalizacji, więc żyją na tzzw. kocią łapę z wszystkimi
        > jej zaletami i wadami. Chcą legalizacji, biora ślub i równiez przyjmują wszyst
        > kie prawa i obowiązki, wynikające z tego. Opcja pośrednia jest bez sensu.

        Ale w imię czego muszą coś brać na klatę i muszą mieć do wyboru tylko dwie możliwości?
        Bo tak jest o dawna, więc widocznie jest dobrze? Bo np. Ty tak masz i Ci odpowiada?

        Rozumiem, że jeśli Ty uznajesz tylko dwa kolory ścian, np. biały i jaskraworóżowy, a koleżanka mówi Ci: a ja chciałabym mieć beżowe, to też oburzasz się: jakie tam beżowe?! Jest biały, jest różowy, nie ma potrzeby na więcej! Trzeba je brać z ich wadami i zaletami, świadomym konsekwencji, a nie wybrzydzać wink.

        Jak widać, część społeczeństwa widzi jednak potrzebę ustanowienia czegoś pomiędzy. Małżeństwo to wielkie zobowiązanie, w którego skład wchodzi przysięga, uroczystość, cała otoczka, na którą nie wszyscy mają pieniądze i ochotę, a która jest jednak w przypadku ślubu silnym społecznym oczekiwaniem. Nie mam tutaj na myśli weselicha na 100 osób, ale skromna chociażby uroczystość jednak jest w pewnych kręgach wymagana, podobnie jak zaproszenie na ślub całej rodzinki (bo co pomyśli ciotka X, kiedy się dowie, że ślub był, ale jej na niego nie zaproszono?). I tak powstaje wielkie zamieszanie (i to bez względu na to, czy ostatecznie rodzinę zaproszono, a uroczystość się odbyła, patrz: konfliktogenna sytuacja z ciotką), które nie wszystkim jest na rękę.

        Kolejna sprawa to rozwody. Niby dlaczego wszyscy mają solidarnie ryzykować tym koszmarem w imię ponoszenia konsekwencji swoich działań? Dlaczego albo muszą być pewni, że oto są z kimś na całe życie i rozwodu nie będzie przenigdy, albo być dla siebie nikim w imię prawa? Pomijam już to, że nie wiem, czy łatwość rozstania jest głównym powodem rezygnacji z małżeństwa na rzecz związku partnerskiego. Uważam tylko, że nawet jeśli jest, to nie powód do ignorowania takich oczekiwań.
    • a.nancy Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 14:36
      > Uważacie, że związki partnerskie powinny być traktowane na równi z małżeństwem
      > i mieć te same prawa?
      nie, bo niczym by się nie różniły od małżeństw.
      poparłabym różne ułatwienia dla ludzi, którzy nie chcą żyć w małżeństwie (czy nawet w związku), ale chcą funkcjonować razem na jakiejś płaszczyźnie (np. wspólne gospodarstwo domowe, deklaracja opieki w razie choroby itp.). wiem jednak, że trudno byłoby stworzyć taki projekt, który by wszystkich zadowalał, bym sprawiedliwy a jednocześnie nie prowadził do nadużyć (typu machlojki finansowe).
      i popieram małżeństwa homoseksualne. bez nowomowy typu "związki partnerskie".
      • larrisa Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 14:51
        a.nancy napisała:

        > wiem jednak, ż
        > e trudno byłoby stworzyć taki projekt, który by wszystkich zadowalał, bym spraw
        > iedliwy a jednocześnie nie prowadził do nadużyć (typu machlojki finansowe).

