Po dzisiejszym dniu mam już serdecznie dość wszystkiego. Jak dotąd najgorszy dzień w moim życiu. ,,Cudownie'' zapowiadający się weekend i najbliższy czas

. Opisze chociaż trochę o co chodzi, bo po prostu muszę to komuś wyrzucić, a jak narazie wstyd mi powiedzieć o tym komuś tak w realu. Zwłaszcza że to sprawa dosłownie sprzed paru godzin. Mój mąż poszedł dzisiaj na popołudnie do pracy. Jak wychodził mnie akurat nie było, bo pracuje na ranną zmianę. Koło 15 wychodze ze swojej pracy, i dostaje telefon z pracy męża. Odbieram, i co słyszę: ,,Proszę przyjechać po męża, bo nie jest w stanie sam wrócić do domu, a nie będę ukrywał przed panią, że jest pijany''. Jak to usłyszałam, ścięło mnie z nóg. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć i jak zareagować. I chyba nigdy nie było mi tak wstyd jak właśnie dzisiaj. Zwłaszcza jak dotarłam na miejsce. A jakby tego było mało, mój durny (chociaż to za delikatnie określenie) mąż pojechał do pracy autem(!). Szok i jeszcze raz szok. Jakie są tego konsekwencje nie trudno się domyśleć. Z mężem nie rozmawiałam, bo średnio kontaktuje, zresztą nie wiem, o czym miałabym z nim dzisiaj rozmawiać. Można powiedzieć że przez całą drogę nie odezwał się słowem. Jak dotąd wydawało mu się, że jest odpowiedzialny i że myśli logicznie. Tak, żale się, ale po prostu się wygadałam. Chociaż trochę. Teraz mąż śpi, a ja mam ochotę ryczeć. I nie wiem, co dalej i jak on to sobie wyobraża.