cersei8
09.07.13, 22:09
Na fali poprzedniego watku o tej nazwie, chcialam zapytac Was o zdanie w kwestii naszych znajomych, ktorzy od dluzszego czasu usiluja sie rozwiesc, ale jak na razie koscia niezgody jest uznanie winnego i podzial majatku, a konkretnie dwoch mieszkan (2 i 4 pokoje), dwoch samochodow oraz oszczednosci. Obydwa mieszkania sa wlasnoscia meza; mniejsze kupil za kawalerskich czasow, gdy sie ozenil do splaty zostalo moze 15% kredytu, wieksze mieszkanie kupil juz po slubie , ale dzieki srodkom z otrzymanego spadku.
Maja jedno dziecko szescioletnie.
Wersja zony - rozwod bez orzekania o winie - choc ona zdradzala meza, sa na to dowody, ona zatrzymuje wieksze mieszkanie, samochod, dostaje polowe oszczednosci (oprocz kwoty pozostalej ze spadku meza);
Wersja meza - uznanie zony winnej rozpadu malzenstwa - obawia sie zreszta chyba slusznie, ze w przeciwnym razie ona wystapi o alimenty na siebie, bo po rozwodzie mocno obnizy jej sie stopa zyciowa (on zarabia pewnie z 5 razy wiecej od niej), on zatrzymuje wieksze mieszkanie, mniejsze chce przepisac na corke, jednoczesnie splacajac zonie polowe kwoty kredytu jaki za nie splacali bedac malzenstwem, oszczednosciami dziela sie po polowie (oprocz sumy jaka mu zostala ze spadku), zatrzymuja tez po jednym samochodzie.
Alimenty do ustalenia, choc on wolalby dawac zonie mniejsza sume do reki a wieksza przeznaczac bezposrednio na dziecko, czyli oplacanie czesnego w szkole, zakup rzeczy do szkoly, ubran (w czasie trwania malzenstwa to glownie on kupowal rzeczy dla corki), finansowanie dodatkowych jezykow, hobby, wyjazdow.
Jak myslicie kto ma racje, dodam ze oboje chetnie widzieliby mnie i meza w charakterze swiadkow....