Dodaj do ulubionych

Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was?

    • zebra12 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 18:54
      Po urodzeniu pierwszej córki mąż musiał wyjechać, bo było chory i baliśmy się, że zarazi dziecko. Moi rodzice nie byli ani w szpitalu, ani u mnie w domu, żeby zobaczyć małą. Nie paliło im się jakoś. W związku z tym byłam sama jak palec i sąsiadka mi zupy przynosiła co bym z głodu nie padła (nie miałam jak wyjść na zakupy).
    • wuika Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 19:33
      Bo wszyscy już-teraz-zaraz chcą zobaczyć dzieciaczka. Jak mi się zwaliła cała rodzina raty (ale jednak cała) w szpitalu, to miałam nadzieję, że chociaż odwiedziny w domu odpuszczą. Moja asertywność po porodzie oscylowała w okolicach minusowych. Wyszliśmy ze szpitala tak, że byliśmy w domu o 17. Przed 19 w domu zjawiło się łącznie prawie 10 dorosłych osób. Myślałam, że dostanę pie...a uncertain
    • rulsanka Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:13
      U mnie było okropnie. Poród zakończył się w środku nocy, młody wylądował w inkubatorze z tlenem, dostawał antybiotyki. Ja noc spędziłam na korytarzu, rano zwolniło się miejsce w sali, rozwalona psychicznie, bo dziecko w złym stanie.
      Siedzę w salce z inkubatorem i próbuję doić się laktatorem, wychodzi to żałośnie.
      I w tym momencie wchodzi mąż z teściową i siostrą męża. Wściekłam się i zaczęłam je wyganiać, to było ode mnie niezależne. Dla mnie pojawiły się kompletnie nie w porę. W ogóle nie lubię, gdy ktoś mnie widzi w takim rozmemłanym, choro-szpitalnym stanie, a tu jeszcze dochodził dół z powodu dziecka, że nie może być przy mnie.
      Wpadła do mnie jeszcze siostra, ale chyba na 3 dzień, to już było do zniesienia. Ale ogólnie nie lubię takich wizyt, w domu też najchętniej miałabym ze 2 tyg spokoju.
    • franczii Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:15
      Nie wyobrazam sobie tak chciec jak ty.
      Nie wyobrazam sobie, zeby mnie mama nie odwiedzila w szpitalu po porodzie. Ja mamy nie mialam na miejscu ani nikogo innego. Mysle, ze byloby mi przyjemnie, gdyby mama lub rodzenstwo do mnie wpadlo. Nawet tesciowa moglaby.
      Podobniez nie wyobrazam sobie zabarykadowac sie w domu na 2 tygodnie i nie przyjmowac nikogo. Zwlaszcza w czasie swiat. Sadze ze byloby mi bardzo smutno.
      Ale doswiadczenia mam takie, ze przyjecie rodziny po poridzie nie wiazalo sie z ojej strony z zadnym gotowaniem, sprzataniem itp. wszystko za mnie robionotongue_out
      Gdybym urodzila w Polsce w okresie swiat to spedzilabym swieta u mamy lub u mnie by mama wszystko przygotowala.
      • 18lipcowa3 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:31


        > Nie wyobrazam sobie tak chciec jak ty.
        > Nie wyobrazam sobie, zeby mnie mama nie odwiedzila w szpitalu po porodzie. Ja m
        > amy nie mialam na miejscu ani nikogo innego. Mysle, ze byloby mi przyjemnie, gd
        > yby mama lub rodzenstwo do mnie wpadlo. Nawet tesciowa moglaby.



        Mieszkasz za granicą, prawda?
        Jak ja mieszkałam to tez za nimi płakałam. Teraz mam przesyt. wink
        Dodam tylko bo moze to jest niezrozumiale że jak najbardziej jestem za wizytą ale nie kurka 2-3 dni po porodzie.


