agajjja
15.12.12, 18:55
Potrzebuję spojrzenia z dystansu na pewną sytuację. Do soboty z przed 2 tygodni z sąsiadami mieszkającymi nad nami mieliśmy dobry kontakt, szczególnie ja z sąsiadką, nasze córki się razem spotykały, nasze synki razem chodzą do jednej grupy w przedszkolu itp. A w ową sobotę urządzaliśmy spotkanie ze znajomymi ( razem z nami 7 osób), planując również karaoke. Uprzedziłam o tym sąsiadów, że może być trochę głośno, oczywiście nie ma problemu, tym bardziej że już nie raz tego typu imprezki robiliśmy i nigdy problemu nie było. W poniedziałek idę na górę zagadać i spotykam się z wyrzutami, że spać nie mogli, dzieci strasznie to przeżyły, ze cały weekend zepsuty mieli itp, itd. Mnie wmurowało, po pierwsze uprzedziłam, po drugie mieszkając w bloku z takimi sytuacjami trzeba się liczyć, po trzecie do tej pory śmiali się bardziej z naszego fałszu niż obrażali. Od tamtej pory cisza, sąsiadka nie dzwoni, ja raz zadzwoniłam tak pogadać, ale zdawkowo odpowiedziała i koniec rozmowy. Mąż mój ma na to krótko mówiąc wylane i mówi że trzeba drugą imprezę zrobić i mam się nic nie przejmować. Ja z jednej strony uważam tak samo, a z drugiej trochę mi szkoda tej znajomości ,ale nie zamierzam się kajać i przepraszać. Co o tym sądzicie? Przepraszać czy olać?