        Małżeństwa tez mogą prowadzić do nadużyć finansowych, nikt tu nie słyszał o dłużnikach, których można cmoknąć bo przepisali majątek na małżonka? A uzyskiwanie obywatelstwa - nikt nie słyszał? A prawdo do odmowy zeznań dla małżonka - kolejne pole do nadużyć. Może zakażmy małżeństw na wszelki wypadek?
        • a.nancy Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 15:01
          > Małżeństwa tez mogą prowadzić do nadużyć finansowych, nikt tu nie słyszał o dłu
          > żnikach, których można cmoknąć bo przepisali majątek na małżonka? A uzyskiwanie
          > obywatelstwa - nikt nie słyszał? A prawdo do odmowy zeznań dla małżonka - kole
          > jne pole do nadużyć. Może zakażmy małżeństw na wszelki wypadek?

          ale o co ci chodzi? gdzie ja napisałam o zakazywaniu? przeciwnie, napisałam, że chciałabym, żeby istniały takie udogodnienia dla osób nie spokrewnionych i nie będących w związku (wyobraźmy sobie np.: mam dobrą przyjaciółkę, której ufam bardziej niż rodzinie) - a o trudnościach wspomniałam na wypadek, jakby ktoś mnie zapytał, jak sobie to niby wyobrażam w praktyce i w szczegółach smile otóż nie jestem prawnikiem, więc tak w szczegółach to nie wiem ;P
            • a.nancy Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 15:31
              larrisa napisała:

              > Jesteś kolejną osobą, która twierdzi, że związki partnerskie mogą prowadzić do
              > nadużyć.

              nie napisałam "związki partnerskie". napisałam o innej formie, czysto teoretycznej.
              poza tym skoro przyznałam, że chciałabym, aby taka forma istniała, to chyba widzę więcej zalet niż wad?
              BTW, o ile dobrze się orientuję, związki partnerskie w proponowanej formie niewiele różnią się od małżeństwa. dlatego jak piszę o czymś innym. nic nie wspominam o nadużyciach w związkach partnerskich.
              w "moim projekcie", niestety, pole do nadużyć byłoby większe niż w przypadku czy to małżeństw, czy to związków partnerskich - np. dlatego, że zarówno małżeństwo jak związek partnerski są z definicji monogamiczne, a więc możesz dokonywać tych nadużyć tylko z jedną osobą smile - a alternatywnym projekcie mogłabym zawrzeć odmienne umowy z różnymi osobami. i - używając Twoich przykładów - jednej ułatwić zdobycie obywatelstwa (BTW jakoś mnie ta wizja najmniej przeraża), a na inną przepisać majątek big_grin

              ale podkreślę jeszcze raz - nie było w mojej wypowiedzi ani słowa o nadużyciach w związkach partnerskich. ani o tym, że w małżeństwach nie ma nadużyć.
      • nabakier Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 15:11
        > wiem jednak, ż
        > e trudno byłoby stworzyć taki projekt, który by wszystkich zadowalał, bym spraw
        > iedliwy a jednocześnie nie prowadził do nadużyć

        Ale skąd, łatwo, Taki projekt nie jest rzeczą skomplikowaną. PACS dało wzór i się sprawdza w praktyce.
        Każdy związek, w którym jest wspólnota życia (niekoniecznie seksualna) winna mieć możliwość prawnego uregulowania. wariantywnego, jak różne są umowy o pracę, ubezpieczeniowe. spoko głowa- to nie jest kwestia trudności, tylko światopoglądu.

        Jeśli chodzi o związki seksualne w ramach PACS, to wiekszośc z nich po latach (te, ktore się nie rozpadły) ewouluowała w małżeńskie-tak czytałam. I dobrze. Ale dajmy ludziom wybór.
        • a.nancy Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 14.02.13, 15:32
          > Ale skąd, łatwo, Taki projekt nie jest rzeczą skomplikowaną. PACS dało wzór i s
          > ię sprawdza w praktyce.
          > Każdy związek, w którym jest wspólnota życia (niekoniecznie seksualna) winna mi
          > eć możliwość prawnego uregulowania. wariantywnego, jak różne są umowy o pracę,
          > ubezpieczeniowe. spoko głowa- to nie jest kwestia trudności, tylko światopogląd
          > u.

          a widzisz, bo ja się nie znam.
          no to jak łatwo to ja chcę takie smile
    • 18lipcowa3 powtórzę się 14.02.13, 15:07
      jeśli ktoś chce zarejestrować heteroseksualny związek partnerski to już dawno dawno coś takiego wymyślono- nazywa się to małżenstwo ( mam na mysli ślub cywilny ) i nie jest niczym innym jak właśnie rejestracją/legalizacją konkubinatu/ związku partnerskiego.

