Dodaj do ulubionych

Nauka w domu

14.01.12, 15:26
Czy ktoś z was zastanawiał się nad tym aby nie posyłać dziecka do szkoły i przejąć odpowiedzialność i edukować je w domu samodzielnie?
Obserwuj wątek
    • joshima Re: Nauka w domu 14.01.12, 18:36
      ja biorę to pod uwagę bardzo poważnie, choć mam na to jeszcze trochę czasu, bo moje dziecko ma dopiero 3 lata (właściwie to niedługo będzie miało).
    • nat.wroclaw Dziewczyny, napiszcie o tym coś więcej 14.01.12, 20:53
      NIgdy nie rozważalam homeschoolingu, ale to, co piszecie wyzej rozbudziło moja ciekawość. Zawsze sądziłam że tę opcję wybierają edukacyjni freaks, nauczyciele, pedagodzy - misjonarze, ktorzy swojej wizji nauczania nie mogę realizowac w panstwowej szkole, no nie wiem, stereotyp mną zawladną.

      Napiszcie dlaczego Wy sie nad taka forma uczenia dzieci zastanawiacie i jakie Waszym zdaniem nalezy spelniac warunki, zeby sie takiego wyzwania podjac?

      dzieki!

    • sabciasal Re: Nauka w domu 14.01.12, 23:09
      wg mnie to kolejna, aktualnie modna, fanaberia. prawie nigdy nie realizowana w praktyce, ale teoretycznie jak najbardziej, w myśl zasady ja i moje dzieci musimy się wyróżniać. takie mam wnioski po rozmowie z dwiema osobami i analizie wątków na forum.
      oczywiście, że edukacja domowa jest ok, o ile okoliczności życiowe do niej zmuszają. w innych - krzywda dla dzieci.
        • sabciasal Re: Nauka w domu 14.01.12, 23:37
          - na pozbawieniu realnego kontaktu z rówieśnikami, w wieku, gdy dzieci mocno identyfikują się z grupą (bo kontakt z kolegami na kółko plastycznym czy języku nie wystarczy w tym wieku)
          - na ograniczeniu "źródła" wiedzy do rodzica - ja po prostu nie wierzę, aby w obecnych czasach istniała osoba, która jest w stanie przekazać (no i posiadać) pełną wiedzę nawet na poziomie szkoły podstawowej, od języka polskiego po pracę technikę (nie zapominajmy o grach zespołowych, których zasady wykładane/ćwiczone są na w-f:). Ja mogłabym (pewnie mniej profesjonalnie niż nauczyciel) wyłożyć przedmioty humanistyczne do 4 klasy włącznie. Tylko dlaczego miałoby to być lepsze dla mojej córki niż szkoła?
          - zdominowaniu życia dziecka przez rodzica. I życia rodzica przez dziecko. Bo nie da się załatwić takiej edukacji w czasie krótszym niż kilka godzin dziennie (wliczając oczywiście aktywne przygotowanie rodzica do zajęć, zbieranie materiałów i przypominając sobie o co chodziło z tą przydawką,wielomianem i chlorofilem).

          • joshima Re: Nauka w domu 14.01.12, 23:54
            Na szczęście każdy, kto poświęci nawet niewiele czasu, na zapoznanie się z ideą i praktyką dotyczącą ED szybko zrozumie, że to co napisałaś mija się z prawdą.

            > - na pozbawieniu realnego kontaktu z rówieśnikami
            Dzieci uczone w ED nie są trzymane w domu pod kluczem

            > - na ograniczeniu "źródła" wiedzy do rodzica
            1. Dziecko ma więcej niż jednego rodzica.
            2. W klasach 1-3 dziecko ma źródło wiedzy ograniczone do jednego nauczyciela, ja szczególnej różnicy nie widzę, poza tym, że rodzic zna swoje dziecko lepiej, bardziej mu zależy, bardziej się przykłada i jest skuteczniejszy oraz mniej schematyczny
            3. ED nie wyklucza udziału w edukacji "osób trzecich". Wiadomo, że jeśli chodzi np o języki, to rzadko który rodzić jest w stanie się podjąć.
            4. Wykształcony rodzic, świadomy tego na co się porywa potrafi uczyć nie polegając jedynie na zdobytej dotychczas wiedzy, ale w razie potrzeby będzie ją pogłębiał.


            > Ja mogłabym (pewnie mniej profesjonalnie niż nauczyciel) wyłożyć
            > przedmioty humanistyczne do 4 klasy włącznie.
            A ja do trzeciej gimnazjum włącznie, za wyjątkiem języków obcych.

            > Tylko dlaczego miałoby to być l
            > epsze dla mojej córki niż szkoła?
            Bo mi bardziej zależy na jej rozwoju niż nauczycielom w szkole. Zrobię to w sposób ciekawszy, bardziej zajmujący i bardziej rozwijający niż przeciętny nauczyciel. No i lepiej dostosowany do indywidualnych predyspozycji mojego dziecka. Bo ja je znam lepiej.

            > - zdominowaniu życia dziecka przez rodzica.
            A to niby w jaki sposób. Tez uważasz, że uczenie dziecko w domu wymaga ślęczenie nad nim 6-8 godzin dziennie codziennie? No to jesteś w błędzie.
              • sabciasal Re: Nauka w domu 15.01.12, 18:23
                tak, ja się nie nadaję na nauczyciela. I nim nie jestem. Ale chylę czoła przed osobą, która ma wiedzę ze wszystkich gimnazjalnych przedmiotów, naprawdę.... I jeszcze
                " Zrobię to w sposób ciekawszy, bardziej zajmujący i bardziej rozwijający niż przeciętny nauczyciel. No i lepiej dostosowany do indywidualnych predyspozycji mojego dziecka."

                Z cytowanymi przez Ciebie hasłami zapoznałam się, są sztandarowe dla każdego opowiadającego o planach naukę własnych dzieci. Wierzysz, że wystarczy ci mniej niż 5 godzin dziennie na zajęcia z piątoklasistą? Ja mam dziecko w tym wieku, ty jesteś na początku edukacji przedszkolnej. Życzę powodzenia/.
                • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:01
                  sabciasal napisała:

                  > Wierzysz, że wystarczy ci mniej
                  > niż 5 godzin dziennie na zajęcia z piątoklasistą?
                  Tak wierzę w to. Piątoklasista czyta już raczej sprawnie. A przy ED raczej nie ma potrzeby tracenia czasu na to co się najczęściej robi w klasie, czyli na dyktowanie notatki z lekcji.
            • morekac Re: Nauka w domu 15.01.12, 07:07
              Widać, że masz dziecię sztuk jeden i jeszcze do szkoły nie chodzi. Chyba masz nazbyt idealistyczne podejście. Bo niezależnie od twoich talentów pedagogicznych i niesamowitej wiedzy wyniesionej ze szkół, pamiętaj o kilku rzeczach:
              - musisz się do tych lekcji przygotować. Jeśli tych dzieci jest więcej - musisz się przygotować do kilku rożnych przedmiotów - to zajmuje - wbrew pozorom - sporo czasu. Bo już nie pamiętasz /nie byłaś w tym dobra/coś się zmieniło w programie. W gimnazjum mają ponad 30 h lekcji, zakładam, że w warunkach domowych przerobicie to w 18 godzin, a drugie tyle zajmie ci zapewne solidne przygotowanie się do lekcji. Gdzie ty tu widzisz czas na swoją pracę?
              Z kolei zatrudnianie guwernerów i guwernantek powoduje, że sporo musisz na nich zarobić. Co oznacza, że twoje kontakty z dzieckiem ograniczą się tylko do homeschoolingu, bo na nic innego nie starczy ci czasu.
              - to nie jest tak, że dziecko nauczy się mnożenia chodząc wyłącznie z tobą po zakupy. Będzie musiało rozwiązać ileś tam zadań na papierze, bo musi zrealizować program danej klasy (bodaj w konkretnej szkole) - a potem ten program zaliczyć. Jakoś nie wydaje mi się, aby komisja, przed którą dziecko będzie zdawało co pół roku egzaminy, dało mu paragon, a nie - zestaw zadań. ;-)
              Musisz też dziecko przygotować do egzaminów - po podstawówce i po gimnazjum.
              Wymaga to jednak trzymania się programu, rozwiązywania zadań z durnych podręczników i mnóstwa rzeczy, których nie znosi się w szkole - a nie tylko rozwijających wycieczek do sklepu, parku i CNK. W młodszych klasach dolicz jeszcze dowożenie na zajęcia grupowe (i kasę na nie w każdym wieku) - w pewnym momencie dzieci zza płotu znikną, bo będą miały swoją szkołę, swoje odrabianie lekcji i swoje zajęcia.
              Nie twierdzę, że to niemożliwe i że dziecko nie będzie dobrze przygotowane. Ale nie pisz, że da się to bez problemu pogodzić to z pracą przynoszącą kupę kasy i mnóstwem czasu wolnego uczącego rodzica. :-)
              • mir123bych Re: Nauka w domu 15.01.12, 10:00
                A ty Morekac, co wybrałeś?

