Dodaj do ulubionych

Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić

22.02.13, 18:22
Po dzisiejszym dniu mam już serdecznie dość wszystkiego. Jak dotąd najgorszy dzień w moim życiu. ,,Cudownie'' zapowiadający się weekend i najbliższy czas uncertain. Opisze chociaż trochę o co chodzi, bo po prostu muszę to komuś wyrzucić, a jak narazie wstyd mi powiedzieć o tym komuś tak w realu. Zwłaszcza że to sprawa dosłownie sprzed paru godzin. Mój mąż poszedł dzisiaj na popołudnie do pracy. Jak wychodził mnie akurat nie było, bo pracuje na ranną zmianę. Koło 15 wychodze ze swojej pracy, i dostaje telefon z pracy męża. Odbieram, i co słyszę: ,,Proszę przyjechać po męża, bo nie jest w stanie sam wrócić do domu, a nie będę ukrywał przed panią, że jest pijany''. Jak to usłyszałam, ścięło mnie z nóg. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć i jak zareagować. I chyba nigdy nie było mi tak wstyd jak właśnie dzisiaj. Zwłaszcza jak dotarłam na miejsce. A jakby tego było mało, mój durny (chociaż to za delikatnie określenie) mąż pojechał do pracy autem(!). Szok i jeszcze raz szok. Jakie są tego konsekwencje nie trudno się domyśleć. Z mężem nie rozmawiałam, bo średnio kontaktuje, zresztą nie wiem, o czym miałabym z nim dzisiaj rozmawiać. Można powiedzieć że przez całą drogę nie odezwał się słowem. Jak dotąd wydawało mu się, że jest odpowiedzialny i że myśli logicznie. Tak, żale się, ale po prostu się wygadałam. Chociaż trochę. Teraz mąż śpi, a ja mam ochotę ryczeć. I nie wiem, co dalej i jak on to sobie wyobraża.
Obserwuj wątek
    • emila.dudek Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:25
      Pracę stracił?
    • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:29
      a upijał się już kiedyś? czy to pierwszy raz?
    • zebra12 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:31
      No cóż. Ponoć alkohol jest dla ludzi.
      • znowu.to.samo Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:35
        Domyślam sie że problem nie jest nowy, skoro aż do takiej sytuacji dochodzi....
      • hellulah Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:50
        Oczywiście, że jest dla ludzi. To znaczy, że każdy podejmuje decyzje jak z alkoholu korzystać i za te decyzje jest odpowiedzialny. A może co, nie mam z przyjaciółką wypić kieliszka martini (wybieram się do jej miasta, nie widziałyśmy się od kilku miesięcy) bo jakiś pan się upił w pracy/przed pracą i jeszcze zaliczył DUI?
      • ira_07 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:07
        Dla ludzi. Ale nie w pracy i nie w nadmiarze, jeśli nie rozumiesz to porównaj do noża. Też jest dla ludzi, można chleb kroić a można komuś poderżnąć gardło.
    • sarling Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:35
      A wcześniej wszystko super? Nagle tak się napił?
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:37
        Niby pracy tak oficjalnie (jak narazie) nie stracił. Jutro ma tam przyjechać, i dokładnie powiedzą, co i jak, chociaż raczej ewidentnie dawali mi do zrozumienia, że z dalszą pracą tam może być ciężko i raczej zapomnieć o niej może uncertain. Ale co mu dokładnie powiedzą, zobaczymy jutro.

        I przyznaję: mąż od jakiegoś czasu coraz częściej popija. Wstyd mi o tym komukolwiek mówić, ale taka jest prawda. Głównie w weekendy, ale czasami po przyjściu z pracy też uncertain.
        Ale jeszcze nigdy pijany do pracy nie pojechał.
        • sarling Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:45
          Pierwsza rzecz - nie wstydź się, bo to Cię tylko zablokuje.
          Zrobiłaś cokolwiek wstydliwego, żeby to czuć?
          I nie płacz. Zapytaj, kiedy wytrzeźwieje, czy leczyć pójdzie w poniedziałek czy w środę, a jak zacznie jęczeć lub burczeć poinformuj go, że następna wasza rozmowa odbędzie się po pierwszej wizycie w poradni.
        • lafiorka2 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:37
          ma jakis problem może?i to spory!
          • mvszka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:40
            alkoholizm ten problem się nazywa
    • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:37
      Pierwszy raz mu się to zdarzyło? Pierwszy raz po pijaku wsiadł za kółko?
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:39
        Kiedyś chciał jechać autem ,,pod wpływem'', ale wtedy ja kategorycznie zabroniłam (to było po urodzinach u znajomych). Więc to pierwsza taka sytuacja, ze pojechal pijany.
        • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:52
          No to ma facet problem. Nie Ty, tylko on.
          Albo sie już teraz kategorycznie postawisz, nie dasz się zbyć, tylko wyślesz na leczenie. Żadnych tlumaczeń, proszenia o wybaczenie itd. Tylko leczenie.
          Albo zostajesz na własne zyczenie żoną alkoholika a Twoje dzieci wkrótce będą DDA. Poczytaj o syndromie.
          I nie próbuj go tłumaczyć. Nie odpowiadasz za zachowanie dorosłego człowieka.
          • saszanasza Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:13
            pade napisała:

            > No to ma facet problem. Nie Ty, tylko on.

            a ja obawiam się że problem maja jeszcze potencjalne ofiary wypadku samochodowego, który pewnego dnia facet pod wpływem alkoholu spowodujesad

            jeżeli on nie zdaje sobie sprawy z ryzyka jakie niesie ze sobą prowadzenie pod wpływem alkoholu, to pozostaje mi jedynie współczuć mu i zapisać na odwyk.
    • hellulah Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:52
      Trzymaj się i absolutnie nie daj sobie wkręcić współodpowiedzialności.

      Słuchaj, skoro dziś jest najgorszy dzień to znaczy - że jutro może być tylko lepiej!
      • majenkir Re: 22.02.13, 21:54
        hellulah napisała:
        > Słuchaj, skoro dziś jest najgorszy dzień to znaczy - że jutro może być tylko lepiej!


        Zazdroszcze optymizmu.... sad
        To jest najgorszy dzien jak na razie.
    • kkalipso Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:53
      Jak zaczęłam czytać ten wątek tak sobie pomyślałam,ciekawe co takiego mogło spotkać autorkę,że mówi o najgorszym dniu w życiu?!Wrócił mój mąż ,dałam mu jeść i czytam dalej i wiesz co już rozumiem.Chociaż to nie koniec świata i istnieją gorsze rzeczy,ale na twoim miejscu czułabym się identycznie.Współczuję.

      Ostatnio miałam do czynienia z pewną grupą ludzi lecących w delegację,około 20 osobowa ,o 13 po południu połowa z nich była pijana,w łazience stewardessa złapała ich na piciu whisky.Panny zachowywały się jak podlotki,jak na wycieczce szkolnej.Nie wiem jak można pić w pracy dla mnie to nie do pomyślenia,szefowie takich idiotów powinni zwalniać.Niby wykształceni,pod krawatem a słoma z butów wystaje.
      • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:56
        Zgadzam się ze słowami Pade: to twój mąż ma problem, nie ty- ale OD CIEBIE zależy, czy to wszystko pójdzie w kierunku rozwiązania sprawy (terapia, leczenie, ogarnięcie się męża), czy zostaniesz żoną chlejącego faceta ze wszystkimi minusami tego dla rodziny.
        Bo w takiej sytuacji sprawa dojrzała do : albo-albo.
        Naprawdę współczuję sytuacji.
      • gogologog Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 00:24
        > Ostatnio miałam do czynienia z pewną grupą ludzi lecących w delegację,około 20
        > osobowa ,o 13 po południu połowa z nich była pijana,w łazience stewardessa złap
        > ała ich na piciu whisky.Panny zachowywały się jak podlotki,jak na wycieczce szk
        > olnej.Nie wiem jak można pić w pracy dla mnie to nie do pomyślenia,szefowie tak
        > ich idiotów powinni zwalniać.Niby wykształceni,pod krawatem a słoma z butów wys
        > taje.

        Zapijaja ludzie stresy.
        To tez trik managementu (na kazdym szczeblu od brygadzisty do prezesa zarzadu) zeby zobaczyc jak sie zachowuja i co wygaduja pracowanicy gdy troche sie wyluzuja.
        Problemem nie jest samo picie - to tylko skutek czego wiekszego ...
        Ciezkie czasy ida i bedzie tego coraz wiecej, przetrwaja najsilniejsi.
        • kosmopolis Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 08:39
          Co ty gadasz? Teraz to są właśnie super czasy. Teraz to jak tatuś się uchlewa, to mówi się o leczeniu, o wywaleniu, o traumie dzieci.
          Jestem córką alkoholika. On był synem alkoholika. W mojej małej mieścinie byli sami alkoholicy. Typowe rozmowy dzieci w podstawówce były o tym, że tatuś Wojtka znowu się uchlał i spał pod blokiem na dużym osiedlu. Myślisz, że ktoś wtedy dziwił, że tak było?
          Teraz są dobre czasy, bo wiele mówi się o tym, że stres można rozładować na wiele sposobów - sport, hobby, wyjazd. I można to robić. Kiedyś w większości przypadków stres=alkohol. Teraz na zapijanie problemów patrzy się bardzo źle, kiedyś było to absolutnie normalne - no tak, pije, bo ma problemy. W ten sposób każdy rozumiał mojego ojca, który w domu robił piekło, bo on miał problemy, stresy. Jak koleżanka mojej mamy się rozwiodła z alkoholikiem, który najpierw wyniósł pół domu, a potem zaczął zapraszać kolegów do domu na libacje, to własna rodzina ją wyklęła. I nie docierało do nich, że impulsem do rozwodu było to, jak podczas kolejnej imprezy napruty kolega tatusia zaczął walić w drzwi pokoju jego nastoletniej córki, bo mu się ru... chciało - że ukochana wnuczka wyklinających dziadków została prawie zgwałcona. Najważniejszy był święty węzeł małżeński i co ludzie powiedzą. A że pije? No przecież każdy pije.

          W tych "lepszych" czasach założycielka wątku pewnie ani razu by nie usłyszała, że ma go zostawić - każdy kazałby jej tylko nieść własny krzyż.
    • guderianka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:54
      kurde, chciałabym mieć taki najgorszy dzień w zyciu uncertain
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 18:56
        Mam świadomość, że inni z pewnością mają większe problemy, ale ja to pisze zw swojego punktu widzenia.
        • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:03
          Rozmawiałam z nim już kilka razy na ten temat. Żeby już dał sobie spokój z tym popijaniem, bo robi to coraz częściej, a to nic dobrego nie wróży. Że nie będe tego wiecznie tolerować.
          To usłyszałam od niego, żebym mu dała spokój, że on wie, co robi, że alkoholikiem nie jest, a czasami jak wypije to mu się nic nie stanie.
          No i masz uncertain
          • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:05
            Tyle że odpadł mu już argument, ze jak wypije od czasu do czasu to "nic się nie stanie"- bo właśnie się stało- może stracić pracę, a i tak dobrze, że nikogo po pijaku nie zabił (a np. mój ojciec tak właśnie zginął- zabity przez pijanego kierowcę).
          • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:05
            że on wie, co robi, że alkoholiki
            > em nie jest, a czasami jak wypije to mu się nic nie stanie.
            każdy alkoholik tak mówi
          • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:09
            to już nie rozmawiaj, nie rób wyrzutów, nie zrzędź, tylko mocno przejaskrawiając przedstaw mu kogo z siebie zrobił, i postaw ultimatum: albo leczenie albo koniec z Wami
            i nie waż się "poświęcać" dla dzieci, pozostanie z alkoholikiem jest krzywdą dla dziecka a nie "dobrem"
            • antyideal Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:42
              Takie ultimatum raczej nie podziala na alkoholika
              jesli sam nie widzi problemu uncertain
          • nutka07 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:31
            Znajdz w okolicy poradnie dla osob wspoluzalenionych albo dla uzaleznionych, tam tez moze byc pomoc dla osob wspoluzaleznionych i wybierz sie tam.
          • guderianka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:09
            Że nie będe
            > tego wiecznie tolerować.

            swoim zachowaniem dajesz mu inne znaki
            ciągle tolerujesz i sobie może pozwolić na kolejne sponiewieranie
            skoro rozmowa nic nie daje to może czas na mocniejsze "środki wyrazu"?
    • grave_digger Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:31
      Aha
      Też odbierałam męża pijanego z pracy
      Odbierałam pobitego z pracy
      Odbierałam pobitego z pogotowia
      Odbierałam poturbowanego po imprezie ze szpitala
      Resuscytowałam, gdy przestał oddychać czekając na ERkę.
      Udawałam, że nie widzę, że codziennie w toalecie pali marihuanę
      Nie reagowałam, gdy dzielił amfetaminę na blacie kuchennym...
      Właściwie to przestałam żyć.
      A potem się obudziłam i postanowiłam żyć dalej. Zmieniłam swoje życie o 180 stopni.

      Z tej życiowej lekcji wyniosłam jedną lekcję - nie da się nikogo zmienić.
      • an_ni Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:15
        oo to masz dosc adekwatny nick ...
    • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 19:34
      Uważaj bo już wykazujesz pewne cechy osoby współuzależnionej-po pierwsze Tobie jest wstyd a nie powinno, po drugie-nie mówisz o tym nikomu więc stosujesz typową zasadę dla domów alkoholowych a po trzecie-dawałaś się do tej pory zbywać. Mąż ma problem z alkoholem i takie gadki w stylu 'daj sobie już spokój z tym piciem' nie załatawią sprawy. Tu jest potrzebne leczenie. I to szybkie póki picie męża nie wyrządziło jeszcze dużych strat. I strata pracy do pikuś w porównaniu z problemami jakie mogą mieć za chwilę Twoje dzieci z powodu pijącego rodzica i współuzależnionej matki.
      Także postaw mu ultimatum-albo idzie się leczyć albo się wyprowadza. Tu nie ma na co czekać, naprawdę.
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:12
        Na szczęście dzieci nie mamy.
        Wstyd mi, bo po prostu jak stanęłam przed tymi ludźmi, którzy tam byli, i jak z nimi rozmawiałam, potem wyprowadzałam męża pijanego z tej pracy, to ciężko mi było nie czuć tego wstydu.
        Zwłaszcza że to praca odpowiedzialna (w żadnej nie wolno pić, to oczywiste, ale są takie specyficzne miejsca, gdzie to już w ogóle karygodne), więc jaką on sobie opinie wystawił? Faceta, który olewa pracę, przychodząc do niej pijanym, i jeszcze w takim stanie jadąc autem?
        Po prostu zachował się jak gó...arz.
        Gdybym ja wtedy w domu była, w życiu nie dopuściłabym do takiej sytuacji.
        Nie wiem, jak jutro potoczy się jego rozmowa w pracy, ale aż się boję, co mu powiedzą.
        • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:21
          alina_ala-0 napisał(a):

          > Na szczęście dzieci nie mamy.
          > Wstyd mi, bo po prostu jak stanęłam przed tymi ludźmi, którzy tam byli, i jak z
          > nimi rozmawiałam, potem wyprowadzałam męża pijanego z tej pracy, to ciężko mi
          > było nie czuć tego wstydu.
          > Zwłaszcza że to praca odpowiedzialna (w żadnej nie wolno pić, to oczywiste, ale
          > są takie specyficzne miejsca, gdzie to już w ogóle karygodne), więc jaką on so
          > bie opinie wystawił? Faceta, który olewa pracę, przychodząc do niej pijanym, i
          > jeszcze w takim stanie jadąc autem?
          > Po prostu zachował się jak gó...arz.
          > Gdybym ja wtedy w domu była, w życiu nie dopuściłabym do takiej sytuacji.
          > Nie wiem, jak jutro potoczy się jego rozmowa w pracy, ale aż się boję, co mu po
          > wiedzą.

          A to przepraszam, coś chyba w którymś poście było o dzieciach, źle zrozumiałam.
          No dobrze, nie ma dzieci ale jesteś Ty i on. Facem ma problem i co gorsza nie zdaje sobie z niego sprawy(a może zdaje sam przed sobą ale przed Tobą jeszcze coś odgrywa) i jeśli chcesz pomóc jemu, sobie i Wam to musisz zmienić taktykę bo dotychczasowa jak widzisz nie działa. Zaraz tu pewnie ktoś napisze, że masz mu nie pomagać i że on musi sam ale ja nie mam na myśli pomagania -usprawiedliwiania, załatwiania za niego spraw, krycia go czy zapisania do lekarza-to oczywiście musi on sam. Ja mam na myśli taką ludzką pomoc-no jak ktoś z bliskich zaczyna chorować na depresję, anoreksję czy uzależnienia i tym podobne-to specyfika tych 'przypadłości' polega na tym, że najbardziej zainteresowany długo nie chce zobaczyć, że ma problem-i moim zdaniem jednak trzeba zrobić wiele(oczywiście w ramach tych zdrowych zasad), żeby mu pomóc, tzn, żeby on zrozumiał, że musi się leczyć.
          Czy znasz przyczynę jego picia? Mieliście jakieś problemy? Z czymś sobie Twój mąż nie radzi?
        • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:30
          > Gdybym ja wtedy w domu była, w życiu nie dopuściłabym do takiej sytuacji.

          Gdybys była w domu, to co konkretnie byś zrobiła? Bo jesli odpowiedź brzmi- "nie pusciłabym go do pracy i zadwonila, ze nie przyjdzie, bo jest chory" to już masz problem ze wspólzależnieniem i dopoki sama nie podejmiesz leczenia dla rodzin alkoholikow, nie odetniesz się od niego, nie postanowisz, ze nie bedziesz go kryła, to nie uda Ci się mu pomóc. I nie wstydź się, to nie Ty pojechalas do pracy napruta, narazając po drodze przypadkowych ludzi. To nie Ty masz powod do wstydu,bo nie zrobiłas niczego zlego.
          Postaw sprawę ostro- albo zacznie się leczyć, albo...
          • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:41
            Przede wszystkim nie pozwoliłabym mu się uchlać.
            • bri Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:25
              Niby jak byś tego dokonała? Nawet gdyby udało Ci się raz to co potem? Pilnowałabyś go całodobowa? To on ma nad sobą panować.
    • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:11
      Pozwól, żeby poniósł konsekwencje swoich wyborów i absolutnie mu nie pomagaj. Co i jak załatwi z pracą, to jego problem, nie Twój. Jest dorosły i może iść do AA, jeśli nie pójdzie to prędzej czy później będziesz musiała się go pozbyć.
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:14
        I jutro poniesie (prawdopodobnie strata tej pracy).
        uncertain
        • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:27
          Ok, ale to nadal jego problem. Kasę ma co miesiąc przynosić, bo nie powinnaś Ty z dziećmi być pokrzywdzona za jego picie.
          W sumie słusznie pracodawca go wyrzuci, jest duże bezrobocie i pijący pracownik zajmuje tylko miejsce innym.
          • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:32
            Dzieci nie mamy (i chyba na szczęście).
            Prawdopodobnie go wyrzuci (co zresztą dawał mnie do zrozumienia). uncertain
            Jak pisałam, jutro mąż tam pojedzie, więc tak dokładnie dowiem się jutro, co i jak.
            I co mi powie z samego rana.
            • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:34
              Skoro nie macie dzieci, to powinnaś go zostawić. Jednoczesna utrata pracy i żony za akcję alkoholową ewidentnie wynikającą z uzależnienia, może panem z lekka wstrząsnąć. Zostawiając go oddasz mu przysługę, tylko centralnie wymierzony bolesny kopniak sprawi, że uzna, że ma problem.
              • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:24
                triss_merigold6 napisała:

                > Skoro nie macie dzieci, to powinnaś go zostawić. Jednoczesna utrata pracy i żo
                > ny za akcję alkoholową ewidentnie wynikającą z uzależnienia, może panem z lekka
                > wstrząsnąć. Zostawiając go oddasz mu przysługę, tylko centralnie wymierzony bo
                > lesny kopniak sprawi, że uzna, że ma problem.

                Ale jak to? Zostawić męża w sekundę bez żadnego ruchu zmierzającego do jego leczenia?
                • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:26
                  > Ale jak to? Zostawić męża w sekundę bez żadnego ruchu zmierzającego do jego lec
                  > zenia?

