Dodaj do ulubionych

Zebranie - prośba jednej z matek.

10.09.12, 23:03
Wątek śniadaniowy smile
Na zebraniu w szkole matka dziecka chorego na cukrzycę poprosiła rodziców aby dzieci nie przynosiły do szkoły słodyczy . Bo dziecko owszem zjeśc słodycze może, ale wiąże się to z podawaniem odpowiedniej dawki insuliny za każdym razem. A wiadomo że dzieci lubią się dzielic i ulegac pokusom.
Jak myślicie czy to było na miejscu ? Czy nie lepiej byłoby uświadomic dzieci z czym wiąże się częstowanie chorego dziecka słodyczami ? W formie pogadanki na przykład .

Mam córkę ( w przedszkolu ) która jest uczulona na sztuczne barwniki i czekoladę i jakoś głupio byłoby mi prosic o całkowity zakaz podawania tego typu cukierków w przedszkolu ( z okazji urodzin czy nagrody za coś tam). Ma w depozycie u pani parę krówek , bez mojej zgody nie tknie nic kolorowego .

Ciekawa jestem Waszej opinii.

Obserwuj wątek
    • imasumak Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:10
      Oczywiście powinno się uświadomić dziecko o konsekwencjach jedzenia przez niego słodyczy. Całkowity zakaz ich przynoszenia przez inne dzieci nie rozwiązuje problemu na dłuższą metę. Zawsze może zdarzyć się sytuacja, kiedy ktoś poczęstuje cukierkiem czy czekoladką poza szkołą i co wtedy?
    • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:11
      > Na zebraniu w szkole matka dziecka chorego na cukrzycę poprosiła rodziców aby
      > dzieci nie przynosiły do szkoły słodyczy . Bo dziecko owszem zjeśc słodycze moż
      > e, ale wiąże się to z podawaniem odpowiedniej dawki insuliny za każdym razem.
      > A wiadomo że dzieci lubią się dzielic i ulegac pokusom.
      > Jak myślicie czy to było na miejscu ?

      Zapytać nie grzech smile
      Ale moim zdaniem prośba jest bez sensu. Nawet jeśli w samej klasie nikt nie będzie miał słodyczy, to znajdzie się ktoś spoza klasy (np. w świetlicy czy na kółku) albo spoza szkoły.
      To przede wszystkim dzieciaka należy uświadomić dlaczego nie wolno mu jeść słodyczy, a nie wymagać od innych, by czuli się za niego odpowiedzialni. Oczywiście uświadomienie pozostałych dzieci również jest w takiej sytuacji bardzo pożądane, ale na tym powinno się to skończyć. Nie da się ustawić całego świata wg wymagań jednego dziecka.
      • nanuk24 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:18
        Oczywiscie, moze tez sie znalesc nauczycielka, ktora obdzieli wszystkie dzieci po rowno batonemtongue_out
    • alfa36 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:11
      Pewnie można by było uświadomic, ale nie sądzę, zeby dało to zamierzony efekt. Czasem rodzicom trzeba powiedzieć konkret, bo inaczej nie pojmą.... a co dopiero dzieci. Odważna mama swoją drogą.
    • e-kasia27 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:14
      Według mnie nie na miejscu i na pewno niewiele osób się do tego dostosuje, bo niby dlaczego cała klasa miałaby się dostosowywać do jednego dziecka?
      To chore dziecko powinno wiedzieć, co mu wolno, a co nie.
      Wymaganie, aby ogół dostosował się do jednostki, jest nierealne i może źle wpłynąć na stosunek do tego dziecka reszty klasy, bo przez niego(nią) inne dzieci mogą poczuć, że mają ograniczaną wolność i to, będzie wina tej matki, że dzieci nie będą lubiły tego dziecka, a wtedy ona znowu będzie miała pewnie "coś" do powiedzenia do rodziców i zwali winę na chorobę dziecka i brak tolerancji, a nie na swoją głupią postawę i wymagania wobec innych.
    • dziennik-niecodziennik Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:23
      wiesz, moja kolezanka z pracy ma syna z cukrzycą. sprawę rozwiazywali tak ze ona na poczatku roku na zebraniu tlumaczyla jak wyglada sytuacja i prosiła żeby dzieci poprosic o nieczestowanie jej syna slodyczami, bo jest on chory i jesc ich nie moze. dziecko mialo swoją drogą wtloczone do głowy co i jak (a i tak sie łamał i łamie sie do tej pory, czemu sie specjalnie nie dziwię, choc sama wiem ze to niebezpieczne).
      prosba o nieprzynoszenie mija sie z celem. dzieci nie beda wiedzialy o co wlasciwie chodzi w tej sytuacji, ktores moze nie dostac od mamy a dostac od dziadka ktory akurat odprowadzał do szkoły, tudziez moze znaleźc na ulicy złotówke i kupic jakies dropsy, i i tak cukrzyka poczestowac. wiecej sensu ma wlasnie wytłumaczenie czemu Jasiu jesc słodyczy nie moze.
    • alienka20 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:26
      Dziwne trochę, bo to jednak dziecko powinno wiedzieć, że nie powinno jeść słodyczy i współpracować z rodzicami i lekarzem prowadzącym. Dzieci można ewentualnie uprzedzić, żeby kolegi nie częstować. Gdy zaczynałam nosić aparaty słuchowe sama wytłumaczyłam znajomym z podwórka, że niestety koniec zabaw w śmigus dyngus i bitw na śnieżki, chyba że chcą odkupywać smile. Zrozumieli.
    • sarling Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:28
      Niech zapisze dziecko do klasy mojego syna big_grin tongue_out

      Oczywiście, że prośba bardzo trudna do zrealizowania, poza tym - wbrew pozorom, bardzo niesprawiedliwa.
      BTW - mi już się nie chce dopisywać w TAMTYM wąciszczu (zupełnie niechcący stałam się królem internetu wink), sprawa się rozwiązała, a ludzie tam dalej swoje teorie i przekonania głoszą...
      • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:40
        > sprawa się rozwiązała,

        Ale pozytywnie dla Ciebie, czy nadal wszystko jest zbierane do kupy i dzielone między całą klasę?
        • sarling Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:55
          Zebranie jest jutro, ale widać inni rodzice też byli zaskoczeni, więc pani wkleiła do dzienniczków informację, żeby dzieci nie dostawały słodyczy, w miarę możliwości.
          A w praktyce, to chyba sobie pani odpuściła to dzielenie.
          Młody mówił, że każdy zjada co chce, a pani tylko zachęca, że jeśli ktoś może i chce, to niech się podzieli z kolegą (rozwiązanie z ubiegłego roku - najzupełniej normalne i sympatyczne).
          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:00
            sarling napisała:

            > Zebranie jest jutro, ale widać inni rodzice też byli zaskoczeni, więc pani wkle
            > iła do dzienniczków informację, żeby dzieci nie dostawały słodyczy, w miarę moż
            > liwości.

            No i takie załatwienie sprawy uważam za sensowne.
            Pani przekazała sugestie, a jak i kto postąpi, to już jego prywatna sprawa.
            • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:02
              No i przes...ane. Gdzie sie teraz biedne dziatki naucza dzielenia z innymi, empatii i pokory ducha?
              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:09
                ashraf napisała:

                > No i przes...ane. Gdzie sie teraz biedne dziatki naucza dzielenia z innymi, emp
                > atii i pokory ducha?

                Spoko. Są jeszcze kredki, gumki (łatwo się kroi ekierką), zeszyty, a zimą rękawiczki (bo na wuja komuś dwie, jeśli ktoś inny nie ma żadnej?). Wszystko podzielne, a jakże. W starszych z kolei klasach można wprowadzić przegląd portfeli, zbiórkę kasy i podział po równo dla każdego smile
              • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:18
                W domu! Niektóre dzieci wynoszą jakieś zasady z domu - wiem, że trudno w to uwierzyć, ale naprawdę smile
          • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:15
            No patrz, dało się big_grin Założę się jednak, że część nadal nie zajarzy, że nie chodziło o szlachetne skądinąd przekonanie, że dobrze jest w dzieciach wyrobić dobre nawyki, tylko o formę przymusu wprowadzania ich w życie.
    • ola33333 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:31
      wiadomo, ze dziecko chore musi wiedziec o swoich ograniczeniach, ale uwazam, ze prosba matki byla jak najbardziej w porzadku, bo przeciez mozna zrozumiec, ze jej dziecku bedzie przykro jak inni beda jedli a ono nie, bo nie moze.
      • isa1001 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:45
        ola33333 napisała:

        > wiadomo, ze dziecko chore musi wiedziec o swoich ograniczeniach, ale uwazam, ze
        > prosba matki byla jak najbardziej w porzadku, bo przeciez mozna zrozumiec, ze
        > jej dziecku bedzie przykro jak inni beda jedli a ono nie, bo nie moze.

        A jak Jasio z I c będzie miał krótszą nóżkę, to jego mamusia poprosi, żeby koledzy nie biegali, bo Jasiowi będzie przykro, że inni mogą a on nie? I wszyscy będą się musieli do tego stosować?
        • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:49
          > A jak Jasio z I c będzie miał krótszą nóżkę, to jego mamusia poprosi, żeby kole
          > dzy nie biegali, bo Jasiowi będzie przykro, że inni mogą a on nie? I wszyscy bę
          > dą się musieli do tego stosować?

          Oczywiście. I obowiązkowo uciąć dzieciom jedną nóżkę, najlepiej przy samej dupie, żeby Jasiowi było miło, że choć ma źle to i tak ma lepiej smile
          To takie swoiste "psiejstwo" ogrodnika. Sam nie mogę, to niech inni też nie mogą.
          • 3-mamuska Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 00:16
            Oczywiście tak najlepiej , tylko ze nasion ma krótsza nosie zawsze a dziecko słodycze może zjeść poza Szkola.

            Ciekawe gdzie te mamusie które nie dają parowek danonkow bo za dużo cukru.
            Te które krytykują jak "można utuczyc dziecko" ,ale słodycze w szkole nich dobie dziecia je.
      • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:47
        > prosba matki byla jak najbardziej w porzadku, bo przeciez mozna zrozumiec, ze
        > jej dziecku bedzie przykro jak inni beda jedli a ono nie, bo nie moze.

        Nie, nie można zrozumieć.
        Ja na przykład nie rozumiem, dlaczego miałabym prosić rodziców o to, by ich dzieci nie przychodziły do szkoły w normalnym obuwiu, ponieważ moje musi chodzić w ortopedycznym.
        • isa1001 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:57
          robitussin napisał:

          > > prosba matki byla jak najbardziej w porzadku, bo przeciez mozna zrozumie
          > c, ze
          > > jej dziecku bedzie przykro jak inni beda jedli a ono nie, bo nie moze.
          >
          > Nie, nie można zrozumieć.
          > Ja na przykład nie rozumiem, dlaczego miałabym prosić rodziców o to, by ich dzi
          > eci nie przychodziły do szkoły w normalnym obuwiu, ponieważ moje musi chodzić w
          > ortopedycznym.
          >

          To ja jutro poproszę, żeby wszystkie dzieci nosiły okulary, bo moje musi. I aparaty na zęby, bo jego koledze z ławki założyli. I niech wszystkim wyrwą dolne jedynki, bo Kasi, co siedzi pod oknem właśnie wyleciały i może jej być przykry, że inni nie są szczerbaci.
      • sarling Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:48
        Ni, nie, nie!
        Motyw "przykrości" pojawia się bardzo szybko, ale jednak nie do końca przemyślany.
        To oczywiste, szczególnie wśród dzieci, że kiedy ktoś ma coś, czego nie mam ja, to też chcę to mieć. Więc znacznie bardziej prawdopodobne jest uczucie zazdrości niż przykrości.
        Ludzie przeżywają różne uczucia w związku z różnymi sytuacjami. Jedni złość, inni wstyd, inni strach, a jeszcze inni nic akurat.
        Uczuć przykrych, choć niewątpliwie są przykre wink nie należy za wszelką cenę unikać ani też kazać innym ponosić odpowiedzialność za cudze uczucia.
        To co boli i rani i dużych i małych to PREMEDYTACJA, celowe robienie krzywdy.
        Widzę zdecydowaną różnicę między zwykłym posiadaniem pożądanej rzeczy, a np. wyśmiewaniem kogoś, że mieć jej nie może.
        Sądzę, że dzieci w takich sytuacjach nalezy uczyć dwóch spraw - że nie wolno krzywdzić (częstować lub wyśmiewać) kogoś, ale też tego, że nie zawsze i wszędzie musimy mieć to co chcemy.
        W tym "moim" wątku śniadaniowym kompletnie to umknęło albo zostało zmutowane, że to niby egoizm i bezduszność. A to nieprawda.
      • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 10.09.12, 23:57
        Choremu dziecku bedzie tez przykro, jak beda jadly inne dzieci na korytarzu, na ulicy, rodzice na imieninach itd. Oczywiscie, ze choroba jest przykra, ale podstawa jest tutaj nauczenie dziecka samokontroli, a nie wyeliminowanie slodyczy z plecakow rowiesnikow. I nie ma to nic wspolnego z egoizmem czy brakiem wspolczucia, ale z realistycznym mysleniem, bo to chore dziecko musi samo dbac o swoje zdrowie, okazja do "zlamania sie" znajdzie sie zawsze i wszedzie.
        • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:05
          ashraf napisała:

          > Choremu dziecku bedzie tez przykro, jak beda jadly inne dzieci na korytarzu, na
          > ulicy, rodzice na imieninach itd. Oczywiscie, ze choroba jest przykra, ale pod
          > stawa jest tutaj nauczenie dziecka samokontroli, a nie wyeliminowanie slodyczy
          > z plecakow rowiesnikow. I nie ma to nic wspolnego z egoizmem czy brakiem wspolc
          > zucia, ale z realistycznym mysleniem, bo to chore dziecko musi samo dbac o swoj
          > e zdrowie, okazja do "zlamania sie" znajdzie sie zawsze i wszedzie.

          Amen!
          • ola33333 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 06:11
            a wytlumaczccie mi, po co dzieciom slodycze w szkole ??

            • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:18
              ola33333 napisała:

              > a wytlumaczccie mi, po co dzieciom slodycze w szkole ??

              A po co Tobie dużo różnych rzeczy, bez których spokojnie mogłabyś się obejść? smile
        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:12
          Jasne, ale na to potrzeba czasu. Cukrzyca może być stosunkowo świeżo wykryta, a dzieciak może być całkiem mały jeszcze. Nie można liczyć na samokontrole, niestety.
    • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:05
      Czyli jak jakies dziecko nie moze jesc bialego chleba to cala klasa ma jesc razowy,dobre dawno tak sie nie ubawilam.
      Mamusi cos sie pomieszalo w glowie.
    • mruwa9 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:09
      chyba uwielbiam szkoly moich dzieci. Odgorne zarzadzenie mowi, ze szkoly i przedszkola sa strefami bezcukrowymi i bezslodyczowymi. Nie wolno slodyczy ani ciastek, wafelkow czy batonikow, rowniez sokow i napojow gazowanych przynosic ani spozywac na terenie szkol i przedszkoli.
      I tak jest ok.
      Jesli mamy zasade, ze slodycze dzieci dostaja tylko w weekendy po obiedzie, to szlag by mnie trafil, gdyby ktos sabotowal nasze zasady, czestujac dziecko cukierkami czy wafelkami w szkole/przedszkolu.
      • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:15
        mruwa9 napisała:

        > chyba uwielbiam szkoly moich dzieci. Odgorne zarzadzenie mowi, ze szkoly i prze
        > dszkola sa strefami bezcukrowymi

        Z ciekawości - co serwujecie dzieciakom na balach, dyskotekach, uroczystościach z okazji Dnia Dziecka itp? Owoce i koreczki śledziowe? wink A paczki na mikołajki?
        Herbatę na śniadanie też bez cukru piją a budyń, kisiel czy kaszę manną jedzą "saute"? Co z ryżem z jabłkami czy naleśnikami z serem albo pierogami z wiśniami? Też na kwaśno?
        No chyba, ze ten zakaz dotyczy tylko i wyłącznie słodyczy przynoszonych na co dzień, a w takich sytuacjach jak wyżej, szkoła daje dyspensę.
        • mruwa9 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:23
          pija mleko i wode.
          Paczek na mikolajki nie ma. Dnia dziecka tez nie ma. Dyskoteka to wyjatek, raptem zdarza sie raz w semestrze lub rzadziej, wiec wtedy jest slodyczowa dyspensa. Budyniu, kisielu ani manny sie nie serwuje.
          Jesli ktos w przedszkolu ma urodziny, zwykle zbiera sie jubilatow z danego miesiaca i robi zbircza impreze, personel szykuje salatke owocowa. W dniu urodzin przedszkolak-jubilat dostaje korone z kolorowego brystolu, zalaminowana laurke ze swoim zdjeciem i balonik. Inne dzieci spiewaja "sto lat" i po imprezie. Da sie bez cukierkow i tortow, a dziecko i tak jest uhonorowane.
          • sarling Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:29
            Macie cukrofobię?
            • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:31
              sarling napisała:

              > Macie cukrofobię?

              Raczej popadaja w niebezpieczne skrajnosci,jak te dzieci sie dorwa kiedys do slodyczy to w szpitalach wyladuja.
            • dziennik-niecodziennik Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:34
              tak, to takie popularne teraz...
            • malwa51 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:22
              Ale mruwa nie o PL, a kraju, gdzie socjal zabiera dzieci wink faktycznie, w przedszkolu nie ma imprezy ur. jako takiej, w moim mozna przyniesc cos do podzialu - np. lody. Swojemu kupilam wtedy duze opakowanie lodow na patyku. A szajby sa rozne, w innym przedszkolu nie dopuszczaja wcale lodow na bazie smietany, tylko rodzaj "zamrozony sok". Orzechow nie wolno w zadnym chyba przedszkolu.
              A w domu mozna podac i krewetki z redbullem, obostrzenia dotycza tylko placowek.

              (Zas w szpitalu nie serwuje sie wcale miesa wieprzowego, o czym glosi kartka przy kuchni. Przynajmniej na porodowce wink
          • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:29
            Urodziny bez tortu,jaja jakies,ja za takie dziekuje.
            • 3-mamuska Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 09:32
              jola-kotka napisał(a):

              > Urodziny bez tortu,jaja jakies,ja za takie dziekuje.