                Ja się boję i chyba wolę model szkoła podstawowa + praca w domu z dzieckiem sprowadzająca się do aktywnej nauki, a nie tylko sprawdzania czy odrobiło ono pracę domową.
                • kol.3 Re: Nauka w domu 15.01.12, 10:42
                  W naszym życiu publicznym znana była pewna lekko zidiociała posłanka, którą rodzice uczyli w domu aby ją ustrzec od złych wpływów szkoły.
                • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 10:49
                  mir123bych napisał:

                  > A ty Morekac, co wybrałeś?
                  >
                  > Ja się boję i chyba wolę model szkoła podstawowa + praca w domu z dzieckiem spr
                  > owadzająca się do aktywnej nauki, a nie tylko sprawdzania czy odrobiło ono prac
                  > ę domową.
                  Czyli efektywnie musisz poświęcić dziecku dokładnie tyle czasu ile poświęciłabyś na ED. Z tym, że nie ma już czasu wolnego ani dla Ciebie ani dla dziecka. No ale co kto woli.
                  • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 10:25
                    Czyli efektywnie musisz poświęcić dziecku dokładnie tyle czasu ile poświęciłaby
                    > ś na ED.
                    Niby tyle samo, ale dużo przyjemniej.
                    Ale robię to nieco w innej roli. Nie w roli belfra, tylko w roli przewodnika. Mogę sobie pójść na spacer bez konieczności przeprowadzenia wykładu o blaszkach liściowych w parku, do sklepu - bez konieczności zrobienia wykładu nad paragonem, a do CNK - bez konieczności skupienia się na tym, a nie innym dziale, bo tak nam akurat wynika z programu. :-) I robię to, co lubię, a nie - to co muszę. Jeśli nie nazwać tego czasem wolnym, to czym? Poza tym sprawom naukowym dziecka nie poświęcam wtedy 40h tygodniowo, tylko nieco mniej - urozmaicenie to też ważna sprawa. W przypadku edukacji domowej skupiasz się na roztrząsaniu przywar Kasi z "Oto jest Kasia", wredności rycerzy zakonnych i szlachetności Juranda z "Krzyżaków" czy innych równie pasjonujących lektur. (Przypominam, że lektury, jakby durne nie były, przerobić musisz, i to zgodnie z kluczem typu "Słowacki wielkim poetą był", bo owe lektury występują potem na egzaminach.) Przykro mi bardzo, że rozwiewam twoje marzenia o obcowaniu dziecięcia wyłącznie z wartościową lekturą, ale sama myśl o przerabianiu niektórych lektur sprawiłaby, że zrezygnowałabym z edukacji domowej. A już na pewno z części zwanej polskim. ;-)
                    Poza tym - z punktu widzenia mamy gimnazjalistki - obawiam się, że w starszych klasach przygotowanie interesujących, dobrze wytłumaczonych lekcji zajmuje coraz więcej czasu. Siłą rzeczy nie będziesz dobra we wszystkim - jest to po prostu niemożliwe. Moim zdaniem wykładanie przedmiotu, za którym nigdy nie przepadało się w szkole, który niespecjalnie się umiało i nic się z niego nie pamięta - jest zaprzeczeniem edukacji domowej. To gorzej niż w szkole. A na kogoś innego musisz zarobić.
                    • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 11:24
                      morekac napisała:

                      > Niby tyle samo, ale dużo przyjemniej.
                      W jakim sensie dużo przyjemniej? Dla kogo przyjemniej?

                      > Ale robię to nieco w innej roli. Nie w roli belfra, tylko w roli przewodnika.
                      A to tylko od rodzica zależy czy będzie bardziej belfrem czy bardziej przewodnikiem :P

                      > Mogę sobie pójść na spacer...
                      Tylko kiedy znajdziecie na to czas?

                      > I robię to, co lubię, a nie - to co muszę.
                      No ja właśnie zamierzam robić to co lubię.


                      > Poza tym - z punktu widzenia mamy gimnazjalistki - obawiam się, że w starszych
                      > klasach przygotowanie interesujących, dobrze wytłumaczonych lekcji zajmuje cora
                      > z więcej czasu.
                      Gdybym zaczęła od gimnazjum to pewnie tak by było.

                      > Moim zdaniem wykładanie przedmiotu, za którym nigdy nie przepadało
                      > się w szkole, który niespecjalnie się umiało
                      A jakie to?
                  • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 11:57
                    Na razie to tu sami teoretycy, więc pytanie raczej powinno być w trybie przypuszczającym ;)

                    Sądzę, że najpierw trzeba mieć w głowie program do zrealizowania, potem trzeba upewnić się czy nie trzeba uzupełnić wiedz, a na koniec trzeba mieć pomysły na przekazanie konkretnej wiedzy czy nauczenie/przećwiczenie konkretnej umiejętności. Jeśli chodzi np o litery, to przecież nie musi to być elementarz. Litery cyfry są wszędzie, można to wykorzystywać do utrwalania pewnych umiejętności. Choć poznanie znaku to jedno a poznanie jego znaczenia to druga kwestia.

                    Poza elementarzami są jeszcze takie rzeczy jak choćby magnesy na tablicę, stempelki, różnej maści domina i inne gry oraz pięć milionów pomysłów na "pomoce naukowe", które można wykonać w domu w 10 minut. Są też podręczniki o tym jak uczyć prawidłowo i skutecznie. Mi na przykład bardzo podoba się nauka czytania metoda sylabową. Jest dokładnie opisana, wiadomo czego po kolei uczyć dziecko i jakie umiejętności (poza rozpoznawaniem liter) powinno opanować, żeby można było przejść do kolejnych etapów.
                    • mir123bych Re: Nauka w domu 15.01.12, 12:29
                      Wiadomo, że poziom podstawówki każdy ogarnięty człowiek posiada i przypominać sobie nie musi... ale widzicie głupia umiejętność czytania i pisania, nam wychodzi, ale nauczyć własne dziecko czytać nie powinno sprawiać nam trudności, ale troszeczkę ryzykowne jest, to samo z matematyką my operujemy milionami a dziecko będziemy karcić za błędy do 100 a ono jeszcze tego poziomu może nie przyswajać
                      • kkokos Re: Nauka w domu 15.01.12, 14:20
                        mir123bych napisał:

                        > Wiadomo, że poziom podstawówki każdy ogarnięty człowiek posiada i przypominać s
                        > obie nie musi...

                        mylisz się bardzo :)
                        i powie ci to każdy rodzic dziecka, co skończyło podstawówkę - że co najmniej raz (a w wielu przypadkach nie raz, a często) dziecko podstawówkowe przychodzi do rodzica z pytaniem z podręcznika/zbioru zadań, którego samo nie rozumie i do rozwiązania którego rodzic musi przejrzeć podręcznik, by sobie SPORO z wiedzy szkolnej przypomnieć. organ nieużywany zanika, tak samo szczegóły podstawówkowej wiedzy - zwłaszcza jeśli matką stajesz się nie w wieku lat 15, a 30.

                        • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:05
                          kkokos napisała:

                          > i powie ci to każdy rodzic dziecka, co skończyło podstawówkę - że co najmniej r
                          > az (a w wielu przypadkach nie raz, a często) dziecko podstawówkowe przychodzi d
                          > o rodzica z pytaniem z podręcznika/zbioru zadań, którego samo nie rozumie i do
                          > rozwiązania którego rodzic musi przejrzeć podręcznik,
                          No i popatrz. Dziecko chodzi do szkoły a rodzic i tak musi wertować te podręczniki i dziecku niezależnie tłumaczyć. No to jaki to ma sens? A poza tym, nie żartuj. Jeśli chodzi o matematykę to jej znajomość w podstawówce kończy się na ułamkach. Naprawdę do ogarnięcia tego potrzeba Ci wertowania podręcznika? Mam chrześnice w LO. Owszem czasem muszę sobie coś przypomnieć, żeby jej coś wyjaśnić, głównie jednak dlatego, żeby nauczyć ją rozwiązywać zadanie jedyną akceptowaną przez nauczyciela metodą, bo jak rozwiąże po swojemu, to mimo iż będzie dobrze dostanie pałę.
                          • kkokos Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:43
                            > żeby nauczyć ją rozwiązywać zadanie jedyną akceptowaną
                            > przez nauczyciela metodą, bo jak rozwiąże po swojemu, to mimo iż będzie dobrze
                            > dostanie pałę.

                            tak samo będzie na teście, który twoje homeschoolingowane dziecko będzie musiało zdać :)

                            > Jeśli chodzi o matematykę to jej znajomość w podstawówce kończy się na uła
                            > mkach.

                            oj, chyba nie - programy się zmieniają, ale przez te trzy lata, odkąd moje dziecko skończyło podstawówkę, chyba jednak nie tak bardzo.
                            wiesz, taka pewność "wszystko umiem i pamiętam, nic mnie nie zaskoczy" jest trochę śmieszna - dopóki nie wypróbujesz w praktyce i nie okaże się, że jednak zaskoczy. jak nie matematyka, to przyroda. jak nie przyroda, to geografia. bo nie wystarczy "generalnie pamiętać", ale trzeba pamiętać w szczegółach i to jeszcze, jak sama piszesz, używać jednej właściwej metody.
                            ale cóż, niektórzy rodzą się geniuszami :) w każdym razie życzę ci wszystkiego najlepszego :)
                            • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 20:00
                              kkokos napisała:

                              > tak samo będzie na teście, który twoje homeschoolingowane dziecko będzie musiał
                              > o zdać :)
                              O to własnie chodzi, że nie. Test to test i nikogo nie obchodzi jaką metoda dziecko to policzy, byle odpowiedź się zgadzała.


