tak określiłabym sporą część ludności miasta Poznania, która wczoraj w okolicach godziny 16-18 przechodziła i przejeżdżała przez plac Cyryla Ratajskiego.
Auto mi nawaliło. na tymże placu. zdołałam zjechać na skrawek chodnika, pośrodku przejścia dla pieszych. stanęłam, włączyłam awaryjki i grzecznie czekałam ze śpiącym z tyłu dzieciakiem na pomoc drogową. ile się nasłuchałam bluzgów, ile trąbków - po chodniku dało się przejść z lekkim dytkiem, ulicy nie blokowałam w żaden sposób.
jedna jedyna pani, która warknęła że "na przejściu bla bla bla", której odpowiedziałam, bo paląc akurat miałam otwarte okno, że auto mi klękło, przeprosiła i cytuję "zwróciła honor"
ludzie ślepi są? awaryjne włączone. trójkąt niepotrzebny. ale nie. burczeć musieli. żesz kuśwa. pewni myśleli, że zmanierowana dziunia w bumie se przystanęła
tylu komentarzy się dawno nie nasłuchałam. każdemu z nich z osobna chciałam życzyć tego samego, ale stwierdziłam, że zła energia wraca, więc się powstrzymuję