Dodaj do ulubionych

Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzalic?

25.07.13, 22:51
Pare miesiecy temu tesciowa zazyczyla sobie powiedziec jej na kiedy planowany jest porod wnusia bo Ona zamierza na porod przyjechac. Powiedzielismy jej razem z mezem, ze na porod jej nie zapraszamy ale 2 tygodnie pozniej bo chcemy spedzic te dwa tygodnie tylko we trojke. Tesciowa sie burzyla i powiedziala, ze tak czy inaczej przyjezdza i wynajela sobie przyczepe na kempingu. Dla siebie i dla coreczki, czyli siostry meza. Powiedzialam mezowi, ze jak chce odwiedzic wnuka na 2-3h to ok, ale na dluzszy czas to ja odwiedzin nie chce chyba, ze bedzie sie to wiazalo z pomoca nam. Maz jej to kilo przekazal, tesciowa sie obuzyla, ze przeciez to oczywiste ze nam pomoga.
Synek sie pospieszyl i przyszedl na swiat 4.5 tygodnia temu. Dzien po przeprowadzce. Mieszkanie wciaz w kartonach, kuchnia czeka na dokonczenie... Ja padam na nos, boli mnie rana po cesarce, wciaz mocno krwawie, mam anemie, ogromny bol plecow i dretwienie dloni od czasu jak ki wenflonami sie powklowali i wylam z bolu. Maz tez pada na nos.
Tesciowa z coreczka przyjechaly w poniedzialek w poludnie na kamping. Zapowiedzialy sie na pore kolacji. Maz zamowil jedzenie z restauracji bo zadne z nas nie ma sily na gotowanie. Przyjechaly. O tym, ze ktos myl podlogi z ledwo otwartymi oczami nie udalo im sie pomyslec i lazily w butach ogladajac cale mieszkanie. Narobily rabanu: dziecko spalo a tesciowa mu przy uchu piszczaca zabawke naciskala, i na moja uwage, zeby uszanowala sen dziecka i nie piszczala mu przy uchu stwierdzila, ze chce by sie obudzil zeby sie z nimi przywital...
K mnie wziela, tym bardziej ze maz nie reagowal.
Oczywiscie zapytaly jak sobie radzimy, a na uslyszane ze pdadamy na nos stwierdzily, ze to normalne... Jak je zapytalismy jakie maja plany na caly tydzien to, ze chca pojechac do Bazylei bo slyszaly ze warto, wypozyczyc rowery, itd, itp. Po jedzeniu, ktore przyszlo w pojemnikach ale krolewny zazyczyly sobie jesc na talerzach ja zmywalam.
Zmeczone, w koncu sie wyniosly.

Na drugi dzien, poprosilam meza by je poprosil by robily mniej zamieszania, i zdjely buty. Dziecko zjadlo, zrobilo kupke, zasnelo w trakcie noszenia. Maz zabiera je by zmienic pampersa i cala watacha za nim. Z kuchni, przy lecacej wodzie slysze raban rodzinny, i w koncu krzyk dziecka. Prosze po tym meza na strone i kowie mu, zeby je poprosil by robily mniej rabanu. Dziecko obudzone. Maz, ze ja przesadzam. Ze to ich taki styl bycia, zebym sie zrelaksowala. Dokanczam mycie butelek w kuchni, i slysze krzyki/placz dziecka. Wychodze a tam coreczka tesciowej, miesiecznemu dziecku "patataj robi". Prosze by przestala. "Ale czemu? Przeciez sie bawimy" dziecko krzyczy. Odchodze na a ona znow zaczyna nim podskakiwac!!!

Zabralam dziecko. Po wizycie maz z pretensjami, ze jego rodzina sie tak szybko zmyla, i ze sle sie czuja. Ja wku...ona bo dziecko na " na zespol dziecka potrzasanego" narazaja, poza tym dziecko mi dziecko co chwila ryczy i sie uspokoic nie moze przez kolejna cala noc. Teraz juz dwie doby.

Rozmawiamy z mezem. Tzn klocimy sie bo maz uwaza, ze nie mam prawa mowic ludziom jak maja sie przy moim dziecku zachowywac i ze czegos im nie wolno!!!
Dopiero jak mu pokazuje dokumenty w sprawie "syndromu dziecka potrzasanego" dochodzi do wniosku, ze moglam jegomsiostrze zwrocic uwage tlumaczac wszystko. Ja swoje, ze jesli kogos prosze by czegos z moim dzieckiem nie robil, to bezczelnoscia jest kontunuowanie!
Dodam, ze padly ostre slowa, w stylu " ty i ja dlugiej przyszlosci razem nie mamy" z ust mojego meza, bo nie szanuje jego rodziny.

Po wizycie rodzinyn spalam cale 2,5godzizny bo mi dziecko non stop ryczalo jak tylko probowalam je polozyc.
W koncu, zeby rodzina mogla spedzic czas z wnusiem/bratankiem uzgodnilismy ze maz spedzi z nimi wieczor, od zakonczenia pracy az do 23, pilnujac by dzieckiem nie trzesly i nie robily takiego rabanu. A jak dziecko sie zmeczy to maz i tylko maz bedzie sie nim zajmowal - ja w tym czasie odpoczne.
Maz wraca z pracy mowiac mi, ze od teraz do 23 mam wolne i moge sie wyspac (oprocz pompowania mleka bo dziecie narodzilo mi sie bez umiejetnosci ssania). Chwile pozniej dzwoni tesciowa, ze coreczka w szpitalu bo cos jej sie stalo i nie ,ogla sie ruszyc i ja wszystko boli, zeby maz przyjechal. Co jest nie wiadomo. Maz jedzie do szpitala. Po jakims czasie dzwoni, rozmawiamy. Nic nie wiadomo. Zrobili jej badania ale wszystko ok. Podejrzewaja lumbago. Dzis juz nic nie beda robic. €utro jej zrobia rezonans. Mijaja godziny pytam czy wroci do domu, bo musze odpoczac, a on ze zostaje w szpitalu, ale jak chce to przyjedzie do domu i wezmie dziecko DO SZPITALA, na oddzial INTERNISTYCZNY, zebym mogla odpoczac. Mowie, ze nie ma mowy by zabral niemowle do szpitala. Ze jesli tam bardzo potrzebmy to niech zostanie jeszcze troche ale ze go tutaj tez potrzbujemy bo ja juz nie daje sobie rady.
Maz nie przyjezdza, az do momentu kiedy go praktycznie zmuszam.

Czy ja naprawde wymagam od meza za duzo? Czy po 4 tygodniach bez jednej przespanej nocy mam prawo nie zyczyc sobie towarzyskich odwiedzin? Czy musze tlumaczyc komus DLACZEGO nie chce by potrzasala czy robila cos innego z moim dzieckiem?
Czy naprawde jestem nadopiekuncza bo staram sie by moje dziecko nie plakalo bez potrzeby?
Czy moje dziecko musi byc budzone chalasem bo tesciowa chce sie nim pobawic?

Dodam, ze coreczka tesciowej ma sie juz duzo lepiej. Dzis juz chodzila a jutro wypisuja ja ze szpitala. Niemniej maz uznal, ze dzisiejsze poranne 2.5h spotkanie z rodzina (wzial wolne godziny) nie wystarczylo i po pracy znowu pojechal. Wrocil o 20:30 ze slowami "idz spac bo o 23 Cie budze bo musze zarabiac na rodzine".
Powaznie mysle nad rozwodem.
Obserwuj wątek
    • katiko Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 22:56
      Dodam, W jk zapytalam, czy uwaza ze jest twm naprqwde potrzebny bo ja padam ze zmecznie stwierdzil, ze tak bo okaze im wsparcie (bylam odwiedzic coreczke w poludnie) usmiechnieta od ucha do ucha, smsujaca ze znajomymi i mowiaca, ze ma sie dobrze - wstala do wc, zjadla sniadanie, ...


      Mam kompletnie dosc. Meza i jego rodziny.
    • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:00
      Ano, wzięłaś sobie kutafona za męża.
      Pytanie, czy chcesz jeszcze powalczyć czy nie warto.
      IMO po jego zachowaniu i kulminacyjnym tekście
      > Wrocil o 20:30 ze slowami "idz spac bo o 23 Cie budze bo musze zarabiac na rodzi
      > ne".
      uważam, że nie warto. Gdybym była na Twoim miejscu, przed obiciem panu ryja powstrzymałyby mnie tylko konsekwencje wynikające z litery prawa.
    • maja.london888 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:01
      Współczuję i rozumiem. Poczekaj trochę, aż wszystko się ułoży, bo pierwsze tygodnie po narodzinach dziecka tak niestety wyglądają. Co do rodziny, to nie mają prawa wtrącać się i nie szanować twojego zdania. A męża musisz postawić do pionu, najlepiej zostaw go na jedną dobę samego z dzieckiem. Wtedy dużo sam zrozumie.
    • yenna_m Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:02
      mąż Polak?
      • gazeta_mi_placi Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:04
        Stawiam na Latino lub Arab i okolice.
    • zuzi.1 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:03
      Twój mąż to maminsynek, b. mi przykro crying z Tobą wszystko w porządku. Własciwie nie wiem co doradzic, bo życie z niedojrzałym maminsynkiem to będzie raczej katorga, a jej zalążek przeżywasz już teraz. Facet nie rozumie, że teraz to ma zobowiązania głównie wobec własnej zony a nie siostry, do siostry do szpitala powinien jechac, ale potem matka powinna go była zastąpic w opiece nad siostrą a on powinien wrócic pomagac żonie w opiece nad nowo narodzonym dzieckiem...Facet jest mocno niedojrzały i mam niewłaściwie ustawione priorytety.
    • buuenos Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:06
      Mysle,ze to maz powinien myslec o rozwodzie.Rozumiem hormony, ale co ty wyprawiasz to juz teatr nizszych lotow.mam pomysl,pobieraj oplaty za wizyty,szybko sie tesciowa zwinie wraz z corka i przyczepa kempingowasmileZdrowia dla dziecka zycze a ty wyluzuj.
      • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:46
        A cóż ona wyprawia? Uważasz, że potrząsanie dzieckiem jest w porządku? Nawet, jak nie wiedziała, że tak się nie robi, to jak autorka jej powiedziała, powinna przestać. Tylko, że baba chciała pokazać matce dziecka, że ma w dupie jej zdanie. Powinna potrząsnąć pustym łbem, byle nie w czasie, kiedy dziecko śpi, żeby nie obudził go hałas móżdżku obijającego się o ściany.
    • majenkir Re: 25.07.13, 23:07
      katiko napisała:
      > Powaznie mysle nad rozwodem.


      Nie dziwie sie. Gdzie mieszkasz? Twoj maz nie jest chyba Polakiem?
    • beataj1 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:20
      To ty masz racje. Jako rodzic masz ostateczne zdanie i bez dyskusji powinni Cie słuchać.
      Lepiej załatw to jak najszybciej bo im dalej w las tym gorzej.
      Jestem podobna i też odpuszczam dla świętego spokoju. Ale po tym jak teściowa postanowiła nakarmić 3 miesięczne dziecko tortem nasączanym alkoholem zrobiłam wstępną awanturkę (łagodną i z uszanowaniem jej uczuć). Olała. Potem 5 miesięczne dziecko które dopiero co zaczeło mieć rozszerzoną dietę nakarmiła grzybami (tu niestety mnie przy tym nie było dowiedziałam się po czasie) - to był ostatni raz jak została sama z córką bez nadzoru.
      Po kolejnym miesiącu przy mnie próbowała dać dziecku pasztetu niewiadomego pochodzenia - pomimo tego że siedziała obok mnie i wyraźnie mówiłam że sie nie zgadzam.
      Tak mnie wku...ła że dostała po łapach (nieco zbyt dynamicznie wyrwałam jej widelec z ręki) i i zapytałam ją przy innych czy ma problem ze zrozumieniem słowa nie. Jeżeli jako rodzic mówię nie oznacza to nie i koniec.

      Ponieważ nie zareagowałam od początku wystarczająco ostro musiało dojść do nieprzyjemnej sceny by zrozumiała.
      Trzeba niestety wcześnie postawić granice. Mówię na własnym doświadczeniu.
    • kk345 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:21
      OJP.... tak bywa, kiedy dzieci mają dzieci- i mam na mysli oboje... jedno niedojrzałe, drugie patologicznie zazdrosne o teściową i szwagierkę, a przy okazji robiące koszmarne błędy ortograficzne...
    • buuenos Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:27
      Nie skad! przyznaje bez bicia,ze nie calkiem dokladnie przeczytalamsmile uderzyly mnie slowa-hasla ,,nie dluzej niz" i ogolnie niechetny wydzwiek opinii o tesciowej i szwagierce.A wez pod uwage,ze nie pchaja sie do domu,tylko kulturalnie w przyczepie siedza i na krotkie wizyty wpadaja,ale nie ,nie pasuje,trzachaja za mocno i ogolnie domowy mir burzasmile
      • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:32
        Bo szwagierce i teściowej dostaje się rykoszetem za to, że autorka wątku ma niewiele do powiedzenia we własnym domu. Szwagierka i teściowa powinny uszanować wolę autorki, mimo wszystko.
        A mąż przegięcie totalne, jeśli to nie pierwsza taka jego akcja to trzeba wystawić walizki bądź uciekać jak najdalej.
      • kol.3 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 06:08
        No to przeczytaj dokładnie, a nie wypisuj bzdur.
        • buuenos Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 22:18
          Tak zrobie.Tylko zauwaz,ze ja,nawet czytajac pobieznie nikogo slownie nie obrazilam ani ne zwyzwalam.Natomiast ty,pare pieter nizej, dalas popis ,,elokwencji".I wiesz,po zapoznaniu z caloscia tekstu przy moim zdaniu pozostajetongue_out
    • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:37
      A ja myślę, że oboje jesteście w bardzo trudnym życiowym momencie. Ty jesteś bardzo zmęczona, wycieńczona i na dodatek masz świadomość, że nie ma zmiłuj, bo dzieckiem trzeba się zajmować. Poza tym irytuje Cię obecność teściowej i szwagierki - normalne, bo po urodzeniu dziecka najlepiej by było, gdyby otaczały Cię osoby, które lubisz i do których masz zaufanie.
      Natomiast Twojemu mężowi też nie jest łatwo, bo z jednej strony chciałby się Tobą i dzieckiem opiekować, a z drugiej głupio odtrącić własną matkę i siostrę (skoro już przyjechały). Nie chcę go jakoś bronić, bo myślę, że mógł sobie to jeżdżenie do szpitala darować. Wystarczyłyby chyba jedne odwiedziny. Mam jednak wrażenie, że on zwyczajnie czuje się między młotem i kowadłem. Z jednej strony rację Tobie przyznaje, a z drugiej nie chce sobie psuć relacji ze swoją rodziną. Spróbuj sobie wyobrazić, że to Twoja rodzina nagle przyjeżdża i czymś denerwuje męża, a on strzela focha i żąda, żebyś im kategorycznie kazała zrobić to, czy tamto, czy zabroniła czegoś innego. Też pewnie starałabyś się załatwić sprawę jakoś dyplomatycznie.
      Wiesz, na rozwód zawsze jeszcze przyjdzie czas. Myślę, że na razie jesteście oboje poddenerwowani (Ty na dodatek pewnie miewasz jeszcze po porodzie huśtawki nastrojów), a gdy rodzinka zniknie z pola widzenia to ochłoniecie i się spokojnie we dwoje dogadacie smile
      • zuzi.1 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 25.07.13, 23:49
        weganka napisała:"a gdy rodzinka zniknie z pola widzenia to ochłoniecie i się spokojnie we dwoje dogadacie"

        nie rób autorce złudnych nadziei, z mężem się na chwilę dogadają, do następnego razu z rodzinką, przy którym to razie mąż maminsynek będzie znowu między młotem a kowadłem crying taki facet to prawdziwa porażka.
        • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 00:14
          Wiesz, nie chcę tu jawić się, jako stare pudło udzielające dobrych rad, ale czytając takie historie, przypominam sobie siebie samą i moje emocje z czasów, gdy byłam świeżo upieczoną matką i żoną z niedługim stażem małżeńskim. Również bywałam taka zacietrzewiona i wszystko wiedząca, a już szczególnie najwięcej wiedziałam na temat, co powinien odczuwać mój mąż, jak powinien się zachowywać i że powinien zawsze mieć takie zdanie, jak ja. A tak w ogóle, to rozwiodłabym go wtedy z całą jego rodziną, bo gdy tylko teściowa zbliżała się do mojego dziecka, to miałam ochotę ją zagryźć big_grin
          A teraz, po wielu, wielu latach (w tym roku będziemy obchodzić 19 rocznicę ślubu) wiem, że połowę rzeczy spokojnie mogłam sobie odpuścić, bo w nerwach wiele niepotrzebnych słów padało. Też wtedy myślałam, że być może trzeba będzie się rozwieść. A dziś te "straszne" incydenty traktuję, jak duperele, z których potrafię się nawet śmiać. No i męża nie zamieniłabym w życiu na innego, mimo wielu "strasznych" wad. A nawet z teściową mam całkiem poprawne relacje, choć krwi mi kiedyś sporo napsuła wink
          • kropkacom Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 06:31
            Nie powinnaś pisać tak komuś w momencie kiedy sama wiesz ile ciebie to nerwów kosztowało. Dziewczyna ma prawo czuć to co czuje. Ty nabrałaś perspektywy, bo minęło prawie dwadzieścia lat. Jej tyle nie minęło. To co pisze jest bardzo nie ok. Męża uczucia są ważne, ale chyba jej też, prawda? Uczucia teściowej można spokojnie odstawić na plan dalszy. Znaczy mąż powinien pomyśleć w tym momencie o żonie, a nie o mamusi. No ba jak teraz nie martwi się żoną i dzieckiem to kiedy zamierza?
            • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 08:32
              Zgadzam się. Miesiąc po urodzeniu dziecka kobieta ma pełne prawo mieć podejście "Nie dotykać mojego dziecka!" i mocno reglamentować wszelkie odwiedziny i aktywność towarzyską.
              • nihiru Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:07
                No, z tym "pełnym prawem" to bym tak nie szalała, ale mniejsza o to.

