na wsi bylam, grylowałam z dziecmi

wrocilam bardziej zmeczona niz pojechalam - i przestalam wspolczuc moim blokerskim dzieciom

bo tu orlik, place zabaw, basen i podworko pelne kolesi
mityczna wiejska swoboda jest tylko na obrazkach
morgow od groma - przestrzen dla dziecka ograniczona do kilku metrow milionem niebezpieczenstw
z prawej nie wolno, studnia
na wschod 10 metrow od domu ule
na zachod - niezabezpieczona bramka na ulice
na polnocny wschod - zle psy na lancuchu
na poludniowy zachod skladzik zlomu i dziura w ziemi
no i jeszcze rozgrzane gryle
a przy domu jeszcz sklad drewna ktory w kazdej chwili moze spasc na glowe
a i tu tez nie chodzcie bo mlode iglaczki nasadzili
moje luzik - starsze wytlumacze i wiedza
ale gospodarze maja dziecko kilkunastomiesieczne chodzace
szybkie jak swider
i musze przyznac ze sama sie przy tych ulach czulam nie za fajnie
majac male dziecko w takim otoczeniu stalabym sie cokolwiek nerwowa
pytam - czemu nie przeniosa (maja kilka hektarow az do sciany lasu
a bo tata sie nie zgodzi
dla mnie szok - narazac zdrowie malego dziecka i innych domownikow - bo co?
sie nie chce sie, czy jak?