              Czyli ty dziecku w domu tortu nie dasz? Tylko urodziny w przedszkolu a w domu zapominasz ze dziecko ma urodziny?
          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:32
            mruwa9 napisała:

            > pija mleko

            Ale rozumiem, że bez laktozy wink
          • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:39
            To dla mnie jednak lekka przesada. Rozumiem, ze nie zezwala sie na przynoszenie slodyczy, kolorowych napojow i innych zapychaczy do szkoly. Po powrocie do domu rodzice w zaleznosci od przekonan serwuja lub nie slodkosci. Ale juz calkowite wyeliminowanie cukru z diety to przesada, w dodatku niepotrzebna. Kawalek ciasta, czekoladka, podobnie jak kieliszek wina szkodzi w nadmiarze. Zreszta nawet najbardziej restrykcyjne diety dopuszczaja odstepstwa, trzeba tylko dbac o zachowanie proporcji jedzenia zdrowego do zachcianek. Cukierki czy ciasto z okazji urodzin to mily zwyczaj, a sama okazja jest wyjatkowa, podobnie jak imieniny wsrod doroslych, podczas ktorych przygotowuje sie poczestunek.
            • mruwa9 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:45
              tu nie ma zadnej przesady. Slodycze nie sa niezbednym skladnikiem diety, ich brak nie wyrzadza dziecku zadnej krzywdy. Ich obecnosc powoduje cukrzyce, otylosc i generalnie ksztaltuje zle nawyki zywieniowe. Szkola nie powinna do tego przykladac reki, wrecz przeciwnie , powinna propagowac ksztaltowanie zdrowego trybu zycia i zdrowa diete. Weglowodany dzieci w szkole dostaja w postaci pieczywa, owocow, warzyw, kasz, makaronow. W hipoglikemie nikt nie ma szansy wpasc.
              W trakcie imprezy urodzinowej w domu mozna serwowac, co sie chce. Szkola/przedszkole moze pokazac, ze cukier nie jest warunkiem udanego swietowania czyis urodzin. I nikomu nie dzieje sie krzywda.
              • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:52
                Ja sie czepiam w zasadzie tego, ze nie ma zadnych wyjatkow, a przeciez w realnym zyciu takie istnieja. I dlatego batony i cukierki na codzien nie, ale jak Jas ma urodziny, to mozna zjesc po kawaleczku. I mysle, ze podobnie mozna postepowac w domu - u mnie np. nie kupowalo sie zadnych slodyczy codziennie. Raz na jakis czas maly czekoladowy batonik czy ciastko, ale raczej nie czesciej niz 1 x tydz. Przy roznych okazjach (urodziny, wizyty) jadlo sie ciasta czy lody, ale nikt sie na nie specjalnie nie rzucal, bo nie byly ani codziennym skladnikiem diety, ani niedostepnym przez caly rok, reglamentowanym z linijka w reku dobrem. Podobnie napoje gazowane itd. Dzis praktycznie nie jem slodyczy, po prostu ich nie kupujemy, ale na imprezie, wyjezdzie, przy gosciach, chetnie zjem kawalek ciasta czy poslodze kawe.
                • mruwa9 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:38
                  od wyjatkow sa rodzice. Dzieki temu systemowi to rodzice decyduja czy, jak czesto i kiedy ich dzieci jedza slodkosci. I maja na to wplyw. Nie ma opcji, ze dziecko w domu nie zje zupy, bo sie zamulilo w przedszkolu drozdzowka lub prince polo (to serwowano w przedszkolu mojego dziecka). Nie mowiac o upiornie slodzonej herbacie i kompotach. Moje dziecko , przyzwyczajone do picia wody i nieslodzonej herbaty, przez pierwsze miesiace w przedszkolu usychalo z pragnienia, bo nie chcialo tego przydzialowego ulepku. Potem pragnienie okazalo sie silniejsze i juz posprzatane: skonczylo sie picie wody.
              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:22
                > Slodycze nie sa niezbednym skladnikiem diety, ich br
                > ak nie wyrzadza dziecku zadnej krzywdy.

                Ale całkowity brak cukru i owszem. A z tego, co napisałaś wychodzi na to, że boicie się cukru jak diabeł święconej wody. Oczywiście to Wasz wybór, ale dla mnie takie skrajne ograniczenia to również duża przesada.
                • morekac Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:41
                  Gdybyś uczyła się chemii, wiedziałabyś, że cukry proste są w owocach. A cukry złożone - w warzywach i pieczywie. To nie jest dieta bez cukru.
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:45
                    morekac napisała:

                    > Gdybyś uczyła się chemii, wiedziałabyś, że cukry proste są w owocach. A cukry z
                    > łożone - w warzywach i pieczywie. To nie jest dieta bez cukru.

                    A gdybyś Ty uczyła się polskiego, to przeczytałabyś, że mruwa napisała, że ich szkoła jest bezcukrowa. Bez precyzowania o jakie cukry chodzi smile
                    • morekac Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:47
                      Zmniejszam tylko Twój niepokój.
                      To Ty się zamartwiasz całkowitym brakiem cukru w diecie jakiegoś dzieciątka.
                      W tym przypadku nie jest to prawdą. Dostęp do pieczywa, owoców i warzyw jest - czyli organizm ma z czego ten cukier prosty zrobić.
            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:54
              Nie z diety w ogóle, tylko z diety w szkole.
              Dla mnie sensowne rozwiązanie biorąc pod uwagę zarówno fakt, że dzieciaki tyją na potęgę w całym rozwiniętym świecie, jak i zadanie szkoły, która naucza teoretycznie o piramidzie żywienia, a w przypadku opisywanej szkoły także i praktycznie pokazuje dzieciom czym jest właściwa dieta.
              • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:02
                Wlasciwa dieta polega na odpowiednim zbilansowaniu, w ramach ktorego 20 dni w roku, kiedy dzieci dostana po 1-2 cukierki nie powinno poczynic wiekszej szkody. Nie oszukujmy sie, dzieci nie tyja od tego, ze raz na czas zjedza cos slodkiego, tylko z codziennej zlej, tlustej, bogatej w cukry proste i puste kalorie diety i braku ruchu. Takie zakazy jak wyzej, to - choc w dobrej wierze - wylewanie dziecka z kapiela.
          • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:41
            Ciesze sie,ze moje dziecko do tej szkoly chodzic nie bedzie.To nie jest normalne.
          • malwa51 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:30
            W przedszkolu u mojego "mannagryn" serwuja. Zwykle panstwowe. Serwuja tez wieprzka (dla dzieci muzulmanskich jest alternatywa, nalesnik,i indyk czy cos innego)
          • ciociacesia u nas na urodziny jest 'tort' 11.09.12, 16:25
            z ulozonych na talerzu owoców, prezent od przedszkola, sto lat i czapeczki
        • carmita80 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 13:04
          robitussin napisał:

          > mruwa9 napisała:

          > Z ciekawości - co serwujecie dzieciakom na balach, dyskotekach, uroczystościach
          > z okazji Dnia Dziecka itp? Owoce i koreczki śledziowe? wink A paczki na mikołaj
          > ki?

          U nas tez nie na paczek na mikolajki. Dyskoteki sa dwa razy w roku szkolnym, raz przed BN a drugi raz przed koncem roku wtedy sa jakies slodycze, czipsy i cola. Uroczystosci typu urodziny to specjalny kapelusze albo badges i zaspiewanie "sto lat" a po lekcjach jubilat rozdane cukierki, po jednym albo malytka paczka zelkow.

          > Herbatę na śniadanie też bez cukru piją a budyń, kisiel czy kaszę manną jedzą "
          > saute"? Co z ryżem z jabłkami czy naleśnikami z serem albo pierogami z wiśniami
          > ? Też na kwaśno?

          Na sniadania ani o innej porze dnia nie serwuje sie herbat ani z cukrem ani bez. Moje dzieci maja 9 i 5 lat i herbaty jeszcze nie pily. Nie ma w niej nic co byloby im potrzebne do prawidlowego rozwoju. Pija mleko lub wode tak w szkole.jak i przedszkolu. Zadnych budyni, kisieli, manny ani ryzow z jablkami itp. nikt nie serwuje ani w przedazkolach ani szkolach. Nie jest to zaden posilek a.jako deser tez sie nie nadaje. Deser po obiedzie jest albo np. biszkopt albo jogurt, albo owoc.
          W szkolach nie na tez sklepikow a dzieci nie maja zadnej mozliwosci opuszczania terenu szkoly w czasie lekci
        • q_fla Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:09
          > Z ciekawości - co serwujecie dzieciakom na balach, dyskotekach, uroczystościach
          > z okazji Dnia Dziecka itp? Owoce i koreczki śledziowe? wink A paczki na mikołaj
          > ki?
          Na uroczystościach jest wszystko opócz wymienionych koreczków śledziowych, ale moje dziecko nie przyzwyczajone nie tknie niczego poza owocami.
          Paczki mikołajkowe zawierają m.in. słodycze, moje dziecko oddaje je innym zacukrzonym i/lub zagrzybionym dzieciom.

          > Herbatę na śniadanie też bez cukru piją a budyń, kisiel czy kaszę manną jedzą "Co z ryżem z jabłkami czy naleśnikami z serem albo pierogami z wiśniami
          > ? Też na kwaśno?

          Na wszystko w/w po spróbowaniu ma odruch wymiotny.
          Dla mojej rodziny obiad na słodko nie istnieje. Jest bezwartościowym śmieciowym jedzeniem.
          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:17
            > Na uroczystościach jest wszystko

            Czyli co?

            > Paczki mikołajkowe zawierają m.in. słodycze, moje dziecko oddaje je innym zacuk
            > rzonym i/lub zagrzybionym dzieciom.

            Co to są zagrzybione dzieci?
            • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:25
              te z candidia zapewne big_grin
    • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:09
      Dziwię się wcześniejszym komentarzom - na jednej szali cukierek dla własnego szkraba, na drugiej - kto wie, może gdzieś na horyzoncie np. amputacja stopy chorego dziecka. Jak w ogóle można się zastanawiać, co przeważy?
      Ale apel zapewne pozostanie wołaniem na puszczy - w końcu moje najważniejsze, bardzo wiele matek zaprezentowało tu pogląd, że dzień bez batona na przerwie to dzień bezpowrotnie stracony...
      Chore dziecko zresztą pewnie było miliony razy uświadamiane przez rodziców, ale jeszcze małe, durne, ciekawe i łakome. Więc matka usiłuje zabezpieczyć tyły. Nauczycielka pewnie nie pomoże, bo zapewne dzieci jedzą drugie śniadanie w ruchu, na korytarzu i bez kontroli.
      • sarling Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:16
        Zagadka.
        Mówisz dzieciom w klasie: nie częstujcie Krzysia słodyczami, bo choruje od cukru i jest mu smutno, że musi odmówić
        Mówisz dorosłemu (dziadkowi, sąsiadce, koleżance): nie dawaj mojemu dziecku słodyczy, bo nie są w końcu zdrowe, dentysta kosztuje itd,

        Kto szybciej zastosuje się do prośby?
        • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:25
          Głupio pytasz suspicious Przecież, że nie dziadkowie!
      • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:18
        Jak dla mnie slodyczy powinno w szkole w ogole nie byc, ale jesli juz sa, to trudno oczekiwac, zeby jedna klasa nagle dostala taki zakaz, podczas gdy inne moga wsuwac slodkie ile chca. Zrozum, ze to dziecko i tak zetknie sie z innymi dziecmi jedzacymi slodycze - chocby na korytarzu albo przed szkola! Ja nie twierdze, ze latwe jest wpojenie dziecku, ze nie wolno, skoro wolno innym, ale to dotyczy wielu innych schorzen. A co maja zrobic rodzice dziecka z silna alergia na truskawki czy orzechy? Zabronic calej klasie konsumpcji owocow? Zamknac stragany uliczne? Nie popadajmy w paranoje.
        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:30
          Nie wiem ile lat ma dziecko będące przedmiotem wątku, ale zakładam, że małe jest. Pierwszaki, a i drugoklasiści są na ogół pod dość ścisłą kontrolą dorosłych - po ulicach ani po kominach same nie łażą. Ich samodzielność konsumpcyjna zaczyna się w szkole. A na angielskim czy innej rytmice dzieci raczej na zajęciach nie jedzą.
          Tak więc zdecydowanie szkoła dla matki cukrzyka jest największym ryzykiem. Nie wydaje mi się wiięc, byś słusznie uznawała, że matka oczekuje zamknięcia straganów, podpalenia Wedla itp.
          • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:33
            Ok,a co jak dziecko zostanie zaproszone na urodziny?
            Nigdy nie zostanie puszczone na nie?
            Cala rodzina na imprezach ma przestac serwowac slodycze?
            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:42
              Wiesz, ja cię nie pojmuję. Tu mowa jest o dziecku,, które się dopiero uczy diety. A to wymaga czasu.

              Co do urodzin, zapewne ktoś z dorosłych towarzyszyłby takiemu bąblowi i pilnował, co zjada, albo tez obserwował, co zjada i dawkował odpowiednio insulinę.
              • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:47

                olena.s napisała:

                > Wiesz, ja cię nie pojmuję. Tu mowa jest o dziecku,, które się dopiero uczy diet
                > y. A to wymaga czasu.
                >
                > Co do urodzin, zapewne ktoś z dorosłych towarzyszyłby takiemu bąblowi i pilnowa
                > ł, co zjada, albo tez obserwował, co zjada i dawkował odpowiednio insulinę.


                A ja nie pojmuje jak mozna wymagac od wszystkich dostosowania sie do jednej osoby i mowic,ze to jest ok.
                Nie jest ok,a po drugie to jest nierealne.
                • 3-mamuska Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 09:56
                  jola-kotka napisał(a):

                  >
                  > olena.s napisała:
                  >
                  > > Wiesz, ja cię nie pojmuję. Tu mowa jest o dziecku,, które się dopiero ucz
                  > y diet
                  > > y. A to wymaga czasu.
                  > >
                  > > Co do urodzin, zapewne ktoś z dorosłych towarzyszyłby takiemu bąblowi i p
                  > ilnowa
                  > > ł, co zjada, albo tez obserwował, co zjada i dawkował odpowiednio insulin
                  > ę.
                  >
                  >
                  > A ja nie pojmuje jak mozna wymagac od wszystkich dostosowania sie do jednej oso
                  > by i mowic,ze to jest ok.
                  > Nie jest ok,a po drugie to jest nierealne.

                  W klasie mojego synka jest chłopiec który nawet chleba nie może dotknąć bo juz ma skórę czerwona, w przedszkolu wiszą kartki na czerwono napisane ze zjedzenie przez niech czegoś czego nie może grozi śmiercią.
                  I co przedszkole ma ryzykować zycie tego chłopca bo ma sam sie pilnować ?

                  Bo cukierek batonik ważniejszy niż zdrowie kogoś obok.
                  Straszne.
                  Nasze dzieci jedzą wszystko on ma jedzenie z domu, na szczęście to klasa tylko 7 osobowa i każdy ma swojego opiekuna, dzieci sie nie czestuja jedzą przy stoliku pod kontrola,nikt sie na korytarzach na przerwach nie opycha.
                  Nasze jedzą rodzynki i krążki ryzowe, sok z jabłek/wode a tamten to może pić dostosowali dietę tak zeby młody jadł bardzo podobnie, na imprezy wszyscy jedzą ciasto które mama jego upiekla, do cistoliny używają mąki która on może dotykać chyba , specjalnie mama kupiła a potem przedszkole juz kupowało bo wiedziało co.

                  Ale to trzeba trochę pomyśleć mieć trochę chęci i serca a nie myśleć tylko o własnej doopie.

                  To tak jak dorośli ze bez alkoholu nie można sie swietnie bawić? A urodziny bez słodyczy/aloholu to nie urodziny.
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:50
                    > W klasie mojego synka jest chłopiec który nawet chleba nie może dotknąć bo juz
                    > ma skórę czerwona, w przedszkolu wiszą kartki na czerwono napisane ze zjedzenie
                    > przez niech czegoś czego nie może grozi śmiercią.
                    > I co przedszkole ma ryzykować zycie tego chłopca bo ma sam sie pilnować ?

                    A co - inne dzieci mają go pilnować?
                    Niech mu w takiej ekstremalnej sytuacji rodzice załatwią osobistą opiekę osoby dorosłej na terenie szkoły, skoro ryzyko śmierci jest tak wysokie. Jak na Boga można takiej odpowiedzialności wymagać od jego rówieśników?

                    > Bo cukierek batonik ważniejszy niż zdrowie kogoś obok.
                    > Straszne.

                    Straszne to jest bezmózgowie niektórych ludzi.
                    Zakładając nawet, że klasa solidarnie uzna, że nie będzie przynosić słodyczy, to nie eliminuje to w żaden sposób ryzyka sytuacji, że któryś z dzieciaków po prostu o tym zapomni. Albo nie wytrzyma i sam weźmie z domu cukierki, bez wiedzy rodzica. Albo kupi po drodze do szkoły. I zapomniawszy o zakazie poczęstuje chore dziecko. Kto w takiej sytuacji będzie odpowiedzialny za tragedię? To dziecko, które poczęstowało? Jego rodzice? Czy może jednak rodzice chorego chłopca?

                    > To tak jak dorośli ze bez alkoholu nie można sie swietnie bawić? A urodziny bez
                    > słodyczy/aloholu to nie urodziny.

                    A jeśli ktoś lubi, to co Ci do tego? Nie chcesz pić alkoholu i jeść słodyczy, to nie pij i nie jedz.
                    Nie broń jednak tego innym.
                    • 3-mamuska robitussin 12.09.12, 18:54
                      robitussin napisał:

                      > > W klasie mojego synka jest chłopiec który nawet chleba nie może dotknąć b
                      > o juz
                      > > ma skórę czerwona, w przedszkolu wiszą kartki na czerwono napisane ze zje
                      > dzenie
                      > > przez niech czegoś czego nie może grozi śmiercią.
                      > > I co przedszkole ma ryzykować zycie tego chłopca bo ma sam sie pilnować ?
                      >
                      > A co - inne dzieci mają go pilnować?
                      > Niech mu w takiej ekstremalnej sytuacji rodzice załatwią osobistą opiekę oso
                      > by dorosłej
                      na terenie szkoły, skoro ryzyko śmierci jest tak wysokie
                      > . Jak na Boga można takiej odpowiedzialności wymagać od jego rówieśników?

                      O jezu a jak na boga można wymagać kontroli od 3-4 latka. Sam sie nie usiłuje.
                      Ma opiekę dorosłego każde dziecko ma swojego opiekuna.
                      Ale dzieci jedzą to co on może, a może jabłko rodzynki, gruszek, ryzowe krążki, chrapki kukurydziane.
                      Mój syn nie musi jeść ciastek na przekaske, objad jedzą co innego bo mama mu daje z domu, mój ma objady szkolne.

                      >
                      > > Bo cukierek batonik ważniejszy niż zdrowie kogoś obok.
                      > > Straszne.
                      >
                      > Straszne to jest bezmózgowie niektórych ludzi.
                      Bezmozgowa to jestes ty.

                      > Zakładając nawet, że klasa solidarnie uzna, że nie będzie przynosić słodyczy, t
                      > o nie eliminuje to w żaden sposób ryzyka sytuacji, że któryś z dzieciaków po pr
                      > ostu o tym zapomni. Albo nie wytrzyma i sam weźmie z domu cukierki, bez wiedzy
                      > rodzica.
                      W szkole dziecko ma styczność ze swoją klasa.
                      Je z nimi siedzi w ławce i poczas posiłku jest absolutny zakaz dzielenia sie, np. Jedzeniem z domu, są ograniczenie nawet nie jeżdżących świnki czy mięsa wogole, więc dzieci sie nie dzieła.
                      Nie ma dostępu do jedzenia w przerwach, nikt nikomu nie o pcha baronów po kieszeni.

