założyłam sobie nowe konto, bo tak mi głupio przed emamami i tymi co znają mnie w realu
mam taką dentystkę, bardzo sympatyczną; chodzę do niej nie długo i w końcu to nie moja koleżanka, ale jakoś ją polubiłam
jest to dość duży gabinet, należący do jakiegoś stowarzyszenia dentystów, a moja dentystka tam tylko pracuje
kilka miesięcy temu miałam wymienianych parę plomb i jakieś leczenie kanałowe
dokumentacja w gabinetach jest przedpotopowa czyli papierowa a komputery mają tylko na recepcji i czasem widziałam jak moja ulubiona dentystka w popłochu ją przewraca usiłując się dowiedzieć co gdzie jest (a zęby mam niestety w nienajlepszym stanie)
kilka tygodni temu dentystka wymieniła mi plombę w tym zębie leczonym kanałowo
w pierwszym momencie myślałam że to mi coś się pomyliło więc normalnie zapłaciłam na recepcji i poprosiłam o wydruk moich robót zębowych
do dokumentacji nie spojrzałam, ogarnął mnie jakiś irracjonalny strach przed prawdą
i pewnie tak by już zostało ale ten ząb zaczął mnie strasznie boleć i gdy poprosiłam o następną wizytę, zostałam wysłana do innego dentysty (moja była na urlopie), który stwierdził że z dokumentacji wychodzi że ten ząb właśnie był leczony kanałowo (czyli nie pomyliło mi się) i że mam zapalenie okostnej (niestety dość normalne po leczeniu kanałowym)
później miałam u niej jeszcze dwie krótkie konsultacje, za które normalnie powinnam zapłacić a nie chciała kasy, ale wciąż jednak jestem do tyłu na tym zębie
no i nie wiem, co tam robiła jak mi tą plombę zmieniała i czy go jeszcze bardziej nie pocharatała?
nie jestem osobą zastrachaną i potrafię zawalczyć o swoje, ale w tym wypadku boję się że mogę babce narobić problemów; mówię sobie: może akurat mąż ją zostawił albo dziecko ucieka z domu i dlatego była taka rozmemłana? A że trochę jestem stratna, to co, w końcu taka plomba to nie majątek. A ten ząb pewnie i tak długo nie pociągnie.
A później znów wydaje mi się to myślenie takie dziecinne, ale kurde, nie potrafię zrobić inaczej.