Dodaj do ulubionych

przytarcie samochodu

17.09.12, 17:43
Jasna ch..... Dziś pojechałam po córę do przedszkola. Spieszyłam się, parking zapchany a ja długim kombi do którego nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić. Przy parkowaniu przytarłam gościowi błotnik 2cmx1cm, minimalne rysy. Ale jest (u mnie tak samo na nadkolu). Pytałam ile mu zapłacić ale nie wiedział co robić. Umówiłam się, że do mnie zadzwoni jak już będzie wiedział. Nawet zdjęcia nie zrobiłam a teraz siedzę i się denerwuję czy nie trafię na takiego co się będzie chciał dorobić po namyśle sad. Niby pierdoła, ja sama bym ręką machnęła jakby to mnie ktoś tak zarysował ale wiadomo ktoś i takiego przytarcia może sobie nie życzyć. No i ja to rozumiem.
Ma ktoś doświadczenie i powie co by można z tym ewentualnie zrobić i ile to kosztuje?
Obserwuj wątek
    • k1k2 Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 17:53
      takie uszkodzenie mozna ewentualnie zamaskowac sprayem, ale wlasciciel moze sie tez uprzec (i bedzie mial racje) ze najlepsza naprawa to pomalowanie calego blotnika, niezaleznie od wielkosci zadrapania. tak ze czy 2 cm czy 20, moze kosztowac tyle samo niestety.
    • jamesonwhiskey Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 18:13
      > Ma ktoś doświadczenie i powie co by można z tym ewentualnie zrobić i ile to kos
      > ztuje?

      lakierowanie elementu
      bez kozery powiem pincet
      • georgia241 Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 18:15
        Tak samo uważam - jakieś 500.
        • georgia241 Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 18:16
          Masz ubezpieczenie OC i z tego zapłać. Spisz protokół, odda facet do ubezpieczalni i po sprawie.
        • crises Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 19:05
          Pińcet w trochę lepszym warsztacie, 350 u pana Józka w Ziutek's Garage, w ASO jakieś 1300-1500. (Tak, przerabiałam wszystkie warianty).
    • rulsanka Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 19:56
      Nadkola paskudnie rdzewieją i akurat to jest element, którego naprawy lepiej nie olewać. Chyba że zdarty jest tylko lakier kolorowy, a podkładowy został. Wtedy można się zastanawiać nad jakąś kosmetyką. Jeżeli uszkodzenie sięga metalu, to lakieruje się cały element, ceny podały poprzedniczki.
      Na taką kwotę jak 500 zł, do 1000 opłaca się umówić bez oc, bo utrata zniżek zazwyczaj kosztuje dużo więcej.
    • bunkowa Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 20:37
      W tych nerwach i pospiechu źle napisałam. Przytarłam facetowi tylny zderzak. Może to coś zmienia? Bo przyznam, że jak mam wyskoczyć z takiej kasy to nie jest mi wesoło. Co za fatalny dzień sad
    • mamalgosia Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 20:55
      mała rysa czy duża - bez znaczenia. Wymieni cały zderzak za 3000 zł
    • platki_sniadaniowe Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 21:11
      jak zadzwoni powiedz, ze pomyłka.
      • bunkowa Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 21:45
        Nie mam tyle tupetu. Poza tym mogę na faceta wpaść skoro mamy dzieci w tym samym przedszkolu i nie byłoby wtedy miło. Chol...ra, rząd 3000, to już w ogóle kosmos, maż się ucieszy uncertain bo to z jego oc by było.
        Wszystko się na raz wali (niestety to nie jedyna przyjemność dzisiaj).