        • franczii Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:43
          Ja mialam tesciowa przez ponad 2 tygodnie po porodzie. Brala urlop specjalnie, leciala samolotem opierwszy raaz w zyciu po to zeby mnie obslugiwac po porodzie . Nawet moja wlasna matka nie wsiadla w samolot dla mniebig_grin A mysle, ze byloby mi jeszcze fajniej gdyby zamiast tesciowej byla na miejscu moja matka.
          • 18lipcowa3 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:44
            franczii napisała:

            > Ja mialam tesciowa przez ponad 2 tygodnie po porodzie. Brala urlop specjalnie,
            > leciala samolotem opierwszy raaz w zyciu po to zeby mnie obslugiwac po porodzi
            > e . Nawet moja wlasna matka nie wsiadla w samolot dla mniebig_grin A mysle, ze byloby
            > mi jeszcze fajniej gdyby zamiast tesciowej byla na miejscu moja matka.


            Ale ja mam męza od tego.
            Poza tym nie chce obslugi, gotowania, sprzatania tylko ciszy i spokoju w domu.
            • franczii Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:50
              Cisze to ja mialam jak tesciowa zabierala starszego na spacer:p
            • kosheen4 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 22:21
              18lipcowa3 napisała:


              > Poza tym nie chce obslugi, gotowania, sprzatania tylko ciszy i spokoju w domu.

              a z tym to chyba może być problem w twoim "włoskim małżeństwie", nie? stary lubi rozpruć ryja od czasu do czasu?
    • nanuk24 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:45
      Po pierwszym porodzie, to nie. Nie chcialam nikogo widziec, tylko sie zaszyc gdzies daleko.
      Po drugim wrecz odwrotnie, dostalam takiego zastrzyku enrgii, ze gory moglabym przenosic.
      Rodziny przy sobie nie mialam i z niepohamowana zazdroscia patrzylam na pacjentki, do ktorych przychodzily mamy, tesciowe, babcie, rodzenstwo.
      Za to mam fajnych przyjaciol, do ktorych sama zadzwonilam i ich zaprosilam na obiad i kawe do swojego szpitalnego pokoju.
      Ze szpitala wyszlam po poltorej dobie i z tej radosci jeszcze tego samego dnia zaprosilam swoich najblizszych przyjaciol. Przyjechali z garem rosolu i drugim daniem dla mnie, meza i starszego syna. A pozniej przyjezdzali tak do mnie codziennie i zabierali starszaka na wycieczki, inni przyjezdzali z obiadami, trzeci z zakupami spozywczymi i pielegnacyjnyi dla noworodka, a jeszcze inni by pomoc ogarnac moj dom i wyprowadzic psa. Maz tego zrobic nie mogl, bo go nie bylo.
      Bardzo milo wspominam ten okres i takich przyjaciol miec jak ja mam, to skarb najdrozszy.
    • sueellen Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 20:57
      U mnie było tak:

      Wigilia 2009, rano
      Ostatnie zakupy. Moj M pracowal do pozna by skonczyc ostatni tegoroczny
      projekt i wreszcie zaczac urlop. Poszedl do lozka nad ranem, wiec spi jak
      zabity. A tu chleb trzeba kupic i pare drobiazgow. Zbieram sie i wychodze. W
      sklepach dlugasne kolejki. W M&S po raz pierwszy mnie przepuszczaja do kasy.
      Babka pyta kiedy mam termin. - Za tydzien.

      Wigilia, 15:30
      Miedzy gotowaniem barszczu czerwonego i ostatnim pakowaniem prezentow
      postanowilam wziac prysznic. Spiesze sie, bo samolot z rodzinka na pokladzie
      laduje za niecale 3 godziny a dojazd zajmuje od nas godzine. Pod prysznicem
      czuje, ze siusiam. Patrze na nogi ale woda nie zabarwia sie na zolto. Czyzby
      wody? Moze mi sie tylko wydaje. Wychodze spod prysznica, podnosze noge zeby
      wytrzec stope w recznik. Na podlodze tworzy sie kaluza wody. O cholera!
      Jeszcze niedowierzam, ale jednak to to. Polozna mowila, ze dziecko musi sie
      urodzic w ciagu 48 od odejscia wod. Nie mam zadnych skurczy, nic nie boli,
      wiec moze uda sie zjesc kolacje? Tak czy owak dzwonie na porodowke i uprzedzam
      ze za godzinke sie zjawie.