                  Niestety ale to czasem jedyna metoda na wyleczenie. Bawienie się w wspierającą żonę nie tylko trwa latami, ale nie prowadzi donikąd.
                  • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:34
                    poecia1 napisała:

                    > Niestety ale to czasem jedyna metoda na wyleczenie. Bawienie się w wspierającą
                    > żonę nie tylko trwa latami, ale nie prowadzi donikąd.

                    No ale tutaj nie było jeszcze postawienia ultimatum. Rozumiem, że czasem to jedyna metoda ale to chyba wtedy jeśli żona mówi-leczenie albo rozwód a on tego leczenia nie podejmuje albo przerywa. A tutaj nie było takiej rozmowy bo autorka wątku do tej pory zachowywała się tak jakby problemu nie było.
                    A co do wspieranie-to jest wspieranie podtrzymujące chorobę ale jest wspieranie dające siłę.
                    • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:38
                      > A co do wspieranie-to jest wspieranie podtrzymujące chorobę ale jest wspieranie
                      > dające siłę.

                      Sądzac po tym, ze autorka troskliwie odebrała pijaczynę z pracy i pali się ze wstydu, ze wydalo się jego picie ( a z kontekstu wynika, ze to nie jest pierwszy raz) to chyba nie ma tu mowy o wspieraniu w leczeniu, tylko raczej o wspieraniu w ukrywaniu problemu.
                      • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:43
                        kk345 napisała:


                        > Sądzac po tym, ze autorka troskliwie odebrała pijaczynę z pracy i pali się ze w
                        > stydu, ze wydalo się jego picie ( a z kontekstu wynika, ze to nie jest pierwszy
                        > raz) to chyba nie ma tu mowy o wspieraniu w leczeniu, tylko raczej o wspierani
                        > u w ukrywaniu problemu.

                        No ale to nie powód, żeby go zostawiać. Niech autorka idzie do psychologa i dowie się jakie wspieranie jest w granicach normy a jakie nie. Przecież zawsze tam gdzie pojawia się tego typu problem w rodzinie to rodzina też zazwyczaj nie ma tej wiedzy-musi się nauczyć co wolno mówić, robić dla osoby chorej.
                        • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:47
                          Miałas kiedykolwiek do czynienia z prawdziwym alkoholikiem? Bo masz raczej idealistyczne wyobrazenie o tej chorobie, a brutalna prawda jest taka, ze tylko i wylącznie alkoholik może zdecydowac o swoim leczeniu i najczęściej robi to dopiero po sięgnięciu dna. Czule prosby o opamiętanie się i troska kochajacej zony w tej chorobie NIE DZIAŁAJĄ, a mogą pociągnąc zone na to samo dno, ku któremu zmierza mąż.
                          • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:55
                            kk345 napisała:

                            > Miałas kiedykolwiek do czynienia z prawdziwym alkoholikiem? Bo masz raczej idea
                            > listyczne wyobrazenie o tej chorobie, a brutalna prawda jest taka, ze tylko i w
                            > ylącznie alkoholik może zdecydowac o swoim leczeniu i najczęściej robi to dopie
                            > ro po sięgnięciu dna. Czule prosby o opamiętanie się i troska kochajacej zony w
                            > tej chorobie NIE DZIAŁAJĄ, a mogą pociągnąc zone na to samo dno, ku któremu zm
                            > ierza mąż.

                            Oczywiście, że tylko alkoholik może zdecydować o leczeniu a otoczenie jest od tego, żeby pokazać mu granice i uniemożliwić dalsze picie i funkcjonowanie na starych zasadach ale nie znaczy to wcale, że trzeba natychmiast od takiej osoby uciec. A dno dla każdego jest gdzie indziej-dla jednego to strata pracy, dla innego pozew rozwodowy, a trzeciego wszyscy zostawią, nie będzie miał kasy i dalej będzie pił.
                            Ja mam wrażenie, że Ty z kolei masz takie standardowe wyobrażenie o alkoholiku. Teraz na przykład pije wiele kobiet. W ten zdradliwy sposób-codziennie pare drinków na przykład-czy to oznacza, że trzeba ją natychmiast izolować od dzieci i męża? Ja myślę, że nie. Pod warunkiem oczywiście, że podejmie terapię.
                            • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:58
                              Wiedza o alkoholizmie, czerpana z romantycznych filmów, nie wystarcza, uwierz mi- nie opieraj się na niej- scenariusze klamia.
                              Nie mąć dziewczynie w glowie, epatując dobrym serduszkiem, bo bedziesz ją miala na sumieniu.
                              • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:06
                                kk345 napisała:

                                > Wiedza o alkoholizmie, czerpana z romantycznych filmów, nie wystarcza, uwierz m
                                > i- nie opieraj się na niej- scenariusze klamia.
                                > Nie mąć dziewczynie w glowie, epatując dobrym serduszkiem, bo bedziesz ją mial
                                > a na sumieniu.

                                Tak, tak, ja z romantycznych filmów a ty z praktyki lekarskiej. Daj spókoj i daruj sobie takie deprecjonujące gadki.
                                A co do sumienia to ktoś kto ma problem nie staje się człowiekiem drugiej kategorii bo każdy z nas może taki czy podobny problem mieć-może to Ty będziesz miała na sumieniu jego jeśli będziesz tak radzić, co?
                    • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:39
                      W takim wspieraniu bardzo ciężko zachować umiar, bo ciągle przekracza się granicę. Najpierw dajesz jedną szansę, drugą szansę, kolejną i jesteś ugotowana jak ta żaba. Lepiej uciąć od razu i dopiero później ewentualnie wspierać w terapii, ale już z innego pułapu.
                      • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:49
                        poecia1 napisała:

                        > W takim wspieraniu bardzo ciężko zachować umiar, bo ciągle przekracza się grani
                        > cę. Najpierw dajesz jedną szansę, drugą szansę, kolejną i jesteś ugotowana jak
                        > ta żaba. Lepiej uciąć od razu i dopiero później ewentualnie wspierać w terapii,
                        > ale już z innego pułapu.

                        Dlatego pewnie najlepiej jakby i ona podjęła od razu terapię albo była w stałym kontakcie z psychologiem. Nie wiem ile trwa to picie i jak wcześniej było między nimi. W każdym razie skoro autorka teraz wykazuje pewne cechy osoby wspołuzależnionej to najpewniej i jej się przyda terapia.
                • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:35
                  To dla niego jedyna szansa na rozpoczęcie leczenia.
                  Musi uznać, że ma problem z piciem i że chce to zmienić. Każdy trzeźwy alkoholik Ci to powie, absolutnie nie wolno litować się, współczuć, użalać pomagać czy rozumieć w takim sensie jak czynią to osoby współuzależnione.
                  • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:45
                    triss_merigold6 napisała:

                    > To dla niego jedyna szansa na rozpoczęcie leczenia.
                    > Musi uznać, że ma problem z piciem i że chce to zmienić. Każdy trzeźwy alkoholi
                    > k Ci to powie, absolutnie nie wolno litować się, współczuć, użalać pomagać czy
                    > rozumieć w takim sensie jak czynią to osoby współuzależnione.

                    A każdy psycholog powie Ci, że wsparcie osoby chorej jest na wagę złota. Tak jak pisałam-nie chodzi mi o wspieranie utrwalające chorobę ale o komunikat-jestem, czekam, wierzę, że Ci się uda, itd. Na przestrzeni lat w związkach ludzi dotykają różne kryzysy-depresje, załamania, różne zaburzenia-bliscy są od tego, żeby wspierać a nie w sekundę pakować walizki.
                    • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:49
                      > A każdy psycholog powie Ci, że wsparcie osoby chorej jest na wagę złota. Tak ja
                      > k pisałam-nie chodzi mi o wspieranie utrwalające chorobę ale o komunikat-jestem
                      > , czekam, wierzę, że Ci się uda, itd. Na przestrzeni lat w związkach ludzi doty
                      > kają różne kryzysy-depresje, załamania, różne zaburzenia-bliscy są od tego, żeb
                      > y wspierać a nie w sekundę pakować walizki.

                      OK, po tym wpisie mam pewnosc, ze nigdy nie mialas do czynienia z alkoholizmem w najbliższym otoczeniu.
                    • antyideal Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:55
                      Takie komunikaty mozna dawac w momencie, gdy alkoholik przyzna sam
                      przed soba, ze jest alkoholikiem, gdy widzimy, ze cos probuje robic i to cos konkretnego.
                      Nie w sytuacji opisywanego meza, ktory na razie jest na etapie zaprzeczania, ze
                      jest jakikolwiek problem z jego piciem.
                      • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:02
                        antyideal napisała:

                        > Takie komunikaty mozna dawac w momencie, gdy alkoholik przyzna sam
                        > przed soba, ze jest alkoholikiem, gdy widzimy, ze cos probuje robic i to cos ko
                        > nkretnego.
                        > Nie w sytuacji opisywanego meza, ktory na razie jest na etapie zaprzeczania, ze
                        > jest jakikolwiek problem z jego piciem.

                        No ale przecież ja o tym pisałam. Że tu nie ma miejsca na miłe pogawędki jak do tej pory robiła autorka wątku i że konieczne jest ultimatum-albo leczenie albo koniec relacji. I oczywiście, że wsparcie o którym pisałam może mieć miejsce tylko wtedy jeśli alkoholik przyznaje, że ma problem i podejmuje leczenie. Wydawało mi się, że dość wyraźnie to napisałam.
                        • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:06
                          A ile razy chcesz dawać takie ultimatum? Ile dajesz mu czasu na wyleczenie? Pierwsze podejście rzadko kończy się sukcesem, następuje nawrót często ze zdwojoną siła. Najczęściej nagle bez ostrzeżenie wybucha bomba. I co kolejne ultimatum, kolejne leczenie?
                          • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:09
                            poecia1 napisała:

                            > A ile razy chcesz dawać takie ultimatum? Ile dajesz mu czasu na wyleczenie? Pie
                            > rwsze podejście rzadko kończy się sukcesem, następuje nawrót często ze zdwojoną
                            > siła. Najczęściej nagle bez ostrzeżenie wybucha bomba. I co kolejne ultimatum,
                            > kolejne leczenie?

                            A Ty jesteś za tym, żeby natychmiast i nieodwołalnie zostawiać bliskich w takich sytuacjach? Ktoś na przykład zbyt często pije albo zaczyna być uzależniony od gier komputerowych albo ma objawy pracoholizmu-jesteś za tym, żeby od razu się rozwieść bo nigdy nie wiadomo czy leczenie przyniesie efekt?
                            • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:13
                              Owszem, kazałam eksowi wyprowadzić się kiedy uznałam, że przegrywam z komputerem i grami, bo dla mnie nie wystarcza mu energii i ochoty. To był jego problem, nie mój.
                              • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:16
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Owszem, kazałam eksowi wyprowadzić się kiedy uznałam, że przegrywam z komputere
                                > m i grami, bo dla mnie nie wystarcza mu energii i ochoty. To był jego problem,
                                > nie mój.

                                Ano właśnie-kiedy uznałaś. Czy dobrze więc rozumiem, że próbowałaś wcześniej jakoś temu zaradzić? Czy widziałaś, że on za dużo gra i z miejsca kazałaś się wyprowadzić bez żadnych prób zmiany sytuacji wcześniej?
                                • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:26
                                  Ale mąż autorki nie upił się na cioci imieninach tylko napruty pojechał samochodem do pracy.
                                  Czyli naraził rodzinę ekonomicznie (dyscyplinarka jak w banku), naraził życie niewinnych ludzi (to już kryminał).
                                  Co tu tłumaczyć czy rozmawiać, ten człowiek jakąś granicę przekroczył, nawet chyba nie jedną.
                                  • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:37
                                    No więc o to chodzi. To inny kaliber niż akcja pan mąż znów w weekend spędził pół nocy przy kompie. A nie czekałam latami na magiczną odmianę, zapewniam.
                                    • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:44
                                      triss_merigold6 napisała:

                                      > No więc o to chodzi. To inny kaliber niż akcja pan mąż znów w weekend spędzi
                                      > ł pół nocy przy kompie.
                                      A nie czekałam latami na magiczną odmianę, zapewnia
                                      > m.

                                      Latami nie czekałaś ale kazałaś mu się wyprowadzić od razu jak stwierdziłaś, że według Ciebie on ma problem? Bez żadnej rozmowy czy postawienia ultimatum?
                                      • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:53
                                        Były rozmowy oczywiście, a w zasadzie moje próby dotarcia z jakimś przekazem i ściana w postaci przesadzasz, ococichodzi. I ultimatum, że znajdę sobie kochanka, zlekceważone oczywiście. Dzieciątko miało pół roku kiedy mój były mąż uzyskał poroże, a niespełna 2 lata, kiedy musiał się wyprowadzić. IMO w skali kraju, to niezłe tempo.

                                        Faceta, który z powodu picia traci pracę, wyrzuciłabym z domu natychmiast.
                            • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:20
                              Wiesz ja akurat przeżyłam to co autorka wątku tylko, że z perspektywy dziecka. I codziennie się modliłam, że to tym razem już był ten "ostatni raz". Trwało to latami i były to właśnie lata wstydu, ukrywania, pudrowania rzeczywistości, strachu i ciągłego zagrożenia. Ale chyba rzeczywiście najmocniej pamięta się palący wstyd i poczucie absolutnej bezsilności.
                              Dlatego mówię o stawianiu od początku twardych granic. Pomoc tak, ale po rozwodzie, już z innego pułapu. Nie wyciągniesz nikogo z bagna siedząc samemu w nim po uszy.
                              • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:27
                                poecia1 napisała:

                                > Wiesz ja akurat przeżyłam to co autorka wątku tylko, że z perspektywy dziecka.
                                > I codziennie się modliłam, że to tym razem już był ten "ostatni raz". Trwało t
                                > o latami i były to właśnie lata wstydu, ukrywania, pudrowania rzeczywistości, s
                                > trachu i ciągłego zagrożenia. Ale chyba rzeczywiście najmocniej pamięta się pal
                                > ący wstyd i poczucie absolutnej bezsilności.
                                > Dlatego mówię o stawianiu od początku twardych granic. Pomoc tak, ale po rozwod
                                > zie, już z innego pułapu. Nie wyciągniesz nikogo z bagna siedząc samemu w nim p
                                > o uszy.

                                Tak, wiem, czytałam gdzieś, że masz za sobą takie dzieciństwo. Bardzo Ci współczuję i rozumiem Twoją postawę. Nie mniej jednak-Ty piszesz o konieczności znoszenia takiej sytuacji latami a ja absolutnie nie o tym pisałam. Też uważam, że tam gdzie w grę wchodzi przemoc czy uzależnienie trzeba stawiać twarde granice i co ważne-być konsekwentnym.
                                Tylko nie jestem przekonana,że rozwód to jedyne słuszne wyjście z sytuacji.
                            • madzioreck Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:54
                              > A Ty jesteś za tym, żeby natychmiast i nieodwołalnie zostawiać bliskich w takic
                              > h sytuacjach?

                              Dziewczyno, bredzisz. Gdybyś spędziła choć rok z bliskim uzależnionym od alkoholu, zrozumiałabyś, co Ci tu wszystkie próbują przekazać.
                              • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:05
                                madzioreck napisała:


                                > Dziewczyno, bredzisz. Gdybyś spędziła choć rok z bliskim uzależnionym od alkoho
                                > lu, zrozumiałabyś, co Ci tu wszystkie próbują przekazać.

                                Posłuchaj, nie mów do mnie tymi słowy. Można mieć inne poglądy ale wyrażaj je kulturalnie jeśli do mnie mówisz.
                                Nikogo nie namawiam do spędzenia roku z alkoholikiem i nie chce mi się po raz dziesiąty tego powtarzać. Czy piszę po chińsku?
                                Pomiędzy-'spadaj z mojego życia natychmiast' a ''będę ci misiu prała a ty sobie pij' jest jeszcze przestrzeń na inne działanie.
                                Ja się nie spotkałam z zaleceniem terapeuty, że trzeba brac rozwód z leczącym się alkholikiem. Znasz takie zalecenie? Pokaz mi, ustosunkuję się. Znam wiele zasad, którymi powinna kierować się rodzina ale nie pamiętam, żeby wśród nich była konieczność rozwodu.
                                • notting_hill Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:43
                                  > Ja się nie spotkałam z zaleceniem terapeuty, że trzeba brac rozwód z leczącym s
                                  > ię alkholikiem. Znasz takie zalecenie? Pokaz mi, ustosunkuję się. Znam wiele za
                                  > sad, którymi powinna kierować się rodzina ale nie pamiętam, żeby wśród nich był
                                  > a konieczność rozwodu.

                                  Prawda, ale to dlatego, że terapeuci nie mają prawa mówić takich rzeczy. Do tego dochodzi się samemu.
                                  Poza tym rodzina/żona, kiedy trafia na terapię jest tak współuzależniona, że temat pt. rozwiedź się z nim jest w wymiarze psychologicznym totalną abstrakcją. Mówienie takich rzeczy takiej osobie jest kontrproduktywne. Poza tym "rozwieść" się można nie tylko prawdziwie, można również emocjonalnie jak ktoś nie chce/nie umie naprawdę.

                                  Komunikat pt. "zostaw go" skraca tę całą drogę "pomagania", szarpania się, wikłania, tego całego "nieżycia" z alko. Pewnie trzeba ją przejść, pewnie inaczej się nie da (albo mało kto potrafi), ale żaden alkoholik nie przerazi się pustych gróźb. On się musi przekonać na własnej d... jak to działa.
                                  • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:53
                                    notting_hill napisała:

                                    > Prawda, ale to dlatego, że terapeuci nie mają prawa mówić takich rzeczy. Do teg
                                    > o dochodzi się samemu.
                                    > Poza tym rodzina/żona, kiedy trafia na terapię jest tak współuzależniona, że te
                                    > mat pt. rozwiedź się z nim jest w wymiarze psychologicznym totalną abstrakcją.
                                    > Mówienie takich rzeczy takiej osobie jest kontrproduktywne. Poza tym "rozwieść"
                                    > się można nie tylko prawdziwie, można również emocjonalnie jak ktoś nie chce/n
                                    > ie umie naprawdę.
                                    >
                                    > Komunikat pt. "zostaw go" skraca tę całą drogę "pomagania", szarpania się, wikł
                                    > ania, tego całego "nieżycia" z alko. Pewnie trzeba ją przejść, pewnie inaczej s
                                    > ię nie da (albo mało kto potrafi), ale żaden alkoholik nie przerazi się pustych
                                    > gróźb. On się musi przekonać na własnej d... jak to działa.

                                    Oczywiście, nie wolno stosować pustych gróźb i jest to jedno z zaleceń dla wspołuzależnionych-nie groź, że coś zrobisz jeśli nie jesteś gotowa tego zrobić.
                                    Zgadzam się z tym co piszesz tylko moim zdaniem to nie odnosi się do żon/mężów alkoholików leczących się albo inaczej-może się odnosić do leczących się ale nie wszystkich. Bo przecież uzależnienie może wyglądać naprawdę różnie. Ktoś może sobie popijać piwko codziennie a ktoś inny będzie pił, bił i sprzedawał rzeczy z domu. Moim zdaniem poza oczywistymi zakazami, procedura zachowań wobec tych dwóch przypadków będzie inna.
                                    No naprawdę nie ma tak, że każde małżeństwo(lub para) w którym pojawia się alkohol musi się rozstać.
                                • kawka74 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 11:56
                                  > Ja się nie spotkałam z zaleceniem terapeuty, że trzeba brac rozwód z leczącym s
                                  > ię alkholikiem. Znasz takie zalecenie?

                                  Ale zapewne, skoro jesteś tak obeznana w temacie, wiesz, że terapeuci zalecają osobom współuzależnionym zajęcie się wyłącznie sobą, a nie pijącym partnerem? Że zalecają odcięcie się od niego? Za tym rozstanie idzie bardzo często, między innymi dlatego, że osoba współuzależniona, a autorka wątku takową jest, i alkoholik muszą leczyć się ze swoich własnych uzależnień i osiągnąć swoje własne dno.
                                • madzioreck Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:54
                                  > Posłuchaj, nie mów do mnie tymi słowy. Można mieć inne poglądy ale wyrażaj je k
                                  > ulturalnie jeśli do mnie mówisz.