                      Albo kupi po drodze do szkoły. I zapomniawszy o zakazie poczęstuje cho
                      > re dziecko. Kto w takiej sytuacji będzie odpowiedzialny za tragedię? To dziecko
                      > , które poczęstowało? Jego rodzice? Czy może jednak rodzice chorego chłopca?

                      Nikt nie kupi bo rodzice odprowadzają pod szkole do 12 r.z i nie ma nawyków kupowania słodyczy w drodze do szkoły.

                      > > To tak jak dorośli ze bez alkoholu nie można sie swietnie bawić? A urodzi
                      > ny bez
                      > > słodyczy/aloholu to nie urodziny.
                      >
                      > A jeśli ktoś lubi, to co Ci do tego? Nie chcesz pić alkoholu i jeść słodyczy, t
                      > o nie pij i nie jedz.
                      > Nie broń jednak tego innym.

                      Tak to czek ciagle nie pijesz w pracy czy w drodze do pracy skoro tak lubisz pić.
                      >

                      Ja nie bronię niech sobie ludzie piją , aż do nieprzytomności byle nie robił przy piciu krzywdy innym.
                      Krzywda dziecku sie nie stanie jeśli zje barona w domu lub nawet pod Szkola jak rodzic odbiera.

                      U nas jest tak ze klasa przynosi drugie śniadania zbiera punkty za zdrowe jedzenie i dostają nagrody , raz na 6 tygodni oglądają film czy idą do parku zamiast lekcji, dzieci same chcą zdrowo jeść bo maja dobre skojarzenia.
                      • robitussin re: 12.09.12, 21:27
                        > O jezu a jak na boga można wymagać kontroli od 3-4 latka.

                        Mowa jest o 7 latku w realiach polskich, więc się tak nie emocjonuj.
                        Reszty nie komentuję, bo to już typowe bicie piany - powtarzasz te same argumenty, które tu padały po sto razy.
                        Pomijam już, że poziom merytoryczny Twoich wypowiedzi jest wyjątkowo odstręczający.
          • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:43
            A ja ci mowie, ze slodyczy nie da sie wyeliminowac calkowicie nawet z otoczenia siedmiolatka. Jak bedzie chcial, to pozyczy od kolegow 2 zl i kupi w sklepiku, wymieni sie z kolega z innej klasy. Jak chcesz zmusic cala szkole do zaprzestania konsumpcji cukru?
            Poza tym czekam na propozycje zachowania w stosunku do dziecka z alergia na owoce, warzywa, chleb. Czy inne dzieci tez maja przestac jesc te produkty? To w koncu dziecko moze, czy nie moze sie powstrzymac?
            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:51
              A mówisz, mówisz.
              A ja mówię, że matka ciężko chorego mogłaby liczyć na mój drobniutki udział w pomocy przy ochronie dziecka, które jak podejrzewam dopiero uczy się żyć z cukrzycą, i być może jeszcze ma nadzieję, że jak matka nie zobaczy, to ono sobie pożre cichcem i będzie super.
              Wątpię, aby małe dziecko wymieniało się na kanapki z uczniami innych klas, w szkole może nie być sklepiku, albo może sprzedawca został uprzejmie poproszony o niesprzedawanie cukru choremu, lub też - o cudzie nad cudami - w sklepiku nie ma słodyczy.
              • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:09
                Nie doceniasz sprytu ani pomyslowosci dzieci. A dziecko, ktore nie rozumie, ze nie wolno mu jesc slodyczy, okazje i tak znajdzie. Wymienianie sie kanapkami, czestowanie miedzy dziecmi z roznych klas tez nie jest niczym dziwnym, w rzadko ktorej szkole jest tylko po jednym oddziale tej samej klasy, dzieci spotykaja sie na wf, jezykach itd. To, co realnie moga zrobic rodzice kolegow z klasy, to wytlumaczyc dzieciom, ze kolegi nie wolno czestowac i dlaczego.
              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:27
                olena.s napisała:

                > A mówisz, mówisz.
                > A ja mówię, że matka ciężko chorego mogłaby liczyć na mój drobniutki udział w p
                > omocy przy ochronie dziecka, które jak podejrzewam dopiero uczy się żyć z cukrz
                > ycą, i być może jeszcze ma nadzieję, że jak matka nie zobaczy, to ono sobie poż
                > re cichcem i będzie super.

                Nie odpowiedziałaś na pytanie, czy dzieci, które mają w klasie alergika nie jedzącego owoców i nabiału, również nie powinny przynosić takich produktów i spożywać ich w szkole.
                • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:44
                  Masz strasznie dużo złej woli.

                  Uważam, że jest generalnie świństwem odmowa pomocy matce ciężko chorego dziecka, zwłaszcza że pomoc ta polega na drobnej zmianie, małym ustępstwie, tyciej niedogodności, która skądinąd na dłuższą metę przynosi korzyść wszystkim dzieciom.
                  Odpowiadam: jeżeli sytuacja w jakieś klasie byłaby taka, że choroby kilku dzieci de facto wymuszałyby bardzo znaczące ograniczenia spożywcze reszty klasy, a chorym dzieciom w razie złamanie diety groziłaby nie wysypka tylko ciężkie konsekwencje zdrowotne, to gdybym była nauczycielką/komitetem rodzicielskim/ dyrekcją zastanawiałabym się nad takim zorganizowaniem posiłków, by chorzy byli chronieni, a rodzice zdrowym nie musieli rwać włosów z głowy.
                  Krótko mówiąc, nie koncentrowałabym się na tym, by udowodnić chorym, że cała reszta ma pełne prawo mieć ich w nosie, a jak zdechną, to ich problem.
                  Konkretnie:
                  Na przykład postarałabym się o pomoc pracownika/wolontariusza/ starszego ucznia/ rodzica chorego dziecka na przerwę spożywczą, tak by dzieci były nadzorowane, i zorganizowałbym to tak, by nie miały okazji jeść poza konkretnym miejsce/czasem.
                  Albo rozważyłabym takie rozdzielenie klas, by już to dzieci chore były rozrzucone równomiernie (i mniej skoncentrowane) już to by były zebrane w jednej klasie wraz z dziećmi rodziców chętniejszych do kooperacji niż wypowiadających się tutaj dyskutantek.
                  Albo poprosiłabym najbardziej charyzmatyczne dzieci w klasie o pilnowanie chorych.
                  Albo jeszcze coś innego.
                  I oczywiście tłukłabym i zdrowym i chorym dzieciom do głowy jaki mamy problem w klasie i dlaczego i jak powinny się zachowywać spożywczo.
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:01
                    olena.s napisała:

                    > Masz strasznie dużo złej woli.

                    Nie, po prostu nie toleruję absurdów i paranoi.
                    A to, co Ty usiłujesz propagować właśnie o absurdy i paranoję zahacza, co kilka osób starało Ci się wytłumaczyć.

                    > Uważam, że jest generalnie świństwem odmowa pomocy matce ciężko chorego dziecka
                    > zwłaszcza że pomoc ta polega na drobnej zmianie, małym ustępstwie, tyciej nie
                    > dogodności, która skądinąd na dłuższą metę przynosi korzyść wszystkim dzieciom.

                    Wybacz, ale tu już przeginasz. Chodzi o zasadę, która obowiązuje w normalnym świecie - nigdzie nie jest tak, że większość dostosowuje się do jednostki. To Tobie się ubzdurało, że tak być powinno, a jeśli ktoś myśli inaczej, a nie daj Bóg robi inaczej, to jest świnią i egoistą.

                    > Krótko mówiąc, nie koncentrowałabym się na tym, by udowodnić chorym, że cała re
                    > szta ma pełne prawo mieć ich w nosie, a jak zdechną, to ich problem.

                    Co Ty kobieto wymyślasz? Nikt nikomu nie chce niczego udowadniać. Po prostu każdy chce żyć po swojemu, a nie podporządkowywać się wymogom jednostki, zwłaszcza, że swoim postępowaniem krzywdy tej jednostce nie czyni. Czy jeśli w grupie jest dziecko na wózku, to cała klasa ma zrezygnować z wejścia na wieżę widokową na wycieczce? Nie - bierze się takie dziecko na ręce i niesie. Jeśli się jednak nie da wziąć - trudno, takie jest życie i im szybciej dziecko na wózku to zrozumie, tym na mniejszego egoistę w życiu wyrośnie. Pogadaj sobie z jakimś inteligentnym inwalidą, czy faktycznie chciałby być traktowany jak święta krowa, do której cały świat musi się dostosowywać. Nie! Jest wręcz przeciwnie. Oni chcą być traktowani normalnie, tak by nie musieli się czuć jak ułomni, nad którymi każdy się lituje i miejsca w życiu ustępuje. Tylko tego należy uczyć dziecko od małego. A nie wychowywać na zasadzie "nie martw się Józiu, mamusia tak załatwi z panią na wywiadówce, że nikt nie będzie słodyczków do szkoły nosił, więc nie będzie cię kusiło"
                    • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:19
                      Smutne jest to co piszesz i błędne - bo widzisz, demokracja (chyba to rozumiesz pod pojęciem "normalnego świata") nie polega na tym, że większość przydusza mniejszość. Decyduje, ale są też mechanizmy ochrony istotnych interesów mniejszości. Jak dwujęzyczne tablice, na przykład.

                      Fakt, ty nie chcesz niczego dowodzić. Ty masz tylko w nosie to malutkie dziecko i jego zdrowie. Bo to chore jest jedno, a zdrowych, zapewne, cała reszta. I nie gadaj o rozpuszczonych i roszczeniowych - TO JEST MAŁE DZIECKO KTÓRE MOŻE WPAŚĆ W ŚPIĄCZKĘ CUKRZYCOWĄ PONIEWAŻ INNE MAŁE DZIECKO DA MU DROPSA. To nie są kaprysy, fiumy, to nie jest zrzucanie odpowiedzialności na innych - to jest prośba o pomoc w ratowaniu zdrowia przedszkolaka? Dziecka z pierwszej klasy? A ty na tę prośbę mówisz "goń się, żadna z ciebie święta krowa, twoja brocha".

                      Cóż, twoje prawo. Nie wiem tylko, czy tak bardzo troszcząc się o to, by chore dziecko przypadkiem nie zmanierowało się i nie rozwydrzyło troską otoczenia zauważasz, jak wychowana (wedle twoich zaleceń) będzie reszta klasy? I czy miło ci będzie żyć wśród dzieci upewnianych od małego przez rodziców, że ich baton na przerwie więcej jest wart niż cudze zdrowie? Fajne będzie to społeczeństwo, jak batonowe dzieci dorosną?

                      Bo życie, jak w brydżu mówi nam wszystkim "sprawdzam". Będziesz kiedyś w sytuacji, kiedy pomoc i współczucie otoczenia będzie dla ciebie ważne. Starość. Choroba. Samotność. Śmierć najbliższych. Rozpacz. Brak pieniędzy, za ciężka torba z oderwanym uchem, złamana noga, - każdemu z nas trafiają się takie przypadki.
                      Życzę ci serdecznie, żebyś kiedyś tam, kiedy tobie się przydarzy nieszczęście, miała wokół siebie te śmieszne, głupie, źle wychowane osoby o mojej paranoi, a nie świetnie wychowaną egoistyczną większość.
                      • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:32
                        takiego poziomu egzaltacji w jednym poscie to jeszcze nie widzialam big_grin
                        • taje Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 02:19
                          czarnaalineczka napisała:
                          >takiego poziomu egzaltacji w jednym poscie to jeszcze nie widzialam big_grin

                          Bo to nie egzaltacja a zwykła ludzka przyzwoitość i życzliwość dla potrzeb słabszej jednostki. Niestety rzadko tu spotykane. Zgadzam się z oleną - trudno na jednej szali stawiać wewnętrzny imperatyw zjedzenia batonika w szkole i zdrowie małego diabetyka. Nie mówiąc o tym, że brak batonika tylko wyjdzie na zdrowie dzieciom pasionym węglowodanami. Słodycze w szkołach powinny być odgórnie zakazane (i to abstrahując od sytuacji opisanej w wątku).
                      • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:33
                        Olena, bardzo fajnie piszesz w tym watku, moge sie chyba pod kazdym zdaniem podpisac w 100%. madre i wywazone wypowiedzi!

                        ... no ale musze, no musze sie czepnac wink
                        inaczej sie udusze!

                        > Bo życie, jak w brydżu mówi nam wszystkim "sprawdzam".

                        "sprawdza" mowi sie w pokerze smile
                        w brydzu nic takiego nie ma. jako wieloletnia brydzystka musze sie odrobine wymadrzyc, wybaczysz? wink
                      • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:41
                        > TO JEST MAŁE DZIECKO KTÓRE MOŻE WPA
                        > ŚĆ W ŚPIĄCZKĘ CUKRZYCOWĄ PONIEWAŻ INNE MAŁE DZIECKO DA MU DROPSA.

                        Nie, no nie wytrzymam sad
                        Nawet jeśli moje dziecko i piętnaścioro pozostałych dzieci z klasy nie da mu dropsa, to da mu tego dropsa kolega z innej klasy albo nieświadoma niczego pani woźna.
                        Czy Ty naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć tak prostego przekazu?

                        > to jest prośba o pomoc w ratowaniu zdrowia przedszkolaka?

                        Ale bezsensowna prośba. A skoro bezsensowna, to nie muszę się godzić na jej spełnienie.
                        Kiedyś byliśmy na plaży z dzieciakami. Cała plaża pusta, tylko my. Dzieciaki szaleją, hałasują, wariują. W którymś momencie pojawiła się mamuśka z dzieckiem w wózku i usadowiła jakieś 10 metrów od nas (choć plaża była pusta na kilometry). Nie minęło 5 minut, jak mamuśka ze zbolałą miną i łzami w oczach podeszła i zapytała, czy mogłabym jednak uciszyć swoje dzieci, bo jej dziecko właśnie zasnęło. Durniejszej prośby jak żyję nie słyszałam. Odmówiłam. Nic by mi nie zaszkodziło uciszenie moich dzieci (chociaż one z pewnością nie byłyby uradowane) ale jej z kolei nie ubyłoby, gdyby po prostu przeszła się jeszcze 50 metrów dalej. Ale nie, ona uznała, że ona ważniejsza, bo ona matka niemowlaka, a moje już duże, pięcioletnie, więc one powinny się dostosować. Obrażona wysyczała kilka komentarzy o egoizmie (a jakże! smile) i polazła dalej.

                        > Cóż, twoje prawo. Nie wiem tylko, czy tak bardzo troszcząc się o to, by chore d
                        > ziecko przypadkiem nie zmanierowało się i nie rozwydrzyło troską otoczenia zauw
                        > ażasz, jak wychowana (wedle twoich zaleceń) będzie reszta klasy? I czy miło ci
                        > będzie żyć wśród dzieci upewnianych od małego przez rodziców, że ich baton na p
                        > rzerwie więcej jest wart niż cudze zdrowie? Fajne będzie to społeczeństwo, jak
                        > batonowe dzieci dorosną?

                        Nie chodzi o baton, tylko o zasadę. I nie martwiłabym się o te dzieci, tylko o to jedno - wychowywane w poczuciu, że cała reszta powinna się do niego dostosować i spełniać prośby jego mamy, a jeśli nie, to znaczy, że ta reszta to egoiści i świnie.

                        > Bo życie, jak w brydżu mówi nam wszystkim "sprawdzam". Będziesz kiedyś w sytuac
                        > ji, kiedy pomoc i współczucie otoczenia będzie dla ciebie ważne. Starość. Choro
                        > ba. Samotność. Śmierć najbliższych. Rozpacz. Brak pieniędzy, za ciężka torba z
                        > oderwanym uchem, złamana noga, - każdemu z nas trafiają się takie przypadki.

                        A co Ty możesz o mnie i o moim życiu wiedzieć, że piszesz "będziesz kiedyś"?

                        > Życzę ci serdecznie, żebyś kiedyś tam, kiedy tobie się przydarzy nieszczęście,
                        > miała wokół siebie te śmieszne, głupie, źle wychowane osoby o mojej paranoi, a
                        > nie świetnie wychowaną egoistyczną większość.

                        Widzisz, sęk w tym, że ja nie uważam ludzi, którzy nie chcą mi pomagać, za egoistów.
                        Za egoistów szybciej uważam takich, którzy mnie usiłują wykorzystywać i kolokwialnie mówiąc - dymają jak się da i gdzie się da.
                        Ja zostałam wychowana w zasadzie "umiesz liczyć, licz na siebie i nie oczekuj biernie, że ktoś coś dla ciebie zrobi". Super, jeśli ktoś mi pomoże z własnej woli. Jeśli tego nie zrobi - też super. Nie przestaję lubić ludzi z takich powodów.
                        • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:55
                          > Nawet jeśli moje dziecko i piętnaścioro pozostałych dzieci z klasy nie da mu dr
                          > opsa, to da mu tego dropsa kolega z innej klasy albo nieświadoma niczego pani w
                          > oźna.
                          > Czy Ty naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć tak prostego przekazu?

                          ryzyka nie wyeliminujesz, ale je zmniejszysz i to bardzo!
                          dzieci na ogol jadaja w grupach "klasowych" (czasem tylko w klasach, tak jest w szkole mojego dziecka), "szwedaja sie" po szkole z kolegami/kolezankami z klasy. jesli dzieci wiedza, to moga kolege "pilnowac" - jest tutaj post o chorej Lilce i kolegach opiekujacych sie nia!
                          po prostu dziecku ULATWIA sie zachowanie umiaru, naprawde malym kosztem.

                          samochody kradna, prawda? w zasadzie KAZDY samochod mozna urasc, nie?
                          to po co zamykac drzwi i chowac kluczyki?...
                          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:08
                            > ryzyka nie wyeliminujesz, ale je zmniejszysz i to bardzo!

                            Nie, ryzyko w ogóle się nie zmniejszy. O tym niżej.

                            > dzieci na ogol jadaja w grupach "klasowych" (czasem tylko w klasach, tak jest w
                            > szkole mojego dziecka), "szwedaja sie" po szkole z kolegami/kolezankami z klas
                            > y. jesli dzieci wiedza, to moga kolege "pilnowac"

                            Przecież nie mam nic przeciwko temu, by wiedziały i pilnowały.
                            Ale chodziło mi o to, że to, że one same słodyczy nie przyniosą, nie znaczy, że ryzyko zostanie wyeliminowane. Nawet nie będzie mniejsze, bo dzieci nie jadają posiłków w klasie albo tylko i wyłącznie w swoim własnym gronie, tylko na korytarzu, stołówce, które są dostępne także dla innych dzieci. Trzeba byłoby całą szkołę uświadomić i zakazać przynoszenia słodyczy, bo Józio ma cukrzycę. A poza szkołą pół osiedla.