      Wigilia, 17:00
      Zamiast na lotnisko jade do szpitala. Podlaczaja mnie do KTG. Wody dalej
      odchodza, skurcze niby sa ale jakby nie bylo, rozwarcie na dwa palce. Zero
      bolu. Leze przypieta, moj mezczyzna jedzie po rodzinke.

      Wigilia, 18:00
      Badanie skonczone. Nudzi mi sie. Ksiazka zostala w torbie w samochodzie. Pytam
      poloznej co dalej. A ona ze w sumie moglabym jechac do domu na kolacje, ale
      moj partner nie wroci przed 19:00. Postanawiam jechac sama. Wychodze przed
      szpital, szukam taksowki. Nie ma, ale podjezdza autobus. Wsiadam. Nie mam kasy
      na oysterce (bilet elektroniczny). Kierowca pozwala mi jechac na gape bo
      drobnych tez nie mam oczywiscie a on nie ma rozmienic. W autobusie pusto, wiec
      sobie chwile gadamy. Mowie mu ze moze juz jutro urodze.

      Wigilia, 19:00
      Samolot opozniony. Dopiero wyladowal. Nakrywam do stolu, Poprawiam makijaz,
      maluje paznokcie i ogladam Dr Hausa na kompie

      Wigilia. 20:00
      Lapie mnie pierwszy potezny skurcz. Lzy pociekly po policzkach tworzac dwie
      piekne czarne linie. Wchodza goscie.

      Wigilia, 21:00
      Siedzimy przy stole, jemy pierogi, gadamy. Kolendy leca w tle. Skurcz. Wstaje
      - stoje w rozkroku przy regale. Ojciec nalega bysmy pojechali juz do szpitala.
      Moj partner zapisuje co ile mam skurcze. Jeszcze czas.

      Wigilia, 22:00
      Skurcze od godziny regularne co 3-5 min. Dostaje krecka, nie moge znalezc
      pozycji. Boli jak cholera. Moj facet lapie za fotelik samochodowy. Ja na to
      zeby zostawil, ale on chce go zabrac juz teraz. Zaczynam zachowywac sie jak
      opetana poddana egzorcyzmom. - listen to meeeeee!!! Leave the carseat! -
      krzycze do niego. Rodzinka patrzy z przerazeniem, ojciec blady jak sciana.

      Wigilia, 22:30
      Porodowka. Cisnienie mam zdecydowanie za wysokie. Podlaczaja mnie pod ktg,
      przychodzi lekarz. Daja cos na oslone serca. Do tej pory nie wiem dokladnie co
      i po co. Rozwarcie 4 cm. Chwile leze pod ktg. Dostaje tlen. Czuje ze musze sie
      zalatwic. Ide do lazienki. O tak, teraz mi duzo lepiej. Skurcze porodowe
      najlepiej sie znosi na desce klozetowej! Nie moge sie wyproznic. Polozna
      krzyczy zeby nie przec bo sie dziecko do kibla urodzi. W myslach pukam sie w
      czolo. Taaa, 4cm i sie urodzi. Jak? Ja nie rodze, kupe mi sie chce! Nie udalo
      mi sie wyproznic, moj facet sciaga mnie niemal sila z sedesu. Wracam do lozka.
      Nie podoba mi sie to ze jestem podlaczona do ktg, ale polozna twierdzi ze
      niestety to konieczne.

      Wigilia, 23:00
      Prosze o znieczulenie. Anestezjolog na bloku operacyjnym. Zostaje wezwany, ale
      przyjdzie dopiero jak skonczy.

      Wigilia, 23:20
      Przychodzi anestezjolog. Przygotowuje mnie do ZZO. Widze w nim aniola. Skurcze
      potezne. Na co drugim krzycze, nie moge wytrzymac.

