korzystając z okazji, że byłam wczoraj w "mieście" czyli w centrum Poznania, a konkretnie na ulicy Dąbrowskiego, a jestem na etapie poszukiwania kiecek - do pracy oraz na zbliżające się wesele znajomych, przeszłam sobie odcinek od ul. Kochanowskiego do prawie ul. Niestachowskiej, żeby odwiedzić butiki, które widuję zwykle jedynie z okien auta - ulica ta bowiem jest dość problematyczna jeśli chodzi o parkowanie, więc za każdym razem, kiedy tamtędy (oraz ul. św. marcin i głogowska oraz garbary) przejeżdżam, mówię sobie - o! jakie fajne rzeczy na wystawie, muszę tam pojechać, ale w końcu i tak trafiam do malty, albo innego king crossa.
w każdym razie, wczoraj sobie elegancko zaparkowałam, a że miałam po załatwieniu tego, co miałam załatwić jeszcze 1,5 godziny ruszyłam.
i co? i jajco. bo ciuchy fajnie wyglądające z okien samochodu po wejściu do butików wyglądały dokładnie tak samo jak te na rynku jeżyckim.
z wyjątkiem dwóch sklepów. w jednym faktycznie fajne kiecki, fajne materiały i ceny nawet nawet jak za tą jakość - bo w granicach 400 zł, co uważam za wysoką cenę na kieckę z sieciówki, ale za takie jak tam myślę cena przyzwoita.
drugi to aryton, ale 1200 za prostą prawie że tunikę sponiewierało mnie nieco psychicznie, ale fakt - dawno na zakupach bardziej "wytwornych" nie byłam

to się odzwyczaić mogłam.
ale najlepszy był butik, który zawsze mi najlepiej rokował - tak prawie przy rynku jeżyckim. najpierw pani uparła się, że będzie mi dobrze w krwisto czerwonej tafcie, potem była zachwycona, że wzięłam do przymierzalni dwie kiecki - szaro czarne

wiedziałam, po prostu wiedziałam, że sobie sama wejdzie do przymierzalni i się nie myliłam. kiecki były tradycyjnie dopasowane w biodrach, za duże o dwa rozmiary w pasie i jeden rozmiar w cyckach, ale pani przekonywała mnie, że alez skąd. po czym kiedy jej pokazałam fałd zwisającego smętnie materiału powiedziała, ze oni mi ją dopasują, bo oni szyją również na miejscu. pokazała mi też kieckę z zielonego materiału w żółte kółka i powiedziała cytuję: "niech pani przymierzy versace". zaczęłam się śmiać, a ona, ze to naprawde versace!!!
za 200 złotych. bez metki...
pomijam fakt, że versace to dla mnie synonim kiczu i obciachu nawet w wersji oryginalnej.
ale ale... zainteresowałam się faktem, że szyją te kiecki sami (kiecki w cenach od 150 do 300 złotych), więc spytałam ile w takim razie kosztuje uszycie sukienki prostej, bez udziwnień i rozszerzanej dołem z mojego materiału.
400 do 500 złotych....
podziękowałam grzecznie i wyszłam. i przepraszam się w ten weekend z maltą