                            > samochody kradna, prawda? w zasadzie KAZDY samochod mozna urasc, nie?
                            > to po co zamykac drzwi i chowac kluczyki?...

                            Inaczej - po co zamykać na klucz mieszkanie, skoro w oknie nie ma szyby.
                            • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:17
                              > Nie, ryzyko w ogóle się nie zmniejszy. O tym niżej.

                              "w ogole"? udowodnij, prosze.
                              "nizej" mnie nie przekonuje absolutnie.

                              ja uwazam, ze ryzyko sie zwiekszy i to znacznie.
                              czytalas post o Lilce? udalo sie zmniejszyc ryzyko dla tej dziewczynki, choc zaangazowana byla TYLKO jej klasa? udalo sie.


                              > Przecież nie mam nic przeciwko temu, by wiedziały i pilnowały.

                              latwiej pilnowac, jesli sie samemu uczestniczy i nie ma pokus.

                              dzieci na ogol sa otoczone przez kolegow z klasy.
                              to juz zmniejsza ryzyko.
                              poza tym dziecku najlatwiej jest sie skusic na cos, co ma BLISKA osoba - czyli kolega z klasy, pewnie ten z lawki najbardziej. nie bedzie chodzil i szukal slodyczy wsrod wszystkich dzieci (bo nad nim rodzice TEZ pracuja i on TEZ wie o swojej chorobie), ale jesli jego PRZYJACIEL z lawki bedzie jadl batona i spyta "chcesz gryza?", to duzo latwiej bedzie sie skusic.
                              a nawet jesli nie spyta, to duzo latwiej bedzie spytac przyjaciela "dasz gryza?", niz jakies dziecko z innej klasy, biegajace po korytarzu.

                              dla mnie to troche jak podstawy psychologii i rachunek prawdopodobienstwa - parzymy co jest bardziej prawdopodobne i staramy sie tam "atakowac". nie da sie walczyc ze wszystkim dookola, ale z niektorymi rzeczami mozna (bo pomagaja).


                              > Inaczej - po co zamykać na klucz mieszkanie, skoro w oknie nie ma szyby.

                              jesli mieszkanie jest na wysokim pietrze, to zamykanie ZMNIEJSZY szanse wlamania, czyz nie?
                              a wlasnie o takich przypadkach rozmawiamy. wedlug mnie.
                              tak, wiem, ze wedlug Ciebie rozmawiamy o mieszkaniu na parterze, ale ja sie z tym nie zgadzam.
                        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:56
                          Naprawdę, dajmy sobie spokój, dyskusja nie ma sensu.
                          Owszem, może być tak, że wyrzeczenie mojego dziecka (bo nie dostanie dropsa) się nie przyda, bo da woźna(???) da batona. Ale prawdopodobieństwo tego jest o wiele mniejsze niż w przypadku podobnej sytuacji wśród kolegów z klasy.

                          > A co Ty możesz o mnie i o moim życiu wiedzieć, że piszesz "będziesz kiedyś"?

                          Jeżeli nie przeniesiesz się na tamten świat jako osoba młoda, zdrowa, piękna i bogata (czego ci nie życzę) to prawdopodobieństwo, że będziesz o wiele mniej samowystarczalna (bo w żałobie, bo stara, bo chora) i będziesz potrzebowała życzliwości otoczenia jest, niestety, wysokie. Więc tak, mogę z dużą pewnością pisać, że "będziesz kiedyś". I ty, i ja, i pozostałe forumki.

                          ja nie uważam ludzi, którzy nie chcą mi pomagać, za egoi
                          > stów.

                          To, za kogo ich uważasz będzie wtedy bez znaczenia. Znaczenie za to będzie miało, jak się wobec ciebie będą zachowywać. Jak jelenie, czy jak obojętni egocentrycy.
                          • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:59
                            i o wiele szybciej otrzyma pomoc od tych egoistycznych swin niz emapatyznych roszczeniowych paniusiek ktore chca caly swiat podporzadkowac swojemu widzimisie
                          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:12
                            > Jeżeli nie przeniesiesz się na tamten świat jako osoba młoda, zdrowa, piękna i
                            > bogata (czego ci nie życzę) to prawdopodobieństwo, że będziesz o wiele mniej sa
                            > mowystarczalna (bo w żałobie, bo stara, bo chora) i będziesz potrzebowała życzl
                            > iwości otoczenia jest, niestety, wysokie. Więc tak, mogę z dużą pewnością pisać
                            > , że "będziesz kiedyś".

                            Dżiiis, chodziło mi o to skąd wiesz, że kiedyś nie potrzebowałam albo że teraz nie potrzebuję?
                            Nie wiesz nic o mnie i o moim życiu, więc nie pisz takich rzeczy. Może też mam chore dzieci albo sama jestem chora.

                            > ja nie uważam ludzi, którzy nie chcą mi pomagać, za egoi
                            > > stów.

                            > To, za kogo ich uważasz będzie wtedy bez znaczenia. Znaczenie za to będzie miał
                            > o, jak się wobec ciebie będą zachowywać. Jak jelenie, czy jak obojętni egocentr
                            > ycy.

                            Nie ma dla mnie znaczenia, jak się będą zachowywać, ponieważ nie wymagam od innych ludzi, którzy nie mają wobec mnie żadnych zobowiązań, dostosowywania się do mnie i moich potrzeb. Nie rozumiesz tego czy nie chcesz zrozumieć?
                            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:55
                              > > Nie rozumiesz tego czy nie chcesz zrozumieć?


                              Zasadniczo to rozmawiac już z tobą nie chcę.
                              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:54
                                olena.s napisała:

                                > > > Nie rozumiesz tego czy nie chcesz zrozumieć?
                                >
                                >
                                > Zasadniczo to rozmawiac już z tobą nie chcę.

                                Obraziłaś się, bo uznałam, że nie potrzebuję niczyjej pomocy i nie uważam tych, którzy tej pomocy mi nie niosą za egoistów? I że sama też nie pomagam na każdym kroku, choć są tacy, którzy uważają, że powinnam, bo moja postawa to świństwo?
                                Wyluzuj - świat jest różnorodny, a dąsanie się z tego powodu bardzo dziecinne.
                                • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 13:12
                                  Nie, nie obraziłam się, podobnie jak nie muszę pić melisy, nie dąsam się i nie jestem jakoś specjalnie spięta.
                                  Nie chcę już z tobą rozmawiać, ponieważ nie lubię jałowego mielenia. A dyskusja między nami jest jałowa, bo mamy absolutnie rozbieżną hierarchię wartości.
                                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:18

                                    > Nie chcę już z tobą rozmawiać, ponieważ nie lubię jałowego mielenia. A dyskusja
                                    > między nami jest jałowa, bo mamy absolutnie rozbieżną hierarchię wartości.

                                    Ok, po prostu Twoje oświadczenie zabrzmiało trochę jak "wracam do swojej piaskownicy, o!" wink
                      • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:56
                        > Życzę ci serdecznie, żebyś kiedyś tam, kiedy tobie się przydarzy nieszczęście,
                        > miała wokół siebie te śmieszne, głupie, źle wychowane osoby o mojej paranoi, a
                        > nie świetnie wychowaną egoistyczną większość.

                        klatwy rzucasz ?big_grin

                        juz to sobie wyobrazam
                        zlamie noge musze chodzic o kuli a tu mi wyskakuje sasiadka ktora mnie bardzo ladnie prosi abym miedzy godzina 19 a 20 nie poruszala sie po mieszkaniu bo ona serial oglada big_grin
                        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:58
                          A skąd, ja życzliwa ludziom jestem.
                          • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:59
                            a nie wdac big_grin
                            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 11:03
                              To muszę popracować nad imażem.
                      • braktalentu Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:01
                        Cieszę się, że to czytam, bo myślę i czuję to samo.
                        Kobieta prosi o POMOC. Nie wymaga, nie żąda, tylko prosi "ułatwcie mi życie, pomóżcie mojemu dziecku". Czy jest coś niestosownego w proszeniu o pomoc? To jakiś wstyd? Mogę to pomagam. Nie mogę, mówię "nie pomogę". Dopatrywanie się w prośbie "stosowności", lub "niestosowności" to dla mnie jakaś abstrakcja. Potrzebuję - proszę i albo dostanę, albo nie.

                        W przypadku malucha chorego na cukrzycę nie mam wątpliwości. Koszt tego ułatwienia to niewłożenie do śniadaniówki dziecka słodyczy. Dzieciom zdrowym brak tego "batona" w śniadaniówce dupy nie urwie, a choremu maluchowi ułatwienie przestrzegania diety może uratować życie.
                        Tak samo pomogłabym rodzicom dziecka uczulonego na cokolwiek, również chleb, owoce. Własnemu dziecku powiedziałabym prawdę: Jaś jest chory i potrzebuje wsparcia kolegów w niejedzeniu słodyczy. A Ty jesteś bohaterem, który pomaga koledze z klasy. Bohaterem, na pomoc którego Jaś może liczyć.
                        Tak wyobrażam sobie tworzenie fajnych więzi w małych społecznościach. Dbamy o tych bliskich nam ludzi w swoim otoczeniu, którzy w danym momencie mają się gorzej. Są smutni, uczą się trudnej diety, jeżdżą na wózku i potrzebują pomocy przy wyjeździe z budynku.
                        • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:04
                          > A Ty jesteś bohaterem, który pomaga koledze
                          > z klasy. Bohaterem, na pomoc którego Jaś może liczyć.
                          ojp
                          > Tak wyobrażam sobie tworzenie fajnych więzi w małych społecznościach.
                          ja tak sobie wyobrazam produkcje malych zarozumialych "dobrych pan " lechczacych swoje ego
                          • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:13
                            A jak wyobrazasz sobie tworzenie fajnych więzi w małych społecznościach?
                            • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:22
                              podzial na dobre panie bohaterki i biednych potrzebujacych litosci to nie sa fajne wiezi spoleczne
                              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:26
                                Zgadzam się, ale nie odpowiedziałaś na pytanie.
            • 3-mamuska Ashraf 12.09.12, 10:09
              ashraf napisała:

              > A ja ci mowie, ze slodyczy nie da sie wyeliminowac calkowicie nawet z otoczenia
              > siedmiolatka. Jak bedzie chcial, to pozyczy od kolegow 2 zl i kupi w sklepiku,
              > wymieni sie z kolega z innej klasy. Jak chcesz zmusic cala szkole do zaprzesta
              > nia konsumpcji cukru?

              Czyli matki Polki są zadowolone ze dziecku kupują w sklepikach słodycze i chipsy to po co sie tyle mówi zeby zlikwidować w szkole sklepiki.
              Jestes szczęśliwa ze twoje dziecko nawet w szkole opycha sie slodyczmi nie je nic tylko słodkości.
              Tak wynika z waszej obrony słodyczy w diecie dzieci.
              Moje dziecko ma 9 lat i nie dostaje kasy do szkoły, nie kupuje słodyczy w szkole, a po szkole w drodze do domu zjada owoce.
              > Poza tym czekam na propozycje zachowania w stosunku do dziecka z alergia na owo
              > ce, warzywa, chleb. Czy inne dzieci tez maja przestac jesc te produkty? To w ko
              > ncu dziecko moze, czy nie moze sie powstrzymac?

              Ile twoje dziecko je posiłków w szkole, 1 dziennie? Jak nie zje czegoś z cukrem batonia ciastka to urze z braku cukru? Może tez nie zjeść chleba czy owocu a normalny posiłek, tak można zrezygnować z produktów zagrażających bo to tylko 1 posiłek, wiem to bo mój syn ma w klasie alergików i miała bym do końca życia wyrzuty sumienia , gdyby moje ciastko spowodowało smierć tego chłopca.
              Ma przy sobie zastrzyk z adrenaliny zawsze, nie ruszają sie bez niego nigdzie.
              Matka nie używa perfum bo by nie mogła go przytulić, specjalne balsamy zbędnych kosmetyków.
              Więc czym jest moje ograniczenie dziecka na 1 posiłek dziennie w obec ich poświęcenia zeby ich dziecko było bezpieczne.

              Jesteście egoistkami i tyle.
          • e-kasia27 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:26
            Mój syn jest alergikiem, też chodził do pierwszej klasy i był mały.
            Jak tylko poczuł zapach jajek, albo sera, to wymiotował, nie mógł też jeść masła, szynki, pomidorów, jabłek i wielu innych rzeczy - czyli według twoich poglądów cała klasa miała nie przynosić do szkoły kanapek, a już broń boże z jajkami i serem????
            Przecież, to co piszesz, to paranoja.
            Nie można żądać dostosowywania się wszystkich do jednego dziecka!



            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 07:56
              Nie widzę w tym paranoi, natomiast w waszej reakcji widzę kolejny smutny dowód na atomizację polskiego społeczeństwa. Babka prosi rodziców o drobną przysługę, która ich dzieciom bynajmniej nie zaszkodzi, a jej dziecku może pomóc w walce z ciężką, nieuleczalną chorobą., a wy - figę! Bez sensu! Paranoja! Niech dzieciak odpowiada sam za siebie! Nie będziemy ograniczać naszych! Na barykady ludu roboczy!

              Co do szkoły mojego dziecka, to zasady są następujące:
              a) Absolutny zakaz orzechów i pochodnych (alregia na nie jest w PL rzadka, więc może nie wiecie, że akurat to uczulenie bywa śmiertelne, zjazd w parę minut się może zdarzyć).
              b) Zakaz wymieniania się, częstowania, oddawania. O tyle do utrzymania, że dzieci jedzą nie na korytarzu, ale wszystkie razem w sali lub stołówce. Nauczyciel w młodszych klasach skutecznie może zakazu dopilnować, bo im w posiłkach towarzyszy.
              c) Nakaz dla rodziców przygotowywania zdrowej żywności (tu szkoła stosuje raczej nacisk psychologiczny, polegający na informacjach i poradach dla rodziców, linkowaniu przepisów i danych medycznych).
              Na to nakłada się przyjemny edykt Emira,
              d) zgodnie z którym syf kulinarny (słodycze, frytki, potrawy z głębokiego tłuszczu, kole i napoje słodkie, mamby, dropsy etc.) nie może być w szkolnych stołówkach rozprowadzany, a kto rozprowadza - traci licencję.

              Ponadto jeżeli w klasie jest dziecko z alergią nauczyciel informuje o tym rodziców, i przypomina w kontekście planowanego urodzinowego klasowego poczęstunku.
              • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:26
                olena.s napisała:

                > Nie widzę w tym paranoi, natomiast w waszej reakcji widzę kolejny smutny dowód
                > na atomizację polskiego społeczeństwa. Babka prosi rodziców o drobną przysługę,
                > która ich dzieciom bynajmniej nie zaszkodzi, a jej dziecku może pomóc w walce
                > z ciężką, nieuleczalną chorobą., a wy - figę!

                Zgadzam sie z Toba, takie stawianie sie okoniem wyszlo teraz przy okazji sniadan, ale jest powszechne. Najpierw krzyczymy, ze jakim prawem, nie bo nie - a dopiero pozniej, na spokojnie, mozna wiele rzeczy wyjasnic. Szkoda, ze nie potrafimy ze soba rozmawiac sad

                Nie mamy nakazow kalifa wink
                Nie ma zwyczaju serwowania sniadania w przedszkolu, od najmlodszych lat dzieciaki ucza sie nosic wlasne pudelka ze sniadaniem do zlobka, przedszkola, grupy zabaw, szkolki muzycznej, na popoludniowy angielski. Rodzice pakuja najrozniejsze rzeczy, niektorzy sa bardziej lotni spozywczo, inni mniej - ale kazda placowka, chocby to byly darmowe zajecia w klubie osiedlowym - jakies sugestie nt. sniadan mialy. Ze prosimy nie dawac slodyczy, bo to niezdrowo, ze w tym wieku nie wszystkie moga jesc, ze sporo jest uczulen na czekolade. Ze prosimy nie dawac pierwszakowi jogurtow i innych lejacych sie produktow, bo sa malo jeszcze ogarniete ruchowo i zalewaja sobie wszystko wokol (lub koledzy potraca). Ze "w tym tygodniu mamy lekcje nt. zdrowego zbilansowanego jedzenia, przyjda pracownicy urzedu zdrowia i przekaza rodzicom pudelka na sniadania wraz z informacjami - prosimy o przeczytanie i porozmawianie z dziecmi, zeby uzgodnic, jak takie snaidania powinny wygladac". Oczywiscie, nikt dzieciakowi nie wyrywa z reki slodyczy, ale wszyscy wiedza, ze batonik na sniadanie nie jest do konca w porzadku.

                Wracajac do tematu - w grupach zabaw dwulatkow zdarzylo mi sie dostac informacje, zejest jedno dziecko uczulone na orzechy i mimo, ze wszyscy jedza razem pod okiem opiekunki, to moze sie zdarzyc, ze ktores kogos poczestuje - wszyscy rodzice przyjeli to ze zrozumieniem, nikt nie robil afery - jesli ktos koniecznie musi swoje dziecko akurat nakarmic tym czy tamtym, to robil to poza zajeciami.

                Czasem nie warto kruszyc kopii o pierdoly. Co mi sie stanie, jesli nie dam dzieciakowi slodkiego? Umrzemy od tego? Czy nie ma innych sposobow okazywania dziecku uczucia niz tylko pakowanie mu slodyczy?
              • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:31
                Rozumiem prośbę, żeby nie częstować dziecka, czy przypominanie przez nauczycielkę od czasu do czasu o tym, że Jasia nie częstujemy tym, a Krysi tamtym. Ale nie można wyeliminować kolejnych składników czy całych grup składników, bo jakieś dziecko jest chore. To jest nierealne, bo chorych dzieci (alergia, cukrzyca, różne nietolerancje) zapewne jest więcej niż 1 i lista rzeczy zabronionych obejmie zapewne nie tylko słodycze, ale nabiał, jajka, różne mięsa, różne owoce, etc.
                • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:53

                  wuika napisała:

                  > Rozumiem prośbę, żeby nie częstować dziecka, czy przypominanie przez nauczyciel
                  > kę od czasu do czasu o tym, że Jasia nie częstujemy tym, a Krysi tamtym. Ale ni
                  > e można wyeliminować kolejnych składników czy całych grup składników, bo jakieś
                  > dziecko jest chore.

                  Zgadzam sie z Toba - tylko tu nie jest mowa o niezbednym skladniku odzywczym, a o slodyczach. Jasne, ze nikt nie pozamyka wszystkich sklepow na drodze dzieciaka, ale jesli moge uniknac obnoszenia sie ze slodyczami w klasie, to czemu nie?

                  W programie nauczania jest modul o zdrowej zywnosci, dalo by sie zrobic fajny blok tematyczny, nawet miedzyprzedmiotowy - bo w programie angielskiego tez sa tresci zdrowotne. Mozna wciagnac w to rodzicow, przy okazji pracy domowej czy wspolnej szkolnej akcji - robienia wspolnego sniadania czy polmiska owocow. Wtedy porozmawianie z dziecmi moze dac lepszy efekt niz rozmowa z rodzicami, ktorzy - jak widac na przykladzie tego watku - zakladaja zla wole i roszczeniowosc matki malego cukrzyka.