      Wigilia, 23:40
      Anestezjolog zwleka, w koncu odmawia podania znieczulenia. Chyba za bardzo sie
      rzucalam na tym lozku. Wychodzi. Czuje sie jak rozbitek na oceanie ktory
      patrzy jak odplywa lodz ratunkowa pozostawiajac go w glebinie.

      Wigilia, 23:45
      Polozna twierdzu, ze to skurcze parte. Nie wierze. Za szybko! M i
      polozna zakladaja sie czy dziecko urodzi sie 24 czy 25 grudnia. Mam ochote
      wychlastac ich po twarzach. Polozna kaze przec na skurczu, ale ja nie chce.
      Nie czuje sie gotowa. Juz dwa razy mnie oszukala przeciez - wmawiala ze urodze
      na kiblu i nie dala ZZO, franca jedna. W koncu robie co mowi. Miala racje -
      parcie przynosi ulge - mniej boli, ale strasznie sie boje ze sie rozerwe.
      Staram sie przec nie za mocno.

      Boze Narodzenie, 00:00
      Widac glowke. Pokazuje sie i chowa - przynajmniej tak twierdzi moj mezczyzna.
      Ooo, ma ciemne wloski - a chcialem blondynke. Ostatni skurcz. W polowie
      polozna kaze przestac przec i po chwili zaczac znowu. Chroni krocze.

      Boze Narodzenie, 00:04
      Rodzi sie moja coreczka. Mam ja na brzuchu. Nie wierze. Jest sliczna, ale nie
      wierze ze to naprawde sie stalo. Moj M lata jak zwariowany japonski
      turysta - robi zdjecia i zaczyna wydzwaniac do rodziny.

      06.01.10

      Jestem 11 dni po porodzie.

      Wyszłam do domu w dniu porodu. Ledwo zdąrzyłam wziąć prysznic i przebrać się w
      piżamę, a już do drzwi zapukało 5 osób - rodzinka mojego M. Grzecznie się
      przywitałam, pogadałam o pogodzie i zwiałam z małą do sypialni. Imprezka
      trwała do 2 nad ranem. Oczywiście było głośno i wesoło. Dla mnie to tylko
      druga noc bez zmrużenia oka. Pikuś - zaledwie 48 godzin bez snu. Kiedy wreszcie usnęłam nad ranem, obudziła mnie
      położna, która weszła w sam środek tego bajzlu. Kiedy poszła oczywiście
      wygarnełam mojemu facetowi co o tym myślę. Jak grochem o ścianę.

      Następnego dnia kolejna wizyta jego rodzinki, trzeciego nocował u nas jego
      kuzyn! Oczywiście przygotowanie ręczników, pościeli itd na mojej głowie.

      Mówię, tłumaczę, proszę że potrzebuję spokoju. Dopiero uczę się opiekowac małą
      i ją karmić. Chcę to robić w różnych pozycjach np na sofie, ale jak mam to
      robić skoro wiecznie ktoś w domu!?

      W końcu mój facet wymyślił, że sprowadzi do nas swoją mamę to mi pomoże i
      odciąży, doradzi. No i jest - od niedzieli. Pojechaliśmy po nią z małą. Coś
      mnie tknęło by się zabrać i pojechać i dobrze zrobiłam, bo w ostatniej chwili
      zastopowałam przyjazd wraz z babcią 10-letniej siostrzenicy! Matka mojego
      M stwierdziła, że będzie jej się nudziło, bo nie zna polskiego ani
      angielskiego a ja hiszpańskiego i dlatego chce zabrać wnuczkę ze sobą!

      No i finał jest taki, że mam zero pomocy. Jego matka śpi do południa, więc ja
      we własnym mieszkaniu na paluszkach do kuchni (śpi w salonie połaczonym z
      kuchnią), zero prywatności, zero pomocy. Ogląda całymi dniami telwizję na
      kompie oczywiście na cały regulator i nosi malą na rękach co też mnie wkurza bo jak się mała przyzwyczai
      będę miała potem problem.

      Oczywiście mimo ciągłych proźb rodzinka przychodzi codziennie. Wczoraj nie
      wytrzymałam nerwowo i jak wyszli rzuciłam żelazkiem o podłogę, wydarałam się
      jak dziekie zwierzę i poszłam na siłownię.

      Dzisiaj wzięłam nad ranem z kuchni trochę żarcia, wodę mioneralną, Zabrałam
      komputer i zamknęłam się z małą w sypialni. Nie zamierzam wychodzić przez cały
      dzień. Liczę już tylko na to że jak pozbawię jego matkę komputera i małej,
      zanudzi się i sama będzie chciała wrócić do domu.

      Co jeszcze mogę zrobić oprócz wyprowadzenia się z domu? Rozmowy (wielokrotne)
      nie dają nic. Wszelkie argumenty trafiają jak grochem o ścianę. On uważa, ze
      to jego rodzina i mają prawo przyjść i zobaczyć małą kiedy chcą. Szukanie
      mieszkania zajmie conajmniej 2 miesiące.
      • toxicity1 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 21:22
        Ja na szczęście rodziłam w czasach, kiedy odwiedzanie położnicy w szpitalu było niemożliwe.
        Po porodzie sn do domu wychodziło się w 8 dobie po porodzie.
        Po cc w 14 dobie.
        Dzieci dowożone tylko na karmienie.
        Dawno się tak nie wybyczyłamsmile
      • kosheen4 sueellen 12.10.12, 22:28
        czy to ma dalszy ciąg? spodobało mi się!
        • sueellen Re: sueellen 12.10.12, 23:22
          Niestety nie. Wkleiłam swoje zapiski z tamtego okresu, ale ze jeszcze nie prowadzilam wtedy bloga, niema ciągu dalszego. Wa każdym razie wtej chwili z teściową ok, większośc rodziny M wróciła do Hiszpanii więc mam spokój smile
          • kosheen4 Re: sueellen 13.10.12, 10:53
            sueellen napisała:

            > Niestety nie.
            sad
            szkoda
            na forumie barwnie piszesz o hiszpańskiej teściowej czasem (bloga nie wizytuję regularnie, ale z forumowych seriali twój jest jeden z tych które lubię)
        • yenna_m Re: sueellen 12.10.12, 23:27
          mi też smile
    • nellyssima Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 21:21
      Nie zapomnę jak tydzień po porodzie odwiedziły mnie koleżanki, one wystrojone, na obcasach, wypoczete, ja z dzieckiem przy piersi, ledwo siedzieć mogłam, bo jeszcze szwy miałam, z nawalem pokarmu i cieknacymi piersiami. myślałam, ze pozabijam.
      • amy.27 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 22:00
        no to jest masakra. wystrojone na dziunie kumpelki a ty szukasz spodni ktore zaslonia giga podklad poporodowy miedzy nogami i trzy razy analizujesz czy na pewno usiasc na bialej kanapie. i myslisz,jak wytlumaczyc czemu brzuch wyglada dalej na 6 miesiac ciazy....
    • jul-kaa Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 22:31
      Mam jedno dziecko, po porodzie (jeszcze w szpitalu) chciałam je pokazać wszystkim. W szpitalu byli: rodzice, teściowie, szwagierka, przyjaciółka. Większość więcej niż raz. Oczywiście nigdy naraz, zawsze był ze mną mąż (poczatkowo tylko w dzień, potem całą dobę), więc pozostałe osoby wchodziły pojedynczo i na krótko. W szpitalu byliśmy tydzień, w tym czasie większość najbliższych zobaczyła nowego człowieka. Potem w domu podobnie - codziennie ktoś przychodził. Ale ja się czułam rewelacyjnie, dziecko było anielsko spokojne, karmiłam bez problemów, goście wyrażali zachwyt i sobie szli.
      Gdybym jednak nie miała ochoty na odwiedziny, to bym się na nie nie zgadzała i tyle.

      Wniosek jest jednak taki, że ludzie (a zwłaszcza położnice) są różni i mają różne potrzeby.
    • mruwa9 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 12.10.12, 23:41
      konsekwentnie i asertywnie od poczatku kazdej ciazy rozpowiadalam wszem i wobec, ze nie zycze sobie odwiedzin w szpitalu. Niczyich, tylko maz ma prawo wstepu. Takoz po porodzie, chetnie sama zadzwonie, gdy bede sie czula na podejmowanie gosci. Moze po tygodniu, moze po dwoch. Bylam widac bardzo przekonujaca, bo dotarlo i nikt mnie nie nachodzil. W szpitalu nie doskwieraly mi cudze odwiedziny bo szczesliwie zawsze mialam sale-jedynke. Zadnych towarzyszek niedoli na lozku obok, tylko ja i dziecko, i maz. W efekcie bardzo sie wynudzilam, ale bylo tak,jak chcialam, a do rodzicow z zaproszeniem zadzwonilam zaraz po powrocie ze szpitala,jeszcze zanim zdjelam buty.
      • czar_bajry Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 00:33
        Odwiedziny najbliższych a w to wliczam rodziców i teściów oraz brata z małżonką mi nie przeszkadzały ale to mój wybór.
        Święta w zaistniałej sytuacji też bym raczej spędzała w gronie domowników.
        Trzymaj się twardosmile
        A i weź jeszcze pod uwagę fakt iż możesz zacząć rodzić 24 lub późniejsmile
    • koza_w_rajtuzach Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 08:25
      No bo oni nie chcą odwiedzić położnicę tylko zobaczyć dzieciaka.
      • 18lipcowa3 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 09:14
        koza_w_rajtuzach napisała:

        > No bo oni nie chcą odwiedzić położnicę tylko zobaczyć dzieciaka.


        No strasznie ten dzieciak ciekawy, bardzo kontaktowy, na pewno od razu zacznie z nimi rozmawiac, zamiast spac jakies 23 g na dobe
        • franczii Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 10:23
          To normalne przeciez ze bliscy ludzie chca uczestniczyc w chwilach okolo narodzin nowego czlonka rodziny. Nienormalne by bylo gdby nie wykazywali zainteresowania tym zeby odwiedzic, zeby przyniesc upominki i wyreczac mlodych rodzicow w obowiazkach domowych.
    • vesper_lynd_1 jesteś... 13.10.12, 11:21

      ...przede wszystkim spragniona poklaskuwink, który najpewniej zdobędziesz na tym forum od równie asertywnych.
      Ale powiem Ci coś Lipcowa- jest takie chińskie przysłowie- "usiądź na brzegu rzeki i poczekaj na trupa swojego wroga"....cierpliwie więc poczekam jak założysz niebawem wątek o wrednej rodzinie, która nie odwiedza z okazji urodzin/imienin, pierwszego ząbka itp. najwspanialszego pod każdym względem małego lipcusiowiatkawink Tak z reguły kończą takie asertywne egocentryczki jak Ty.

    • demonii.larua Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 11:45
      Na Zaspie będziesz rodziła? Tam nie ma (przynajmniej nie było jak ja rodziłam) możliwości by odwiedzający wchodzili do sal położnic, nawet laski po cc musiały przyjmować odwiedzających w owym pokoju/sali. Był pokój do odwiedzin, gdy ktoś przychodził dzwonił z holu do pokoju by wywołać - w każdym był telefon taki do połączeń wewnętrznych. Dzieci też nie wolno było wywozić na długo, zbyt duże ryzyko infekcji jednak.
      Co do odwiedzin w domu - u mnie zawsze się zapowiadali, więc problemu nie było w ogóle.
      • eliszka25 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 16:33
        ja nie mialam tego "problemu", bo cala rodzina zostala w polsce, czyli jakies 1500 km dalej. w szpitalu odwiedzal mnie wlasciwie tylko maz. poza tym wpadli przyjaciele z kwiatami i jakims drobiazgiem dla maluszka. powiem szczerze, ze np. mojej mamy mi wtedy brakowalo i nie mialabym nic przeciwko, gdyby nawet codziennie do tego szpitala przychodzila, ale miala za daleko sad.

        co do kwestii swiat, to na twoim miejscu tez wolalabym spedzic je w domu, bez dodatkowych gosci, zamieszania itd. pierwsze dni w domu, to jednak czas, kiedy chce sie po pierwsze odpoczac po porodzie, po drugie trzeba sobie przeciez poukladac zycie na nowo i goscie sa wtedy zdecydowanie zbedni. chyba, ze np. ktos, kto pomoze ogarnac dom czy zajmie sie dziecmi, zebys mogla sie zdrzemnac, ale taka funkcje doskonale moze spelnic maz.

        wiem, swieta to czas magiczny i rodzinny, ale przeciez pierwsze dni z noworodkiem w domu, to tez jest magiczny czas i jak najbardziej powino sie go spedzic wsrod najblizszej rodziny, czyli z mezem i starszymi dziecmi/dzieckiem. dlatego cie rozumiem i nie uwazam, ze przesadzasz.

        u nas dziedkowie pierwszy raz zobaczyli i jednego i drugiego wnuka wlasnie w boze narodzenie, ale jeden urodzil sie we wrzesniu, a drugi w pazdzierniku, wiec bylismy juz "zgrana druzyna" i swiateczne zamieszanie nam nie przeszkadzalo.
    • zaradna.mama Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 13.10.12, 17:41
      Po pierwszym porodzie miałam w szpitalu istne pielgrzymki. Przy drugim powiedziałam tylko mąż i moja mama. Te pierwsze dni powinny być tylko dla rodziców i dziecka, na gościnę przyjdzie czas smile
    • suazi1 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 15.10.12, 08:47
      Odnośnie odwiedzin w szpitalu - tam, gdzie ja rodziłam, nie było takiej opcji, żeby rodzina przychodziła w odwiedziny na oddział i zalegała na łózku położnicy. Na oddziale mogła przebywać matka, dziecko i personel. Rodzinka mogła wejść co najwyżej na świetlicę, albo pogadać przez telefon, jak ktoś koniecznie chciał zobaczyć dziecko, to przez szybę i to za zgodą położnej.

      A co do całej reszty - miałam to szczęście, że nikt się nie wpraszał, i tak jest do dzisiaj.
      Moja bratowa rodziła w podobnym terminie (10.12). Nikogo więc nie dziwiło, że na święta chcą być w trójkę, nikt się nie obrażał i nie uszczęśliwiał ich na siłę swoim towarzystwem.
    • pszczolaasia Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 15.10.12, 11:34
      moim skromnym zdaniem z lekka przesadzasz.
      a ich ciekawosc jest jak najbardziej naturalna.
      co do mnie-kiblowalam w szpitalu 10 dni dopoki moje dzieciaki nie doszly do wagi zawrotnej 2 kilo. brakowalo mi czasu na sen nieziemsko bo spalam po 2 godziny na dobe lacznie. tudziez na inne prozaiczne czynnosci. jak mialam dosc odwiedzin to mowilam ze maja nie przychodzic. a najczesciej to wykorzystywalam babcie zeby posiedzialy z dziecmi a ja szlam albo sie wykapac albo spac jak juz nie moglamwink
      maz akurat byl chory i nie mogl przyjechac.
      mi nie przeszkadzaly wizyty- musze jednak zaznaczyc jedno ze u nas w szpitalu nie moga wchodzic goscie na sale gdzie lezy poloznica z dzieckiem- co uwazam za sluszne.
    • lelija05 Re: Odwiedziny u położnicy- rodzinka. Jak u Was? 15.10.12, 11:45
      Przyznam, że trochę nie rozumiem tego pędu, by odwiedzać kobiety po porodzie, by jak najszybciej zobaczyć dziecko. Rozumiem najbliższą rodzinę, zwłaszcza gdy trzeba coś donieść, przywieźć jedzenie, gdy szpitalne nienajlepsze.
      No ale te wszystkie ciotki, koleżanki? Po co? Później w domu to już się nie liczy?
      Że też im się chce.
      Szkoda, że później już nie ma tylu chętnych, gdy dziecko starsze, ech...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka