kremciapciulkowy
09.08.13, 07:26
Tak sobie czytam stary wątek volty i dręczy mnie pytanie - dlaczego niektóre z was z taką pogardą wyrażają się o niepracujących z wyboru kobietach? Też byłam w domu kilka lat i wiem, jaka to harówka. Na obrotach przez 24/h. Mąż miał wszystko podstawione pod nos, uprane, wyprasowane, gorący obiad lub kolację, kanapki i sałatkę do pracy. Ze spraw domowych interesowały go tylko drobne naprawy, całą logistykę okołodzieciową i domową załatwiałam ja. Ba, nawet całe sprzątanie ogrodu po budowie wzięłam na siebie, nauczyłam się obsługiwać krajzegę, piłę spalinową i kosiarkę. Myłam nasze samochody. Piekłam chleby, mięsa, uprawiałam ogródek, oszczędzałam. No i opieka nad dzieckiem oczywiście do tego. W porównaniu do mojej pracującej zawodowo sąsiadki, która osiem godzinek spędzała w klimatyzowanym biurze przy kawce nie przepracowując się zbytnio, to harowałam jak dziki osioł. Sąsiadka w domu nie robi nic, bo "zmęczona". Teraz mój mąż z rozrzewnieniem wspomina czasy mojego pobytu w domu, bo raz, że było dużo taniej, teraz za wszystko trzeba zapłacić, a dwa - miał spokój, teraz musiał się włączyć i widzi, ile to pracy. Reasumując- czasem niepracująca żona ma dużo większy wkład do budżetu domowgo niż ta pracująca zawodowo. Dlaczego zatem jest traktowana przez niektórych jako leń, któremu nie chce się pracować??