                  Dla mnie prosba matki byla okej - zwlaszcza, ze jest jak najbardziej do spelnienia. Mnie nic nie ubedzie, a komus moge pomoc. Inna rzecz, ze tutaj dzieciaki maja dwie-trzy przerwy, jedna na sniadanie (wtedy jedza razem w klasie), pozostale to obowiazkowe podworko (wtedy sie z jedzeniem nie wychodzi, wzgledy bezpieczenstwa). W takich warunkach latwiej ograniczyc "epatowanie" slodyczami.
                  • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:59
                    I ta choroba jako pretekst do "nie przynosi słodyczy" może być ok. Ale problemu nie rozwiąże, bo lista 'zakazanych' bądź 'kłopotliwych' produktów nie skończy się na słodyczach, a grupa rówieśnicza na grupie przedszkolnej. Nie chodzi mi też o to, że ta prośba nie powinna mieć miejsca, ale jeśli matka liczy, że tak załatwi problem nie jedzenia przez dziecko zakazanych rzeczy, to po prostu jest w błędzie.
                    • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:06
                      Nie sadze, zeby matka dziecka powaznie chorego na cukrzyce (insulina!) liczyla tylko na to, ze usunie problematyczny skladnik z otoczenia. Jasne jest dla mnie ze rownoczesnie uczy dziecko i cala rodzine (siebie tez) w czym jest cukier i jak go unikac. Ale do tego trzeba wspolpracy calego otoczenia - szkoly, rodziny (dziadkowie), sasiadek. Takze dobrej woli wink
              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:39
                > Nie widzę w tym paranoi,

                Bo może wpajano Ci w dzieciństwie niewłaściwe zasady.

                > Babka prosi rodziców o drobną przysługę,
                > która ich dzieciom bynajmniej nie zaszkodzi, a jej dziecku może pomóc w walce
                > z ciężką, nieuleczalną chorobą., a wy - figę!

                Skoro prosi, to musi liczyć się z tym, że prośba nie zostanie wysłuchana i jest to prywatna sprawa każdego z osobna, dlaczego. Ty też nie spełniasz wszystkich próśb, jakie zdarzy Ci się usłyszeć, prawda?
                A druga sprawa - takie podejście matki powoduje, że to JEJ dziecko wyrośnie na człowieka z zaszczepioną świadomością, że JEMU się należy podporządkować, a jeśli ktoś tego nie zrobi, to znaczy, że jest egoistyczną świnią. Wygląda na to, że sama właśnie w taki sposób również zostałaś wychowana.
                A trzecia sprawa - pojmij w końcu, że prośba matki jest o tyle bezsensowna, że nie dość, że nie przyniesie efektów (bo dziecko może załapać się na słodycz poza klasą), to jeszcze odgórnie zmusi całą klasę do dostosowywania się do jednego dziecka. Będzie ono na pewno baaaaardzo lubiane z tego powodu smile

                > b) Zakaz wymieniania się, częstowania, oddawania.

                No proszę, a w poprzednim wątku taka zasada dzielenia się czy częstowania była wręcz hołdowana smile
                • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:53
                  > Skoro prosi, to musi liczyć się z tym, że prośba nie zostanie wysłuchana i jest
                  > to prywatna sprawa każdego z osobna, dlaczego.

                  Jasne. Prywatna sprawa. Prywatne prawo do egoizmu.

                  A trzecia sprawa - pojmij w końcu, że prośba matki jest o tyle bezsensowna, że
                  > nie dość, że nie przyniesie efektów (bo dziecko może załapać się na słodycz poz
                  > a klasą), to jeszcze odgórnie zmusi całą klasę do dostosowywania się do jednego
                  > dziecka. Będzie ono na pewno baaaaardzo lubiane z tego powodu smile

                  Och, nie mówiłaś, że jestes przeciwko spełnieniu prośby z troski o pozycję towarzyską chorego dziecka....


                  A druga sprawa - takie podejście matki powoduje, że to JEJ dziecko wyrośnie na
                  > człowieka z zaszczepioną świadomością, że JEMU się należy podporządkować, a jeś
                  > li ktoś tego nie zrobi, to znaczy, że jest egoistyczną świnią. Wygląda na to, ż
                  > e sama właśnie w taki sposób również zostałaś wychowana.

                  Bzdury piszesz. Mocno przypuszczam, że matka potrzebuje pomocy otoczenia w pierwszych kilku - kilkunastu miesiącach ustawiania leczenia, kiedy dziecko jest jeszcze niedoświadczone, a przy okazji małe i durne. Generalnie chorzy uczą się właściwego postępowania.

                  Za egoistę - świnia to twój wtręt, nie mój - uważam zdecydowanie ludzi, którzy nie są skłonni do najdrobniejszych ustępstw na rzecz cudzego zdrowia i życia. Nie cudzych kaprysów, zachcianek tylko zdrowia i życia. W imie czego? Niezbywalnego prawa pozostałych dzieci do jedzenia batonów w szkole? Naprawdę dla ciebie to prawo jest ważniejsze niż ochrona tego chorego? NAPRAWDĘ???
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:21
                    > Jasne. Prywatna sprawa. Prywatne prawo do egoizmu.

                    Masz profil psychologiczny typowego, naiwnego jelenia.
                    Ale skoro Ci to odpowiada, to Twoja sprawa.
                    Jednak nie przykładaj swojej miary do innych, bo każdy żyje tak, jak jemu jest wygodniej, a nie jak Ty uważasz to za właściwe.

                    > Och, nie mówiłaś, że jestes przeciwko spełnieniu prośby z troski o pozycję towa
                    > rzyską chorego dziecka....

                    Nie mówiłam, ale mnie, jako matce chorego dziecka, taki powód dałby dużo do myślenia i nie chciałabym narażać dzieciaka na ostracyzm wywołany koniecznością dostosowywania się jego kolegów do jego wymogów żywieniowych.

                    > Bzdury piszesz. Mocno przypuszczam, że matka potrzebuje pomocy otoczenia w pier
                    > wszych kilku - kilkunastu miesiącach ustawiania leczenia, kiedy dziecko jest je
                    > szcze niedoświadczone, a przy okazji małe i durne.

                    A jego rówieśnicy są duzi i mądrzy? Oni nie mają prawa być mali i durni i też nie pojmować dziwnych wymysłów matki swojego kolegi? Po raz kolejny zapytam - dlaczego wymagasz od nich zachowań i wyrozumiałości na poziomie starszaka, a chore dziecko usprawiedliwiasz jego małością i durnością?

                    > świnia to twój wtręt,

                    Bynajmniej.
                    W innym poście wyraźnie napisałaś, ze odmowa spełnienia prośby to świństwo.

                    > ludzi, którzy nie są skłonni do najdrobniejszych ustępstw na rzecz cudzego zdrowia i życia.

                    Ale to nie Tobie decydować, kto, kiedy i dlaczego ma się do tych ustępstw skłaniać, prawda?
                    I nie demonizuj proszę tego cudzego zdrowia i życia, bo na nikim to wrażenia nie wywiera. Każdy z nas niesie jakiś swój krzyż, każdy ma problemy i zgryzoty.
                    Poza tym pisano już tyle razy coś, czego nadal nie możesz pojąć - dzieciak może dostać słodycz w każdym innym momencie. Dzieci z jego klasy może i nie będą przynosić ich do szkoły, ale mogą zechcieć je kupić w sklepiku, bez wiedzy rodzica. Albo dostaną lizaka od kolegi z innej klasy i również będą nim dysponować. To, czego tak usilnie bronisz to jedynie nieudolne i kompletnie nieskuteczne leczenie objawowe. Które nie dość, że nie przyniesie żadnych efektów, to jeszcze może narobić szkody. Matka uspokojona tym, że słodyczy w klasie nie będzie, być może mniejszą wagę przyłoży do uświadamiania swojego własnego dziecka. Zasady wpojone dzieciakom odgórnie być może wywołają w nich bunt i niechęć do chorego kolegi.

                    > ie cudzych kaprysów, zachcianek tylko zdrowia i życia. W imie czego? Niezbywal
                    > nego prawa pozostałych dzieci do jedzenia batonów w szkole? Naprawdę dla ciebie
                    > to prawo jest ważniejsze niż ochrona tego chorego? NAPRAWDĘ???

                    Jeszcze głośniej krzyknij smile
                    A teraz ochłoń, przyłóż sobie lodu do czoła i zrozum w końcu, że nie chodzi tutaj o żadną ochronę zdrowa czy życia chorego dziecka. Nie wiem już w jaki sposób można do Ciebie dotrzeć, jeśli tyle prostych przykładów nadal nie dotarło. Tragizujesz tak okropnie, jakby temu dzieciakowi siłą te słodycze wciskali i nikt nie miał na to wpływu.
                    • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:29
                      Cóż, kończę więc dyskusję.
                      Cieszę się, że nie cały świat jest taki, jak ten, który ty budujesz.
                      A moje życzenia dla ciebie pozostają w mocy.
              • sabciasal Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:55
                masz rację, to bardzo smutne. i na dodatek okraszane sporymi porcjami gadek o wolności osobistej, prawach dziecka do słodyczy itp. najważniejsze to ja, ja, ja.
                ale pocieszające jest, ze jednak zdarzają się klasy, gdzie choć w części jest inaczej, gdzie uda się stworzyć jakiś rodzaj wspólnoty. choć nie ukrywam, przydałby się edykty zakazujące sprzedaży batoników w sklepiku szkolnym czy obdarzania dzieci czekoladkami w ilości równej ilości przerw, oczywiście bez dodatku kanapek.
            • 3-mamuska Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:27
              e-kasia27 napisała:

              > Mój syn jest alergikiem, też chodził do pierwszej klasy i był mały.
              > Jak tylko poczuł zapach jajek, albo sera, to wymiotował, nie mógł też jeść mas
              > ła, szynki, pomidorów, jabłek i wielu innych rzeczy - czyli według twoich poglą
              > dów cała klasa miała nie przynosić do szkoły kanapek, a już broń boże z jajkami
              > i serem????
              > Przecież, to co piszesz, to paranoja.
              > Nie można żądać dostosowywania się wszystkich do jednego dziecka!
              >
              >
              Wole śniadanie bez jajek niż zygajacego kolegę obok ,ach tak cudnie ten zyga a drugi wcina obok kanapkę.
              Na zdrowie.

              jako dziecko wstydem było przynieść kanapkę z jajkiem bo smierdzialo na cała klasę.
              • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:54
                > jako dziecko wstydem było przynieść kanapkę z jajkiem bo smierdzialo na cała kl
                > asę.

                Bosch, i takie tu właśnie mondre ludzie dyskutujom uncertain
      • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:19

        olena.s napisała:

        > Dziwię się wcześniejszym komentarzom - na jednej szali cukierek dla własnego sz
        > kraba, na drugiej - kto wie, może gdzieś na horyzoncie np. amputacja stopy chor
        > ego dziecka. Jak w ogóle można się zastanawiać, co przeważy?
        > Ale apel zapewne pozostanie wołaniem na puszczy - w końcu moje najważniejsze, b
        > ardzo wiele matek zaprezentowało tu pogląd, że dzień bez batona na przerwie to
        > dzień bezpowrotnie stracony...
        > Chore dziecko zresztą pewnie było miliony razy uświadamiane przez rodziców, ale
        > jeszcze małe, durne, ciekawe i łakome. Więc matka usiłuje zabezpieczyć tyły. N
        > auczycielka pewnie nie pomoże, bo zapewne dzieci jedzą drugie śniadanie w ruchu
        > , na korytarzu i bez kontroli.


        Ale to jest problem matki i tego dziecka a nie calego otoczenia,caly swiat nie dostosuje sie do dziecka,dziecko chore musi dostosowac sie do zasad panujacych przy jego chorobie,jak- to juz zadanie jego rodzicow.
        Czyli na urodzinach rowiesnikow na,ktore bedzie zapraszana ma byc marchewka i kalarepa zamiast slodyczy i tortu,bo jedna dziewczynka jest chora na cukrzyce,otworzcie oczy wyeliminowanie zagrozenia jest nierealne,dziecko samo musi sie kontrolowac innego wyjscia nie ma.
        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:32
          No mówiłam, moje najmojsze.
          Nie miałam w okolicy dziecka z cukrzycą, ale i owszem alergicy bywali na urodzinach mojego. Dostawali inne żarcie i tyle.
          • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:36
            > Nie miałam w okolicy dziecka z cukrzycą, ale i owszem alergicy bywali na urodzi
            > nach mojego. Dostawali inne żarcie i tyle.

            No ale jak to inne? Jak tak można egoistycznie? Nikt nie pomyślał, że tej reszcie dzieci wsuwającej tort i truskawki będzie przykro, że koleżanka je coś innego, niż oni? suspicious
            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:47
              Normalnie inne. I te podłe matki alergików na ogół bardzo chętnie przynoszą więcej swoich potraw, żeby ewentualni chętni urodzinowicze też mogli spróbować. Na przykład bezjajeczne ciasto z galaretką pamiętam. Albo bezmleczne lody owocowe.
              I nie, tu nie chodzi o przyjemność i poczucie krzywdy, tu chodzi o bardzo ciężką chorobę dziecka - jeżeli bierze insulinę, to naprawdę nie ma żartów.
              • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:52
                olena.s napisała:

                > Normalnie inne. I te podłe matki alergików na ogół bardzo chętnie przynoszą wię
                > cej swoich potraw, żeby ewentualni chętni urodzinowicze też mogli spróbować. Na
                > przykład bezjajeczne ciasto z galaretką pamiętam. Albo bezmleczne lody owocowe
                > .
                > I nie, tu nie chodzi o przyjemność i poczucie krzywdy, tu chodzi o bardzo ci
                > ężką chorobę dziecka
                - jeżeli bierze insulinę, to naprawdę nie ma żartów.

                Powazna sprawa ok,wiesz ile chorob jest powaznych i co wszyscy w szkole maja sie dostosowac do kazdego chorego dziecka.
                To co ty piszesz to ok jako teoria,w praktyce wyjdzie z tego zero,bo jest to NIEREALNE.
                • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:00
                  Tu już wybacz, bzdurzysz.
                  Ile dzieci na ciężkiej diecie trafi się w jednej klasie? Naprawdę, rozciągnięcie sieci ochronnej nie jest niemożliwe przy minimalnej życzliwości otoczenia.
                  A co do cukrzycy to przypominam, że dzieciak może jeść cukier o ile zostanie zwiększona dawka leku - więc jakieś urodziny itp. byłyby łatwiejsze i dla chorego i dla otoczenia. Oraz nikt chyba nie zakłada, że to dziecko nie przejmie w ciągu paru - parunastu miesięcy odpowiedzialności za dietę. Ale właśnie tych parunastu miesięcy potrzeba.
                  • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:06
                    olena.s napisała:

                    > Tu już wybacz, bzdurzysz.
                    > Ile dzieci na ciężkiej diecie trafi się w jednej klasie? Naprawdę, rozciągnięci
                    > e sieci ochronnej nie jest niemożliwe przy minimalnej życzliwości otoczenia.
                    > A co do cukrzycy to przypominam, że dzieciak może jeść cukier o ile zostanie zw
                    > iększona dawka leku - więc jakieś urodziny itp. byłyby łatwiejsze i dla chorego
                    > i dla otoczenia. Oraz nikt chyba nie zakłada, że to dziecko nie przejmie w cią
                    > gu paru - parunastu miesięcy odpowiedzialności za dietę. Ale właśnie tych parun
                    > astu miesięcy potrzeba.

                    W jednej klasie moze byc dziecko z alergia na bialy chleb,dziecko z alergia na owoce,dziecko z cukrzyca,masz tylko troje,rozciagamy ochronna siec i zostaje tylko marchewka do jedzenia dla calej klasy.
                    • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:10
                      Bardzo nikłe prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności.
                      • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:17
                        Cala ta gadka jest bez sensu,cukrzyca to jest cala dieta polegajaca na ograniczaniu cukru a on jest nie tylko w slodyczach takze spozycie czegokolwiek o zawartosci cukru moze byc grozne-czyli nic nie wolno przynosic do szkoly co zawiera cukier,tylko,ze wiekszosc produktow go zawiera.
                        • e-kasia27 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:33
                          Zwykły chleb, to też cukier i każdy owoc to też cukier, nawet marchewka to cukier - najlepiej ustanowić, aby dzieci w takim przypadku nic w szkole nigdy nie jadły i po kłopocie.
                          • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:45
                            Najlepiej nauczyc dziecko podawania sobie insuliny,ale oczywiscie zaraz bedzie,ze to malutkie dziecko nie da rady,to niech mamusia siedzi z nim na przerwach i mierzy cukier.
                            Sory innego wyjscia nie widze.
                      • e-kasia27 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 01:45
                        Wcale nie nikłe.
                        W klasie mojego syna było siedmiu alergików, w tym jedno z ciężką astmą, jeden cukrzyk i dwoje dzieci z celiakią, czyli nietolerancją glutenu oraz jedno z nietolerancją fruktozy - do jedzenia dla całej klasy nawet marchewka by nie została, tylko czystą wodę by mogli pić, gdyby tak chcieć dostosować dozwoloną dietę do wszystkich potrzebujących.
                      • wuika Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:39
                        W grupie żłobkowej na 27 dzieci prawie połowa ma wyjątki w diecie. I nie tylko takie, że moje np. nie jedzą jeszcze słodyczy i pełnych jajek, a któreś jeszcze nie dostało w ogóle nabiału. Jedno reaguje źle na brzoskwinie, drugie ma nietolerancję laktozy, ktoś uczulenie na mięso kurczaka. To są niby pierdoły, ale wystąpienie w tej grupie jeszcze dziecka z cukrzycą nie jest niemożliwe. Jeśli jadłyby to samo, to mogłyby chyba jeść tylko kleik ryżowy.
                        I nie, nie uważam, że prośba matki jest zupełnie bezzasadna. Robi, co może, żeby ustrzec małe dziecko (skoro przedszkole, to pewnie maluszek ma 3 lata, nikt zdrowy na umyśle nie będzie wymagał samokontroli od 3 czy nawet 5-latka), ale może nie być realne wymiecenie cukru z diety wszystkich dzieci dookoła. Prędzej nauka, że dziecka nie częstujemy, poparta autorytetem pani, przypominaniem co jakiś czas przez panią i rodziców.
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:44
                    > Oraz nikt chyba nie zakłada, że to dziecko nie przejmie w cią
                    > gu paru - parunastu miesięcy odpowiedzialności za dietę. Ale właśnie tych parun
                    > astu miesięcy potrzeba.