                IMO Wegetka dobrze napisała i słusznie, bo autorka zaczyna tutaj o rozwodzie przebąkiwać, a to nie jest dobry moment na tego typu rozważania czy decyzje.

                ------------------------------------------------------
                forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:11
                  Dlaczego nie? Przy miesięcznych dzieciach też miałam odruch MOJE, NIE RUSZ.

                  Za pomysł zabrania niemowlaka do szpitala ot tak, z wizytą, autorka powinna męża zrównać z ziemią tak prewencyjnie. Natomiast faktycznie, to nie jest dobry moment, żeby rozważać rozwód.
                  • burina Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:14
                    Ale przecież mąż nie chciał zabierać tego dzieciaka do szpitala!!!
                    On tak powiedział tylko po to, żeby żona się odczepiła i wybrała 'mniejsze zło'. Co do zasadności jego asystowania siostrze można się zasatanawiać: żona, co prawda bardzo zmęczona, z dzieckiem bezpiecznie w domu, a siostra i mama mogły potrzebować wsparcia. No chyba, że przyjmiemy iż siostra złośliwie sobie chorobę wymyśliła byle tylko pokazać kto ma rzeczywistą władzę nad mężem bratowejwink.
                    • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:04
                      Aaaa... on tylko tak powiedział... może powinien był się ugryźć w język?
              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:27
                triss_merigold6 napisała:
                > Zgadzam się. Miesiąc po urodzeniu dziecka kobieta ma pełne prawo

                A dziecko to półsierota czy jednak jakiś ojciec jest i może jednak też jakieś prawa ma?
                • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:31
                  Oczywiście, ma prawo wspierać matkę dziecka.
                  • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:36
                    triss_merigold6 napisała:
                    > Oczywiście, ma prawo wspierać matkę dziecka.

                    OJP!
                    • luska1973 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 15:18
                      Ja też P.
                  • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:37
                    triss_merigold6 napisała:
                    > Oczywiście, ma prawo wspierać matkę dziecka.

                    Wiesz Triss - ja się Twojemu eksowi zupełnie nie dziwię.
            • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:06
              kropkacom napisała:

              > Nie powinnaś pisać tak komuś w momencie kiedy sama wiesz ile ciebie to nerwów k
              > osztowało. Dziewczyna ma prawo czuć to co czuje.

              Kropko, przecież dwa posty wcześniej właśnie jej o tym napisałam.
              Mój drugi post był odpowiedzią na post Zuzi.1.
              Oczywiście, że normalne jest to wszystko, co autorka obecnie czuje. Tylko lekkomyślnością byłoby podjęcie decyzji o rozwodzie teraz, w takich emocjach, gdy na horyzoncie pojawił się pierwszy problem małżeński i gdy tak na prawdę nie udało im się jeszcze usiąść i na spokojnie o tym porozmawiać. A tej rangi problemów pewnie będą mieć jeszcze w życiu wiele. Po prostu szkoda związku, bo z własnego doświadczenia wiem, że tego typu problemy są rozwiązywalne.
          • kosheen4 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:08
            wegatka napisała:

            > Wiesz, nie chcę tu jawić się, jako stare pudło udzielające dobrych rad,

            no cóż.

            > Też wtedy myślałam, że być może trzeba będzie się ro
            > zwieść. A dziś te "straszne" incydenty traktuję, jak duperele

            facet powiedział że nie wróży im wspólnego życia, skoro ONA nie szanuje JEGO rodziny
            JEGO rodzina traktuje dziecko jak zabawkę, nie szanuje cudzego czasu, cudzej pracy, oczekiwań jakie autorka prezentuje wobec własnego domu
            rzeczywiście... duperele...
            • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:32
              kosheen4 napisała:

              > facet powiedział że nie wróży im wspólnego życia, skoro ONA nie szanuje JEGO ro
              > dziny

              Podejrzewam, że nie powiedział jej tego podczas miłej i sympatycznej pogawędki, tylko raczej podczas kłótni, czy sprzeczki, gdy emocje biorą górę i zaczyna się przepychanka słowna, a nie wiemy, jakich słów użyła wówczas autorka, wypowiadając się o jego rodzinie.

              > JEGO rodzina traktuje dziecko jak zabawkę, nie szanuje cudzego czasu, cudzej pr
              > acy, oczekiwań jakie autorka prezentuje wobec własnego domu
              > rzeczywiście... duperele...

              Tak, kiedyś na te wszystkie straszne rzeczy będzie można spojrzeć, jak na duperele, bo ta okropna rodzina nie mieszka z nimi. Pojawiła się na chwilę i wywołała trochę zamieszania. Rzeczywiście pewne zachowania mogły być irytujące (i trzeba było stanowczo,jasno i bez złości wyrazić wtedy swoje zdanie). Ale za moment jej nie będzie i jest szansa, żeby wszystko wróciło do normy, pod warunkiem, że małżonkowie usiądą i rzeczowo ze sobą pogadają, bez focha, tupania nóżką i targowania się, czyje zdanie powinno się liczyć.
              • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:37
                wegatka napisała:

                > Tak, kiedyś na te wszystkie straszne rzeczy będzie można spojrzeć, jak na duper
                > ele, bo ta okropna rodzina nie mieszka z nimi. Pojawiła się na chwilę i wywołał
                > a trochę zamieszania. Rzeczywiście pewne zachowania mogły być irytujące (i trze
                > ba było stanowczo,jasno i bez złości wyrazić wtedy swoje zdanie). Ale za moment
                > jej nie będzie i jest szansa, żeby wszystko wróciło do normy, pod warunkiem, ż
                > e małżonkowie usiądą i rzeczowo ze sobą pogadają, bez focha, tupania nóżką i ta
                > rgowania się, czyje zdanie powinno się liczyć.

                To nie jest kwestia tego, ze ktos potrzasnal niemowleciem. To kwestia tego, ze na przykladzie sytuacji z rodzina pan jej wskazal, jaki jest porzadek dziobania, gdzie miesci sie ona i jej potrzeby - za rodzina, za nim (bo pracuje). Zona moze to sobie teraz lyknac albo nie... Bezposredni katalizator sobie pojedzie, a poglady zostana.
                • kosheen4 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:44
                  cherry.coke napisała:

                  > To nie jest kwestia tego, ze ktos potrzasnal niemowleciem. To kwestia tego, ze
                  > na przykladzie sytuacji z rodzina pan jej wskazal, jaki jest porzadek dziobani
                  > a, gdzie miesci sie ona i jej potrzeby - za rodzina, za nim (bo pracuje). Zona
                  > moze to sobie teraz lyknac albo nie... Bezposredni katalizator sobie pojedzie,
                  > a poglady zostana.

                  o, coś w ten wzorek, tak to widzę mniej więcej
                  zastanawiam się na ile dziewczyny celujące w inną niż europejska nację mogą mieć wyczucie sytuacji
                  w pale mi się nie mieści, czy to w kłótni czy nie w kłótni, mówić takie rzeczy
                  pan nową rodzinę teraz ma, całkiem własną. i wcale nie musi być wobec matki i rodzeństwa nielojalny, żeby jasno określić granice.
                  myślę że dobro swojej żony i dzieciaka powinien stawiać bezwarunkowo na pierwszym miejscu - a dobro żony obejmuje przede wszystkim spokój w tej chwili.
                  • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:48
                    Ano. Skoro kobieta w połogu mówi, że chce mieć spokój, ciszę i ograniczone wizyty, to ma mieć spokój. Teściowej i siostrze od tego nie ubędzie.
                  • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:50
                    kosheen4 napisała:

                    > o, coś w ten wzorek, tak to widzę mniej więcej
                    > zastanawiam się na ile dziewczyny celujące w inną niż europejska nację mogą mie
                    > ć wyczucie sytuacji

                    Moze, choc znam wiecej niz jednego takiego Polaka. Znam na przyklad eks-malzenstwo - Polak i Irlandka - dlugie wizyty jego rodziny byly zakladana przez niego norma, a ona miala ich obslugiwac, bo goscie.
                  • zuzi.1 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:02
                    kosheen napisała:"pan nową rodzinę teraz ma, całkiem własną. i wcale nie musi być wobec matki i rodzeństwa nielojalny, żeby jasno określić granice.
                    myślę że dobro swojej żony i dzieciaka powinien stawiać bezwarunkowo na pierwszym miejscu - a dobro żony obejmuje przede wszystkim spokój w tej chwili."

                    Ale ten maz nie jest na tyle dojrzały, aby rozumowac w ten sposób. Jest raczej nadzwyczaj niedojrzały. Ale niedojrzałosc to norma, gdy pochodzi z takiej rodziny.
                    • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:06
                      Pliz, daj sobie spokój z analizami dzieciństwa i dziedzictwa.
                      To jest akurat bardzo prosta sytuacja, zdarzająca się b. często. I w prosty sposób można ją rozwiązać stawiając na swoim.
                      • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:12
                        > To jest akurat bardzo prosta sytuacja, zdarzająca się b. często. I w prosty spo
                        > sób można ją rozwiązać stawiając na swoim.

                        Serio? Bardzo często zdarza się, że dla męża ważniejsze jest dobro matki i siostry niż żony po porodzie i świeżo urodzonego dziecka? Gdzie Wy żyjecie i z kim Wy się związałyście?
                        • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:14
                          wyznawczyni_wielkiego_czerwia napisał(a):
                          > Serio? Bardzo często zdarza się, że dla męża ważniejsze jest dobro matki i sios
                          > try niż żony po porodzie i świeżo urodzonego dziecka? Gdzie Wy żyjecie i z kim
                          > Wy się związałyście?

                          Problemem jest to, że 'dobro' każdej ze stron jest tutaj zupełnie różnie pojmowane.
                        • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:18
                          Proponuję poczytać upgrade ematki w postaci forum Życie rodzinne - kopalnia wiedzy na temat rodzinnych układów.
                          Ja akurat nie narzekam, obecna teściowa mi pomagała po porodzie i czyniła to w sposób nieinwazyjny, a opcji wpraszania się nie ma. To już bardziej własną siostrę musiałam pacyfikować nie dotykaj, nie rusz, nie podnoś, odwal się się od dziecka i daj jej spać.
                    • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:09
                      zuzi.1 napisała:
                      > Ale ten maz nie jest na tyle dojrzały, aby rozumowac w ten sposób. Jest raczej
                      > nadzwyczaj niedojrzały. Ale niedojrzałosc to norma, gdy pochodzi z takiej rodziny.

                      Typowy produkt kobiecego umysłu:
                      Facet nie postępuje jak chce kobieta = niedojrzały
                      Facet nie zgadza się na to co chce kobieta = przemocowiec big_grin
    • mruwa9 klasyka gatunku 26.07.13, 02:33
      i wlasni dlatego mialas racje, planujac docieranie sie po narodzinach dziecka we trojke, bez babc wizacych nad uchem, nawet w najlepszej wierze. Bo jakis tam kryzys, bedacy polaczeniem wielkiej rewolucji w zyciu rodziny, nowych obowiazkow, uczenia sie dziecka, i zwyklego , ordynarnego niewyspania, zmeczenia, jest udzialem ogromnej grupy swiezo upieczonych rodzicow, moze z wyjatkiem tych z latwymi w obsludze dziecmi, zwlaszcza w przypadku narodzin pierwszego dziecka. Oboje macie prawo do nerwowosci, zmeczenia, stresu, a babcia wlazaca z buciorami jeszcze dolala oliwy do ognia.Dla meza sytuacja rowniez nie jest latwa, choc ani brzuch go nie boli, ani homony nie szaleja,ale nagle z roli meza i syna a wejsc rowneiz w role ojca i poukladac sobie priorytety, ze zona i dziecko sa teraz wazniejsi, niz mama i siostra. I ze nie zawsze da sie wszystkim dogodzic.
      Ja nie uwazam, ze to wszystko zle rokuje waszemu zwiazkowi, ze juz nie ma czego ratowac Wszystko da sie naprawic, o ile wzajemnie dacie sobie szanse. Na przyklad normalnie rozmawiajac, o caloksztalcie sytuacji. O waszym ( was obojga) zmeczeniu i o tym, jak bardzo potrzebujesz odciazenia w domu, przy dziecku, o tym, jak mama utrudnia wam dotarcie sie w nowej roli i ze wlasnie to mialas na mysli (obecne konflikty) , domagajac sie swieteg spokoju, z dala od tesciowej, w pologu.
      Wszystko sie pouklada, o ile chlop jest z jajami i zrozumie, o co ci chodzi. A latwiej mu bedzie zrozumiec, jesli jasno i wprost bedziesz mowila , co ci lezy na watrobie i czego od meza oczekujesz, oraz wprost nazywala swoje uczucia/stan psychofizyczny. Bez napadania, bez zadrosci o tesciowa i bez zarzutow " a bo ty zawsze..", "a bo ty nigdy..."
      • 18lipcowa3 Re: klasyka gatunku czyli mąż bezjajecznik 26.07.13, 08:51
        i ty królewna
        oboje nie wiecie czego chcecie a na pewno nie potraficie tego wyrazić
        • triss_merigold6 Re: klasyka gatunku czyli mąż bezjajecznik 26.07.13, 09:02
          Ona jest miesiąc po porodzie, niewyspana i rozdrażniona. Pewnie chce świętego spokoju. To taki okres, kiedy naprawdę cudze uczucia i chęci można mieć głęboko, bo organizm nakazuje skoncentrowanie się na dziecku.
          • 18lipcowa3 Re: klasyka gatunku czyli mąż bezjajecznik 26.07.13, 11:33
            triss_merigold6 napisała:

            > Ona jest miesiąc po porodzie, niewyspana i rozdrażniona. Pewnie chce świętego s
            > pokoju. To taki okres, kiedy naprawdę cudze uczucia i chęci można mieć głęboko,
            > bo organizm nakazuje skoncentrowanie się na dziecku.



            Jasne zgadzam się. Natomiast uważam że powinna to jasno powiedzieć wszystkim dookoła, skoro delikatnie nie da rady.
            A ona chodzi z obrażoną miną, użala się nad sobą niczym księzniczka. Niech po prostu tupnie nogą. Jest szansa że teściowa się obrazi i da im spokoj.
            Mąż i tak bezjajecznik jakich wiele.
    • burina Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 03:20
      Nie rozumiem Twoich problemów!
      Teściowa chce przyjechać, a nie dociera do niej ludzka prośba? 'Świetnie mamo, zaraz po porodzie dam sobie radę, ale nie mam kogo poprosić o pomoc tak 2 tygodnie po, proszę poratuj mnie!'

      Nie podobało im się jedzenie w domu wyposażonym w talerze z plastikowych pojemników? Szczerze mówiąc, trudno się dziwić... Nie wystarczyło powiedzieć 'w tych szafkach jest to, w tych tamto, poprzekładajcie, podgrzejcie a ja w tym czasie na dzieciaka sobie popatrzę/prysznic wezmę bo przy noworodku ciężko o chwilkę dla siebie'?

      Naprawdę sądzisz, że szwagierce bardziej do wyobraźni przemawiają Twoje krzyki (a z tego co piszesz, to krzyczysz o byle co, więc ciężko Cię traktować poważnie) niż jedno zdanie wytłumaczenia, że dziecko nie ma jeszcze rozwiniętych mięśni karku i że może mu problemów z kręgosłupem narobić?

      Odnośnie 'łażenia w butach' przez gości nie mam nic do powiedzenia - jakoś ciężko mi uwierzyć w to, że stałaś nad nimi z kapciami, krzyczałaś, że mają zdjąć a one to i tak olały i jeszcze celowo poszły potupać swymi brudnymi butami w każdusieńkim pomieszczeniu.

      P.S. Taki hint na koniec: dopóki nie ułożysz sobie relacji z mężem, to cokolwiek by teściowa lub szwagierka nie zrobiły, doszukasz się czegoś, do czego można się doczepić. Zamiast wyżywać się na teściowej za żale wobec męża, traktować jako niepotrzebny dodatek do dawcy spermy, lepiej ją zaangażować w naprawianie relacji z jej synem. Bo jak rzeczywiście dojdzie do rozwodu, to żeby się nie okazało, że to z Twojej winy.
    • kol.3 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 06:06
      Boże co za wyjątkowa banda chamów bez elementarnego wychowania i wyczucia. Teściowa idiotka pokazowa. Mąż ma kompletnie pomylone priorytety, szkoda że nie możesz liczyć na jego wsparcie. Szczytem wszystkiego byla propozycja zabrania dziecka do szpitala.
    • kol.3 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 06:17
      W sumie jest dość częstym zjawiskiem, że zaraz po urodzeniu dziecka i powrocie znękanej matki z noworodkiem ze szpitala rodzina bliższa i dalsza MUSI zobaczyć noworodka i zaczyna się korowod, jedni wychodzą, drudzy wchodzą. "nie chcą sprawiać kłopotów", "zrobisz" mi tylko herbatki". W związku z czym młodzi rodzice nic nie robią tylko kursują z filiżankami, talerzykami z ciastem, zmywają, przecierają podłogi, kiedy tak naprawdę należałoby bractwa nie wpuścić za próg, ale wytłumacz ludziom że nie są najważniejsi na świecie.
    • lucerka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 07:46
      Ok, po pierwsze powiedz mezowi, ze nawet jesli nie ygadza sie y Twoja opinia to powinien razem z Toba i dzieckiem trzymac wspolny front jesli chodzi o kontakty z jego rodzina. Jak przyjedzie Twoja mama to rowniez ty powinnac go wysluchac i trzymac wobec mamy jego strone.