                                  A gdzie wyraziłam się niekulturalnie?

                                  > Nikogo nie namawiam do spędzenia roku z alkoholikiem i nie chce mi się po raz d
                                  > ziesiąty tego powtarzać. Czy piszę po chińsku?
                                  > Pomiędzy-'spadaj z mojego życia natychmiast' a ''będę ci misiu prała a ty sobie
                                  > pij' jest jeszcze przestrzeń na inne działanie.
                                  > Ja się nie spotkałam z zaleceniem terapeuty, że trzeba brac rozwód z leczącym s
                                  > ię alkholikiem. Znasz takie zalecenie? Pokaz mi, ustosunkuję się. Znam wiele za
                                  > sad, którymi powinna kierować się rodzina ale nie pamiętam, żeby wśród nich był
                                  > a konieczność rozwodu.

                                  Konieczności nie ma. Tyle, że biorąc pod uwagę ryzyko niepowodzenia, nie można od nikogo oczekiwać, że powinien przy alkoholiku trwać, leczącym się lub nie. Gdyby mój mąż zaczął popijać, owszem, rozwiodłabym się. Dość się nażyłam w domu z problemem alkoholowym, i nie musisz mi tłumaczyć tego, co niżej, że nie wszyscy alkoholicy biją, wyprzedają zawartość chałupy i leżą pod płotem, a nawet nie wszyscy się utrąbiają do nieprzytomności. Doskonale to wiem, i podtrzymuję swoje zdanie. Jak się pojawia uzależnienie od alkoholu, najpewniejsze jest wziąć nogi za pas i ratować siebie.
                        • antyideal Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:09
                          A myslisz ze ultimatum tj.de facto zrobienie czegos dla kogos pod przymusem,
                          dla swietego spokoju, bez wlasnego wewnetrznego przekonania, odniesie skutek ?
                          Bo z mojego doswiadczenia wynika, ze nie.
            • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:36
              Tak , w opisanej sytuacji NA SZCZĘŚCIE nie macie dzieci i naprawdę zastanów się, czy warto z takim facetem.
            • adam76126 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:45
              a jaki stan małżeństwa , morze jeszcze się docieracie , a może gościo ma problem jaki pogadaj z nim tak szczeże a nie płaczesz , i nie słuchaj innych, sama wiesz najlepiej jak go podejść ,a jutro powinien być dobry dla ciebie z poczucia winy wtedy na nim możesz wymagać deklaracji i tego się trzymaj
              • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:31
                OJP...
            • kk345 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:32
              Tylko dopilnuj, by nie jechał jutro samochodem do tej roboty- przeciez po takiej dawce jutro nadal bedzie na procentach, jeszcze kogoś zabije...
    • beverly1985 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 20:54
      Myslalam, ze ktos ci umarl albo powaznie zachorowałaś, a tu raptem facet pijany...
      Nawet jesli straci tę pracę- tyle jest gorszych rzeczy w zyciu!
    • poecia1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:22
      Pisz pozew o rozwód, i tak do tego dojdzie a im szybciej tym lepiej.
      W poradnie możecie się bawić później.
    • imasumak Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 21:24
      Po cholerę jechałaś po niego? Trzeba było poprosić tych ludzi z pracy, żeby zabrali mu kluczyki i zadzwonili do izby wytrzeźwień.
      Za cholerę nie ruszyłabym się, żeby holować pijaka. TO NIE TWÓJ problem i nie było powodu, żebyś świeciła za ochlaptusa oczami.
      Trudno, mleko się rozlało, teraz musisz pomyśleć o sobie. I zwiewaj póki możesz - to nie jest sytuacja, w której warto cokolwiek poza sobą ratować. Trzymaj się.
      • triss_merigold6 Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 21:38
        Masz rację, ale dałabym dziewczynie szansę. Pojechała, bo w tym kraju kobiety wychowuje się w kodzie kulturowym nakazującym pomaganie bliskim (a zwłaszcza mężowi) nawet własnym kosztem.
      • daisy Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 21:54
        Też uważam, że jechanie po faceta było błędem, kolejnym krokiem na równi pochyłej w stronę współuzależnienia.
        Wydaje mi się, że teraz im radykalniejsze kroki, tym większa szansa na jakiś tam happy end. Czyli rozważyłabym może nie od razu rozwód, ale na pewno rozstanie z zastrzeżeniem, że po x (3 - 6?) miesiącach bez zmian - rozwód.
        Wyrazy współczucia dla autorki wątku. Trzymaj się. Naprawdę dobrze, że nie macie dzieci, bo wszystko byłoby o wiele trudniejsze...
      • kosheen4 Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 23:18
        imasumak napisała:

        > Po cholerę jechałaś po niego? Trzeba było poprosić tych ludzi z pracy, żeby zab
        > rali mu kluczyki i zadzwonili do izby wytrzeźwień.

        to chyba najlepszy z możliwych komentarzy.
        znam dobrze sytuację w której nawalony pan zadzwonił do pani, która odmówiła wpuszczenia nawalonego do domu póki nie wytrzeźwieje. pan cisnął słuchawką, poszedł w długą, odnalazł się na izbie dnia następnego. nie był poszukiwany, a po tym jak wrócił do domu, dostał jasny przekaz - jeszcze raz, i robimy rozwód, chociaż od ślubu minęło kilka miesięcy dopiero, masz rozpocząć leczenie...
        no i jeszcze się nie rozwiedliśmy, psychoterapia w toku. da się? da się! skutkiem ubocznym - mam w rodzinie opinię osoby bez serca, leniwej i skoncentrowanej na własnej dupie, bo jak to tak, nie utulić misia i spowodować, że nie może się z okazji sylwestra napić z synkiem/bratankiem/kumplem.
        tyle że pan musi chcieć, jak nie zechce - dupa blada. staranne wygaszenie i naszczanie dla pewności do domowego ogniska może być naprawdę skuteczne, więc głowa do góry autorko smile
        • triss_merigold6 Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 23:32
          Da się.
          Mój partner nie pije od ponad 11 lat, jesteśmy parą od ponad 6 lat. Nigdy go nie wspierałam, w życiu bym się z pijącym lub zaczynającym trzeźwieć nie związała - to jego problem, a nie mój i to w ogóle jest poza dyskusją. Nie składam mu gratulacji z powodu niepicia, dokonał wyboru i tego się trzyma.
          Ja pijam piwo w weekendy, on nie i to jest oczywiste.
        • imasumak Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 23:36
          Moja przyjaciółka odesłała spod drzwi patrol policji, który doholował jej męża pijanego do domu. Panowie władza ciężko się zdziwili, że żona odmówiła przyjęcia małżonka i poprosiła o odwiezienie go do izby wytrzeźwień. smile
          • kosheen4 Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 22.02.13, 23:47
            imasumak napisała:

            > Moja przyjaciółka odesłała spod drzwi patrol policji, który doholował jej męża
            > pijanego do domu. Panowie władza ciężko się zdziwili, że żona odmówiła przyjęci
            > a małżonka i poprosiła o odwiezienie go do izby wytrzeźwień. smile

            zdziwili się... weź, noc idzie, czas się kłaść spać, ciśnienie mi podnosisz ich zdziwieniem smile
            ja tam jestem elastyczna dziewczynka w opiniach, ale jeden z niereformowalnych wniosków do jakich doszłam po przygodach z panami demonstrującymi upodobanie do alkoholu i narkopstryków głosi, że zero litości dla s..synów, konsekwencje ponoszą sami - ode mnie nie dostaną nawet wody spod kwiatków na kaca smile
            no a tendencja jest w narodzie, jest. jak widać.
      • nunu Re: Przejrzałam ten wątek i zadam teraz pytanie: 24.02.13, 15:42
        Wreszcie rozsądny komentarz.
    • inguszetia_2006 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:36
      alina_ala-0 napisał(a):
      Jak dotąd wydawało mu się, że jest odpowiedzialny i że myśli logicznie.
      Witam,
      Może być odpowiedzialny i może myśleć logicznie, ale jest uzależniony od alkoholu, a alkohol jest chemiczną używką. Udaj się do poradni po wiedzę, niech cię pokierują, bo żyjesz w świecie mitów o sile woli i tym podobnych, czyli w świecie fikcji. Tam ci wszystko wytłumaczą lepiej niż na forum. Twój mąż wie, że jest chory i bardzo cierpi. Czeka go ciężka, naprawdę ciężka terapia, powroty od picia i takie tam. Standard. Łatwo nie będzie, na pewno. Ale jest nadzieja, a nawet coś więcej. Pytanie tylko, czy chcesz czekać tak długo? Czy czujesz, że śluby "na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie" mają dla ciebie jakiś sens?
      Pzdr.
      Ing
    • szyszunia11 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 21:37
      po co po niego przyjechałaś? pierwsza zasada pomocy alkoholikowi, to pozwolic mu ponieść konsekwencje własnych czynów.
    • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 22:00
      Dla pijanego alkoholika ciepła kanapa i wożenie jego pijackiego tyłeczka to POMAGANIE W PICIU. iwstyd współuzaleznionej i ukrywanie chlania (nie popijania moja droga a chlania) męża to też pomoc w piciu
      1. leczenie w poradni na NFZ Twojego współuzależnienia plus mityngi Al-Anon to NA JUŻ
      2. ultimatum trzeźwość z pomocą terapii i AA albo rozwód które oczywiście nie da nic! i wtedy czas na punkt
      3. kopniak w zad

      ale leczenia wtedy nie przerywaj, choć już go w Twoim życiu nie będzie.

      Każdy inny scenariusz to przedłużanie jego picia i ładowanie się w bagno, z którego nie ma powrotu...
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:39
        Dziękuję tutaj wszystkim za odpowiedzi.
        Czemu po niego pojechałam? Po pierwsze - nie spodziewałam się takiego telefonu, który mnie totalnie zamurował, po drugie - w momencie, jak usłyszałam wiadomość, nawet nie pomyślałam, żeby komukolwiek mówić, żeby mu zabrali kluczyki, tudzież zadzwonili do izby wytrzeźwień czy wpakowali w taxi. I chciałam go stamtąd jak najszybciej zabrać, żeby nie robił jeszcze większego wstydu.
        Pewnie zrobiłam głupio, ale bywa.

        Tylko że znając swojego męża i jego nastawienie do picia (,,nic się przecież nie dzieje, ja się czepiam, on czasami napić się musi'' itp), nie sądzę, że zgodzi się na jakąkolwiek terapię uncertain.
        Dla niego po prostu żaden problem nie istnieje, a fakt, że pojechał po pijaku autem do pracy, jest tego dowodem. I po prostu miał więcej szczęścia niż rozumu.
        Jutro ma rozmowę w pracy, i obawiam się dyscyplinarki. Nie wiem, jak im się wytłumaczy, ale to już jego problem.
        I chyba jest tak, jak piszecie: że już tylko pozostaje leczenie.
        • triss_merigold6 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:42
          Porozmawiaj sobie z jakimś trzeźwym alkoholikiem. Pierwsze co Ci powie, to żeby się nie litować nad panem mężem.
          Leczenia Twój mąż musi chcieć, Ty go nie zgłosisz na terapię. Pamiętaj, to jego problem, a nie Twój.
          • szyszunia11 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:46
            triss_merigold6 napisała:

            > Leczenia Twój mąż musi chcieć, Ty go nie zgłosisz na terapię. Pamiętaj, to jego
            > problem, a nie Twój.

            zgadza się, ale żeby "zachcieć" leczenia, to trzeba czasem naprawdę doświadczyć bolesnych i upokarzających konsekwencji picia, typu izba wytrzeźwień właśnie. UWAGA: nie ratujemy z opresji, nie oszczędzamy przed wstydem, nie myjemy, nie wycieramy, nie odwozimy...
        • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 22.02.13, 23:55
          Alino,
          Może to Ci pomoże:
          www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/idziemy200932-aa.html
          tenjaras.pl/koalkoholizm/poradnik_koalkoholika.html
          • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 00:00
            Odezwę się jutro. Jak już sobie porozmawiam z mężem, i jak się dowiem, co wybiera (czy jest mowa o leczeniu, czy dla niego dalej nic się nie dzieje), i co z pracą..
            Jeszcze raz wszystkim dzięki za odpowiedzi i rady.
            • imasumak Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 00:11
              Będziemy czekać.
            • kobieta_z_polnocy Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 08:56
              Dziewczyno, nie tlumacz sie przed forum, ze pojechalas po meza. To byl naturalny odruch, wiekszosc z nas by sie tak zachowala, zwlaszcza, ze takie publiczne pijanstwo zdarzylo mu sie poraz pierwszy.
              Na te wszystkie madrosci o wykopaniu z domu czy odprawieniu do izby wytrzezwien dopiero przyjdzie czas (choc oby nie). Zobacz wpierw jak na niego wplynela ta sytuacja i czy tak wielkie upokorzenie skloni go do zmiany zachowania.
              Bardzo to musial byc nieprzyjemny dzien i doskonale rozumiem twoja rozpacz, rozzalenie i poczucie wstydu. Nie daj sobie wmowic, ze popelnilas blad, bo nic takiego nie zrobilas.
              • nabakier Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:27
                Podpisuję się. Nie każdy z nas rodzi się w rodzinach alkoholowych lub nabywa tej wiedzy "na zapas", tak jak nie nabywa wiedzy na temat innych patologii. Zachowałaś się jak na swoją wiedzą poprawnie. Tutaj wszystko po Twojej stronie jest ok, nie dokładaj sobie aby poczucia winy. wyraź gniew itd, ale nie idź w winę, bo popadniesz w myślenie typu: "a może to moja wina, że pije, bo mogłam coś tam inaczej zrobić"...
                Teraz czas na inny etap- etap zapoznawania się z problemem. Ekspresowy. I co do tego etapu, to dziewczyny mają rację.
              • nabakier Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:28
                Podpisuję się. Nie każdy z nas rodzi się w rodzinach alkoholowych lub nabywa tej wiedzy "na zapas", tak jak nie nabywa wiedzy na temat innych patologii. Zachowałaś się jak na swoją wiedzą poprawnie. Tutaj wszystko po Twojej stronie jest ok, nie dokładaj sobie aby poczucia winy. wyraź gniew itd, ale nie idź w winę, bo popadniesz w myślenie typu: "a może to moja wina, że pije, bo mogłam coś tam inaczej zrobić"...
                Teraz czas na inny etap- etap zapoznawania się z problemem. Ekspresowego zapoznawania się. I co do tego etapu, to dziewczyny mają rację.
    • klubgogo Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 09:01
      Chłop ci się sponiewierał i ty to śmiesz nazywać najgorszym dniem w życiu! Ciesz się, że naprawdę najgorszych jeszcze nie miałaś.
      • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 09:27
        A tak trudno pojąć, ze dla niej to JEST najgorszy dzień? I jakie "śmiesz"- to wywal teraz tutaj swoje życiowe nieszczęścia, zacznij licytację.
      • morgen_stern Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 09:52
        Jak mnie wk...ją takie pouczania pełne wyższości "co ty wiesz o prawdziwym nieszczęściu". Dla niej TERAZ to jest nieszczęście i wasze przekonywania, że są ludzie bardziej nieszczęśliwi można sobie w buty wsadzić, bo poza poprawianiem nastroju piszącym nie dają NIC.
    • selavi2 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 11:42
      Nie tylko Twój maż ma problem.
      Bliscy alkoholika też maja problem i nazywa sie on -WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
      Chcesz rady - to masz:
      Wpisz w google Al- Anon i wejdz na stronę, a potem, jak ci zależy pilnie poczytaj, co sie da.
      Może wstyd ci przejdzie trochę, jak zobaczysz, ze alkoholikiem jest nie tylko menel w bramie, ze alkoholizm jest choroba demokratyczną, która może dotknąć każdego.
      Na tej stronie znajdziesz wskazówki do której najbliższej poradni odwykowej możesz sie udać, by uzyskać wsparcie psychologiczne dla SIEBIE.
      I nie daj sie ściemnić mężowi, że on sie poprawi.
      Takie stany kwalifikują sie na odwyk, bez względu na to czy pije weekendowo czy częściej.
      Dopilnuj, byś ty zdobyla konkretną wiedzę, co do tego, jak sie chronić przed skutkami picia męża.
      Pomóc możesz tylko sobie.
      Mąż może pomóc sobie dopiero wtedy, kiedy sam przed sobą przyzna, że jest alkoholikiem i będzie CHCIAŁ się leczyć. Bez tego będziesz miała powtórkę z rozrywki i niechybną eskalację problemu alkoholowego.
      Więc polecam Al-Anon, na stronę Anonimowych Alkoholików też możesz zajrzeć. Może cię "odwstydzą" i ośmielą historie innych ludzi, których niestety coraz więcej.
      Najgorsze, co możesz zrobić, to udawać, ze nie ma problemu.
      Powodzenia
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:20
        I co? I o pracy zapomnieć może. Powiedzieli mu, że tutaj tym bardziej nie mogę sobie pozwolić na takie ,,wybryki'', i lepiej żeby się ogarnął, bo się sytuacja bardziej może pogorszyć.
        Czyli tak jak myślałam, tak zrobili
        uncertain
        Natomiast co na to mąż? Nic.. Po prostu jakby się nic nie stało. Stwierdził, że mi nic do powiedzenia nie ma, a jak nie rozumiem, na jaki stres jest w swojej pracy narażony, to widocznie to ze mną jest coś nie tak (!), i żebym to ja się na jego miejscu postawiła! Natomiast co do prowadzenia po pijaku, to stwierdził, że nikogo nie zabił, i uważał jak jedzie.
        I wyszedł bez słowa, jak gdyby nigdy nic.
        A mnie szlag jasny trafia
        uncertain
        Nie wiem, jak on sobie to wyobraża, nie wiem, co zamierza z tym zrobić, chociaż ewidentnie dal mi do zrozumienia, że dla niego problem jak nie istniał, tak nie istnieje, a ja czepiająca się maruda jestem.
        • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:21
          I sypie się jak na razie wszystko: nie dość, że wyleciał z pracy, to jeszcze dla niego to co zrobił, to nic takiego.
          • sadosia75 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:31
            Ale co się sypie?
            Ty masz pracę? Masz za co żyć? Masz gdzie mieszkać? Masz przyjaciół?
            Jak tak to nic się nie sypie.
            Nie rób z siebie winnej i nie pomagaj panu mężowi w dalszym cudownym zalewaniu życia alkoholem.
            Myśl o sobie a nie o tym, że to wstyd czy coś się sypie. O siebie się zatroszcz. I wyprowadź pana do mamusi niech ona się o niego troszczy.
            Raz dałaś się ponieść emocjom, pojechałąś po niego. Teraz myśl logicznie , skoro to nic takiego to nic takiego. Pod warunkiem, ze się nie dasz wciągać w te kretyńskie zagrywki. Dziś pan jest ura bura i hojrak. A za jakiś czas znów trzeba będzie go ratować. Jak długo będziesz zgrywać pseudobohaterkę? nie szkoda ci życia?
          • nabakier Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:40
            Alina, niech mu się sypie. szybciej dojdzie do dna, szybciej (może) weźmie się za siebie. Zacznij myśleć w kategoriach "ja", "on", a nie "my". Zrozum, że od tej pory nie może być "my", bo to by oznaczało, że wspierasz jego problem.
            Od tej pory musisz się od niego odciąć. Musisz. To jest teraz Twoje zadanie.
          • twoj_aniol_stroz Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:42
            Cóż, widocznie jeszcze to nie dno. Z alkoholikiem jest tak, że musi dotknąć dna by mógł zacząć z tego wychodzić, mąż najwyraźniej nie widzi, że jest problem. Dlatego moja rada dla Ciebie: odejdź, odseparuj się od niego, bo będziesz się współuzależniała. On już ma zapędy typowe dla alkoholika, czyli zwala winę na wszystko wokoło: praca stresująca, Ty nie rozumiesz, szef wymaga, życie nie takie itd... Nie brnij w to dalej - to jest w sumie rada najlepsza dla Ciebie, najmniej raniąca Ciebie. Jeśli nie dojrzałaś jeszcze do decyzji o odejściu (co jest naturalne) to idź na spotkanie AlAnon - tam dowiesz się jak kochać takiego człowieka, co robić, a czego absolutnie nie robić, jak postępować by samej się chronić, ale by jemu pomóc.
            Jedno jest pewne: daj sobie czas na zastanowienie, na przemyślenie wszystkiego. Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji, ale postaraj się porządnie od tego zdystansować i możliwie na zimno przemyśl co dalej robić. Proponuję wizytę właśnie w grupie AlAnon - tam znajdziesz ludzi, którzy po pierwsze doskonale znają to uczucie, które w Tobie teraz jest, oni to już przeszli i wiedzą co robić, jak sobie radzić. Oni też podpowiedzą co dalej.
            Ale przede wszystkim wbij sobie do głowy i jak mantrę powtarzaj, że nie masz powodu by się wstydzić, że chłop pije, nie jesteś temu winna, to nie Twój wstyd, ale jego, Ty nie jesteś za to odpowiedzialna!
        • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:35
          współczuję Ci bardzo
          poczytaj w necie, na czym dokładnie polega problem, leczenie, terapia i współuzależnienie, bo ono nie ma nic współnego z piciem alkoholu przez Ciebie
          a potem zastanów się czy chcesz w to brnąć
          bo trudne czasy przed Tobą, a gdyby, nie daj boże, Ciebie spotkał jakis problem, to na wsparcie męża nie masz co liczyć
          albo zostaniesz "matkąteresą", albo ułożysz sobie życie od nowa
        • kawka74 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:36
          U osoby uzależnionej szukanie usprawiedliwień i obwinianie partnera (oraz całego świata, ale to w drugiej kolejności) o doprowadzenie biedaka do stanu, w którym musi się napić, jest normą.
          I zawsze ten partner jest marudny i czepliwy, a swoim marudzeniem zmusza alkoholika, żeby wyszedł z domu i się napił (prawdopodobieństwo, że małżonek wróci do domu trzeźwy, jest niewielkie, ale jeśli tak będzie, nie daj się nabrać).
          Ci w pracy zrobili najlepszą rzecz, jaką mogli i jaką Ty właściwie powinnaś zrobić, tyle że ich kosztowało to mniej nerwów.
          • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:44
            Pracę mam. Mam gdzie mieszkać. Mogę w razie czego liczyć na pomoc innych ludzi, jakby coś się działo.
            Przedstawiłam tutaj to, co on mi powiedział. Tak, dla niego ta jazda samochodem pod wpływem to NIC. Przecież ,,w końcu uważał''. I zdaje się, że tłumaczenie, że jak sie jest pijanym to się nie prowadzi, do niego nie dociera. Albo dotrzeć nie chce.
            Wiecie, dlaczego dla mnie to podwójne upokorzenie, i dlaczego jego zachowanie jest głupotą to potęgi? Bo to jest LEKARZ. Rozumiecie? I w takim stanie wczoraj pojechał do pracy. Nie pisałam o tym wczoraj (jaka to praca), bo nie chciałam, bo to podwójny wstyd.
            Pisze o tym wszystkim, bo po dzisiejszej rozmowie z nim zupełnie puściły mi nerwy. I nigdy się tak nie czułam, jak dzisiaj.
            • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:47
              Alino, bardzo, bardzo ci współczuję- tak, wbrew pozorom rozumiem twój wstyd, ba- także to, ze jest lekarzem, powoduje, że szok jest tym większy, bo to nie żaden prosty chłop, co to "przecież inni też piją".
            • twoj_aniol_stroz Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:52
              Spokojnie kiss Alina! Tym bardziej to nie Ty masz się wstydzić, ale on! Zrozum to i przestań się dręczyć. On może być nawet prezydentem, ale jeśli pije, idzie do pracy pijany a wcześniej wsiada za kółko to jest ALKOHOLIKIEM i od początku do końca to ON jest ODPOWIEDZIALNY za to, że wypił! To on zachowuje się nieodpowiedzialnie, nie Ty, to jest jego wstyd a nie Twój.
              Bardzo dobrze, że masz pracę, że masz gdzie mieszkać i ludzi, na których możesz liczyć. Wiem, że to jest potwornie trudne, bo w ciągu doby zawalił się Twój świat. Może daj sobie czas, pozwól sobie się wściec, pojedź do kogoś bliskiego i postaraj się złapać choć odrobinę dystansu do tego co sie stało. A potem podejmij decyzję co dalej.
              • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:57
                prezydent nie pije, prezydent choruje na chorobę filipińską...