      Co do par homo- uważam że powinni mieć prawo do prawnego zalegalizowania swojego związku i czy to będzie małżenstwo cywilne czy cokolwiek innego - nie ma problemu.
        • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 15:27
          Inaczej, czyli jak?
          Nie mogę się doprosić, żeby mi ktoś wyjaśnił, czym ma się partnerski związek hetero różnić od kontraktu cywilnego zwanego małżeństwem.
          • iwles Re: powtórzę się 14.02.13, 15:35

            Podpisanie kontraktu bez formułki przyrzeczenia (ślubowania).
            Podobnie będzie z rozwiązaniem - prawdopodobnie rozwiązanie umowy, bez konieczności prania brudów przed sądem.
            Ale szczegółow nie znam.
            • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 15:42
              > Podobnie będzie z rozwiązaniem - prawdopodobnie rozwiązanie umowy, bez konieczn
              > ości prania brudów przed sądem.

              No więc dlaczego nie zapewnić tego małżeństwom związanym kontraktem cywilnym po prostu, a dać sobie spokój z tworzeniem czegoś nowego?

              > Podpisanie kontraktu bez formułki przyrzeczenia (ślubowania).

              A ślubowanie w ogóle w kontraktach cywilnych jest? Nie pamiętam.
              Na kościelnym - to co innego.
              Ślubowanie w ogóle zostawiłaby na ceremonie kościelne, to, co związane z wiarą. Bez mieszania w to przepisów państwowych.

              > Ale szczegółow nie znam.

              Właśnie ja też nie. Chętnie bym poznała.
              • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 15:50
                zona_mi napisała:
                > > Podobnie będzie z rozwiązaniem - prawdopodobnie rozwiązanie umowy, bez ko
                > nieczn
                > > ości prania brudów przed sądem.
                >
                > No więc dlaczego nie zapewnić tego małżeństwom związanym kontraktem cywilnym po
                > prostu, a dać sobie spokój z tworzeniem czegoś nowego?

                Ja jestem absolutnie za ale wiele osób zawierających małżeństwa z kolei tego nie chce. Uważa (moim zdaniem naiwnie), że małżeństwo spowoduje, że druga strona nie pójdzie w siną dal z dnia na dzień.

                > A ślubowanie w ogóle w kontraktach cywilnych jest? Nie pamiętam.

                Tekst ślubowania w USC:
                "Świadoma/y praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
                • bi_scotti Re: powtórzę się 14.02.13, 16:02
                  araceli napisała:

                  > Tekst ślubowania w USC:
                  > "Świadoma/y praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświa
                  > dczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko
                  > aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
                  >

                  No i tu jest pies pogrzebany - w owym "przyrzekam"! To jest ogromna roznica czy publicznie "przyrzekam" cokolwiek, czy bez tego "przyrzeczenia" ustanawiam zwiazek partnerski. Wbrew pozorom, jest to roznica kolosalna. Tak prawnie jak i etycznie.
              • imasumak Re: powtórzę się 14.02.13, 16:54
                zona_mi napisała:

                A ślubowanie w ogóle w kontraktach cywilnych jest? Nie pamiętam.

                No wiesz? Jakich kontraktach? Ja wzięłam ślub cywilny, czułam emocje prawdopodobnie takie, jak Ty podczas ślubu kościelnego. Nie lubię zmniejszania rangi ślubu cywilnego tylko dlatego, że nie jest związany z wiarą.