      Po drugie: Mlodym mamusiom daje zazwyczaj na mozg jesli chodzi o dziecko. Pieluszkowe zapalenie mozgu dopadlo mnie rowniez.
      Nie mowie, ze jestes przewrazliwiona ale postaraj sie troche zdystansowac do siebie w momentach kiedy tesciowa zajmuje sie dzieckiem. Nic mu sie nie stanie jak poplacze.
      Tesciowa wychowala dwojke dzieci, tak? Nie boj sie i zaufaj jej troche. Zaufaj jej jak i ocenie meza. Maz przeciez jest obok i widzi co sie dzieje.

      Z drugiej strony rozumiem jak dziala placz noworodka na matke...takze nie oceniam.

      • lucerka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 07:48
        I jeszcze cos. Po porodzie powinnac wypoczac. Polog trwa troche. Daj sobie dwa tygodnie bez odwiedzic. Nawet nie na herbatke.
        Tesciowa sie wprosila a Ty nie umialas odmowic. Voila.
        Ja odmowilam za cene swietego oburzenia...niestety, nic nie ma za darmo.
    • guderianka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 07:48
      No, Mąż dał ciała. Zamiast być wsparciem , oparciem i opoką zachował się jak nierozumny dzieciak. Absolutnie rozumiem Ciebie w Twoich odczuciach.
      U mnie nie byłoby szans na taką sytuację, bo noworodka z rąk nie wypuszczałam, nikomu nie dawałam i nie pozwalałam budzić. Jeśli ktoś przyszedł to mógł sobie niczym eksponat oglądnąć. Nie od pomyślenia by ktoś mu piszczał, ruszał, podrzucał. Chyba bym tego kogoś przez okno wyrzuciła...
      Nie zapraszajcie póki co nikogo, zrelaksuj się na tyle ile możesz, wciąż buzują w Tobie hormony które być może wpływają na to, że odbierasz sytuację mocniej, wyraźniej, boleśniej. Na spokojnie pogadajcie i USTALCIE PRIORYTETY
    • lampka_witoszowska Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 08:07
      my półtora roku później się rozwiedliśmy, choć ja nei przekazywałam niczego przez tzw. męża, ale wprost smile
      • hugo43 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:28
        to wszystko jest do ustawienia.pamietam,jak z polrocznym synem pojechalismy do tesciow,na wschod turcji.po pierwszym dniu maz posadzil swa rodzine na kanapach i powiedzial,ze nasze metody sa inne od tureckich i albo uszanuja nasz sposob wychowywania dziecka,albo po prostu nie beda go widywac.poskutkowalo.tyle,ze moja tesciowa w 40c upal chciala dzieciaka w welniana kamizele ubierac,taka sama czapke i zawijac na koniec w kokon,bo u nich wszyscy tak robia.oburzona byla,ze dziecko z golymi stopkami,w samym rampersie sobie fika.no i po co ja z nim siedze w ogrodzie,jeszcze sie przeziebismileogolnie poczatkowo wszyscy bardziej sie martwili tym,co inni powiedza,a nie moja opinia i dobrem dziecka.po paru aferach wszystko uklada sie swietnie,rodzice sa pomocni,ale bez narzucania swej woli.jest na tyle dobrze,ze latam tam sama z synem,bez meza i spedzam naprawde fajny czas.trzeba tylko w odpowiednim czasie,bardzo dosadnie postawic granice.
        • lampka_witoszowska Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:06
          to bardzo dobre rozwiązanie - i najlepiej, jak granice postawi współmałżonek swojej rodzinie (to dotyczy obu płci) - gorzej, jak nie umie odejść ze swojej rodziny albo coś powoduje, że nie chce i nadal pozostaje dzieckiem swoich rodziców bardziej niż małżonkiem - wtedy zapewnia sobie albo konflikt na lata i orkę na ugorze, albo rozpad związku
          • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:12
            lampka_witoszowska napisała:
            > to bardzo dobre rozwiązanie - i najlepiej, jak granice postawi współmałżonek sw
            > ojej rodzinie (to dotyczy obu płci) - gorzej, jak nie umie odejść ze swojej rod
            > ziny albo coś powoduje, że nie chce i nadal pozostaje dzieckiem swoich rodziców
            > bardziej niż małżonkiem - wtedy zapewnia sobie albo konflikt na lata i orkę na
            > ugorze, albo rozpad związku

            Może akurat małżonek woli styl życia w jakim został wychowany?
            • lampka_witoszowska Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:35
              może smile choć wygodniej jest biorąc ślub wiedzieć, że jest jeszcze od tej pory drugi człowiek, który też coś woli, a do tego tworząc rodzinę tworzy sie nowy styl życia w dużej (przynajmniej) mierze

              za to jak zdecydowanie woli dotychczasowy styl życia - może żyć z dotychczasową rodziną, czy ktoś mu broni?
              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:38
                lampka_witoszowska napisała:
                > może smile choć wygodniej jest biorąc ślub wiedzieć, że jest jeszcze od tej pory d
                > rugi człowiek, który też coś woli, a do tego tworząc rodzinę tworzy sie nowy st
                > yl życia w dużej (przynajmniej) mierze
                > za to jak zdecydowanie woli dotychczasowy styl życia - może żyć z dotychczasową
                > rodziną, czy ktoś mu broni?

                Mhm - to rozumiem, że ten 'nowy styl życia' w nowej rodzinie - to ma być styl życia małżonki? tongue_out
                • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:51
                  araceli napisała:

                  > Mhm - to rozumiem, że ten 'nowy styl życia' w nowej rodzinie - to ma być styl ż
                  > ycia małżonki? tongue_out

                  Oj juz nie trolluj araceli - kobieta z blizna po cesarce, w pologu ma z usmiechem na ustach znosic wpitalanie sie rodziny, wrzeszczacego, rozbudzanego przez nich niemowlaka itp. Sa granice wytrzymalosci.

                  Rodzina jak chce go zobaczyc to przychodzi jednego dnia, pomizia go po lapce, pochwali rodzicow, ze tacy dzielni, pyta z czym pomoc, a nastepnie zmywa sie i czeka na kolejne zaproszenie. Wszystko powyzej jest buractwem.

                  Maz ewidentnie nie dojrzal organizacyjnie do roli ojca i brakuje mu podstawowej wyobrazni (ta blizna...). Kobieta w pologu wymaga jesli nie opieki, to co najmniej asysty i kropka. Normalni rodzice zajmuja sie wtedy soba i dzieckiem, przyzwyczajaja sie do tego, a nie robia cyrk na kolkach z goscmi. A zona zamiast mu to powiedziec w krotkich zolnierskich slowach zgrywa zmywajaca cierpietnice.

                  Pytanie za sto punktow: KTO myl podloge???
                  • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:57
                    cherry.coke napisała:
                    > Oj juz nie trolluj araceli - kobieta z blizna po cesarce, w pologu ma z usmiech
                    > em na ustach znosic wpitalanie sie rodziny, wrzeszczacego, rozbudzanego przez n
                    > ich niemowlaka itp. Sa granice wytrzymalosci.

                    A ja coś takiego napisałam? Ciekawe smile
                    • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:06
                      Piszesz, ze maz ma prawo do zycia rodzinnego w swoim stylu (w tym wypadku wydaje sie, ze oznacza to na kupie, glosno i zywiolowo). Jesli jest to niekompatybilne z potrzebami kobiety w pologu, to moze przydalby sie kompromis. Na przyklad jedna spokojna kontrolowana wizyta.
                      • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:11
                        cherry.coke napisała:
                        > Piszesz, ze maz ma prawo do zycia rodzinnego w swoim stylu (w tym wypadku wydaj
                        > e sie, ze oznacza to na kupie, glosno i zywiolowo). Jesli jest to niekompatybil
                        > ne z potrzebami kobiety w pologu, to moze przydalby sie kompromis. Na przyklad
                        > jedna spokojna kontrolowana wizyta.

                        Dokładnie o to chodzi - o kompromis!
                        • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:17
                          No ale jaki tu widzisz kompromis ze strony meza? On ma jak chcial - rodzine na karku, zone zlewa. Autorka to znosi, a jak zglasza protesty, to slyszy, ze nie maja przyszlosci.
                          • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:40
                            cherry.coke napisała:
                            > No ale jaki tu widzisz kompromis ze strony meza? On ma jak chcial - rodzine na
                            > karku, zone zlewa. Autorka to znosi, a jak zglasza protesty, to slyszy, ze nie
                            > maja przyszlosci.

                            Jak na razie pani strzela focha i robi to czego nie powinna. Na początek jedna i druga strona powinna określić co jest w danej chwili ważne i się tego trzymać. Po jaki wuj ona myła te naczynia? Jak mąż chciał, żeby jego rodzina jadła na talerzach to niech zmywa sam, po jasnym komunikacie. Zamiast tego pani robi z siebie cierpiętnicę.

                            Odwiedziny hałaśliwej rodziny? Pakujesz dziecko w wózek i razem z ojcem 'wataha' idzie na spacer - Ty idziesz spać. I tak dalej.
                            • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:46
                              > Jak na razie pani strzela focha i robi to czego nie powinna. Na początek jedna
                              > i druga strona powinna określić co jest w danej chwili ważne i się tego trzymać
                              > . Po jaki wuj ona myła te naczynia? Jak mąż chciał, żeby jego rodzina jadła na
                              > talerzach to niech zmywa sam, po jasnym komunikacie. Zamiast tego pani robi z s
                              > iebie cierpiętnicę.

                              Owszem, robi z siebie cierpietnice, ale to nie zmienia faktu, ze sytuacja jest rozgrywana po mezowemu. Protest przeciez wykonala i uslyszala, ze nie szanuje rodziny i naraza przyszlosc.

                              > Odwiedziny hałaśliwej rodziny? Pakujesz dziecko w wózek i razem z ojcem 'wataha
                              > ' idzie na spacer - Ty idziesz spać. I tak dalej.

                              Wiesz co, nie trzese sie z reguly specjalnie, ale idea wyslania na spacer noworodka z osobami traktujacymi go w opisany sposob nie wydaje mi sie tu recepta suspicious
                              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:51
                                cherry.coke napisała:
                                > Owszem, robi z siebie cierpietnice, ale to nie zmienia faktu, ze sytuacja jest
                                > rozgrywana po mezowemu. Protest przeciez wykonala i uslyszala, ze nie szanuje
                                > rodziny i naraza przyszlosc.

                                Jaki protest? Protest byłby jakby np. tych naczyń nie umyła i już.


                                > Wiesz co, nie trzese sie z reguly specjalnie, ale idea wyslania na spacer nowor
                                > odka z osobami traktujacymi go w opisany sposob nie wydaje mi sie tu recepta

                                Czyli ojciec też nie taki jak trzeba?
                                • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:54
                                  Wiesz, jest wiecej form protestu niz twoja jedyna sluszna big_grin

                                  Ojciec - zalezy czy byl przy patataju i budzeniu i je powstrzymywal, czy nie?
                                  • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:55
                                    cherry.coke napisała:
                                    > Wiesz, jest wiecej form protestu niz twoja jedyna sluszna big_grin

                                    Oczywiście - przecież napisałam - pani strzela focha. I jest to niezmiernie skuteczna jak widać forma 'protestu'. Niech się focha, tupie i rozwodzi - na pewno będzie jej lepiej!
                                    • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:59
                                      Nadinterpretujesz. Skad "strzela focha"? Kloca sie, i ona pokazuje konkretny towar o potrzasaniu. A maz i tak kaze jej sie odfajczyc od rodziny.
                                      No i spoko, jest wiele pan, ktore sie w takiej sytuacji dostosuja. Autorka tez moze jak chce, tylko juz zna reguly gry.
                                      • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:15
                                        cherry.coke napisała:
                                        > No i spoko, jest wiele pan, ktore sie w takiej sytuacji dostosuja.
                                        > Autorka tez moze jak chce, tylko juz zna reguly gry.

                                        Przecież ona właśnie się dostosowała. Zmyła te naczynia - cierpiętnica.
                                        • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:18
                                          araceli napisała:

                                          > Przecież ona właśnie się dostosowała. Zmyła te naczynia - cierpiętnica.

                                          Zmyla na poczatku, a teraz bryka. Albo sie podporzadkuje, albo nie beda miec przyszlosci.
                              • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:51
                                Zgadza się.
                                Ile razy jeszcze trzeba napisać, że noworodek nie jest lalką, nie służy do zabawy ani do lansowania się wśród rodziny.
                • lampka_witoszowska Re: :) 26.07.13, 11:58
                  skoro tak rozumiesz, to masz pewnie problem z rozumieniem słowa pisanego smile
                  popracuj nad tym, bo łatwo się wyłożyć w rozmowach forumowych - chyba, że szukasz zwady, to szerokiej drogi smile
                  • araceli Re: :) 26.07.13, 12:00
                    lampka_witoszowska napisała:
                    > skoro tak rozumiesz, to masz pewnie problem z rozumieniem słowa pisanego smile
                    > popracuj nad tym, bo łatwo się wyłożyć w rozmowach forumowych - chyba, że szuk
                    > asz zwady, to szerokiej drogi smile

                    Pokazuję jedynie absurdy i podwójne standardy kryjące się za pięknymi hasełkami. Bo wszystko sprowadza się niestety do tego, że pan ma się dostosować. Zawsze i wszędzie.
                    • lampka_witoszowska Re: :) 26.07.13, 12:06
                      a to Ty u mnie już dostrzegłas te podwójne standardy? łał wink
                      szacun, serio

                      a propos, czytałaś "Proces" Kafki?
                      • araceli Re: :) 26.07.13, 12:13
                        lampka_witoszowska napisała:
                        > a to Ty u mnie już dostrzegłas te podwójne standardy? łał wink
                        > szacun, serio

                        W Twoich słowach - owszem.

                        > a propos, czytałaś "Proces" Kafki?

                        Jestem na tyle stara, że za moich czasów to lektura szkolna była smile
                        • lampka_witoszowska Re: :) 26.07.13, 12:17
                          araceli napisała:

                          > lampka_witoszowska napisała:
                          > > a to Ty u mnie już dostrzegłas te podwójne standardy? łał wink
                          > > szacun, serio
                          >
                          > W Twoich słowach - owszem.

                          jesteś taka stara, a nie nauczono Cię jeszcze szacunku dla ludzi? to wiocha trochę, nei sądzisz? big_grin
                          warto pytać o przekonania zamiast histerycznie oceniać na podstawie własnych wyobrażeń, naprawdę


                          >
                          > > a propos, czytałaś "Proces" Kafki?
                          >
                          > Jestem na tyle stara, że za moich czasów to lektura szkolna była smile
                          >

                          i żadnych skojarzeń? nic? ani drgnęło?
                          to kombinuj dalej wink
                          • araceli Re: :) 26.07.13, 12:18
                            lampka_witoszowska napisała:
                            > warto pytać o przekonania zamiast histerycznie oceniać na podstawie własnych wy
                            > obrażeń, naprawdę

                            Nie odnoszę się do Twoich przekonań tylko słów.
                            • lampka_witoszowska Re: :) 26.07.13, 12:20
                              nie, na razie jeszcze ich dokładnie nie przeczytałaś
                    • guderianka Re: :) 26.07.13, 14:19
                      Bo wszystko sprowadza się niestety do tego, że pan ma się dostosować. Zawsze
                      > i wszędzie

                      Dokładnie'
                      Dostosować do potrzeb dziecka -zawsze i wszędzie tak, by zapewnić mu bezpieczeństwo i komfort. Zwłaszcza noworodkowi.
                      • araceli Re: :) 26.07.13, 14:23
                        guderianka napisała:
                        > Dokładnie'
                        > Dostosować do potrzeb dziecka -zawsze i wszędzie tak, by zapewnić mu
                        > bezpieczeństwo i komfort. Zwłaszcza noworodkowi.

                        A zakres 'bezpieczeństwa' i 'potrzeb' dziecka określa matka-właścicielka smile
                        • guderianka Re: :) 26.07.13, 14:44
                          No cóż, skoro ojciec nie wie co jest dla dziecka dobre bo sam jest dzieckiem tylko dorosłym-to tak.
                          • araceli Re: :) 26.07.13, 14:51
                            guderianka napisała:
                            > No cóż, skoro ojciec nie wie co jest dla dziecka dobre bo sam jest dzieckiem ty
                            > lko dorosłym-to tak.