                sorry za ten ponury żart, ale ja nie znajduję dla alkoholików zrozumienia, żadnego
                • twoj_aniol_stroz Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:02
                  big_grin nie przepraszaj, bo to się w sumie wpisuje w to co napisałam smile To NIEWAŻNE jaki zawód wykonuje alkoholik, niezależnie od tego co robi jest alkoholikiem.
            • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:54
              raanyysad
              to pewnie do tej pory zdarzylo mu się napić w pracy, nie upić, a napić, i nikt go za to nie potępił
              pewnie dostawał ostrzeżenia, ale je olał, bo to przecież specyfika pracy
              rozumiem Twój wstyd i upokorzenie
              ale musisz zrozumieć, że niczego mu nie wytłumaczysz, nie da rady
              on nie będzie Ciebie słuchał...niestety
              mam w otoczeniu takich "wykształconych" alkoholików
              żal patrzeć na te żony, pożal się boże, tłumaczące, że to choroba, że biedny misio nic na to nie poradzi...
              no cóż, państwo akurat na terapię DDA nie żałuje pieniędzy...
              • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 12:57
                "no cóż, państwo akurat na terapię DDA nie żałuje pieniędzy..."- to prawda; gdy moja siostra przechodziła terapię (nie dda), sama w szoku była, jak dużo było osób na tę właśnie terapię, to pokazuje, ze alkoholikowi nie można pomagać, bo potem cierpią dzieci z takich domów.
                • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:12
                  Cierpienie to jest mało powiedziane. Te dzieci mają skrzywione postrzeganie rzeczywsitości, pokręcone wzorce z domu pochodzenia, są przesiąknięte są wstydem i bólem, oraz mają wieczne poczucie zagrożenia. Człowiek z "normalnego" domu, to znaczy z takiego bez patologi wszelkiego rodzaju, nie jest nawet w stanie zrozumieć, jak mocno posiadanie rodzica alkoholika niszczy dziecku życie.
            • kawka74 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:10
              > Pracę mam. Mam gdzie mieszkać. Mogę w razie czego liczyć na pomoc innych ludzi,
              > jakby coś się działo.

              To bardzo ważne.

              Nie pisałam o tym wczoraj (jaka to praca), bo nie chciałam,
              > bo to podwójny wstyd.

              To jego wstyd. Musisz się nauczyć odcinać od takich rzeczy - to on pije, on robi z siebie durnia, nie Ty (nauczyć właśnie, bo z tego wstydu trzeba się wyleczyć, a i otoczenie czasem nie pomaga obciążając odpowiedzialnością partnera, który - świnia jedna - nie chce przyjechać po pijanego męża albo pijaną żonę).
              Współczuję naprawdę, bo to kanał.
            • kosmopolis Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:10
              Czy wyszedł i gdzieś pojechał? Jeśli tak, to na twoim miejscu natychmiast zadzwoniłabym po policję. Teraz może jest ci bardzo źle, bo stało się jak się stało. Dramat to będzie wtedy, kiedy zabije siebie lub jeszcze gorzej - kogoś. I wtedy to do końca życia będziesz to sobie wyrzucać.

              Ja kiedyś zadzwoniłam, kiedy mój ojciec chciał po pijaku jechać. Byłam gó...arą. Ojcu odebrali prawo jazdy. Całe szczęście nikt mnie za to nie potępił, a ojciec mi nawet potem podziękował, chociaż przez to miał bardzo dużo nieprzyjemności.

              Może to otrzeźwi twojego męża. A może nie. Pewnie będzie miał do ciebie ogromne pretensje. Ja wolałabym pretensje niż ludzkie życie na sumieniu.
              • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:22
                Wyszedł. Ale nie pojechał autem, kluczyki mu zabrałam. Do pracy też nie jechał autem, tylko taxi.
                • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:24
                  W sytuacji, kiedy się jest odpowiedzialnym (i to dosłownie) za innych ludzi (taka specyfika pracy), to się powinno myśleć. Myślec głową.
                  I tak, on już kiedyś dostał ostrzeżenie.
                  Ale jak widać nic to nie dało.
                  • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:32
                    przeczytaj:
                    www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100520/POWIAT/629433786#block2
                  • myelegans Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:38
                    Alina, ale co z TOBA? Co TY chcesz zrobic dla siebie?
                    Znalam kiedys takiego lekarza, byl to kolega z LO. Bylo krycie najpierw przez rodzicow, pozniej zone, ktora go pilnowala, orzywozila i odwozila do pracy, palac sie ze wstydu, wyciagala z knajp, ratowala, rozmawiala, umawiala na rozmowy o pracy, Wylatywal z jednego szpitala, przyjmowali do drugiego, w koncu opcje mu sie wyczerpaly, prawo jazdy odebrane, zona odeszla, siegnal dna i zaczal sie leczyc. Podobno nie pije od klku lat, jakies tam fuchy ma, ale rodzine stracil.
                    Nie daj sie wessac w jego zycie, egoistycznie mysl o tylko o sobie. Maz jest zaawansowany juz w chorobie i SAM musi sobie pomoc.
                    Powodzenia
                  • blond_suflerka Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:41
                    alina_ala-0 napisał(a):

                    > W sytuacji, kiedy się jest odpowiedzialnym (i to dosłownie) za innych ludzi (ta
                    > ka specyfika pracy), to się powinno myśleć. Myślec głową.
                    > I tak, on już kiedyś dostał ostrzeżenie.
                    > Ale jak widać nic to nie dało.

                    Alino, bardzo współczuję całej sytuacji i szkoda, że ta wczorajsza historia nie zmieniła optyki Twojego męża.
                    Piszesz, że już kiedyś dostał ostrzeżenie w pracy-wiedziałaś o tym wcześniej czy dowiedziałaś się wczoraj? Wygląda na to, że trwa to już długo a Ty niestety trwasz w tym wszystkim jako osoba współuzależniona. Nie ma już czasu na bierne czekanie, trzeba działać.
                    Przeczytaj te linki, które wczoraj Ci wkleiłam i weź sobie do serca najważniejszą radę, która tam jest: "Nie robić nic - to najgorsza decyzja, jaką możesz podjąć."
                    Tak jak jak ktoś wyżej napisał, też radziłabym Ci pójść na spotkanie osób współuzależnionych albo na indywidyalne spotkanie z terapeutą i podjęcie decyzji co dalej.

                  • selavi2 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 13:47
                    Alina.
                    Ja wiem, ze jesteś w szoku i ciężko Ci ogarnąć się, bo twoje od dawna sypiące sie życie małżeńskie dostało kolejnego kopa i to to takiego, po którym lepiej by było podjać decyzję o separacji.
                    Wiele moich znajomych z Al-Anon zastosowało formalną separację, by dać partnerowi sygnał, że nie zdzierżą wiecej.
                    Co do wstydu - to nie twój wstyd. Zadną miarą nie jesteś odpowiedzialna za innego, dorosłego człowieka. W żaden sposób.
                    Współczuję ci, bo lekarze niestety w większości pielęgnują w sobie przekonanie, ze są lepsi niż reszta i wydaje im się, ze ich sprawczość to 100%na 100 i oni zawsze mają rację. Wiem, coś o tym, bo miałam męza lekarza, któren nie pił ale bił. I też się wstdziłam. I z perspektywy wiem, że ten wstyd to był najgorszy bład. A jak już się przełamałam, to moi najbliżsi nie chcieli mi wierzyć, bo przecież EX nie pił i lekarz i taki odpowiedzialny i sympatyczny. Ale dałam radę. Ty też dasz, o ile zechcesz i się zdecydujesz.
                    I nie mówię tu, zebyś go pakowała dzisiaj. Idz ze sobą do poradni i uzyskaj wsparcie a potem podejmuj kroki zaradcze, bo w twoim zyciu JUŻ SIĘ DZIEJE BARDZO ŹLE. Nie masz na co czekać.
        • esr-esr Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 14:33
          co Ty masz zrobić to nie wiem, wiem co ja bym zrobiła:
          1. złożyła pozew o separację i wyjechała na jakiś czas. o pozwie bym nie mówiła, niech przyjdzie pocztą.
          2. założyła osobne konto/lokatę, na której byłaby większość wspólnych pieniędzy (żeby nie roztrwonił).
          3. powiadomiła osoby od których może pożyczyć pieniądze, że Ty nie zamierzasz ich spłacać a pan jest bez pracy i niewypłacalny.
          4. poszła do ośrodka zajmującego się leczeniem uzależnień i porozmawiała z terapeutą jak Ty masz żyć i jak możesz pomóc mężowi (nie skreślam ludzi z zasady).
          5. zabezpieczyła samochód żeby nie mógł nim jeździć.
          6. czekała na jego reakcję. byłam pewna, że dzisiaj sprawę zbagatelizuje bo tak działają alkoholicy (poza tym on ciągle jeszcze jest pod wpływem). daj mu trochę czasu na przemyślenia i przyzwyczajenie się do myśli jak nisko upadł - to jest najtrudniejszy i najważniejszy moment w jego życiu, przyznanie się do porażki.

          BTW alkoholizm jest bardzo częstą chorobą lekarzy, na terapii grupowej spotka wielu kolegów po fachu.
    • kosc_ksiezyca wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 13:40
      Ech, dość szybko domyśliłam się, że lekarz... Znasz to środowisko, więc wiesz chyba, że nie jest to jakaś specjalnie rzadka przypadłość w tej grupie zawodowej - niestety.

      I wiesz, to się układa w dość logiczną całość. Lekarze, przekonani (czasem całkiem słusznie) o swojej "wszechmocności" i zajebistości ogólnej (od czasu studiów utwierdza się ich w przekonaniu, że są przyszłością narodu, praca to jedynie wzmacnia) są chyba grupą zawodową szczególnie ciężko znoszącą krytykę.

      Dużo wytrwałości życzę. Domyślam się, że go kochasz, ale to, co radzą dziewczyny, wydaje się być najrozważniejsze - kiedy straci wszystko (Ciebie, pracę), może coś się zmieni.
      • alina_ala-0 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 15:38
        O tym, że ostrzeżenia w pracy miał już wcześniej NIE miałam żadnego pojęcia, dopiero teraz się dowiedziałam, co mój mąż skomentował słowami, że naiwna jestem, i widocznie nie umiem dobrze obserwować.
        Tak sam jak przed pół godziny odebrałam od niego telefon, żebym się go dzisiaj w domu nie spodziewała, bo nie ma do niego ochoty wracać.
        Zachowanie jak u skretyniałego dziecka, i jakbym to ja temu wszystkiemu była winna.

        Wcześniej nie pił, nie miał z alko żadnych problemów (chociaż, jak pisałam wczoraj, już był incydent, że chciał po pijaku prowadzić). To jego picie trwa już jakiś czas, i tak na dobra sprawę nie wiem, co jest tego powodem. Nic nie wiedziałam o żadnych jego ew. problemach, tak samo jak raczej między nami wszystko było w porządku, a przynajmniej ja tak uważam. Chociaż zaczęło się to już powoli zmieniać.
        • kosc_ksiezyca Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 15:46
          Okej: mąż, mąż, mąż... A co TY chcesz zrobić? Chcesz tak żyć?
        • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 15:57
          Wiesz, ja myślę, że mimo wszystko Twój mąż rozumie co się stało i dlatego tak właśnie uciekł z domu. Myślę, że to jest ucieczka przed spojrzeniem prawdzie w oczy a ponieważ Ty już tę prawdę znasz i fakty są takie a nie inne to jest mu po prostu i głupio i wstyd. Inna sprawa-że jest duża szansa, że ten wstyd dzisiaj 'zapije', żeby go nie odczuwać i dalej życ w swoim wymyślonym świecie w którym on nie ma żadnego problemu.
          Kiedyś mówiła o tym prof. Woydyłło-bardzo dużo osób pije w sposób niezauważalny dla otoczenia-piją, żeby przestać odczuwać ciągłe napięcie(na przykład jeśli mają stresującą pracę albo inne życiowe problemy). Są tym napięciem bardzo zmęczeni a alkohol rozluźnia i przynosi ulgę. I to nie będzie ktoś kto pije dużo po czym robi awantury czy coś w tym stylu. To będzie takie codzienne popijanie-piwko, dwa albo parę drinków.
          To co mnie zasmuca to fakt, że nikt z pracy nie wysłał go na leczenie, nie postawił wręcz takiego warunku(mówię tu o przełożonym). Lekarze chyba powinni wiedzieć, że jesli ktoś przychodzi pijany do pracy(jak rozumiem stąd było jakieś ostrzeżenie) to to nie są już żarty tylko uzależnienie. A uzależenia nie leczy się grożąc paluszkiem, jedną rozmową czy prośbę, żeby ktoś się ogarnął. Tu jest potrzebne leczenie a nie takie tam rozmowy jak przy notorycznym spóźnianiu. Ludzie zbyt często widzą, że ktoś coraz głębiej wpada w tego typu historie i nie reagują odpowiednio. A tym samym niejako wspierają kogoś w tym i na ich oczach człowiek coraz bardziej w to wchodzi.
          Wklejam jeszcze jeden link o tym dlaczego alkoholik nie chce się leczyć:
          www.swiatproblemow.pl/2011_05_2.html
          • kosheen4 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:04
            blond_suflerka napisała:

            > Wiesz, ja myślę, że mimo wszystko Twój mąż rozumie co się stało i dlatego tak w
            > łaśnie uciekł z domu.


            nie czytałam twoich wcześniejszych wypowiedzi, więc zapytam - miałaś kiedyś alkoholika na składzie?
            pytam, bo odnoszę wrażenie, że to co mówisz nie znajduje pokrycia w rzeczywistości (mówię o rzeczywistości przypadków, jakie znam).
            alkoholik nie ucieka dlatego że się boi czy wstydzi. alkoholik jest wściekły i "karze" w ten sposób rodzinę, demonstruje że nie ma ochoty na powrót.
            • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:12
              kosheen4 napisała:

              > nie czytałam twoich wcześniejszych wypowiedzi, więc zapytam - miałaś kiedyś alk
              > oholika na składzie?
              > pytam, bo odnoszę wrażenie, że to co mówisz nie znajduje pokrycia w rzeczywisto
              > ści (mówię o rzeczywistości przypadków, jakie znam).
              > alkoholik nie ucieka dlatego że się boi czy wstydzi. alkoholik jest wściekły i
              > "karze" w ten sposób rodzinę, demonstruje że nie ma ochoty na powrót.

              Jasne, alkoholik nie odczuwa wstydu. Skąd to wiesz? Miałaś alkoholioka na składzie i wiesz lepiej co on czuł, tak?
              Nie wiem skąd te teorie bo akurat wstyd we wszelkch uzależnieniach występuje zawsze.
              To jest błędny mechanizm-wkurzenia na siebie, poczucia wstydu, doł z powodu nieogarnięcia problemu i całej sytuacji, brak wiary na wyjście z tego i trudność w odczuwaniu tych wszystkich myśli i emocji-więc sięgnięcie znów po alkohol, narkotyk czy kolejne ciasteczko.
              Pierwsze z brzegu znalezione w sieci:
              morawica.com.pl/wstronetrzezwosci/wstydpoczuciewiny.html
              • kosheen4 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:17
                mogę się mylić, ale wydaje mi się że to jeszcze nie jest moment na wstyd w przypadku opisywanym przez autorkę wątku.
                nie pytam o publikacje, pytam o osobiste doświadczenie z materią alko. o praktykę. chociaż dobra, już nie pytam.
                • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:30
                  kosheen4 napisała:

                  > mogę się mylić, ale wydaje mi się że to jeszcze nie jest moment na wstyd w przy
                  > padku opisywanym przez autorkę wątku.