                    Jasne, a jego rówieśnicy muszą to pojąć w ciągu jednego dnia uncertain
      • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:21
        > Ale apel zapewne pozostanie wołaniem na puszczy - w końcu moje najważniejsze

        Nie "moje najważniejsze", tylko sama prośba jest bezcelowa. Nie uchronisz swojego dziecka przez całym światem, więc ograniczanie się do kilkunastu osób z klasy jest cokolwiek nonsensowne. Te kilkanaście osób może zastosuje się do prośby i nie będzie przynosiło słodyczy. A co z resztą szkoły? Co z dziećmi na basenie, na zajęciach z judo, na angielskim, na podwórku, co z ludźmi w sklepie, na ulicy i tak dalej? Czy ta matka ma tak biegać przed dzieckiem wszędzie gdzie się da i apelowac do każdego człowieka, który potencjalnie mógłby poczęstować dziecko czymś słodkim?

        > Chore dziecko zresztą pewnie było miliony razy uświadamiane przez rodziców, ale
        > jeszcze małe, durne, ciekawe i łakome.

        Pacz pani, jakie to dziwne. Usprawiedliwiasz to małe, durnowate, łakome dziecko tym, że nie zrozumie zakazów, ale jednocześnie mądrych zachowań i zrozumienia oczekujesz od jego rówieśników z klasy? Nie widzisz w tym sprzeczności?
        • czar_bajry Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:35
          U córki mojej koleżanki dwa lata temu wykryto cukrzycę, dziewczynka jest bardzo dobrą koleżanką mojego syna i wraz z grupą dzieci tworzą bardzo zgraną paczkę przyjaciół.
          Wszyscy z tej grupy zostali uświadomieni na czym polega choroba Moniki i co jej wolno a co nie, jak dostała pompę insulinową to bardziej pilnowali aby nic się jej nie stało( pompie) niż sama właścicielka która nadal zaciekle grała w nogę zakasując niejednego chłopakasmile
          Nie wiem jak było klasie ale sądzę iż podobnie jedynym wyjątkiem było to iż na zieloną szkołę jechała z wraz z mamą co nieszczególnie napawało ją radościąbig_grin A i aby nie było nieporozumień w chwili wykrycia choroby mała miała 7 lat.

          A wystąpienie matki opisanej w tym wątku nie było może najmądrzejsze ale jestem w stanie ją zrozumieć, to ciężka choroba a raczej powinnam napisać uciążliwa i potrzeba sporo czasu aby nauczyć się z nią żyć normalnie.
      • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:39
        a moze tez nalezy poprosic wszystkich wlasciciei sklepow zeby nie handlowali slodyczami uncertain
      • japanunieprzerywalempanieposle Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 13:34
        chyba uwielbiam szkoly moich dzieci. Odgorne zarzadzenie mowi, ze szkoly i przedszkola sa strefami bezcukrowymi i bezslodyczowymi. Nie wolno slodyczy ani ciastek, wafelkow czy batonikow, rowniez sokow i napojow gazowanych przynosic ani spozywac na terenie szkol i przedszkoli.
        I tak jest ok."

        baardzo dobry pomysl. przynajmniej dzieciaki nie wydaja pieniedzy na slodycze, ktore potem ciamia z nudow. jedzenie slodyczy niezbyt dobrze wplywa na koncentracje itp. szybki doplyw cukru i szybki spadek
    • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:41
      Ciekawe czy cukrzyk moze jesc np.czekolady,ktore nie zawieraja cukru sa takie,wtedy problem by byl rozwiazany,ale nie wiem czy moga.
      • czar_bajry Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:48
        Też nie wiem, wiem natomiast że może zjeść lizaka tylko musi to być połączone z posiłkiem, poziomem cukru itp.
        • jola-kotka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:56

          czar_bajry napisała:

          > Też nie wiem, wiem natomiast że może zjeść lizaka tylko musi to być połączone z
          > posiłkiem, poziomem cukru itp.

          Wlasnie przeczytalam,ze te slodycze bez cukru nadaja sie dla diabetykow,niech mamusia sie douczy i kupi dziecku takie slodycze,a nie wymaga od innych zaprzestania spozywania czegos co jej dziecku nie wolno,dla mnie to straszna glupota.
          • majenkir Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 13:56
            jola-kotka napisał(a):
            > Wlasnie przeczytalam,ze te slodycze bez cukru nadaja sie dla diabetykow,niech m
            > amusia sie douczy i kupi dziecku takie slodycze,a nie wymaga od innych zaprzest
            > ania spozywania czegos co jej dziecku nie wolno,dla mnie to straszna glupota.


            Slodycze bez cukru maja tylko odrobine mniej weglowodanow, niz zwykle, wiec dzieciak tez musi pokrywac je insulina. Roznica jest w indeksie glikemicznym - maja nizszy, wiec skok cukru nie jest tak raptowny jak przy cukrze.

            Ale cukrzyk moze jesc w zasadzie wszystko.
            • wioskowy_glupek Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 17:00
              Nie prawda:

              1. Słodycze bez cukrowe od tych zwykłych różnią się tym że te pierwsze mają słodzik zamiast cukru, więc nie podnoszą poziomu glukozy tak mocno jak te drugie.
              2. Czekolada jest tłusta i ogólnie podnosi cukier wysoko ale POWOLI ! więc tu nie IG chodzi...
      • policjawkrainieczarow Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 02:55
        Mysle, ze moga, kiedy mialam cukrzyce ciazowa, dostawalam duzo probek produktow dla cukrzykow i byly wsrod nich slodycze bez cukru. Jest tez takie cos, jak syrop z agawy, o niskim indeksie glikemicznym, mozna go uzywac zamiast cukru. Prosba tamtej matki o tyle bez sensu, ze dzieciaki niemajace pojecia o tym, w czym jest cukier, w ramach dobrej woli moga cukrzykowi powiedziec, sorry, nie wolno mi dac ci czekolady, ale podziele sie cocacola, kanapka, pizza czy bananem, a to przeciez takie same killery.
    • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:50
      Nie da sie wiekszosci z was czytac,juz zapomnialy krowy jak jalowkami byly?Kobieta malego jak sadze dziecka poprosila,by w iare mozliwosci slodyczy nie przynosic.Byc moze maluch ma problemy z akceptacja choroby,odmawianiem,lub ma jak to zwykle dzieci normalnych matek nie ematek,bo ich dzieci tyljko salatki jadaja nieposkromiona chetke i matka sie boi,nic dziwnego,z cukrzyca nie ma zartow.Co watek o odzywianiu piszecie o zbilansowanej diecie waszych pociech ze slodyczami raz w tyg.lub od wielkiego dzwonu,a tu nagle oburzacie sie o batonik,przeciez go podobno nie dajecie ot tak,wiec gdzie problem.U nas jest zasada zadnych slodyczy na sniadanie (drozdzowki itp.sie nie licza)i wszyscy sie tego trzymaja.Czemu w Pl to taki problem?
      • czar_bajry Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 00:58
        Czemu w Pl to taki problem?

        Czemu problem?
        Ja wiem że u Ciebie jest najlepiej ale nie szukaj dziury w całym tu nie chodzi o to co dzieci mają jeść tylko dlaczego mają dostosować się do jednego dziecka i w tym jest problem ale patrzenie na czubek własnego nosa jest nie tylko domeną polaków inne nacje też tak mają....
        • ola33333 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 06:32
          czar_bajry napisała:

          > Czemu w Pl to taki problem?
          >
          > Czemu problem?
          > Ja wiem że u Ciebie jest najlepiej ale nie szukaj dziury w całym tu nie chodzi
          > o to co dzieci mają jeść tylko dlaczego mają dostosować się do jednego dziecka
          > i w tym jest problem ale patrzenie na czubek własnego nosa jest nie tylko domen
          > ą polaków inne nacje też tak mają....

          Bo sie calej klasie nic nie stanie, a nawet na zdrowie wyjdzie, jak tych batonikow codziennie w szkole jesc nie beda? Jasne?

          A swoja droga to sie wcale nie dziwie po przeczytaniu tylu komentarzy popierajacych jedzenie slodyczy w szkole, ze stan uzebienia dzieci w PL jest tragiczny.
          • czar_bajry Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:06
            Bo sie calej klasie nic nie stanie, a nawet na zdrowie wyjdzie, jak tych batoni
            > kow codziennie w szkole jesc nie beda? Jasne?

            A Ty się dobrze czujesz?
            Czy ja gdzieś napisałam iż coś się tym dzieciom stanie albo że jestem przeciw?
            Owszem jestem za tym aby nikt nikomu do śniadaniówki nie zaglądał ale napisał iż rozumiem ją jako matka tak więc bądź tak miła i zejdź ze mnie bo mnie duszno....
        • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:08
          Rozbawilas mniebig_grin troske o dobro chorej bliskiej osoby uwazasz za patrzenie sie na czubek wlasnego nosa?w dodatku ta troska zostala wyartykulowana w formie prosby.Nie widze zadnej potrzeby przynoszenia przez dzieci slodyczy.To straszne jak traktuje sie w Pl ludzi chorych.Po przeczytaniu tego watku rozumiem roszczeniowosc inwalidow w autobusach np.prosby polskie nadete babsztyle maja w d... .Drugi Hitler powoli wyrasta z tego spoleczenstwa homofobow i nieakceptujacych innosci.
          • lady-z-gaga Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:29
            > Drugi Hitler powoli wyrasta z tego spoleczenstwa homofobow i nieakceptujacych i
            > nnosci.


            Skoro potomkowie pierwszego zamienili się we wzor cnot i ostoję tolerancji (co widac po Tobie), to i dla nas jest nadzieja smile
            • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:48
              To co,juz obozy dla chorych zrobione?
              • m_incubo Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 00:36
                A po co, sporo tych które pobudowaliście jeszcze się zachowało.
          • czar_bajry Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:09
            Następna ignorantka, patrzenie na czubek własnego nosa tyczyło się pozostałej części klasy a nie matki chorego dziecka.

            Rozbawiasz mnie swoimi komentarzamitongue_out
            Jak rozumiem emigrując zatraciłaś umiejętność czytania ze zrozumieniem a może nigdy tej umiejętności nie miałaś?
      • evee1 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 05:37
        > Czemu w Pl to taki problem?
        Bo to jest zamach na wolnosc jednostki wink.
        Ja tylko napisze, ze u nas (w Australii) prosi sie o nie dawanie dzieciom kanapek z maslem orzechowym, bo sa dzieci, ktore sa na nie uczulone. Szkola wie dobrze, ktore dzieci za uczulone i kazde z tych dzieci ma swoj zastrzyk w razie, gdyby jednak cos zdjadlo i zdarzyl im sie wstrzas anafilaktyczny. Ale generalnie rodzice respektuja te prosbe i staraja sie jednak dzieciom nie dawac tego typu jedzenia do przedszkola czy szkoly, nawet jezeli jest to jedno z nielicznych, ktore dzieci w tym wieku jedza z ochota.
        Z drugiej strony moje dzieci, wlasnie jako uczulone na pewnien rodzaj orzechow (nie maslo orzechowe akurat), mialy wbite do glowy, ze nie moga od innych dzieci nic zjadac i odkad umialy czytac, to wszystko sprawdzaly pod katem skladnikow. Wlasciwie robily to juz niemal automatycznie, jak zatrzymywanie sie przy przejciu na ulice.
        • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:16
          W Niemczech podobnie.Co do tej drugiej strony alergia i cukrzyca to dwie rozne choroby,alergia najczesciej neka dziecko od malego i jest czas,by dziecko zaakceptowalo,ze nie moze wszystkiego,cukrzyca z teguly jest wykrywana u starszych dzieci i robi sie dramat.Trzeba ten dramat podsycac jakim batonikiem za dwa zeta.Na serio bez batona i cukierka da sie obejsc,chyba ze ktos serwuje to jako sniadanie.
          • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:42
            edelstein napisała:

            > W Niemczech podobnie.

            Juz wiem, dlaczego w jednym kraju sie da, a w drugim nie. Tutaj sporo ludzi ma jakies ograniczenia zywieniowe, wynikajace z nakazow religijnych. Dopoki dziecko nie jest na tyle duze, zeby samo rozumnie sie obslugiwac, dopoty na zbiorowych sniadaniach i innych wybiera sie raczej ser czy cos drobiowego. Jasne, ze nie wszyscy sie tego trzymaja, ale jest w spoleczenstwie gotowosc do zastanowienia sie nad faktem.
            • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:57
              Na szczescie nie robia w stolowkach ramadanuwinkswinke np. zjem sobie w domu i eszyscy beda happy.

              • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:09
                edelstein napisała:

                > Na szczescie nie robia w stolowkach ramadanuwink swinke np. zjem sobie w domu i
                > eszyscy beda happy.

                Wszyscy oprocz swinki wink
    • gryzelda71 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 07:07
      Naiwna matka oczekująca,że dziecko nigdzie nie zje nic zakazanego,ale nie sądziłam,że tyle obrończyń batonika jest na forum ematka.
      • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:11
        Teraz wiem co ematki zamieszczaja pod pojeciem “zdrowo“w zaleznosci od tematu watku batonik jest zdrowy albo nie i albo sie go daje albo nie.
        • gryzelda71 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:20
          Do tej pory czytałam,ze dzieciaki ematek dostają KOSTKĘ gorzkiej czekolady raz w tygodniu.Ale jak pójda do szkoły to juz nie ma takich ograniczeń.
          • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:25
            Teraz wszystko jasne,po prostu jematki nie dopisaly “moje dzieci nie jedza slodyczy TYLKO PRZY MNIE“albo “moje dzieci jedza kostke gorzkiej czekolady raz w tygodniu,a wpozostale dni czego oczy nie widza tego sercu nie zal.“
            • gryzelda71 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:41
              Nie które pIszą,że dziadkowie pasą nutelami hehehe
              Miałam dziecko w przedszkolu.Pamiętam jadłospisy.
              • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:01
                No wiadomo,co zlego to nie mywinkmi tam nikt dziecka nie pasie,daja to co uwazaja za sluszne i tyle.Mam inne sprawy niz zastanawianie sie czy mlody dostal nutelle czy ser.
        • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:56

          edelstein napisała:

          > Teraz wiem co ematki zamieszczaja pod pojeciem “zdrowo“w zaleznosci
          > od tematu watku batonik jest zdrowy


          czemu czepiasz się tego batonika?
          a jeśli ja upiekę w domu bułeczki maślane, to też nie mogę dać swojemu dziecku do szkoły ?
          • edelstein Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:50
            A co to buleczki maslane?
            • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:07

              male bułki drożdżowe.
    • vesper_lynd_1 ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 07:29

      ...ma rzeczywiście wielu zwolenników w narodzie dla swoich tez, nawet jesli ukrytych mocno i opakowanych w piękne słówkawink

      Chore dziecko to sprawa jego rodziców.
      Chore dziecko musi się dostosować do zdrowego otoczenia.
      Rodzice chorych dzieci nie maja prawa niczego wymagać.- to tylko niektóre argumenty.

      Otóż drogie panie, nie- chore dziecko to sprawa nas wszystkich, całego społeczeństwa. Jesteśmy wszyscy za nie odpowiedzialni i powinnismy stworzyc mu jak najlepsze warunki, a nie ono ma sie dostosowywać do zdrowych. Jak czytam takie watki- ten albo o składkach na RR i argumenty typu- "co mnie obchodzi, że biedne dziecko nie pojedzie, niech jego rodzice sie martwią" to ogrania mnie przerażenie na takie znieczulenie podbudowane rzecz jasna argumentacją w stylu" Nie przyszłoby do głowy mi wymagać", albo " dlaczego mam ograniczać moje dziecko" to skala egoizmu jak wylewa się z tego jest powalająca.

      Ja, moje, ja, moje itp. itd.

      Nie dziwi mnie, że rodzice znanych mi dzieci przewlekle chorych na nieuleczalne choroby( a taką jest cukrzyca m.in) skarża się, że ich dzieci nie chca chodzić do szkoły, czują sie odrzucone i niezrozumiałe. Jesli kolegami z ich klas sa dzieci takich jak Wy, to mnie to już nie dziwi....żadnego zrozumienia, liczy się tylko to, że jakaś tam pani nauczycielka śmie cos narzucać jednej czy drugiej...przecież nikt nie będzie jednej czy drugiej mówił co ma robić, liczy się ona i jej dziecko, zdrowe rzecz jasna...bo przecież gdyby jedna czy druga na co dzien borykła się z chorobą dziecka, byłaby bardziej pokornawinkp

      Tak, zamknijmy tych chorych w domach, bo sa problematyczni...jeszcze będa czegoś od nas wymagać...takiej odrobiny empatii np.winkP
      • olena.s Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 08:00
        > Rodzice chorych dzieci nie maja prawa niczego wymagać.

        Korekta, moja droga. Z tego wątku wynika, że nie mają prawa prosić. Bo prośba będzie odrzucona. A wymogi - no wprost żartujesz chyba.
        • vesper_lynd_1 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 09:46

          To w sumie jeszcze gorzej, że nawet prośba ma niewielką siłę przebicia...
      • ashraf Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 09:15
        Nie wiem do kogo ten pompatyczny wywod, ale jesli do mnie, to ja akurat mam w najblizszej rodzinie osobe z ciezka, przewlekla, wiazaca sie z ograniczeniami choroba, wiec nie wyglaszam pustych tez. Nie jest rozwiazaniem wyeliminowanie slodyczy z klasy dziecka, tylko nauczenie je, ze to szkodzi, powoduje cierpienie i bol. Inaczej przy pierwszej nadarzajacej sie okazji rzuci sie na cukierki. A teraz prosze, zupelnie serio, o odpowiedz co mam zrobic ja, jezeli moje dziecko odziedziczy po M przypadlosc, przez ktora ma zakaz jedzenia owocow. Glupie sliwki czy banan moga sie bardzo zle skonczyc. Czy powinnam poprosic, zeby inne dzieci w klasie nie jadly owocow?
        • edelstein Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 09:20
          Litosci,zawsze mozna znalezc kompromis to raz,dwa porownywanie slodyczy,ktore sa dodatkiem do jedzenia z owocami,ktore powinny byc skladnikiem diety jest bez sensu.Weliminowanie slidyczy wyjdzie na zdrowie wstystkim,zaloze sie,ze urodziny itp.odprawiane beda i dziecko dostanie slodycze,ktore jesc moze.W grupie syna jest 25dzieci,25razy w roku urodziny wystarczaja w zupelnosci.
          • robitussin Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 10:50
            edelstein napisała:

            > Litosci,zawsze mozna znalezc kompromis to raz,dwa porownywanie slodyczy,ktore s
            > a dodatkiem do jedzenia z owocami,ktore powinny byc skladnikiem diety jest bez
            > sensu.