                Podczas ślubu cywilnego padają takie słowa:

                Świadoma/y praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Pana Młodego/Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
                • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 19:45
                  A ja w USC nie ślubowałam - zawarłam związek małżeński, kontrakt cywilny właśnie, przyrzekając to, co zacytowałaś. Owszem, emocje czułam, ale bez przesady wink

                  A ślubowałam mężu memu w kościele, przed Bogiem.
                  • larrisa Re: powtórzę się 14.02.13, 19:47
                    Ślubowanie – konwencjonalna, sformalizowana i uroczysta deklaracja składana przez osobę, która publicznie zobowiązuje się (przyrzeka, obiecuje) osiągnąć określony cel lub przestrzegać określonych zasad (np. prawnych lub etycznych). Polega na ustnym wygłoszeniu ustalonych słów, a często także własnoręcznym podpisaniu samego tekstu. Ślubowanie może być złożone wobec Boga albo wobec ludzi, w tym wobec określonego podmiotu (organu).
                    • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 20:04
                      Rzeczywiście, według tej definicji, to i cywilny można nazwać ślubem.
                      I nie chcę tu pomniejszać jego znaczenia - po prostu w mojej ocenie to trochę co innego niż ślub związany z wiarą (nie mam na myśli tylko katolickiej).
                      Ale wierzę, że inni postrzegają i odczuwają to inaczej - Uma kiss
            • ste3fa Re: powtórzę się 14.02.13, 21:32
              Gratuluję radosnego optymizmusmile
              Już widzę takie "rozwiązanie kontraktu partnerskiego" po iluś tam latach wspólnego życia, wspólnym majątkiem, kredytem, dziećmi w sytuacji, gdy "partnerzy" będą w ostrym konflikcie bez udziału sądu. A nawet, gdy jedno z nich zostanie boleśnie zranione np w wyniku zdrady.
              Jeśli małżonkowie "dojrzeli" do rozwodu, poukładali wspólne sprawy dzieciowo - majątkowe, to rozwód jest tylko przypieczętowaniem ich decyzji i trwa max pół godziny. Mało jest takich par. Większość jest w mniejszym lub większym stopniu skłócona. Nie wierzę, że "partnerzy" w analogicznych sytuacjach rozstaną się pokojowo.
          • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 15:40
            zona_mi napisała:
            > Inaczej, czyli jak?
            > Nie mogę się doprosić, żeby mi ktoś wyjaśnił, czym ma się partnerski związek he
            > tero różnić od kontraktu cywilnego zwanego małżeństwem.

            Inaczej czyli na przykład tak, że dorosły człowiek ma prawo zadeklarować z kim tworzy związek i kiedy go kończy. Małżeństwo cywilne nie jest do końca umową dwojga ludzi bo udziela go urzędnik a rozwiązuje sąd przy określonych warunkach. Nie ma też możliwości kształtowania innego praw i obowiązków niż wte określone w KRiO - bierzesz wszystko albo nic.
              • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 15:51
                zona_mi napisała:
                > Więc wolałabym ułatwić życie "małżeństwom" cywilnym i niechże one mają taką moż
                > liwość - bo dlaczego nie? - zamiast tworzyć nowe opcje.

                A jak małżeństwa tego nie chcą? Ja znam wiele osób, które twierdzą, że możliwości rozwodu trzeba zmniejszyć. Na przykład wprowadzić nierówny podział majątku jeżeli jedna strona jest winna rozpadu związku. To co zrobić z takimi osobami? Zawsze lepiej mieć więcej opcji niż mniej wink
              • bi_scotti Re: powtórzę się 14.02.13, 16:08
                zona_mi napisała:

                > Więc wolałabym ułatwić życie "małżeństwom" cywilnym i niechże one mają taką moż
                > liwość - bo dlaczego nie? - zamiast tworzyć nowe opcje.
                >

                Ale w czym masz problem z "nowa opcja"? Co chwila jest cos nowego w zyciu - nowy komputer, nowe dziecko, nowa ulica, nowy uklad spoleczny, nowe rozwiazanie polityczne ... Tak to dziala, ze jak spoleczenstwa sie zmieniaja i ewoluuja tak i tworza "nowe opcje". Skoro pojawila sie potrzeba u dajacej sie policzyc grupy obywateli to nie ma co im wmawiac, ze chca niewiadomo czego tylko sie uczciwie zastanowic czy ta "nowa opcja" nie jest w rzeczywistosci jeszcze jedna opcja acz zapewne nie ostatnia (!!!) jaka winna byc wolnym wyborem wolnych ludzi. Z czym tak naprawde masz problem, ze ona "nowa" ta opcja? Nowa nie znaczy bez sensu czy zla. Nowa znaczy wlasnie zwerbalizowana jako potrzebna! A jak potrzebna to nie ma sie co zapierac nogami tylko przemyslec jak to ulozyc prawnie i administracyjnie zeby dzialalo sensownie dla wszytskich zainteresowanych i dla reszty spolecznestwa tez.
                • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 19:56
                  Nie spędza mi to snu z powiek, więc i Ty się uspokój smile
                  Po prostu nie rozumiem, czym miałyby się różnic związki od małżeństw i po co tak naprawdę miałoby to wszystko się stać. Nowy komputer, OK, i te inne, ale jestem zasadniczo zwolenniczką przystosowywania istniejących rzeczy do potrzeb, niż budowy ekstra nowych, może dlatego tak drążę.
                  Już wiem, że miałoby to polegać na tym, że ludzie się zwiążą, od razu zakładając rozstanie, na wszelki wypadek będzie im wygodniej uniknąć rozwodu, lepiej związek rozwiązać, tak?
                  Aha.
                  Coś jeszcze?

                  I nadal uważam, że lepiej byłoby skrócić i uprościć sprawy rozwodowe, niż kombinować, ale oczywiście tak naprawdę wszystko mi jedno, póki w osobach np. moich dzieci nie będzie mnie to jakoś tam dotyczyło.
                  • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 20:00
                    zona_mi napisała:
                    > I nadal uważam, że lepiej byłoby skrócić i uprościć sprawy rozwodowe, niż kombi
                    > nować, ale oczywiście tak naprawdę wszystko mi jedno, póki w osobach np. moich
                    > dzieci nie będzie mnie to jakoś tam dotyczyło

                    To ja się nadal pytam - a co z osobami, które nie życzą sobie upraszczania spraw rozwodowych a wręcz chciałyby iść w innym kierunku? Dlaczego ma istnieć tylko jedna opcja?
                  • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 20:03
                    zona_mi napisała:
                    > Po prostu nie rozumiem, czym miałyby się różnic związki od małżeństw i po co tak
                    > naprawdę miałoby to wszystko się stać.

                    Nie wiesz czy nie chcesz wiedzieć? Bo jakoś wiele osób ciągle powtarza, że 'nie wie' ale mimo dziesiątek odpowiedzi jakoś opornie im poszerzanie wiedzy idzie big_grin
                    • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 20:10
                      Właśnie nie wiem, będąc w związku małżeńskim i bez potrzeby jego zmieniania - naprawdę nie wiem, bo dotąd jawiło mi się to jedynie jako fanaberie: nie chcę papierka, tylko przywileje.
                      Opcja małżeństwa/półmałżeństwa/prawie związku i związku partnerskiego - jakieś stopniowanie w zależności od obcych mi potrzeb, są mi na tyle dalekie, że próbuję dopytać, żeby się dowiedzieć, czemu to ma służyć.
                      Usiłuję zrozumieć.
                      Może wtedy i zdanie zmienię smile
                      • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 20:54
                        zona_mi napisała:
                        > Usiłuję zrozumieć.