                              > oj, chyba nie - programy się zmieniają,
                              Niestety poziom raczej sie nie podnosi.

                              > wiesz, taka pewność "wszystko umiem i pamiętam, nic mnie nie zaskoczy" jest tro
                              > chę śmieszna
                              Ciebie to może i śmieszy, Twoja sprawa, ja stale komuś pomagam w przedmiotach ścisłych więc wiem co umiem i co mogę.

                              > ale trzeba pamiętać w szczegółach i to jeszcze
                              > , jak sama piszesz, używać jednej właściwej metody.
                              Oto właśnie chodzi, że nie będąc pod presją konkretnego nauczyciela nie trzeba się ograniczać do jedynej słusznej metody.

                              Za życzenia dziękuję, złośliwość była bez sensu.
                              • kkokos Re: Nauka w domu 15.01.12, 20:12
                                > O to własnie chodzi, że nie. Test to test i nikogo nie obchodzi jaką metoda dzi
                                > ecko to policzy, byle odpowiedź się zgadzała.
                                >

                                oj, chyba nie miałaś rozwiązanego arkusza w ręku... :)


                                • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 20:33
                                  kkokos napisała:

                                  > oj, chyba nie miałaś rozwiązanego arkusza w ręku... :)
                                  No miałam. Zdarzało mi się przygotowywać kogoś do testów. Z dobrym skutkiem.
                                  • misiowamama-2 Re: Nauka w domu 08.03.12, 16:28
                                    Joshima ty to jakiś Twór ponadczasowy jesteś... Najmądrzejsza, najlepsza, WSZECHSTRONNIE uzdolniona, naj, naj, naj...itd.
                                    jak jeszcze mi napiszesz, że najpiękniejsza to chyba do Częstochowy na klęczkach pójdę...:-D
                                    masakra jakaś...
                • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 10:28
                  Zależy, jak sobie wyobrażasz aktywną naukę w domu. Jeśli ma być to nieustanne siedzenie nad lekcjami, to lepiej sobie darować. Bo będzie to trwało do matury.
                  Zawsze można postarać się poszukać w miarę przyzwoitej szkoły, a nie iść do pierwszej lepszej z brzegu.
              • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 10:48
                morekac napisała:

                > - musisz się do tych lekcji przygotować.
                Zdaję sobie z tego sprawę.

                > to zajmuje - wbrew pozorom - sporo czasu.
                Skąd wiesz ile czasu mi to zajmuje?

                > W gimnazjum mają ponad 30 h lekcji, zakładam, że w warunkach domowych prz
                > erobicie to w 18 godzin,
                Sądzę, że najwyżej 15. Poza tym dziecko w gimnazjum umie już świetnie czytać. A nauka historii czy geografii polega na czytaniu. Naprawdę niewiele tam trzeba tłumaczyć. Nie to co przedmioty matematyczno-przyrodnicze. Poza tym do tych 30 godzin wliczasz też przedmioty plastyczne czy muzyczne, techniczne i WF. No to kolejnych kolka godzin wypada.

                > twoje kontakty z dzieckiem ograniczą się tylko do home
                > schoolingu, bo na nic innego nie starczy ci czasu.
                A co to oznacza "tylko home schooling" Czy Ty też uważasz, że to wyłącznie ślęczenie nad książkami i zeszytami z dzieckiem? Jeśli tak to zrozum, że to stereotypy.

                > - to nie jest tak, że dziecko nauczy się mnożenia chodząc wyłącznie z tobą po z
                > akupy.
                No pewnie, że n ie. Podałam to jako przykład.

                > Będzie musiało rozwiązać ileś tam zadań na papierze, bo musi zrealizowa
                > ć program danej klasy
                To co musi, to zdać egzamin. Nikt go nie będzie pytał ile słupków na papierze rozpisał.

                > Musisz też dziecko przygotować do egzaminów - po podstawówce i po gimnazjum.
                A jak dziecko chodzi do szkoły, to jak myślisz, kto go musi do tego przygotować?

                > Nie twierdzę, że to niemożliwe i że dziecko nie będzie dobrze przygotowane. Ale
                > nie pisz, że da się to bez problemu pogodzić to z pracą przynoszącą kupę kasy
                > i mnóstwem czasu wolnego uczącego rodzica. :-)
                Ha ha ha. To wszystko zależy od tego jaką się wykonuje pracę i za jaką kasę. No i od tego jak kto sobie radzi z organizacją czasu. Przecież wyraźnie napisałam, że to jednak nie dla każdego rodzica zadanie.
                • anula36 Re: Nauka w domu 15.01.12, 12:25
                  Porwalabym sie na to chyba tylko gdybym miala dziecko wybitnie zdolne, lub wybitnie wrazliwe, jesli mialoby sie w szkole meczyc. ja tam akurat zycie szkolne milo wspominam, na pewno lepiej niz siedzenie z moimi rodzicami przy odrabianiu lekcji.
                • sabciasal Re: Nauka w domu 15.01.12, 18:28
                  joshima napisała:
                  " dziecko w gimnazjum umie już świetnie czytać. A nauka historii czy geografii polega na czytaniu. Naprawdę niewiele tam trzeba tłumaczyć. Nie to co przedmioty matematyczno-przyrodnicze. Poza tym do tych 30 godzin wliczasz też przedmioty plastyczne czy muzyczne, techniczne i WF. No to kolejnych kolka godzin wypada.

                  czyli nauka w domu bez zajęć muzycznych, sportowych i plastycznych, z historią i geografią w postaci samodzielnych czytanek dziecka? Na pewno to bardziej rozwijające i ciekawsze dla dziecka niż nudna lekcja z wykwalifikowanym nauczycielem. Ale zawsze zostaje wizyta w muzeum, jak zalecają na stronach ED:)
                  serio, posiadając trzyletnie dzieci, najlepiej skupić się na edukacji przedszkolnej.
                  • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:08
                    sabciasal napisała:

                    > czyli nauka w domu bez zajęć muzycznych, sportowych i plastycznych
                    Od tego sa domu kultury i inne tego typu miejsca.

                    > z historią i geografią w postaci samodzielnych czytanek dziecka?
                    A myślisz, że na czym to polega w szkole? Pani nauczycielka podyktuje notatkę i każe w domu przeczytać temat w książce i odpowiedzieć pisemnie na pytania do tematu.
                • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 10:49
                  Będzie musiało rozwiązać ileś tam zadań na papierze, bo musi zrealizowa
                  > > ć program danej klasy
                  > To co musi, to zdać egzamin. Nikt go nie będzie pytał ile słupków na papierze r
                  > ozpisał.
                  Jak ci dziecię poplącze w zapisach matematycznych z powodu nieutrwalenia zapisu i szanowna komisja egzaminacyjna nie uzna odpowiedzi (bo gdzieś tam zabraknie kropki czy przecinka) - inaczej będziesz pisać.

                  A jak dziecko chodzi do szkoły, to jak myślisz, kto go musi do tego przygotować
                  > ?
                  Zaryzykuję twierdzenie, ze samo się przygotowuje? Bo wie, że to jego sprawa?

                  A
                  > nauka historii czy geografii polega na czytaniu. Naprawdę niewiele tam trzeba
                  > tłumaczyć.
                  Czyli twoje dziecko nie będzie miało szansy na przyzwoitą naukę historii czy geografii. Bo masz te przedmioty gdzieś. I wbrew pozorom całkiem sporo tam czasem trzeba przedyskutować, zwłaszcza w historii. Geografia to praca w dużej mierze z mapą, a nie czytanie.

                  . Poza tym do tych 30
                  > godzin wliczasz też przedmioty plastyczne czy muzyczne, techniczne i WF
                  Nie chcę cię martwić, ale wcale nie wypada. Wiadomości z historii sztuki czy architektury (plastyka) i historii muzyki dziecko nie przyswoi na jakiś zajęciach pacykarsko-brzdąkalskich w domu kultury, tylko będziesz musiała się tym zająć. A testy potrafią o to zahaczyć. Już nie mówiąc o tym, że na egzaminie z przedmiotu na koniec roku może być to wymagane. Tak samo jak teoria robienia na drutach i rodzaje włókien, tudzież teoria obierania marchewki. Nie żebym usiłowała cię odwieść od edukacji domowej, ale weź to pod uwagę - będziesz musiała zajmować się mnóstwem głupot z tego tylko powodu, że program tego wymaga.
                  • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 11:29
                    morekac napisała:

                    > Jak ci dziecię poplącze w zapisach matematycznych z powodu nieutrwalenia zapisu
                    > i szanowna komisja egzaminacyjna nie uzna odpowiedzi (bo gdzieś tam zabraknie
                    > kropki czy przecinka) - inaczej będziesz pisać.
                    Jak zabraknie kropki lub przecinka to obliczenia nie wyjdą. To chyba normalne. A nawet jak dziecko w ED zrobi w domu tyle zadań co zrobiłoby w ramach pracy domowej chodząc do szkoły, to przynajmniej nie straci czasu na siedzenie w klasie podczas gdy pani sprawdza listę obecności, uspokaja klasę, czy magluje kogoś przy tablicy. To czas zmarnowany.