            Chodzi o zasadę.
            Skoro jedna matka boi się, że dzieci przynosząc słodycze narażają jej dziecko na utratę zdrowia, to inna matka może powiedzieć, że ona boi się, że dzieci przynosząc owoce również narażają jej dziecka na utratę zdrowia.
            I teraz pytanie - dlaczego w kwestii słodyczy należy ich całkowicie zabronić w klasie, a w kwestii owoców można wypracować jakiś kompromis (jaki? jedzenie ukradkiem? przemycanie owoców w kanapce? wink)?
            Dlaczego takiego samego kompromisu nie da się wypracować także w przypadku słodyczy? I nie przemawia do mnie argument, że słodycze są z gruntu złe. Dla mnie nie są. I dla tysięcy innych osób również nie.
            • imasumak No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 12:02
              W klasie mojej córki jest taka dziewczynka. Czy w związku z tym, dzieci nie powinny nosić pieczywa do szkoły?
              • kura17 Re: No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 12:06
                odsylam do postu Oleny, ktory juz cytowalam:

                forum.gazeta.pl/forum/w,567,138800082,138808932,Re_Zebranie_prosba_jednej_z_matek_.html?wv.x=2
                • imasumak Re: No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 12:10
                  Odsyłać to sobie możesz swoje dziecko do kąta wink.
                  Czytałam post Oleny. Ale ciągle jestem zdania, że najskuteczniejsze jest uświadomienie chorego dziecka o zagrożeniach. Owszem inne rozwiązania można też stosować, żeby dzieci uspołeczniać i uwrażliwiać na czyjeś problemy, ale bez przesady, to sam chory musi pilnować się już do końca życia, nie zrobi tego za niego najlepszy, najbardziej charyzmatyczny kolega.
                  • kura17 Re: No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 12:18
                    nie chcialam byc obcesowa - po prostu Olena o tym pisala, ja cytowalam, a Ty tylko zadalas "stare" pytanie, bez komentarza do jej wypowiedzi, wiec myslalam, ze jej nie zauwazylas.

                    nikt nie przeczy, ze dziecko samo musi o siebie zadbac.
                    probujemy tylko pokazac, ze latwiej dziecku bedzie przy pomocy otoczenia, zwlaszcza jesli nie wymaga to jakis wielkich poswiecej. chyba nie sadzisz, ze ta matka chce WYLACZNIE swoja prosba zalatwic sprawe??? to jest wciaz male dziecko, pewnie uczy sie zyc z choroba. naprawde taka to wielka sprawa mu to ulatwic?

                    nasz syn ma straszne uczulenie na orzechy arachidowe, "wykryte" w przedszkolu w momencie, kiedy pani czestowala flipsami wink od tego momentu (mial jakie 1.5-2 lata) nieustannie mu wbijamy do glowy, ze tych orzechow nie moze jest, rowniez rzeczy ze "sladowymi ilosciami orzechow arachidowych". on to dobrze wie. jak chodzi na haloween, to informuje ofiarodawcow, ze orzechow nie moze big_grin czasem dostaje w zamian za "niepewna" czekoladke 1 euro albo cos podobnego wink
                    przedszkole o alergii wie i - wedlug nas - zachowuje sie bardzo w porzadku i bardzo milo. rodzice rowniez - czesto sprawdzaja zawartosc slodyczy/ciasta, ktore inne dzieciaki przynosza na urodziny (nigdy o to nie prosilismy). gdy dzieci dostaja w przedszkolu (zbiorowo) jakies slodkosci, to panie zawsze maja zakamuflowane "dobre" czekoladki dla naszego dziecka (na ogol lidt, heh, bo on robi bez "sladow"). wlasnie po to, zeby innym nie odmawiac, a zeby jemu nie bylo przykro, jak inni jedza slodycze, a on nie moze...
                    tak samo w przypadku "niepewnych" obiadow - dostawal zawsze osobna porcje, rownie atrakcyjna, jak posilek reszty. dzialo sie to zupelnie "poza nami", samo-z-siebie, my tylko poinformowalismy, czego jesc nie moze.

                    mozna? no mozna, tylko troche sie trzeba wczuc w sytuacje malego dziecka z jakims problemem.
                    • robitussin Re: No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 13:13
                      > mozna? no mozna, tylko troche sie trzeba wczuc w sytuacje malego dziecka z jaki
                      > ms problemem.

                      Czytałaś chociaż jeden post osób, które również mają dzieci z problemami, ale jakoś nigdy nie przyszło im do głowy, by w taki sposób, jak tutaj opisywany, przemeblowywać zasady całej klasy?
                      Więc pozwolisz, że Cię sparafrazuję - "można? można, tylko trochę się trzeba wczuć w sytuację innych małych dzieci".
                      Pewne rozwiązania można osiągnąć drogą kompromisu. Tutaj tego kompromisu zabrakło kompletnie. Co więcej - usprawiedliwia się małe, chore i rzekomo bezrozumne dziecko, że nie jest w stanie pojąć, że inni mogą jeść słodycze, a ono nie, a jednocześnie od jego rówieśników wymaga się dojrzałej i pełnej świadomości, że nie wolno im przynosić słodyczy do szkoły, żeby Józiowi nie było przykro i żeby czasem go nie otruć.
                      Z jakiej racji inne dzieci muszą przyswoić takie informacji i zaakceptować taki stan rzeczy bez mrugnięcia okiem, podczas gdy ich kolega Józio jest traktowany jak bezmózg, który informacji o tym, że chociaż jemu nie wolno, to inni mają prawo jeść słodkie, przyswoić nie daje rady?
                      • kura17 Re: No właśnie, a z dziećmi z celiakją? 11.09.12, 13:27
                        dziecku choremu jest z natury TRUDNIEJ, bo ograniczenia dotycza go CALY czas. dziecko zdrowe moze te slodycze zjec na I sniadanie w domu, albo po powrocie ze szkoly - bez ograniczen w zasadzie.

                        poza tym u malych dzieci bardzo wazny jest mechanizm "GRUPY" (nie wiem, jak to ladnie nazwac wink). to co robia "wszyscy" koledzy jest latwiejsze do zaakceptowania, nawet jesli nie jest zbyt przyjemne. jesli WSZYSCY nie jedza w klasie slodyczy, to jest dzieciom duzo latwiej przejsc nad tym samym do porzadku dzienniego, niz gdy wszyscy jedza, a jedna osoba nie moze. dziala to rowniez w negatywna strone, oczywiscie - jak jakas grupa zaczyna komus dokuczac, to coraz wiecej osob sie przylacza - w grupie sila. dlaczego wiec nie wykorzystac dobrej strony tego faktu, zeby znudowac w dzieciach poczucie WSPOLPRACY? naprawde to taka zla rzecz, wzmacniac pozytywne zachowania MALYM kosztem?

                        mozna tez pomyslec o innych rozwiazaniach - chocby o jakis slodyczach dla cukrzykow. moze ktos po prostu powinien porozmawiac z rodzicami tego chlopca, moze oni sami sa zagubieni, przerazeni jego choroba. moze nie doczytali? kto to wie? ale od razu atakowac matke? bo POPROSILA w w sumie drobiazg?
        • joanna35 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 09:48
          Twój wpis świadczy o tym, że niczego nie zrozumiałas.
          • robitussin Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 10:52
            joanna35 napisała:

            > Twój wpis świadczy o tym, że niczego nie zrozumiałas.

            Ty chyba również niewiele, więc dla pewności ponownie kopiuję pytanie Twojego przedpiścy.
            Może Tobie się uda odpowiedzieć smile

            A teraz prosze, zupelnie serio, o odpowiedz co mam zrobic ja, jezeli moje dziecko odziedziczy po M przypadlosc, przez ktora ma zakaz jedzenia owocow. Glupie sliwki czy banan moga sie bardzo zle skonczyc. Czy powinnam poprosic, zeby inne dzieci w klasie nie jadly owocow?
            • kura17 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 11:00
              >
              > A teraz prosze, zupelnie serio, o odpowiedz co mam zrobic ja, jezeli moje dz
              > iecko odziedziczy po M przypadlosc, przez ktora ma zakaz jedzenia owocow. Glupi
              > e sliwki czy banan moga sie bardzo zle skonczyc. Czy powinnam poprosic, zeby in
              > ne dzieci w klasie nie jadly owocow?
              >


              przeciez Olena juz o tym pisala - podala kilka pomyslow, na pewno daloby sie cos jeszcze wymyslic w czasie "burzy mozgow" osob, ktore chcialby w jakis sposob pomoc kolegdze/kolezance dziecka z klasy...

              cytuje Olene:

              Konkretnie:
              Na przykład postarałabym się o pomoc pracownika/wolontariusza/ starszego ucznia/ rodzica chorego dziecka na przerwę spożywczą, tak by dzieci były nadzorowane, i zorganizowałbym to tak, by nie miały okazji jeść poza konkretnym miejsce/czasem.
              Albo rozważyłabym takie rozdzielenie klas, by już to dzieci chore były rozrzucone równomiernie (i mniej skoncentrowane) już to by były zebrane w jednej klasie wraz z dziećmi rodziców chętniejszych do kooperacji niż wypowiadających się tutaj dyskutantek.
              Albo poprosiłabym najbardziej charyzmatyczne dzieci w klasie o pilnowanie chorych.
              Albo jeszcze coś innego.
              I oczywiście tłukłabym i zdrowym i chorym dzieciom do głowy jaki mamy problem w klasie i dlaczego i jak powinny się zachowywać spożywczo.
              • robitussin Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 11:16
                kura17 napisała:

                > >
                > > A teraz prosze, zupelnie serio, o odpowiedz co mam zrobic ja, jezeli m
                > oje dz
                > > iecko odziedziczy po M przypadlosc, przez ktora ma zakaz jedzenia owocow.
                > Glupi
                > > e sliwki czy banan moga sie bardzo zle skonczyc. Czy powinnam poprosic, z
                > eby in
                > > ne dzieci w klasie nie jadly owocow?
                > >

                >
                > przeciez Olena juz o tym pisala - podala kilka pomyslow, na pewno daloby sie co
                > s jeszcze wymyslic w czasie "burzy mozgow" osob, ktore chcialby w jakis sposob
                > pomoc kolegdze/kolezance dziecka z klasy...

                A ze słodyczami tak się nie da?
                Naprawdę trzeba aż wprowadzić odgórny zakaz ich przynoszenia, żeby nie narażać Józia na niebezpieczeństwo ze strony innych dzieci?
                • kura17 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 11:22
                  > A ze słodyczami tak się nie da?
                  > Naprawdę trzeba aż wprowadzić odgórny zakaz ich przynoszenia, żeby nie narażać
                  > Józia na niebezpieczeństwo ze strony innych dzieci?

                  watek nie jest o odgornych nakazach, ale o PROSBIE matki, zeby moze slodyczy nie przynosic.
                  nieprawdaz?

                  poza tym slodycze to nie jest rzecz niezbedna dzieciom, to jest "kaprys", wymysl. nie jest to jakies wielki problem, zeby ich nie jest, nie jest trudno wyzywic dziecko w szkole bez tych slodyczy, nie wprowadza to zaburzen typu "brak owocow" czy czegos podobnie podstawowego.

                  dodatkowo slodycze sa w jakims stopniu dobrem "pozadanym", wiec wzbudzaja wiecej emocji wsrod dzieci. i choc wiem, ze argument o robieniu przykrosci nie jest tutaj popularny, to uwazam za emaptyczny gest ulatwienie choremu dziecku, ktore musi sie sporej ilosci rzeczy wyrzekac, opanowanie pokusy.

                  nie wymagalabym od innych, nie zmuszala - ani jako mama chorego dziecka, ani jako mama zdrowego. ale na pewno zachecalabym do empatii. wiele wypowiedzi w tym watku uwazam za bezduszne, tak samo, jak inni uwazaja wiele za glupie...
                  • kura17 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 11:37
                    > dodatkowo slodycze sa w jakims stopniu dobrem "pozadanym", wiec wzbudzaja wiece
                    > j emocji wsrod dzieci. i choc wiem, ze argument o robieniu przykrosci nie jest
                    > tutaj popularny, to uwazam za emaptyczny gest ulatwienie choremu dziecku, ktore
                    > musi sie sporej ilosci rzeczy wyrzekac, opanowanie pokusy.

                    pozwole sobie zacytowac wypowiedz IwoniW z watku obok, bardzo mi sie spodobala i pasuje tutaj, ladniej to wyrazila, niz ja smile

                    dziwią mnie w sąsiednim wątku wypowiedzi osób, które wyżej stawiają prawo swego dziecka do dostępu do snickersa 24h/dobę niż możliwość niewielkiego ułatwienia życia innemu, małemu dziecku, które musi się ograniczać non stop i możnaby mu nie dowalać widoku słodyczy pożeranych na jego oczach przez te 3-4 h dziennie, które pierwszak spędza w szkole.
                  • robitussin Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 13:02

                    > watek nie jest o odgornych nakazach, ale o PROSBIE matki, zeby moze slodyczy ni
                    > e przynosic. nieprawdaz?

                    Jasne, a jeśli ktoś prośby spełnić nie chce, to usłyszy potem na swój temat cała gamę przyjemnych komplementów, gdzie świnia i egoista to te najłagodniejsze smile
                    To co to za prośba? Ja bym to raczej szantażem emocjonalnym nazwała.

                    > poza tym slodycze to nie jest rzecz niezbedna dzieciom, to jest "kaprys", wymys
                    > l. nie jest to jakies wielki problem, zeby ich nie jest, nie jest trudno wyzywi
                    > c dziecko w szkole bez tych slodyczy, nie wprowadza to zaburzen typu "brak owoc
                    > ow" czy czegos podobnie podstawowego.

                    Brak owoców w II śniadaniu też nie wprowadza zaburzeń. Naprawdę.
                    Ani brak mięsa w kanapce. Ani nawet brak samej kanapki.
                    Więc nie o określony produkt chodzi, tylko o ZASADĘ.

                    > to uwazam za emaptyczny gest ulatwienie choremu dziecku, ktore
                    > musi sie sporej ilosci rzeczy wyrzekac, opanowanie pokusy.

                    Wybacz, nie przemawia do mnie taka argumentacja, bo empatia, taka szczera i prawdziwa rodzi się w innych okolicznościach niż tutaj opisane.

                    > wiele wypowiedzi w tym watku uwazam za bezduszne,

                    OK, ale na litość boską nie możesz od nikogo wymagać "duszności" tylko dlatego, że sama wyznajesz inne zasady.
                    • kura17 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 13:19
                      > Jasne, a jeśli ktoś prośby spełnić nie chce, to usłyszy potem na swój temat cał
                      > a gamę przyjemnych komplementów, gdzie świnia i egoista to te najłagodniejsze smile

                      tamta matka TEZ uslyszala! nie tylko epitety, rowniez ja wysmiewano na forum. a to juz uwazam za prawdziwe swinstwo, bo dyskutowac o swoim zdaniu mozna, mozna sie przeciwstawiac prosbie matki, ale wysmiewac ja, bo prosi o DROBNA rzecz, ktora by pomogla jej choremu dziecku???

                      > To co to za prośba? Ja bym to raczej szantażem emocjonalnym nazwała.

                      skad wiesz, co ta matka zrobila??? jak sie zachowala???
                      post rozpoczynajacy dyskusje byl WYLACZNIE o tym, ze ona POPROSILA.
                      a tu sie z niej jakiego potwora robi, bez zandych informacji.
                      jakas paranoja.

                      > Brak owoców w II śniadaniu też nie wprowadza zaburzeń. Naprawdę.
                      > Ani brak mięsa w kanapce. Ani nawet brak samej kanapki.
                      > Więc nie o określony produkt chodzi, tylko o ZASADĘ.

                      no i w porzadku, zadne z powyzszych nie wprowadza zaburzen!
                      to swietnie - w takim razie mozemy sprobowac rozwiazac problem kilku dzieci, u ktorych zaburzenia by byly po tych wymienionych rzeczach, prawda? oczywiscie wymaga to koordynacji, wysilku, na pewno wkladu rodzicow zainteresowanych dzieci. moze by wiec tak przygotowywac jakies sniadania wedlug "wspolnych" wytycznych, zeby dzieci NIE przynosily tych zagrazajacych innym produktow? bo skoro brak tych produktow im nie zabraza, to czemu nie?
                      dlaczego wspopraca nie moglaby byc zasada, a nie brak wspolpracy i "moje prawo"?
                      naprawde takie to wiekie wyrzeczenia? ja sie powaznie pytam. naprawde tak trudno byloby rozwiazac takie problemy wspolnym wysilkiem (wcale nie wielkim), zamiast bronic naszego niezbywalnego prawa "ja nie musze!"?

                      owszem, sa rzeczy, zasady, ktorych warto bronic do ostatniej kropli krwi.
                      ale tutaj? bronic az tak gwaltownie jakiegos skladnika II sniadania? w dodatku niekoniecznie zdrowego i na pewno nie niezbednego? w imie "praw obywatelskich"? w buncie przeciwko PROSBIE matki chorego dziecka? wydaje mi sie to totalnym wypaczeniem skali, ale to mojhe zdanie, oczywiscie (i pewnie paru innych osob na forum).

                      > > to uwazam za emaptyczny gest ulatwienie choremu dziecku, ktore
                      > > musi sie sporej ilosci rzeczy wyrzekac, opanowanie pokusy.
                      >
                      > Wybacz, nie przemawia do mnie taka argumentacja, bo empatia, taka szczera i pra
                      > wdziwa rodzi się w innych okolicznościach niż tutaj opisane.

                      nie rozumiem? wytlumaczysz?
                      jak, wedlug Ciebie, rodzi sie empatia?
                      i nawet jesli rodzi sie inaczej, to dlaczego nie wspomagac jej i w ten sposob?


                      > OK, ale na litość boską nie możesz od nikogo wymagać "duszności" tylko d
                      > latego, że sama wyznajesz inne zasady.

                      a kto wymaga?
                      ja?
                      ja po prostu opisuje swoje zdanie i swoje odczucia.
                      moge, prawda? wink
                      ludzie i tak beda robic to, co uwazaja za sluszne.
                      ja natomiast mam prawo uwazac rozne zachowania za bezduszne i z tego prawa korzystam.
            • joanna35 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 16:36
              Ty jak widac też nie zrozumiałaś, więc Ci wytłumaczę - problem w tym wątku nie lezy w dzieciach i w słodyczach tylko w empatii dorosłych - wszak to oni powinni swoim przykładem wychowywać dzieci. I nawet nie chodzi, zeby zrobić to czy tamto - chodzi o zwykły brak zyczliwości i zrozumienia.
      • joanna35 Dzięki 11.09.12, 09:50
        Jako matka dwójki dzieci, z których jedno jest przewlekle chore, drugie ma niepełnosprawność sprzeżoną dziękuję Ci za ten wpis.
      • e-kasia27 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 10:10
        vesper_lynd_1 napisał(a):


        > Nie dziwi mnie, że rodzice znanych mi dzieci przewlekle chorych na nieuleczalne
        > choroby( a taką jest cukrzyca m.in) skarża się, że ich dzieci nie chca chodzić
        > do szkoły, czują sie odrzucone i niezrozumiałe.


        Ja też się nie dziwię, ale z zupełnie innego powodu niż ty.

        Tylko dzieci takich roszczeniowych matek są odrzucane, nielubiane i wyśmiewane przez inne dzieci.

        Nikt nie ma prawa wymagać od innych(ani nawet ich prosić), aby z jego powodu stosowali jakieś ograniczenia - to dopiero jest egoizm! - bo ja nie mogę, to inni też nie mają prawa, bo ja jestem chory, to wszyscy inni mają tańczyć, tak jak im zagram - taka postawa rodzica, a potem dziecka powoduje jego odrzucanie przez otoczenie i nigdy nie będzie budzić współczucia, tylko niechęć.
        Taki jest charakter ludzkiej jednostki, jak coś się komuś narzuca, to ten ktoś tego nie chce.

        Jak się ma chore dziecko, to trzeba to mieć na uwadze i nie powodować odrzucania dziecka przez innych swoją roszeniowo-użalającą postawą i wymaganiami wobec innych.

        Sama jestem cukrzykiem i mam dzieci, które są bardzo silnymi alergikami z bardzo licznymi ograniczeniami pokarmowymi i żadne nigdy nie było z tego powodu odrzucane przez otoczenie, ale też nikt nigdy nie narzucał innym, że ma czegoś nie jeść, "bo ja nie mogę" - jak nie mogło, to nie jadło i tyle.
        Nikt nie lubi ludzi z roszczeniową postawą i wymaganiami.

        Jeśli chore dziecko jest odrzucane przez otoczenie, to nie jest to wina ani jego choroby, ani znieczulicy innych ludzi, tylko zachowania jego i jego rodziców.




        Jesli kolegami z ich klas sa d
        > zieci takich jak Wy, to mnie to już nie dziwi....żadnego zrozumienia, liczy się
        > tylko to, że jakaś tam pani nauczycielka śmie cos narzucać jednej czy drugiej.
        > ..przecież nikt nie będzie jednej czy drugiej mówił co ma robić, liczy się ona
        > i jej dziecko, zdrowe rzecz jasna...


        Moje nie są zdrowe i sama też nie jestem zdrowa, ale ja mam takie samo zdanie na ten temat i uważam, że nikt nie ma prawa narzucać innym, aby czegoś nie robili, bo: "ja nie mogę"!


        >bo przecież gdyby jedna czy druga na co dzi
        > en borykła się z chorobą dziecka, byłaby bardziej pokornawinkp


        Jak widzisz nie jestem bardziej pokorna, pomimo posiadania trójki przewlekle chorych dzieci i sama będąc chorą, więc twój argument jest do du...
        >


        > Tak, zamknijmy tych chorych w domach, bo sa problematyczni...jeszcze będa czego
        > ś od nas wymagać...takiej odrobiny empatii np.winkP

        To o czym tu mowa, to nie jest odrobina empatii, to jest wymaganie rzeczy niemożliwych i to wymaganie zupełnie nie uzasadnione.

        Z doświadczenie własnego i moich dzieci wiem, że jeśli się od nikogo niczego nie wymaga, nikogo o nic nie prosi, to ludzie sami z własnej i nieprzymuszonej woli są w stanie wyrzec się bardzo wielu rzeczy dla dobra innych.
        Są w stanie, ale tylko wtedy, gdy ich nikt do tego nie przymusza.
        I to jest właśnie przejaw empatii.
        Empatia to dobra wola, a nie nakaz.
        Do empatii nie można nikogo zmusić siłą, bo każde zmuszanie budzi sprzeciw i niechęć.

        Ta mamusia, w tej klasie już zaczęła budować dziecku ścieżkę do totalnego odrzucenia tego dziecka przez klasę, a potem będzie miała pretensje, że nikt jej dziecka nie lubi, bo ono jest chore - guzik prawda, że dlatego, że jest chore, dlatego, że mamusia ma roszczeniowa postawę wobec klasy.
        Teraz rodzice w domu skomentują to wydarzenie, dzieci usłyszą i niechęć do chorej koleżanki, czy kolegi gotowa.
        Wymagania nie budzą współczucia, tylko niechęć.
        • mysia125 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 10:19
          e-kasia27 napisała:

          > Ta mamusia, w tej klasie już zaczęła budować dziecku ścieżkę do totalnego odrzu
          > cenia tego dziecka przez klasę, a potem będzie miała pretensje, że nikt jej dzi
          > ecka nie lubi, bo ono jest chore - guzik prawda, że dlatego, że jest chore, dla
          > tego, że mamusia ma roszczeniowa postawę wobec klasy.


          Niestety, historie znamy z drugiej reki. Jest roznica w powiedzeniu rodzicom: "Prosze nie dawac swoim dzieciom nic slodkiego, bo moj Jas ma cukrzyce" a: "Wlasnie zdiagnozowano u Jasia cukrzyce. Uczymy sie wszyscy z tym zyc, ustalamy optymalna dawke insuliny i byloby latwiej, gdybym mogla Panstwa prosic o pomoc w tym poczatkowym okresie, zanim Jas sie nie nauczy".

          Dla wielu dzieci to nie choroba jest tak wielkim problemem, jak rodzic, chcacy mu pomoc - to fakt. Ale tutaj na dzien dobry okazalo sie, ze nie ma mowy o jakiejkolwiek dobrej woli ze strony innych rodzicow.
          • joanna35 Re: ten wątek pokazuje, że Korwin- Mikke 11.09.12, 16:45
            Dokładnie i dziwi mnie ten brak empatii u osoby, która ma do czynienie z chorobą na co dzień.
    • sarabis Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 07:47
      Nie miałabym problemu ze spełnieniem tej prośby.
      Moje małe może słodycze spożywać po szkole, żadna krzywda mu się nie stanie.
      Matka nie prosi przecież o nieprzynoszenie chleba czy wody, boryka się z trudami i strachami matki chorego dziecka, mogę jej pomóc.
    • tully.makker Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:10
      Ja bym sie bez problemu zastosowla do tej prozby, a bylaby to tez cenna okazja pokazac dziecku, ze czasami trzeba sie ograniczyc dla dobra innych.
      • pysia-aga Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 14:18
        Oczywiście że zastosowałabym się. Do głowy mi nie przyszłoby, żeby się "postawić". Dziecku mogę dać słodycze w domu.
    • nowi-jka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:18
      bez sensu
      • eliszka25 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:54
        w klasie mojego syna jest chlopczyk-hermafrodyta. rodzice po wielu badaniach i testach zdecydowali, ze bedzie chlopczykiem. na poczatku roku szkolnego jego rodzice poprosili wszystkich o krotkie spotkanie, jak juz wyjdziemy z klasy. opowiedzieli co i jak, wytlumaczyli, ze chlopczyk jest swiadomy i zeby nie ukrywac, nie szeptac itd. tylko normalnie tlumaczyc dzieciom, jak o cos zapytaja. podziwiam tych rodzicow i moim zdaniem postawa godna nasladowania.

        w przypadku dziecka chorego na cukrzyce, to bardzo dobrze, ze mama o tym powiedziala. poprosic o nieprzynoszenie slodyczy tez mogla, bo taki 6-7-latek to jeszcze male dziecko i moze latwo ulec pokusie. ja bym tu jednak przede wszystkim zwrocila sie do dzieci i to dzieciom wytlumaczyla co i jak i poprosila o nieczestowanie slodyczami, bo kolega moze sie od tego bardzo rozchorowac. samo dziecko oczywiscie tez musi byc odpowiednio uswiadomione i miec odpowiednie nawyki. jednak nie widzialabym nic zlego w prosbie rodzicow takiego dziecka, zeby ograniczyc slodycze w jego najblizszym otoczeniu. moj syn i tak slodyczy w postaci cukierkow, lizakow czy batonow do szkoly nie dostaje. wiekszosc ematek tez tak deklaruje, wiec nie bardzo widze, gdzie tu problem?
      • karola1008 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:23
        Znam problem od podszewki - moje córka, obecnie pięcioletnia,ma ciężką alergię pokarmową. Łatwiej byłoby mi napisać co może jeść, niż czego nie może big_grin. W każdym razie, absolutnie zakazane są (między innymi) : orzechy, sezam, soja, soczewica, czekolada, miód, truskawki i wszytskie inne drobnopestkowce, jajka, mleko - poza ilościami homeopatycznymi raz na jakis czas. Słodycze, w postaci miśków haribo, może jeść dopiero od roku.
        Córka od dwóch lat chodzi do przedszkola, jedzenie dla niej przygotowałam sama i zanosiłam w termosikach do przedszkolnej kuchni. Nie było innego wyjścia, bo dwa lata temu, to z mięsa tolerowała tylko królicze. Z gospodarstwa eko big_grin.
        Dzięki diecie alergia powoli ustępuje, jest coraz lepiej, coraz wiecej produktów córka może jeść. Ale w dalszym ciągu musi się bardzo pilnować. Właśnie - SIĘ pilnować. Nie widzę celu i sensu w tego typu prośbach, pomimo, że choroba córki jest, zapewniam, bardzo poważna. To chore dziecko musi się pilnować, trzeba mu to tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć, od samego początku. Ono musi wiedzieć, że nie może. Oczywiście można powiedzieć, że niejedzenie słodyczy przez dzieci w grupie rówieśniczej jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a konkretnemu choremu dziecku ułatwi życie, tyle, że, szczerze mówiac, ja osobiście czegoś takiego nie oczekuję. U mnie w domu nie dostosowywaliśmy swojej diety do diety córki, a jej starszy braciszek nie musiał ukrywać się z kawałkiem ciasta, słodkim serkiem, sokiem owocowym, musem czy budyniem, bo ona nie może. Od początku właściwie przygotowywalismy ją z mężem do tego, że wielu rzeczy nie będzie mogła jeść. Faktem jest, że do "zakazanych owoców" jej nie ciągnie - każdą nieudaną próbę wprowadzenia nowego produktu okupuje cierpieniem, więc wie, co oznacza złamanie zakazu. Jest bardzo dzielna - moja kochana, mała córeczka.
    • maggorlo Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:43
      W podstawówce miałam koleżankę Lilkę, która cierpiała na bardzo poważne schorzenie kręgosłupa. Chodziła z ortopedyczną "konstrukcją", nie mogła dźwigać, biegać, skakać co z kolei powodowało lekką nadwagę. Nasz Pani wyjaśniła wszystkim smarkom z klasy, że Lilka jest chora i należy jej pomóc. Schodząc po lekcjach na parter nosiliśmy jej tornister, na wycieczkach pomagaliśmy wsiadać do tramwaju czy autokaru. Jeśli kupowaliśmy sobie coś słodkiego w sklepiku szkolnym to tak, żeby Lila nie widział, bo byłoby jej przykro... Jak to dzieci - zdarzało się że ktoś się zapomniał, ale zazwyczaj szybko reszta klasy przypominała co wolno a czego nie. Nikt z nas nie czuł się tym pokrzywdzony, nauczyliśmy się odpowiedzialności, solidarności i ludzkiej empatii. Byliśmy bardzo zgraną klasą, małych ale rozsądnych łobuziaków. Dzieci są cudnymi, mądrymi i dobrymi z natury stworkami, które potem socjalizują dorośli egocentrycy.

      Jak czytam wypowiedzi mam, że to chore aby ich dzieci dostosowały się do chorej koleżanki czy kolegi to zastanawiam się co chcą tym osiągnąć. Każde nasze działanie dobrze byłoby poprzedzić krótką analizą "co z tego wyniknie". Jestem w stanie zrozumieć pierwotne uczucie małego buntu, no bo jak to: mój Jasio nie będzie jadł ulubionego lizaka bo jakaś tam Kasia jest chora? A co mnie to obchodzi! Ale chyba każdy chce wychować dobrego człowieka? Takiego, który zatroszczy się o innych, pomoże słabszym, podniesie papierek z ulicy (a przynajmniej nie dorzuci swojego). Ten proces zaczyna się już teraz - w pierwszej klasie, do której prócz Twojego, droga mamo, dziecka uczęszcza też dwadzieścia parę innych dzieciaków, a każdy z nich jest inny. Mamy pole do popisu jeśli chodzi o naukę empatii, tolerancji, sztuki kompromisu, odpowiedzialności i szacunku. Powodzenia!
      • maggorlo PS 11.09.12, 09:46
        jest to stanowisko matki całkiem zdrowego wpie....acza słodyczy smile
      • mysia125 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:59
        Maggorlo, nie znam cie, ale cie lubie smile
      • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:21
        swietny post, piekne slowa!
        chcialabym, aby moje dzieci wyrosly na takich "rozsadnych lobuziakow", staram sie tak je wychowac.
        dzieki Maggarlo smile
      • shellerka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:33
        dokładnie maggorlo!
        niestety odnoszę wrażenie na tych wszystkich zebraniach, ze dzisiejsi rodzice (nie wiem, jacy byli wczorajsiwink ) są strasznie egoistyczni i roszczeniowi.

        trochę mnie to przeraża... bo ja z tych, które nie znoszą robić problemu z niczego i utrudniać sobie życia (no chyba że chodzi o teściową wink )
    • sabciasal Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 09:49
      Rozsądna prośba, ale nierealna. Najważniejsza dla niektórych jest ich "wolność" dawania cukierków dziecku, często zamiast kanapki, bo kasia tak woli. Empatia, poczucie wspólnoty, nauka życzliwości to bzdety...
      Tak małe dziecko dopiero uczy sie odpowiedzialności za swoje zdrowie, nie wiadomo czy cukrzyca nie została wykryta niedawno. Wymagać całkowitej samokontroli można od jedenastolatka, siedmiolatek złamie się gdy kolega z ławki będzie jadł batona i juz.

      Z mojego doświadczenia wiem, ze wszystko zależy od nauczyciela ( no i uczulenia na "prawa" rodziców). Grupa przedszkolna córki wie, że jaś nie je mleka, natalia i pięć innych osób kakao i czekolady. Córka sama przypomina, żeby na urodziny (to jedyna chyba oficjalna okazja do jedzenia słodyczy) kupić cukierki odpowiednie dla nich. dzieci nie sa ani wyśmiewane ani szczególnie żałowane, ot po prostu taka cecha. A batoniki mozna do woli jeść w domu.
      Ale z watku wynika, ze
    • shellerka żenada - tak was czytam w tych jedzeniowych wątkac 11.09.12, 09:56
      kuśwa i dlatego właśnie nie nawidzę zebrań. a jak kiedyś tu pisałam, to się oburzenie wielkie zrobiło, że o co mi chodzi.

      a moje dziecko pije taką herbatkę, a moje to musi mieć osłodzoną, a moje ma tylko wodę pić, a moje uczulone na gluten, a moje na czekoladę, a moje nie może jesć buraczków, a moje musi miec fartuszek, co??? nie ma fartuszków????!!!! muszą być cholerne fartuszki, bo mam dziecko niedojdę, które się zaraz ubrudzi nawet chlebem z masłem.

      i tak w kółko....

      ale jak nie daj boże nauczycielka powie, że najlepiej żeby wszyscy mieli na śniadanie to samo - w miarę zdrowego, a wyprawkę żeby kupować wspólnie dla wszystkich, a nie że ten ma piórnik ze smerfem, a ten z barbarellą i jest żal i płacz, to nieeee.... to to się od razu egalitaryzmem nazywa, bo co mi tu ktoś zabraniać będzie dawać dziecku baton musli. Wuja! dam i już, nie podskoczy mi żaden cukrzyk, alergik, czy biedota.

      dorosłe kobiety.... dorośli ludzie... a jak dzieci... jak dzieciuncertain
    • asia_i_p Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 10:47
      Zależy w jakim wieku dzieci. Przy wczesnych klasach podstawówki uważam to za niezły pomysł. Dziecku jest łatwiej zapamiętać, że w szkole nie jadamy słodyczy niż że nie częstujemy nimi Basi, skoro zna Basię od niespełna miesiąca.
      To jest minimalizowanie niewielkim kosztem naprawdę sporego ryzyka.
    • bye.bye.kitty wszyscy zapamiętają 11.09.12, 11:42
      w domu opowiedzą o takiej nietypowej prośbie, może nawet na forum;P
      będzie się o tym dyskutować

      dzięki temu każdy zapamięta, którego dzieciaka nie wolno częstować cukierkami.
      Niegłupia metoda.

      ktoś w wątku napisał, że to dzieciak powinien pamiętać o swojej chorobie i współpracować - ale nawet dorośli cukrzycy mają czasem infantylne fazy, co dopiero takie małe stworzenie.
      • sei-ne W szkole za dziecko odpowiedzialna jest... szkola 11.09.12, 12:13
        shellerka, Brawo!

        bye.bye.kitty napisała:

        > ktoś w wątku napisał, że to dzieciak powinien pamiętać o swojej chorobie i wspó
        > łpracować - ale nawet dorośli cukrzycy mają czasem infantylne fazy, co dopiero
        > takie małe stworzenie.

        W szkole za dziecko odpowiedzialna jest SZKOLA, jezeli uczulonemu/choremu dziecku cos sie stanie na jej terenie, to placowka pociagnieta jest do odpowiedzialnosci.
        To szkola powinna ustalic zasady, regulamin jednakowy dla wszystkich i pozostali rodzicie maja regulaminu przestrzegac. Tak urzadzony jest swiat. I wspolczuje tej mamie, ze musi scierac sie z pozostalymi rodzicami (jak najbardziej z winy szkoly).
    • joxanna Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:10
      dziecko powinno samo wiedzieć co może jeść i jak reagować jesli akurat zdarzy mu się zapomnieć.

      Ale też jest to świetna okazja dla pozostałych dzieci do małego wyrzeczenia na rzecz dużej ulgi dla ich kolegi.
      • konwalka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 12:29
        kurcze, u mojgo mlodszego tez szkola bezslodyczowa
        no, prawie bez, bo w kazdy piatek dzieciaki maja odpust i moga przynosic do lanczu cos slodkiego
        ale tylko w piatek
        i jeszcze czasami sa takie ciastkowe swieta
        stawia sie nacisk na to, by pic wode, nieslodzone soki, mleko
        od dawna nie ma automatow z cola i batonami
        alergiczne dzieci sa mocno pilnowane by nie zjadly nic niepozadanego, ale na klase przypada dwoch nauczycieli, tzn nauczycilka i asystentka
        • carmita80 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 13:16
          konwalka napisała:

          > kurcze, u mojgo mlodszego tez szkola bezslodyczowa
          > no, prawie bez, bo w kazdy piatek dzieciaki maja odpust i moga przynosic do lan
          > czu cos slodkiego
          > ale tylko w piatek
          > i jeszcze czasami sa takie ciastkowe swieta
          > stawia sie nacisk na to, by pic wode, nieslodzone soki, mleko
          > od dawna nie ma automatow z cola i batonami
          > alergiczne dzieci sa mocno pilnowane by nie zjadly nic niepozadanego, ale na k
          > lase przypada dwoch nauczycieli, tzn nauczycilka i asystentka

          Tez mamy podobnie z tym, ze do obiadu jeat deser np. jogurt, lody, owoco, jakis sponge czy ciasteczko owsiane. Posilki sa jadane wspolnie o jednej porze a dzieci pilnowane, te alergiczne czy z cukrzyca tym bardziej. Nie ma zadnych sklepikow, ani nie mozna opuscic terenu szkoly w czasie szkolnym wiec zakup nie jest mozliwy. Do picia woda, mleko lub soki smoothie u nas robione na miejscu nie maja dodatku cukru.
          >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka