d.o.s.i.a
14.06.13, 13:17
Bylo juz? Jak sie ematki zapatruja na afere z PRISM?
Osobiscie nie potrafie pojac, jak mozna byc tak naiwnym i sadzic, ze tresci, ktore umieszcza sie w internecie sa anonimowe i nienamierzalne. To oczywiste, ze korporacje, dostawcy internetu, czy firmy takie jak Google, przechowuja i analizuja te tresci na biezaco. Bylam nawet ostatnio na konferencji na ktorej mowiono o roznych algorytmach pozwalajacych na analizowanie terabytow takich danych. Wiec skad takie oburzenie, ze rzady rowniez to robia? A co maja robic? NIC?
Dziwi mnie i zawsze dziwila potrzeba ludzi do dzielenia sie prywatnymi zdjeciami wlasnej dupy, wpisami na Tweeterze, czy Facebooku o tym, czy oddalo sie juz dzis stolec, i nagle wielkie oburzenie, ze ktos ta dupe bez ich wiedzy przechowuje, obok grafiku codziennych wyproznien. Nagle to wiedza super prywatna, a wlasciciel czuje sie zaszczuty i zagrozony.
Wytlumaczycie mi? Po cholere, w takim razie sie nia dzielil, skoro to takie prywatne i osobiste nagle?
Naprawde istnieja taka kategoria prywatnych sprawy, ze mozna o nich beztrosko pisac na internecie, a jednoczesnie czuc sie strasznie zagrozonym faktem, ze ktos to zbiera? Probuje sobie wyobrazic JEDNA rzecz, ktora chcialaby ukryc przed rzadami, i nie moge. Macie takie sekrety w ogole?