                  A dlaczego to nie może być ten moment? Kolejne wpisy autorki nadają sprawie charakter mimo wszystko długotrwały. Jak człowiek zaczyna pić, popijać dla rozładowania napięcia(w tym przypadku stresująca praca) to nie od razu przychodzi do pracy 'pod wpływem'. A tu jak się okazało, kiedyś(nie wiemy kiedy) już miało miejsce ostrzeżenie w pracy. Są więc duże szanse, że to wszystko długo trwa a facet zdaje sobie sprawę, że nie ogarnia tylko jeszcze nie robi z tym nic konstruktywnego. Nawet to co powiedział-że ona jest kiepskim obserwatorem. Myślę, że on rozumie i rozumiał już od jakiegoś czasu co się dzieje i jak najbardziej może mieć fazy wkurzenia, oskarżania innych przeplatane odczuciami wstydu, złości na siebie, frustracji wynikającej z tego, że nie jest w stanie bez tego picia się obyć. No i póki co zapija te odczucia.

                  > nie pytam o publikacje, pytam o osobiste doświadczenie z materią alko. o prakty
                  > kę. chociaż dobra, już nie pytam.

                  A dlaczego praktyka ma być lepsza od wiedzy fachowej, powiedz mi. Praktyka może wręcz skrzywiać obraz i być powodem projektowania własnych przeżyć na inne osoby.
                  Na przykład jedna z forumek napisała, że autorka wątku kategorycznie musi się rozstać(natychymiast) a pisała to z pozycji dziecka alkoholika. Tak samo kiedyś prof. Osiatyński mówił, że kiedy przestał pić i zaczął się leczyć w każdym kto pije widziŁ alkoholika.
                  Ty na przykład jak rozumiem miałaś w bliskim otoczeniu alkoholika i jak się okazało nie wiedziałaś o tym, że wstyd jest jednym z częstszych odczuć osoby uzależnionej.
                  • kosheen4 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:46
                    blond_suflerka napisała:


                    > Ty na przykład jak rozumiem miałaś w bliskim otoczeniu alkoholika i jak się oka
                    > zało nie wiedziałaś o tym, że wstyd jest jednym z częstszych odczuć osoby uzale
                    > żnionej.

                    uważam, że jeśli poczucie wstydu nie wiąże się z uruchomieniem procesu zmiany - nie stanowi usprawiedliwienia, i mogę być go świadoma, ale jeśli alkoholik poza wstydem nie zmienia się, nie próbuje - to może sobie wsadzić ów wstyd w buty.
                    • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 17:36
                      kosheen4 napisała:

                      > uważam, że jeśli poczucie wstydu nie wiąże się z uruchomieniem procesu zmiany -
                      > nie stanowi usprawiedliwienia, i mogę być go świadoma, ale jeśli alkoholik poz
                      > a wstydem nie zmienia się, nie próbuje - to może sobie wsadzić ów wstyd w buty.

                      Ale ja pisząc o odczuwaniu wstydu nie miałam na myśli usprawiedliwiania męża autorki wątku. To już Twoja nadinterpretacja.
                      A alkoholik pewnie ten wstyd musi poczuć milion razy, żeby wreszcie zacząć coś robić. A wstyd wpisuje się w cały mechaznim uzależnienia i nawet jeśli alkoholik nie podejmuje próby leczenia to nie znaczy, że możesz powiedzieć, że on tego wstydu nie odczuwa.
                      • kosheen4 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:05
                        blond_suflerka napisała:


                        > A alkoholik pewnie ten wstyd musi poczuć milion razy, żeby wreszcie zacząć coś
                        > robić. A wstyd wpisuje się w cały mechaznim uzależnienia i nawet jeśli alkoholi
                        > k nie podejmuje próby leczenia to nie znaczy, że możesz powiedzieć, że on tego
                        > wstydu nie odczuwa.

                        no tak, racja.
                        wychodzi na to, że przy założeniu że wstyd jest konstruktywny, tutaj jeszcze nie jest... jeśli jest.
                        a faktycznie, czy jest to nie wiem, wnioskuję tylko z danych jakie przekazała autorka.
              • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 17:49
                > Jasne, alkoholik nie odczuwa wstydu. Skąd to wiesz? Miałaś alkoholioka na skład
                > zie i wiesz lepiej co on czuł, tak?

                Trzeba było wiedzę czerpać z innego źródła, niż 'Mały książę'.
                Ja miałam. Nawyki, zwyczaje, myśli, uczucia, sposób myślenia, tok postępowania są dla alkoholików nadzwyczaj charakterystyczne i nie ma znaczenia, czy alkoholikiem jest lekarz, profesor czy kierowca ciężarówki.
                Mąż autorki wątku postąpił dokładnie tak, jak robią alkoholicy - znalazł sobie pretekst do napicia się, a jak wróci i wytrzeźwieje, winą obciąży swoją żonę, która go do takiego stanu 'doprowadziła'. Ona się popłacze, zacznie się zastanawiać, czy faktycznie nie za ostro wystąpiła, że przecież faktycznie nic się nie stało, że można zacząć od nowa, że przecież wszyscy piją i nikomu od tego nie ubywa, a on będzie miał drogę wolną do następnego razu - i tak dalej.
                Wierz mi, nie wyszedł z powodu wstydu. Wyszedł, żeby ukarać żonę i żeby sobie trzasnąć, bo 'ona go zdenerwowała'.
                • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:07
                  kawka74 napisała:


                  > Trzeba było wiedzę czerpać z innego źródła, niż 'Mały książę'.

                  To już nie filmy romantyczne tylko 'Mały książę'?big_grin

                  > Ja miałam. Nawyki, zwyczaje, myśli, uczucia, sposób myślenia, tok postępowania
                  > są dla alkoholików nadzwyczaj charakterystyczne i nie ma znaczenia, czy alkohol
                  > ikiem jest lekarz, profesor czy kierowca ciężarówki.

                  Więc rozumiem, że w te myśli i uczucia według Ciebie nie wpisuje się wstyd i poczucie winy tak szeroko omawiane przez specjalistów od leczenia alkoholizmu?
                  I nigdzie nie napisałam, ze lakarz odczuwa inaczej od budowlańca więc nie rozumiem po to ta uwaga.

                  > Mąż autorki wątku postąpił dokładnie tak, jak robią alkoholicy - znalazł sobie
                  > pretekst do napicia się, a jak wróci i wytrzeźwieje, winą obciąży swoją żonę, k
                  > tóra go do takiego stanu 'doprowadziła'. Ona się popłacze, zacznie się zastanaw
                  > iać, czy faktycznie nie za ostro wystąpiła, że przecież faktycznie nic się nie
                  > stało, że można zacząć od nowa, że przecież wszyscy piją i nikomu od tego nie u
                  > bywa, a on będzie miał drogę wolną do następnego razu - i tak dalej.
                  > Wierz mi, nie wyszedł z powodu wstydu. Wyszedł, żeby ukarać żonę i żeby sobie t
                  > rzasnąć, bo 'ona go zdenerwowała'.

                  Mam Ci wierzyć, że Ty wiesz lepiej co czuje facet, którego nawet nie znasz? Nikt poważny nie użyłby takiego sformułowania. Można pisać o tym co się komuś wydaje, jakie jego zdaniem są możliwe powody jego zachowania czy aktualne odczucia ale pisać, że się na 100% wie co ktoś czuje to pycha. I być może przeniesienie.
                  A cały mechanizm, który opisujesz, że ona będzie płakać a on dalej pić to coś przed czym ostrzegam autorkę wątku od pierwszego postu. Od razu napisałam jej, że wykazuje cechy osoby współuzależnionej i powinna zgłosić się na terapię. Szkoda, że umyka Ci ten WAŻNY fakt, że obok tego, że widzę w alkoholiku człowieka nieszczęsliwego, uwikłanego i potrzebującego pomocy nie jest równoznaczny z tym, że mówię, żeby go głaskać po głowie, wspierać w jego piciu a samej spadać na dno.
                  Zarzucasz mi wiedzę z filmów albo 'małego księcia' a ja Ci zarzucam, że Twoje osobiste przeżycia pozbawiają Cię obiektywizmu i złość na 'swojego' alkoholika przerzucasz na innych alkoholików.
                  • marzeka1 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:10
                    Czy ty czytasz to, co pisze , Kawka? Ona WIE, zna mechanizm, wg którego działa alkoholik, ty bawisz się w indywidualizowanie, a nie rozumiesz, że nieważne, czy lekarz, profesor czy szewc- mechanizm uzależnienia jest ten sam.
                    Ty patrzysz romantycznie: och, ach, wstydzi się. Nie widzisz manipulacji alkoholika.
                    • pade Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:24
                      Dokładnie. Takie teoretyzowanie jest szkodliwe. Zwłaszcza gdy niesie niedosłowny przekaz: "spróbuj go zrozumiec".
                      • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:27
                        pade napisała:

                        > Dokładnie. Takie teoretyzowanie jest szkodliwe. Zwłaszcza gdy niesie niedosłown
                        > y przekaz: "spróbuj go zrozumiec".

                        No pewnie, po co rozumieć? Wywalić na śmietnik każdego kto ma problem. A przekaz 'spróbuj go zrozumieć' nie jest równoznaczy z przekazem 'siedź i patrz jak on pije'.
                        • pade Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:39
                          Słuchaj kobieto, przestań pisać głupoty, bo mieszasz dziewczynie w głowie, rozumiesz???

                          Strasznie mi podniosłaś cisnienie, i szczerze, mocno musiałam się wysilić, by Ci dosadniej nie napisać.
                          To nie jest rozprawka literacka, naukowe dywagacje, tylko czyjeś życie!
                          Facet wyładowuje wściekłość na zonie za własne zachowanie, a Ty radzisz jej poszukać przyczyn? I do jakich ma dojść wniosków? Że może sie jakoś przyczynila? Ze za duzo stresu?
                          Nie! Facet ma słaby charakter, genetyczne sklonności i tyle.
                          Ona nie ma nic wspólnego z jego nałogiem.
                          I ona nie ma mu pomagać w tym momencie swoim zrozumieniem, bo mu ono psu na budę, tylko ma mu całą sobą pokazac, że ABSOLUTNIE NIE BĘDZIE TOLEROWAĆ PICIA.

                          A wstyd przychodzi, owszem, jak już się z dna wyjdzie i w miarę otrząśnie. Póki co, jego wstyd jest schowany tak głęboko, że on sobie z niego sprawy kompletnie nie zdaje.

                          Jak już się wyjdzie z alkoholizmu, to można różne rzeczy pisać, bo się patrzy WSTECZ.
                          W chwili obecnej facet jest wściekły, że dał się przyłapać, albo, że go wywalili, albo, że zona ma pretensje. Ale jeszcze nie czuje wstydu, bo to nie ten etap.
                          • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:54
                            pade napisała:

                            > Słuchaj kobieto, przestań pisać głupoty, bo mieszasz dziewczynie w głowie, rozu
                            > miesz???
                            >
                            > Strasznie mi podniosłaś cisnienie, i szczerze, mocno musiałam się wysilić, by C
                            > i dosadniej nie napisać.
                            > To nie jest rozprawka literacka, naukowe dywagacje, tylko czyjeś życie!
                            > Facet wyładowuje wściekłość na zonie za własne zachowanie, a Ty radzisz jej pos
                            > zukać przyczyn? I do jakich ma dojść wniosków? Że może sie jakoś przyczynila? Z
                            > e za duzo stresu?

                            Kobieto! Wklej mi moje słowa gdzie napisałam, że ona ma szukać przyczyn a następnie przeproś mnie za swoje insynuacje. Napisałam jej, że powinna postawić ultimatum, że powinna iść na terapię na współuzależnionych ale nigdzie nie napisałam, że ona ma szukać przyczyn i co gorsza brać winę na siebie!
                            W poście do Ciebie napisałam o zrozumieniu alkoholika i od razu dodałam, że nie chodzi o zrozumienie, które będzie równoznaczne z akceptacją jego picia. Miałam na myśli zrozumienia całego mechanizmu, które tak naprawdę jest przydatne dla osoby współuzależnionej. Gdyby autorka wątku wcześniej rozumiała ten mechaznim to nigdy nie strzeliłaby do niego gadki w stylu 'daj już sobie spokój z tym piciem' bo wiedziałaby, że takich problemów nie rozwiązuje się w ten sposób.
                            A jak masz problem z ciśnieniem to idź do lekarza, weź leki i nie obwiniaj mnie o swój stan-to oznaka niedojrzałości emocjonalnej.

                            > Nie! Facet ma słaby charakter, genetyczne sklonności i tyle.

                            O, i już mamy diagnozęwink Genetyczne skłonności-skąd ta wiedza?

                            > Ona nie ma nic wspólnego z jego nałogiem.

                            A czy ja gdzieś napiałam, że ona ma cokolwiek wspólnego z jego nałogiem? Pokaż mi ten fragment.

                            > I ona nie ma mu pomagać w tym momencie swoim zrozumieniem, bo mu ono psu na bud
                            > ę, tylko ma mu całą sobą pokazac, że ABSOLUTNIE NIE BĘDZIE TOLEROWAĆ PICIA.

                            Już wyżej napisałam o jakie zrozumienie mi chodzi.

                            > A wstyd przychodzi, owszem, jak już się z dna wyjdzie i w miarę otrząśnie. Póki
                            > co, jego wstyd jest schowany tak głęboko, że on sobie z niego sprawy kompletni
                            > e nie zdaje.

                            A myślisz, że zrzucanie winy na innych to skąd się bierze? Z wypartego wstydu właśnie. Tylko tego wstydu nie chce się czuć bo to przypisanie winy sobie, zrzuca się więc tę winę na innych, żeby wstydu nie odczuwać.

                            • pade Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:07
                              Proszę:
                              i jeśli chcesz pomóc jemu, sobie i Wam to musisz zmienić taktykę bo dotychczasowa jak widzisz nie działa. Zaraz tu pewnie ktoś napisze, że masz mu nie pomagać i że on musi sam ale ja nie mam na myśli pomagania -usprawiedliwiania, załatwiania za niego spraw, krycia go czy zapisania do lekarza-to oczywiście musi on sam. Ja mam na myśli taką ludzką pomoc-no jak ktoś z bliskich zaczyna chorować na depresję, anoreksję czy uzależnienia i tym podobne-to specyfika tych 'przypadłości' polega na tym, że najbardziej zainteresowany długo nie chce zobaczyć, że ma problem-i moim zdaniem jednak trzeba zrobić wiele(oczywiście w ramach tych zdrowych zasad), żeby mu pomóc, tzn, żeby on zrozumiał, że musi się leczyć.
                              Czy znasz przyczynę jego picia? Mieliście jakieś problemy? Z czymś sobie Twój mąż nie radzi?

                              Co to znaczy, że trzeba zrobić WIELE żeby mu pomóc???
                              Depresja nie powoduje współuzależnienia, ani przewlekła choroba...Zresztą, co ja Ci będę tłumaczyć.
                              Nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz, więc daj sobie spokój, naprawdę.

                              • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:41
                                pade napisała:

                                > Proszę:
                                > i jeśli chcesz pomóc jemu, sobie i Wam to musisz zmienić taktykę bo dotychczas
                                > owa jak widzisz nie działa. Zaraz tu pewnie ktoś napisze, że masz mu nie pomaga
                                > ć i że on musi sam ale ja nie mam na myśli pomagania -usprawiedliwiania, załatw
                                > iania za niego spraw, krycia go czy zapisania do lekarza-to oczywiście musi on
                                > sam. Ja mam na myśli taką ludzką pomoc-no jak ktoś z bliskich zaczyna chorow
                                > ać na depresję, anoreksję
                                czy uzależnienia i tym podobne-to specyfika tych
                                > 'przypadłości' polega na tym, że najbardziej zainteresowany długo nie chce zoba
                                > czyć, że ma problem-i moim zdaniem jednak trzeba zrobić wiele(oczywiście w rama
                                > ch tych zdrowych zasad), żeby mu pomóc, tzn, żeby on zrozumiał, że musi
                                > się leczyć.

                                No ale przecież napisałam, że nie chodzi mi o-usprawiedliwiania, załatwianie za niego spraw, krycie go czy zapisania do lekarza. Napisałam o pomocy z jaką mogą przyjść najbliżsi-tzn. nie zostawianiu kogoś w sekudnę tak jak parę osób tu sugerowało. Bliska mi osoba długo nie umiała przyznać się do tego, że choruje na ortoreksję, zaczęła się leczyć i zrozumiała problem po tym jak daliśmy jej artykuły w tym temacie. Leczenie trwało długo ale wiem, że podjęła je bo przeczytała historie osób, opis objawów i odczuć bardzo podobny do swoich. I przestała czuć się z tym problemem wyobcowana. Była też rozmowa z psychiatrą jak najlepiej postępować, co robić a czego nie. I to miałam na myśli. To się chyba tak łatwo pisze na forum-zostaw go, nic nie rob, niech pije, może coś zrozumie. No ale ja myślę, że tam gdzie jest miłość/przyjaźń to się kogoś nie zostawia samego z problemami. I napiszę to dokładnie-nie chodzi o trwanie we współuzależnieniu-ale ja na przykład na miejscu autorki wątku-w obecnej sytuacji wyprowadziłabym się z domu ale zostawiłabym mu kilka książek, artykułów i adres do miejsca gdzie są spotkania AA. Co on by z tym zrobił, to już inna sprawa. Zawsze jest szansa, że pomiędzy jednym piciem a drugim przeczyta to i nawet jeśli nie zareaguje od razu to przypomni sobie o tym jak będzie się naprawdę beznadziejnie czuł a myślę, że są duże szanse, że będzie się tak coraz częściej czuł.

                                > Czy znasz przyczynę jego picia? Mieliście jakieś problemy? Z czymś sobie Tw
                                > ój mąż nie radzi?


                                Ale ja ją o to zapytałam a nie kazałam szukać tych przyczyn-nie widzisz różnicy. To było zanim napisała o stresującej pracy i nie było wiadomo czy on pochodzi z rodziny alkoholowej czy zdarzyło się jakieś nieszczęście czy co. A to z kolei tylko po to, żeby jak najlepiej jej odpowiedzieć co robić. Bo chyba zgodzisz się ze mną, że alkohol jest skutkiem a nie przyczyną. I to z przyczyną się 'walczy' a nie ze skutkiem. Jeśli problemem jest stres w pracy to facet musi się nauczyć inaczej radzić z rozładowywaniem napięcia. Tu na przykład może być pomocne środowisko ludzi z pracy, może jakiś jego kolega podjął leczenie i mógłby z nim o tym pogadać?
                                I jeszcze dodam, że tak na szybko znalazłam i wkleiłam wczoraj dwa artkuły i w sumie sama się zdziwiłam jednym punkt z dekalogu-co robić z alkoholikiem-a mianowicie:
                                " Zachęcaj alkoholika do wykonywania wszelkich czynności, które mogą być pożytyczne w toku leczenia i współdziałaj w umożliwieniu ich wykonywania". Myślę, że gdybym ja to napisała to już parę osób by mi napisało, że zachęcam autorkę do bycia współuzależnionąwink Także zachęcam do otwarcia się wiedzę fachową i dopuszczenie różnych możliwości pomagania(w ramach zdrowych zasad oczywiście).

                                > Co to znaczy, że trzeba zrobić WIELE żeby mu pomóc???
                                > Depresja nie powoduje współuzależnienia, ani przewlekła choroba...Zresztą, co j
                                > a Ci będę tłumaczyć.
                                > Nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz, więc daj sobie spokój, naprawdę.

                                Co znaczy wiele napisałam wyżej. A depresja czy choroba przewlekła powoduje dezorganizajce życia całej rodziny i na całą rodzine ma wpływ. Zdecydowanie to Ty nie masz pojęcia i poczytaj o tym trochę.
                                • pade Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 20:47
                                  Daj to lepiej do przeczytania terapeucie od uzależnień.

                                  Zastanawiam się, co Tobą kieruje. Dlaczego z uporem maniaka dyskutujesz na temat czegoś, z czym się nigdy nie zetknęłaś, o czym nie masz bladego pojęcia...
                                  • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 20:52
                                    pade napisała:

                                    > Daj to lepiej do przeczytania terapeucie od uzależnień.
                                    >
                                    > Zastanawiam się, co Tobą kieruje. Dlaczego z uporem maniaka dyskutujesz na tema
                                    > t czegoś, z czym się nigdy nie zetknęłaś, o czym nie masz bladego pojęcia...

                                    Dam to do przeczytania terapeucie od uzależnień i jeśli coś co tu napisałam okaże się nieprawdą przeproszę drukowanymi literami.
                                    • dziek.anka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 24.02.13, 21:59
                                      nie masz słoneczko najmniejszego pojęcia, czym jest alkoholizm, a na szybko guglane artykuły Twojej wiedzy nie zwiększą. To, co tu smarujesz, z takim empatycznym zrozumieniem, o niezostawianiu alkoholika, to standardowy bullshit matek-polek, co to ślubowały, że w zdrowiu i chorobie, i pozwalają zrujnować życie sobie, dzieciom, rodzinie bliższej i dalszej, sąsiadom i komu tam jeszcze. Bo są właśnie takimi pierwszymi naiwnymi, a ściślej, bo powielają stereotyp poświęcającej się dla dobra kobiety.

                                      Otóż, gadasz głupoty, po całości. Nie ważne, dlaczego pije, nie ważne, jak długo pije - jeśli zdradza objawy uzależnienia, a o tym nie ma co dyskutować, bo to ewidentne, to jedyne, co można dla niego zrobić, to umożliwić mu potłuczenie sobie dupy. Mocno i natychmiast. Tak, zostawienie go w tej sytuacji jest najlepszym, co Autorka może zrobić.

                                      W poście wyżej napisałaś, że alkohol jest skutkiem, nie przyczyną, i że należy leczyć przyczynę. Od razu widać, że o leczeniu z alkoholizmu wiesz tyle, ile zjesz - owszem, alkoholizm bywa poprzedzony jakąś dysfunkcją/chorobą, i zawsze po wytrzeźwieniu pojawia się depresja. Ale tym, co leczy się w pierwszej kolejności, jest alkoholizm - nie jego domniemane przyczyny. Bo jedyną przyczyną alkoholizmu jest picie; nie - nieradzenie sobie z problemami, nie - wredna żona, co zostawiła w potrzebie, nie - bezrobocie, i co tylko Twój nieduży mózg byłby w stanie tu wypluć. Jedyną przyczyną alkoholizmu jest picie.

                                      Może daj już sobie spokój z wypowiadaniem się. Albo się dokształć. Idź na terapię, czy coś. Ale już się nie wypowiadaj o alkoholizmie.
                            • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:22
                              Miała
                              > m na myśli zrozumienia całego mechanizmu, które tak naprawdę jest przydatne dla
                              > osoby współuzależnionej.

                              Racja, tyle że jeśli próbuje te mechanizmy wyjaśnić ktoś, kto sam ich nie rozumie, może to przynieść więcej szkody, niż pożytku.
                              • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 20:36
                                kawka74 napisała:

                                > Racja, tyle że jeśli próbuje te mechanizmy wyjaśnić ktoś, kto sam ich nie rozum
                                > ie, może to przynieść więcej szkody, niż pożytku.

                                Ja nie rozumiem według Ciebie, Ty nie rozumiesz według mnie.
                                Zresztą, ja już wczoraj wkleiłam linki do poczytania. I jest to jedna z zasad-zdobyć jak najwięcej wiedzy w temacie problemu alkoholowego i to się robi nie na forum tylko czytając i rozmawiając z ekspertami.
                                I myślę, że dobro autorki wątku, jej meża lub innych osób czytających to(a mających podobny problem) jest ważniejsza niż takie osobiste przepychanki. Pokażę ten wątek jakiemuś ekspertowi i zapytam czy napisałam coś co jest niezgodne z prawdą. Nie mam żadnego problemu z przyznaniem się do błędu jeśli tak by się okazało i z wyciągnięciem nauki z takiego zdarzenia.
                                • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:13
                                  > I myślę, że dobro autorki wątku, jej meża lub innych osób czytających to(a mają
                                  > cych podobny problem) jest ważniejsza niż takie osobiste przepychanki.

                                  Oczywiście.

                                  Pokażę t
                                  > en wątek jakiemuś ekspertowi i zapytam czy napisałam coś co jest niezgodne z pr
                                  > awdą.

                                  Pokaż, od jednego usłyszysz, że masz rację, a potem pokażesz innemu i usłyszysz, że nie masz.
                                  Problem jest w innym miejscu - całokształt Twoich wypowiedzi to mniej lub bardziej nieudolne próby wykazania, że alkoholik ma powód, żeby pić, i to jest bardzo, ale to bardzo niedobre.
                                  • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:28
                                    kawka74 napisała:

                                    > Pokaż, od jednego usłyszysz, że masz rację, a potem pokażesz innemu i usłyszysz
                                    > , że nie masz.

                                    No tak-i ten, który przyzna mi rację nie będzie miał racji tak jak ja bo Ty uważasz inaczej?

                                    > Problem jest w innym miejscu - całokształt Twoich wypowiedzi to mniej lub bardz
                                    > iej nieudolne próby wykazania, że alkoholik ma powód, żeby pić, i to jest bardz
                                    > o, ale to bardzo niedobre.

                                    Alkoholik nie ma powodu, żeby pić ale jest powód dla którego poszedł w uzależnienie. Subtelna różnica. Nie mówię tu o powodach w stylu-'zdenerowałaś mnie kobieto i muszę się napić' ale o powodach głębszych. A te głębsze powody pewnie można zamknąć w zbiorze pt.'niedojrzałość emocjonalna'. I owa niedojrzałość powoduje taki mało konstruktywny sposób radzenia sobie z trudną rzeczywistością czy trudnymi uczuciami.
                                    Przecież w leczeniu alkoholizmu nie chodzi o odłączenie alkoholika od alkoholu ale o nauczenie go zdrowego sposobu radzenia sobie w życiu. Po to, żeby takich znieczulaczy nie musiał używać.
                                    • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:45
                                      > No tak-i ten, który przyzna mi rację nie będzie miał racji tak jak ja bo Ty uwa
                                      > żasz inaczej?

                                      Bardzo możliwe. Ekspert ekspertowi nierówny.

                                      > Alkoholik nie ma powodu, żeby pić ale jest powód dla którego poszedł w uzależni
                                      > enie.

                                      Powód nie ma znaczenia, istotny jest skutek, konsekwencje, które ponosi pijący i jego otoczenie. Wsio rawno, czy to dlatego, że koledzy, że koleżanki, że mamusia, że to fajny sposób na odprężenie, że coś tam innego - ważne, że pije, i ważne jest, żeby przestał albo żeby robił to na własne konto nie wciągając w to innych.

                                      > Przecież w leczeniu alkoholizmu nie chodzi o odłączenie alkoholika od alkoholu
                                      > ale o nauczenie go zdrowego sposobu radzenia sobie w życiu.

                                      Chodzi o jedno i drugie.
                                      • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:52
                                        kawka74 napisała:

                                        > Bardzo możliwe. Ekspert ekspertowi nierówny.

                                        To podaj takiego, który jest dla Ciebie wiarygodny. Może uda się go poprosić o opinię.

                                        > Powód nie ma znaczenia, istotny jest skutek, konsekwencje, które ponosi pijący
                                        > i jego otoczenie. Wsio rawno, czy to dlatego, że koledzy, że koleżanki, że mamu
                                        > sia, że to fajny sposób na odprężenie, że coś tam innego - ważne, że pije, i wa
                                        > żne jest, żeby przestał albo żeby robił to na własne konto nie wciągając w to i
                                        > nnych.

                                        Powód nie ma znaczenia? Oczywiście, że ma. Jak inaczej przeprowadzić terapię kiedy nie dotrze się do przyczyn? Żeby nauczyć kogoś zdrowego reagowania trzeba wiedzieć z czym ma problem.

                                        > Chodzi o jedno i drugie.

                                        Bardziej jednak o to drugie bo jak o to drugie się nie zadba to sobie tak niektózy przechodzą z uzależniania w uzależnienie.
                                        • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:56
                                          oczywiście *niektórzy, najmocniej przepraszamwink
                                        • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 22:10
                                          > Powód nie ma znaczenia? Oczywiście, że ma. Jak inaczej przeprowadzić terapię ki
                                          > edy nie dotrze się do przyczyn? Żeby nauczyć kogoś zdrowego reagowania trzeba w
                                          > iedzieć z czym ma problem.

                                          Ma problem z piciem. Piciem reaguje na wszystko, głównie na brak procentów we krwi.
                                          Teorii dotyczących przyczyn jest gazylion, łącznie z taką, że nie ma konkretnej przyczyny.
                                          Alkoholik ma przestać pić, ma odzyskać kontrolę nad swoim życiem - to jest główne zadanie.
                                          • triss_merigold6 O toto 23.02.13, 22:16
                                            O toto.
                                            Nasza urocza teoretyczka powinna porozmawiać z jakimś terapeutą trzeźwym alkoholikiem o długim stażu trzeźwienia - oni są dość okrutni i nie bawią się w usprawiedliwianie.

                                            Przyczyny są bez znaczenia. Alkoholikowi nie pomoże sprawdzenie czy pije, bo ma kompleksy czy może szef go nie awansował albo pierwsza dziewczyna rzuciła znienacka albo może jest nadoodpowiedzialnym jedynakiem albo wręcz przeciwnie - miał tak dużo rodzeństwa, że rodzice nazywali wszystkich synów Jasio.
                    • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 18:24
                      marzeka1 napisała:

                      > Czy ty czytasz to, co pisze , Kawka? Ona WIE, zna mechanizm, wg którego działa
                      > alkoholik, ty bawisz się w indywidualizowanie, a nie rozumiesz, że nieważne, cz
                      > y lekarz, profesor czy szewc- mechanizm uzależnienia jest ten sam.
                      > Ty patrzysz romantycznie: och, ach, wstydzi się. Nie widzisz manipulacji alkoho
                      > lika.

                      Dobra, zmęczyłam się.
                      Ja czytam co pisze Kawka a czy Ty i Kawka czytacie co ja piszę?
                      Kawka wie lepiej niż ludzie, którzy zajmują się tą problematyką? Kawka wie lepiej bo miała kogoś bliskiego kto był alkoholikiem? Więc wszyscy, którzy mówią o wstydzie w uzależnieniu do alko patrzą romantycznie jak ja?big_grin Już mi ręce opadły.
                      Profesor Osiatyński, który przeszedł leczenie i nie pije też patrzy romantycznie? Oglądał te same romantycze filmy a w przerwach czytał 'małego księcia'?
                      Pierwsze z brzegu na temat wstydu, proszę. Na potwierdzenie moich słów:
                      Krótka rozmowa z prof. Osiatyńskim. Mówi on między innymi o poczuciu winy, wstydu i pogardy do siebie i co ważne, mówi, że zna to z własnego doświadczenia i opowieści wielu innych alkoholików:
                      wyborcza.pl/pacewicz/10,102277,7509490,Prof__Wiktor_Osiatynski__cz__I___Alkoholik_____.html
                      • na_pustyni Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:01
                        Miałam więcej pijaków w najbliższym otoczeniu niż kawka, a zatem wydam Ci się może bardziej wiarygodna. Żaden z nich nigdy nie okazał wstydu. A Ty teoretyzujesz w sposób mocno egzaltowany, zluzuj trochę jeśli chcesz pomóc autorce wątku.
                      • kk345 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 24.02.13, 19:44
                        O romantycznych filmach pisałam ja, nie kawka- ale tak czy inaczej, dobrze, ze zapadło Ci to w pamięć, bo może wyciągniesz wnioski i przestaniesz zachowywac się jak egzaltowana pensjonarka o zlotym serduszku. Z góry napiszę- tak, deprecjonuję Twoje wypowiedzi, bo są szkodliwe i mogą komus zniszczyć zycie. I zastanów sie, dlaczego tak wiele osob tutaj pisze Ci to samo? Wszyscy zbiorowo się mylą i uwzięli się na Ciebie? A może jednak wszyscy poza Tobą wiedzą, ze wspieranie osoby z depresją/ortoreksją/anoreksja itp znaczaco rózni sie od proby wsparcia alkoholika choćby tym, ze calkowicie i nieodwolalnie niszczy zycie całej rodziny pijącego?
                  • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 19:19
                    Więc rozumiem, że w te myśli i uczucia według Ciebie nie wpisuje się wstyd i po
                    > czucie winy tak szeroko omawiane przez specjalistów od leczenia alkoholizmu?

                    Jestem ciekawa, czy przeczytałaś artykuł, który zalinkowałaś, czy przeleciałaś po łebkach? Bo tam jest opisany wstyd alkoholika TRZEŹWIEJĄCEGO, ale nie trzeźwiejącego po kolejnym zachlaniu, tylko po podjęciu decyzji o walce z chorobą, w długiej i często bezowocnej wojnie z własnym uzależnieniem.

                    > Mam Ci wierzyć, że Ty wiesz lepiej co czuje facet, którego nawet nie znasz?

                    A Ty wiesz? Czy uważasz, że wiesz, bo w artykule, którego nie przeczytałaś, napisali o wstydzie?

                    > Zarzucasz mi wiedzę z filmów albo 'małego księcia' a ja Ci zarzucam, że Twoje o
                    > sobiste przeżycia pozbawiają Cię obiektywizmu i złość na 'swojego' alkoholika p
                    > rzerzucasz na innych alkoholików

                    Mistrzu Ciętej Riposty, ludzie, którzy mają w rodzinie alkoholików, znają wszystkie mechanizmy na pamięć, zwłaszcza jeśli podejmują terapię Al-Anon czy DDA.
                    Powiadam Ci, nie idź tą drogą, nie wymyślaj uj wie, czego, bo zaczynasz bzdurzyć.
                    • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 20:44
                      kawka74 napisała:


                      > Jestem ciekawa, czy przeczytałaś artykuł, który zalinkowałaś, czy przeleciałaś
                      > po łebkach? Bo tam jest opisany wstyd alkoholika TRZEŹWIEJĄCEGO, ale nie trzeźw
                      > iejącego po kolejnym zachlaniu, tylko po podjęciu dcyzji o walce z chorobą, w
                      > długiej i często bezowocnej wojnie z własnym uzależnieniem.

                      Ja swojej wiedzy nie czerpałam z tego arykułu, wkleiłam go dla autorki wątku, nie dla siebie.
                      A czy Ty wysłuchałaś słów prof. Osiatyńskiego, który mówił, że z własnego doświadczenia i opowiści innych alkoholików zna poczucie wstydu, winy i pogardy do siebie, które pojawia się gdy alkoholik się budzi(i jest w fazie czynnego alkoholizmu)?

                      > A Ty wiesz? Czy uważasz, że wiesz, bo w artykule, którego nie przeczytałaś, nap
                      > isali o wstydzie?

                      Wiem to nie z artykułów. Przy wszelkich uzależnieniach człowiek odczuwa wstyd. Wstydzi się, że przegrywa, że nie ma silnej woli, że uzależnienie jest silniejsze od niego i wstydzi się rzeczy, które robi.

                      > Mistrzu Ciętej Riposty, ludzie, którzy mają w rodzinie alkoholików, znają wszys
                      > tkie mechanizmy na pamięć, zwłaszcza jeśli podejmują terapię Al-Anon czy DDA.
                      > Powiadam Ci, nie idź tą drogą, nie wymyślaj uj wie, czego, bo zaczynasz bzdurzy
                      > ć.

                      Mechanizmy na pamięć i brak wiedzy fachowej. Ok.
                      • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:01
                        > A czy Ty wysłuchałaś słów prof. Osiatyńskiego,

                        Owszem. Ale odnoszę wrażenie, że poderwałaś się na słowa 'wstyd' plus 'profesor' i już masz pewność. A tak naprawdę nie masz pojęcia, czym w chorobie alkoholowej jest wstyd, kiedy on się pojawia, w jakich okolicznościach i do czego prowadzi.

                        > Mechanizmy na pamięć i brak wiedzy fachowej. Ok.

                        Rozumiem, że fachowcem jesteś Ty ze swoim świeżym, oryginalnym spojrzeniem i fantastycznie szeroką wiedzą.
                        Ochoch, chapeau bas.
                        • blond_suflerka Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:09
                          kawka74 napisała:


                          > Owszem. Ale odnoszę wrażenie, że poderwałaś się na słowa 'wstyd' plus 'profesor
                          > ' i już masz pewność. A tak naprawdę nie masz pojęcia, czym w chorobie alkoholo
                          > wej jest wstyd, kiedy on się pojawia, w jakich okolicznościach i do czego prowa
                          > dzi.

                          To odnosisz mylne wrażenie.


                          > Rozumiem, że fachowcem jesteś Ty ze swoim świeżym, oryginalnym spojrzeniem i fa
                          > ntastycznie szeroką wiedzą.
                          > Ochoch, chapeau bas.

                          Wiesz co, odpowiadam na Twoje zarzuty kulturalnie i merytorycznie. Ty z kolei od samego początku piszesz do mnie w sposób deprecjonujący-o filamch romantycznych, małym księciu, bzdurzeniu, itd. Moim zdaniem to nie jest odpowiednia forma dyskusji, nawet jeśli z kimś się nie zgadzasz. Ja nie jestem fachowcem i Ty też nim jesteś. Tylko, że ja jestem otwarta na to co Ty mówisz i odpowiadam kontrargumentami a Ty posiłkujesz się uszczypliwościami. I to na pewno nie jest oznaką dojrzałości.
                          I tyle w temacie.
                          • kawka74 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 21:18
                            Ty z kolei o
                            > d samego początku piszesz do mnie w sposób deprecjonujący-o filamch romantyczny
                            > ch, małym księciu, bzdurzeniu,

                            Do filmów romantycznych się nie poczuwam. Może to nie mnie odpowiadałaś kulturalnie i merytorycznie.
                            Cała reszta... Cóż, kiedyś ten balonik pęknie, zawsze pęka.
        • kosheen4 Re: wiedziałam od razu, że lekarz... 23.02.13, 16:00
          alina_ala-0 napisał(a):


          > Tak sam jak przed pół godziny odebrałam od niego telefon, żebym się go dzisiaj
          > w domu nie spodziewała, bo nie ma do niego ochoty wracać.

          postaraj sie jednak przekonać go, żeby wrócił - bo ktoś mógłby ukraść walizki z jego ciuchami z klatki schodowej, gdyby miały dłużej postać.

          dziewczyny już pisały - to jeszcze nie jest dno. na razie świat się sprzysiągł przeciwko panu.
          jeśli masz możliwość faktycznie wystawić mu walizki albo przenieść się gdzieś indziej, myślę że powinnaś nadać wydarzeniom tryb natychmiastowy. no ale to tylko moje odczucia.
    • lofmitender Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:16
      zaraz zostane wykleta ale co tam wink
      rada co do pracy:niech idzie ukorzy sie ( jesli mu zalezy) sciemni o jakichs mega problemach rodzinnych, pusci lze...etc mysle ze jesli byl dobrym pracownikiem to podziala...i go nie zwolnia...rozniesie sie plota ze niby taki slaby psychicznie,moze tez isc do psychiatry i wyludzic zwolnienie ze niby stres w pracy etc...nieetyczne to ale twydaje mi sie ze to jedyne wyjscie co do pracy....
      poza tymi sciemami jakas wizyta by sie przydala u specjalisty...jakas prezyczyna tego popijania na pewno jest.
      • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:25
        Z pracy to mój durny mąż, zresztą lek., już wyleciał uncertain
        Więc już nie ma o czym mówić, ani co ściemniac.
        Zwłaszcza, że jak się przed paroma godzinami dowiedziałam, nie po raz pierwszy przyszedł pod wpływem do pracy. Tylko wcześniej nigdy nie był w takim stanie, jak wczoraj. Ostrzeżenia dostawał, ale nie dało to nic.
        • gato.domestico Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:27
          oj tam jak lekarz to nie zginie...ale serio jakas rozmowa i to nie tylko z Toba ale ze specjalista ktory z boku przyjzy sie sytuacji wskazana...
        • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:31
          Alina, ty ratuj siebie- a jeśli chcesz pomóc mężowi, to na zasadzie: będę cię wspierać, gdy SAM zaczniesz leczenie- bo gdy zaczyna się wywalenie przez chlanie z pracy, to jest już duuuży problem. Za to jeśli on stwierdzi, że "przesadzasz, on nie ma problemu, bo czasem musi się napić"- wiej, po prostu wiej.
          Nie rób tylko jednej rzeczy: nie ułatwiaj mu chlania, nie dawaj komfortu chlania. I nie ukrywaj, że on ma problem.
      • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:42
        popijania???
        facet kompletnie pijany jedzie samochodem leczyć ludzi a Ty piszesz o popijaniu?
        i sugerujesz, że ma ściemniać?
        zwariowałaś?
        • marzeka1 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:46
          Pade, ale właśnie użycie słowa "popijanie" gdy chodzi o faceta, który narąbany pojechał samochodem do pracy itp. pokazuje "tolerancję" dla chlania; nie patrzy się,że był na drodze potencjalnym mordercą, ze jako lekarz w takim stanie chciał leczyć-no "popił sobie"- straszne w sumie.
          • antyideal Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:52
            I jeszcze "niech cos sciemni o problemach rodzinnych",
            taaa, najlepiej niech powie, ze zona go, biedaczka, zdenerwowala i musiał uncertain
          • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:55
            Wiem.
            Dlatego nie mogłam się powstrzymać i musiałam skomentować.
            Nie jestem w stanie tolerować takich zachowań.
            Po co się popisywać własną głupotą?
      • przystanek_tramwajowy Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:10
        ofmitender napisał:

        > zaraz zostane wykleta ale co tam wink
        > rada co do pracy:niech idzie ukorzy sie ( jesli mu zalezy) sciemni o jakichs me
        > ga problemach rodzinnych, pusci lze...etc mysle ze jesli byl dobrym pracownikie
        > m to podziala...i go nie zwolnia...

