eu-lalia
28.01.13, 18:19
Dowiedziałam się, że moja (od niedawna) znajoma kilka lat temu oddała z mężem córeczkę do adopcji! Do tej pory nie mogę tego zrozumieć - pierwszy raz się z czymś takim spotkałam i trudno mi w to uwierzyć! Dziecko było zdrowe, mała miała pół roczku jak je oddali, a za pół roku to się do dziecka można tak bardzo przyzwyczaić... nie mogę tego zrozumieć! Nic im nie brakuje, ona jest radcą, on notariuszem, mieli wtedy 30 lat na karku, duży dom i stać ich było na opiekunkę...
Wiecie co? Tak obserwuję różnych ludzi. Pewien znajomy, sprawiający wrażenie ostrego i nieprzystępnego, mający ksywkę "cyborg", ma dwójkę małych dzieci, które jak twierdzi kocha nad życie. Ostatni przykład z mediów - sędziego T., którego bym też nie posądziła (pewnie z wyglądu...) o ojcostwo, w którymś z ostatnim wywiadów bardzo ciepło wypowiadał się o swoim synku. Jak to jest, że "twardzi" faceci skoczyliby w ogień za swoim dzieckiem, a delikatne, ciepłe kobiety potrafią je odrzucić..? Zrzec się dziecka, które karmiły przez kilka miesięcy? Kurcze, nie mogę tego zrozumieć...