                            Ojciec ma po prostu inne zdanie. Inne zdanie nie czyni go dzieckiem.
                            • guderianka Re: :) 26.07.13, 14:53
                              jasne, niektórzy ojcowie mają inne zdanie na temat za słonej zupy wink

                              chyba czytałyśmy inny wątek
                              ale
                              jeśli uważasz zachowanie ojca za ok no to-z całego serca życzę Ci takiego właśnie ojca dla Twojego dziecka wink
                              • araceli Re: :) 26.07.13, 14:57
                                guderianka napisała:
                                > jeśli uważasz zachowanie ojca za ok no to-z całego serca życzę Ci takiego
                                > właśnie ojca dla Twojego dziecka wink

                                Dziękuję - na swojego chłopa nie narzekam smile

                                I jakoś nie tylko ja nie widzę dramatu w postępowaniu tego człowieka.
                                • guderianka Re: :) 26.07.13, 14:59
                                  Nie dziwię się , że nie narzekasz-skoro takie zachowania są dla Ciebie normalne i nie są "dramatem".
                                  Po prostu kwestia podejścia i tego co dla kogo jest akceptowalne
                                  • araceli Re: :) 26.07.13, 15:04
                                    guderianka napisała:
                                    > Po prostu kwestia podejścia i tego co dla kogo jest akceptowalne

                                    Jak widać. Dramatem dla mnie jest głód w Afryce a nie wizyta teściowej smile
                                    • guderianka Re: :) 26.07.13, 15:07
                                      Rozumiem też, że podejście do noworodka i żony w połogu, które reprezentuje Mąż też jest według Ciebie właściwe ?
                                      • araceli Re: :) 26.07.13, 15:08
                                        guderianka napisała:
                                        > Rozumiem też, że podejście do noworodka i żony w połogu, które reprezentuje Mąż
                                        > też jest według Ciebie właściwe ?

                                        To znaczy co konkretnie? Jakie konkretnie 'podejście'?
                                        • guderianka Re: :) 26.07.13, 15:11
                                          no weź, przecież nie będę kopiować postu założycielskiego
                                          • araceli Re: :) 26.07.13, 15:12
                                            guderianka napisała:
                                            > no weź, przecież nie będę kopiować postu założycielskiego

                                            Nie proszę o kopiowanie tylko o wskazanie konkretnych 'złych' zachowań tego pana? Konkretów.
                                            • guderianka Re: :) 26.07.13, 17:14
                                              Dobra, wypunktuje Ci żeby nie było że to moja interpretacja. Za Twój sposób wyciągania wniosków i rozumowania już jednak nie odpowiadam. Mi w obliczu takich zachowań jawi się obraz -mówiąc grzecznie- dużego dzieciaka bo :
                                              Narobily rabanu: dziecko spalo a tesciowa mu przy uchu piszczaca zabawke naciskala, i na moja uwage, zeby uszanowala sen dziecka i nie piszczala mu przy uchu stwierdzila, ze chce by sie obudzil zeby sie z nimi przywital...
                                              K mnie wziela, tym bardziej ze maz nie reagowal.


                                              bo
                                              Po jedzeniu, ktore przyszlo w pojemnikach ale krolewny zazyczyly sobie jesc na talerzach ja zmywalam.
                                              bo
                                              Maz zabiera je by zmienic pampersa i cala watacha za nim. Z kuchni, przy lecacej wodzie slysze raban rodzinny, i w koncu krzyk dziecka. Prosze po tym meza na strone i kowie mu, zeby je poprosil by robily mniej rabanu. Dziecko obudzone. Maz, ze ja przesadzam. Ze to ich taki styl bycia, zebym sie zrelaksowala. Dokanczam mycie butelek w kuchni, i slysze krzyki/placz dziecka. Wychodze a tam coreczka tesciowej, miesiecznemu dziecku "patataj robi". Prosze by przestala. "Ale czemu? Przeciez sie bawimy" dziecko krzyczy. Odchodze na a ona znow zaczyna nim podskakiwac!!!
                                              bo
                                              poza tym dziecko mi dziecko co chwila ryczy i sie uspokoic nie moze przez kolejna cala noc. Teraz juz dwie doby.
                                              Mijaja godziny pytam czy wroci do domu, bo musze odpoczac, a on ze zostaje w szpitalu, ale jak chce to przyjedzie do domu i wezmie dziecko DO SZPITALA, na oddzial INTERNISTYCZNY, zebym mogla odpoczac.
                                              Jeśli takie zachowania ojca są w porządku- to jak już pisałam- życzę by Twój Mąż takim się okazał, pełnym zrozumienia dla siostry w szpitalu a nie żony po operacji w domu i małego dziecka, pełnym empatii dla spokoju i snu dziecka, szacunku dla małego cżlowieka którym się "patataja"noworodek, pełnego chęci pomocy dla żony która myje gary po jego rodzinie mimo że ledwo na nogach się trzyma, pełnego olewania bo to żona nie spi w nocy gdy dziecko dwie doby po takich wstrząsach ryczy -a Pan Miś, oj BiednyMiś
                                              • araceli Re: :) 26.07.13, 17:51
                                                guderianka napisała:
                                                > Jeśli takie zachowania ojca są w porządku- to jak już pisałam- życzę by Twój Mą
                                                > ż takim się okazał, pełnym zrozumienia dla siostry w szpitalu a nie żony po ope
                                                > racji w domu i małego dziecka, pełnym empatii dla spokoju i snu dziecka, szacun
                                                > ku dla małego cżlowieka którym się "patataja"noworodek, pełnego chęci pomocy dl
                                                > a żony która myje gary po jego rodzinie mimo że ledwo na nogach się trzyma, peł
                                                > nego olewania bo to żona nie spi w nocy gdy dziecko dwie doby po takich wstrząs
                                                > ach ryczy -a Pan Miś, oj BiednyMiś

                                                Dziękuję bardzo. Tak owszem - bardzo bym chciała, żeby chłop zrozumienie dla siostry własnej miał i wsparcia jej udzielał. Na całe szczęście tak jest. Po co pani gary myła to nie wiem - widocznie lubi z siebie cierpiętnice robić. A rodzina jego chętnie dziećmi wszelakimi się zajmuje tak jak chce i mnie to zupełnie nie przeszkadza smile
                                                • guderianka Re: :) 26.07.13, 20:54
                                                  no to super!oby tak dalej! wink
                                        • pfegele Re: :) 26.07.13, 15:15
                                          A chocby takie podejscie, ze pan woli zajmowac sie siostra sciemniara po zaslabnieciu, przy ktorej i tak czuwa matka i personel medyczny, niz zona po OPERACJI, ktora jest sama, a ma pod opieka ich wspolne dzieco. Pan ma w nosie i zone i dziecie smile
                                          • araceli Re: :) 26.07.13, 15:18
                                            pfegele napisała:
                                            > A chocby takie podejscie, ze pan woli zajmowac sie siostra sciemniara

                                            No tak - siostra to na pewno jest ściemniara. W końcu rodzina męża z definicji to samo ZUO!
                            • pfegele Re: :) 26.07.13, 15:04
                              Mezus spepniony z mamusia chyba jednak jest dzieckiem...
                              • araceli Re: :) 26.07.13, 15:07
                                pfegele napisała:
                                > Mezus spepniony z mamusia chyba jednak jest dzieckiem...

                                No tak - pozwolenie własnej matce na zobaczenie się z wnukiem to naprawdę oznaka upośledzenia smile
                                • pfegele Re: :) 26.07.13, 15:11
                                  Zobaczenie wnuka, a nachodzenie dzien w dzien - widzisz roznice? smile
                                  • araceli Re: :) 26.07.13, 15:14
                                    pfegele napisała:
                                    > Zobaczenie wnuka, a nachodzenie dzien w dzien - widzisz roznice? smile

                                    2 wizyty. Koszmar normalnie - KOSZMAR big_grin
                                    • pfegele Re: :) 26.07.13, 15:29
                                      A kolejne nie doszly do skutku, bo tesciowa poszla po rozum do glowy i wpadla na to, ze nie wypada nachodzic dzien w dzien poloznicy czy dlatego, ze mloda wyladowala w szpitalu? smile
                                      Tak czy siak mezus zostal zaangazowany w pomoc mamci i siostruni, tym razem nie w domu, a w szpitalu.
                                      A mloda moze i nie sciemnia, ale:
                                      Autorka jest po operacji sama w domu bez niczyjej pomocy + ma dziecko pod opieka + maz zlamal obietnice odciazenia jej w domu;
                                      Siostra po jest jakims zaslabnieciu najprawdopodobniej, w szpitalu jest pod opieka lekarzy i matki..
                                      Gdzie sie udal maz? smile
                                      • lauren6 Re: :) 26.07.13, 15:57
                                        pfegele napisała:

                                        > Gdzie sie udal maz? smile

                                        Zalać komara. W końcu jest takim biednym nieszczęśliwym misiem, od którego wszyscy coś chcą. Matka chce by skakał wokół niej i siostry, żona chce by opiekował się noworodkiem i nią w połogu. Biedny misio pysio zagubił się w życiu, nic tylko zapłakać nad własnym losem nad butelką wódki.

                                        Facetem należy wstrząsnąć i niestety postawić sprawę na ostrzu noża. Albo wraca do obowiązków wobec żony i dziecka, albo niech się wyprowadza. Ewentualnie niech wyłoży pieniądze na nianię i gosposię, bo żona w połogu ma najświętsze prawo do odpoczynku i zdrowienia.
                                        • pfegele Re: :) 26.07.13, 16:01
                                          Niektorzy sugeruja, ze zona zbyt wymagajaca, a przecież biedna siostra w tym szpitalu... Personel pewnie niedouczony, brat musial trzymac reke na pulsie big_grin
                                      • 3-mamuska Re: :) 26.07.13, 18:07
                                        A kolejne nie doszly do skutku, bo tesciowa poszla po rozum do glowy i wpadla na to, ze nie wypada nachodzic dzien w dzien poloznicy czy dlatego, ze mloda wyladowala w szpitalu?
                                        Tak czy siak mezus zostal zaangazowany w pomoc mamci i siostruni, tym razem nie w domu, a w szpitalu.
                                        A mloda moze i nie sciemnia, ale:
                                        Autorka jest po operacji sama w domu bez niczyjej pomocy + ma dziecko pod opieka + maz zlamal obietnice odciazenia jej w domu;
                                        Siostra po jest jakims zaslabnieciu najprawdopodobniej, w szpitalu jest pod opieka lekarzy i matki..
                                        Gdzie sie udal maz?


                                        Ta gdyby to była matka i siostra pani to nie byłoby problemu żeby mąż ,pojechał do szpitala z siostra autorki. Jej matka to by napewno zrobiła wszystko lepiej.
                                        Gdy żona dzwoni do rodziny to dobra córka. Gdy mąż to mamisynek...
                                        • pfegele Re: :) 26.07.13, 19:31
                                          Ale on pojechal zobaczyc co z siostra - jak sie okazalo, ze nic powaznego, to powinien byl wrocic do zony po powaznej operacji, a nie jezdzic d siostry kilka razy na dzien, proste.
                                          • guderianka Re: :) 26.07.13, 21:10
                                            on dobry mądry tata -i chciał noworodka nawet do szpitala zabrać-żeby żonie pomóc, taki kochany! tongue_out
    • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:19
      Przesadzasz. Rozumiem twoje zmęczenie i egoistyczne podejście do dziecka, rozumiem rónież chęć męża pochwaleniem się dzieckiem, ale jak większość młodych mam/ żon popadasz w przesadę.

      "> Oczywiscie zapytaly jak sobie radzimy, a na uslyszane ze pdadamy na nos stwierd
      > zily, ze to normalne.."

      Bo to jest normalne, co ci miała innego powiedzieć. Tak będziesz się czuła jeszcze przez najbliższy rok o ile nie dwa lata.

      "> Zabralam dziecko. Po wizycie maz z pretensjami, ze jego rodzina sie tak szybko
      > zmyla, i ze sle sie czuja. Ja wku...ona bo dziecko na " na zespol dziecka potrz
      > asanego" narazaja

      Trzeba czegoś więcej niż patataj aby dziecko miało ten syndrom, naczytałaś się zbyt dużo gazet dla młodych mama.

      "> Po wizycie rodzinyn spalam cale 2,5godzizny bo mi dziecko non stop ryczalo jak
      > tylko probowalam je polozyc."

      To nie próbuj go kłaść tylko przytulaj smile. Przy pierwszym dziecku robiłam wręcz wszystko pod zegarek, drugie wychowuje już zdecydowanie , z mniejszą dawką stresu dla mnie i małego.

      "> Czy ja naprawde wymagam od meza za duzo? Czy po 4 tygodniach bez jednej przespa
      > nej nocy mam prawo nie zyczyc sobie towarzyskich odwiedzin? C"

      Przed tobą jeszcze coś koło dwóch lat bez jednej przespanej nocy warto nauczyć się relaksować i odpoczywać kiedy tylko dziecko śpi. Kiedy jesteś zmęczona, zwyczajnie olej sprzątanie, pranie zmywanie i odpocznij.
      Zapisz się na jogę chociasz trochę wyciszysz rozbudzone hormony.

      Trzymaj się bo przez rozbudzone hormony pierwsze pół roku do roku to bardzo ciężki i trudny okres dla małżeństwa.
      Zobaczysz po kilku latach będziesz z zażenowaniem patrzyła na swoje obecne reakcje







    • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:36
      Mąż i jego rodzina z innego kręgu kulturowego?

      Szczerze powiedziawszy - nigdy nie zrozumiem postawy Matki Polki Jedynie Słusznej Cierpiętnicy. Po cholerę na przykład zmywałaś te naczynia? Trzeba było zostawić mężowi, skoro dla niego to nie problem. Dziecko płakało rozbudzone przez teściową i mąż nie widzi nic złego? To oddajesz mu je do uspokojenia. Dziecko ma dwoje rodziców i jeżeli mąż chce postępować w jakiś sposób - niech ponosi tego konsekwencje.

      I jeszcze jedno - owszem, miło jest mówić ludziom dlaczego chcesz aby zachowywali się tak a nie inaczej. Czasem po prostu mogą nie wiedzieć, że robią coś źle a chyba nie masz takiego autorytetu, żeby robili co im każesz nie wiedząc dlaczego.
      • butch_cassidy Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 09:56
        Szczerze mówiąc mnie też się wydaje, że niewyspana Autorka nieco wyolbrzymia...

        Tobie się należy porządny wypoczynek, Dziewczyno! Potem przemyśl sprawę raz jeszcze smile
        Wg mnie racja jest gdzieś po środku.

        Bo też trudno mi zrozumieć te konieczność osobistego mycia talerzy, jak i to że goście chodzili po domu... Tych podłóg przecież nie musiałaś myć - chciałaś to umyłaś... ( a w ogóle to wtf? mieli jeść na trawie przed domem? czy gdzie się ze swoją rodziną spotykać, skoro do domu nie miałaś ochoty ich wpuszczać?)
    • naturalna59 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:01
      Moj Boze, chyba pojde na kolanach z pielgrzymka do Czestochowy za to, ze mam tak madra i cudowna synowa.
      Nie dosc ze pozwolila mi wziac na rece swoje swiezo urodzone dziecko, widzialam je w drugim dniu urodzin, moglam zrobic sobie z maluszkiem zdjecie, to jeszcze w dodatku jak dziecko mialo tydzien to przyszli na imieniny dziadka, a mojego ojca, by pochwalic sie dzidziusiem. Nawet biorac po uwage to forum, wielokrotnie ja pytalam czy nie odczuwa dyskomfortu jak mam malenstwo na rekach, to mowila ze absolutnie nie i byla troche zdziwiona moimi strachliwymi pytaniamismile
      Cale szczescie ze wiekszosc kobiet nawet po porodzie i mimo burzy hormonow jest normalna a nawet zyczliwa rodzinie meza, a moze nawet ta rodzina o zgrozo, jest jej bliska.
      • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:06
        Co innego być zaproszonym przez synową, a co innego wbijać się na siłę.
        • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:10
          triss_merigold6 napisała:
          > Co innego być zaproszonym przez synową, a co innego wbijać się na siłę.

          Można być zaproszonym przez syna - ojca dziecka.
          • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:53
            Połóg i zmęczenie po porodzie dotyczy bardziej matki niż ojca i jej zdanie powinno być ważniejsze.
            • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:54
              jowita771 napisał:
              > Połóg i zmęczenie po porodzie dotyczy bardziej matki niż ojca i jej zdanie
              > powinno być ważniejsze.

              To niech matka odpoczywa a ojciec cieszy się dzieckiem ze swoją rodziną.
              • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:24
                A dziecko to zabawka? To cieszenie się dzieckiem Ci wyszło w tym wątku, ciocia się właśnie cieszyła i musiała aż noworodkiem potrząsać z uciechy. Miałaś kiedyś noworodka? Takie dziecko potrzebuje głównie snu i jedzenia, nie obecności cioci i zmęczonej matki.
                • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:28
                  jowita771 napisał:
                  > A dziecko to zabawka? To cieszenie się dzieckiem Ci wyszło w tym wątku, ciocia
                  > się właśnie cieszyła i musiała aż noworodkiem potrząsać z uciechy. Miałaś kiedyś
                  > noworodka? Takie dziecko potrzebuje głównie snu i jedzenia, nie obecności
                  > cioci i zmęczonej matki.

                  Szwagierka mogła nie wiedzieć, że z noworodkiem tak się nie obchodzi.
                  Dziecko naprawdę nie umrze od wizyty rodziny.
                  • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:30
                    Ale jak się dowiedziała, to potrząsała dalej. Idiotka chyba.
                    • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:33
                      jowita771 napisał:
                      > Ale jak się dowiedziała, to potrząsała dalej. Idiotka chyba.

                      Nie 'dowiedziała się' - zostało jej wydane polecenie. Czasem warto ludziom coś wytłumaczyć. Korona z głowy nie spadnie.
            • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:12
              jowita771 napisał:

              > Połóg i zmęczenie po porodzie dotyczy bardziej matki niż ojca

              No bez wątpienia i chyba nikt tego nie kwestionuje

              > i jej zdanie powi
              > nno być ważniejsze.

              A ojciec to co, byk rozpłodowy, co ma tylko strzelić i nic już więcej go nie dotyczy?
              Jego zdanie się nie liczy i praw żadnych nie ma, ale zarabianie i utrzymywanie rodziny to już zapewne psi obowiązek, prawda?
              Otóż nie, jest takim samym, pełnoprawnym rodzicem, który ma prawo do własnego zdania, a małżeństwo to jeden wielki kompromis. I nie sztuką jest walnąć papierami rozwodowymi zaraz, po zaistnieniu pierwszego problemu, bez ochłonięcia i spokojnych rozmów. Jeśli autorka w tym momencie swojego związku podejmie decyzję o rozstaniu, to każdy kolejny związek też tak się będzie kończył. Bo nawet jeżeli trafi na faceta, który w tej sytuacji akurat jej przytaknie, to zapewne zdarzy się, że w innej kwestii będzie miał odmienne zdanie. Nie ma takiej opcji, żeby sobie ludzie całe życie słodko ćwierkali i wzajemnie przytakiwali.
              • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:21
                Powaliło Cię? Skąd ten byk rozpłodowy? Chodziło mi o to, że matka jest zmęczona, nawet jeśli ojciec pomaga, to nadal matka ma więcej pracy przy małym dziecku (choćby to ściąganie mleka w przypadku autorki). Pomijam sam połóg, kobieta jest po operacji. Uważam, że odpoczynek kobiety w połogu jest ważniejszy niż babci czy cioci chęć poznawania dziecka czy potrzeby towarzyskie ojca.
                • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:31
                  jowita771 napisał:
                  > Powaliło Cię? Skąd ten byk rozpłodowy? Chodziło mi o to, że matka jest zmęczona,
                  > nawet jeśli ojciec pomaga, to nadal matka ma więcej pracy przy małym dziecku

                  A ojciec oprócz zajęć przy dziecku jeszcze pracuje na rodzinę.

                  > Uważam, że odpoczynek kobiety w połogu jest ważniejszy niż babci
                  > czy cioci chęć poznawania dziecka czy potrzeby towarzyskie ojca.

                  To jeszcze raz - niech matka odpoczywa a ojciec cieszy się dzieckiem ze swoją rodziną.
                • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:45
                  Ale czy widzisz, żeby ktoś tu kwestionował jej zmęczenie, złe samopoczucie po operacji, czy fakt, że ma więcej roboty przy dziecku? Nie. A niby dlaczego, w związku z tym wszystkim, ojca zdanie ma się nie liczyć? No niestety z twojego zdania wynika, że jedyne prawo, jakie miał, to spłodzić dziecko, a teraz niech siedzi i milczy.
                  Absolutnie rozumiem irytację autorki z powodu pewnych zachowań teściowej, czy szwagierki. Ale na Boga, nie trzeba od razu strzelać fochami i gromami, można być asertywnym w sympatyczniejszy sposób i szybciej się wtedy osiągnie pożądany efekt, niż awanturami. A ty raczysz ją takimi właśnie radami, które podkręcają w niej wszystkie złe emocje i na pewno niczemu dobremu nie służą, a już na pewno nie pomagają w rozwiązywaniu problemów.
              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:29
                wegatka napisała:
                > A ojciec to co, byk rozpłodowy, co ma tylko strzelić i nic już
                > więcej go nie do tyczy?

                Byk rozpłodowy, bankomat i tresowany piesek do 'wspierania matki'.
                • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:31
                  W tym przypadku to chyba tresowany piesek własnej matki i siostry, bo wsparcie dla żony faktycznie ograniczył do spłodzenia jej dziecka.
                  • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:33
                    jowita771 napisał:
                    > W tym przypadku to chyba tresowany piesek własnej matki i siostry, bo wsparcie
                    > dla żony faktycznie ograniczył do spłodzenia jej dziecka.

                    Utrzymanie rodziny to też takie 'nic'. Tyraj panie tyraj i jeszcze tańcz jak hormony żonki zagrają uncertain
                    • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:18
                      tak sobie czytam ten wątek i o ile rozumiem, że jest spory konflikt rodzinny to zgadzam się z araceli

                      trzeba szanować zdanie matki- jej zmeczenie, rozdrażnienie, ale nalezy tez się postawic w roli babci, ojca etc

                      po prostu zrzucic na ojca i babcie sprawy organizacyjny i skorzystac z wolności

                      jednoczesnie jakimś cudem teściowa 2 dzieci wychowała, to naprawdę młoda mama nie musi jej pouczać na każdym kroku

                      wiecej wyluzowania- robic tak, aby miec w danej chwili jak najwiecej korzysci

                      oczywiscie mozna pierd.lnąć szmatą o podłogę i powiedzieć wyp..alać!!!!, ale wcale nie będzie nam wtedy lepiej


                      ja bym na miejscu autorki po prostu porozmawialam przed przyjazdem z teściową- szczerze- ze wiesz że mąż zaprosił, ale bardzo źle się czujesz, potrzebujesz spokoju etc i ustaliła, że albo nie przyjezdzają, albo przyjeżdzają i pomagają
                      • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:24
                        Tak, teściowa wychowała bezjajecznego misia-lenia, który żonę ma w tyłku i córkę, która patataja dzieckiem. Brawo.

                        Zresztą, Aneta, ja już dawno zauważyłam, że Ty musisz zawsze być w poprzek tongue_out Zawsze w opozycji tongue_out
                        • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:43
                          > Zresztą, Aneta, ja już dawno zauważyłam, że Ty musisz zawsze być w poprzek tongue_out Z
                          > awsze w opozycji tongue_out

                          no każdy nosi swój krzyżtongue_out
              • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 16:54
                Dlaczego zakładasz, że autorka jest na utrzymaniu męża? Może jak wiele kobiet jest samodzielna finansowo, a praca męża to żaden wyczyn... Zarabia na siebie i teraz partycypuje w kosztach utrzymania dziecka.
                • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 18:34
                  "ale zarabianie i utrzymywanie rodziny to już zapewne psi obowiązek, prawda?"

                  A w którym miejscu przeczytałaś, że ja twierdzę, iż autorka jest na utrzymaniu męża? Może i dochody jakieś ma, choć nigdzie o tym nie wspomniała, co nie zmienia faktu, że jeśli mąż pracuje i sam mówi, że idzie zarabiać na rodzinę (o tym przecież pisała sama autorka), to chyba z tych pieniędzy korzystają wszyscy razem, tak, jak z jej ewentualnych dochodów. Czyli i jedne i drugie dochody idą na utrzymanie rodziny, tak? No chyba, że mają w domu oddzielne półki w lodówce i każde z nich robi zakupy za swoje własne osobiste pieniądze.

                  strz_ala napisała:

                  > Dlaczego zakładasz, że autorka jest na utrzymaniu męża? Może jak wiele kobiet j
                  > est samodzielna finansowo, a praca męża to żaden wyczyn... Zarabia na siebie i
                  > teraz partycypuje w kosztach utrzymania dziecka.

                  A to Twoje gdybanie, to jest oparte o jakieś fakty wymienione przez autorkę w którymkolwiek z jej postów?
                  • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 19:24
                    "zarabianie i utrzymywanie rodziny" - to chyba zostało napisane przez Ciebie? Prawda? Co oznacza bycie na czyimś utrzymaniu? Chyba tyle, że korzysta się z cudzych środków aby zapewnić sobie byt. Dlatego zostało postawione pytanie skąd założenie, że autorka wątku nie wnosi żadnych „dóbr” i fakt chodzenia do pracy przez męża musi być tak silnie akcentowany? Chyba, że żona to nie rodzina….Tak czy inaczej pisanie o utrzymywaniu rodziny i psim obowiązku stawia dziewczynę w roli niewdzięcznej utrzymanki a nie żony, która co prawda nie pisała czy zarabia pieniądze ale taki sposób stawiania sprawy przez Ciebie nasuwa takie wnioski, co nie zmienia faktu, że konsekwencją zakładania rodziny jest jej zapewnienie bytu i nie robienie z tego wielkiej łaski!
                    Skąd wiesz co miał na myśli mówiąc „idę zarabiać na rodzinę” – może miał na myśli mamę i siostrę wink
                    Między zarabiać a utrzymywać dla mnie jest różnica – zarabiać na rodzinę = razem łożymy na nią, utrzymuje mnie (i dziecko) ktoś (nie mam dochodów)…
                    • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 01.08.13, 21:57
                      Ech, chyba się nie rozumiemy. Wg mnie jeśli którykolwiek z małżonków (albo nawet oboje) chodzi do pracy i ma z tego pieniądze, to właśnie zarabia i pracuje na utrzymanie rodziny. Jeśli to zdanie oznacza wg Ciebie, że ja uważam, iż żona jest na utrzymaniu męża, to analogicznie trzeba uznać, że jeśli ona w tym czasie ma jakieś dochody, to oznacza to, iż mąż również jest na jej utrzymaniu. Poza tym oboje utrzymują dziecko. W związku z tym, że wszyscy we troje tworzą rodzinę, to pracują i zarabiają na utrzymanie rodziny, tak?
                      Natomiast jeśli autorka nic nie wspomina o tym, że ma jakieś dochody, to można też uznać (przyznasz, że taka sytuacja jest prawdopodobna), że takich nie posiada i żyje utrzymując się z pieniędzy zarobionych przez męża. Jeżeli tak jest, to mamy udawać, że to nie prawda, iż mąż pracuje na jej utrzymanie? I co w ogóle jest w tym strasznego?
                      Ja również po urodzeniu pierwszej córki i po wykorzystaniu zasiłku macierzyńskiego byłam na utrzymaniu męża, bo po pierwsze nie miałam możliwości powrotu do pracy, a po drugie oboje postanowiliśmy, że to ja będę zajmować się dzieckiem, a mąż będzie pracował na nasze utrzymanie. I pewnie wiele rodzin w ten sposób funkcjonuje. Ale nagle nie wiadomo czemu, nie można powiedzieć, że mąż pracuje na utrzymanie rodziny, bo uwłacza to żonie. Doprawdy dziwne.
                      > Tak czy inaczej pisanie o utrzymywaniu rodziny i psim obowiązku sta
                      > wia dziewczynę w roli niewdzięcznej utrzymanki a nie żony

                      O psim obowiązku napisałam w związku z tym, że wg niektórych forumek mąż i ojciec dziecka nie ma prawa do decydowania o niczym i jego zdanie jest bez znaczenia, bo nie on urodził dziecko. To jaka jest jego rola w rodzinie? Chyba tylko taka, żeby spłodzić dziecko i pracować na utrzymanie rodziny właśnie.
        • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:17
          Nie sądzisz, że to normalne iż babcia chce zobaczyć/ dotknąć swojego pierwszego wnuka/wnuczkę, że to norlane iż radość z nowonarodzonego dziecka to nie tylko radość rodziców ale również radość dziadków.
          • butch_cassidy Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:22
            I jeszcze... Mimo że nie mam jakiś świetnych stosunków z teściową, odwiedziła mnie i swoją wnuczkę w szpitalu zaraz po porodzie. Nie uznałam tego za dziwne, ani za naruszanie mojej prywatności...
            Al ile Ty chciałaś mieć czasu tylko dla siebie z dzieckiem? 2 tygodnie? To naprawdę b. dużo z punktu widzenia świeżo upieczonej babci... Dziwne. Wg mnie smile
            • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:15
              Przepraszam, ale dziecka nie rodzi się dla rodziny, co to małpka w zoo?
          • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:07
            Sądzę. Ale głos decydujący ma matka noworodka. I jeśli matka mówi nie potrząsaj i nie hałasuj, to otoczenia ma się dostosować.
            Skąd w ogóle qźwa pomysł, żeby każdy tego noworodka macał, podrzucał, dotykał?!
            • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:34
              Bycie matką nie jest jednoznaczne z byciem wszystkowiedzącą świętą krową.
              Za pół roku kiedy autorka będzie totalnie zmęczona opieką nad niemowlakiem napisze zapewne post jaką to ma wredną teściową która nawet wnukiem nie chce się zająć i zapomni o fakcie, że sama tej pomocy przyjąć nie chciała.

              "> Skąd w ogóle qźwa pomysł, żeby każdy tego noworodka macał, podrzucał, dotykał?!"

              Babcia to nie jest każdy.
              • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:38
                Czyli że co, że wolno jej się znęcać nad niemowlakiem, bo jest babcią? I to ją uprawnia żeby z noworodkiem robić co jej fantazja podpowiada?

                OMG
                • nihiru Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:43
                  jakim cudem od bujania (dobra, niech będzie wersja autorki - podrzucania) i piszczenia zabawką udało Ci się przejść do "znęcania się nad niemowlakiem"?! :jawdrop:
                  a może nie wiesz co to znaczy znęcanie się?
                  • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:54
                    Budzenie śpiącego noworodka "żeby się z nim pobawić" to w moim odczuciu znęcanie się. Tak samo jak telepanie takim maleńkim kruchym dzieckiem (zwłaszcza że w trakcie rego telepania płakało wniebogłosy) - noworodek to nie lalka, jest jeszcze bardzo delikatny, nie tylko fizycznie - nadmiar bodźców (jak hałaśliwe zabawki i niewprawne bujanie) jest dla niego torturą.

                    Nie miałam nic przeciwko żeby babcia/dziadek/ciocia/wujek ponosili mojego synka na rękach, poprzytulali, pogłaskali. Tłuc grzechotką nad uchem i potrząsać na rękach nie pozwalałam.

                    Zresztą nawet moj starszy syn, który miał cztery lata jak urodził mu się braciszek, jakoś potrafił zakumać że śpiącego dzidziusia się nie tarmosi, nie miętoli i nie skrzeczy mu nad głową. Nie widzę powodu żeby dorosłe osoby traktować ulgowo i pozwalać im na coś na co nie pozwalam kilkulatkowi.
                    • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:03
                      > Budzenie śpiącego noworodka "żeby się z nim pobawić" to w moim odczuciu znęcani
                      > e się.

                      Noworodek jakbyś nie zauważyła sie nie obudził.

                      Powinno mi się odebrać prawa rodzicielskie bo ja młodsze dziecko próbowałam obudzić, próbowałam bezskutecznie, bo na małego ani betoniara za oknem ani moje usilne próby obudzenia go nie robiły żadnego wrażenia.

                      "ak samo jak telepanie takim maleńkim kruchym dzieckiem (zwłaszcza że w
                      > trakcie rego telepania płakało wniebogłosy) - noworodek to nie lalka"

                      Byłaś tam, wiesz jaki był konkretnie powód płaczu ?
                      • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:17
                        Nie napisałam że nie wolno budzić noworodka w żadnych okolicznościach, są dzieci które śpią jak susły i trzeba je wybudzać na karmienie. Ale wtedy budzisz maleństwo żeby zaspokoić jego potrzebę. Budzenie bez potrzeby, bo babcia chce się z noworodkiem przywitać stawia zachcianki babci wyżej niż potrzeby noworodka. Dla mnie to jakieś kuriozum.

                        A co do płaczu i potrząsania - nawet jeżeli maluch plakał w tym momencie z innego powodu, potrząsanie było dla niego szkodliwe. Tego po prostu nie wolno robić.

                        I z mojego doświadczenia z liczną rodziną wiem, że dorośli, którzy swoje własne maluchy mieli dwadzieścia czy trzydzieści lat wcześniej, najzwyczjniej w świecie nie pamiętają że z noworodkiem należy się obchodzić ciut inaczej niż z kilkumiesięcznym bobasem. A z radości na widok wnusia potrafią dostać małpiego rozumu i wyprawiać takie cuda że cycki opadają. Ja nie urodzilam dziecka żeby dziadkowie mieli zabawkę, dziecko to dla mnie żywy czlowiek, majacy prawo do szacunku i zaspokojenia swoich potrzeb. A ja jestem za dziecko odpowiedzialna i czuję się w obowiazku bronić go, kiedy ktoś obchodzi się z nim nieumiejętnie lub nieostrożnie.
                        • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:40
                          Mam dwójkę dzieci i miałam okazję obserwować dzieci mojego rodzeństwa i albo my mamy takie egzemplarze albo tak już jest. Jak noworodek ( nie roczniak czy półroczniak, ale noworodek) śpi to można go młotem pneumatycznym budzić a i tak śpi. ja swoje próbowałam obudzić nie by spełnić ich potrzeby, bo po to to się same budziły, ale po to by spełnić swoje potrzeby czy obowiązki.

                          Autora zwróciła uwagę babci i dla mnie sprawa załatwiona.

                          " A ja jestem za dziecko odpowiedzialna i czuję s
                          > ię w obowiazku bronić go, kiedy ktoś obchodzi się z nim nieumiejętnie lub nieos
                          > trożnie. "

                          Po pierwsze doszukiwanie się syndromu dziecka podrzucanego w robieniu patataj jest lekko chore, chyba że ta ciotka to dziecko podrzucała z dużą siłą pod sam sufit. Syndrom dziecka podrzucanego mają dzieci podrzucane z taką siłą, że można to porównać do biczowania i wybacz ale nikt mi nie wmówi że zwykłe patataj spowoduje traumę czy wywoła syndrom dziecka podrzucanego.
                          • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:05
                            > Po pierwsze doszukiwanie się syndromu dziecka podrzucanego w robieniu patataj j
                            > est lekko chore, chyba że ta ciotka to dziecko podrzucała z dużą siłą pod sam s
                            > ufit. Syndrom dziecka podrzucanego mają dzieci podrzucane z taką siłą, że można
                            > to porównać do biczowania i wybacz ale nikt mi nie wmówi że zwykłe patataj spo
                            > woduje traumę czy wywoła syndrom dziecka podrzucanego.

                            Nie zamierzam nic ci wmawiać. Nie mam wpływu na to jak się obchodzisz ze swoim dzieckiem i na co pozwalasz rodzinie. Zetknęłam się z niemowlakiem, któremu zafundowano obrażenia neurologiczne bujając po kilka godzin dziennie w wozeczku bo "nie mógł zasnąć". Moimi noworodkami nie telepałam i innym też na to nie pozwalałam. A w "patataj" to się można ostrożnie pobawić z roczniakiem czy dwulatkiem. Noworodek chce jeść i spaći się przytulać, a nie żeby mu ktoś robił patataj.

                            A poniżej masz wypowiedź neurologa:

                            "Małe dzieci mają dużą głowę w stosunku do tułowia. U noworodka głowa stanowi ¼ całego ciała u dorosłego 1/8. Do tego dochodzą jeszcze nierozwinięte mięśnie szyi i miękki, niedojrzały mózg. W wyniku potrząsania duża głowa osadzona na wiotkiej szyi „kołysze się” na wszystkie strony, mózg zamknięty w czaszce uderza o jej ściany, przerwaniu ulegają naczynia i dochodzi do krwawienia. Tworzą się krwiaki podtwardówkowe i podpajęczynókowe. Uszkodzeniu podczas potrząsania ulega także siatkówka oka – krwawienia do siatkówki, rozdarcia i odwarstwienia, mięśnie, ścięgna i nerwy w obrębie szyi oraz kręgosłup szyjny. Do powstania urazu wystarczy kilka sekund potrząsania, a najczęściej dzieci potrząsane są dłużej i wielokrotnie co nasila uszkodzenia."

                            --
                            doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
                            www.trageschule-dresden.de
                            • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 14:18
                              "Noworodek chce jeść i spaći się przytulać, a nie żeby mu ktoś robił patataj."

                              Móje dwie sztuki oprócz jedzenia, spania i przytulania bardzo lubiły wszelakie głupotki włącznie z podnoszeniem ich do góry i zdecydowanie niw wyglądały przy tym jak dzieci nieszczęślie.

                              "Zetknęłam się z niemowlakiem, któremu zaf
                              > undowano obrażenia neurologiczne bujając po kilka godzin dziennie w wozeczku bo
                              > "nie mógł zasnąć".

                              Rozumiem, ze neurolog jako przyczynę obrażęń podał bujanie w wóżku i z najduje się to w karcie zdrowia dziecka.

                              "> A poniżej masz wypowiedź neurologa:"

                              Ależ znam i czytałam pełno tego typu wypowiedzi, tylko wiesz raczej tego typu obrażenia nie wiążą się z uśmiechem dziecka. Sama mimo iż jestem dorosła jeżeli coś sprawia mi ból to nie wywołuje u mnie uśmiechu, nie mówimy o rzucaniu dzieckiem tylko o delikatnej zabawie.
                              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 14:27
                                makurokurosek napisała:
                                > Móje dwie sztuki oprócz jedzenia, spania i przytulania bardzo lubiły wszelakie
                                > głupotki włącznie z podnoszeniem ich do góry i zdecydowanie niw wyglądały przy
                                > tym jak dzieci nieszczęślie.

                                Syn kolegi z pracy wręcz uwielbia jak ten 'sadza' go na kolanie i tak podnosi szybko nogę w górę i w dół 'wibrując' (ciężko to opisać).
                              • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 14:49
                                > Rozumiem, ze neurolog jako przyczynę obrażęń podał bujanie w wóżku i z najduje
                                > się to w karcie zdrowia dziecka.

                                U dziecka zdiagnozowano syndrom dziecka potrząsanego. Dlugie i częste bujanie w wózku jako przyczynę podali sami rodzice.

                                Ależ znam i czytałam pełno tego typu wypowiedzi, tylko wiesz raczej tego typu o
                                > brażenia nie wiążą się z uśmiechem dziecka. Sama mimo iż jestem dorosła jeżeli
                                > coś sprawia mi ból to nie wywołuje u mnie uśmiechu, nie mówimy o rzucaniu dziec

                                Jak pęknie ci naczynko krwionośne w nosie, spojówkach, albo pod skórą to cię boli??? Dopóki nie zobaczysz krwotoku z nosa albo pajączka to o tym nie wiesz... A pękniętego naczynia wewnątrz czaszki chyba raczej nie zobaczysz... Mikrourazy mózgu nie bolą i nie dają natychmiastowych objawów. Dopiero po paru miesiącach, jak się okazuje że maluch nie rozwija się prawidłowo, rodzice zaczynają chodzić po lekarzach, szukać przyczyny i bywa że dowiadują się że zrobili dziecku kuku właśnie bujaniem w wózku albo robieniem patataj jak miało kilka tygodni i nie trzymało jeszcze głowy.

                                W bujanie, podrzucanie i huśtanie można się bawić z dzieckiem, ktore jest już na takim etapie rozwoju ruchowego, że kontroluje swoje ciało - stabilnie trzyma głowę, samo siada, obraca się. Noworodek jest tak wiotki, że tego rodzaju zabawy są dla niego bardzo niebezpieczne.

                                I nie piszę tego jako laik na podstawie jakiegoś artykułu w internecie, tylko uprzejmie dzielę się z tobą specjalistyczną wiedzą.

                                Jak uważasz że wiesz lepiej to twoja sprawa...
                                • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 15:05
                                  > U dziecka zdiagnozowano syndrom dziecka potrząsanego. Dlugie i częste bujanie w
                                  > wózku jako przyczynę podali sami rodzice.

                                  Rozumiem, że rodzice dziecka są lekarzami, stąd ich nadinterpretacji diagnozy neurologa, no cóż faktycznie jak się wózek buja tak że dziecko podskakuje i uderza głową o sufit to i syndromu się nabawi, normalne bujanie jednak syndromu nie powoduje.

                                  "> Jak pęknie ci naczynko krwionośne w nosie, spojówkach, albo pod skórą to cię bo
                                  > li??? Dopóki nie zobaczysz krwotoku z nosa albo pajączka to o tym nie wiesz...

                                  Zmiany neurologiczne nie powstają na skutek pęknięcia niewielkiego naczynka w oku. Miałam problemy neurologiczne i zapewniam cię że nie jest to jak pęknięcie małego naczynka w nosie.
                                  • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 15:23
                                    Nie chodzi o to że zmiany neurologiczne powstają od pęknięcia naczynkacw oku czy nosie. Chodzi o to że pęknięcia drobnego naczynka w mózgu nie poczujesz, tak samo jak nie czujesz pajączka pod skórą. Odczuwalne są dopiero skutki pęknięcia naczynka w mózgu, czyli wylewy i krwiaki. Ale one też nie zawsze bolą, jak są niewielkie to uszkadzają mózg bezboleśnie. Dziecko ci nie zasygnalizuje płaczem w trakcie huśtania że właśnie mu uszkodziłaś naczynia krwionośne w mózgu, bo to nie boli. Teraz już rozumiesz? Bo jaśniej już nie umiem tego wytłumaczyć...

                                    I o ile półrocznym czy rocznym dzieckiem trzeba faktycznie nieźle rzucać, żeby mu tego typu obrażenia zafundować, to u noworodka mogą powstać właśnie od gwałtownego bujania w wózku czy na rękach.

                                    Nie chesz to nie wierz, twoja sprawa, rób sobie ze swoim dzieckiem co chcesz. Ale nie zarzucaj przewrażliwienia innym rodzicom tylko dlatego że są od ciebie ostrożniejsi w obchodzeniu się ze swoimi dziećmi.
                                    • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 15:43
                                      Akurat mój problem neurologiczny jest związany z naczyniami krwionośnymi, a konkretnie z ich zmianami. Cóż nasz mózg jest tak skonstruowany, że trzeba naprawdę dość poważnych uszkodzeń aby miały one poważne konsekwencji. Weźmy taką hipoplazję, ludzie nie mają dość sporej części żyły w mózgu a mimo to nie ma to wpływu na funkcjonowanie mózgu, tak więc gadka o tym jak to pęknięcie niewielkiego naczynia w mózgu ma gigantyczne skutki i jak w ogóle bardzo łatwo można do tego doprowadzić jest sraniem w banie . Za chwilę okaże się, że dziecka nawet dotknąć nie można bo się uszkodzi, oczywiście babcia nie może bo matka to wszystko może.
                                      • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 15:48
                                        No oczywiscie - jej dziecko, a nie babci czy cioci.
                                        To jest naprawde tak oczywiste, a niektore z was tego zupelnie nie rozumieja smile
                                        Poza tym miesiecznemu dziecku należy podtrzymywac glowke, a nie robic patataj o.O
                                        • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:04
                                          Poza tym miesiecznemu dziecku należy podtrzymywac glowke, a nie robic patataj o
                                          > .O

                                          Co jest oczywiste, a starsze osoby które dodatkowo pamiętają czasy gdy sie dziecko nastawiało czy nie wiem jak to się nazywało sa na tym punkcie dosłownie uczulone tak więc wierzyć mi się nie chce, że zabawa która opisała autorka była tak drastyczna że mogła spowodować syndrom dziecka podrzucanego.
                                          • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:07
                                            Patataj robila akurat siostra, ktora jest - wnioskuje - mlodsza wink
                                            Poza tym idiotow nie brakuje, ja akurat wierze, ze autorka nie pieklilaby sie o zwykle bujanie malucha.
                                            • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:24
                                              aż dziw bierze, że mąż autorki i jego siostra przeżyli swoje dzieciństwo smile
                                            • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 17:26
                                              > Poza tym idiotow nie brakuje, ja akurat wierze, ze autorka nie pieklilaby sie o
                                              > zwykle bujanie malucha.

                                              Ja natomiast po swoich doświadczeniach gdzie przy pierwszym dziecku zachowywałam się jak lwica, a hormony po drugim dopiero niedawno mi zaczęły mi opadać bardziej jestem w stanie uwierzyć w przewrażliwienie autorki aniżeli w fakt złośliwego robienia krzywdy maluchowi przez babcię.
                                              • guderianka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 21:11
                                                zakładając burzę hormonalna i przewrażliwienie-jaką czynność robioną dziecku można nazwać "patatajem" ?-chyba sobie wszystkiego nie wymyśliła ?
                                              • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:36
                                                Jest jeszcze trzeci wariant - po prostu bywają głupi ludzie, którzy bez zamiaru zrobienia komuś krzywdy robię to z głupoty... Głupoty nie da się wyleczyć, więc autorka musi chronić swoje dziecko (i generalnie swoją rodzinę) przed nią - w razie krzywdy nic jej "bierności" nie usprawiedliwi (tłumaczenie bo babcia chciała to pozwoliłam nie uspokoi niczyjego sumienia)
                                          • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:31
                                            Nawet gdyby "ta zabawa" nie była niebezpieczna dla zdrowia, to rodzice decydują o tym jak należy obchodzić się z ich dzieckiem! Kto nie potrafi tego uszanować nie powinien się dziwić, że jest odsunięty od dziecka. Jeżeli którakolwiek matka ma wątpliwości co do tego, czy nie jest wyrządzana krzywda dziecku powinna interweniować - lepiej być ostrożniejszym niż potem płakać i prosić resztę Polski o 1% podatku.... bo babcia na pewno nie zaopiekuje się, nie sfinansuje leczenia - bo stara nie ma siły i mała emerytura/renta...
                                      • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:14
                                        A o tym, że procesy hemostazy (krzepnięcie krwi) u noworodka przebiegają wolniej niż u dorosłych czy choćby starszych dzieci,słyszałaś może? W wyniku czego skutki krwiaków i wylewów w mózgu mogą być o wiele poważniejsze?

                                        Nawet u dorosłego to czy mikrowylew albo krwiak mózgu doprowadzi do zaburzeń w jego funkcjonowaniu czy nie, jest ruską ruletką. Można żyć bez jednej półkóli, a można a wyniku niewielkiego urazu lub udaru zostać kaleką. Ja wolałam nie testować na swoim dziecku ile potrząsania i husiania zniesie bez uszczerbku na zdrowiu.

                                        Babcie i ciocie moich dzieci nosiły je na rękach i tuliły do woli. Nie trzeba telepać dzieckiem żeby się nim "nacieszyć".
                                        • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 17:28
                                          rozumiem, że twoje dziecko nigdy nie było podnoszone ani nie daj boże bujane wszak nie wiadomo czy takie ruchy nie spowodują mikro urazów.
                                          • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 17:46
                                            Obaj byli bardzo dużo noszeni i kołysani, na rękach i w chuście. Z dbałością o stabilne podparcie głowy i kręgoslupa. Nie tylko przeze mnie, ale i przez inne osoby w rodzinie. A jak widzialam że ktoś jest nieostrożny albo nie umie się obchodzić z noworodkiem (na przyklad bezdzietna szwagierka), to pokazywalam co i jak i jakoś nikt się nie obrażał. Z tym że między kołysaniem i robieniem patataj ja widzę sporą różnicę - mniej więcej taką jak między walcem a tańczeniem pogo. Patataj można robić półrocznemu, rocznemu dziecku, które siłą wlasnych mięśni kontroluje głowę i tułów. Noworodka i malutkie niemowlę można łagodnie i delikatnie kołysać.
                                            • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 18:27
                                              Ani ty ani ja nie byłyśmy przy tej sytuacji, każda z nas ocenia ją na podstawie własnych doświadczeń. Nie znam żadnego dorosłego który by nie wiedział, że noworodkowi przytrzymuje się główkę, dlatego w przeciwieństwie do ciebie nie widzę w zabawie "patataj" iście ułańskiej jazdy, tylko zwyczajne trzymanie malucha pod paszką z tak ułożonymi dłońmi że utrzymują główkę dziecka i delikatne bujanie nogą z odgłosami patataj.
                                              • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 18:57
                                                A ja spotkałam mnostwo dorosłych nie potrafiących obchodzić się z noworodkiem. Głównie młode bezdzietne laski, które żywego małego dziecka w życiu z bliska nie widziały (np. szwagierka o ktorej wyżej pisałam), ale też ludzi, którzy własne malutkie dzieci wychowywali dawno temu i wiele szczegółów wywietrzało im z głowy, tylko piąte przez dziesiąte im się przypomina że jak jaś miał roczek to lubił patataj i kosikosi więc to patataj potem bez zastanowienia uskuteczniają na noworodku (np. babcia mojego męża). Nie chodzi o to żeby noworodka trzymać w szklanej gablotce bo się popsuje, tylko o to żeby zadbać o bezpieczeństwo dziecka i taktownie pokazać jak się z nim umiejętnie obchodzić, jeśli babcia czy ciocia są zbyt mało delikatne. I tyle.
                                                • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 27.07.13, 06:35
                                                  powiem tak

                                                  pewnie kazdy wie jak wygląda patataj- siadzamy dziecko okrakiem w pozycji pionowej na kolanie i nasza noga podskakuje razem z dziekiem

                                                  jak żyję- a znam ludzi z bardzo róznych srodowisk- nie widzialam zeby ktos sadzał tak miesięczniaka

                                                  po 1 jest to technicznie trudne bo mu główka lata


                                                  co do zajmowania się niemowlęciem

                                                  znam bardzo wiele osób, ktore nie mają żadnej styczności z niemowlakiem, ale te osoby najczściej są przesadnie ostrozne i jak robią cos źle to nie jest to niebezpieczne


                                                  az trudno mi sobie wyobrazic, zeby ktos dorosły wzial dziecko miesieczne posadził i robił patataj, główka by mu latała, sam by się przelewa przez ręce bo nie trzyma pozycji


                                                  no cięzko mi sobie to wyobrazic- albo to jakis ewenement, albo autorka przesadza

                                                  btw wiem, że to trollsmile
                                              • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:24
                                                Moze ta siostra jest debilka po prostu. Poza tym - czy ona jest dorosla?
                                                Autorka dobrze wie, co widziala smile
                                                • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:34
                                                  Przez autorkę póki co przemawiają hormony, potem może niechęć do teściowej a na samym końcu obiektywizm. Raczej wątpię aby jakakolwiek normalna i odpowiedzialna matka poszła do kuchni dalej zmywać gary z wiedzą, że w pokoju obok ułańska fantazja roznosi jej szwagierkę i podrzuca jej noworodka pod nieba wrzeszcząc "patataj" . Albo więc autorka wątku jest osobą upośledzoną i z nierozwiniętym instynktem macierzyńskim który powstrzymał ją przed instynktowną obroną dziecka albo sytuacja nie wyglądała tak drastycznie jak ja przedstawia.
                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:38
                                                    Moze pozniej przestala myc te naczynia i wrocila po dziecko, kto wie.
                                                    Chciala chyba zaznaczyc, ze szwagierka robila cos za jej plecami, wbrew jej upomnieniom.
                                                  • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:45
                                                    " Prosze by przestala. "Ale czemu? Przeciez sie bawimy" dziecko krzyczy. Odchodze na a ona znow zaczyna nim podskakiwac!!!

                                                    Czyli autorka nie pobiegła wyrwać dziecko z rąk oprawcy, nie rzuciła się mu na ratunek, nie pomogła mu, właściwie powiedziała co miała powiedzieć i mimo rozpaczy dziecka ,mimo płaczu z powodu bólu jaki zadawała mu szwagierka robiąc patataj ,autorka z niezmąconym spokojem udała sie do kuchni by skończyć przerwane zmywanie naczyń.
                                                    Czyli co autorka to sucz pozbawiona instynktu macierzyńskiego ?
                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:51
                                                    Bogowie, niezla nadinterpretacja.
                                                  • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:58
                                                    Tak samo jak ta w której szwagierka podrzuca dziecko narażając je na syndrom dziecka podrzucanego.
                                                    Tak samo jak ta w której mąż autorki to przemocowiec.

                                                    Prawda jest taka, że żadna normalna matka nie poszłaby do zmywania garów wiedząc że w tym czasie, w pokoju obok jej dziecko jest krzywdzone i słysząc jego krzyk rozpaczy i bólu.

                                                    Dlatego obstawiam, że reakcja autorki jest wynikiem hormonów i niechęci do teściowej.
                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 20:03
                                                    A jesli to wina hormonow, to co autorka ma zrobic? wink
                                                  • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 20:10
                                                    Tak jak napisałam wyżej wyluzować, spać kiedy tylko sie da , iść na jogę , uczyć sie technik relakacyjnych
                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 20:14
                                                    A kiedy ma spac i chodzic na joge, jak chlop skupiony na mamci i siostrze, a nie ma z kim dziecka zostawic? big_grin
                                                    Zaburzenia hormonalne po porodzie nie sa wina kobiety, dziecko jest wspolne, wiec dlaczego tylko kobieta ma ponosic konsekwencje ciazy i zwiazanych z nia zaburzen? Moglby facet jej czasem ustapic po prostu.
                                                    Ja takiemu mezusiowi zafundowalabym treningowo zastrzyk z duza dawka kortyozlu - ciekawe czy on bylby wtedy taki wyluzowany i dyplomatyczny, jak wymaga tego od zony smile
                                                  • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 22:04
                                                    jak byś nie doczytała, teściowa przyjechała na tydzień czasu, a burza hormonów autorki skończy się najwcześniej za pół roku.


                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 22:12
                                                    No i?
                                                  • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:52
                                                    Zaufała szwagierce, wydawało się jej pewnie, że zachowanie wynika z braku doświadczenia w obchodzeniu się z niemowlakiem i jedno upomnienie/wskazówka powinny trafić do odpowiedzialnej osoby... Zakładam, że tata też tam był i chyba słyszał "prośbę" żony - mogła liczyć, że dopilnuje aby dziecko było odpowiednio traktowane zgodnie z jej prośbą. Najwidoczniej jej prośby były ignorowane stąd jej rozgoryczenie i złość. Nie można wszystkiego zwalać na hormony, żal wynika z pewnej logiki - to jest moje i męża dziecko, jesteście w naszym domu, jesteście gośćmi - bez względu jak bardzo wam to się nie podoba/macie odmienne zdanie macie szanować zwyczaje/polecenia "gospodarzy" - to minimum kultury zachowania w gościach (aspekt bezpieczeństwa to osobny temat, ale i tu - w moim domu są takie zasady i powinny być respektowane)
                                                  • katiko Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 13.08.13, 13:08
                                                    Moze wyjasnie?
                                                    Maz juz mi kila razy zaznaczyl, zebym nie przesadzala. Zwrocilam dziewczynie uwage. Maz byl obok. Dziewczyna przestala robic "patataj" i maluch przestal krzyczec. Zeby nie wybuchnac na jej "przeciez sie tylko bawimi" odeszlam do kuchni. Kuchnia jest u nas polaczona z salonem. Myjac garnki (a raczej oplukujac je przed wstawieniem do pustej zmywarki) stoi sie pod katem do pokoju. Trzeba zrobic krok i sie troche obrocic by miec caly pokoj w zasiegu wzroku. Nie, nie zostawilam dziecka bez nadzoru. Bylam obok a zostawilam je pod nadzorem wlasnego taty.
                                                    Jesli moje dziecko uspokaja sie same (a przestalo plakac) to ciesze sie. Na ponowny krzyk po prostu odebralam dziecko i sama je uspokoilam.

                                                    Oczywiscie, ze latwiej by bylo gdybym jej wytlumaczyla dlaczego ma nie trzasc, podrzucac czy bic mijego dziecka ale ja bylam juz na tyle zdenerwowana, ze nie umialam tego zrobic. I wydawalo mi sie rozsadniejsze odejsc pare krokow niz powiedziec cos w niemilej formie. Wydaje mi sie tez, ze dorosla osoba w moim wlasnym domu jest w stanie uszanowac moje slowa dotyczace mojego dziecka. Chociazby po to by wzbudzic we mnie zaufanie, ze dobrze sie zajmie siostrzencem?
                                                    Nie wymagam by wiedziala wszystko na temat niemowlat - ja nie wiem, ale zeby uszanowala moje zdanie, w moim domu, dotyczace mojego dziecka.
                                                    To za duzo?

                                                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:40
                                                    A hormony tez dzialaja, kobiety w pologu sa bardziej drazliwe. Ale to nie ich wina - wydaly na swiat wspolne z chlopem dziecie, koszt jest taki, ze teraz cierpia na burze hormonalna - tu maz powinien wykazac sie zrozumieniem.
                • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:55
                  Możesz konkretnie podać cytat w którym jest mowa o znęcaniu się przez babcię nad dzieckiem autorki

                  "Narobily rabanu: dziecko spalo a tesciowa mu przy uchu piszczaca zabawke naciskala, i na moja uwage, zeby uszanowala sen dziecka i nie piszczala mu przy uchu stwierdzila, ze chce by sie obudzil zeby sie z nimi przywital... "

                  Autorka nie napisała, że dziecko w chwili gdy babcia piszczała zabawka obudziło się z wrzaskiem, ba z tego co napisała w wynika że dziecko zabiegi babci miało w głębokim poważaniu i spało dalej.

                  "Maz zabiera je by zmienic pampersa i cala watacha za nim. Z kuchni, przy lecacej wodzie slysze raban rodzinny, i w koncu krzyk dziecka."

                  Autorka nie widziała sytuacji nie wie co obudziło dziecko i co konkretnie robiła babcia. Skąd więc założenie że babcia zrobiła krzywdę dziecku?

                  "Maz, ze ja przesadzam. Ze to ich taki styl bycia, zebym sie zrelaksowala. Dokanczam mycie butelek w kuchni, i slysze krzyki/placz dziecka. Wychodze a tam coreczka tesciowej, miesiecznemu dziecku "patataj robi". Prosze by przestala. "Ale czemu? Przeciez sie bawimy" dziecko krzyczy. Odchodze na a ona znow zaczyna nim podskakiwac!!! '

                  To zachowanie było niestosowne, ale również pod znęcanie nie podchodzi i tu autorka może mieć pretensje do męża który będąc przy całym zajściu niezareagowań.

                  • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:18
                    A co moglo obudzic dziecko jak nie skrzeczaca babcia?
                    Dzizus, tak czytam co niektore z was pisza i oczy przecieram ze zdumienia... Nie moge uwierzyc, ze niektore z was twierdza, ze autorka przesadza!
                    Naprawde chcialybyscie codziennie podejmowac gosci, gdy boli was brzuch, krwawicie, jestescie przemeczone i totalnie niewyspane? Chyba by mnie szlag trafil, gdyby dzien w dzien tesciowa mi sie platala pod nogami.
                    Ja nie zapraszalam nikogo w pologu. Nie mialam ochoty, by w tym niepowtarzalnym czasie, kiedy mama i dziecko maja byc w takiej bliskosci, ktos zaklocal nasz spokoj. Pierwsze 1,5 miesiaca na nowo z mezem odkrywalismy intymnosc. Ja w pizamie z dzieckiem wiszacym/lezacym na mnie 24 h na dobe, maz przy nas. Na nowo budowalismy swoja tozsamosc. Klotnie byly, ale bez swiadkow, bo bylismy we trojke. Docieralismy sie. To byl trudny lecz piekny czas.
                    I nie wyobrazam sobie, ze w tym czasie ktos zakloca nasz spokoj.
                    Po tym okresie wrocilismy do ludzi.
                    Autorko, znajdz w sobie odwage, pogon to cale towarzystwo, nie badz ciepla klucha, pokaz pazurki!
                    Znajdz w sobie dzika kobiete!
                    A maz? Sory dziewczyny, ale pieprzycie glupoty - 'zdanie meza sie liczy, maz to nie byk rozplodowiec, dlaczego on ma jej ulegac, jego rodzina tez jest wazna' - sranie w banie. To ona nie on ma popruty brzuch, chodzi jeszcze najprawdopodobniej z podpaska miedzy nogami, moze ma zaparcia i hemoroidy, moze biegunki, moze przerasta ja jej wlasna i dziecieca fizjologia, moze chce smigac caly dzien w koszuli nocnej i nie myc ni zebow ni glowy, a goscie na to nie 'pozwola'. Moze chce sie zatopic we wczesnym macierzynstwie i przetransformowac swoja tozsamosc jako kobiety-matki, w kazdym razie ma prawo miec w dupie konwenanse. A wasza gadka, ze to tylko hormony - tylko, a moze AZ?
                    A maz zachowuje sie jak palant.
                    • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:56
                      200% racji! Mąż jeżeli nie rozumie sytuacji to powinien zacząć bilety w cyrku sprzedawać - pewnie nie odczuje różnicy....
              • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:06
                A widziałaś gdzieś w opisie sytuacji ofertę pomocy ze strony teściowej?

                Nie wiem co tu jest do tłumaczenia. Jeśli mówię nie ruszaj dziecka, nie podnoś teraz, nie budź , to oczekuję, że adresat komunikatu się dostosuje, bo noworodek nie jest zabawką.
              • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:19
                Babcia to jest mama taty albo mama mamy - ma swoje dzieci i niech się nimi zajmie! Dziecko ma swoją mamę i tatę i niech się nikt tam trzeci nie wpierd... bo potem są tylko problemy! Rodzice to rodzice, a babcie swoje miejsce musi znać... Szanować babcię należy, ale dziecko rodziców swoich ma - taka prawda!
          • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:21
            ja pamietam jak rodziła się bratanica

            i ja i rodzice OSZALELISMY z radości

            i tylko nogami przebieralismy, abysmy byli dopuszczeni choc na chwilę

            dla mnie osobiscie normalne jest, że dziadkowie i np brat widzi moje dziecko w zasadzie od razu- wizyta krótka, ale rozumiem, że chcą zobaczyc malca

            jak rodził się moj syn to rodzice przyjechali chyba po 2 h- doslownie na 15 min, a tesciowie wieczorem, albo na drugi dzień rano- nie pamietam, ale przyjechali jak tylko mogli- tez na krótko
            • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:30
              Tyle ze tesciowa autorki przybyla nie na krotko - jej plany dlugiego pobytu troche zniweczylo zaslabniecie corki smile
              A do pomocy to sie tesciowa nie garnie.
              Gadka o zaufaniu tesciowej, bo dwojke wychowala - ze ke??
              • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:42
                pfegele napisała:
                > Tyle ze tesciowa autorki przybyla nie na krotko - jej plany dlugiego pobytu tro
                > che zniweczylo zaslabniecie corki smile

                Z kontekstu wynika, że teściowa przybyła z daleka - zapewne z zagranicy. Raczej ciężko oczekiwać, że zostanie na 15 minut. Do tego zatrzymała się na kempingu i ma plany na zwiedzanie więc nie planowała siedzieć synowej na głowie.

                W ogóle żadna z ematek nie pomyślała, że być może problemem z siostrą w szpitalu jest bariera językowa? Zabawne W tym kontekście są jematkowe argumenty za drugim dzieckiem, że 'na rodzeństwo zawsze można liczyć'. Jak widać liczenie na rodzeństwo posiadające żonę już się tu nie zalicza.
              • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:46
                > Gadka o zaufaniu tesciowej, bo dwojke wychowala - ze ke??

                ja nie bronię tutaj tego układu, bo jest chory, niemniej jednak troszkę więcej wiary w doswiadczenie tesciowej, która co by nie mówic dzieci wychowała- oczywiscie czasy sie zmieniają etc, ale przecież chyba nikt nie podejrzewa tesciowej o chęć zrobienia krzywdy dziecku?

                trzeba trzymać pieczę nad wszystkim, ale spokojnie- wystarczy jasno artykułować swoje oczekiwania i sprytnie kierować teściową

                choc oczywiscie mozna sie naburmuszyc i liczyc aż sama bedzie chodziła jak w zegarkuwink
                • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 18:04
                  po pierwsze czasem w głupocie ciężko lokować wiarę, drugie - to nie czas na podchody i "zabawy" z teściową, są priorytety i ogólne zmęczenie - krótka piłka-> mój dom moje zasady, nie podoba się to droga wolna....
              • makurokurosek Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 18:46
                Nie zauważyłaś chyba, że teściowa nie mieszka u autorki tylko wynajęła sobie gdzieś pokój, tak więc do autorki wpada na wizytę.
            • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:56
              Niestety, niektórzy jak zaczną szaleć z radości to dostają małpiego rozumu a takt i empatia przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

              Jak urodziłam pierworodnego, przez cc, to też po dwóch godzinach miałam całą rodzinę w szpitalu - teściową, teścia, matkę teściowej i szwagra. Leżałam w szpitalnej koszulinie, z obolałym brzuchem, z wystającym spod kołdry cewnikiem, oplątana kroplówkami i wyglądalam tak jak się przeważnie wygląda dwie godziny po poważnej operacji - jak zombie. Nie mogłam praktycznie mówić bo miałam powikłania po intubacji. A mój teść narobił mi zdjęć komórką (nie dziecku, dziecko leżało na noworodkach i ich do niego nie wpuścili, tylko mnie) i porozsyłał mmsy do dalszej rodziny i znajomych. Jak się dowiedziałam (na drugi dzień, od kuzynki męża, ktorej prawie nie znałam) i spytałam teścia, po jaką cholerę się bawił w paparazzo to nie bardzo kumał przyczynę mojego zdenerwowania.

              Dlatego jak urodziłam drugiego syna to wstęp do mnie na porodówkę miał tylko mąż, poprosilam położne żeby pod żadnym pozorem nikogo innego do mnie nie wpuszczali. Dziadkowie dostali zdjęcia, a na żywo zobaczyli młodego kilka dni po nasz wyjściu ze szpitala, jak już uznałam że na tyle się ogarnęłam że mogę śmiało pozować do zdjęć, które ktoś potem, nie pytając mnie o zdanie, wrzuci na fejsbuka.

              No sorry, cieszyć się to jedno, ale mieć w dupie samopoczucie młodej matki w połogu i popisać się taktem na poziomie ameby - to drugie. Stosunki z teściami mam fajne, m.in. dlatego że nie daję sobie wejść na głowę. Jakbym była pokornym cielątkiem i zgadzała się na wszystkie ich pomysły, to chyba skończyłabym w wariatkowie.
              • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 17:02
                jasne, że jak rodzina taka aktywna to trzeba jej stawiac ostre granice

                ale też trzeba to zrobic skutecznie- Ty miałas oparcie w mężu, ale czy jakby autorka się postawiła to by coś ugrała?
                • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 17:27
                  Jak urodziłam pierworodnego to mój mąż przez kilka pierwszych dni był jak pijane dziecko we mgle, też chyba z tej radości i oszołomienia rolą ojca. I to raczej on potrzebował wtedy mojego wsparcia big_grin Stąd miedzy innymi nalot dywanowy całej rodziny na porodówkę - nie miał kto im tego cudownego pomysłu wyperswadować.


                  Ale mimo tego że w walce o swoje terytorium byłam właściwie zdana na siebie, miałam śmiałość nie zgodzić się na kolejny przejaw radości tesciów - pomysł zamieszkania u nas na jakiś czas, żeby nam pomagać zajmować dzieckiem. Po pierwsze - nie mieliśmy na to warunków lokalowych (20 m kawalerka), po drugie - po tym co odstawili w szpitalu byłam pewna że takiej "pomocy" nie potrzebuję i nie chcę.

                  To byla jedna z najważniejszych lekcji asertywnosci w moim życiu i jestem z siebie dumna że postawilam wtedy na swoim nie psując dobrych stosunków panujących w rodzinie.
                  • lady_lula Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 19:13
                    Ja moich teściów tak "wychowałam", że przy trzecim dziecku teść wziął je na ręce dopiero po czterech miesiącach, a pierworodnej wnusi omal nie zamiętolił na śmierć, włącznie z oblizywaniem jej paluszków tudzież pozwoleniem żeby brała jego nochal do buzi, co we mnie budziło odruch wymiotny i gorący sprzeciw oczywiście, hormony nie hormony. Teściowie jakoś nadal się do mnie odzywają, powiedziałabym wręcz, że liczą się z moim zdaniem bardziej niż ze zdaniem własnego syna, a to, że cichcem za naszymi (rodziców) plecami próbują postępować "po swojemu" skutkuje po prostu tym, że widują się z wnukami tylko pod kontrolą a dzieci ich opiece nie powierzamy. Krótka piłka.
            • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:58
              Dla Ciebie to nie było kłopotliwe i absorbujące - dla autorki tak i trzeba to uszanować.
          • strz_ala Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 31.07.13, 17:13
            Ta radość nie powinna naruszać "rodzinnego miru". Cieszmy się z rodziną ale wtedy kiedy jest po temu odpowiedni czas... Komfort i kondycja kobiety po porodzie, zabezpieczenie potrzeb dziecka powinno być ustawione w pierwszej kolejności - potem odwiedziny i chwalenie się bliskim i znajomym. Po porodzie tyle się rzeczy dzieje z kobiecym organizmem (nawet bardzo niehigienicznych), że w obecności osób blisko niespokrewnionych trudno się czuć dobrze... Znam przypadki kiedy odwiedzający natrętnie gapili się na obnażoną pierś i nie poczuwali się do tego aby zostawić trochę intymności matce i dziecku... Co do fachowości "babć" - czasem mam wrażenie, że cudem udało im się wychować dzieci, albo dopadła ich starcza demencja bo to co potrafią wymyślić graniczy z niebezpieczną głupotą. Nie należy deprecjonować roli ojca, ale chyba powinien zrozumieć sytuację żony, pomóc przy dziecku i na tym się skupić, a wszelkie decyzje co do wizyt podejmować razem z żoną - dziecko nigdzie nie ucieknie, a przynajmniej do pełnoletności będzie blisko wink
      • katiko Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 13.08.13, 13:16
        Moja tesciowa trzymala dziecko tuz po narodzinach bo jak wspomnialam to wczesniak i przyszedl na Swiat akurat wtedy jak tu byla. Przez caly czas jak bylam w szpitalu przychodzila i go brala na rece, karmila. Wtedy - przy innych mamach - jakos umiala uszanowac jego sen, glod czy placz. W sobote wieczorem wyszlam ze szpitala, a ona w nd wracala do siebie.
    • jowita771 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 10:34
      Współczuję, Twój mąż to idiota. Ja bym na pewno poważnie rozważyła rozwód, jeśli się nie zmieni. Zamiast się zająć własnym maleńkim dzieckiem woli niańczyć siostrę, kretyn, ot co!
    • run_away83 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:00
      Hmmm... a ja rozumiem autorkę wątku. Mój dom jest moją twierdzą. Ponieważ to ja zajmuję się domem, i na mnie spoczywa większość obowiazków zwiazanych z przyjmowaniem gości, ja ustalam kiedy i na jakich zasadach owych gości przyjmujemy. I ściśle uzależniam to od mojego stanu zdrowia i samopoczucia. Jak jestem chora albo padam na pysk, to gości nie zapraszam, a jak się sami wproszą bez zapowiedzi, to mogę ich ewentualnie zabawić rozmową nie ruszając dupska z kanapy, a jak chcą jeść lub pić to pokazuję paluszkiem gdzie jest kuchnia albo zamawiam pizzę i nie daję się wrabiać w żadne podawanie talerzy i zmywanie.

      Jak urodził się pierworodny to rodzice męża wpadli na genialny pomysł, że przyjadą na tydzień, dwa, może miesiąc i zamieszkają z nami żeby pomóc nam przy dziecku - mieszkaliśmy tymczasowo na 20 m2 w pokoju z aneksem kuchennym, między naszym łóżkiem a komodą i łóżeczkiem nie było gdzie stopy postawić. Grzecznie podziękowałam za ofertę pomocy i ze śmiertelną powagą zapytałam, czy zamierzają spać z nami w łóżku, bo innej opcji podejmowania nocujących gości w tym mieszkanku nie było. Okazało się że ten subtelny szczegół im umknął. Do odwiedzin nie doszło - my byliśmy u nich jak mały miał dziesięć dni, żeby zobaczyli wnuka.

      I kolejna sprawa - małe dziecko to człowiek a nie żywa laleczka, która przyszła na świat w charakterze zabawki dla babci i cioci. Jak ktoś zakłócał sen, karmienie czy czynnosci pielegnacyjne, albo pchał się z łapami do noworodka bo miał ochotę sobie potarmosić, a grzeczne tłumaczenie nie pomagało, to bez ceregieli zabierałam dziecko z komentarzem że noworodek to żywa istota i nie pozwolę się nad nim znęcać.

      Stosunki z rodziną mam fajne - widujemy się regularnie, chlopcy uwielbiają dziadków, wujków i ciocie.
      • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:04
        run_away83 napisała:
        > Jak jestem
        > chora albo padam na pysk, to gości nie zapraszam, a jak się sami wproszą bez z
        > zapowiedzi, to mogę ich ewentualnie zabawić rozmową nie ruszając dupska z kanapy,
        > a jak chcą jeść lub pić to pokazuję paluszkiem gdzie jest kuchnia albo
        > zamawiam pizzę i nie daję się wrabiać w żadne podawanie talerzy i zmywanie.

        I to się nazywa zdrowe podejście do tematu smile
    • ewcia1980 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 11:51
      Jak na forum o odwiedzinach teściowej u nowo narodzonego dziecka to wszystkie tygodni potrzebują aby dojść do siebie po porodzie.
      Jak w,atek o porodzie sn kontra cc to jedna przez drugą przechwala się jak to już na drugi dzień swietnie sie czuły i wszystko robiły.
      Dziwne to troche.

      Sama urodziłam dwoje dzieci więc wiem jak wyglądają pioerwsze tygodnie i miesiące po porodzie.
      Mi trafiły się 2 egzemplarze które mało spały i na dodatke miały mega kolki.
      Człowiek faktycznie jest niedospane i hormony robią swoje.
      Ale .....bez przesady.
      Po 2-3 tygodniach człowiek już zaczyna normalnie funkcjonować.
      A wyśpi sie ..... może i dopiero za dwa lata (przy odrobinie szczęścia troche szybciej)

      Moi teściowie zobaczyć wnuki byli juz w szpitalu.
      Przyszli na 15 minut, przynieśli prezenty, potrzymali dziecko na rękach.
      Nikomu przez to nie ubylo. Ani żadna krzywda się nie stała.

      Im dłużej czytam to forum tym bardziej szokuje mnie jak ludzie potrafią wyszukiwać sobie problemów.

      Do autorki - masz rację... już dziś biegnij składać papiery rozwodowe uncertain to rozwiązanie wszystkich problemów.
      OMG
      • motyllica Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:03
        popieram.
        przecież to już 4 tygodnie.
        niech się cieszy, że teściowa jednak nie przyjechała na sam poród.

        a z tym rozwodem to też przesada, przecież autorka nie pisała, że mąż jej wcześniej nie wspierał. a wy wszystkie tak od razu papiery rozwodowe szykujecie za każdą pierdołę?
        • ewcia1980 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:17
          motyllica napisała:
          > a z tym rozwodem to też przesada, przecież autorka nie pisała, że mąż jej wcześ
          > niej nie wspierał. a wy wszystkie tak od razu papiery rozwodowe szykujecie za k
          > ażdą pierdołę?

          no właśnie nie i dlatego śmieszy mnie to histeryzowanie autorki postu.
          no i ten tłum wspierających e-mam, które pokrzykują, że one od razu kopnełyby takiego w tyłek.
          no dramat.
          ludzie nie są idealni a nad związkiem (i sobą) trzeba duzo pracować.
          a na forum - złota rada - kopnij w tyłek i rozwiedz się.

          • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:28
            Jasne, najlepiej znosić złe traktowanie pana w milczeniu. Kobiety wiele zrobią dla pary portek i to jest strasznie smutne.

            Nie mówię od razu o rozwodzie- bo to nie jest dobry moment na przysparzanie dodatkowych stresów kobiecie z niemowlęciem, ale pan, który zachowuje się przemocowo wobec kobiety, która w tym momencie jest najbardziej bezbronna, raczy ją uroczymi "ty i ja dlugiej przyszlosci razem nie mamy" oraz "on zarabia na rodzinę", ma gdzieś uczucia autorki, nie opiekuje się kobietą w ciąży stoi na krótkiej drodze do skreślenia.
            Zrobiłabym co najmniej dżihad. Jeśli pan by zrozumiał, kajał się, zmienił swoje zachowanie to może jest do wybaczenia (tzn. ja bym nie wybaczyła, ale autorka może spróbować).
            I strasznie, naprawdę smutne jest to, że kobiety wyzbywają się swoich potrzeb, zgadzają się na przemocowe zachowania, obsługują pana leżącego przed telewizorem 24 h na dobę w imię pracy nad związkiem.
            • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:34
              Nie zagalopowałaś się aby?
              Pan pewnie został podkręcony przez siostrę i matkę i znalazł między młotem a kowadłem - mężczyźni fatalnie się w tym odnajdują i teraz autorka powinna przywrócić hierarchię ważności. Bez histerii, bo histerię łatwo zlekceważyć. Stanowczo, krótko, nie zgadzam się, oczekuję twojej pomocy drogi mężu, masz takie i takie obowiązki.
              Noworodek czy młodsze niemowlę nie jest zabawką, na socjalizację przyjdzie czas, teraz ma miec spokój.
              • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:09
                > Pan pewnie został podkręcony przez siostrę i matkę i znalazł między młotem a ko
                > wadłem - mężczyźni fatalnie się w tym odnajdują i teraz autorka powinna przywró
                > cić hierarchię ważności.

                Jasne, to tylko mężczyzna, on tak ma... Nie kupuję takich usprawiedliwień.
                Każdy średniorozgarnięty człowiek powinien wiedzieć, że teraz najważniejsza jest dla niego żona po porodzie i niedawno urodzone dziecko. To nie autorka powinna przywrócić hierarchię ważności, a pan i to z podkulonym ogonem.
                • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:11
                  wyznawczyni_wielkiego_czerwia napisał(a):
                  > Każdy średniorozgarnięty człowiek powinien wiedzieć, że teraz najważniejsza jes
                  > t dla niego żona po porodzie i niedawno urodzone dziecko. To nie autorka powinn
                  > a przywrócić hierarchię ważności, a pan i to z podkulonym ogonem.

                  No tak - byczek rozpłodowy wykonał pracę i teraz ma tylko kasę przynosić, bo on i jego potrzeby, zdanie już się nie liczą smile
                  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:16
                    Pan ma potrzebę troszczenia się o dobro matki i siostry, a żona i dziecko to rodzina drugiej kategorii? Fajnie.
                    Eot, panie z cudownymi inaczej mężami będą przekonywać, że takie sytuacje są codzienne, normalne i należy się dostosować do przemocowego chłopa.
                    • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:17
                      wyznawczyni_wielkiego_czerwia napisał(a):
                      > Pan ma potrzebę troszczenia się o dobro matki i siostry, a żona i dziecko to ro
                      > dzina drugiej kategorii? Fajnie.

                      Może pan dostrzega, że to nie jest sytuacja albo-albo. Może jednak w związku powinien istnieć jakiś kompromis a nie dyktatura.
                  • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:17
                    araceli napisała:

                    > No tak - byczek rozpłodowy wykonał pracę i teraz ma tylko kasę przynosić, bo on
                    > i jego potrzeby, zdanie już się nie liczą smile

                    Przesadzasz. W druga strone to tez dziala. Zalozmy, ze moj jest chory, przemeczony albo cos takiego, a moja rodzina radosnie oznajmia zamiar przyjazdu. Zapewniam cie, ze z lojalnosci do niego jestem w stanie umiejetnie wybic im to z glowy. Na tym chyba pomaga zycie w malzenstwie czy stalym zwiazku - tworzymy swoje wlasne zycie rodzinne, i najlepiej, gdy zgrywa sie ono z inna rodzina, ale przeciez jej nie podporzadkowuje.
                    • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:20
                      cherry.coke napisała:
                      > Przesadzasz. W druga strone to tez dziala. Zalozmy, ze moj jest chory, przemecz
                      > ony albo cos takiego, a moja rodzina radosnie oznajmia zamiar przyjazdu. Zapewn
                      > iam cie, ze z lojalnosci do niego jestem w stanie umiejetnie wybic im to z glowy.

                      A ja na przykład nie czuję takiej potrzeby. Jestem chora to mogę leżeć w drugim pokoju albo na kanapie pod kocem. Jak chłop chce gości to niech ma ja po prostu z wygodnej pozycji się nie ruszam i tyle.
                      • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:22
                        araceli napisała:

                        > A ja na przykład nie czuję takiej potrzeby. Jestem chora to mogę leżeć w drugim
                        > pokoju albo na kanapie pod kocem. Jak chłop chce gości to niech ma ja po prost
                        > u z wygodnej pozycji się nie ruszam i tyle.

                        Jasne, calymi dniami, a oni robia rejwach dookola ciebie. I jeszcze wszyscy maja tak jak ty, lacznie z pologiem.
                        Wybacz EOT, bo trollujesz juz otwarcie big_grin
                        • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:25
                          cherry.coke napisała:
                          > Jasne, calymi dniami, a oni robia rejwach dookola ciebie. I jeszcze wszyscy maj
                          > a tak jak ty, lacznie z pologiem.

                          Nie - nie 'wszyscy' - wyraźnie zaznaczyłam, że piszę o sobie i o tym, gdzie ja widzę kompromis w mojej sytuacji. A napisałam to tylko, żeby pokazać, że można też inaczej. Czy trzeba - to już każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie czego właściwie chce.
                          • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:28
                            Nie wiadomo jakie autorka ma warunki mieszkaniowe. Moze goscie wchodza jej na trase lozko-kibel na przyklad.
                          • cherry.coke Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:34
                            Jejku no ale ona przeciez poszla na kompromis. Wymuszona wizyte przyjela, przygotowala (przy tej liscie objawow, jakie wciaz odczuwa - moj podziw). Dopiero jak towarzystwo zaczelo przeginac, zaczela protestowac, a maz ja wtedy pstryk - usadzil.
                            • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:36
                              I to usadzil w tak beczelny sposob.
                              • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:32
                                ja mysle tak- mąż ją potraktował z buta bo jawi się mu ona jako trzeszcząca baba

                                dziewczyna pewnie ma problem z egzekwowaniem swoich oczekiwań

                                meża na psryk nie zmieni, mąż sam się nie zmieni

                                wiec albo zacznie zachowywać się tak, żeby mąż inaczej ją traktował i szanował, albo niech sie w cholerę rozwiedzie

                                trukanie jaki to mąż zły i niewyrozumiały jest bez sensu
                                • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:36
                                  > wiec albo zacznie zachowywać się tak, żeby mąż inaczej ją traktował i szanował,

                                  I wszystko jasne...
                                  • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:50
                                    > > wiec albo zacznie zachowywać się tak, żeby mąż inaczej ją traktował i sza
                                    > nował,
                                    >
                                    > I wszystko jasne...

                                    moze też liczyc, że sam z siebie się zmieni

                                    tylko może się niedoczekać... i albo ona faktycznie chce cos zmienic, albo chce zeby było inaczej ale samo z siebie

                                    takiego chlopa sobie wybrała wiec teraz chcąc cos uzyskac musi znaleśc na niego sposób

                                    albo kpa w d.

                                    ale nie liczyłaby na objawienie meza czy tesciowej
                        • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:30
                          bez przesady

                          jak ma sie normalne stosunki w rodzinie to każdy rozumie np niedyspozycję

                          jak do mnie przyjeżdzają teściowie to nie ma strasznego hałasu, latania- normalnie się zachowujemytongue_out

                          jak się np gorzej czuję to może leżeć- nawet teściowa mężowi pomoże -

                          sama jak jestem u teściów i np jestem chwilowo zmęczona, głowa mnie boli to bez krępacji kładę się na kanapie w salonie- rozmawiamy, chcę uczestniczyc w rozmowie, ale sobie leżę

                          jak nie mogę tego znieśćtongue_out to idę do drugiego pokoju np.
                          • pfegele Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:32
                            To fajnie, ze tesciowie Cie szanuja, ale autorke watku juz niekoniecznie.
                            • aneta-skarpeta Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 16:49
                              pfegele napisała:

                              > To fajnie, ze tesciowie Cie szanuja, ale autorke watku juz niekoniecznie.

                              myslę, że szacunku nie dostaje się z marszu
                              trzeba go sobie wypracować- każdy musi

                              szacunke nalezy się i teściowej i synowej

                              czasem idzie łatwiej, czasem trudniej

                              jak mąż nie słucha, teściowa nie słucha to liczenie, aż się zmienią nic nie da

                              jednoczesnie o ile sytuacja jest trudna to odnoszę wrażenie ze autorka jest poddenerwowana i troszke przesadza, bo mąż zalatwił obiad, przewijał malucha etc
                              • ledzeppelin3 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 13.08.13, 22:28
                                > myslę, że szacunku nie dostaje się z marszu
                                > trzeba go sobie wypracować- każdy musi
                                >

                                Nie, szacunek należy się Z MARSZU zarówno synowej, jak i teściowej. TU teściowa z marszu nie szanuje synowej.
                      • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:24
                        A ja owszem, czuję. Ma być cisza, spokój i bez ludzi, którzy jakoś wchodzą w przestrzeń tzn. bez niedomowników.
                • triss_merigold6 Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 13:13
                  Pragmatycznie: skoro już mleko się wylało, to autorka musi wymóc respektowanie swoich potrzeb i potrzeb noworodka.
                  W modelowym układzie powinno być inaczej i tak jak piszesz. Ale tu nie jest.
            • araceli Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:36
              wyznawczyni_wielkiego_czerwia napisał(a):
              > Nie mówię od razu o rozwodzie- bo to nie jest dobry moment na przysparzanie dod
              > atkowych stresów kobiecie z niemowlęciem, ale pan, który zachowuje się przemoco
              > wo wobec kobiety, która w tym momencie jest najbardziej bezbronna, raczy ją uro
              > czymi "ty i ja dlugiej przyszlosci razem nie mamy" oraz "on zarabia na rodzinę"
              > , ma gdzieś uczucia autorki, nie opiekuje się kobietą w ciąży stoi na krótkiej
              > drodze do skreślenia.

              No pięknie - pan urósł do miana przymocować. Co jeszcze?! Kto da więcej?!
            • wegatka Re: Konflikt rodzinny (dlugie) - musze sie wyzali 26.07.13, 12:44
              Ja pierniczę, to już się tu nawet przemocy doszukałaś? Dobre sobie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka