eo_n
08.10.13, 09:24
Wątek naturalnie z tych średnio poważnych, a zainspirowany przedszkolnym.
Pozwolę sobie zacytować wypowiedź, przez którą coś tam mi przyszło do głowy:
bei napisała:
> Dwoch synow chodzilo do prywatnego przedszkola ( gdzie w jednym opłaty były niż
> sze od panstwowego ), nie było lansu, nie bylo mody na określone zabawki.
> W tym czasie dzieci znajomych chodzily do innych przedszkoli w tym i państwowyc
> h i tam, szczegolnie w jednym była rewia mody ubranek i zabawek.
Oczywiście, że reguły nie ma - jak zawsze

, jednak zastanawiam się, czy aby to nie jest tak, że zamożniejsi (nawet mało, ale jednak ponad przeciętną) częściej mają lans w nosie, natomiast ci "aspirujący" bardziej się starają.
Znałam kiedyś małżeństwo z dzieckiem ubrane w markowe ciuszki od stóp do głów, ona b. odstawiona (z gustem

) i zawsze sądziłam, że oni są raczej zamożni. Aż dowiedziałam się, że w 3 os. mieszkają na 32 m2... Przyznam, że byłam zdziwiona. Nie wiem, czy to było działanie zamierzone (tzn. "sprawiać wrażenie", czy przypadek, bo akurat takie ciuchy im się podobały), ale mnie to zastanowiło.
I ja sama... Ciut po studiach żaden bank nie chciał mi dać kredytu na mieszkanie. Wkurzyłam się i wzięłam na samochód (bo ci przytomnie dawali przedsiębiorcom na oświadczenie) - jeżdżę nim do tej pory

udany zakup, jednak wtedy robiło to ogromne wrażenie, że taka młoda, a ma auto z salonu... Te reakcje mnie wówczas bardzo zaskakiwały.
Szczególne, że teraz mam znacznie lepszą sytuację ogólną, a nadal jeżdżę tym autem

Niedługo je pewnie będzie trzeba wymienić (jaka szkoda!), ale już chyba nie kupię nówki