Niby nic a jednak myślę i główkuję ...
Pojechaliśmy dziś na większe zakupy,wróciliśmy mąż pojechał jeszcze coś załatwić ja w domu rozpakowywałam rzeczy.Córka woła mnie do sypialni pokazuje porysowaną długopisem poduszkę,nic mało było widać więc nie nakrzyczałam,zwróciłam uwagę i powiedziałam,że tak nie można.Za chwilę woła mnie znowu i z szyderczym uśmiechem pokazuje porysowaną kołdrę(wczoraj zmieniałam pościel)dosyć dużo+2 inne rzeczy.Nerwy mi puściły nakrzyczałam porządnie,zamknęłam w pokoju mała płakała,waliła w drzwi itd.Co do czego zaczęłam mówić,że zrobiła tak bo jej nie kupiliśmy plasteliny.Jakoś sobie nie mogę wyobrazić,że to możliwe,a może?!
Ogólnie to dobra dziewczynka,nigdy z nią nie miałam kłopotów,ale ostatnio takie skecze z wymuszaniem są coraz częściej,nie popuszcza,niczego się nie boi a ja nie mam pojęcia jak się zachowywać w takich sytuacjach.Za miesiąc są jej 4 urodziny czy od teraz będzie coraz gorzej
Jak sobie radzicie w takich sytuacjach? Poradźcie coś ,jakieś metody?