                        Ale co chcesz zrozumieć? To, że opcje są różne to jak widać wiedz bo je potrafisz wymienić. Wnioskuję, że widzisz jakieś różnice bo sama je opisujesz (np. między małżeństwem religijnym/ ślubem religijnym a cywilnym).

                        Wychodzi, że widzisz różnice ale niektóre warianty są Ci obce. I świetnie - bo ludzie są różni, mają różne potrzeby i dobrze się czują w różnych sytuacjach. Masz więc odpowiedź czemu to ma służyć - temu, żeby każdy mógł wybrać formę związku taką jaka u odpowiada a nie jedyną słuszną jakakolwiek by nie była.

                        Jeżeli małżeństwo jest umową cywilną to powinna być możliwość przynajmniej częściowej jej indywidualizacji. Na przykład zarówno dla tych, którzy nie chcą żeby sąd mieszał się w ich rozstanie jak i dla tych, którzy chcą możliwości rozstania zawęzić. W końcu dwoje dorosłych ludzi powinno mieć możliwość dogadania się na co chcą. Ja na przykład wolę formę deklaratywną, wypełniasz formularz jak przy meldunku i cześć - od dziś ten pan po mnie dziedziczy i w razie czego jemu udzielać informacji medycznych i wydawać polecone na poczcie. Inna osoba za to woli formalną oprawę, publiczną przysięgę tytuły mąż/żona itd. Czemu zatem nie tworzyć rozwiązań, które zaspokoją różne potrzeby?
                  • iwles Re: powtórzę się 14.02.13, 20:09

                    Zona, nikt nie zaklada z góry rozstania, ale... życie jest tylko zyciem, a statystyki rozwodowe są niezbyt optymistyczne. Patrząc na ilość w Polsce konkubinatow, to widocznie sporo osób bierze to pod uwagę, albo mają jakąś awersje do instytucji malżeńskiej.
                    Pewnie, że ta ustawa nie zlikwidowalaby konkubinatów w ogole, ale może dzięki zwiazkom partnerskim zmniejszyłaby się liczba matek pseudosamotnych ?
                    Jesli chodzi o rozwody obecnie przeprowadzane przez sądy, to powiedz, co masz na myśli pisząc o ich uproszczeniu ? Bo ja sposobu nie widzę, szczegolnie, jesli chodzi o orzeczenie rozwodu z winy którejś ze stron.
                    • ste3fa Re: powtórzę się 14.02.13, 21:35
                      Powtórzę: związek partnerski, w którym strony są skonfliktowane a posiadający wspólny bagaż w postaci dzieci lub/i majątku nie zostanie rozwiązany bez sądu. W takie cuda nie uwierzę.
                      • iwles Re: powtórzę się 14.02.13, 21:54