                    > Zaryzykuję twierdzenie, ze samo się przygotowuje? Bo wie, że to jego sprawa?
                    Równie dobrze może się tego nauczyć w ramach ED.

                    > Czyli twoje dziecko nie będzie miało szansy na przyzwoitą naukę historii czy ge
                    > ografii. Bo masz te przedmioty gdzieś.
                    Nie mam tych przedmiotów gdzieś. Naprawdę bardzo je lubię, tylko uważam, że nie wymagają takich objaśnień jak choćby matematyka czy chemia.

                    > Już nie mówiąc o tym, że na egzaminie z przed
                    > miotu na koniec roku może być to wymagane.
                    Zacznijmy od tego, że nie są. A reszta to kwestia zainteresowań.

                    > Tak samo jak teoria robienia na drut
                    > ach i rodzaje włókien
                    Też się na tym znam.

                    > tudzież teoria obierania marchewki.
                    Umiem nawet hodować z powodzeniem :P

                    A poza tym wiem na co się zamierzam. Należę do osób, które dogłębnie analizują zagadnienie nim się czegoś podejmą. Dlatego interesuję się tym już teraz a nie "za pięć dwunasta".
                    • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 12:44
                      Jak zabraknie kropki lub przecinka to obliczenia nie wyjdą.

                      Wyjdą, bo miałam na myśli brak kropki albo przecinka w odpowiedzi słownej na końcu zadania. :-)
                      Odejmują za to punkty.

                      . Naprawdę bardzo je lubię, tylko uważam, że nie
                      > wymagają takich objaśnień jak choćby matematyka czy chemia.
                      A to akurat zależy, co kto lubi. W historię czy geografię też się można wgłębić - ale do tego potrzebny jest nauczyciel z pasją.

                      Już nie mówiąc o tym, że na egzaminie z przed
                      > > miotu na koniec roku może być to wymagane.
                      > Zacznijmy od tego, że nie są.
                      Zacznijmy od tego, że są wymagane. Być może nie we wszystkich szkołach - ale są takie, w których są. I całkiem ich sporo. Z plastyki, muzyki, techniki czy informatyki są klasówki - w związku z tym są też konkretne wiadomości, które są sprawdzane. ;-)
                      Mnie też jest przykro, że są.

                      Tak samo jak teoria robienia na drut
                      > > ach i rodzaje włókien
                      > Też się na tym znam.
                      Nie zaprzeczam twoim umiejętnościom robienia na drutach bynajmniej, ale opanowanie włókien (i innych pierdół) występujących w programie klasy V SP przekracza zdolności poznawcze normalnych ludzi. ;-)
                      >
                      > > tudzież teoria obierania marchewki.
                      > Umiem nawet hodować z powodzeniem :P
                      Hodowla to w ramach biologii, a nie techniki.
                      Czy umiesz napisać klasówkę n/t obierania marchewki? Bo wierzę, że umiesz obrać.
                      BTW: To też program techniki, klasa V. :-) Przykłady z życia wzięte.
                      Wiem, że to straszne głupoty i że dziecko w domu nauczy się tego w praktyce perfekcyjnie, ale chodzi o to, że będzie musiało napisać z tego sprawdzian. A ty mu będziesz musiała wyłożyć teorię, żeby ten sprawdzian mogło napisać. Zastanów się, na co się porywasz - i czy jesteś w stanie to zrobić, zachowując powagę i przekonując dziecko, że to konieczne celem jego wykształcenia.
                      Sama teoria obierania marchewki, włókna i zasady działania maszyn włókniarskich + konieczność przerobienia niektórych lektur szkolnych - nie, to zbyt straszne. :-)
                      • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:20
                        morekac napisała:

                        > A to akurat zależy, co kto lubi.
                        No ale ja to mówię z mojej perspektywy a nie ogólnie. Przecież już nie raz powiedziałam, że to nie dla każdego wyzwanie.

                        > Zacznijmy od tego, że są wymagane.
                        Oj nie, chyba, że od 2009 zmieniły się przepisy.

                        > Zastanów się, na co się porywasz - i czy jesteś w stanie to zrobić, zachowując powagę
                        > i przekonując dziecko, że to konieczne celem jego wykształcenia.
                        Miałam szkolenie BHP. Technika użycia miotły. Coś wiem na ten temat :P
    • leni6 Re: Nauka w domu 15.01.12, 13:22
      Nie zdecydowałabym się na pewno. O, ile uważam, że bym sobie z materiałem poradziła spokojnie do końca podstawówki, może nawet gimnazjum, to wydaje mi się niemożliwe zapewnienie dziecku uczącemu się w domu dostatecznej ilości kontaktu z innymi dziećmi. Kiedyś myślę, że się dało, bo dzieci dużą część popołudnia spędzały na podwórku. Dziś już tego nie obserwuję, po szkole dzieciaki odrabiają lekcje, grają na komputerze, oglądają tv - wszystko to we własnych czterech ścianach.
    • 71tosia Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:11
      Dobrze przygotowany pedagogicznie rodzic majacy jedno dziecko pod opieka zapewne osiagnie lepsze wyniki edukacyjne, szczegolnie na poczatku edukacji. Ale, czy te kilka dodatkowych punktow na testach jest tego warte? Dziecko jednak musi sie nauczyc takze wspoldzialania i konkurowania w grupie, musi sie przyzwyczajac do bycia ocenianym przez 'obcych', musi sie tez nauczyc oceniac 'obcych' ludzi, nauczanie domowe raczej te umiejetnosci ograniczy bo tego mozna sie nauczyc jednak tylko w grupie.

      j
      • joshima Re: Nauka w domu 15.01.12, 19:19
        71tosia napisała:

        > Ale, czy te kilka dodatkowych punktow na testach jest tego warte?
        Ale czy ty naprawdę uważasz, że chodzi tylko o tych kilka dodatkowych punktów?

        > nauczanie domowe raczej te umiejetnosci ograniczy bo tego mozna sie nau
        > czyc jednak tylko w grupie.
        Ech...
        • 71tosia Re: Nauka w domu 16.01.12, 01:07
          hmmm to o co chodzi. Lepsze wyniki, mniejszy stres dziecka - wydawalo mi sie ze to jest plus domowego nauczania. Ale jezeli nie o to, to co?
          Moim zdaniem jednak takie domowe uczenie troche uposledzi dziecko spolecznie, nie ma konkurencji nie ma wspoldzialania z grupa rowiesnicza - a to wazny element wychowania, nie ma bo nie ma grupy. No chyba ze ty masz jakis pomysl na to zeby dziecko mialo taki sam rodzaj kontaktu (bo zabawa z dziecmi sasiadow to jednak cos innego) z rowiesnikami jak mialoby w szkole, tylko ze bez szkoly. Chetnie przeczytam o takim pomysle.
          • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 09:17
            71tosia napisała:

            > hmmm to o co chodzi. Lepsze wyniki, mniejszy stres dziecka - wydawalo mi sie ze
            > to jest plus domowego nauczania. Ale jezeli nie o to, to co?
            Nie tyle lepsze wyniki co lepsze wykształcenie i rozwój w ogóle. Pewnych rzeczy nie da się zmierzyć za pomocą testów końcowych.


            > Moim zdaniem jednak takie domowe uczenie troche uposledzi dziecko spolecznie,
            Nie wierzę w to.

            > nie ma konkurencji nie ma wspoldzialania z grupa rowiesnicza
            Grupa rówieśnicza jest przeceniana. Dawniej dzieci nie wychowywały się w grupie rówieśniczej a mimo to ludzie nie byli upośledzeniu społecznie. Normalne społeczeństwo nie dzieli się na grupy rówieśnicze.

            > No chyba ze ty masz jakis pomysl na to ze
            > by dziecko mialo taki sam rodzaj kontaktu
            Czyżbyś jednak nie czytała moich postów?
            • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 10:33
              Dawniej dzieci nie wychowywały się w grupie
              > rówieśniczej a mimo to ludzie nie byli upośledzeniu społecznie
              Dawniej na każdym rogu było więcej dzieci. Jak już były dzieci w rodzinie, to było ich kilkoro, w sąsiedztwie - tak samo.
              • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 11:35
                morekac napisała:

                > Dawniej na każdym rogu było więcej dzieci.
                Tak. Powiedz to dzieciom, ktróe były wychowywane przez guwernerów w swoich przepastnych majątkach :P A poza tym dzieci "na rogu" to jednak nie była grupa rówieśnicza, tylko dzieci z sąsiedztwa nieposegregowane wiekowo.

                > Jak już były dzieci w rodzinie, to było ich kilkoro, w sąsiedztwie - tak samo.
                A teraz jest inaczej? To, że mieszkasz w jakimś dziwnym miejscu, gdzie dzieci po szkole siedzą pod kluczem, albo nie mają czasu na nic poza domem nie oznacza, że wszędzie tak jest. U mnie się pęta co najmniej kilka grup "dzieciaków z sąsiedztwa". Przewalają się zarówno po ulicy pod moimi oknami jak i przez moje podwórko (czasem mają jakiś interesik mimo, że nie ma u mnie rówieśnika do towarzystwa dla nich). Może to ja żyje w jakimś dziwnym miejscu, a może jednak Ty.
                • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 12:50
                  Były to dzieci: w tym samym wieku, trochę starsze, trochę młodsze. A teraz masz samych dorosłych i jedno dziecko. Trochę się to różni,
                  Zauważ też, że owe dzieciątka biegające teraz obficie po podwórku znikną za 1-2 lata w przedszkolu i szkole, oraz na zajęciach dodatkowych. Nie będą miały czasu rano, a po południu ty będziesz uspołeczniała dziecko na zajęciach dodatkowych.
                  Potem zaś część zmutuje się w nastolatków pijących piwo i palących papierosy pod śmietnikiem, a druga część będzie miała wszystko w nosie i skończy się twoja chęć uspołeczniania.
                  • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:23
                    morekac napisała:

                    > Były to dzieci: w tym samym wieku, trochę starsze, trochę młodsze. A teraz masz
                    > samych dorosłych i jedno dziecko.
                    Może u Ciebie.

                    > Zauważ też, że owe dzieciątka biegające teraz obficie po podwórku znikną za 1-2
                    > lata w przedszkolu
                    Ale ja mówię o dzieciach w wieku szkolnym, biegających po osiedlu a nie o dzieciach przed przedszkolem, które bez rodziców raczej podwórka nie opuszczają.

                    > Potem zaś część zmutuje się w nastolatków pijących piwo i palących papierosy po
                    > d śmietnikiem, a druga część będzie miała wszystko w nosie i skończy się twoja
                    > chęć uspołeczniania.
                    To się nie zmienia bez względu na to czy się chodzi do szkoły czy nie.
                    • 71tosia Re: Nauka w domu 16.01.12, 16:42
                      gdzie sa jeszcze takie miejsca w Polsce ze dzieci biegaja samopas bo podworkach, bo juz kilka razy sie przeprowadzalam ale nigdzie na takie nie trafilam? I nie pytam ze zlosliwosci tylko naprawde z ciekawosci (duze, male miasto, stare, nowe osiedle, wies?)
                      • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 20:51
                        71tosia napisała:

                        > gdzie sa jeszcze takie miejsca w Polsce ze dzieci biegaja samopas bo podworkac
                        > h, bo juz kilka razy sie przeprowadzalam ale nigdzie na takie nie trafilam? I n
                        > ie pytam ze zlosliwosci tylko naprawde z ciekawosci (duze, male miasto, stare,
                        > nowe osiedle, wies?)
                        Duża wieś na wschód od Warszawy.
                    • morekac Re: Nauka w domu 16.01.12, 18:11
                      > Może u Ciebie.
                      Cóż, jeśli masz więcej niż jedno dziecko i nie są to bliźnięta, to współczuję tej edukacji domowej. Wszystkim stronom. A jeśli masz bliźnięta - cóż, ja bym ich nie kisiła w domu. Potrzebują kontaktów z innymi dziećmi jeszcze bardziej niż jedynak.

                      Potem zaś część zmutuje się w nastolatków pijących piwo i palących papier
                      > osy po
                      > > d śmietnikiem, a druga część będzie miała wszystko w nosie i skończy się
                      > twoja
                      > > chęć uspołeczniania.
                      > To się nie zmienia bez względu na to czy się chodzi do szkoły czy nie.
                      >
                      To co, będziesz dążyła do uspołeczniania dziecięcia z mutantami spod śmietnika? Bo obawiam się, że reszta jednak nie będzie miała czasu na bliższe kontakty z twoim dzieckiem. A to jest kluczowe.

                      Ale ja mówię o dzieciach w wieku szkolnym, biegających po osiedlu a nie o dziec
                      > iach przed przedszkolem, które bez rodziców raczej podwórka nie opuszczają.
                      Cóż, jeśli za rok - dwa będą jeszcze biegać luzem z powodu nadmiaru czasu i braku innych rozrywek, obawiam się, że jednak zmutują.
                      -------------------------------------------------------------
                      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                      • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 20:52
                        morekac napisała:

                        > To co, będziesz dążyła do uspołeczniania dziecięcia z mutantami spod śmietnika?
                        > Bo obawiam się, że reszta jednak nie będzie miała czasu na bliższe kontakty z
                        > twoim dzieckiem. A to jest kluczowe.
                        Dziwnie się z Tobą dyskutuje. Najpierw wysuwasz argumenty od czapy a potem sama z nimi dyskutujesz.
                        • morekac Re: Nauka w domu 17.01.12, 10:19
                          Nie, po prostu nie bardzo wiem, jak wyobrażasz sobie uspołecznianie dziecka - bo obawiam się, że nie bardzo będziesz miała go z kim uspołeczniać. Dzieci w wieku szkolnym chodzą do szkoły, mają trochę różnych zajęć i w pewnym wieku nie starcza już im czasu na beztroskie bieganie po podwórkach. Ci, którym starcza, to chyba jednak nie jest twoja grupa docelowa.
                          Chyba najlepszym wyjściem byłoby zorganizowanie grupy dzieci i grupy rodziców/nauczycieli je uczących - czyli de facto małej szkoły prywatnej. Ale nie sądzę, żeby było to możliwe.
                            • morekac Re: Nauka w domu 18.01.12, 11:05
                              Nigdzie nie piszę o grupie rówieśniczej - tylko o dzieciach. Inaczej wyglądają kontakty dziecka z osobami dorosłymi - a inaczej z dziećmi - mniej więcej na tym samym poziomie rozwoju (czyli w zbliżonym wieku).
                              Przykro mi, ale większość 10 latków raczej niekoniecznie będzie chętnie kontaktować się z 5-latkami, tak samo 15-latki będą miały 10-latka gdzieś. Nie ten poziom mentalny, nie te zainteresowania, nie te zabawy, nie ta psychika. Siłą rzeczy dziecko - ciągnące do innych dzieci jak każda istota społeczna - będzie ograniczone w swoich kontaktach z dziećmi do grupy osób mniej więcej w swoim wieku: +- 2 lata. A ta grupa nie zawsze będzie dostępna. Chyba że z założenia zamierzasz skazywać dziecko głównie na towarzystwo dorosłych - ale nie wydaje mi się to dobre. Dzieci potrzebują towarzystwa dzieci, a nie wyłącznie - towarzystwa dorosłych mentorów.
                              Mnie osobiście martwiłoby, gdyby moja 15-letnia córka postanowiła socjalizować się wśród osób 20 letnich albo utrzymywała kontakty przeważnie z 10-latkami (bo takie owszem, występują licznie na podwórkach). A grupa w okolicach 14-16 w 'chowie wolnym' występuje przeważnie w wersji przyśmietnikowej - inni mają za mało czasu na bzdety, a jeśli nawet umawiają się na jakieś wyjścia czy gry zespołowe - to jest to raczej grupa przyjaciół ze szkoły, a nie z kółka plastycznego.
          • ammazuko_powrot Re: Nauka w domu 16.01.12, 09:56
            >hmmm to o co chodzi. Lepsze wyniki, mniejszy stres dziecka - wydawalo mi sie ze
            to jest plus domowego nauczania. Ale jezeli nie o to, to co

            Plusów jest o wiele więcej niż minusów, przynajmniej w naszym przypadku.
            Nie o wszystkich plusach chciałabym pisać publicznie;)
            My mamy bardzo uzdolnione dzieci (nie są to nasze odczucia a opinia z poradni PP),nauczyciel w szkole mając kilkoro takich dzieci w grupie nie jest w stanie rozwinąć ich zdolności.
            My jako rodzice taką możliwość mamy;)
            Inna rzecz, że w ED na naukę poświęca się zdecydowanie mniej czasu niż w szkole a na ogół dzieci osiągają lepsze wyniki. Właśnie dlatego , że do przekazywania wiedzy wykorzystujesz zainteresowania dziecka a nie przekazujesz suche wiadomości.
            My na rozmowy z nauczycielem chodzimy średnio co 2 miesiące. Opiekun szkolny rozmawia z dzieckiem, "ocenia" nasz sposób nauczania, wymieniamy się uwagami i spostrzeżeniami.

            >Moim zdaniem jednak takie domowe uczenie troche uposledzi dziecko spolecznie, n
            > ie ma konkurencji nie ma wspoldzialania z grupa rowiesnicza - a to wazny elemen
            > t wychowania, nie ma bo nie ma grupy. No chyba ze ty masz jakis pomysl na to ze
            > by dziecko mialo taki sam rodzaj kontaktu (bo zabawa z dziecmi sasiadow to jed
            > nak cos innego) z rowiesnikami jak mialoby w szkole, tylko ze bez szkoly. Chetn
            > ie przeczytam o takim pomysle.

            Wręcz przeciwnie, dziecko uczone w ę nie ma możliwości być upośledzone społecznie.
            Takie dziecko od małego uczone jest tego czego nie uczy się w szkole.
            Wszak życie nie polega tylko na zabawach z rówieśnikami. Dziecko musi się nauczyć funkcjonowania w społeczeństwie. W ED idziesz z dzieckiem na zakupy i dziecko te zakupy robi, np prosi sprzedawcę o wędlinę, w piekarni wybiera pieczywo i o nie prosi ekspedientkę itd...Jeśli umie już liczyć to zachęcasz je aby policzyło ile zapłaci za drobne zakupy, ile sprzedawca powinien wydać. Taka forma nauki sprawia dziecku o wiele więcej przyjemności niż słuchanie suchych faktów i wkuwanie na pamięć regułek matematycznych...
            W ED zapewniasz dziecku dodatkowe "atrakcje", typu zajęcia w Domach Kultury, spotkania z przyjaciółmi, a przyjaciel to nie koniecznie kolega z klasy.

            Owszem, można upośledzić społecznie dziecko jeśli chowa się je pod kloszem, ale ten sam błąd mogą popełnić rodzice, których dzieci do szkoły chodzą....
            • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 11:39
              ammazuko_powrot napisała:

              > Owszem, można upośledzić społecznie dziecko jeśli chowa się je pod kloszem, ale
              > ten sam błąd mogą popełnić rodzice, których dzieci do szkoły chodzą....
              Sama znam parę takich osób spośród moich szkolnych rówieśników. Ze szkoły prosto do domu a na spacer tylko z mamą (w LO żeby nie było). Nawet do kościoła tylko z rodzicami. I kontakt z rówieśnikami w szkole jakoś nie pomagał w uspołecznieniu, bo o czym z nimi rozmawiać jak się nie wie o czym mówią na przerwie?
            • 71tosia Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:11
              > Wszak życie nie polega tylko na zabawach z rówieśnikami.
              To jakas nowa teoria psychologiczna? Polega. Zycie malego dziecka polega na przede wszystkim na zabawie, a uspolecznianie na zabawie z rowiesnikami.
              Niesmialo podejrzewam ze dziecko majac jednak jakies kontakty z rowiesnikami, samo sie predzej czy pozniej wam zbuntuje. No chyba ze ograniczycie te kontakty do zera, wtedy nie bedzie wiedziec za czym tesknic ;-)
              A tak z ciekawosci jak dlugo zamierzacie ciagnac ta edukacje domowa, gimnazjum? liceum?
              • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:25
                71tosia napisała:

                > To jakas nowa teoria psychologiczna? Polega. Zycie malego dziecka polega na pr
                > zede wszystkim na zabawie, a uspolecznianie na zabawie z rowiesnikami.
                I to jest właśnie stosunkowo nowa teoria, nawet nie psychologiczna.


                > A tak z ciekawosci jak dlugo zamierzacie ciagnac ta edukacje domowa, gimnazjum?
                > liceum?
                Gimnazjum na pewno. Liceum jeśli młodzież tak zdecyduje.
    • kaamilka Re: Nauka w domu 16.01.12, 12:07

      nie jest to dobry pomysł, bo aktualnie system jest zbudowany w ten
      sposób, że nie liczy się wiedza ale świadectwo i ocena.
      nie liczy się samodzielne myślenie, tylko znajomość reguł.
      na tej też podstawie przebiega rekrutacja do pracy.

      system edukacji jest maksymalnie zły, ale odrywanie od niego
      jednostek może wyjść na złe tym jednostkom. Gdyż system ten jest
      zły proporcjonalnie do reszty państwa i uczy nas żyć w tej
      patologii.
      • ammazuko_powrot Re: Nauka w domu 16.01.12, 12:53
        > nie jest to dobry pomysł, bo aktualnie system jest zbudowany w ten
        > sposób, że nie liczy się wiedza ale świadectwo i ocena.
        > nie liczy się samodzielne myślenie, tylko znajomość reguł.
        > na tej też podstawie przebiega rekrutacja do pracy.

        No cóż i właśnie mamy takich specjalistów jakich mamy.
        Ja jednak wolę, żeby moje dzieci nauczyły się samodzielnego myślenia a nie wyuczonych regułek. A dzięki samodzielnemu myśleniu można mieć dobre oceny i ładne świadectwo;)
        • woda_woda To ja mam pytanie. 16.01.12, 12:56
          ammazuko_powrot napisała:


          > Ja jednak wolę, żeby moje dzieci nauczyły się samodzielnego myślenia

          W jaki sposób chcesz uczyć dzieci samodzielnego myślenia, jeśli owo dziecko nie spotyka się z opiniami innymi, niż mają rodzice?
                • woda_woda Re: To ja mam pytanie. 16.01.12, 15:40
                  ammazuko_powrot napisała:

                  > mają kontakt też z innymi ludźmi, nie tylko
                  > z rodzicami.

                  Rozumiem. Twoje dziecko, które od czterech miesięcy uczysz zamiast w zerwówce w domu, uczy sie dzięki temu samodzielnego myślenia, czyli sztuki zadawania pytań i argumentacji w dyskusji z tobą.
                    • woda_woda Re: To ja mam pytanie. 16.01.12, 15:51
                      joshima napisała:

                      > Dziwna jesteś. Moje dziecko jeszcze nie poszło nawet do przedszkola a już się t
                      > ego uczy.
                      >


                      No ale ty jesteś najgenianiejsza na świecie przecież, więc to oczywiste.
                  • ammazuko_powrot Re: To ja mam pytanie. 16.01.12, 18:30
                    > Rozumiem. Twoje dziecko, które od czterech miesięcy uczysz zamiast w zerwówce w
                    > domu, uczy sie dzięki temu samodzielnego myślenia, czyli sztuki zadawania pyta
                    > ń i argumentacji w dyskusji z tobą.

                    No cóż, masz blade pojęcie o ED a najwięcej do powiedzenia.
                    ED to nie tylko realizowanie programu szkolnego, nauka zaczyna się zdecydowanie wcześniej...
                    Ale nie każdy ma tyle szerokie horyzonty, żeby to zrozumieć;)
                    • woda_woda Re: To ja mam pytanie. 16.01.12, 18:35
                      ammazuko_powrot napisała:


                      > No cóż, masz blade pojęcie o ED a najwięcej do powiedzenia.
                      > ED to nie tylko realizowanie programu szkolnego, nauka zaczyna się zdecydowanie
                      > wcześniej...
                      > Ale nie każdy ma tyle szerokie horyzonty, żeby to zrozumieć;)

                      :)))
                      Ano, nie każy ma tak szerokie horyzonty :)


                    • joshima Re: To ja mam pytanie. 16.01.12, 20:53
                      ammazuko_powrot napisała:

                      > No cóż, masz blade pojęcie o ED a najwięcej do powiedzenia.
                      Muszę Cię zmartwić. Szkoda Twojego wysiłku włożonego w tłumaczenie. Nie uwierzą.
      • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:26
        kaamilka napisała:

        >
        > nie jest to dobry pomysł, bo aktualnie system jest zbudowany w ten
        > sposób, że nie liczy się wiedza ale świadectwo i ocena.
        > nie liczy się samodzielne myślenie, tylko znajomość reguł.
        > na tej też podstawie przebiega rekrutacja do pracy.
        Mylisz się i to bardzo. Choć może to zależy od branży.
    • qwerasdf3 Re: Nauka w domu 16.01.12, 13:58
      Witam,
      mnie ta sprawa nie dotyczy , bo mam już dorosła dziecko kończące studia, ale zadałam mu pytanie, czy chciałby takiej edukacji/
      Odpowiedź była jednoznaczna NIE
      kilka uwag zacytuje.
      1) przyjaźnie trwające od gimnazjum do dzień dzisiejszy. Zajęcia sportowe, to tylko znajomości.
      Przyjaźń nawiązuje się w długo i w takich sytuacjach które mogą zaistnieć tylko w szkole:)I to jest najcenniejsze.
      2) "Poważne problemy" łączące wtedy młodych ludzi, których nikt, w taki "ich sposób" nie rozumiał. Uczyło to solidarności , empatii, ustępowania, negocjacji, ale co ważne, negocjacji rówieśniczej, co było cenniejsze niż tłumaczenie dorosłych.
      3)Poznawanie autorytetów ( miało szczęście poznać moje dziecko) jakimi byli nauczyciele.(jeden kierunek studiów to wzór pani nauczycielki z LO)
      4)bezcenne wspomnienia bez których byliby ubodzy:)
      5)Usłyszała, że ode mnie wiedza nie była by przyjmowana tak bezkrytycznie, bo przecież "wie o mnie pewne rzeczy i teoria nie zgadzała by się z praktyką":))

      Ja sama mam podobne odczucia.
      Może mieliśmy szczęście być w cudownych szkołach i spotkać wspaniałych ludzi????Może to nasze charaktery tak przedstawiają rzeczywistość????
      Ale czy każdy z nas mógł by uczyć polskiego? Przecież znamy ten język.
      Czy każdy, kto ma prawo jazdy jest kierowca rajdowym?
      Czy to, że piszę tutaj oznacza ,że jestem redaktorem?
      Miejmy zaufanie do ludzi wykształconych którym powierzamy nasze dzieci i mądrze ich wspierajmy w tym co robią.
      ale to tylko moje zdanie
      Pozdrawiam


      • anula36 Re: Nauka w domu 16.01.12, 14:43
        Plusów jest o wiele więcej niż minusów, przynajmniej w naszym przypadku.
        Nie o wszystkich plusach chciałabym pisać publicznie;)

        ciekawe co to za plusy ktorych sie trzeba wstydzic publicznie.
      • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 15:31
        qwerasdf3 napisała:

        > Miejmy zaufanie do ludzi wykształconych którym powierzamy nasze dzieci i mądrze
        > ich wspierajmy w tym co robią.
        Miałabym zaufanie, gdyby nauczyciele w szkołach to rzeczywiście zawsze byliby ludzie wykształceni i z powołaniem. Miałabym wtedy podstawy przypuszczać, że jakoś się odnajdą w tym idiotycznym systemie szkolnictwa. Niestety tak nie jest. Mnie naprawdę wystarczy, że wiem, kto z moich znajomych ze studiów pracuje jako nauczyciel.
        • 71tosia Re: Nauka w domu 16.01.12, 16:46
          no tak tylko ze umiejtnosc odrozniania madrych i glupich ludzi (nauczyciel bywaja jednak rozni) tez bywa niezbedna nawet dziecku, jak rozumiem bedziesz jezdzic na 'wystawy ludzi glupichi wrednych' by takie egemplaze twoj potomek mogl poznac ;-)
          • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 20:55
            71tosia napisała:

            > no tak tylko ze umiejtnosc odrozniania madrych i glupich ludzi (nauczyciel bywa
            > ja jednak rozni) tez bywa niezbedna nawet dziecku,
            Nie musi się tego uczyć na przykładzie nauczycieli. Żeby spotkać zarówno jednych jak i drugich nie trzeba się daleko ruszać. Wystarczy pójść do sklepu i obserwować. No ale Twoje argumenty jak i dalsza dyskusja nie mają sensu.
        • ma_lgosb Re: Nauka w domu 16.01.12, 17:31
          Jestem nauczycielem i raz w roku -bo tak jest w mojej szkole - egzaminuję dziecko uczone w domu przez rodziców. I o ile w 4 klasie zaangażowanie, wiedza i nie wiem co jeszcze rodziców wystarczały o tyle teraz jest zdecydowanie kiepsko. Uczeń nie potrafi nawiązać kontaktu z innymi dziećmi, gdy pojawia się w szkole. Traktuje ich z poziomu pana i władcy - oni nic nie umieją, a szkoła jest beznadziejna.
          Presja rodziców, by z egzaminu były szóstki jest ogromna, a ich nie ma. Sucha wiedza jest w porządku, ale brak umiejętności analizowania tekstów, mieszczenia się w czasie. Nie zazdroszczę temu dziecku, a jednocześnie sama czuję ogromną presję wywieraną na mnie - dlaczego nie maksimum punktów, to ja jako osoba sprawdzająca muszę tłumaczyć się z każdego polecenia.
          I robię to grzecznie, ale mam dość.
          • ammazuko_powrot ma_lgosb 16.01.12, 18:34
            I takiego ucznia masz prawo "oblać", rodzice się nie wywiązują to dziecko nie powinno się uczyć w domu. Proste.
            Zachowanie jednego ucznia nie znaczy, że każdy uczący się w domu jest zarozumiały.
            Uczniowie chodzący do szkoły też dzielą się na tych lepszych i gorszych.
          • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 20:57
            ma_lgosb napisała:

            > Jestem nauczycielem i raz w roku -bo tak jest w mojej szkole - egzaminuję dziec
            > ko uczone w domu przez rodziców. I o ile w 4 klasie zaangażowanie, wiedza i nie
            > wiem co jeszcze rodziców wystarczały o tyle teraz jest zdecydowanie kiepsko. U
            > czeń nie potrafi nawiązać kontaktu z innymi dziećmi, gdy pojawia się w szkole.
            Tak jak jedna jaskółka nie czyni wiosny, tak jeden przykład nie dyskwalifikuje ED. A to co opisujesz w przypadki tego chłopca ma się nijak do ED.
            • bmk13 Re: Nauka w domu 16.01.12, 21:57
              Joshima,

              Życzę Ci powodzenia, naprawdę i bez złośliwości. Choć sama w życiu nie podjęłabym się takiego obowiązku. Moja najstarsza córka chodzi do drugiej klasy - uwielbia szkołę: swoją Panią, koleżanki, kolegów, zajęcia sportowe (jest w klasie pływackiej), wyjścia do teatru, kina, domów kultury, spotkania z ciekawymi ludźmi (autorzy literatury dziecięcej, policjanci, stomatolodzy itp), kółka zainteresowań. A przyjaźnie zawarte w szkole czy przedszkolu? To jest jej główne towarzystwo! Koledzy i koleżanki z podwórka w ciągu dnia tak jak ona chodzą do szkoły, czy w Waszym przypadku 'podwórkowe' dzieci też mają zapewnioną edukację domową? NIE WIERZĘ. Jak sama piszesz, masz na razie małe dziecko. Jedno. Porozmawiajmy jak pojawi się rodzeństwo, a Twoja córka zostanie na podwórku z mamą i młodszym bratem/siostrą.

              Nie wiem, może jesteś jakimś wyjątkiem, który potrafi ogarnąć zajmowanie się domem, opieką nad dziećmi, pełnoetatową pracą zawodową i jeszcze edukacją domową swoich pociech, lepszą od szkolnej. I bądź przy tym zadowolona z życia. Wiesz, nie uważam się za głupią osobę, ale nie jestem też na tyle zarozumiała, żeby twierdzić, że wszystkie rozumy pozjadałam i wszystko mogę sama. Ty widać jesteś genialna:) Choć trochę śmieszą Twoje teorie o wyższości nauczanie domowego nad nauczaniem szkolnym, bo to tylko... teorie:) Poczekajmy 5-10 lat, jak już będziesz mogła pochwalić się swoim geniuszem w praktyce. Na razie jesteś kompletnie niewiarygodna. Ale jak pisałam, może tym geniuszem jesteś i życzę powodzenia. Bez złośliwości, ale z lekkim pobłażaniem:)


              BTW
              • joshima Re: Nauka w domu 16.01.12, 22:18
                bmk13 napisała:

                > czy w Waszym przypadku 'podwórkowe' dzieci też mają zapewnioną edukację domową?
                Nie bardzo zrozumiałam o co pytasz.

                > Porozmawiajmy jak pojawi się rodzeństwo
                Za jakieś pięć miesięcy? Tylko nie zapomnij :P

                >Choć trochę śmieszą Twoje teorie o wyższości nauczanie domowego nad n
                > auczaniem szkolnym, bo to tylko... teorie:)
                Śmiech to zdrowie, ale aż tak genialna nie jestem. To nie moje teorie.
                • brydka26 Joshimo 18.01.12, 09:37
                  Przyznam, że do wczoraj nie słyszałam o edukacji domowej dla zdrowych dzieci jako po prostu alternatywie dla szkoły. Dyskusja na forum wkręciła mnie tak, że czytałam wpisy do 23...
                  Widzę Joshimo, że z jednej strony niełatwe miałaś zadanie, bo obalałaś argumenty niemal wszystkich innych dyskutantów, z drugiej jednak mimo ogromnego Twojego zaangażowania trudno mi się z Tobą zgodzić.
                  Po pierwsze nie rozumiem dlaczego rysujesz obraz idealnej nauki domowej, a na antypodach beznadziejną szkołę. Gdzieś po drodze jest jeszcze szkoła fajna, kameralna, z zaangażowanymi nauczycielami i aktywnymi rodzicami, może społeczna, jeśli pieniądze nie grają roli...
                  Po drugie poraża mnie Twoje bezwzględne przekonanie, że umiesz i wiesz wszystko. Nauczanie to przecież nie tylko wiedza, ale także umiejętności. Ok, powiedzmy że masz te obie cechy. To jeszcze dochodzi czas poświęcony na przygotowanie zajęć. Rozumiem, że nauczanie domowe to niekoniecznie lekcja w ściśle szkolnym rozumieniu, ale w fajnych szkołach dzieci też uczą się w lesie, na wycieczkach, w teatrze... Tym niemniej jeżeli nauka ma dać efekty to "lekcja", wszystko jedno w jakiej formie, musi być przemyślana. Jestem nauczycielem akademickim. Na każdy prowadzony przeze mnie przedmiot muszę poświęcić drugie tyle czasu na przygotowania (zobaczyć czy od ubiegłego roku nie zmieniło się prawo, poszukać aktualniejszych przykładów, zaktualizować statystyki), a mówię o przedmiotach, które prowadzę po raz kolejny. Do nowego przedmiotu przygotowuję się do lekcji znacznie dłużej niż trwa sama lekcja. I nie chodzi o to, że studentom trzeba poświęcić więcej czasu niż dzieciom, bo przecież dodawanie zna każdy. Mój syn chodzi do fajnego przedszkola, gdzie zaangażowanie nauczycielek polega też na tym, że spędzają sporo czasu na przygotowywaniu materiałów koniecznych do zajęć. Dla przedszkolaków! Dla ucznia to jeszcze większe wyzwanie.
                  I po trzecie, rzecz którą wydajesz się jednak dość bagatelizować: kontakty społeczne. Jak przedmówczynie uważam, że koledzy z podwórka nie zastąpią kontaktów szkolnych. Podwórko "działa" w miesiącach letnich, w zimowych już znacznie mniej, bo szybko się robi ciemno i zimno. Zgadzam się, że za kilka lat dzieci, których rodzice będą się angażować w ich edukację popołudniami będą mieć zajęcia dodatkowe i znacznie mniej czasu na podwórko. Kontakty na zajęciach pozalekcyjnych, które trwają godzinę, półtorej to zaledwie znajomości, trudno o nawiązanie prawdziwej przyjaźni. Ja mam to szczęście, że moja najlepsza przyjaciółka jest moją przyjaciółką z przedszkola i szkoły. Do dziś utrzymuję kontakt z osobami ze szkoły podstawowej, mimo że skończyłam ją 20 lat temu. Ok, nie wszyscy tak mają, ale kontakty szkolne z rówieśnikami, to także radzenie sobie z sytuacjami nieprzyjemnymi: obgadującą koleżanką, rywalizacją, przegranym wyścigiem... To czynniki, które uczą życia społecznego, inteligencji emocjonalnej, sposobów rozwiązywania konfliktów. Wydaje mi się, że to w edukacji domowej jest absolutnie najtrudniejsze.
                  Naprawdę chciałabym zobaczyć dziecko, które po latach edukacji domowej wyrosło nie tylko na mądrego człowieka, ale także posiadającego kompetencje społeczne.
                  • joshima Re: Joshimo 18.01.12, 10:06
                    brydka26 napisała:

                    > Po pierwsze nie rozumiem dlaczego rysujesz obraz idealnej nauki domowej, a na a
                    > ntypodach beznadziejną szkołę. Gdzieś po drodze jest jeszcze szkoła fajna, kame
                    > ralna, z zaangażowanymi nauczycielami i aktywnymi rodzicami, może społeczna, je
                    > śli pieniądze nie grają roli...
                    Może i gdzieś jest. Ja u siebie takiej nie widzę, niestety. Może w ciągu najbliższych 3 lat powstanie, ale raczej marne szanse. To o czym ja pisze to jest to do czego ja mam realny dostęp.

                    > Tym niemniej jeżeli nauka ma dać efekty to "lekcja", wszystko jedno
                    > w jakiej formie, musi być przemyślana.
                    Zdaję sobie z tego sprawę.

                    > Jestem nauczycielem akademickim.
                    Też byłam.

                    > I po trzecie, rzecz którą wydajesz się jednak dość bagatelizować: kontakty społ
                    > eczne.
                    Ty też uważasz, że kontakty społeczne są tożsame z grupą rówieśniczą?

                    > Kontakty na zajęciach pozalekcyjnych, które trwają godzinę, półtorej to zaledwie znajomości, trudno o nawiązanie prawdziwej przyjaźni.
                    A dziesięciominutowe przerwy w szkole wystarczają?

                    > Ok, nie wszyscy tak mają, ale kontakty szkolne z rówieśnikami, to także radzenie sobie z sytuacjami nieprzyjemnymi: obgadującą koleżanką, rywalizacją, przegranym wyścigiem...

                    Ale czy do tego niezbędna jest grupa rówieśnicza? Czy te zjawiska nie występują gdzie indziej? A jeśli nie występują to po co się w ogóle z nimi zapoznawać?

                    > Naprawdę chciałabym zobaczyć dziecko, które po latach edukacji domowej wyrosło
                    > nie tylko na mądrego człowieka, ale także posiadającego kompetencje społeczne.
                    Wpadnij na zlot. Zobaczysz nie jedno :)
                    • brydka26 Re: Joshimo 18.01.12, 12:15
                      Joshimo, po kolei:
                      1. Jezeli GDZIES istnieje ciekawa, ambitniejsza szkoła to moim zdaniem warto wlozyc wysilek w jej znalezienie, zwlaszcza ze jak zrozumialam z wczesniejszych postow mieszkasz w okolicy W-wy. Dla dobrej szkoły oplaca sie nawet dojezdzac. Znowu W MOJEJ ocenie fajna szkola jest stoktoc bardziej ciekawa i rozwijajaca niz uczenie sie w domu.
                      2. Uwazam, ze kontakty spoleczne powinny odbywac sie w znacznej mierze w grupie rowiesniczej. To takze jest konieczne dla rozwoju dziecka, a kontakty z osobami doroslymi, kilka lat starszymi czy mlodszymi tego nie zastapia. O tym przed chwila napisala fajnie morekac, ja sie z nia zgadzam, wiec nie bede powtarzac. Poza tym kontakty szkolne nie ograniczaja sie do 10 minut przerwy. To czas na lekcjach, dyskusje w trakcie zajec (znowu: w fajnych szkolach metoda pracy w grupach realizuje sie wiele zajec. Nie za bardzo sobie wyobrazam jak nauczyc dziecko krytycyzmu, przekonywania, wysluchiwania cudzych opinii, kompromisow, wspolpracy, wykonywania wspolnych projektow jedynie w relacji dziecko-rodzic). Wspolny czas w szkole to takze wspolne przeszkody, wspolne ich pokonywanie, lojalnosc. Przerwy sluza do szybkich, spontanicznych zabaw, rozmow, dzielenia sekretow. Tego znow nie osiagnie sie na zadnych zajeciach pozalekcyjnych, bo wiezi nie sa tak mocne.
                      3. przykre sytuacje, o ktorych pisalam maja inny wymiar w grupie rowiesniczej. Dzieciaki kloca sie i godZa, walcza o swoja przestrzen, ucza sie asertywnosci, rozwiazywania konflikow, akceptowania odmiennosci. Do tego konieczna jest grupa i to grupa na podobnym poziomie rozwoju emocjonalnego.
                      • joshima Re: Joshimo 18.01.12, 13:33
                        brydka26 napisała:

                        > Joshimo, po kolei:
                        > 1. Jezeli GDZIES istnieje ciekawa, ambitniejsza szkoła to moim zdaniem warto wl
                        > ozyc wysilek w jej znalezienie, zwlaszcza ze jak zrozumialam z wczesniejszych p
                        > ostow mieszkasz w okolicy W-wy. Dla dobrej szkoły oplaca sie nawet dojezdzac.
                        W moim przypadku naprawdę się nie opłaca dojeżdżać do Warszawy i nie o względy ekonomiczne chodzi a o czasowe dojazd w jedną stronę minimum 1.5h. Jak bym mieszkała w Warszawie to pewnie inaczej bym na to patrzyła.

                        > 2. Uwazam, ze kontakty spoleczne powinny odbywac sie w znacznej mierze w grupie
                        > rowiesniczej. To takze jest konieczne dla rozwoju dziecka
                        a możesz podać sensowne argumenty za tym, że jest to konieczne i że tylko w szkole może być realizowane?

                        > To czas na lekcjach, dyskusje w trakcie zajec
                        Przepraszam, ale o jakich Ty dyskusjach w trakcie zajęć mówisz. W trakcie zajęć to dzieci mają grzecznie i cicho siedzieć w ławkach i odpowiadać na pytania.

                        > 3. przykre sytuacje, o ktorych pisalam maja inny wymiar w grupie rowiesniczej.
                        > Dzieciaki kloca sie i godZa, walcza o swoja przestrzen, ucza sie asertywnosci,
                        > rozwiazywania konflikow, akceptowania odmiennosci. Do tego konieczna jest grupa
                        > i to grupa na podobnym poziomie rozwoju emocjonalnego.
                        Trudno mi się z tym zgodzić. Znaczy z tym, że grupa rówieśnicza jest do tego konieczna i niezbędna i że takie doświadczenia to tylko w szkole.
                        • morekac Re: Joshimo 19.01.12, 17:32
                          a możesz podać sensowne argumenty za tym, że jest to konieczne i że tylko w szk
                          > ole może być realizowane?
                          Joshimo, cały czas nie podajesz, jak sobie wyobrażasz realizowanie kontaktów z innymi dziećmi w ramach ED - w momencie kiedy te dzieci prawdopodobnie nie będą dostępne, jako że będą chodziły do szkoły.
                          Bo w rezultacie skażesz dziecko na bardzo wąski krąg kontaktów - praktycznie wyłącznie z rodziny - rodziny, która obecnie składa się z rodziców i dziecka/dzieci, a nie - jak dawniej - z całkiem sporej grupy ludzi.
                          A człowiek to istota stadna. Nawet jeśli uważasz, że coś nienaturalnego jest w grupie 20-30 dzieci w jednym wieku, zebranych w jednym miejscu, to równie nienaturalne jest ograniczenie kontaktów dziecka do kilku osób dorosłych typu rodzice i dziadkowie oraz rodzeństwa (jeśli jest). Dziecko potrzebuje dorosłych jako przewodnika, ale potrzebuje również innych dzieci.