        Ty się dobrze czujesz? Raczej nie. On jest lekarzem. Chciałabyś, żeby cię badał pijany lekarz albo co gorsza kroił? A gdyby był kierowcą? Chciałabyś, żeby cię zabił po pijaku? Najlepsze, co mogli zrobić, to go na pysk wywalić i to z wielkim hukiem. Moim zdaniem powinien dostać zakaz wykonywania zawodu.
    • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 18:56
      Kochana, wejdź na jakieś forum o alkoholizmie, tu niestety otrzymałaś kilka rad zupełnie nietrafionych (np Nabakier pisze, że niech zaryje głową w ziemię, to może wytrzeźwieje). Oczywiście to on ma ponosić konsekwencje picia, zgadza się, ale Ty powinnaś odstawić nadzieję na półkę, to nie jest dobry kompan dla współuzależnionej.
      Pora na rozdzielność majątkową. Mogę się założyć, że niedługo zacznie robić długi.
      Na terapię się już zapisałaś? Na mityngu byłaś?
      Jeśli nie to szkoda mojego walenia w klawiaturę.
      • na_pustyni Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 19:22
        Bozesztymoj, na jakim miala byc mitingu, skoro koles zrobil coming out wczoraj. Daj dziewczynie choc chwile na ochloniecie. Co do rozdzielnosci to zgoda 100%.
        • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:06
          Mityng? Dzisiaj? Po zaledwie trochę ponad dobie od momentu odebrania pijanego męża z pracy, i zaledwie kilkunastu godzinach od wywalenia go z niej mam isć gdziekolwiek? Ja nawet dobrze nie mogę pozbierać myśli i tego wszystkiego ogarnąć, a co dopiero mówic o pójściu gdziekolwiek
          Ale i tak wszystkim za rady jestem wdzięczna.
          • kawka74 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:13
            Pozbieraj się, pomyśl, ale nie daj się wciągnąć w krąg picia. Musisz zadbać o siebie, a mężowi pozostawić wszystkie skutki picia, łącznie z tym, że będzie musiał spędzić noc na wytrzeźwiałce, w areszcie czy cokolwiek innego. Jedną z konsekwencji już poniósł - wyleciał z roboty. Teraz musi sobie z tym poradzić sam, bez Ciebie, o ile dalej będzie się upierał, że to nic takiego, że nic się nie stało i że wszyscy się na niego uwzięli. Im szybciej poniesie sam konsekwencje własnego picia, im skuteczniej się od jego picia odetniesz, tym lepiej.
          • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:26
            A dlaczego nie dzisiaj?
            A telefon do poradni w sprawie SWOJEGO leczenia to takie obciążenie? Na leczenie zazwyczaj czeka się kilka tygodni.
            To zbieranie to może trwać latami i zazwyczaj tak jest.
            Pytam czy zrobiłaś jakikolwiek krok. Nie, bo lepiej czekać na mężunia. I znowu się nim zajmujesz (poszedł, powiedział).

            Pora podjąć jakieś kroki.

            No i pamiętaj, że masz jeszcze możliwość zmuszenia męża do terapii drogą administracyjną/sądową, ale:
            1. daje Ci to złudną nadzieję, że wytrzeźwieje, podczas, gdy ci zmuszani baaardzo rzadko trzeźwieją
            2. znów karze Ci się zajmować alkoholikiem...
            ale czasem jest to rzecz, którą osoby bliskie alkoholikom robią, żeby mieć poczucie, że coś się zrobiło, nawet jeśli nie odniesie to żadnego skutku.
            • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:30
              Tym krokiem to może być nawet zapisanie numeru do poradni i powieszenie go na lodówce albo sprawdzenie mityngów
              zrobię małe co nieco za Ciebie suspicious
              Oto spis wszystkich placówek w Polsce
              www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=category§ionid=1&id=5&Itemid=10
              A tu spis mityngów Al-Anon w całej Polsce
              www.al-anon.org.pl/spis.html
              I kilka pytań dla Ciebie.
              www.al-anon.org.pl/czyal2.html
              Pozdrawiam.
            • kawka74 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:32
              > A dlaczego nie dzisiaj?
              > A telefon do poradni w sprawie SWOJEGO leczenia to takie obciążenie?

              W sobotę wieczorem może to być pewien problem, tak szczerze mówiąc. Może ewentualnie pogadać z Telefonem Zaufania, ale usłyszy z grubsza to, co tu przeczytała, z zaleceniem zgłoszenia się do poradni w poniedziałek.
              • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:49
                Naomi (?), napisałaś w jednej odp do mnie, że ,,lepiej nie robić nic, tylko czekać na mężunia''

                Nie szukałam żadnych telefonów. Jak na razie nie mam do tego głowy. I to chyba jest proste. Przynajmniej dla mnie. Zbyt dużo się wydarzyło w ciągu tych dwóch dni, i to nagle. I to musze najpierw poukładać, chociaż trochę.
                Nie czekam na męża jak głupia, ale chyba nie ma nic dziwnego w tym, że się zwyczajnie martwię, gdzie jest, i co robi. To chyba naturalny strach. Bo (nie daj Boże) ktoś może go pobić, okraść. I cholera wie, co jeszcze. Zwłaszcza jak najzwyczajniej w świecie pijany będzie.
                • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 20:55
                  Alina, nie przejmuj się niektórymi komentarzami, to jest forum, różne osoby tu piszą...
                  To zrozumiałe, że musisz ochłonąć.
                  Ale w poniedziałek zapisz się na terapię dla współuzależnionych. Choćby po to, by ktos potrzymał Cię za rękę, kiedy będzie Ci ciężko.
                  Na terapie związane z problemami alkoholowymi są pieniądze, więc sądzę, że dostaniesz szybki termin.
                  Zadbaj o siebie. To jest w tej chwili najwazniejsze.
                  • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:11
                    Wsparcia szukałabym na mityngu, nie na terapii, szczególnie indywidualnej, a od takiej często się zaczyna. Mityng i terapia to 2 różne sprawy...
                    • pade Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:14
                      zgadza się, ale są terapie dla współuzależnionych, dosłownie-dla żon alkoholików
                      zresztą, autorka sama musi zadecydować
                • naomi19 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:08
                  Oj Alino, o co Ty się martwisz? Pije. Jest dorosły, to jego wybór. Boisz się, że się w główkę uderzy, pijany misio? A Ty niszczysz swoje zdrowie jak klasyczna współuzależniona. Nie czekasz w oknie? Nie płaczesz?
                  Zamiast działać. Sama nic N I C sobie nie ułożysz, tylko utkniesz w starych współuzależnieniowych schematach.

                  Jak na razie dziękuję. Widzę, że jeszcze przed Tobą kilka dużo mocniejszych upadków. I dopiero wtedy zaczniesz działać. Jak zaryjesz o ziemię 10 razy mocniej i poczujesz, że coś chcesz zmienić, to wtedy napisz na priva. Pozdrawiam.
                  • selavi2 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:11
                    Alino.
                    Pewnie, ze musisz dojrzeć i okrzepnąć w tej nowej dla ciebie sytuacji.
                    I tylko informacyjnie dodam, ze np. we Wro ,mitingi Al-Anon są w każdy dzien tygodnia za wyjątkiem niedzieli chyba.
                    A mitingi AA przez 7 dni w tygodniu.
                    • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:22
                      Dziękuję
                      • selavi2 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:33
                        alinko.
                        Jakby się tu kobitki nie sprzeczały, to wiedz, że nie jesteś sama. Ze nie tylko ty masz taki problem, ze życzymy ci jak najlepiej, choć czasem padają słowa, jakby niektóre z nas miały jedyny słuszny pomysł na rozwiązanie twojego problemu.
                        Na ile będziesz gotowa - tyle zrobisz.
                        Mi pomogły bardzo mitingi. Tam po raz pierwszy od prawie 30 lat, poczułam że te osoby rozumieją każde moje słowo, że nie muszę się wstydzić i że nie jestem z tym wszystkim tak przeraźliwie sama.
                        kiss
                        • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:49
                          Naprawdę bardzo dziękuję.
                          I to nie są puste słowa
                          Fakt, że się tutaj mogłam wygadać/poradzić bardzo mi pomógł, bo inaczej bym chyba zwariowała.
                          Zobaczę w poniedziałek, co da się zrobić i załatwić.
                          Teraz to mam wielką ochote na kilka dni gdzieś wyjechać i rzucić to wszystko.
                          • twoj_aniol_stroz Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:55
                            Ten wyjazd to wcale nie jest głupi pomysł. Taka chwila oddechu dałaby Ci możliwość spojrzenia z boku na sytuację. Zatroszcz się o siebie, bo teraz naprawdę Ci tego potrzeba smile
                            • alina_ala-0 Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 21:59
                              I do takiego samego wniosku doszłam.
                              • twoj_aniol_stroz Re: Najgorszy dzień w życiu, i nie wiem, co robić 23.02.13, 22:06
                                kiss Trzymaj się dzielnie i przede wszystkim zatroszcz o siebie. Póki Ty nie będziesz silna będziesz się pogrążać razem z mężem. Kiedys jeden mądry ksiądz powiedział mi takie słowa: kochaj bliźniego swego JAK siebie samego oznacza, że póki nie nauczysz się kochać siebie, nie masz szansy kochać bliźniego mądrze smile To samo dotyczy Twojej sytuacji: niezależnie od tego czy w przyszłości zdecydujesz by męża spróbować wywlec z nałogu, czy odejdziesz, najpierw musisz nauczyć się żyć w tej sytuacji, którą teraz masz. Póki co zwaliło Ci się to na głowę dość niespodziewanie, więc oczywistym jest, że masz mętlik i galopadę myśli... Dlatego wyjazd dobrze Ci zrobi smile
    • baltycki Chat serwisu alkoholizm 23.02.13, 21:01

      Wejdz na
      webczat.pl/index.php
      do pokoju
      •Chat serwisu alkoholizm
      W tej chwili jest w nim 10 osob,
      Oni/one wiedza o czym rozmawiaja.
    • selavi2 to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 21:18
      Jest oczywiste, jasne i prawdziwe dla każdej osoby, która uczciwie pracowała na swojej terapii, jako osoba współuzależniona.
      Albo osoby, która mam rzetelne i fachowe informacje, na bazie których pracują poradnie odwykowe, są przeprowadzane terapie dla alkoholików i ich rodzin.
      Tak - jestem DDA, byłam wspóuzależniona, mam za sobą 6 lat ciężkiej pracy ze sobą i swoim mysleniem o sobie i świecie, za pomocą mitingów, terapii indywidualnej i grupowej.
      • kawka74 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 21:30
        > Jest oczywiste, jasne i prawdziwe dla każdej osoby, która uczciwie pracowała na
        > swojej terapii, jako osoba współuzależniona.

        Ja pracowałam uczciwie, a mnie się ogólny wydźwięk jej pisaniny nie podoba. W pojedynczych sprawach ma rację, oczywiście, jak każdy, żadna nowość, w innych bredzi, co też nie jest niczym dziwnym, ale czuję w tym fałsz.
        I kto ma rację?
        • selavi2 pade i kawka 23.02.13, 21:39
          Sorry, może przesadziłam z tą uczciwością i protekcjonalna byłam- biję się w pierś.smile
          Mię tam nie o rację się rozchodzi.
          I w sumie dobrze, że jest różnica zdań.
          Mam nadzieję, ze autorka wątku sama zadecyduje, co jej pasuje i z czego skorzysta, jak będzie na to gotowa. To duża rewolucja w jej życiu, bo już nie może nie widzieć problemu.
          • kawka74 Re: pade i kawka 23.02.13, 21:50
            Tak naprawdę to sama receptura jest u wszystkich ta sama - poprosić o pomoc na zewnątrz i, jeśli małżonek nie wykaże żadnej chęci do autonaprawy, wyprosić go ze wspólnego życia.
            Ja tylko sprzeciwiam się pochylaniu nad alkoholikiem i rozbijaniu jego życia niczym gó... na atomy, a w tym kierunku poszła dyskusja i ten fragment mi się nie podoba, bo może wzbudzić w autorce wątku poczucie winy i chęć podporządkowania swojego życia terapii męża i jego trzeźwieniu.
            Autorka ma się skupić na sobie i swoim życiu, a tego nie osiągnie zastanawiając się, jakież to przyczyny doprowadziły męża do nadużywania alkoholu i czy teraz może go już opuścić, czy jeszcze to będzie świństwo.
            • alina_ala-0 Re: pade i kawka 23.02.13, 21:52
              To, że mój maż jak na razie nie zgłosi się na żadne, jakiekolwiek leczenie - to wiem.
              I dowód dostałam.
              Wczoraj i dzisiaj. I jeszcze wcześniej. Dla niego NIC złego sie nie dzieje.
              • triss_merigold6 Re: pade i kawka 23.02.13, 22:01
                Wyluzuj. Jeszcze długo dla niego nic się nie będzie działo. I nie masz na to żadnego wpływu, stracisz tylko czas i nerwy próbując go przekonywać. Facet tka iluzje i to jest typowe, każdy pijący alkoholik tak ma, to choroba samookłamywania się.
                Nie znam żadnego alkoholika czy alkoholiczki, którzy po pierwszej większej wpadce, obciachu itp. poszli grzecznie do poradni. Ode mnie z pracy jakiś czas temu wyrzucono panią urzędniczkę w średnim wieku, ostrzeżeń i szans miała wiele, dyrekcja proponowała jej nawet trzymiesięczne zwolnienie lekarskie na terapię dzienną w szpitalu) i jak pani po raz n-ty przyszła bełkocząc to dostała propozycje nie do odrzucenia. Obraziła się na świat i pije dalej, stoczyła się w ciągu roku dramatycznie.
              • kawka74 Re: pade i kawka 23.02.13, 22:02
                > To, że mój maż jak na razie nie zgłosi się na żadne, jakiekolwiek leczenie - to
                > wiem.

                Wielka szkoda, ale wierz mi, nie jest wyjątkiem. Pierwszym krokiem do uzyskania kontroli nad swoim życiem jest przyznanie, że tę kontrolę się straciło i przejął ją alkohol. Twój mąż święcie wierzy, że kontroluje picie, zapewne jest też przekonany, że problem to może mieć menel spod monopolowego, ale nie on, pan doktor.
                Musisz zająć się sobą, żeby nie dać się wciągnąć w krąg picia, w chlanie, zaprzeczanie, trzeźwienie, awantury, wykłady, przysięgi, umowy i tak dalej. Nie wiem, jaką decyzję podejmiesz, zostaniesz czy nie, czy czasowo się odseparujesz, czy cokolwiek innego - ale Ty musisz być dla siebie najważniejsza. Jeśli mąż poprosi Cię o pomoc w trzeźwieniu (w sensie terapii), to pomóż, ale nie pomagaj mu w piciu. Dla mojej matki ogromnym zaskoczeniem i nieprzyjemnym doświadczeniem było uświadomienie sobie, że tak naprawdę wszystkie jej dotychczasowe działania służyły temu, aby ojciec mógł bezpiecznie pić. Wydawało jej się, że walczy z jego nałogiem, ale w rzeczywistości pogłębiała go nie pozwalając nigdy ojcu ponieść konsekwencji picia. Nie popełniaj tego błędu.
              • ostatnia_wieczerza Re: pade i kawka 24.02.13, 12:11
                Bo chociaż to choroba bardzo demokratyczna lekarzowi jest trudno podjąć leczenie. Każde zresztą. Mój mąż mimo ewidentnych objawów , które powinny go skłonić do wizyty u kolegi- chirurga lekceważył bóle brzucha. Skończyło się operacją na ostro choć można było załatwić to wcześniej i mniej dramatycznie.
            • pade Re: pade i kawka 23.02.13, 21:55
              Ja tylko sprzeciwiam się pochylaniu nad alkoholikiem i rozbijaniu jego życia niczym gó... na atomy, a w tym kierunku poszła dyskusja i ten fragment mi się nie podoba, bo może wzbudzić w autorce wątku poczucie winy i chęć podporządkowania swojego życia terapii męża i jego trzeźwieniu.

              Dokładnie. O to samo mi chodziło.
              • triss_merigold6 Re: pade i kawka 23.02.13, 22:04
                OMG, pozwolę sobie powtórzyć za własnym partnerem, niepijącym od prawie 12 lat alkoholikiem: nie wolno się litować ani współczuć, nie wolno bawić się w analizę a dlaczego pije i co mu dolega. Im szybciej uzależniony osiągnie własne (dla każdego inne) dno, tym szybciej zrozumie, że ma problem.
            • blond_suflerka Re: pade i kawka 24.02.13, 01:22
              kawka74 napisała:

              > Ja tylko sprzeciwiam się pochylaniu nad alkoholikiem i rozbijaniu jego życia ni
              > czym gó... na atomy, a w tym kierunku poszła dyskusja i ten fragment mi się nie
              > podoba, bo może wzbudzić w autorce wątku poczucie winy i chęć podporządkowania
              > swojego życia terapii męża i jego trzeźwieniu.
              > Autorka ma się skupić na sobie i swoim życiu, a tego nie osiągnie zastanawiając
              > się, jakież to przyczyny doprowadziły męża do nadużywania alkoholu i czy teraz
              > może go już opuścić, czy jeszcze to będzie świństwo.

              Po pierwsze kolejny raz piszę i nie wiem czemu wciąż insynuujesz co innego, że jestem przeciwna wszelkim zachowaniom, które pogłębiałyby współuzależnienie. Nigdzie nie sugerowałam, że z powodu jakichś tam przyczyn autorka ma zostać z mężem i odejście od niego będzie świństwem.
              To co pisałam o zrozumieniu dotyczyło dwóch kwestii. Po pierwsze-zrozumienie tego problemu daje prawdziwy obraz sytuacji a nie wyobrażenie osoby, która być może nigdy się z tym problemem nie zetknęła i nic o nim nie wie. Bardzo często ludzie uciekają się do zupełnie irracjonalnych metod 'walki' z nałogiem bliskiego, choćby taki ' jak mnie kochasz to zrób to dla mnie i od jutra nie pij'. I niepowodzenie w takim przypadku traktują jako atak na siebie albo złą wolę uzależnionego. Mechaznim działania uzależnienia to moim zdaniem narzędzie dzięki któremu przestaje się niechcący szkodzić osobie uzależnionej czyli zwiększa jej szanse na wyleczenie i przestaje się szkodzić sobie samemu mając nierealnie oczekiwania na przykład.
              Druga sprawa to to, że może ja piszę z perspektywy osoby dla której poznanie takiego mechanizmu nie wiąże się z możliwością jakiejś złej interpretacji. Może jeśli ktoś współuzależniony przeczyta, że alkoholik miewa doły, wstydzi się, ma poczucie winy i brzydzi się siebie to w jego głowie zbuduje się historia-to ja go pójdę ratować. Ale mnie na pewno nie o to chodziło i myślę, że po to wszyscy tutaj wysyłamy autorkę na terapię, żeby takich odruchów się pozbyła.
              A poza wszystkim-nie zapominajmy, że mamy do czynienia z człowiekiem. Nie z przypadkiem, opisem objawów tylko z człowiekiem. Terapeuci od uzależnień mówią o konieczności twardej miłości ale jednak miłości. Nie chodzi o podprządkowanie swojego życia osobie chorej, nie chodzi o poświęcenie. Chodzi raczej o to, żeby podać rękę komuś kto jest nam bliski a brnie w syf. I setny raz napiszę, że podanie ręki to nie jest dla mnie zgodą na picie. No ale tak jak pisałam-zostawiłabym w domu książki, materiały, telefon do lekarza, i być może poprosiła o pomoc jego przyjaciół czy kolegów z pracy, którzy mieli podobny problem. Pomyślałabym(może wspolnie z terapeutą) co mogę zrobić w ramach zdrowych zasad co mogłoby jednak naprowadzić go na to, że czas szukać pomocy. Może ustaliłabym też liczbę takich 'ruchów' i czas, nie wiem. Wszystko jest pewnie do przemyślenia i obgadania. W każdym razie ja tak rozumiem bliskość/miłość/przyjaźń.
              • kawka74 Re: pade i kawka 24.02.13, 10:09
                I właśnie o to mi chodziło - o rozbijanie gó...a na atomy, doskonale zbędne w sytuacji, w której jest autorka wątku.
                Właściwie to podsumowanie dotyczy wszystkich Twoich postów, więc potraktuj powyższy tekst jak odpowiedź zbiorczą na wszystko, co spłodziłaś.
                • blond_suflerka Re: pade i kawka 24.02.13, 11:04
                  kawka74 napisała:

                  > I właśnie o to mi chodziło - o rozbijanie gó...a na atomy, doskonale zbędne w s
                  > ytuacji, w której jest autorka wątku.
                  > Właściwie to podsumowanie dotyczy wszystkich Twoich postów, więc potraktuj powy
                  > ższy tekst jak odpowiedź zbiorczą na wszystko, co spłodziłaś.

                  To bardzo ciekawe, że dla Ciebie jest to zbędne a terapeuci zalecają zdobycie wiedzy w temacie alkoholizmu.
                  A teraz fragment (napiszę wyraźnie, że ja swoją wiedzę czerapałam z innych źródeł ale specjalnie dla Ciebie znalazłam link, który potwierdza to co mówię) tekstu dotyczącego leczenia współuzależnienia:
                  "Powtarzający się cykl reakcji osoby współuzależnionej w przebiegu choroby bliskiej osoby uzależnionej jest możliwy do rozwikłania jedynie przez umiejętną edukację. Jest to moment kiedy umiejętności mikroedukacji terapeuty, który wyjaśnia podstawowe objawy choroby alkoholowej i ich przejawy w zachowaniu osoby uzależnionej, pomagają klientce oddzielić wiele jej własnych reakcji i osobistych problemów od zachowania chorej osoby. Poprzez zrozumienie dlaczego i jak funkcjonuje osoba uzależniona, co przeżywa, zmagając się samotnie i bezowocnie z chorobą, otoczenie alkoholika może odłączyć się od ciągłego bycia przez niego ranionym, okłamywanym i przestać być od niego zależnym. Osoba współuzależniona, dokonując konfrontacji z realnością faktów i przeżyć, samodzielnością i odpowiedzialnością, zapoczątkowuje zmianę siebie. Zmiana ta będzie procesem odbudowywania wewnętrznych, psychologicznych struktur, potrzebnych do samodzielnego funkcjonowania w świecie zewnętrznym i procesem uruchamiania dynamicznych, tkwiących w niej sił, które mają wspomagać i chronić świat jej przeżyć."
                  Z tej strony:
                  www.psychologia.edu.pl/czytelnia/63-terapia-uzalenienia-i-wspouzalenienia/371-jak-rozumiec-i-rozmawiac.html
                  I ciekawi mnie co nazywasz gównem? Alkoholika czy alkoholizm? Moim zdaniem po prostu nie jesteś obiektywna i masz skrzywione spojrzenie na całą sprawę.
                  Z mojej strony EOT.
                  • kawka74 Re: pade i kawka 24.02.13, 13:12
                    Tak zaczynam podejrzewać, że jesteś albo psychologiem, albo, co bardziej prawdopodobnie, studentką psychologii, której się wydaje, że przeczytała kilka publikacji i wie wszystko, a nawet więcej.
                    Z mojej strony również EOT, do amatorów psychologizowania mam stosunek taki, jak Platon do poetów.
          • pade Re: pade i kawka 23.02.13, 21:54
            spokosmile
            nie jestem DDA, ani żoną alkoholika, ale problem mam bardzo blisko
            tak blisko, że mnie on dosięga i ma wpływ, pośrednio
            stąd siłą rzeczy musiałam przerobić problem DDA, współuzależnienia itd
            najpierw się buntowałam, bo jak to? ja? a co ja mam z tym wspólnego?
            niestety, alkoholizm jednej osoby ma szeroki zasięg...
        • triss_merigold6 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 21:56
          Mnie też się wydźwięk nie podoba, bo przerzuca na żonę odpowiedzialność za udzielenie wsparcia i zrozumienia. Tu nie ma czego rozumieć, tu uzależniony musi podjąć decyzję i wziąć na klatę bolesne etapy trzeźwienia. Nie weźmie? Trudno, zapije się, ale nie będzie to wina rodziny/szefa/Ducha Świętego.
          Osiatyńskiego rozumiem inaczej.
          Zresztą najlepiej doradziłby autorce trzeźwy alkoholik terapeuta, który takich opisów słyszał setki. One się od siebie specjalnie nie różnią.
          • kawka74 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 22:12
            > Osiatyńskiego rozumiem inaczej.

            Ja też.

            > Zresztą najlepiej doradziłby autorce trzeźwy alkoholik terapeuta, który takich
            > opisów słyszał setki. One się od siebie specjalnie nie różnią.

            O tym właśnie pisałam wcześniej, a w co koleżanka Blond nie bardzo chce uwierzyć - to jest zawsze ta sama historia, różniąca się nieznacznie w szczegółach.
            • triss_merigold6 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 22:19
              To jej powie każdy, absolutnie każdy alkoholik, który chociaż kilka razy był na mitingach.
              Każdy przychodzi z głębokim przekonaniem, że jest wyjątkowy, trudny, skomplikowany i nie ma nic wspólnego z innymi, którzy pewnie ordynarnie piją z powodu banalnych problemów. I każdy dostaje butem w głowę, bo okazuje się, że wszyscy są podobni i mają identyczny problem, identyczne reakcje, identyczne mechanizmy wypierania stosują. Dla kogoś kto chce się leczyć zobaczenie tego jest dużą ulgą.
              • blond_suflerka Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 00:51
                triss_merigold6 napisała:

                > To jej powie każdy, absolutnie każdy alkoholik, który chociaż kilka razy był n
                > a mitingach.
                > Każdy przychodzi z głębokim przekonaniem, że jest wyjątkowy, trudny, skompliko
                > wany i nie ma nic wspólnego z innymi, którzy pewnie ordynarnie piją z powodu ba
                > nalnych problemów. I każdy dostaje butem w głowę, bo okazuje się, że wszyscy są
                > podobni i mają identyczny problem, identyczne reakcje, identyczne mechanizmy w
                > ypierania stosują. Dla kogoś kto chce się leczyć zobaczenie tego jest dużą ulgą
                > .

                Nigdzie nie napisałam, że mąż autorki czy jakiś inny alkoholik jest wyjątkowy. To, że mechanizmy są podobne lub takie same to oczywiste i tego nie kwestionowałam. Nie mniej jednak to, ze ktoś nie jest przypadkiem wyjątkowym nie znaczy, że trudnośći z jakimi się boryka nie są prawdziwe i przynoszące autentyczne cierpienie.
                • triss_merigold6 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 15:53
                  Podstawowa trudność z jaką się boryka pijący alkoholik to taka, że cały świat się sprzysiągł, żeby mu przeszkadzać (bo praca, jakaś żona, jakieś dzieci, inni czegoś od niego chcą).
            • blond_suflerka Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 00:47
              kawka74 napisała:

              > > Osiatyńskiego rozumiem inaczej.
              >
              > Ja też.

              Czyli jak rozumiesz?

              > O tym właśnie pisałam wcześniej, a w co koleżanka Blond nie bardzo chce uwierzy
              > ć - to jest zawsze ta sama historia, różniąca się nieznacznie w szczegółach.

              Ale w co ja nie chcę uwierzyć? Wszystkie fakty o których napisałam można znaleźć w treściach dotyczących problemu alkoholowego. To, że ktoś nie chce się pochylać nad alkoholikiem nie znaczy, że nie jest on uwiekłany w mechanizm o którym pisałam. Nie rozumiem więc o czym Ty mówisz?
        • blond_suflerka Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 00:44
          kawka74 napisała:

          > Ja pracowałam uczciwie, a mnie się ogólny wydźwięk jej pisaniny nie podoba. W p
          > ojedynczych sprawach ma rację, oczywiście, jak każdy, żadna nowość, w innych br
          > edzi, co też nie jest niczym dziwnym, ale czuję w tym fałsz.
          > I kto ma rację?

          No może ja pisząc, że rozmawiasz w sposób mało kulturalny? Bo ja nie zgadzam się z Twoimi poglądami ale nie piszę o Twojej 'pisaninie' ani nie twierdzę, że bredzisz.
      • pade Re: to, o czym pisze blond_suflerka 23.02.13, 21:32
        No widzisz, dla Ciebie tak, dla innych nie... Widocznie inni nie pracowali uczciwiesmile
        • alina_ala-0 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 11:33
          Ja przede wszystkim prosiłabym o zakończenie tej niekoniecznie przyjemniej wymianie zdań pomiędzy niektórymi osobami.
          • alina_ala-0 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 12:01
            Natomiast ja podtrzymuję to, co pisałam wczoraj - na kilka dni wyjeżdżam, żeby się odseparować od tego wszystkiego. A potem się zajmę sobą.
            • esr-esr Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 14:24
              fajnie, że wyjeżdżasz. ale weź pod uwagę co pisałam wcześniej - w poniedziałek rano zadbaj o swoje (wasze) pieniądze. w ciągu kasa bardzo szybko wypływa. i schowaj samochód.
          • ostatnia_wieczerza Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 12:06
            Witaj,
            Moja wiedza na temat alkoholu i alkoholików jest, dzięki Bogu, minimalna, na temat lekarzy już większa- sama nim jestem, mam rodziców lekarzy i męża lekarza.
            Tłumaczenie, że pije bo stresująca praca jest idiotyczne. Każdy z nas ją ma i nie każdy pije.
            Zdarzało mi się, niestety, zastepować, "niedysponowanych" kolegów przyczyniając się tym do ich nałogu. Miało to najczęściej miejsce w ...pogotowiu ratunkowym, w którym miałam dyżury jakiś czas temu. W tym, wówczas specyficznym miejscu, pracowało sporo ludzi z tym problemem.
            Nie chcę się wymądrzać, bo jak wspomniałam moja wiedza jest minimalna, ale niech mąż poniesie konsekwencje pijaństwa.
            Ważne jest czy w pracy narozrabiał, kto to widział i czy zrobił komuś krzywdę. Jest różnica czy zasnął i nie poszedł na obchód czy przyjmował pijany. Czy nie będzie toczyła się przeciwko niemu sprawa przed sądem lekarskim?
            Ja nie stawiałabym ultimatum, bo to nic nie da. Czy się rozwodzić czy nie to już inna sprawa i Twój wybór. Ja bym z osobą uzależnioną nie wytrzymała ani jednego dnia ( nawet gdyby to był niepijący alkoholik, bo strach przed piciem byłby większy od największej nawet miłości), ale piszę o sobie. Bałabym się także kłamstw i agresji i spirali problemów.
            • marzeka1 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 12:20
              To, że planujesz wyjazd, to najlepsze co w tej sytuacji możesz zrobić; da co to potrzebny dystans.
            • tomelilla pijacy lekarz 24.02.13, 12:23
              Ja tez jestem lekarzem i moj pijacy maz rowniez. Przeszedl wszelkie mozliwe terapie (zmuszony przez pracodawce) niestety bez efektu. Teraz przygotowuje juz tylko papiery rozwodowe choc on oczywiscie nie chce slyszec o rozwodzie.
              Pijanstwo wsrod lekarzy jest baaardzo powszechne, chyba wszyscy lekarze to wiedza. Najgorsze sa nocne dyzury, wtedy stezenie pijanych lekarzy na metr kwadratowy gwaltownie wzrasta. Bywalo, ze nie moglam znalezc radiologa bo gdzies sie zaszyl i chlal, a jak juz sie znalazl to opisywal zdjecia takim belkotem, ze nie mozna bylo absolutnie w ten opis wierzyc. Kiedys ganial mnie kolega trzymajacy dwie butelki wina w reku i poruszajacy sie wezykiem. Oczywiscie pijanych mozna tez spotkac za dnia, w pewnym momencie poczucie wstydu kompletnie zanika. Sama bylam wielokrotnie czestowana alkoholem na tzw. imieninach pracowniczych.
              Daj sobiez nim spokoj, jak ktos tu juz napisal lekarze uwazaja sie za wybrancow bogow i ich problem alkoholowy nie dotyczy. Osobiscie nie znam zadnego lekarza, ktory skonczyl z piciem, natomiast znam wielu, ktorzy rozpieprzyli rodziny tudziez sa juz na cmenterzu.
              • beata7305 Re: pijacy lekarz 24.02.13, 13:20
                A zadzwoniłaś wtedy na policję 9sytuacja z radiologiem), czy kryłaś kolegę po fachu udając, że nic się nie stało?
              • ostatnia_wieczerza Re: pijacy lekarz 24.02.13, 13:35
                Nie demonizuj. Wśród lekarzy jest jakiś procent pijących, ale nie jest to pijana banda latająca w nocy z butelkami w ręku po szpitalnych korytarzach. Nie pochwalam picia zwłaszcza w pracy kimkolwiek by nie był pijący.
                Wydaje mi się, że więcej pijących jest np. w pogotowiu ratunkowym a mniej tam gdzie praca bardziej prestiżowa. Częściej pije się w męskim towarzystwie a mniej w babińcu takim, w którym ja pracuję ( pediatria).
                Lekarze są oporni w leczeniu- czegokolwiek. Nie zanalizowałam czy lekarz X czy Y wyleczył się z alkoholizmu. Prócz tego nie każdy kto napije się wódki/koniaku/brandy/wina jest alkoholikiem ( choć w pracy absolutnie pić nie powinien).
                Duża dostępność flaszek też robi swoje. My jako pediatrzy dostajemy najczęściej mniej procentowe alkohole ( wina), ale nie przypominam sobie by w ciągu ostatniego dziesięciolecia któreś z nas kupowało alkohol. Jednak alkohol w domu nie usprawiedliwia picia.
                Natomiast pije się także w innych zawodach: pracownicy wszystkich linii lotniczych świata, wojskowi, prawnicy, hydraulicy, budowlańcy wszelkiej maści....
                • sandrad2 Re: pijacy lekarz 24.02.13, 13:43
                  Mam znajomą pielęgniarkę, opowiadała w jakim szoku była gdy zaraz po szkole poszła do pierwszej pracy w szpitalu: normą było, że na oddziale personel pije, gdy siedziały w kilka osób w dyżurce to wódkę wlewano do szklanki i wszystkie MUSIAŁY wypić, żeby nie było iż jedna piła a inna nie - bo "kto nie pije ten kabluje" takie było powiedzenie starszych, wszystkie miały wypić wódkę a jak któraś nie chciała to tak jej życie reszta uprzykrzyła że musiała odchodzić z pracy...
                  • alina_ala-0 Re: pijacy lekarz 24.02.13, 13:47
                    Paranoja
                  • ostatnia_wieczerza Re: pijacy lekarz 24.02.13, 14:27
                    Demonizujesz! Tak się złożyło, że jestem z rodziny lekarskiej, podobnie jak mój pierwszy ( nieżyjący) i obecny mąż. Obracamy się praktycznie w środowisku lekarzy wszystkich możliwych specjalności.
                    Moi rodzice ( anestezjolog i ginekolog) nigdy w pracy nie pili, nigdy nie widziałam ich pijanych w okolicznościach niepracowych. Co nie oznacza, że są abstynentami. Wieczorem piją 1 ( jeden) kieliszek jakiegoś trunku ( whisky, koniak ).
                    Moi teściowie ( dentystka i laryngolog) już nie żyją, ale oboje praktycznie nie pili- okazjonalnie 1 long drink, teść czasem piwo.
                    My ( pediatrzy) pijemy do obiadu sobotnio-niedzielnego 1 butelkę wina ( najczęściej czerwone) na 4 osoby.... i czasem wieczorem jakiś drink ( mały kieliszek koniaku ).
                    Nie widzialam mojego męża- ani pierwszego ani drugiego pijanego ani nawet podpitego. Chociaż zdarzało się, że na urlopie miał dobry humor bo do obiadokolacji wypisliśmy nie 1 a 3 kieliszki wina.

                    Na moim oddziale nikt z kolegów nigdy nie nadużył. Gdy pracowałam w pogotowiu owszem zdarzali się, nawet ich zastępowałam, pijący koledzy. Było ich mniej więcej tyle samo co trzeźwych. Tak więc obraz pijanej służby zdrowia mocno przerysowany.
          • kawka74 Re: to, o czym pisze blond_suflerka 24.02.13, 14:01
            Z całym szacunkiem - nie lubię być wychowywana przez obcych ludzi. Wymiana zdań zakończy się wtedy, kiedy będzie na to czas.
            • selavi2 kawka 24.02.13, 14:54

              Czy ty nie rozróżniasz grzecznej prośby ZAŁOZYCIELKI watku od wychowywania?
              Przecież ktoś cię zawsze może o coś poprosić, a ty albo prośbę spełniasz albo odmawiasz.
              Ale żeby proszenie traktować jak wychowywanie? Obruszać się?
              Dziwi mnie to.
              Zluzuj pośladki.;-P

              Czy jak cię poproszę, żebyś wrzuciła trochę na luz, bo nie ty tutaj masz problem tylko gospodyni, to też mnie ofuczysz?
              • kawka74 Re: kawka 24.02.13, 15:09
                > Czy ty nie rozróżniasz grzecznej prośby ZAŁOZYCIELKI watku od wychowywania?

                Mnie to raczej przypominało gderanie koleżanek po fachu. Mam prawo tego nie lubić, jak również mam prawo zwrócić uwagę, że sobie nie życzę.

                > Czy jak cię poproszę, żebyś wrzuciła trochę na luz, bo nie ty tutaj masz proble
                > m tylko gospodyni, to też mnie ofuczysz?

                Piszesz tak, jakbyś na forum była od wczoraj i nie miała pojęcia, że wątki nie są własnością założycieli, że puchną, ewoluują, idą w różnych kierunkach, powstają tematy poboczne i tak dalej. Problem jednej osoby staje się punktem wyjściowym do dyskusji ogólnej, jest to stała praktyka, więc stukanie linijką w pulpit, żeby Kowalski z Nowakiem przestali gadać, nawet jeśli biorą się za grzywki, jest zwyczajnie bez sensu.
                • selavi2 Re: kawka 24.02.13, 15:21
                  Jestem na forum długo, ale jestem też idealistką oraz adwokatem.;-P
                  Czyli rozchozi mię się o to, że alina nie jest bywalczynią i w moim odczuciu ma zwyczajne intencje oraz jako że jest bardziej potrzebująca wsparcia niż reszta uczestniczek tego wącika, to może by się do niej nie przy...czepiać?
                  • kawka74 Re: kawka 24.02.13, 15:30
                    Ależ ja się do niej nie przyczepiam! Ona o coś poprosiła, ja o coś poprosiłam, a każda zrobi z tym, co chce, koniec, kropka.
                    Grupa o kryptonimie 'Platon' zaczyna się powiększać - poeci, psychologowie, a teraz adwokaci i idealiści ;p
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka