vithe
14.11.13, 00:27
Nick zmieniony na potrzeby watku, ale i tak jestem głównie czytaczem.
Córka lat 10, 4 klasa. Wychowawczyni - nauczycielka wf. Córka jest najlepszą uczennicą w klasie, jest bardzo uzdolniona. Otrzymuje tylko 5 i 6, ja w to w ogóle nie wnikam, córka sama odrabia lekcje, sama pakuje plecak. Lubi szkołę, bardziej niż w klasach 1-3, kiedy się nudziła, teraz rozwija skrzydła.
Problem w tym, że ma duże problemy z motoryką dużą, jest nieskoordynowana. Ogólnie jednak zdrowa. Z motoryki małej najlepsza w klasie. Wiem, ze powinnam ją wysłać na jakąś terapię SI, ale jestem samotna matka, pracuję na etat plus biorę fuchy, nie mam czasu ani pieniędzy.
Dziś zostałam wezwana na dywanik po zebraniu klasowym, wczesniej córka zasygnalizowała, ze wychowawczyni mnie oczekuje na zebraniu. Nauczycielka zgłosiła mi problem, ze córka słabo sobie radzi na zajęciach w-f, że "ma braki". Chce, abym wysłała córkę na zajęcia dodatkowe z wf, czyli dodatkową godzinę z w togdniu.
Normalnie nie miałabym z tym problemu, chociaż mają 4 godziny w tygodniu wf, ale - i tu pytanie do Was - czy nie miałam prawa być poirytowana? Bo skonczyło się tak, że poszłam z kobietą na noże i wcale nie chodziło mi o dodatkową godzinę wf. Bardzo zdenerwowało mnie to, że robi taki problem, z tego, że moja córka jest słaba z wf na tyle, zeby mnie wzywac po zebranu. Przy czym ona nie zaobserwowała powaznych problemów ze zdrowiem, tylko fakt, że ma słabe oceny z wf i "każde dziecko chce miec lepsze oceny" Na moje dictum, ze nie interesują mnie jej oceny ogólnie i ze moze jej stawiac spokojnie 2 i 3 z wf i uczę dziecko, by nie zwracało uwagi na oceny, zaaregowała chaotycznie i burzliwie. Ostatecznie cała rozmowa stała się chaotyczna i burzliwa Na koniec powiedziałam, że będę się przyglądać temu, jak uczy w-f, a ona spytała, czy jej grożę i mnie "grzecznie" pożegnała.
Zdaję sobię sprawę z tego, ze moja córka ma problem z motoryką dużą, ja sama miałam, moze to dziedziczne. Jednak jako nastolatka zainteresowałam się pływaniem, potem startowałam w zawodach pływackich oraz ratowniczych. Córkę staram się uczyc pływania, jak na jej mozliwosci idzie niezle.
Bardzo mnie ta sytuacja wzburzyła. Nie oczekuję peanów na temat tego, że córka jest wyjątkowo zdolna, ale tu nie było na ten temat ani słowa, tylko dywanik i hasło, że nie umie odpić piłki od ściany i ją złapać. Zaznaczę, że zareagowałam bardzo ostro, ostrzej niż opisuję.
Czy mam rację, że się zdenerwowałam?