                        chodzi o orzekanie winy. W rozwiązaniu kontraktu nie będzie orzekania o winie, a przy rozwodach bardzo często wlaśnie to jest powodem kłótni. Dobrze, jeśli jedna strona przyzna się np. do zdrady i weźmie winę na siebie, ale bardzo często jest tak, że strona ewidentnie winna nie poczuwa się do winy i sprawy ciągną się latami, wlącznie z wyciąganiem takich absurdalnych brudow, że szok.
                        Prawdopodobnie nie byloby też możliwości uzyskania alimentow na wspólpartnera, jak jest to możliwe przy rozwodzie.
                        • ste3fa Re: powtórzę się 14.02.13, 22:53
                          Masz rację, orzekanie o winie to najczęstszy punkt zapalny. I rzeczywiście ominięcie tego elementu uprości procedurę. Ale pozostaje opieka nad dziećmi/prawa rodzicielskie, podział majątku. Oczywiście można od początku dzielić to moje to twoje - ale w prawidłowo funkcjonujących rodzinach - jest nasze, wspólne. Nikt nie wnika/nie pamięta po latach z czyich pieniędzy kupiono np telewizor. Przez kilka lat wspólnego życia może się całkiem sporo nazbierać.
                          Skłóceni "partnerzy" i tak najczęściej pojawią się w sądzie rodzinnym, aby ustalić zakres praw rodzicielskich czy alimenty.
                          Tak jak pisałam wcześniej - jeśli strony są pogodzone i mają poukładane swoje sprawy - to procedura rozwodu jest łatwa i szybka. Podobnie będzie z "partnerami".
          • ksionzka Re: powtórzę się 14.02.13, 15:49
            Jessu, czym się różnić ma? Nazwą no. Nowa zawsze lepsza. Oczywiście, bardzo mądre jest stwierdzenie że wszyscy, którzy nie chcą papierka chcą papierka ale innego i wszystkim będzie się to z automatu podobało a ja nie to będzie znowu jęczenie a czemu oni mają swoje związki partnerskie a ja i moi znajomi nie mogę mieć związku półparterskiego przecież nie każdemu związkowi musi odpowiadać pełen zakres związku partnerskiego. Dlaczego nie może być coś inaczej uregulowanego? Co ja gorszy jestem że nie mogę po swojemu sad. I tak do znudzenia. Niby ma też nie kończyć się w sądzie, ale wiesz szybki rozwód w zgodzie to "5 minut" i można wręcz trzeba podziałać tu nad uproszczeniem/ułatwieniem czegoś co istnieje. Jeśli się ktoś chce żreć to i tak się w sądzie skończy, głupotą jest wiara że związek partnerski uchroni nas przed wizyta w sądzie w przypadku gdy w grę wchodzą nasze interesy po rozstaniu a zgodności nie ma. No ale wiadomo znów rozbija się o nazwę. Nie będą się żreć na sprawie rozwodowej a na innej tongue_out

            Takie jest moje zdanie, te inne mają inne co pewnie zaraz pokażą big_grin
            • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 15:53
              ksionzka napisał(a):
              > Jessu, czym się różnić ma? Nazwą no. Nowa zawsze lepsza. Oczywiście, bardzo mąd
              > re jest stwierdzenie że wszyscy, którzy nie chcą papierka chcą papierka ale in
              > nego i wszystkim będzie się to z automatu podobało

              Wiesz - równie dobrze można powiedzieć, że Ci co chcą małżeństwa cywilnego mogliby przecież pójść do kościoła bo 'co im szkodzi' to tylko trochę inny papierek big_grin
          • eliszka25 Re: powtórzę się 14.02.13, 16:25
            zona_mi napisała:

            > Inaczej, czyli jak?
            > Nie mogę się doprosić, żeby mi ktoś wyjaśnił, czym ma się partnerski związek he
            > tero różnić od kontraktu cywilnego zwanego małżeństwem.
            >

            nazwa pewnie tongue_out. tez nie bardzo rozumiem po co tworzyc cos, co tak naprawde juz przeciez jest.
            • bi_scotti Re: powtórzę się 14.02.13, 16:47
              eliszka25 napisała:

              > tez nie bardzo rozumiem po co tworzyc cos, co tak naprawde juz przeciez jest.

              Caly problem w tym, ze tego nie ma. Gdyby bylo, potrzeba uprawomocnienia figury spolecznej "zwiazek partnerski" nie bylaby zwerbalizowana. Life. Jedyna istniejaca w tej chwili w PL opcja wymaga od dwojga doroslych ludzi zlozenia publicznych oswiadczen okreslanych jako przyrzeczenie badz przysiega, tudziez przyjecia tytulow "maz/zona/wspolmalzonek/wspolmalzonka" - to jest bardzo ograniczajaca opcja! Moze nie Ciebie, moze nie setki innych osob ale spora czesc spoleczenstwa owszem tak. I dlaczego takie ograniczenie kontynuowac skoro mozna sie go dosc latwo pozbyc bez zadnych ujemnych skutkow dla tych, ktorym takie ograniczenia odpowiadaja?
          • nabakier Re: powtórzę się 14.02.13, 17:47
            Np. uproszczoną formułą rozwodu- wystarczy oświadczenie jednej strony, że rozwiązuje umowę. Albo inną, niż małżeńska formułą spadkową - dziedziczą po sobie tyle, ile zawrą w umowie.
            • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 20:00
              No więc postulowałabym o zmiany w formach i czasie trwania rozwodów i przystosowanie formuły spadkowej do istniejących już małżeństw także.
              I cześć.
              • nabakier Re: powtórzę się 14.02.13, 21:08
                I wtedy Gowin z Godsonem zaczną piać, ze to już nie jest małżeństwo. To chyba lepiej, żeby było małżeństwo i coś innego, o co Gowiny nie będą się wykłócać z normalną częścią społeczeństwa. Niech mają swoje małżeństwa, a innym pozwolą mieć inne formuły.
                Przecież tak naprawdę operujesz tylko na nazwaniu. Obojętnie jak to się będzie nazywało- i tak będzie. bez sensu jest od tego uciekać pod byle pretekstem. Bo tak naprawdę to stronie prawicowej chodzi o powiedzenie "nie" pod jakimkolwiek pretekstem. Ale to się nie uda.
                • zona_mi Re: powtórzę się 14.02.13, 21:27
                  Prawdą jest, że największą moc sprawczą w zmianie moich różnych przekonań, mają G&G i im podobni.
                  Są tak antyskuteczni w swoich wywodach, że idealnie mnie nie przekonują.
      • araceli Re: powtórzę się 14.02.13, 15:17
        18lipcowa3 napisała:
        > nie jest niczym innym jak właśnie rejestracją/legalizacją konkubinatu/ związku partnerskiego.

        A to małżeństwo się rejestruje? Od kiedy?
    • tosterowa Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 15.02.13, 15:50
      Nie i uważam, że związki partnerskie powinny pełnić trochę inną funkcję niż instytucja małżeństwa i niepotrzebnie myli się te dwie sprawy (również w projektach dot. związków partnerskich). Powinny być swoistą umową między dwojgiem ludzi, z pełną dowolnością określenia praw i obowiązków, także w przypadku, gdy dwoje ludzi nie chce mieć żadnych obowiązków względem siebie (np. alimenty), a chce jedną umową załatwić sprawy np. dziedziczenia, rozliczeń, ubezpieczenia i statusu tych osób względem siebie (pełnomocnictwo). Związki partnerskie powinny po prostu służyć ułatwieniu życia, głównie w jego prawnym aspekcie, natomiast niekoniecznie muszą służyć ochronie poszczególnych partnerów w związku, co robi małżeństwo.
    • messa-lina Re: Związki partnerskie, jałowe jak waciki? 15.02.13, 17:42
      Jeśli chodzi o mnie - jestem za związkami małżeńskimi dla homo i hetero - i w związku z nimi za przysługującymi prawami (wspólne rozliczanie się z podatku, wychowywanie dzieci, itp.).
      Trochę poczytałam odpowiedzi w wątku (nie wszystkie, przyznaję) i coś mi się zdaje, że brak jednoznacznej definicji na temat : czym miałby się różnić związek partnerski od małżeńskiego (szczególnie jeśli chodzi o prawa i obowiązki)? A może - te różnice miałyby dotyczyć tylko formy zawierania związku - w przypadku partnerskiego - brak rodziny, świadków i przysięgi (czyli całej tej otoczki kulturowej)? Samo tylko podpisanie papierów w obecności urzędnika, przez strony ... Jeśli tak, to ok. Natomiast jeśli związek partnerski miałby być rozumiany jako posiadanie samych praw, bez konieczności obowiązków, to sorry Winetou, ale jestem przeciw.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się