green-monkey
09.03.13, 16:58
Bo mnie przeokropnie. Najpierw ktoś się sam w nałóg wciąga z własnej nieprzymuszonej woli, przez lata niszczy zdrowie swoje i innych, zasmradza mieszkanie, samochód, ect., wydaje mnóstwo kasy, a potem stwierdza, że rzuca (stan zazwyczaj nie trwa długo, bo jednak nałóg silniejszy), ale angażuje całe otoczenie w przeżywanie. Każda rozmowa zaczyna się chwaleniem ile to czasu już ktoś nie pali, słychać, że oczekuje o wypytywanie o szczegóły jak to znosi, jakimi środkami sobie pomaga. Wszyscy dookoła są zaangażowani jakby nie wiadomo co się stało. Nie wiem czemu, ale mnie to strasznie denerwuje.