    • dinkaa Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 21:32
      Jak sobie przytarłam prawy tylny błotnik o agresywny słupek wink -bo się zgapiłam na świetny wózek (a byłam w 8 miesiącu i właśnie zastanawiałam się jaki kupić) to zapłaciłam 500 zł za naprawę. Ale u mnie błotniki są z tworzywa, więc nie będą rdzewieć wink
    • nika222 Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 21:50
      Jeśli to zderzak to wcale nie musi być takie kosztowne. Najlepiej, jeśli facet się odezwie, to zaproponuj oględziny w "swoim" warsztacie, przecież nie musisz godzić się na wszystko co mu przyjdzie do głowy. Tym bardziej, że teraz nawet w autoryzowanych warsztatach nie zawsze muszą używać części oryginalnych, maja prawo używać tzw.zamienników, bo ubezpieczyciele nie chcą płacić. A nowoczesne lakiery maja to do siebie, że często wystarczy taką rysę potraktować specjalną pastą polerską i po rysie śladu nie ma. Szkoda tylko, że tego zdjęcia nie zrobiłaś. Trzeba mieć nadzieję, że gościu jest uczciwy i sobie na Twój koszt nie zechce połowy samochodu pomalować.
      • thea19 Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 16:08
        ale on wcale nie musi sie zgadzac na naprawe w "jakims warsztacie". nie dosc, ze ma szkode, to jeszcze ma ryzykowac naprawe u pana zenka? serwis wyceni malowanie zderzaka i bedzie wiedziala ile ma zaplacic.
    • kamelia04.08.2007 Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 21:57
      popełniłam podobny błąd przy czyms takim. Ryski były minimalne.
      Tez podrapałam na parkingu i zamiast sprawe załatwic od reki, zaplacic 150-200 zł, to pojechałam do domu.

      Pan przez noc przemyslal sparwe i złozyl oferte nie do odrzucania: albo 700 zł od razu, albo 1200 w warsztacie.
      Niestety nie był to moje ubezpieczenie, żeby decydowac.
      • to_ja_tola Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 22:28
        niestety jak pan załapie o co kaman,to może cię to nieźle kosztować.Ja dosłownie"pyknęłam"panu w tylni zderzak,ale mówił,że auto nie jego,że musi spisac i takie tam.... Śladu NIE BYŁO żadnego...kasy nie chciał to i po zniżkach poszło przez chama.No i takich typków u nas pełno.Chyba,że trafi się ten porządny 1/100 i weźmie z 2 stówki,w co wątpię.
        • kamunyak Re: przytarcie samochodu 17.09.12, 23:43
          A czemu niby ma być "porządny" i bujać się z ryską? jeśli to ryska nawet...
          Mnie ostatnio tak własnie facet w garażu załatwił. Może to było trochę więcej niż ryska ale
          - to ja musiałam oddać samochód do warsztatu, nie on ( jego to był jakis stary rzęch)
          - to ja musiałam jechac do tego warsztatu 50 km, a potem wrócić tyleż samo, czyli dwa rozwalone dni, nie on
          - to ja zostałam bez swojego samochodu na przeszło tydzień, nie on
          Spisałam oświadczenie a samochód poszedł do warsztatu. Ja dostałam zastępczy, chociaz tyle. Facet zapłacił z ubezpieczenia za wszystko, za samochód zastępczy, za lakierowanie całych elementów, bo załatwił mi błotnik i drzwi. I słusznie bo to ja miałam kłopot przez jego głupotę, nie on.
          Następnym razem będzie uważał.
          Miałam wziąć dwie stoówy do łapy i bujać się sama? No, halooo...
          Jesli w twoim przypadku śladu nie było to trzeba było wezwać policję. Widocznie jednak pan jakis argument miał skoro spisałaś się bez niczego.
          • kolpik124 nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 07:41
            Co jedna to inna opinia.

            Jeśli zderzak i małe przytarcie to da się sprawę załatwić miejscowo - lakierowanie na powierzchni ok. 1/3 zderzaka, zależy jeszcze gdzie to jest, jeśli na zgięciu zderzaka na jego końcu, to jak najbardziej, jeśli na płaskiej przestrzeni np. na środku to już gorzej.

            Koszt ok. 250-300 zł, zależy od lakieru i marki samochodu.

            Jeśli trzeba cały malować cały zderzak to koszt wyniesie 400-500 zł.

            W ASO ok. 500-700 zł, na pewno nie ponad 1000 zakładam, że nie zarysowałaś Astona Martini albo Ferrari wink

            Z ubezpieczenia AC w ogóle się nie opłaca tego robić, za szkodę 500 zł tracisz ulgę.

            Zdarzak nie kosztuje 3000 zł (zakładając) że nie jest to wspomniane Ferrari), nowy zderzak średniej klasy samochodu to kwota od 800 zł do jakieś 1500. Wymiana zderzaka byłaby konieczna jakby w tym uszkodzonym powstały jakieś wgniecenia i pęknięcia strukturalne, których malowanie oczywiście nie usunie.



            • annajustyna Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 08:34
              przeciez kazdy samochod w miare nowy ma caly tylny zderzak plastikowy?
              • kolpik124 Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 08:52
                A co to ma do rzeczy?
                • annajustyna Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 09:06
                  Bo powyzej cos o rdzy pisza, a przeciez ta czesc plastikowa...
                  • kolpik124 Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 09:14
                    Bo najpierw autorka wątku pisała o błotniku, potem się zreflektowała, ze to jednak zderzak big_grin
            • crises Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 09:38
              Przytarłam kiedyś Peugeota 206, dwie rysy na ok. 5 cm każda, jedna do pokładu, druga nawet to nie.

              Chciałam sama załatwić pannie malowanie u mojego blacharzolakiernika (znajoma, więc obaw, że ją wystawię do wiatru, nie było), bo kosztowałoby to tyle, co zniżka z OC, ale panna uparła się na lakierowanie w ASO, więc wypisałam jej oświadczenie.

              ASO wyceniło to na malowanie całego elementu, 1536 zł.
              • kolpik124 Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 09:46
                Dziwne ASO zrobili cię w jajo, widać ja za malowanie zderzaka w mondeo płaciłam niecałe 700 zl w ASO Forda 2 lata temu.
                • crises Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 10:01
                  Nie mnie, tylko ubezpieczyciela - moja strata zniżki z OC nie zależała od kwoty naprawy, więc jakby mnie to waliło.
                  • kamunyak Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 10:55
                    ale to kwota naprawy tylko, czy całość szkody?
                    bo może pan dostał samochód zastępczy a to też pokrywa ubezpieczyciel.
                    Poza tym ASO jest wyjątkowo drogie, w moim przypadku tak mniej więcej x 3 w stosunku do "normalnego" warsztatu".
                    A tak w ogóle to szkodę wycenia rzeczoznawca i tyle, więc jakby co sobie jaki warsztat zażyczy nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli rzeczoznawca (wyznaczony przez ubezpieczyciela) powie 5 zł to nikt więcej na naprawę nie dostanie. Jeśli chce ktoś chce robić naprawę w ASO, za 500 zł, to na własny koszt musi. Co dodatkowo obciąża poszkodowanego, i czasowo, i finansowo, więc jakby mnie osobiście absolutnie nie żal gapowatych kierowców.
                    • e_r_i_n Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 18.09.12, 17:09
                      kamunyak napisała:

                      > A tak w ogóle to szkodę wycenia rzeczoznawca i tyle, więc jakby co sobie jaki warsztat
                      > zażyczy nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli rzeczoznawca (wyznaczony przez ubezpieczyciela)
                      > powie 5 zł to nikt więcej na naprawę nie dostanie. Jeśli chce ktoś chce robić naprawę w
                      > ASO, za 500 zł, to na własny koszt musi. Co dodatkowo obciąża poszkodowanego, i
                      > czasowo, i finansowo, więc jakby mnie osobiście absolutnie nie żal gapowatych kierowców.

                      Guzik prawda.
                      Właściciel nie musi się zgadzać na zamienniki (a to zazwyczaj wliczają rzeczoznawcy), nie musi się też zgadzać na naprawy, może oczekiwać wymiany.
                      I ubezpieczyciel płaci i tyle - szczególnie, gdy się załatwia sprawę bezgotówkowo, czyli fakturę wysyła do ubezpieczyciela serwis.
                      I owszem, naprawa w ASO jest finansowana. Tak jak i auto zastępcze przez cały czas, gdy auto w naprawie, a nie tylko, jak to niezorientowanym próbują wmówić, 'technologiczny czas naprawy'.
                      Najbardziej spektakularny przykład to wycena naprawy naszego auta (kobieta na czerwonym wjechała na skrzyżowanie) na 5 tys, a ostateczny koszt - prawie 30 tys + 5 tys za auto zastępcze.
                      • kamunyak Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 00:41
                        > Właściciel nie musi się zgadzać na zamienniki (a to zazwyczaj wliczają rzeczozn
                        > awcy)

                        Oczywiscie, że nie musi. Ale przyznasz, że wtedy sprawa nie jest juz taka prosta a ubezpieczyciel nie jest specjalnie chętny.... Jeśli wartość twojego samochodu, kilkuletniego, nie przekracza kilku tysiecy to nie ma takiej opcji żeby za naprawę zwrócono ci 30 000 zł, co najwyżej zezłomują i oddadzą kilka tysiecy bo rzeczoznawca powie, że naprawa nie jest opłacalna. W ten własnie sposób zezłomowano 6 letni samochód męża kiedy wjechał w niego facet nie wyrobiwszy się na zakręcie. Nikt nie bwił się w wymianę silnika i mąż został z palcem w doopie bo zamiast sprawnego samochodu miał kilka tysięcy w kieszeni.
                        No chyba że masz jakieś uklady w warsztacie a warsztat gdzieś tam, co też zdarza się.
                        Bo normalnie to nie ma takiej opcji żeby wartość naprawy przewyższała wartość samochodu.
                        Obecnie zresztą raczej rzadko sprawę załatwia się bezgotówkowo, ubezpieczyciel woli dać gotówkę do ręki poszkodowanemu a ten niech sie z nią buja, co jakby z punktu widzenia ubezpieczyciela jest ok. Z twojego już mniej bo rzadko kto sie zna wystarczająco. Dlatego warto mieć "swój" warsztat, który przynajmniej cos doradzi, podpowie. W moim ostatnim zdarzeniu poradził, pomógł i też miałam sprawę załatwioną w porządku,, z samochodem zastępczym i bezgotówkowo. Ale ubezpieczyciel sprawcy chciał załatwiać sprawę zupełnie inaczej.


                        • e_r_i_n Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 08:21
                          kamunyak napisała:

                          > > Właściciel nie musi się zgadzać na zamienniki (a to zazwyczaj wliczają rz
                          > eczozn
                          > > awcy)
                          >
                          > Oczywiscie, że nie musi. Ale przyznasz, że wtedy sprawa nie jest juz taka prost
                          > a a ubezpieczyciel nie jest specjalnie chętny.... Jeśli wartość twojego samocho
                          > du, kilkuletniego, nie przekracza kilku tysiecy to nie ma takiej opcji żeby za
                          > naprawę zwrócono ci 30 000 zł, co najwyżej zezłomują i oddadzą kilka tysiecy bo
                          > rzeczoznawca powie, że naprawa nie jest opłacalna. W ten własnie sposób zezłom
                          > owano 6 letni samochód męża kiedy wjechał w niego facet nie wyrobiwszy się na
                          > zakręcie. Nikt nie bwił się w wymianę silnika i mąż został z palcem w doopie bo
                          > zamiast sprawnego samochodu miał kilka tysięcy w kieszeni.

                          Owszem, tak się też może zdarzyć.
                          Natomiast nieprawdą jest to, co napisałaś - że ostateczną wyrocznią jest rzeczoznawca.
                          Bo nie jest.

                          > Obecnie zresztą raczej rzadko sprawę załatwia się bezgotówkowo, ubezpieczyciel
                          > woli dać gotówkę do ręki poszkodowanemu a ten niech sie z nią buja, co jakby z
                          > punktu widzenia ubezpieczyciela jest ok.

                          Ale ubezpieczyciel nie ma nic do gadania - to ja wybieram, jak chcę sprawę załatwić.
                          • kamunyak Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 12:44
                            Zawsze ostatetczną wyrocznią jest sąd i to po uprawomocnieniu się wyroku/orzeczenia, bo i tu są jakies instytucje odwoławcze, NSA, Trybunał czy nawet europejskie obecnie.
                            Tak, że wiadomo, że to był jakis skrót bo dla mnie jakby jest oczywiste, iż każdy ma prawo do odwołania. Czasem jednak gra nie jest warta świeczki. Nikt raczej nie będzie odwoływał się do NSA czy instytucji europejskich walcząc o kilkase zł. Choć może, oczywiscie. Każdy może. Podobnie zresztą sprawa się ma ze sposobem załatwienia odszkodowania.
                            Ale już niekoniecznie dotyczy to części uzytych do naprawy - bo to zalezy od umowy ubezpiczenia tzn jej warunków. I np. tzw wariant optymalny AC (tańszy) jest naszą zgodą na stosowanie zamienników, a konkretnie na "niepełne wyrównanie powstałej szkody" co jest jakby równoznaczne z zastosowaniem zamiennych części lub dopłatą do naprawy (jeśli użyto części oryginalnych) także teoretycznie bezgotówkowej.
                            Tak więc, oczywiście, nie musisz się zgodzić na zamienniki ale musisz płacic za oryginalne części jeśli twoje ubezpieczenie ich nie obejmuje.
                            To, że naprawa nie przekracza wartości samochodu to jest jakby reguła a nie wyjątek. I to, że ty naprawiłaś samochód za 35 000 zł jest tym wyjątkiem własnie i musiał tu zadziałać jakiś zbieg okolicznosci, np. samochód wyjechał z salonu właśnie. Lub inny wyjątek...

                            Oczywiście, mozna twierdzić, że ja tu rządzę i będzie jak ja chcę.. ale wyżej zawartego ubezpiecznia nie podskoczysz tak czy siak. Chyba że w powództwie cywilnym od sprawcy.
                            • e_r_i_n Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 12:52
                              kamunyak napisała:

                              > Zawsze ostatetczną wyrocznią jest sąd i to po uprawomocnieniu się wyroku/orzecz
                              > enia, bo i tu są jakies instytucje odwoławcze, NSA, Trybunał czy nawet europejs
                              > kie obecnie.
                              > Tak, że wiadomo, że to był jakis skrót bo dla mnie jakby jest oczywiste, iż każ
                              > dy ma prawo do odwołania. Czasem jednak gra nie jest warta świeczki. Nikt racze
                              > j nie będzie odwoływał się do NSA czy instytucji europejskich walcząc o kilkase
                              > zł. Choć może, oczywiscie. Każdy może. Podobnie zresztą sprawa się ma ze sposo
                              > bem załatwienia odszkodowania.

                              Ale nie o tym mowa.
                              Rzeczoznawca określa szkodę i koszty jej naprawy, ale nie jest to ostatecznie wiążące dla właściciela/warsztatu. Odszkodowanie ma pokryć faktyczne koszty naprawy, nie szacunkowe.
                              I Twój wywód odnośnie AC jest bezcelowy, bo mowa o OC. I w tym miejscu poszkodowany ma prawo (i jakoś ubezpieczyciel nie dyskutuje, jeśli tylko poszkodowany nie boi się własnego cienia).
                              Przy AC oczywiście, że wszystko się rozbija o to, jaką opcję ubezpieczenia się ma.
                              Ale - jw.

                              > To, że naprawa nie przekracza wartości samochodu to jest jakby reguła a nie wyj
                              > ątek. I to, że ty naprawiłaś samochód za 35 000 zł jest tym wyjątkiem własnie i
                              > musiał tu zadziałać jakiś zbieg okolicznosci, np. samochód wyjechał z salonu w
                              > łaśnie. Lub inny wyjątek...

                              Z tym nie dyskutuję.
                              W moim przypadku samochód był nowy (niecałe dwa lata) i naprawa nie przekraczała jego wartości.
                              A że było finansowane z OC, to bez dyskusji ubezpieczyciel zapłacił FAKTYCZNE koszty zarówno naprawy (w ASO - a ja mam prawo wyboru miejsca naprawy), jak i auta zastępczego przez 3 tygodnie.
                              • kamunyak Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 15:37
                                Nawet jeśli sprawa dotyczy OC to mogą być montowane zamienniki bo od jakiegoś czasu obowiązuje prawo unijne, z którego treści wynika, iż jest kategoria zamienników uznanych przez producentów, które niby jakością nie różnią się od części oryginalnych - są to teoretycznie te same części bez logo producenta...
                                "Ubezpieczyciele refundując poszkodowanemu straty z polisy OC sprawcy stosują się do ogólnej dość jasno sformułowanej zasady. Jeśli samochód poszkodowanego ma mniej niż 3 lata (0-3 lata) refundowany jest koszt naprawy z wykorzystaniem części oryginalnych produkowanych przez producenta samochodu. W przypadku aut z przedziału 3 – 8 lat, naprawa powinna być wykonana z wykorzystaniem certyfikowanych zamienników o jakości zgodnej z oryginałem. W myśl dyrektyw UE zamienniki te także noszą nazwę części oryginalnych. W samochodach starszych niż 8 lat naprawa powinna być wykonana za pomocą najtańszych zamienników dopuszczonych do obrotu na terenie UE. Oczywiście w każdym przypadku odszkodowanie z tytułu refundacji naprawy nie może przekroczyć progu tzw. szkody całkowitej."
                                Mozna sprawe oddać do sądu. I sąd, nawet w tym roku przyznał, prawo do nowych, oryginalnych częsci, w starszym samochodzie. Jednak ponieważ wtedy automatycznie wzrasta wartośc tego samochodu więc o tę różnicę ubezpieczyciel ma prawo zmniejszyć odszkodowanie. Czyli wtedy do naprawy dopłaca poszkodowany.
                                Tak czy siak wyżej tyłka nie podskoczysz i pozostaje włóczenie się po sądach.
                                Twój samochód był prawie nowy więc jakby poza wszelkimi sprawami spornymi.
            • aniorek Re: nie mąćcie dziewczynie w głowie 19.09.12, 09:12
              kolpik124 napisała:

              > W ASO ok. 500-700 zł, na pewno nie ponad 1000 zakładam, że nie zarysowałaś Asto
              > na Martini

              ROTFL big_grin James Bond jezdzi Astonem MARTINEM i pije martini, moglo sie poplatac.

              Gdyby mnie ktos zarysowal, nie godzilabym sie na zadne tanie naprawy u pana Zenka i wszystko odbyloby sie oficjalnie. Jak potem auto bede sprzedawac, sa takie madre urzadzenia wykrywajace, czy lakier zostal polozony prawidlowo. Jesli pan Zenek nawali (mimo, ze golym okiem roznicy nie bedzie), auto dodatkowo straci na wartosci!

              Sorry, ale nie interesuje mnie czy osoba rysujaca straci znizki czy nie. jak juz ktos wyzej napisal, to ja musze tracic czas na naprawianie szkody, ktora moze obnizyc rowniez wartosc mojego samochodu. Jak komus poleca znizki, to moze nastepnym razem bedzie uwazac.

              No i wreszcie, obecnie nawet starsze auta maja asyste parkowania. Przydatne rozwiazanie, jesli czlowiek nie daje rady w duzym aucie.
    • premeda Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 09:50
      Zależy jakie auto? Niektórzy podchodzą do takich rysek w sposób auto jest do jeżdżenia a nie wyglądania i problemów nie robią.
      • dora1211 Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 14:43
        Nad czym tu się zastanawiać, niech facet zgłasza szkodę z twojego OC, firma ubezpieczeniowa pokryje wszystkie koszty naprawy a ty stracisz zniżkę 10-20%. Także jak płacisz OC np. 600 zł rocznie to po szkodzie zapłacisz w najgorszym przypadku 120 zł więcej. Myslę że naprawa uszkodzeń wyniesie o wiele więcej.
        • kolpik124 Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 14:53
          Lepiej nie myśl już big_grin
        • e_r_i_n Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 17:09
          Tak jakby zerowe pojęcie widać masz.
          • dora1211 Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 12:12

            e_r_i_n napisała:

            > Tak jakby zerowe pojęcie widać masz.

            A co chcesz o tym podyskutować???
            Znam to z własnego doświadczenia, miałam podobną sytuację. Ponieważ facet żądał niewiadomo jakiej kasy, podpisałam mu oświadczenie, w którym opisaliśmy całe zdarzenie, zgłosił to w mojej firmie ubezpieczeniowej, nie wiem ile dostał, natomiast ja opłacając składkę na kolejny rok z uwzględnieniem tejże szkody nawet nie odczułam radykalnej różnicy. Jeszcze jakieś pytania???
            • e_r_i_n Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 12:55
              Ale jakby wyznacznikiem nie jesteś?
              Bo to, ile % się straci, zależy od wyjściowego poziomu zniżek oraz wartości auta, którego ubezpieczenie się opłaca.
              Mi się np. opłacało zapłacić 800 zł z własnej kieszeni za nowe lusterko (sprawa ze sprawcą w sądzie), niż robić to z AC (i tracić zniżki - dwa poziomy niżej w pierwszym roku, a potem odrabianie o jeden poziom rocznie - czyli po dwóch latach byłabym w tym miejscu, co teraz - a to się robią tysiące już).
              • dora1211 Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 13:46
                e_r_i_n napisała:

                > Ale jakby wyznacznikiem nie jesteś?
                > Bo to, ile % się straci, zależy od wyjściowego poziomu zniżek oraz wartości aut
                > a, którego ubezpieczenie się opłaca.
                > Mi się np. opłacało zapłacić 800 zł z własnej kieszeni za nowe lusterko (sprawa
                > ze sprawcą w sądzie), niż robić to z AC (i tracić zniżki - dwa poziomy niżej w
                > pierwszym roku, a potem odrabianie o jeden poziom rocznie - czyli po dwóch lat
                > ach byłabym w tym miejscu, co teraz - a to się robią tysiące już).

                A co ma wartość samochodu do szkody z OC. Nie mówimy tutaj o AC. Od wartości samochodu jest liczona tylko składka AC. Autorka nic o AC nie wspominała. Jeżeli masz pełne zniżki w OC, jesteś klientem bezszkodowym, to niektóre firmy wprowadziły nawet taki bonus dla swoich klientów, że za 1 szkodę nie karają zwyżką bądź utratą zniżki.



                • e_r_i_n Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 14:02
                  dora1211 napisała:

                  > A co ma wartość samochodu do szkody z OC.

                  Do szkody z OC nie ma. Do składki i owszem. Może nie bezpośrednio, ale pośrednio jak najbardziej (bo wielkość składki zależy od rodzaju auta, wielkości silnika itd).
                  • dora1211 Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 14:55
                    e_r_i_n napisała:

                    > dora1211 napisała:
                    >
                    > > A co ma wartość samochodu do szkody z OC.
                    >
                    > Do szkody z OC nie ma. Do składki i owszem. Może nie bezpośrednio, ale pośredni
                    > o jak najbardziej (bo wielkość składki zależy od rodzaju auta, wielkości silnik
                    > a itd).
                    >
                    >
                    Nigdy, w żadnej firmie wartość samochodu nie ma wpływu na składkę OC.
                    • e_r_i_n Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 15:02
                      Przecież wyraźnie napisałam, że pośrednio, ponieważ istnieje spora zależność między marką/modelem/silnikiem i wartością.
                      • dora1211 Re: przytarcie samochodu 19.09.12, 16:05
                        e_r_i_n napisała:

                        > Przecież wyraźnie napisałam, że pośrednio, ponieważ istnieje spora zależność mi
                        > ędzy marką/modelem/silnikiem i wartością.

                        Owszem istnieje ale nie w przypadku OC. Koniec kropka.

    • wuika Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 18:24
      Nas koleś delikatnie przytarł na parkingu, miał pecha, bo ryska 1x5cm przeszła przez dwa elementy. Szło z jego OC, więc nikt się nie patyczkował. Rachunek z ASO (do obsługi bezgotówkowej podpisany) wynosił 3200 suspicious
    • mynia_pynia Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 19:51
      Właściwie to już mało istotne czy rozwalisz komuś zderzak czy tylko przytrzesz wink. My za zderzak w maździe 6 2007r. combi dostaliśmy od ubezpieczyciela sprawcy 2400 zł - miesiąc temu.
    • bunkowa Re: przytarcie samochodu 18.09.12, 20:29
      Chyba szczęście w nieszczęściu, choć i tak boli. Facet dziś się odezwał, podobno znalazł warsztat gdzie spróbują mu to zapolerować i pomalować miejscowo. Koszt 250zł. Jeśli nic się nie zmieni uncertain
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka